Paul L. Williams
WATYKAN ZDEMASKOWANY
Mafia, zbrodnie, pieniądze
Przełożył Andrzej Dominiczak

Spis treści
Wstęp. Od pucybuta do milionera……………………………………………………………………………………….
Rozdział 1. Dar Mussoliniego……………………………………………………………………………………………..
Rozdział 2. Cud, jaki sprawiły pieniądze………………………………………………………………………………
Rozdział 3. Triumf mamony………………………………………………………………………………………………..
Rozdział 4. Bank Watykański………………………………………………………………………………………………
Rozdział 5. Katolicka Chorwacja i nazistowskie złoto…………………………………………………………….
Rozdział 6. Szczurze ścieżki………………………………………………………………………………………………..
Rozdział 7. Niezmierzone bogactwa…………………………………………………………………………………….
Rozdział 8. Różowy papież…………………………………………………………………………………………………
Rozdział 9. Wir Montiniego………………………………………………………………………………………………..
Rozdział 10. Wejście rekina………………………………………………………………………………………………..
Rozdział 11. Tajne stowarzyszenie……………………………………………………………………………………….
Rozdział 12. Nowe czasy, nowe zbrodnie…………………………………………………………………………….
Rozdział 13. Kościół fałszerzy…………………………………………………………………………………………….
Rozdział 14. Krach Spółki Watykan……………………………………………………………………………………..
Rozdział 15. Papież musi umrzeć…………………………………………………………………………………………
Rozdział 16. Afera Banco Ambrosiano…………………………………………………………………………………
Rozdział 17. Po burzy…………………………………………………………………………………………………………
Rozdział 18. Wszystko po staremu……………………………………………………………………………………….
Rozdział 19. Niezdobyta forteca…………………………………………………………………………………………..
Epilog………………………………………………………………………………………………………………………………
Przypisy:………………………………………………………………………………………………………………………….
Jeśli ktoś naucza inaczej i nie trzyma się zdrowych słów Pana naszego Jezusa Chrystusa oraz nauki zgodnej z pobożnością, jest nadęty, niczego nie pojmuje, lecz choruje na dociekania i słowne utarczki. Z nich rodzą się: zawiść, sprzeczka, bluźnierstwa, złośliwe podejrzenia, ciągłe spory ludzi o wypaczonym umyśle i którym brak prawdy – ludzi, którzy uważają, że pobożność jest źródłem zysku. Wielkim zaś zyskiem jest pobożność wraz z poprzestawaniem na tym, co wystarczy. Nic bowiem nie przynieśliśmy na ten świat; nic też nie możemy [z niego] wynieść. Mając natomiast żywność i odzienie, i dach nad głową, bądźmy z tego zadowoleni! A ci, którzy chcą się bogacić, wpadają w pokusę i w zasadzkę oraz w liczne nierozumne i szkodliwe pożądania. One to pogrążają ludzi w zgubę i zatracenie. Albowiem korzeniem wszelkiego zła jest chciwość pieniędzy. Za nimi to uganiając się, niektórzy zabłąkali się z dala od wiary i siebie samych przeszyli wielu boleściami. 1 List do Tymoteusza 5: 1-12, Biblia Tysiąclecia
Wstęp. Od pucybuta do milionera
Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami: Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni. Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami. Ew. Mateusza 5: 1-12, Biblia Tysiąclecia
28 października 312 roku n.e. zdarzył się cud. Dwóch centurionów wywlokło drobnego, niepozornego mężczyznę imieniem Milicjades z kryjówki przy jednej z bocznych uliczek w rzymskiej dzielnicy Trastevere. Pojmany – niemłody już człowiek – miał wszelkie powody, by sądzić, że trafi wprost do lochu. Był przywódcą wspólnoty chrześcijańskiej – ruchu wyznaniowego uznawanego w cesarstwie za religio illicita1. Spodziewał się aresztowania, rozprawy przed sądem i publicznej egzekucji. Przecież lud rzymski powinien na własne oczy ujrzeć, jaka kara czeka tych, którzy odmawiają składania ofiar oficjalnym bogom Cesarstwa Rzymskiego.
Milicjades, który nosił tytuł biskupa Rzymu, przez współwyznawców zwany był „ojcem”. Według tradycji, pierwszym biskupem Rzymu był apostoł Piotr, którego sam Jezus wyznaczył na założyciela Kościoła – widzialnego królestwa bożego na ziemi: „Ty jesteś Piotr [czyli skała], i na tej skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą.”2
Piotr założył w Rzymie gminę chrześcijańską. Apostoła ukrzyżowano w 64 roku n.e., za panowania Nerona. Jego następcą został Linus, który również zmarł męczeńską śmiercią. Milicjades był już trzydziestym drugim biskupem Rzymu. Niewielu spośród jego poprzedników zmarło we własnym łożu. Jednych rzucono na pożarcie dzikim bestiom, innych powieszono, a jeszcze innych ukrzyżowano i spalono, by jako ludzkie pochodnie oświetlali miejsca zabaw ludowych. Milicjades uczynił znak krzyża i pomodlił się. Prosił Boga o odwagę, bez której nie zasłużyłby na koronę męczennika. Centurioni zawiedli go przed oblicze cesarza Konstantyna, stojącego w pełnym słońcu w otoczeniu setek żołnierzy.
Cesarz prezentował się okazale. Był rosłym, blisko dwumetrowym mężczyzną o kwadratowej twarzy, błękitnych oczach i byczym karku. Tak jak jego żołnierze i konie uwalany był błotem i zaschniętą krwią. Tego ranka przy Moście Mulwijskim stoczył
zwycięski bój z wojskami Maksencjusza, swojego rywala na Zachodzie, po którym przybrał tytuł „augusta” i objął władzę nad Italią.
Konstantyn wierzył głęboko, że zwycięstwo zawdzięcza świetlistemu krzyżowi z napisem in hoc signo vinces (pod tym znakiem zwyciężysz), który ukazał mu się przed bitwą na porannym niebie. Jego żołnierze wyjaśnili mu później, że był to znak Chrystusa – boga chrześcijan.
Cesarz nie zakuł Milicjadesa w łańcuchy. Objął go serdecznie i okrył purpurową szatą, odebraną jednemu z pogańskich kapłanów. Pojmany nie wierzył własnym oczom. Wydarzenia tego dnia zdawały mu się zbyt niezwykłe, by mogły być prawdziwe. Na jego oczach zderzyły się dwa światy: do historii przechodziło Cesarstwo Rzymskie z jego potęgą, splendorem i przepychem; nadchodził świat Chrystusa – świat służby Bogu, świat ubóstwa, wyrzeczeń i prześladowań. Osłupiały Milicjades przytakiwał, gdy cesarz plótł coś o wielkim krzyżu na niebie, który miał odtąd być rzeźbiony na tarczach cesarskich żołnierzy. Milczał również, gdy cesarz pomylił Jezusa Chrystusa, który zbawił człowieka przez swoją śmierć na krzyżu, z Solem – rzymskim bogiem słońca.
Konstantyn zapragnął ujrzeć miejsce, w którym pogrzebano szczątki Piotra – pierwszego następcy Chrystusa. Milicjades poprowadził cesarza i jego legionistów na cmentarz za miastem, gdzie pośród innych grobów chrześcijańskich, przy drodze via Kornelia po wschodniej stronie Wzgórza Watykańskiego, znajdował się grób apostoła. Konstantyn padł na kolana i przysiągł zbudować w tym miejscu wielką bazylikę. Milicjades obruszył się, jednak nic nie powiedział. Bazylika nie była chrześcijańskim miejscem kultu. Była to budowla pogańska, urzędowa, w której posągom cesarzy oddawano cześć jak bóstwom. Określenie „bazylika chrześcijańska” brzmiało w jego uszach równie absurdalnie, jak kwadratowe koło. Świat stanął na głowie.
Po powrocie z cmentarza Konstantyn zaprowadził Milicjadesa do pałacu cesarzowej Faustyny na Lateranie. „Odtąd rzekł cesarz – pałac ten będzie domem Milicjadesa i wszystkich następców błogosławionego apostoła Piotra.”
Zmiany w Rzymie następowały z prędkością światła. Wraz z pałacem Milicjades otrzymał tytuł najwyższego kapłana – pontifex maximus – dotąd zarezerwowany dla samego cesarza. Tych, którzy pomagali mu odprawiać nabożeństwa, nazwano kardynałami, od łacińskiego słowa cardinalis, czyli zawiasowy, od cardo cardinie – zawias. Od XI wieku, gdy wiara chrześcijańska umocniła się i upowszechniła, kardynałowie tworzą kolegium, które od 1179 roku wybiera nowego papieża podczas konklawe.
