Źródło: http://ashraf62.wordpress.com

“Usuńcie Egipt, a cała fabuła opowieści izraelitów błyskawicznie się rozpadnie”.

Autor: dr Ashraf Ezzat, tłum. wMordechaj

Czy wiecie o tym, że Egipt jest wymieniony w Biblii w przybliżeniu 700 razy (Egipt – 595 razy, Egipcjanie – 120 razy).

W oczywisty sposób Egipt musiał odgrywać ogromną rolę w historii hebrajczyków, bo w przeciwnym wypadku nie byłby wciąż powtarzającym się tematem żydowskiej świętej księgi. Egipt był, i wciąż jest, imponującą uwerturą do opowieści izraelitów. Usuńcie Egipt, a cała fabuła opowieści izraelitów błyskawicznie się rozpadnie.

Ziemia nad Nilem została uznana za teatr epickich opowieści izraelitów na temat rzekomego zniewolenia, boskiej zemsty, tułaczce po pustyni i końcowym zapierającym dech w piersiach i kwestionującym logikę wyjściu z ziemi egipskiej. Lecz z drugiej strony, czy wiecie ile razy Izrael i izraelici zostali wspomniani w zapisach pochodzących ze starożytnego Egiptu?…A więc, według historii oraz skrupulatnych zapisów starożytnych Egipcjan – gotowi na niespodziankę – jeden raz lub…może nawet ani razu.

Zanim zabiorę was w małą podróż w przeszłość, około 3000 lat wstecz, chciałbym, abyście skupili swą uwagę na tym paradoksalnym stosunku 1:700, i postarajcie się odpowiedzieć sobie na to proste pytanie; jak zareagujecie, gdy ktoś opowiada wam coś setki razy, wymienia miejsca, przytacza opowieści, dzieli się z wami różnymi rzeczami, tylko że wy ciągle nie wiecie, kim on jest, i o czym on do cholery opowiada…jak nazwiecie taką osobę? Łgarz! Załgany pajac!…albo może kogoś, kto próbuje ukraść wam waszą moc. Jeżeli taka jest twoja odpowiedź, to znaczy, że mamy wspólny grunt do następnej dyskusji. Jeśli nie, zatem zróbmy skok w naszej machinie czasu i odwiedźmy starożytne imperium Egiptu w zenicie jego chwały.

Jedna wzmianka, lecz później brak kolejnych

Stella Króla Merneptaha, 1208 r p.n.e
Jedyny raz, gdzie nazwa Izrael zostaje wymieniona w tekstach staroegipskich, najbardziej skrupulatnych i spójnych spośród cywilizacji starożytnych i zawierających zapis chronologiczny wydarzeń z okresu prawie 3000 lat, to Stella Merneptaha, blok z czarnego granitu pokryty wyrytym w kamieniu opisem zwycięstw króla Merneptaha, syna Ramzesa II, w kampanii zbrojnej przeciw Libijczykom Meshwesh (plemię z Cyrenaiki na obszarze dzisiejszej Libii – przypis tłum) oraz ich sojusznikom – Ludziom Morza, ale ostatnie dwie linijki na stelli, wiersz 26 i 27, odnoszą się do poprzedniej kampanii wojskowej w Kaanan na Bliskim Wschodzie. Stella, jaką datuje się na około 1208 r p.n.e została odkryta przez znanego w świecie brytyjskiego archeologa, Flindersa Petrie’go w Tebach w 1896 roku.

Inskrypcja zawiera hymn i listę zwycięstw wojskowych faraona. Plemię, które Merneptah zwycięsko rozgromił nazywało się „I.si.ri.ar”? albo, jak to szybko zasugerował Petrie: „Izrael”! znajduje się na liście pokonanych. Wzmianka o Izraelu jest bardzo krótka; mówi ona po prostu: „Izrael leży w prochach, jego nasienia już nie ma”. Jednak ilość alternatywnych sposobów odczytania zapisu w tekście “I.si.ri.ar” była przedmiotem wielu debat. Najbardziej popularna alternatywa została przedstawiona jako – Jezreel (miasto) albo Dolina Jezreel. To było pierwsze pozabiblijne egipskie źródło, jakie wspomina plemię Izraela i ostatnie na ten temat.

