Ukartowana Abdykacja , czyli Papież końca czasów.

Dodaj komentarz

„Niektórzy zwykli ludzie żyją z dnia na dzień, inni z tygodnia na tydzień, jeszcze inni planują w skali roku, pięciu lub dziesięciu lat… Jednak istnieje grupa ludzi… filozofów i mistyków, którzy planują i kreują świat za pomocą wieków i tysiącleci …

Nic, co wydaje się być przepowiednią, wizją nie jest szaleństwem wyroczni… bowiem tak naprawdę jest to fakt dokonany i starannie zaplanowany element przyszłości powstałej w przeszłości …”

Dydymus

przywitanie masonów.jpg

Masońskie przywitanie

Petrus Romanus – ostatni papież

Benedykt XVI abdykował i jest to wydarzenie bezprecedensowe w historii papiestwa, które będzie miało wpływ na wiele wydarzeń, jakie staną się naszym udziałem w najbliższej przyszłości.

Papież Benedykt XVI, czyli Józef Ratzinger rozpoczął swoją wielką karierę w Watykanie od II Soboru Watykańskiego (1962-65), który miał przełomowe znaczenie dla obecnego kształtu Kościoła Katolickiego. Przeprowadzono wówczas dzięki zorganizowanej akcji biskupów i kardynałów z Niemiec, Austrii i… Polski (Wyszyński, Wojtyła, Kominek) fundamentalne zmiany w liturgii i organizacji całej tej instytucji. Przewrót ten, (bo ta to chyba trzeba określić) był tak poważny, że mówiło się wówczas w Rzymie, że w Tybrze płynie woda z Renu a czterech uczestników Soboru opowiadających się za reformą w Kościele, stało się kolejnymi papieżami, przejmując schedę po schorowanym Janie XXIII. Jego następcą został kardynał Giovanni Battista Montini, który przybrał imię Pawła VI, po nim biskup Albino Luciani jako Jan Paweł I, Karol Wojtyła jako JP II i Joseph Ratzinger jako obecny i ustępujący Benedykt XVI.

Wśród najpoważniejszych zmian, jakich dokonano na Soborze była rezygnacja z tzw. mszy trydenckiej, odprawianej po łacinie a wraz z nią porzucono 1900 lat chrześcijańskich rytuałów. Na jej miejsce postawiono nudną Novus Ordo Missae – mszę nowego porządku, – którą odprawia się w kościołach do dziś. Obrządek ten został napisany przez arcybiskupa Annibale Bugniniego, który okazał się później masonem. Paweł VI zaakceptował taką mszę i niewiele mógł później zrobić, gdy dowiedział się o drugim życiu swojego arcybiskupa. Aby przynajmniej usunąć go z Rzymu, wysłał go jako nuncjusza papieskiego do Iranu.

ratzinger-mitre-hexagram.jpg

Dla większości tradycyjnego kleru nowa msza była okropna, brzydka i trudna do akceptacji. Musieli jednak złożyć przysięgę pod karą klątwy, że nigdy nie będą odprawiać mszy trydenckiej. Powstało wówczas Stowarzyszenie Piusa X, na którego czele stanął francuski arcybiskup Marcel Lefebvre, które próbowało skłonić Kościół do powrotu do przedsoborowej tradycji. Józef Ratzinger był wówczas przewodniczącym Świętej Inkwizycji i zawzięcie atakował Lefebvre’a za jego nieposłuszeństwo, a będąc jednym z najbliższych doradców papieża Jana Pawła II doradził mu ekskomunikę krnąbrnego arcybiskupa i jego zwolenników. Wielu katolickich księży zasiliło wówczas szeregi kościoła anglikańskiego i episkopalnego.

Trudno jest dokładnie powiedzieć jak wielkie zmiany nastąpiły po II Soborze Watykańskim w strukturze władzy i wpływów w Kościele Katolickim. Nieco światła na ten temat rzuciły rewelacje zakonnika Malachi Martina, który w serii kontrowersyjnych książek opisał jak grupa kościelnych liberałów przejmując władzę w Watykanie znajduje się w ścisłych związkach z okultystami uprawiającymi magię i składającymi ofiary z ludzi. Ojciec Malachi Martin skończył swoje życie w sposób gwałtowny spadając ze schodów. Jednocześnie już na początku pontyfikatu Jana Pawła II z wzmożoną siłą zaczął narastać skandal związany z molestowaniem dzieci, jakiej dopuszczała się duża liczba księży katolickich. Wielu obecnych dostojników Kościoła starało się zatuszować te fakty i wykrytych molestujących potajemnie przenoszono do innych diecezji chroniąc ich przed konsekwencjami prawnymi.