Niemal z dnia na dzień, sprawujący obrzędy kapłani chrześcijańscy przywdziali pogańskie szaty liturgiczne, a do oczyszczenia moralnego i odpędzenia złych mocy zaczęli używać wody święconej i kadzideł. Synkretyczne praktyki łatwo zakorzeniały się w obrzędach i ceremoniach nowej wiary. Pogańscy konwertyci, wychowani i ukształtowani w kulturze politeistycznej, coraz częściej traktowali chrześcijańskich świętych i męczenników jak półbogów i modlili się wprost do nich. Proces łączenia się tradycji pogańskiej i chrześcijańskiej nasilił się wraz z upowszechnianiem się nowego kalendarza liturgicznego, w którym rzymskie feriae, dni odpoczynku, poświęcone bóstwom pogańskim, zostały zastąpione przez święta chrześcijańskie. Starzy bogowie, tak bliscy pogańskim sercom, byli odtąd czczeni jako święci chrześcijańscy. Bogini zwycięstwa Victoria stała się św. Wiktorią, a patroni rycerzy, Kastor i Polluks, rozpoczęli nowe życie w legendzie o świętych Kostnie i Damianie. Pobożni chrześcijanie, uznawszy, że ich wiara została skażona, kierowali skargi do
samego papieża. „Pogańscy przechrzci – piętnował nowe obyczaje biskup Klaudiusz z Turynu – nie odrzucili starych bożków – oni zaledwie zmienili ich imiona.” Jednak na nic zdały się skargi wiernych literze Pisma. Zmiany usankcjonował cesarski edykt.
Milicjades umierał w królewskim łożu w otoczeniu służby i najbliższych współpracowników. Na Piotrowym tronie zasiadł po nim Sylwester, który panował przez blisko 22 lata. Podczas jego pontyfikatu umocniła się świecka władza papieża. Za herezję lub błędne nauczanie, czyli każde nauczanie sprzeczne ze stanowiskiem Kościoła rzymskiego, heretykom i innym odstępcom groziła odtąd nie tylko klątwa, ale i kary świeckie, takie jak uwięzienie, wygnanie lub śmierć.
Żyjący w przepychu, w otoczeniu służby gotowej na każde ich skinienie, biskupi Rzymu stawali się coraz bardziej wyniośli. Zżerała ich pycha. Każdy, kto chciał się do nich zbliżyć, musiał paść na posadzkę i ucałować ich stopy. Papież Leon I (440-461), zwany „Wielkim”, głosił, że bez znaczenia jest, jak niemoralny lub nieudolny jest człowiek zasiadający na papieskim tronie, jeśli tylko jest prawowitym następcą Św. Piotra.
W tym samym czasie „Kościół ubogich” wielokrotnie pomnożył swój majątek. Hojnie wspomagali go bogacze i arystokraci, którzy porzucili dawnych bogów dla Chrystusa; szczodrze obdarzali go cesarze, od których otrzymał ogromne majątki ziemskie. U schyłku VI wieku imponujące rozmiary osiągnęły dobra ziemskie Kościoła w rejonie Rzymu, Neapolu, Kalabrii i Sycylii. Roczne przychody z tych dwóch ostatnich regionów przekroczyły 35 tysięcy florenów. W roku 764 papież Paweł I przyjął świecki tytuł duxplebes (przywódca ludu), a zwracając się do współwyznawców jako pierwszy użył nazwy „Państwo Kościelne”.
Ziemska potęga Kościoła rzymskiego wzrosła niepomiernie dzięki sławnej donacji Pepina Małego z 756 roku. Pepin, król Franków, przekazał Stolicy Apostolskiej ziemie odebrane Longobardom. Papież Stefan II objął w posiadanie rozległe terytoria: obwód rzymski, egzarchat raweński o obszarze 4542 mil kwadratowych oraz położony we wschodniej Italii region Pentapolis o powierzchni 3692 mil kwadratowych. Kościół katolicki stał się jednym z największych posiadaczy ziemskich w historii.
Rozdział 1. Dar Mussoliniego
Jeszcze raz wziął Go diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał Mu wszystkie królestwa świata oraz ich przepych. I rzekł do Niego: Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon. Na to odrzekł mu Jezus: Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz. Ew. Mateusza 4: 8-10, Biblia Tysiąclecia
W pierwszych dniach 1929 roku nad Kościołem katolickim zawisło widmo bankructwa. Nowy papież, Pius XI, błogosławił wprawdzie tłumy, jakie gromadziły się pod balkonem Bazyliki Św. Piotra, jednak w głębi serca czuł się więźniem Pałacu Laterańskiego. Załogę świeckich pracowników Watykanu zredukowano do garstki lokajów, ogrodników i gwardzistów.
Niemal wszystko w pałacu wymagało pilnej naprawy. Górne piętra przeciekały. Pokrywała je gruba warstwa odchodów tysięcy gołębi, które uwiły sobie gniazda na poddaszu. W piwnicy, w pomieszczeniach kuchennych, w salach recepcyjnych, jadalniach, a nawet w komnatach papieskich wybuchały pożary spowodowane awariami instalacji elektrycznej. Ojciec Święty słyszał szczury przemykające przez dziury w ścianach. Gryzonie zajęły również inne budowle kompleksu watykańskiego, w tym Bazylikę św. Piotra.3 Pogryzły nawet szczątki papieży złożone w szklanych trumnach w bocznych ołtarzach.
Z powodu szczurów niebezpieczne stało się wystawianie konsekrowanej hostii podczas uroczystości Adoracji Najświętszego Sakramentu. Na samą myśl o tym, że święte ciało Chrystusa miałoby stać się karmą dla gryzoni, gospodarze Watykanu wzdragali się ze zgrozy. Opłatek, który kapłan unosi ku niebu, okadza i błogosławi przy wtórze dzwonków, staje się rzeczywistym ciałem Zbawiciela z chwilą, w której ksiądz wypowiada po łacinie formułę: „Hoc est corpus meum” – „To jest ciało moje” – słowa, które protestanci złośliwie przekręcają na „hocus pocus”. Opłatek to świętość najwyższa, każda jego cząstka reprezentuje całość, każdy okruch jest komunią.4 Na myśl o tym, że nieuważny ksiądz mógłby nie uprzątnąć okruchów hostii z ołtarza, papież krzyknął z przerażenia: „Szczury!”.
W drzwiach komnaty pojawił się gwardzista. – „Czy Wasza Świątobliwość dobrze się czuje?” – zapytał. Papież oddalił go skinieniem dłoni. Zgodnie z protokołem wprowadzonym przez Leona XIII nie wolno mu było odzywać się do służby, nawet do członków Gwardii Szwajcarskiej.
Szczury w Pałacu Laterańskim i Bazylice Św. Piotra! Kościół nie mógł sobie pozwolić na wynajęcie szczurołapa! Brakowało pieniędzy na zabezpieczenie przed pleśnią bezcennych malowideł i gobelinów. Nie było czym zapłacić za najpilniejsze naprawy, za przeczyszczenie rur kanalizacyjnych i założenie centralnego ogrzewania, żeby ludziom prowadzącym interesy Spółki Watykan zapewnić minimum wygód. Zabrakło pieniędzy na środki czystości, nie mówiąc już o zapłacie dla sprzątaczek i pokojówek, kosztach naprawy zepsutych mebli i wymiany zjedzonych przez mole draperii.
Słowo „ratti”, łacińskie określenie szczura, było także nazwiskiem rodowym nowego papieża, który urodził się w Mediolanie jako syn dyrektora fabryki jedwabiu. Chłopcu nadano
imię Achille. Po przyjęciu święceń kapłańskich pracował w bibliotece watykańskiej jako paleograf i archiwista.
W 1919 roku papież Benedykt XV wysłał go do Polski, gdzie wyróżnił się talentami dyplomatycznymi. Rattiego mianowano arcybiskupem Mediolanu w 1921 roku, a kilka miesięcy później uzyskał godność kardynała. Nie minął nawet rok, gdy zasiadł na Piotrowym tronie jako Pius XI.
Był mężczyzną niskim i przysadzistym, o wysokim czole i przenikliwym spojrzeniu. Odznaczał się błyskotliwym intelektem i wielkim zamiłowaniem do scholastycznych dyskusji.5 Jeden z prałatów opowiadał, że przygotowania do spotkania z Ojcem Świętym nie różniły się wiele od podejścia do trudnego egzaminu.6 Papież przepytywał swoich rozmówców bez żadnej taryfy ulgowej i okazywał swój gniew każdemu, kto nie umiał, czy też nie chciał udzielić zadowalającej odpowiedzi. Wielu dostojników kościelnych obawiało się go i nienawidziło z całego serca.