No dobrze, może plemię, a nie królestwo, izraelskie zostało wymienione na Stelli Króla Merneptaha, ale stwierdzono tam, że zostało całkiem zdewastowane i przestało istnieć. Ciekawe jest to, że izraelici zostali opisani (są wyraźne hieroglify) na stelli egipskiej jako beduini/nomadzi, którzy zawsze są w ruchu, i którzy nigdy nie osiedlili się w żadnym miejscu/mieście – w przeciwieństwie do izraelickiej opowieści o inwazji i osiedleniu się, o jakiej majączą od wieków, a o czym całkowicie milczą egipskie zapisy – starożytne pismo Egipcjan, hieroglify, jakich odczytania dokonał w 1822 r. Jean Francois Champollion.

Izrael na hieroglifach (Stella Merneptaha)
O ile inni pokonani przez Egipcjan wrogowie wymienieni prócz Izraela na stelli Merneptaha, Ashkelon, Gezer and Yanoam (miasta zamieszkane później przez pelset/filistynów) zostały obdarzone określeniem miasto-państwo – „rzucony kij oraz trzy góry oznaczające obce państwo” – hieroglify odnoszące się do Izraela zamiast tego, wykorzystują symbolikę znaków dla oznaczenia obcego ludu: rzucony kij oraz mężczyzna i kobieta nad trzema pionowymi podwójnymi kreskami. Taki znak jest stosowany zwyczajowo przez Egipcjan dla oznaczenia plemion nomadzkich bez stałego miasta-państwa, a zatem ten ysrỉꜣr „Izrael” był nazewnictwem dla półnomadycznej ludności, która była zawsze w ruchu w czasie, gdy powstawała stella.

W przeciwieństwie do starej szkoły archeologii biblijnej, która jedną ręką grzebała szpadlem w ziemi, a w drugiej trzymała biblię, współcześni archeologowie opisują swe podejście naukowe jako im wspólne, i mają poglądy na Biblię jako jeden z ważnych wytworów ludzkich, w który liczne wieki nawarstwiania się różnych wpływów kulturowych (egipskich, fenickich i sumeryjskich) wywarły piętno w postaci integracji tekstu, a czasami nawet plagiatowania (lecz), nie kwestionują oni ogólnych warunków narracji tego świadectwa, gdyż każde znalezisko archeologiczne zdaje się pasować w ogólnym obrazie. Pomimo niedostatku znalezisk archeologicznych, jakie zdawałyby się potwierdzać wiarygodność hebrajskiej narracji biblii, współczesna archeologia nie zaprzecza, że izraelici istnieli; raczej stwierdza tylko, że istnieli w zupełnie inny sposób.

Na przykład, obecna egiptologia i archeologia kwestionują, że miał miejsce Exodus. Zamiast tego, mówią nam, że jest to pomieszany zapis o Wygnaniu Hyksosów z Egiptu przy podkreśleniu faktu, że Hyksosi nie mieli nic wspólnego z izraelitami. Od czasu rozpoczęcia długotrwałych wykopalisk w Kanaan/Palestynie prowadzonych przez izraelskich i zachodnich archeologów na początku XX wieku doszło do powiększenia rozddźwięku między prawdą historyczną, jaką znają akademicy, a opowieściami z biblii hebrajskiej, więc ja sądzę, że może odnajdziemy brakującą część gdzieś w innym miejscu. A ponieważ potrzeba nam bardziej logicznego i wiarygodnego udokumentowania, powinniśmy postarać się i poszukać prawdy w samym Egipcie.