Na koniec, natychmiast po abdykacji Benedykta przypomniano sobie tzw. przepowiednię św. Malachiasza, który wszystkich papieży, jacy mieli nastąpić w przyszłości określił zwięzłymi mottami. Przepowiednia ta miała opierać się na wizji, jaką Malachiasz przeżył podczas swojej wizyty w Rzymie w 1139. Motto opisujące przedostatniego papieża to “gloria olivae” – chwała oliwce, która w tradycji katolickiej była symbolem Benedyktynów. Joseph Ratzinger zostając papieżem przybrał imię Benedykta – patrona tego zakonu. Wg, przepowiedni św. Malachiasza po Benedykcie ma nastąpić jeszcze jeden, ostatni już papież, nazwany przez niego Petrus Romanus – Piotr Rzymianin, który ma poprowadzić wiernych przez ten niepewny czas aż do ich ostatecznej zguby i kompletnego zniszczenia Rzymu.

Całość tworzy niezwykle interesującą sytuację, w której możemy jedynie domyślać się zażartych walk toczonych między sobą przez purpuratów, powodów a przede wszystkim szantażu, przez który zmuszono Benedykta do abdykacji a tym samym nie tylko wypełnienia “przepowiedni”, ale także kontroli jej przebiegu. Mamy, więc przed sobą całkiem nieźle wypieczony apokaliptyczny pasztet, z którym jeszcze nie raz przyjdzie nam się spotkać w przyszłości, niezależnie od tego, jaką wyznajemy religię i czy w ogóle ją wyznajemy.

Papież zazwyczaj pełni swoją unikalną funkcję aż do swego ostatniego tchnienia. Benedykt XVI wyłamał się z tej tradycji, choć nie można mu odmówić pewnej konsekwencji w działaniu. Będąc jeszcze kardynałem Ratzingerem, napisał szereg propozycji prawnych, pozwalających rezygnować z funkcji starzejącym się papieżom, których zdrowie uniemożliwiałoby im dalszą pracę dla Kościoła. A Benedykt XVI miał prawo poczuć się zmęczony i zrezygnowany choćby tylko po wyczerpującym roku 2012. Kościołem wstrząsnął wówczas tzw. skandal Vatileaks, kiedy ujawniona została poufna korespondencja papieża ze swoimi dostojnikami. Odkryto także rozmaite ciemne interesy finansowe, jakie prowadzi Watykan nie tylko z organizacjami przestępczymi, ale także łamiącymi prawa człowieka dyktatorami. Do tego dołącza się nieustająca afera molestacyjną i niektórzy sugerują, że nawet sam papież pomagał ukrywać przed prawem, co bardziej jurnych księży.

Na dodatek nad Benedyktem od samego początku jego papiestwa ciążyła przepowiednia św. Malachiasza, wg, której miał on być przedostatnim papieżem a jego następcą miał zostać tajemniczy Petrus Romanus, za którego panowania Kościół Katolicki miał zakończyć swoją działalność. Trudno jednak sobie wyobrazić, aby następca Benedykta, – który z pewnością będzie posiadał wiedzę o przepowiedni św. Malachiasza – świadomie wybrał imię Piotr. W pewnym sensie każdy papież jest Piotrem, bo zasiada na jego tronie. Jednak, co jest interesujące, wśród ewentualnych kandydatów na nowego papieża znajdują się kościelni dostojnicy o imieniu Piotr i to może być zupełnie nieobliczalny twist i puenta średniowiecznej przepowiedni, która stawia świat wobec zbliżającej się nieuchronnie… apokalipsy.

john-paul-cross1.jpg

W 1139 r. w swojej wizji św. Malachiasz zobaczył, że Kościołowi przewodzić będzie jeszcze 112 papieży. Każdemu z nich dopisał w proroczym natchnieniu rodzaj motta opisującego osobę papieża lub najważniejszy element jego rządów. Przepowiednia została wydrukowana i szeroko rozpowszechniona w 1595 r., a wiele z przepowiadanych przez nią sytuacji w zaskakujący sposób już się sprawdziło. Daje to w miarę solidne podstawy, aby brać ją serio pod uwagę także w obecnej sytuacji, gdy Watykan opuszcza papież o numerze 111, co oznacza, że przed nami został już tylko jeszcze jeden papież. Ostatnie zdanie przepowiedni Malachiasza brzmi:

„W czasie najgorszego prześladowania Świętego Kościoła Rzymskiego, [na tronie] zasiądzie Piotr Rzymianin, który będzie paść owce podczas wielu cierpień, po czym miasto siedmiu wzgórz [Rzym] zostanie zniszczone i straszny Sędzia osądzi swój lud. Koniec.”