W wieku 71 lat Pius XI wciąż imponował sprawnością fizyczną. W młodości był wytrawnym wspinaczem. Stanął niegdyś na szczycie Monte Rosa. Innym razem spędził noc na skalnej półce podczas alpejskiej burzy. Barczysty, o szerokiej, rumianej twarzy, w niczym nie przypominał ascetycznych watykańskich biurokratów. Nie cieszył się popularnością wśród książąt Kościoła. Jego zwycięstwo w konklawe było możliwe tylko dzięki temu, że kardynałowie podzielili się na zwolenników ultrakonserwatywnego kardynała Merry del Vaia oraz stronników liberalnego, wybitnie uzdolnionego kardynała Gasparriego, watykańskiego sekretarza stanu. Kandydaturę Rattiego zaproponowano jako kompromis między zwaśnionymi stronami, a mimo to trzeba było aż piętnastu głosowań, aby została ona przyjęta.7
Jako papież Pius XI był surowy i wymagający. Jego życiowa dewiza brzmiała: „Pokój Chrystusa w królestwie Chrystusa”. Papież uważał, że Kościół nie powinien izolować się od spraw tego świata, lecz aktywnie uczestniczyć w życiu publicznym. Zaangażowanie w sprawy życia społecznego i politycznego uważał za tym bardziej niezbędne, im bardziej rosło zagrożenie ze strony ateistycznego komunizmu i jego atrakcyjność dla uciskanych ludów krajów chrześcijańskich. Pisał o tym w encyklice Divini redemptoris z 1937 roku. Jego żarliwa nienawiść do komunizmu w opinii części teologów katolickich usprawiedliwiała zawarcie konkordatów z dwoma najokrutniejszymi przywódcami faszystowskimi XX wieku: Hitlerem i Mussolinim, i poparcie dla trzeciego – hiszpańskiego caudillo, generała Francisco Franco.
Od pierwszych dni na Piotrowym tronie Pius XI okazywał wielkie zaangażowanie w działalność misyjną i tego samego wymagał od swoich podwładnych. W 1926 roku udzielił święceń biskupich pierwszemu rodowitemu Chińczykowi, a w roku 1927 – pierwszemu Japończykowi, co niektórzy hierarchowie ze Stanów Zjednoczonych i Europy uznali nawet za zniewagę. Podczas jego pontyfikatu łączna liczba księży pochodzących z krajów objętych pracą misyjną wzrosła z trzech do ponad siedmiu tysięcy.
Pius XI uczynił niemało dla sprawy ekumenizmu. Nawoływał do zjednoczenia z Kościołem prawosławnym i uczynił wiele dla zbliżenia z Kościołem unickim Jego dążenie do porozumienia nie objęło jednak kościołów protestanckich. W encyklice Mortalium animos z 1930 roku zakazał katolikom udziału w ekumenicznych konferencjach, synodach i nabożeństwach z udziałem duchownych protestanckich, bez względu na wyznanie.
Od swoich poprzedników odróżniał się również tym, że popierał rozwój nauk przyrodniczych i innych dyscyplin akademickich. Zmodernizował Bibliotekę Watykańską, powołał do życia Pontyfikalny Instytut Archeologii Chrześcijańskiej i obserwatorium astronomiczne w Castel Gandolfo. Tego wszystkiego dokonał w oparciu o skromny budżet w wysokości 1 miliona dolarów.8 Mimo oszczędności, skąpo zasilany skarbiec wreszcie opustoszał. Tymczasem banki stanowczo domagały się spłaty zaległych pożyczek.
Ratii zrozumiał, że musi zająć się szczurami w zupełnie nowy sposób. Jeszcze przed obchodami Dnia Obrzezania Chrystusa zdał sobie sprawę, że porozumienie z Mussolinim trzeba zawrzeć tak szybko, jak to tylko możliwe. Miał wreszcie zrobić to, co powinien był zrobić już dawno: podpisać pakt z szatanem i przywrócić Kościołowi dawną potęgę i bogactwo.
Przez 1200 lat – od wydania przez Konstantyna w roku 313 tzw edyktu mediolańskiego, do roku 1517, gdy Marcin Luter ogłosił swoich 95 tez, papieże byli najpotężniejszymi władcami na świecie. Cesarze i królowie klękali u ich stóp, by otrzymać papieskie błogosławieństwo i pocałunek pokoju. W 1215 roku sobór laterański IV proklamował, że biskup Rzymu sprawuje władzę absolutną nie tylko w sprawach duchowych, ale i w życiu doczesnym. „Pan Bóg powierzył Piotrowi – ogłosił Papież Innocenty III – nie tylko władzę nad Kościołem, ale i nad całym światem.”9 Przez długie stulecia uważano, iż papieże mają prawo pozbawić tronu każdego króla i unieważnić każde prawo świeckie.
Kościół rzymskokatolicki powstał jako monarchia absolutna, w której wszystkie nici władzy prowadziły do papieża lub od papieża. Udzielona każdemu księdzu parafialnemu moc odpuszczania grzechów pochodziła od biskupów diecezjalnych, a ci czerpali ją wprost od biskupa Rzymu, który panował jako Wikariusz Jezusa Chrystusa.10 W świecie chrześcijańskim wszyscy księża, mnisi, zakonnicy, opaci, biskupi, arcybiskupi i kardynałowie byli zjednoczeni w jednej wielkiej duchowej armii pod najwyższym zwierzchnictwem Biskupa Rzymu.
Papieże sprawowali również władzę świecką w Państwie Kościelnym. W jego skład wchodziły regiony, prowincje i miasta o różnym statusie, obejmujące większą część środkowej Italii o powierzchni ok. 16 tys. mil kwadratowych.
Poza Państwem Kościelnym w średniowieczu papieże sprawowali władzę nad niemal całym terytorium Portugalii, w hiszpańskich prowincjach Nawarry i Aragonii, w Anglii, Irlandii, na Korsyce, Sardynii i w Królestwie Sycylii. Wszystkie te kraje miały status państw wasalnych i płaciły głowie Kościoła doroczną daninę.11 Biskupi Rzymu zarządzali także wielką armią biurokratów, którzy administrowali podległymi im wsiami i miastami, sprzedawali świadczone przez Kościół usługi i pobierali podatki.
Wielkie bogactwa napływały do papieskiego skarbca ze wszystkich zakątków świata chrześcijańskiego. Następcy św. Piotra byli bogatsi niż współcześni im sułtani i monarchowie. Mieszkali w pałacach w otoczeniu tysięcy służących, gotowych na każde ich skinienie. Nosili wspaniałe, zdobne szaty i gronostajowe stuły, a ich głowy zdobiły tiary z trzema koronami symbolizującymi Trójcę Świętą i potrójną władzę papieża – wspanialsze i bardziej cenne niż królewskie korony. Na ich życzenie organizowano trybunały inkwizycyjne, wyprawy krzyżowe i pogromy, tworzono floty i zwoływano wojska, które z zapałem tłumiły rebelie oraz oczyszczały świat chrześcijański z heretyków, nadmiernie ambitnych parweniuszy i wszystkich innych, którzy podawali w wątpliwość absolutną władzę Biskupa Rzymu.
Po reformacji majątek i potęga Kościoła (odtąd już „nie katolickiego”, gdyż słowo to oznacza „powszechny”) znacznie się uszczupliły. Ustały wpływy z podatków, danin, darów i opłat lennych z większości krajów Europy Północnej. Zakaz lichwy sprawił, że Kościół nie inwestował w koloniach i nie angażował się w handel zagraniczny.
Ponadto, jak większość instytucji feudalnych, Kościół odnosił się nieufnie do postępu technicznego. Papieże odmawiali korzystania z takich wynalazków jak silnik parowy lub krosno napędzane energią wodną, które zrewolucjonizowały produkcję przemysłową. Gospodarka w Państwie Kościelnym popadła w stagnację, a w papieskim skarbcu zaczęło przezierać dno.
W roku 1700, w pierwszych dniach pontyfikatu Klemensa XI, Kościół zadłużony był na 15 milionów skudów (jednego skuda można w przybliżeniu uznać za równowartość jednego dolara amerykańskiego). W roku 1730 długi wzrosły do sumy 60 milionów skudów, a trzydzieści lat później sięgnęły niebotycznej kwoty 100 milionów skudów.
Jednak prawdziwe kłopoty miały dopiero nadejść. 2 listopada 1789 roku, po wybuchu rewolucji francuskiej, cały majątek Kościoła we Francji oddano do „dyspozycji narodu”. Zgromadzenie Narodowe w Paryżu zakazało francuskim biskupom wysyłania pieniędzy do Rzymu. Sytuacja Kościoła we Francji uległa dalszemu pogorszeniu po objęciu władzy przez Napoleona. Cesarz zażądał od Państwa Kościelnego dorocznej daniny w wysokości 21 milionów skudów.12 Gdy papież nie wypłacił żądanej kwoty, Napoleon wysłał do Rzymu wojsko, które złupiło pałace, kościoły, katedry i klasztory ze złota, srebra i kamieni szlachetnych. Zrabowano także dzieła sztuki: rzeźby, obrazy, gobeliny, rękopisy i cenną ceramikę. Bogactwa te wywieziono do Paryża. Oblubienicę Chrystusa doszczętnie okradziono i zgwałcono.