Egipska hegemonia nad Lewantem/Kanaan

Relief ukazujący Króla Ramzesa II gromiącego swych nieprzyjaciół
Chronologia biblijna ironicznie umieszcza exodus około roku 1200 p.n.e, w okresie rządów królów Merneptaha i jego ojca, Ramzesa II, a udokmentowane świadectwo w ogóle nic nie mówi, nawet nie przypomina niczego, co znane jest w tej hebrajskiej opowieści o „Wielkiej Ucieczce” z doliny Nilu. Przeciwnie, król Merneptah nie zostawia po sobie żadnych opowieści o zaczarownych wężach albo rozstąpieniu się morza, lecz wyłącznie swą sławną stellę, która nosi świadectwo zniszczenia plemienia hebrajskiego.

Cywilizacja starożytnego Egiptu zależała niemal całkowicie od położenia geograficznego i jest to zasadniczy czynnik wyróżniający ją w stosunku do cywilizacji Mezopotamii. Ziemia Egiptu korzystała z wielu przeszkód naturalnych; na wschodzie państwa są pustynie, również na zachodzie od rzeki Nil, a także góry na południu i Morze Śródziemne na północy. To oddzielało starożytnych Egipcjan i pozwalało im rozwinąć prawdziwie wybitną kulturę. Chociaż starożytne Imperium Egipskie miało swe centrum nad rzeką Nil, królowie Egiptu bezustannie starali się sprawować kontrolę daleko poza granicami państwa w kierunku wschodnim i rozszerzali swoje wpływy na wielką połać Lewantu, aby zabezpieczać szlaki handlowe i stosunki polityczne z państwami wschodnimi. A zatem terytorium, jakie dzisiaj znamy jako Palestynę/Izrael, Jordanię, Liban i południową Syrię było praktycznie pod wpływem zwierzchnictwa egipskiego w oparciu o ufortyfikowane uzbrojone garnizony i fortece rozrzucone na tym obszarze. I dlatego wychodzi na jaw komiczność części opowieści o exodusie. To tak samo, jakbyś chciał uciec z USA, zaczynasz ucieczkę z Nowego Jorku, ale kierujesz się do Massachusetts, to zupełnie bez sensu. Synaj i Kanaan w owym czasie były bardzo egipskim terytorium.

Wodzowie społeczności plemiennych w Kanaan oraz władcy małych miast zmuszeni byli przysiąc lojalność potężnym królom Egiptu. W zamian gwarantowano im ochronę i wsparcie w przypadku trudności. (Czy w ogóle słyszeliście albo czytaliście, żeby obecność Egipcjan w Kanaan była wspomniana w monologu hebrajskiej biblii? Nie sądzę). Przykładem hegemonii egipskiej nad Lewantem/Kanaan, szczególnie w okresie nowego królestwa (1570-1070 p.n.e) jest dolina Meggido. Meggido jest biblijną nazwą miasta Armageddon, jakie wznosi się na nizinie, gdzie u kresu świata, odbędzie się ostateczna/mitologiczna bitwa pomiędzy armiami Pana oraz królów ziemi, jak mówi nam Księga Objawienia 16:16. Według udokumentowanej/ortodoksyjnej historii, prócz tego, że ma to być miejsce jednej z największych bitew imperium Egiptu, Megiddo było również jednym z centrów zapomnianych plemion, jakie były skupione w dolinach i porozrzucane wzdłuż egipskich międzynarodowych szlaków handlowych. Ci na wpół nomadyczni ludzie zarabiali na życie dostarczając wełny owczej.

Aby otrzymać wyraźniejszy obraz tego, jak tak zwane biblijne miasta uzależnione były w całkowity sposób od ochrony egipskiej oraz jak istotne to było dla ich wodzów, żeby ukazać ich niezachwianą lojalność wobec egipskiej monarchii; oto jeden ze słynnych listów z Amarny, odkryty w 1887 roku, w którym Biridiya, wódz plemienny z Megiddo praktycznie czołga się, błagając o pomoc króla Amenhotepa IV (Akhenaten, 1350-1334 p.n.e). Zauważcie, że Biridiya zwraca się do króla Egiptu “mój panie, mój boże i słońce”, a nie „faraonie” – inny biblijny mit, jaki autor tego eseju konsekwentnie obala.