Z tego zapisu w sposób jasny wynika, że kompletnemu zniszczeniu ulegnie miasto Rzym! Czytając tą przepowiednię nie ma wątpliwości, że nie chodzi tu wcale o zniszczenie symboliczne. Jest niezwykle frapujące, że zakończenie przepowiedni, św. Malachiasza jest w kompletnej zgodzie z rozdz. 17 Apokalipsy św. Jana z Patmos. Biblijna hermeneutyka zajmuje się odkrywaniem sensu tego, co religijny autor w sposób symboliczny zapisywał w swoim objawieniu. Pozwala na dokonywanie takich porównań. W ostatnim wersie rozdziału 17 Apokalipsy czytamy:

“A niewiasta, którąś widział, jest miasto ono wielkie, które ma królestwo nad królami ziemi”

Kiedy Jan z Patmos pisał swoją Apokalipsę, Imperium Rzymskie było u swojego szczytu. Dlatego nietrudno było odgadnąć, jakie miasto miał Jan na myśli pisząc, że mieszkali w nim królowie ziemi. Z kolei w wersie 9, 17 rozdziału Apokalipsy można przeczytać, że:

“Tuć jest rozum mający mądrość: Te siedem głów są siedem gór, na których niewiasta siedzi”

Tak, więc jeśli kobieta jest miastem, które panuje nad światem a siedem głów to siedem wzgórz, to wszystko wskazuje, że jest to siedem wzgórz, na których leży Rzym. I jest to,to samo miasto, o którym pisze Malachiasz.

Na tym tle pojawia się w Apokalipsie postać Antychrysta. Jest on w interpretacjach znawców Biblii uważany za osobę świecką, która stanie na czele świata a któremu będzie oddawana niemalże boska cześć. O takiej osobie, którą nazywamy Antychrystem wspominają także inne teksty biblijne jak np. proroctwa Daniela. Ale Antychrystowi ma towarzyszyć także bliski współpracownik, zwany Fałszywym Prorokiem. Jest on opisywany jako ktoś, kto posiada

“rogi jak u owcy, lecz przemawia jak smok”.

Owca jest tradycyjnie postrzegana jako symbol chrześcijaństwa a więc opisana osoba byłaby kimś w rodzaju przywódcy religijnego. Z kolei smok jest tu bez wątpienia symbolem szatana. Tak, więc zadaniem Fałszywego Proroka jest wspieranie Antychrysta. Ma on pokazywać rozmaite cuda na oczach ludzi i sprowadzić na ziemie ogień z nieba. Jako autorytet religijny ma uwiarygodnić Antychrysta i skłonić ludzi, aby oddawali mu boską cześć.

Apokalipsa z pewnością nie jest najłagodniejszą przepowiednią, bo mówi o straszliwym gniewie bożym. Jednak z punktu widzenia chrześcijan Apokalipsa powinna być zdarzeniem radosnym, bo obwieszcza drugie przyjście Chrystusa na ziemię, kiedy Bóg ma się rozprawić ze złem raz na zawsze. W ostatnim rozdziale Apokalipsy można przeczytać, że to wydarzenie obetrze wszystkie łzy i wysuszy wszystkie oczy a świat znajdzie się znów w swojej pierwotnej, idyllicznej kondycji. Jedynym problemem wydaje się być po właściwej stronie toczącej się bitwy.

A trafność niektórych wizji św. Malachiasza daje dużo do myślenia. Np. Benedykt XV, który był papieżem w latach 1914-1922. W przepowiedni Malachasza opisano jego rządy jako Religio depopulata – depopulacja religii. Taki opis – robiony zwłaszcza w Średniowieczu – jest niezwykle ryzykowny i łatwy do obalenia. Tymczasem w latach pontyfikatu tego papieża trwała I Wojna Światowa, która przysporzyła ogromnych strat szczególnie dla Kościoła Katolickiego Miliony chrześcijan zginęły w okopach na polach bitew. Kolejne miliony ludzi porzuciły wiarę przyłączając się np. do bolszewickiej rewolucji. Nieoczekiwanie krótkie motto obok imienia Benedykta XV nabrało sensu…