Po upadku Napoleona, na Kongresie Wiedeńskim zdecydowano się zwrócić Kościołowi część zagrabionych bogactw i wypłacić odszkodowanie. Jednakże, choć przywrócono integralność terytorialną Państwa Kościelnego, dni jego doczesnej chwały zdawały się dobiegać końca.
Ostatni papież-król, (U Papa Re), Pius IX (Giovanni Maria Mastai Feretti), panował w latach 1846-1878. Jak jego poprzednicy, nowy papież, zwany przez lud rzymski „Pio Nono”, potwierdził, że terytoria wchodzącego w skład Państwa Kościelnego są Stolicy Apostolskiej niezbędne do zachowania duchowej niezależności. „Gdyby najwyższy zwierzchnik Kościoła był zwykłym mieszkańcem któregoś z krajów europejskich – wywodził Pio Nono – jak mógłby się uchronić przed lokalnymi naciskami?”13
Porywczy, chory na padaczkę, Pio Nono sprzeciwiał się wszelkim próbom zjednoczenia Włoch i przyznania mieszkańcom Państwa Kościelnego praw wyborczych. Nie poparł także wszczętej przez włoskich nacjonalistów wyzwoleńczej wojny z Austrią. W odpowiedzi zwolennicy niepodległości Włoch wezwali do obalenia władzy papieskiej. 15 listopada 1849 roku rozwścieczony tłum zamordował hrabiego Perigrino, jednego ze świeckich ministrów Państwa Kościelnego. Nazajutrz republikańscy rewolucjoniści zaatakowali i zdobyli Pałac Kwirynalski. Papież w przebraniu zbiegł z Rzymu do Gaety nad Morzem Tyrreńskim, skąd zwrócił się o pomoc do władców państw katolickich.14 Na jego apel odpowiedziała Francja. 29 czerwca 1849 roku jej wojska przywróciły papieską kontrolę nad Rzymem, jednak sam Ojciec Święty powrócił do swej stolicy dopiero 12 kwietnia 1850 roku.
Nie na długo jednak. Mimo kul karabinowych, wybuchów i gróźb, Pio Nono nie był w stanie utrzymać władzy nad terytoriami Państwa Kościelnego. Jedna po drugiej odłączały się i ogłaszały niepodległość kolejne prowincje. W 1860 roku do Państwa Kościelnego należał już tylko Rzym.
W reakcji na te dramatyczne wydarzenia papież ogłosił Syllabus errorum (Wykaz błędów), w którym potępił nowoczesną cywilizację, wolnomularstwo, racjonalizm, liberalizm i ideę postępu. Za błąd (nr 77) papież uznał m.in. pogląd, w myśl którego „w naszej epoce nie jest już celowe, by religia katolicka miała status jedynej religii państwowej z wykluczeniem wszystkich innych wyznań.” Numerem 80 natomiast opatrzył błędne jego zdaniem twierdzenie, że „papież rzymski może i powinien pogodzić się i pojednać z postępem, liberalizmem i cywilizacją współczesną”.15
Dążąc do utrzymania swej pozycji najwyższego władcy na Ziemi, pomimo utraty terytorium Państwa Kościelnego, Pio Nono zwołał I sobór watykański, który miał umocnić jego władzę duchową nad ludem bożym. W przyjętej wówczas konstytucji dogmatycznej De ecclesia Christi, ogłoszonej bullą Pastor aeternus, sobór uznał, że papież ma „najwyższą i pełną władzę nad Kościołem powszechnym zarówno w sprawach wiary i moralności, jak też w sprawach dyscypliny i zarządzania Kościołem na całym świecie. „Władza ta – czytamy w dalszej części dokumentu – jest zwykła i bezpośrednia nad każdym bez wyjątku Kościołem i nad każdym bez wyjątku kapłanem i wiernym, niezależna od jakiejkolwiek władzy ludzkiej.”16
Sobór ogłosił także dogmat o nieomylności papieża: „[…] Trzymając się wiernie tradycji otrzymanej od początku wiary chrześcijańskiej, ku chwale Boga, Zbawiciela naszego, ku podwyższeniu religii katolickiej i zbawieniu chrześcijańskich narodów, za zgodą świętego soboru nauczamy i definiujemy jako dogmat objawiony przez Boga, że Biskup Rzymski, gdy mówi ex cathedra – tzn. gdy sprawując urząd pasterza i nauczyciela wszystkich wiernych, swą najwyższą apostolską władzą określa zobowiązującą cały Kościół naukę w sprawach wiary i moralności – dzięki opiece Bożej przyrzeczonej mu w osobie św. Piotra Apostoła posiada tę nieomylność, w jaką Boski Zbawiciel chciał wyposażyć swój Kościół w definiowaniu nauki wiary i moralności. Toteż takie definicje są niezmienne same z siebie, a nie na mocy zgody Kościoła.”17
20 września 1870 roku wojska zjednoczonych Włoch po symbolicznej potyczce zajęły Rzym. Papieżowi pozostawiono obszar wielkości przysłowiowego znaczka pocztowego: 44 hektarów na Wzgórzach Watykańskich. Pozbawiony ziemskich majętności papież nie uznał aneksji, odrzucił proponowany przez króla Wiktora Emanuela II akt gwarancyjny, a na znak protestu ogłosił się „więźniem Watykanu” i suwerenem Państwa Kościelnego. Swojego „więzienia” nie opuszczał nawet po to, by pobłogosławić wiernych.
Pio Nono zmarł 7 lutego 1878 roku. Kilka miesięcy później jego zwłoki przenoszono poza mury Watykanu, do grobowca w kościele św. Wawrzyńca w San Lorenzo. Gdy kondukt żałobny znalazł się przy moście Św. Anioła, na Tybrze, na trumnę i na pochód spadł grad kamieni, po czym rozległy się okrzyki: „Al fuime il porco!” (do rzeki z tą świnią!). Tylko interwencja karabinierów zapobiegła zbezczeszczeniu zwłok Piusa IX.
Jego następca, ospały i chudy jak szczapa Leon XIII (Vincenzo Gioacchino Perci), zwany przez amerykańskich biskupów „workiem kości”, dążył do odbudowy Państwa Kościelnego i doczesnej potęgi Stolicy Apostolskiej. W tym celu zakazał katolikom udziału w wyborach do władz republiki i potępił „amerykańską” koncepcję rozdziału Kościoła i państwa.
Utrata majątków ziemskich musiała oznaczać zmniejszenie wpływów z podatków. W 1900 roku roczny budżet Watykanu spadł do około 4 milionów dolarów. Stolica Apostolska z trudem wiązała koniec z końcem.18
Do tradycji zainicjowanej przez Pio Nono nawiązał jego następca Pius X (Giuseppe Sarto), który błogosławił wiernych z wewnętrznego balkonu Bazyliki św. Piotra, okazując w ten sposób demonstracyjnie, że papież pozostaje „więźniem” rządu włoskiego.
1 września 1910 roku, dążąc do umocnienia katolickiej solidarności, Pius X ogłosił motu proprio list papieski Sacrorum antistitum, nakazujący duchownym złożenie przysięgi przeciwko modernizmowi – reformatorskiemu ruchowi, który w Watykanie określano jako „amerykanizm”, „syntezę wszystkich herezji”.
A oto treść przysięgi, którą zobowiązani byli złożyć wszyscy kandydaci do święceń wyższych, spowiednicy, kaznodzieje, proboszczowie, kanonicy, beneficjanci, przełożeni zakonni, profesorowie w seminariach i zakonach, urzędnicy kurii biskupiej, sądów kościelnych i kongregacji rzymskich:
Przyjmuję niezachwianie, tak w ogólności, jak w każdym szczególe, to wszystko, co określił, orzekł i oświadczył nieomylny Urząd Nauczycielski Kościoła.
Najpierw wyznaję, że Boga, początek i koniec wszechrzeczy, można poznać w sposób pewny, a zatem i dowieść Jego istnienia, naturalnym światłem rozumu w oparciu o świat stworzony, to jest z widzialnych dzieł stworzenia, jako przyczynę przez skutki.
Po drugie: zewnętrzne dowody Objawienia, to jest fakty Boże, przede wszystkim zaś cuda i proroctwa, przyjmuję i uznaję za całkiem pewne oznaki Boskiego pochodzenia religii chrześcijańskiej i uważam je za najzupełniej odpowiednie dla umysłowości wszystkich czasów i ludzi, nie wyłączając ludzi współczesnych.