Z listu Biridiyi z Megiddo:

“Do króla, mego Pana i mego Boga i mego Słońca, tako przemawia Biridiya, lojalny sługa króla: U stóp króla, mego Pana i mego Boga i mego Słońca, siedem razy po siedem razy leżę twarzą ku ziemi.

Dowiedz się mój królu, że odkąd łucznicy odeszli, Labayu (wódz Shechem-biblijnego miasta Jakuba i miejsce, gdzie podobno pochowano Józefa) okazało nam czyny wrogości, nie daje się nam zbierać wełny i opuścić bram nie możemy pod obecność Labayu, bo wie on, że łuczników (mi) nie dałeś; chce on teraz Megiddo zdobyć, lecz przecież król obroni swe miasto, ażeby Labayu go nie zajął. Po prawdzie, miasto wyniszczone śmiercią od zarazy i chorób. Błagam o setkę wojska obozowego do strzeżenia miasta albo Labayu miasto weźmie. Z pewnością żadne inne zamiary Labayu nie powodują, jak miasto zająć. Chce on zniszczyć Megiddo”.

Zatem biblijne miasto Megiddo było tak małe i słabiutkie, że 100 żołnierzy wystarczało, aby zabezpieczyć i bronić je przed próbą przejęcia go przez inne plemię. A było to w czasie, do jakiego odnosi się izraelicka historia o Osiedleniu się w Kanaan (Okres Sędziów).

Geopolityka i krajobraz starożytnego Kanaan

Kanaan na mapie
W istocie hebrajska biblia naszkicowuje nam taki oto błędny krajobraz ziemi Kanaan: przedstawiona ona jest jako atrakcyjne dla wielu różnych ludów miejsce, na które nawet bożek izraelitów, który wyraźnie cierpi na geograficzny analfabetyzm, zwraca swój wzrok, jako na ziemię obiecaną. Zróżnicowany krajobraz Kanaan, okolonej przez morze i pustynię, od Egiptu do Anatolii, w części składa się z ubogich ziem, w części z zielonych równin, nigdy nie rościł on sobie praw do koncepcji określenia swego statusu narodowego. W górach ciężko było przyżyć, a co dopiero pławić się w luksusach dworskiej polityki. Na nizinach miasta środkowego i południowego Kanaan były położone na starożytnych drogach głównych, jakie biegły z innych miejsc, łączyły Egipt i Hetytów oraz Mezopotamię.

Ponadto, biblijny opis w oczywisty sposób nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością geopolityczną panującą w Palestynie. Palestyna była pod władzą Egiptu aż do początku pierwszego tysiąclecia p.n.e. Egipskie centra administracyjne były rozlokowane w Gazie, Jaffie i Beit She’an. Obecność Egipcjan odkryto również w wielu miejscach po obu stronach rzeki Jordan. Ten uderzający przypadek obecności w ogóle nie jest wspomniany w przekazie biblijnym, i jest jasne, że był nieznany autorowi/hebrajskiemu skrybie i jego wydawcom. Ponadto, znaleziska archeologiczne rażąco przeczą biblijnemu obrazkowi: Kanaanejskie miasta nie były „wielkie”, nie były ufortyfikowane i nie miały murów sięgających chmur – jak to jest zapisane w kłamliwej historyjce o murach Jerycho. Heroizm zdobywców, fragmenty o wielkich liczbach i pomocy Boga w walce za swój lud, owszem istnieją, ale w księdze, bowiem rekonstrukcji teologicznej nie odpowiada żadna podstawa faktyczna.