Apokalips wg św. Jana i przepowiednia Malachiasza obok innych pism religijnych są powszechnie znane i trzeba założyć, że znają je także ludzie, którzy znajdują się w samym centrum wydarzeń opisywanych w przepowiedniach. Można założyć także, że ludzie ci znając te przepowiednie naginają rzeczywistość do tego stopnia, że ma się wrażenie, że przepowiednia nieoczekiwanie spełnia się na naszych oczach. W historii kościoła można znaleźć papieży, którzy dokonali rozmaitych zabiegów po to, aby pomóc w spełnianiu się tej przepowiedni. Benedykt XVI jest tego przykładem, bo przyjmując takie właśnie imię nawiązuje do zakonu Benedyktynów, którego symbolem była gałązka oliwna, co odpowiada mottu 111 papieża: Gloria olivae. Pius XII (1939-58) określony był mottem Pastor Angelicus. Takie określenie oznaczające pasterza aniołów i jest ono mętne i niejasne. W czasie wojny Pius XII stworzył film propagandowy o samym sobie i o tym, jakim wielkim jest papieżem. Film nosił tytuł…… “Pastor Angelicus”. Dlatego oczekiwaniu na Piotra Rzymianina musimy rozglądać się za różnorodnymi symbolami.

 

Obserwując sytuację rozgrywającą się w Watykanie nadal wszystko wskazuje na to, że Benedykt XVI został zmuszony do abdykacji z powodów takich jak choćby finanse watykańskie, seks skandal i inne. Sytuacja ta w sposób idealny wręcz spełnia średniowieczną przepowiednię, która z zaskakującą wytrwałością była podsycana w Kościele Katolickim przez kilkaset lat.

Richard Gleaves w swoim znakomitym blogu: Uncommon Sense (Niezdrowy rozsądek) w artykule pt. “A Trail of Breadcrumbs: The Resignation of Pope Benedict and the Great Financial Collapse” (Idąc śladem okruchów: rezygnacja papieża Benedykta i Wielka Zapaść Finansowa), łączy ze sobą 5 znanych publicznie osób, które być może mocno związane są z tym, co właśnie wydarzyło się w Watykanie. Są to: prezydent USA Barack Obama, były szef Federal Reserve Paul Volcker, były dyrektor MFW Michel Camdessus, wpływowy watykanski kardynał Peter Turkson i oczywiście sam Benedykt XVI.

 

Szczególnie interesująca jest osoba nr 3 na tej liście – Michel Camdessus. Richard Gleaves pisze o nim:

 

“18 grudnia, tuż przed przedostatnim spotkaniem grupy, zmarł Thomasso Padoa Schioppa i wówczas pojawił się trzeci człowiek naszego szlaku okruchów. Nowy szef Palais Royal Initiative: Michel Camdessus, francuski ekonomista, były dyrektor Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Grupa doszła wówczas do porozumienia. Palais Royal Initiative opublikowała raport w styczniu 2011 r., który wzywał do stworzenia ponadnarodowych sił bankowych, poza kontrolą jakiegokolwiek rządu (czyżby chodziło o BIS – Bank Rozrachunków Międzynarodowych?), i która także stworzyłaby globalną rezerwę walutową w formie SDR (Special Drawing Rights – specjalne prawa ciągnienia), jednostki stworzonej w Bretton Woods w 1944 r. W skrócie chodzi o to, że starzy koledzy Camdessusa z IMF i z BIS chcieli przejąć międzynarodowe finanse. Trudno jest mieć do nich pretensje, że próbowali – prawda? Camdessus przedstawił dokument francuskiemu prezydentowi Sarkozy i raport został rozpowszechniony 5 października 2011 r., razem z dokumentami dotyczącymi krajów G-20, co wyglądało jakby raport został napisany właśnie dla tych krajów.”

style=’orphans: auto;text-align:start;widows: auto;-webkit-text-size-adjust: auto; -webkit-text-stroke-width: 0px;word-spacing:0px’ title=”Cardinal Peter Turkson of Ghana in 2005.” class=”alignleft size-full wp-image-14789″ v:shapes=”_x0000_i1026″>

Następną osobą na liście Gleavesa jest kardynał Peter Turkson.

“Turkson jest prefektemPapieskiej Rady Iustitia et Pax. 23 października, 2011 r., (18 dnia po prezentacji dla krajów G-20) PRIetP zaskoczyła wielu propozycją, która przeklinając bałwochwalstwo wolnego rynku wezwała do stworzenia ponadnarodowej instytucji bankowej, identycznej z tą proponowaną przez grupę Palais Royal. Przypadek? Z pewnością nie, jeśli spojrzeć na listę doradców Papieskiej Rady. Wśród wielu nazwisk znajduje się także Michel Camdessus.”