Po trzecie: mocno też wierzę, że Kościół, stróż i nauczyciel słowa objawionego, został wprost i bezpośrednio założony przez samego prawdziwego i historycznego Chrystusa, kiedy pośród nas przebywał, i że tenże Kościół zbudowany jest na Piotrze, głowie hierarchii apostolskiej, i na jego następcach po wszystkie czasy.
Po czwarte: szczerze przyjmuję naukę wiary przekazaną nam od Apostołów przez prawowiernych Ojców, w tym samym zawsze rozumieniu i pojęciu. Przeto całkowicie odrzucam jako herezję zmyśloną teorię ewolucji dogmatów, które z jednego znaczenia przechodziłyby w drugie, różne od tego, jakiego Kościół trzymał się poprzednio. Potępiam również wszelki błąd, który w miejsce Boskiego depozytu wiary jaki Chrystus powierzył swej Oblubienicy do wiernego przechowywania, podstawia… twory świadomości ludzkiej, które zrodzone z biegiem czasu przez wysiłek ludzi ~ nadal w nieokreślonym postępie mają się doskonalić.
Po piąte: z wszelką pewnością utrzymuję i szczerze wyznaję, że wiara nie jest ślepym uczuciem religijnym, wyłaniającym się z głębin podświadomości pod wpływem serca i pod działaniem dobrze usposobionej woli, lecz prawdziwym rozumowym uznaniem prawdy przyjętej z zewnątrz ze słuchania, mocą którego wszystko to, co powiedział, zaświadczył i objawił Bóg osobowy, Stwórca i Pan nasz, uznajemy za prawdę dla powagi Boga najbardziej prawdomównego.19
Przed swoją śmiercią, kilka miesięcy po wybuchu I wojny światowej, Pius X pozostawił dyspozycje dotyczące postępowania z jego zwłokami. Ojciec Święty nie życzył sobie, aby jego ciało zabalsamowano, co miało opłakane skutki dla pośmiertnych szczątków zarówno jego samego, jak i przyszłych papieży: „Piusowi XII odpadł nos, twarz Jana Pawła I
zzieleniała, a uszy Pawła VI stały się całkiem czarne”.20 Balsamowaniu poddano tylko Piusa XI, co zresztą nastąpiło w bardzo tajemniczych okolicznościach.
Rozkład Kościoła rzymskiego postępował dosłownie i w przenośni. Jego ucieleśnieniem wydawał się następny papież, Benedykt XV (Giacomo Della Ciesa). Wskutek wypadku, jakiemu uległ we wczesnym dzieciństwie, Jego Świątobliwość miał tylko jedno oko i jedno ucho, garbił się i utykał, a jeden bark nosił znacznie wyżej od drugiego. Papież był bardzo niski i chudy jak szczapa, a jego cera miała sinawe zabarwienie. Przykre wrażenie podkreślały wąskie, fioletowe usta. Złośliwcy nie nazywali go inaczej, jak „picoletto”- „maluszek”.21
W 1919 roku wydatki Watykanu po raz pierwszy były większe niż dochody. Papież musiał sięgnąć do oszczędności. Przed kilku laty zainwestował pokaźne sumy w wysoko oprocentowane obligacje imperium otomańskiego. Jednak po wybuchu I wojny światowej, w przededniu upadku imperium, papiery te znacznie straciły na wartości.
Sytuacja Kościoła była coraz trudniejsza. Benedykt XV nie mógł izolować się od świata na wzór swoich bezpośrednich poprzedników. W I wojnie światowej życie straciło ponad pół miliona Włochów, a wielu innych popadło w nędzę. W nadziei na poprawę swego bytu ludzie ci coraz częściej zwracali się ku partii komunistycznej. Sam Ojciec Święty przez jakiś czas pozostawał pod wpływami marksizmu i chwalił rewolucję bolszewicką jako „triumf nad tyranią”.22 W końcu jednak zdał sobie sprawę, że komunizm stanowi zagrożenie nie tylko dla demokratycznych Włoch, ale także dla Stolicy Apostolskiej. Komuniści nawoływali do zniesienia własności prywatnej, sprawiedliwego podziału dóbr i odrzucenia religijnych dogmatów (w tym dogmatu o papieskiej nieomylności), gdyż „czyniły one z ludzi niewolników pogodzonych z wyzyskiem i nieznośnymi warunkami egzystencji”. W rok po zwycięstwie rewolucji, w Rosji więziono biskupów i księży, plądrowano kościoły i przekształcano je w muzea ateizmu, a komunistyczna prasa prowadziła bezpardonową kampanię propagandową przeciwko Kościołowi katolickiemu i prawosławnemu.23
W 1919 roku, chcąc oddalić „czerwone zagrożenie”, Kościół powołał do życia Katolicką Partię Populistyczną. W ciągu kilku miesięcy stała się ona drugą co do wielkości partią polityczną Włoch, dzięki czemu głos Kościoła stał się ponownie słyszalny w salonach władzy.
Jednak komuniści w dalszym ciągu cieszyli się znacznymi wpływami wśród robotników fabrycznych, którzy nawoływali do wyłączania linii montażowych; wśród chłopów, którzy odmawiali przystąpienia do żniw, i wśród radykałów, którzy wdzierali się do kościołów, by z ambon głosić swoje manifesty polityczne. Kościół okazał się zbyt słaby, by skutecznie chronić swoje świątynie przed krzewicielami bezbożnych nauk.
W styczniu 1922 roku, po śmierci Benedykta XV, roczny budżet Watykanu obcięto do poziomu 1 miliona dolarów. Stolica Apostolską zmuszona była zaciągnąć pożyczki, w większości w bankach niemieckich.24
Nowy papież, Pius XI, postanowił wydobyć Kościół z kryzysu. Pojawił się na balkonie nad placem Św. Piotra, skąd wygłosił uroczyste orędzie Urbi et orbi (Miastu i światu), czym dał do zrozumienia, że zamierza powrócić z dobrowolnego „wygnania”, na jakie Pius IX skazał siebie i swoich następców, i przywrócić Kościołowi należne mu miejsce w życiu publicznym. Zebrany na placu św. Piotra tłum wzniósł okrzyk: „Viva Pio Undicesimo! Viva Italia!” („Niech żyje Pius XI!” „Niech żyją Włochy!”).25
W swoim pierwszym posunięciu papież przystąpił do rozwiązywania tzw kwestii rzymskiej, w tym przede wszystkim problemu reparacji za dobra utracone przez Kościół w 1870 roku w wyniku przyłączenia Rzymu do zjednoczonych Włoch. Zwrócił się w tej sprawie
do włoskiego parlamentu i wystosował apel do króla Wiktora Emanuela III. Wielokrotnie telefonował też do królewskiego doradcy, generała Cittadini. Na próżno jednak. Włochy, tak jak Kościół, znalazły się na progu bankructwa. Ludzie żyli w biedzie, szalała inflacja, niższa tylko od niemieckiej. Niemal codziennie wybuchały nowe strajki, a praca służb publicznych uległa załamaniu.
Jednak w całym tym nieszczęściu papież dostrzegał światełko nadziei. Benito Mussolini porywał masy swoimi operetkowymi oracjami, wygłaszanymi w całym kraju na miejskich placach i w gminnych salach zgromadzeń. Wzywał w nich do całkowitej reformy ustroju politycznego. „Nasz program jest prosty” – głosił. – „Chcemy rządzić Włochami.”26
Że nie są to czcze pogróżki, dowodził, kierując swoje bojówki przeciwko komunistom w całym kraju. W kolejnych miastach podpalano socjalistyczne casa delpopolo, a miejscowych prefektów, którzy usiłowali użyć policji przeciwko faszystowskim condottieri, zmuszano do rezygnacji z urzędu.27 Komuniści odpowiedzieli na falę przemocy wezwaniem do strajku generalnego – bez powodzenia jednak. Co gorsza, ich klęska przyczyniła się do dalszego umocnienia pozycji faszystów.
Mussolini najwyraźniej rósł w siłę, z którą należało się liczyć. W odróżnieniu od nieudolnych przywódców utworzonej przez Watykan w 1919 roku Katolickiej Partii Populistycznej okazał się człowiekiem czynu, który potrafił zmiażdżyć „czerwone zagrożenie” buciorami oddanych sobie bojówkarzy.
