Był to rok 1652, kiedy Holenderska Wschodnioindyjska Spółka wysłała w okolice Przylądka Dobrej Nadziei Jana van Riebeeck, w celu założenia tam bazy zaopatrzeniowej, która miała obsługiwać statki płynące do i z Azji. I takie były początki kraju, znanego dziś jako Południowa Afryka. Zanim jednak do tego doszło, kraj ten przechodził doprawdy zmienne koleje losu, wyznaczane przez ogromny trud, niemalże ponad ludzkie siły, heroizm na polach bitew, niezłomność w dążeniu do raz wyznaczonego celu, wierność i wiarę ale także zdradę oraz bezbrzeżne cierpienia i śmierć w obozach eksterminacyjnych.

 

Wkrótce po założeniu bazy zaopatrzeniowej, Holenderski rząd rozpoczął akcję zachęcającą młodych mężczyzn do osiedlania się w Afryce, głównie w celu rozpoczęcia produkcji rolnej na większą skalę. Orędzie najwyższej instancji Holandii nie pozostało bez echa a wkrótce dołączyli do nowych imigrantów także i Niemcy, i to w znacznych liczbach, bowiem ulubioną rozrywką Germanów w domu były wieczne wojny. No i jak sąsiedzi nie chcieli już się z nimi bić to zawsze można było wyrzynać się pod własnym dachem. A ponieważ Francuzi też mieli swoje problemy, głównie w postaci mordowania Hugenotów (protestantów) to i przedstawiciele tej nacji również postanowili szukać szczęścia w Afryce, byle dalej od europejskich szaleństw. I w ten to oto sposób powstało miasto Kapsztad jako centrum rolniczego zagłębia, położonego na południowym cyplu Afryki.

W miarę zwiększania się liczby osadników, tereny zajmowane pod uprawę rolną stopniowo przesuwały się na wschód, co prędzej czy później musiało doprowadzić do konfliktu z rdzenną, czarnoskórą ludnością. I rzeczywiście, pierwsze starcia zaczęły się około 1770 roku, choć było to prawie 120 lat po okresie pierwszych osadników. Wtedy to biali koloniści starli się z dużym plemieniem Xhosa, które z jakiegoś powodu stopniowo przesuwało się na południe Afryki. Sam fakt zbrojnych konfliktów jak i stale zwiększająca się liczba białych osadników, wkrótce spowodowały poszukiwanie własnej tożsamości narodowej. Co prawda Europa była już daleko, tak w pamięci jak i w rzeczywistości, niemniej stary język holenderski wciąż dominował i stąd nazwa nowej nacji: „Boer” (Bur) co znaczy „rolnik”.

Pod koniec XVIII, jak wszyscy wiedzą ale przypomnijmy jeszcze raz, Europa pogrążyła się w nowym konflikcie, znanym jako wojny Napoleońskie. Wielka Brytania w obawie, iż Holendrzy przekażą afrykańską kolonię Francji i tym samym zacisną ekonomiczną pętlę na jej gardle, zajęła zbrojnie Kapsztad w 1795 roku. Co prawda wojska Jego Królewskiej Mości wkrótce wycofały się dobrowolnie ale już w 1806 roku powróciły i to na stałe. Po Waterloo i klęsce Francji, Wielka Brytania zaproponowała Holandii 6 milionów funtów za Kapsztad i okolice, co nawet wtedy było sumą śmiesznie niską ale zawsze to było coś zamiast niczego tym bardziej, że praktycznie i tak już Anglicy okupowali tamte tereny. Poza tym spierać się z taką potęgą jak Wielka Brytania nie było zdrowo to i targ został ubity, to znaczy Kapsztad wszedł w skład tzw. Commonwealth.

Na zmiany administracyjne nie trzeba było długo czekać; oficjalnym językiem zaczął być Angielski, prawo takież, podatki rygorystycznie ściągane a i typowa arogancja wyspiarzy nie przysparzała im zbyt wielu kibiców. Na górę tego, już w pierwszym roku brytyjskiego zarządzania, do kolonii przybyło 3 000 nowych osadników co zwiększyło z dnia na dzień zasób ludności o około 12 procent. W świetle tego wszystkiego, poczynając od 1836 roku około 15 000 Boers spakowało dobytek na wozy i rozpoczęło tzw. Wielką Wędrówkę w głąb lądu, byle dalej od Anglików i ich rujnujących podatków. Pierwsze podejścia Burów do samodzielności nie były udane. Woły przy wozach nie wytrzymywały trudów pokonywania górskich bezdroży, malaria i tubylcy dziesiątkowali pionierów a poza tym wszyscy przymierali głodem. Ci, którzy przeszli, w większości zostali zmasakrowani przez waleczne i liczne plemię Zulusów.