Turkson to sławny, czarny kardynał z Afryki, który jest jednym z mocnych kandydatów do papieskiego tronu. Turkson wzywa także do stworzenia globalnego pieniądza. Benedykt XVI przygotował już teren pod taki obrót przypadków, oświadczając, że świat potrzebuje globalnego autorytetu moralnego. Papież oczywiście sugerował, że on sam jest takim autorytetem podobnie jak instytucja papiestwa trwająca od wieków.

Nawet znany przeciwnik władzy kościelnej w Średniowieczu – Dante Alighieri napisał, że: “praktykowanie naturalnych cnót pozwala człowiekowi na stworzenie globalnego rządu”. Co oznacza, że w instytucji Kościoła Katolickiego element dążący do stworzenia systemu rządów globalnych jest osadzony już od wieków. Wiemy z historii, co to oznacza. Za każdym razem, kiedy Kościół osiąga większe wpływy w świecie – staje się przyczyną niezliczonej ilości nieszczęść. Wydaje się wiec, że taki jest cel podtrzymywania tej średniowiecznej przepowiedni biskupa Malachiasza, która funkcjonując już w ludzkiej świadomości, pozwoli na realizację globalnych planów, w których KK odgrywałby istotną, jak niewiodącą rolę. Przepowiednie z samej swojej natury są dość łatwe do manipulowania, co tworzy pokusę zastosowania ich do osiągnięcia innych, ukrytych celów. Apokaliptyczna wizja końca Kościoła być może, więc z apokalipsą nie ma nic wspólnego.

 

Załóżmy, więc że każda forma przepowiedni, wieszcząca w jakiejś formie koniec świata (mieliśmy niedawno do czynienia z przepowiednią Majów i 2012 rokiem a teraz pojawia się przepowiednia wieszcząca koniec Kościoła i nadejście Antychrysta (Nostradamus) ) – jest prostym oszustwem. Każda z nich jest przeprowadzana w sposób niezwykle precyzyjny, z góry zakładając efekt, jaki chce osiągnąć. Wystarczy przeanalizować sposób, w jaki umiejętnie podgrzewano rzekomy Koniec Świata, zaznaczony w Kalendarzu Majów. Dlatego obserwując dalszy rozwój wypadków trzeba mieć takie krytyczne spojrzenie na przepowiednię na uwadze.

 

Dante Alighieri ostatniego papieża, który abdykował 600 lat przed Benedyktem XVI umieścił w dolnej części swojego Inferno. Ciekawe, gdzie Dante znalazłby miejsce dla Benedykta a także i to, w jaki sposób Kościół będzie traktował papieża, który dobrowolnie zrzekł się wykonywanej przez siebie funkcji absolutnego zwierzchnika Kościoła Katolickiego.

Oficjalnym powodem abdykacji Benedykta XVI był jego rzekomo kiepski stan zdrowia, ale nawet postronny obserwator może stwierdzić, że Benedykt na człowieka chorego wcale nie wygląda. Ma podobno niezły apetyt a tylko w 2012 r. odbył odległe zagraniczne podróże do Meksyku i na Kubę. Tradycyjnie obligacją papieża było sprawowanie swojej funkcji aż do śmierci, niezależnie od stanu zdrowia i cierpienia, jakie związane było sprawowanie przez niego swoich obowiązków. Tymczasem Benedykt nie wygląda nie tylko na chorego, ale tym bardziej na cierpiącego! Siłą rzeczy powstaje pytanie czy Benedykt XVI abdykował z własnej woli, czy też został do tego zmuszony. I kto – w takim razie – ma aż tak wielką władzę, że zdołał zmusić papieża do podjęcia takiej radykalnej decyzji. Przywodzi to także na myśl krótkie rządy i gwałtowną śmierć papieża Jana Pawła I.