Z Mussolinim wiązał się jednak pewien problem. Duce nie zawsze był wiernym synem Kościoła. Wręcz przeciwnie. W 1910 roku opublikował broszurę pt. Bóg nie istnieje oraz sensacyjną powieść pt. Kochanka kardynała. Demonstrując pogardę wobec tradycyjnych wartości katolickich, żył w konkubinacie z Donną Rachelą, byłą marksistką, która urodziła mu gromadkę dzieci. Duce dzieci nie ochrzcił, nie brał udziału w ceremoniach religijnych i publicznie chwalił się posiadaniem 136 kochanek.28 Z czasem jednak wrogość, jaką żywił wobec kleru i religii, uległa złagodzeniu. Zrozumiał wreszcie, że Kościół katolicki mógł się przyczynić do umocnienia jego władzy. „Katolicyzm, jako jedna z najważniejszych sił narodowych, poprawia naszą pozycję w stosunkach z innymi państwami” – tłumaczył swoim współpracownikom.29
Kierownictwo Katolickiej Partii Populistycznej próbowało zapobiec przejęciu władzy przez Mussoliniego, zawiązując koalicję z socjalistami. Szeregowi członkowie tej partii spotykali się z duchownymi katolickimi i zabiegali u nich o poparcie dla nowego sojuszu. Od Genui na północy kraju do Neapolu na południu, w salach parafialnych organizowano wiece, podczas których katoliccy deputowani przysięgali, że nie dopuszczą do utworzenia państwa faszystowskiego. W odpowiedzi Mussolini złożył wizytę kardynałowi Piętro Gasparriemu, watykańskiemu sekretarzowi stanu. W następstwie tego spotkania Watykan wystosował do włoskich hierarchów list, w którym zakazywał im udzielania poparcia Katolickiej Partii Populistycznej i nakazywał zachowanie neutralności w sprawach politycznych.30 Treść pisma z 2 października 1922 roku wierni członkowie partii przyjęli z najwyższym zdumieniem. Na jego mocy bowiem Kościół katolicki rzucał swoje owieczki na pożarcie faszystowskiemu wilkowi.
Cztery tygodnie później, 28 października 1922 roku, Mussolini poprowadził marsz 25 tysięcy „czarnych koszul” na Rzym. Na ulice miasta wyległo ponad 100 tysięcy osób, aby okazać swoje poparcie dla faszystów. Nazajutrz stary król Emanuel powierzył Mussoliniemu misję utworzenia nowego rządu. Nie uczynił tego jednak, jak sugerowała ówczesna
propaganda faszystowska, pod wrażeniem siły i popularności faszystów. Marsz na Rzym zorganizowano już po porozumieniu w tej sprawie pomiędzy królem i wodzem.
Mussolini objął stanowisko ministra spraw wewnętrznych, spraw zagranicznych, kolonii, korporacji, wojska i robót publicznych. W ciągu kilku miesięcy wyraźnej poprawie uległa sytuacja gospodarcza Włoch. Wzrosła produkcja przemysłowa i spadła inflacja. Skończyły się strajki i protesty robotnicze. Zamilkli nawet komuniści. Mandaty poselskie utracili skorumpowani członkowie parlamentu. Nawet pociągi jeździły punktualnie. „Katolicyzm – głosił nowy dyktator – jest wielką siłą moralną i duchową. Wierzę, że pomiędzy Watykanem i państwem włoskim będą odtąd panować prawdziwie przyjacielskie stosunki.”31
By udowodnić szczerość swoich intencji, Mussolini zakazał działalności wolnomularzom, udzielił bankrutującemu Kościołowi finansowej pomocy ze środków publicznych i zwolnił księży katolickich od podatków. Watykan odwdzięczył się, wydając w dniu 9 czerwca 1923 roku zakaz działalności Katolickiej Partii Populistycznej. Gdy kilku członków tego ugrupowania odmówiło podporządkowania się poleceniu, papież zagroził im ekskomuniką i wezwał duchownych członków partii do natychmiastowego wystąpienia z jej szeregów.
W roku 1925, ogłoszonym przez Piusa XI „rokiem świętym”, Mussolini podjął zdwojone wysiłki na rzecz popularyzacji swojej koncepcji państwa faszystowskiego: „Wszystko w ramach państwa, nic przeciw państwu i nic poza państwem”. Państwo faszystowskie, o jakim marzył, miało kontrolować życie swoich obywateli we wszystkich dziedzinach: w moralności, gospodarce i polityce. Faszyzm miał być „zorganizowaną, skoncentrowaną i autorytarną demokracją utworzoną na silnych podstawach narodowych”.32 Jednak dla urzeczywistnienia swojej antyutopii Duce musiał podbić serca rodaków. Podczas spotkań z przedstawicielami innych państw twierdził, że władzę we Włoszech sprawuje bez przymusu, za „zgodą ludu”. Chcąc dowieść, iż jego rząd cieszy się poparciem szerokich mas, wezwał do przeprowadzenia „plebiscytu narodowego”, w którym zwykli Włosi mieli dokonać wyboru pomiędzy rządem parlamentarnym w starym stylu a nowym państwem faszystowskim.
Mussolini doskonale zdawał sobie sprawę, że warunkiem zwycięstwa w referendum było poparcie Kościoła. Jego rodacy byli w większości przywiązani do wiary katolickiej i posłuszni papieskim wskazaniom. Wszelkie wygłaszane z ambon zarzuty odnoszące się do ateizmu, antyklerykalnej przeszłości czy moralności Duce, musiałyby doprowadzić do zwycięstwa demokratów i politycznego upadku człowieka, który uważał się już za nowego cesarza. Chcąc pozyskać względy Stolicy Apostolskiej, dyktator zawarł ślub katolicki z Donną Rachelą, w dni świąteczne uczestniczył w nabożeństwach, ochrzcił dzieci i jak każdy bogobojny rodzic ślubował „w każdym swoim uczynku walczyć z szatanem”. Wprowadził też podatek od bezdzietności oraz surowe kary za cudzołóstwo lub zarażenie syfilisem. Głośno potępiał noszenie krótkich spódnic i nieskromnych kostiumów kąpielowych. Wszystkich prawdziwych Włochów wezwał do odrzucenia „murzyńskich tańców” importowanych ze Stanów Zjednoczonych.33 Przemiana, jakiej uległ, była tak głęboka, że przy różnych okazjach cytował słynne słowa papieża Grzegorza VII: „Ktokolwiek godzi w papieża, musi umrzeć”.34 Skontaktował się także z kardynałem Pietro Gasparrim, któremu przedstawił ofertę wysokiego odszkodowania za straty, jakie Kościół katolicki poniósł w wyniku upadku Państwa Kościelnego.
Pius XI nie lubił Mussoliniego i nie ufał mu. Dobrze wiedział, co kryje się za maską pobożności i pozą oddanego syna Kościoła. Prywatnie nazywał go „szatańskim pomiotem”35, a jednak nie oparł się pokusie. Zdecydował się usankcjonować państwo faszystowskie w
zamian za dobra doczesne. Być może Chrystus mógł odrzucić taką ofertę, ale nie on – jego namiestnik. Odmowa oznaczałaby ostateczną ruinę Kościoła. Papieżowi przedstawiono właśnie wyniki kontroli finansów Stolicy Apostolskiej. Nie mogły być gorsze. Dzienne koszty utrzymania Watykanu przekraczały 7000 dolarów, podczas gdy datki na Kościół spadły w ciągu jednego roku o blisko 20 procent. Wierni coraz rzadziej wskazywali Kościół jako swojego spadkobiercę, a pożyczkodawcy, a wśród nich niemiecki Reichbank, twardo domagali się spłaty zaległych płatności.36 Co gorsza, papiescy doradcy finansowi przewidywali długotrwałą depresję w gospodarce światowej. Finansowy krach Watykanu, odraczany od blisko pięćdziesięciu lat, zdawał się nieuchronny.
Ojciec Święty wezwał do siebie kardynała Gasparriego i arcybiskupa Pacellego (przyszłego Piusa XII), żeby omówić z nimi ostateczny kształt porozumienia z Mussolinim.
78-letni Gasparri był chory i osłabiony Jego dłonie drżały, a sylwetka, z powodu artretyzmu i osteoporozy, była tak zgarbiona, że idąc patrzył wprost pod nogi.
Liczący sobie pięćdziesiąt dwa lata Pacelli wyglądał majestatycznie. Był wysoki i szczupły, a jego duże, czarne oczy wyraźnie rysowały się za szkłami w złotej oprawie, spoczywającymi na orlim nosie. Palce jego dłoni były długie i szczupłe, zakończone starannie opiłowanymi paznokciami. Miał wysoki, ostry głos, którym posługiwał się z nadzwyczajną starannością, akcentując wybrane słowa tak dobitnie, że niektórym wydawało się, iż arcybiskup się jąka.
Jednak tym, co najbardziej uderzało w jego wyglądzie, była popielata karnacja. Wyglądał jak człowiek chory, który całe życie spędził w zaciemnionej sypialni.