Kiedy wieść o masakrze farmerów dotarła do Kapsztadu, biali bracia Burów nie wahali się ani chwili. Wkrótce 451, dobrze uzbrojonych mężczyzn, wyruszyło do Natal by pomścić męczeńską śmierć pobratymców. Przez sześć dni toczyły się nierozstrzygnięte potyczki, kiedy w końcu Burowie rozbili obóz nad rzeką. Miejsce było wyśmienicie wybrane, na wzgórzu, z tyłu szeroka rzeka zaś przód zabezpieczały wozy, zatoczone w krąg. Następnego dnia, o świcie, Zulusi zaatakowali obóz, prawdopodobnie w liczbie pomiędzy 20 do 30 tysięcy wojowników. Bitwa trwała bez przerwy przez cały dzień. Pod koniec dnia, 150 Boerów szarżowało na kilka tysięcy Zulusów bo tylko tyle zostało z ich głównych sił. Skończyło się na tym, że nie znający dotąd strachu czarni wojownicy uciekali przed garstką białych żołnierzy. I tak właśnie narodziła się Wolna Republika Boerów – Natal.

Niestety, ciężko wywalczona i wypracowana arkadia Burów nie trwała długo dzięki brytyjskiej pazerności. Najpierw powoli i skrycie a później już otwarcie Anglicy anektowali kolejne połacie Natalii. W 1845 roku formalnie ogłosili, że Republika Burów należy do korony brytyjskiej a komu się to nie podoba, w dybach odszczeka bluźnierstwa przeciwko największej potędze świata. W tej sytuacji cierpliwi farmerzy jeszcze raz spakowali dobytek na wozy i udali się w dalszą wędrówkę, szukając swej ziemi obiecanej, byle dalej od brytyjskiego króla j jego hałastry. I znów w pocie czoła, płacąc obfitą daninę krwi, Burowie powołali do życia dwie wolne republiki, tzw. Orange Free State oraz South African Republic znane również pod jedną nazwą jako Republika Transwalska.

Tym razem nieszczęście Burów polegało na tym, że w ich nowym domu odkryto znaczne pokłady złota. Wkrótce fale Brytyjczyków oraz, co ciekawe, europejskich Żydów zaczęły zalewać Transwalię. No i nie trwało zbyt długo, gdy doszło do zbrojnego konfliktu pomiędzy Burami a armią JKMości. 

Początkowo Burowie odnosili sukcesy, głównie dzięki świetnej znajomości terenu jak i świadomości, że biją się o własny dom. W odpowiedzi, po każdej porażce, rząd brytyjski podwajał liczbę dywizji w Transwalii aż do czasu, kiedy stan osobowy armii angielskiej sięgnął prawie pół miliona żołnierzy. W takiej sytuacji Burom nie pozostało nic innego jak tylko prowadzić wojnę partyzancką. I znów, patriotyzm oraz orientacja w terenie okazały się nad wyraz skuteczne. I wtedy rząd Wielkiej Brytanii – światowej potęgi militarnej oraz ekonomicznej, kraju genialnych naukowców, wynalazców i artystów – zhańbił się na wieki wieków masowym morderstwem kobiet i dzieci Burów.

 


Nie mogąc poradzić sobie z mężczyznami, prowadzącymi wojnę podjazdową, armia brytyjska zbudowała pod koniec 1900 roku 45 obozów koncentracyjnych, do których zwożono kobiety i dzieci burskie. W trakcie ich ujmowania, zgodnie z rozkazem najwyższych władz, farmy były doszczętnie palone, zwierzęta szlachtowane, zapasy zboża i pasz niszczone; tak więc bodajże po raz pierwszy w historii biali ludzie zastosowali taktykę dzikich Hunów.

Niemniej najgorsze czekało w obozach koncentracyjnych – w połowie roku 1901 przebywało w nich ponad 118 tysięcy ludzi. Nie przeżyło 27 927 osób, z tego 4177 kobiet i 22 074 dzieci poniżej 16 roku życia. A ponieważ wtedy populacja Burów sięgała nieco ponad 200 000 to znaczy, że Anglicy wymordowali prawie 15% żywej substancji tego dzielnego narodu. Jeśli dodamy do tego, że w walkach z najeźdźcą zginęło ponad 4 tysiące mężczyzn – obraz burskiej tragedii będzie już zupełnie pełny. Nie ulega też najmniejszej wątpliwości, że losy Południowej Afryki potoczyłyby się inaczej, gdyby nie ten straszliwy upust krwi wczesnych osadników. I, miedzy innymi dlatego, choć groby burskich dzieci porosły trawą a litościwy czas opuścił na nie zasłony zapomnienia, hańba brytyjska wciąż świeżą jest i taka pozostanie w pamięci prawych ludzi.

Zbyszek Koreywo

Below: The Boer Holocaust: Boer children, emaciated through disease, photographed in British concentration camps in South Africa, 1900-1902. Eventually 27,927 women and children were to die in this way.

Ponizej: fotografie dzieci w obozie koncentracyjnym w Afryce Południowej, 1900-1902

 od chorób, z głodu i wycieńczenia zmarło 27 tysiecy 927 kobiet i dzieci.

 

 

Reklamy