Tego typu pytania z pewnością znajdą swoją częściową odpowiedź wraz z wyborem nowego papieża, dzięki analizie ludzi będących w jego kręgu władzy. Do niedawna ekspertem w kwestii tego, co dzieje się wewnątrz Watykanu był z pewnością mnich Malachy Martin, który zdobył swoją wiedzę pracując dla wielu wpływowych kardynałów` by zostać w końcu jednym z doradców Pawła VI. W jednej z prywatnych rozmów z historykiem chrześcijaństwa Michaelem Hoffmanem na temat wyboru papieża po Pawle VI miał on powiedzieć, że kardynał Pironio jest wybrańcem watykańskiej kryptokracji i to on zostanie przyszłym papieżem. Jednak wówczas inicjatywę przejął kardynał Giovanni Benelli z Florencji, który w ciągu kolejnych kilku dni konklawe przedstawił “teczki” kardynałów zwolenników Pironio. W teczkach wg Martina znajdowały się zdjęcia dziewczyn i chłopaków popierających Pironio kardynałów a także dokumenty potwierdzające ich przynależność do masonerii. W rezultacie najbardziej wpływowa grupa w Watykanie została pokonana i Albino Luciani – kardynał z Wenecji doprowadził do wyboru przyszłego Jana Pawła I, który zakończył swoje życie 33 dni później (liczba 33 jest jedną z magicznych liczb w numerologii i z pewnością nie jest tu przypadkowa). To pokazuje, że konklawe wcale nie przebiega w atmosferze świętości i modłów, bo chodzi tu głównie o wpływy bogactwo, jakie staną się udziałem tych, którzy poparli właściwego kandydata.

Bogactwo i jego gromadzenie jest jednym z głównych problemów moralnych, z jakim musi zmierzyć się Kościół – włączając w to kwestię lichwy. Jezus Chrystus i jego Apostołowie głosili, że miłość do pieniędzy jest przyczyną wszelkiego zła. Przez całe Średniowiecze Kościół gorzej lub lepiej dawał sobie rade z tym problemem i dopiero w czasach Renesansu od czasów papieża Leona X, w jego szeregi wdarli się ludzie o innej wizji na kwestię lichwy. Sam Leon X zdawał sobie z tego sprawę widząc w lichwie przyczynę przyszłego rozłamu w chrześcijaństwie i powstanie protestantyzmu. Martin Luter protestował na drzwiach katedry w Wirtemberdze właśnie przeciwko lichwie, sprzedawaniu odpustów a także konsumpcyjnemu stylowi życia ludzi Kościoła, – co było bezpośrednio z lichwą związane. Leon X wydał wówczas zezwolenie na udzielanie 5% pożyczek (w 1515 r.) pod warunkiem, że udzielano je biednym.

 

Pod koniec Renesansu sposób myślenia, jaki reprezentował Watykan znany jest pod nazwą nominalizmu, który reprezentował niemiecki teolog z Tybingi Johann Eck. Jest on znany w historii jako nemezis Martina Lutra. Ich debaty znane były w chrześcijańskim świecie i Eck zażarcie bronił pozycji papieża. Ciekawostką jest jednak fakt, że Eck potępiając lichwę sam był agentem ówczesnych bankierów niemieckich cesarzy – Fuggerów. Fuggerowie płacili mu za

każda debatę, w której bronił prawa do pobierania 5% od pożyczonej na cele komercyjnej kwoty.

 

Rodzina Fuggerów była wówczas bajecznie bogata i posiadała wpływy na niemalże wszystkich dworach europejskich. To dzięki nim hiszpańscy konkwistadorzy byli w stanie wprowadzić zrabowane złoto Azteków i Inków do europejskiego obiegu. Fugggerowie byli rozległą rodziną i jedna z jej gałęzi osiedliła się w Polsce, gdzie byli znani jako Fukierowie. Wraz z potęga i wpływami finansowymi pojawiły się w rodzinie Fuggerów tytuły hrabiów a nawet książąt Rzeszy.

 

To, dlatego bardzo cierpieli, że sposób, w jaki zdobyli fortunę jest kojarzony z lichwą. Chcieli należeć do najwyższego poziomu arystokracji i Eck miał im pomóc w rehabilitacji ich reputacji. Paradoksem w tym wszystkim jest fakt, że bez chciwości Kościoła, lichwy i sprzedaży odpustów, Renesans nigdy by się nie wydarzył a artyści tacy jak Michał Anioł czy Da Vinci do dziś pozostawaliby nieznani. Wszystko to jednak wydarzyło się kosztem najuboższej klasy społecznej, która niewolniczą pracą musiała zapłacić za wyrafinowany gust i przepych, w którym przodował papież, budując swój pałac w Watykanie i dając tym samym przykład do naśladowania swoim kardynałom i biskupom. Renesans – oprócz niezwykłych dziel sztuki i literatury stworzył przede wszystkim potęgę pieniądza, który jest naszym przekleństwem po dziś dzień. Nieoczekiwanie Kościół przemienił się w instytucję, która zamiast o dusze powierzonych jej owieczek bardziej dbała o życie doczesne stając się nie tylko istotnym graczem politycznym w ówczesnym (a także współczesnym) świecie przy jednoczesnej koncentracji swoich wysiłków na powiększanie własnego bogactwa, głównie przez pożyczanie pieniędzy na procent. Kolejne wstrząsy w instytucjach finansowych powiązanych z Watykanem wskazują jasno, że niewiele się w tym temacie zmieniło a do przypadku Benedykta XVI pasuje przysłowie, „jak nie wiadomo, o co chodzi, to na pewno chodzi o pieniądze”.