Chociaż Stella Merneptaha jest jedynym egipskim świadectwem wymieniającym nazwę Izrael, lecz dostarcza ona licznych świadectw na temat kampanii militarnych w Palestynie/Kanaan. Kolejni egipscy królowie z czasów nowego królestwa (1550-1069 p.n.e) zostawili nam wartościowe inskrypcje (na stellach i murach świątynnych), jakie dokumentują wiele ich bitew w Kanaan, na przykład król Ramzes II o swej sławnej bitwie z Hetytami pod Kadesh (1274 p.n.e), i chociaż świadectwa o bitwie, jednej z najstarszych w historii, czynią nawiązania do wielkich miast Kanaanejskich/Lewantyńskich, żadne z biblijnych miast, tak często przytaczane w świętej dla hebrajczyków księdze, nie zostały nawet wspomniane w kronikach Kadeshu.

Ludzie morza dokonują inwazji na Kanaan

W ósmym roku panowania króla Ramzesa III, Ludzie Morza, najprawdopodobniej pochodzący z wysp Morza Egejskiego i Jońskiego, odważyli się przypuścić bezprecedensowy atak na Egipt z lądu i z morza. Król Ramzes III pokonał ich w dwóch zwycięskich bitwach, jednej lądowej, drugiej morskiej (11878 p.n.e). Tę bitwę opisano jako “pierwszą bitwą morską w historii”. Szczegóły zmagań są skrupulatnie zanotowane na murach pośmiertnej świątyni króla w Tebach/Medinet Habu – jednej z największych i najlepiej zachowanych świątyń w Egipcie. Chociaż Ludzie Morza zostali pobici, król Ramzes III nie potrafił w końcu powstrzymać części z nich (szczególnie Peleset/Filistynów) od osiedlenia się w Kanaan i Palestynie wkrótce po swojej śmierci. W Medinet Habu, Ramzes III przedstawił nazwy (w postaci stylizowanych wyobrażeń) siedmiu pokonanych wrogów, którzy stanowili napastniczą koalicję ludzi morza wraz z głównymi graczami politycznymi w Kanaan, a jacy zostali albo pokonani albo zmuszeni do przyłączenia się do ludzi morza, gdy ci rozpoczęli atak na egipskie granice:

Nazwy na inskrypcji:

(Hetyci) Nędzny wódz Kheta jako ocalały jeniec.

(Amoryci) Nędzny wódz Amor.

(Tjekker) Herszt (dosłownie Ktoś Wielki) wrogich Thekel (TAkwrA).

(Sherden) Sherden (SArAdAnA) zza mórz.

(Beduini) Wódz wrogich Sha[su] (SA ///).

(Teresh) Teresh (tjwrASA) zza morza.

(Filistyni) Wódz Pe[leset] (pw //////).

Biblia odmalowuje Filistynów – jedną spośród zidentyfikowanych części agresywanej koalicji przeciw Ramzesowi III – jako głównego wroga izraelitów, z którymi toczą oni niekończącą się wojnę, poprzetykaną różnymi mitycznymi opowieściami o bohaterstwie. (Dawid i Goliat). Ponieważ bitwa króla Ramzesa III miała miejsce w czasie, gdy zdaniem izraelickiej chronologii, dokonywało się tworzenie Zjednoczonego Królestwa (1030-931 p.n.e), możnaby zakładać, że oddziały piechoty Ramzesa III zmuszone do walk ze wszystkimi głównymi graczami z terenów Kanaan, w tym Hetytami, Amorytami i Filistynami, napotkałyby wśród nich również Izrael/izraelitów. Nie w tym jednak rzecz. Dobrze zachowane świadectwa z czasów Ramzesa III i jego bitwy w ziemi Kanaan eliminują izraelitów ze sceny historyczej oraz geopolitycznej tego regionu i co tym bardziej paradoksalne, dzieje się to kilka lat przed ustanowieniem rzekomego królestwa Dawida i Salomona. I o ile z łatwością możemy wyróżnić filistynów za pomocą odczytu inskrypcji na murach Medinet Habu, o tyle o izraelitach (w egipskiej dokumentacji) nie ma żadnego śladu.