Papież polecił swoim doradcom, by pracując nad projektem umowy z faszystami uwzględnili przygnębiające wyniki kontroli finansowej przeprowadzonej właśnie przez Kamerę Apostolską. Pacelli przypomniał, że we wstępnej rozmowie Duce obiecał Kościołowi 50 milionów dolarów w obligacjach państwowych, a ponadto wiele innych korzyści, wśród których szczególnie ważne było uznanie suwerenności Watykanu. Papież stwierdził jednak, że poza wpłatą do skarbca watykańskiego trzeba będzie zażądać przekazania pewnej kwoty do jego prywatnej szkatuły.37 Pius XI wyraził także swoje obawy o dochody Kościoła w dalszej przyszłości – w ciągu następnych pięciu i dziesięciu lat. Na zakończenie poinformował swoich doradców, że kardynał Mundelein z Chicago zaciągnął pożyczkę w wysokości 1,5 miliona dolarów pod zastaw diecezjalnego majątku. Pieniądze zostały wydane, a nad lokalnym Kościołem zawisła groźba licytacji.38
Papież powiedział także swoim współpracownikom o spodziewanym załamaniu się gospodarki Włoch, przed czym przestrzegał Bernardino Nogara, doradca finansowy Watykanu i szef administracji Międzysojuszniczej Komisji Reparacyjnej. „Porozumienie musimy zawrzeć bezzwłocznie – mówił – jeszcze przed Wielkim Postem. Później, w okresie wyrzeczeń, tego rodzaju negocjacje byłyby rzeczą niestosowną.”
Po zakończeniu narady papiescy doradcy wysłali do Mussoliniego pilną wiadomość następującej treści: „Dla dobra obu stron, Państwa i Kościoła, kwestia watykańska musi być rozwiązana przed najbliższą Środą Popielcową”.
Mussolini bez wahania przystał na te warunki. Ceremonię wyznaczono na 11 lutego 1929 roku w Pałacu Laterańskim, w bliskim sąsiedztwie komnaty, w której Leon III koronował Karola Wielkiego na cesarza Rzymu w roku 800 n.e.
Na kilka dni przed uroczystością Pius XI przyjął Mussoliniego na prywatnej audiencji. Papież nie zamierzał koronować dyktatora, udzielił mu jednak błogosławieństwa. Przyodziany
w tiarę, z pastorałem w dłoni, przyjął Mussolini ego w pozycji siedzącej. Nie powstał, by w ten sposób okazać szacunek przybyłemu, choć czynili tak jego poprzednicy, gdy wizytę składał im gość w randze głowy państwa. Jednak Mussolini zdawał się nie dostrzegać lekceważenia. Dyktator padł na kolana, by ucałować pierścień i obnażone stopy papieża, który udzielił mu swojego błogosławieństwa: „Benedicat te omnipotens Deus, Pater, et Filus, et Spiritus Sanctus.”
Gdy Mussolini powstał z klęczek, papież dostrzegł zdumiewające zmiany, jakie zaszły w jego wyglądzie. Na łysym czole dyktatora wyrosła ogromna cysta. Przez dłuższą chwilę Ojciec Święty nie mógł opanować dreszczu odrazy. Przypomniała mu się przepowiednia z Apokalipsy św. Jana: „Słudzy Bestii otrzymają znamię na prawą rękę lub na czoło” (13,16). Nie koniec na tym. Na tłustym, wydatnym podbródku dyktatora pojawił się pokaźny, ciemno zabarwiony pieprzyk, a między jego zębami w kolorze kości słoniowej widoczne były szerokie szczeliny, co w mieście rodzinnym papieża uważano za świadectwo „złego charakteru.”39 Mussolini robił, co mógł, by oczarować swego gospodarza i okazać mu swoją dobrą wolę. Jednak w papieżu budził wstręt. Odrazę budziło jego zachowanie i jego wygląd, najbardziej zaś jego blade, pozbawione życia oczy – jak się później wyraził Pius XI – „oczy węża.”40
W dniu podpisania traktatów laterańskich w Rzymie padał ulewny deszcz. W imieniu rządu podpis złożył sam Duce, w imieniu papieża zaś, odziany w purpurową szatę w średniowiecznym stylu, kardynał Gasparri z nieodłącznym arcybiskupem Pacellim u boku. Ceremonia, którą zaplanowano na kilka godzin, trwała zaledwie trzy kwadranse.41 Przedstawiciele Watykanu umieścili dokument w aksamitnej szkatule ozdobionej na brzegach adamaszkiem. Na jej pokrywie widniał papieski herb.
Wiadomość o podpisaniu porozumienia obwieściły światu dzwony rzymskich kościołów. Ze wszystkich zakątków globu napływały depesze gratulacyjne. Przewodniczący brytyjskiej Izby Gmin wydał oświadczenie, w którym stwierdził m.in., że , jest zachwycony rozsądnym kompromisem, jaki signor Mussolini zawarł z Ojcem Świętym”.42 Włochy były naprawdę zjednoczone. Kościół zawarł przymierze z państwem. Nowe cesarstwo rzymskie, wymarzone przez Mussoliniego i jego bojówkarzy w czarnych koszulach, stawało się rzeczywistością.
Pod oknami papieskich komnat zebrał się tłum zwolenników sojuszu Kościoła z państwem faszystowskim. Ludzie ci mieli nadzieję, że papież udzieli im błogosławieństwa, jednak srodze się rozczarowali. Okna watykańskiego pałacu pozostały zamknięte.
W Berlinie Adolf Hitler z zadowoleniem przyjął wiadomość o podpisaniu traktatów laterańskich. 22 lutego 1929 roku w antysemickim brukowcu Völkischer Beobachter ukazał się artykuł, w którym przyszły kanclerz stwierdzał: „Fakt, iż Kościół zawarł pokój z faszyzmem oznacza, że nowe ruchy polityczne cieszą się większym zaufaniem Watykanu niż liberalne demokracje, z którymi nigdy nie mógł znaleźć wspólnego języka”. Nawiązując do sytuacji w Niemczech, Hitler pisał dalej: „Nauczając, że utrzymanie demokracji jest w dalszym ciągu w najlepszym interesie niemieckich katolików, Partia Centrum pozostaje w konflikcie z duchem traktatów podpisanych przez Stolicę Apostolską. To, że Kościół katolicki zawarł konkordat z faszystowskimi Włochami świadczy bez wątpienia, iż idee faszyzmu bliższe są chrześcijaństwu niż żydowski liberalizm i marksistowski ateizm, z którymi tzw. Partia Katolicka Centrum czuje się blisko związana na szkodę chrześcijaństwa i narodu niemieckiego”.43
W historii Kościoła katolickiego niewiele było dokumentów wagi porównywalnej z pakietem porozumień, które przeszły do historii pod nazwą traktatów laterańskich. Składały się one z trzech odrębnych aktów prawnych. Na mocy pierwszego z nich, zwanego „właściwym traktatem laterańskim”, powstało suwerenne Państwo-Miasto Watykan (Stato Della Cittä del Vaticano). Strony uzgodniły w nim, że nowe „państwo kościelne” położone będzie na powierzchni 44 hektarów na Wzgórzach Watykańskich. Na jego obszarze znaleźć się miało 30 placów i ulic, Bazylika Św. Piotra i dwa inne kościoły, Pałac Laterański, koszary Gwardii Szwajcarskiej i zespół innych budowli. W dniu podpisaniu traktatu Watykan liczył sobie 973 mieszkańców, z których większość stanowili żyjący w celibacie duchowni. Stolica Apostolska otrzymała ponadto kilka obiektów i posiadłości „eksterytorialnych”: trzy bazyliki na terenie Rzymu (Santa Maria Maggiore, św. Jana na Lateranie i Św. Pawła), kilka budynków biurowych, letni pałacyk w Castel Gandolfo (ok. 20 kilometrów od Rzymu) i kilkanaście posiadłości na obszarze rozciągającym się od Mediolanu na północy Włoch, do Reggio di Calabrii na południu kraju.
W zamian za przyznanie suwerenności Watykan zrzekł się wszelkich roszczeń do terytoriów, które zostały przejęte przez królewskie wojska w 1870 roku, i wyraził zgodę na ustanowienie stosunków dyplomatycznych z rządem włoskim.
Traktat drugi, nazwany konkordatem, przyznawał Watykanowi pełnię władzy nad wszystkimi organizacjami katolickimi na terenie Włoch. Organizacje te, określone w umowie mianem korporacji wyznaniowych, zostały zwolnione od wszelkich form opodatkowania i kontroli finansowej. Ponadto Watykan uzyskał niczym nieograniczone prawo tworzenia dowolnej liczby nowych organizacji wyznaniowych, które również miały być zwolnione z obowiązku podatkowego. Na mocy konkordatu katolicyzm został uznany za oficjalną religię państwową. Zakazano także wszelkich form krzewienia wyznań protestanckich. Nauczanie religii, przygotowujące do przyjęcia bierzmowania i pełnego członkostwa w Kościele katolickim, miało być prowadzone we wszystkich szkołach publicznych i prywatnych.