 

katz.jpg

JP2-Wojtyła-Katz błogosławi neo-„księdza” Marciela Maciela, powszechnie znanego masowego arcygwałciciela dzieci, szefa Legionistów Chrystusa i Regnum Christi

 

Abdykacja papieża Benedykta XVI to precedens, który niesie ze sobą sporą ilość rozmaitych konsekwencji. Np. Stolica Apostolska nieoczekiwanie przypomniała rządowi włoskiemu o traktatach laterańskich, które wyodrębniły polityczną i terytorialną niezależność Watykanu od Włoch. Przypomnienie to z pewnością związane było z procederem prania brudnych pieniędzy, które zostały wykryte w rzymskich bankach i w tej sprawie wszczęto we Włoszech śledztwo. Traktaty laterańskie zostały podpisane 11 lutego 1929 r., przez kardynała Gasparri i Benito Mussoliniego.

 

W traktatach określono osobę papieża jako święta, ludzi mieszkających w Watykanie za nietykalnych a Włochy zobowiązały się wypłacać Stolicy Apostolskiej trybut. Tak, więc za powstanie Watykanu we współczesnej formie odpowiada twórca faszyzmu Mussolini a kuriozalne państwo kościelne nie posiada swoich obywateli a jedynie pracującą tam katolicką biurokrację. Na dodatek osoby pracujące w Watykanie nie podlegają prawu włoskiemu i rząd włoski nie może takich ludzi aresztować lub osadzać w więzieniu. Po swojej abdykacji Benedykt zachowa tytuł biskupa Rzymu w stanie spoczynku i resztę swoich dni spędzi w murach Watykanu, w obawie przed rozmaitymi procesami sądowymi (np. w kwestii pedofilii w KK), które mogłyby stać się jego udziałem gdyby opuścił Stolice Apostolską i udał się np. do Niemiec.

Tak, więc na naszych oczach spełnia się przepowiednia irlandzkiego biskupa Malachasza z r. 1139, który w ekstatycznym transie określił krótkim mottem każdego kolejnego papieża, jaki miał zarządzać Kościołem Katolickim aż po jego ostatnie dni. Malachiasz był bliskim przyjacielem św. Bernarda z Clairvaux i przybył do Rzymu, gdy papieżem był Innocenty II. W swojej wizji Malachiasz przepowiedział 112 kolejnych papieży. Motta, jakimi Malachasz ich określał najczęściej nawiązywały do imienia, wydarzeń lub czynu, który charakteryzował rządy takiego papieża. Co wydaje się faktem zagadkowym, przepowiednia św. Malachiasza po jej spisaniu zniknęła na kilkaset by pojawić się ponownie w 1595 r.. Wówczas podejrzewano, że jest to jakieś fałszerstwo. Trwało to jednak krotko, bo do momentu, kiedy motta zapisane w dokumencie w niezwykły sposób zaczęły potwierdzać tożsamość kolejnych papieży. Kościół nigdy oficjalnie nie uznał tej przepowiedni, ale też jej nie zaprzeczył, mimo, że miał na to wiele okazji. Np Jan Paweł II w przepowiedni Malachiasza był określany mottem “De labore Solis” czyli “z pracy słońca”, co miało oznaczać zaćmienia Słońca. Karol Wojtyła urodził się w 1920 r., w dniu, w którym miało miejsce zaćmienie Słońca. Kardynał Ratzinger ustalając datę pogrzebu polskiego papieża, wyznaczył dzień, w którym również było zaćmienie słońca. Z pewnością zdawał on sobie sprawę z przepowiedni i sam przyjął imię, które jej odpowiadało.