A zatem oczywiste staje się pytanie, gdzie są ci izraelici, z którymi walczył Król Merneptah, według danych archeologicznych?

Jednak, prof. Ze’ev Herzog, z Wydziału Archeologii na Uniwersytecie w Tel Aviv, twierdzi, że nie ma żadnych dowodów w dziedzinie archeologii, że Izrael kiedykolwiek był potężny, czy to w czasach tworzenia Stelli Merneptaha, czy w innym okresie. Warunki panujące w starożytej Palestynie były nieprzyjazne dla osadnictwa miejskiego albo tworzenia podstaw jakiegokolwiek królestwa, a na pewno nie dawały szans na tworzenie projektów takich, jak Egipskie sanktuaria/świątynie albo pałace Mezopotamii, i takich rzeczy nigdy tutaj nie wybudowano. Egipskie dokumenty nie zawierają żadnej wzmianki o obecności izraelitów w Egipcie i milczą także na temat przypadków Exodusu. Tym niemniej, dokumenty historyczne wspominają o zwyczaju nomadyjskich pasterzy, wchodzenia do Egiptu w okresach suszy i głodu i tworzeniu osad w rejonie Delty Nilu. Jednak, to nie było odosobnione zjawisko: takie przypadki zdarzały się często w okresie ponad tysiąca lat i nie były czymś wyjątkowym.

W swym artykule “Rozbieranie na części Murów Jerycha”, jaki ukazał się z Ha’aretz (29.10.1999 r.), Ze’ev Herzog określa wzmiankę o Izraelu na stelli jako odniesienie do „grupy ludności nomadyjskiej”, która najprawdopodobniej była wciąż w ruchu, w poszukiwaniu urodzajnej ziemi, aby wypasać swoje stada. Herzog dochodzi do wniosku:

“Podczas trwających od 70 lat intensywnych wykopalisk w Ziemi Izraela, archeologowie odkryli: czyny patriarchów są opowieściami legendarnymi, nie przebywaliśmy w Egipcie i nie robiliśmy żadnego exodusu, nie dokonywaliśmy też podboju ziemi. Nie ma też żadnego dowodu na istnienie królestwa Dawida i Salomona. Ci, którzy mają w tym interes, znają te fakty od lat, ale Izrael to bardzo uparci ludzie i nie chcą o tym słyszeć”.

Wielu historyków zgadza się co do tego, że w najlepszym wypadku pobyt w Egipcie i przypadki exodusu z niego dotyczyły kilku-kilkunastu rodzin, a ich prywatne doświadczenia (mgliste przekazy z pamięci) ubrane w formę ludowych przypowieści, przeniknęły do ogółu i zostały „znacjonalizowane”, aby spełnić wymogi ideologii teologicznej, co jest bardzo podobne do tego, jak współcześnie syjonizm znacjonalizował te nieokreślone i niespójne żydowskie opowieści po to, by służyły jego politycznemu projektowi w Palestynie.

Próbując znaleźć wyjaśnienie tego rozdziału historii imperium egipskiego w późnym okresie Wieku Brązu, gdy kontrolowało ono cały Kanaan oraz praktycznie cały obszar Lewantu, sądzę że coraz mniej zagadkowe staje się dla nas, dlaczego Egipt prawie w ogóle nie wspomina Izraela w swych zapisach, podczas gdy izraelici bezustannie pieklą się i wreszczą o Egipcie.

Gdy Egipcjanie zajęci byli zadaniem utkania z różnych włókien swej unikalnej kultury i budową silnego imperium, izraelici w tym samym czasie zajmowali się opowiadaniem baśni i fikcyjnych historyjek, jakie z upływem czasu wyrosły w epopeję, gdy włóczyli się to tu, to tam.

Reklamy