Na mocy trzeciego z traktatów, tzw konwencji finansowej, Watykan otrzymał 750 milionów lirów w gotówce44 oraz dodatkowy miliard we włoskich obligacjach rządowych (oprocentowanych w wysokości 5 procent rocznie) jako rekompensatę za utracone terytoria Państwa Kościelnego.45 Ponadto rząd włoski zobowiązał się do wypłacania pensji księżom parafialnym we Włoszech i do przekazania pewnej, nigdy nieujawnionej sumy, wprost do prywatnej szkatuły papieża.
Jednym pociągnięciem pióra Watykan z bankruta przedzierzgnął się w krezusa i zapewnił sobie uprzywilejowaną pozycję na międzynarodowych rynkach finansowych, gdzie miała się wykuwać przyszłość świata w XX wieku. Dziesięć lat później, po inwazji Hitlera na Polskę, Kościół katolicki był już jedną z najbogatszych i pod wieloma względami najpotężniejszych instytucji na świecie.
Rozdział 2. Cud, jaki sprawiły pieniądze
Daj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu od tego, który bierze twoje. Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie! Jeśli bowiem miłujecie tych tylko, którzy was miłują, jakaż za to dla was wdzięczność? Przecież i grzesznicy miłość okazują tym, którzy ich miłują. I jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze czynią, jaka za to dla was wdzięczność? I grzesznicy to samo czynią. Jeśli pożyczek udzielacie tym, od których spodziewacie się zwrotu, jakaż za to dla was wdzięczność? I grzesznicy grzesznikom pożyczają, żeby tyleż samo otrzymać. Ew. Łukasza 6:30-34, Biblia Tysiąclecia
W dniu ratyfikacji traktatów laterańskich Pius XI podjął dwie decyzje, które na długie dziesięciolecia umocniły pozycję Kościoła katolickiego. Po pierwsze postanowił powołać do życia Administrację Specjalną dla Działań Religijnych przekształconą później w Administrację Dóbr Stolicy Apostolskiej (APSA), a przy niej sławetną Sekcję do Zadań Nadzwyczajnych, zwaną w skrócie Sekcją Nadzwyczajną. Jedynym celem tej instytucji miało być roztropne gospodarowanie środkami pochodzącymi z „daru Mussoliniego”. Majątek Kościoła miał być odtąd chroniony przed apetytami współpracowników i przyjaciół watykańskich dostojników. Zadaniem nowej instytucji było także dopilnowanie, by nie roztrwoniono go na pomoc żywnościową dla głodujących biedaków lub na budowę schronisk dla bezdomnych.
Decyzją drugą papież mianował dyrektora nowej Sekcji Nadzwyczajnej i powierzył mu pełną kontrolę nad jej poczynaniami. Szefem agencji został Bernardino Nogara, żydowski geniusz finansowy, który wsławił się udaną reorganizacją Reichsbanku. Nogara zgodził się objąć nowe stanowisko pod warunkiem, że do Sekcji Nadzwyczajnej nie będą zatrudniane osoby duchowne. Ich obecność uniemożliwiałyby realizację podstawowych zadań nowej sekcji: wypracowanie największych możliwych zysków, przywrócenie Kościołowi dawnego bogactwa i odbudowę jego potęgi politycznej.46
Osobistym asystentem Nogary został markiz Enrico de Maillardoz. W sekcji zatrudniono także czterech księgowych z wiodących włoskich instytucji finansowych.
Zgodnie z watykańskim protokołem papież ustanowił komitet ad hoc w składzie trzech kardynałów: Pietro Gasparrie-go, Donato Sharretty i Rafaela Merry del Vaia, którzy mieli nadzorować działalność nowej agencji. W rzeczywistości jednak pełnili oni funkcje, które można określić jako dekoracyjne. Zasiadający w komitecie purpuraci nie mieli prawa podważać decyzji Nogary.
W całej historii Kościoła katolickiego niewiele było postaci równie wpływowych jak Nogara. Z pewnością można powiedzieć, że był to właściwy człowiek na właściwym miejscu. Kościołowi przysłużył się nie mniej niż św. Augustyn, Św. Franciszek z Asyżu lub Św. Tomasz z Akwinu. Po jego śmierci w 1959 roku kardynał Spellman powiedział: „Zaraz po Jezusie Chrystusie najwspanialszą rzeczą, jaka przydarzyła się Kościołowi katolickiemu, był Bernardino Nogara”.47
O tym wybitnym finansiście wiemy jednak mniej niż o niejednym na wpół legendarnym, świętym średniowiecznym. Urodził się i dorastał w Bellano, nad jeziorem Como we włoskich
Alpach. W rodzinie Nogarów troszczono się o religijne wychowanie dzieci. Trzech jego braci przyjęło święcenia kapłańskie, a czwarty został kuratorem Muzeum Watykańskiego. Od wczesnego dzieciństwa Bernardino uczestniczył we mszach, adoracjach, nowennach, drogach krzyżowych i innych nabożeństwach. W południe przerywał pracę, by odmówić Anioł Pański, a wieczorem, przed zaśnięciem, recytował wszystkie 15 tajemnic różańcowych: pięć radosnych, pięć bolesnych i pięć chwalebnych.
Jego współpracownicy byli przekonani, że Nogara jest księdzem. W kilku książkach błędnie przypisano mu tytuł „mon-signore”. W rzeczywistości nigdy nie przyjął święceń kapłańskich ani nie przystąpił do żadnego z bractw skupiających osoby świeckie.
Z wykształcenia Bernardino Nogara był mineralogiem. Przez wiele lat pełnił funkcje kierownicze w kopalniach Anglii, Grecji, Bułgarii i Turcji. Koledzy z pracy zapamiętali jego staranny ubiór, niezwykły talent lingwistyczny (mówił płynnie w ośmiu językach) i sztywne maniery. Wielkie wrażenie na współpracownikach robiła także jego fotograficzna pamięć. Potrafił wyrecytować z pamięci całe rozdziały z „Boskiej komedii” Dantego, a rachował szybciej niż jakakolwiek maszyna licząca w jego czasach.
Karierę finansisty rozpoczął w Banca Commerciale Italia na stanowisku wiceprezesa i szefa filii tego banku w Istambule. Dzięki swoim talentom wkrótce pozyskał zaufanie zarówno brytyjskich sił okupacyjnych, jak i nacjonalistów z ruchu młodotureckiego, dążących do utworzenia nowej republiki tureckiej. Jego starania o ściągnięcie do Turcji zachodnich inwestorów przyniosły mu sławę w świecie międzynarodowej finansjery. Zaproszono go do zarządu Międzysoju-szniczej Komisji Reparacyjnej, której przedstawiciele brali udział w powojennych negocjacjach pomiędzy Austrią, Bułgarią, Węgrami i Turcją.
Jego talent wybitnego finansisty w pełni ujawnił się w latach 1924-29, gdy powierzono mu zadanie zreorganizowania Reichsbanku i ustabilizowania sytuacji finansowej Niemiec po I wojnie światowej. W tym okresie dokonał wielu zręcznych operacji, z których część uznano za prawdziwe finansowe cuda. W jednej z tych transakcji z samych opłat za pożyczkę w wysokości 800 milionów marek uzyskał niebotyczną sumę dwóch i pół miliarda marek.48
Podczas pobytu w Niemczech Nogara zawarł znajomość z arcybiskupem Eugenio Pacellim, nuncjuszem apostolskim w Republice Weimarskiej. Nogara doradzał eminencji w sprawie tzw kwestii rzymskiej. Nazwą tą określano konflikt pomiędzy papieżami i państwem włoskim, powstały w 1870 roku, po zajęciu Rzymu i przyłączeniu Państwa Kościelnego do zjednoczonych Włoch. Nogara przekonał Pacellego, że Watykan nie powinien domagać się odzyskania rozległych terytoriów Państwa Kościelnego, lecz dążyć do odbudowy potęgi gospodarczej Kościoła poprzez umiejętne inwestycje zagraniczne. „Tylko w ten sposób – twierdził sprytny finansista – można odbudować prestiż Kościoła i zmusić światowe mocarstwa, by znowu liczyły się ze Stolicą Apostolską.”
Pacelli przekazał tę opinię Piusowi XI, który poprosił Nogarę o pomoc w pracach nad projektem traktatów laterańskich.
Gdy zaproponowano mu objęcie kierownictwa Sekcji Nadzwyczajnej APSA, Nogara przyjął ofertę pod warunkiem, że otrzyma wolną rękę w sprawach zatrudnienia, że będzie mógł samodzielnie decydować, co kupić i co sprzedać, oraz że będzie w pełni niezależny od innych watykańskich instytucji.
Biuro Sekcji Nadzwyczajnej urządzono na czwartym piętrze Pałacu Laterańskiego, w sąsiedztwie prywatnych apartamentów papieża. Działalności nowej agencji przypisywano tak
wielką wagę, że Nogara był jedynym …

cdn

Reklamy