Benedykt XVI był na tej liście 111 papieżem. Jego mottem w przepowiedni Malachiasza było “Gloria olivea” – chwała oliwce, bo – jak pisałem o tym w poprzednich częściach – kojarzono ją z zakonem Benedyktynów, których była symbolem. Mało znanym faktem jest to, że wewnątrz tego zakonu istniała grupa, zwana Oliwetanami, która wierzyła, że ich misją jest przygotowanie świata na nadchodzącą apokalipsę, o jakiej wspominał sam Jezus w Ogrodzie Oliwnym. Mówił on wówczas o ludziach, którzy będą siać zło w jego imieniu. Apokalipsa ta – zwana małą apokalipsą nie dotyczy końca świata, w jakim żyjemy a raczej poważnego kryzysu w Kościele. Wynika z tego, że jeśli w tym czasie miałby pojawić się jakiś Antychryst, to byłby nim prawdopodobnie sam papież i jego Kuria. Wówczas jedynym ratunkiem dla tak pojętego Kościoła byliby prości wyznawcy Chrystusa, opuszczeni i zdradzeni przez swoich pasterzy. Z tego punktu widzenia, papież, którego określa “Gloria olivae” jest tym, od którego zaczyna się duchowy kryzys. Na dziedzińcu przed bazyliką św. Pawła za Murami w Rzymie, znajduje się galeria przedstawiająca portrety wszystkich papieży. Po zawieszeniu portretu Benedykta XVI zostało tam jeszcze jedno wolne miejsce, dla papieża, który w przepowiedni św. Malachiasza oznaczony został imieniem Petrus Romanus, za którego panowania miasto Rzym ma zostać unicestwione.

Historia Kościoła przez 2 tys. lat jego istnienia jest pełna wzlotów i upadków, co nie dziwi, bo trudno sobie wyobrazić, aby było inaczej w zderzeniu ezoterycznej filozofii z korporacyjną w swoim stylu organizacją kontrolującą religię. Dziś kryzys w Kościele widoczny jest gołym okiem. Rozpoczął się on jednak wiele lat temu a jego ofiarą padł Jan Paweł I, który był papieżem przez niewiele ponad miesiąc. Okoliczności jego śmierci wskazują, że niekoniecznie zakończył on życie z przyczyn naturalnych. Zmarł w dniu, w którym zamierzał rozpocząć porządkowanie spraw związanych z bankiem watykańskim. Notatki na temat tych zmian znaleziono rozrzucone na jego łóżku. Jako pierwszy, przy łożu śmierci Jana Pawła I – zaraz po jego osobistej obsłudze – znalazł się sekretarz stanu, kardynał Jean-Marie Villot. Villot zabrał z sypialni papieża słoik z lekami na nadciśnienie a także paczkę żelków, które Jan Paweł I jadł w łóżku. Kiedy pojawiły się głosy, aby dokonać autopsji ciała papieża, Villot przeciwstawił się temu twierdząc, że czegoś takiego nie ma w tradycji Watykanu, co nie jest prawdą, bo autopsja papieża miała miejsce w XIX w. i Villot musiał dobrze o tym wiedzieć. 18 dni później wybrano na tron papieski Jana Pawła II a kardynał Villot zmarł nieoczekiwanie na bronchit w marcu następnego roku. Francis Ford Coppola wykorzystał tą historię do nakręcenia “Ojca Chrzestnego III”, co spotkało się z wielkim niezadowoleniem Kościoła. Kto wie… być może filmowa fikcja okazała się być tym razem zbyt blisko prawdy.

Zbrodnie masonerii w Meksyku

Dodaj komentarz

” (…) Każdy tydzień, który przeminie bez Mszy świętej,spowoduje utratę dla Kościoła około 2% wiernych (…) ”
(mason, prezydent Meksyku P.E. Calles w 1926 r.)
” (…) Chwyciliśmy Kościół za gardło i zrobimy wszystko, aby go udusić (…) „(minister spraw wewnętrznych A. Tejeda w 1926 r.)
” (…) Chłop wiedział tylko jedną rzecz: tamci zamykają kościoły i prześladują księży. On widział tylko jedną rzecz: przybyli żołnierze, zamknęli kościół, aresztowali księdza, zastrzelili tych, którzy protestowali, powiesili swego więźnia, podpalili kościół i zgwałcili kobiety w buntującej się wsi. Znieważeni wieśniacy, którzy kochają swoją wieś, swój kościół i swojego proboszcza, zupełnie naturalnie porwali się do buntu (…) ”
(z książki J.A. Meyera o powstaniu „bojowników Chrystusa”)

Historia prześladowań Kościoła katolickiego w Meksyku lat 20-tych i 30-tych XX wieku należy do szczególnie jaskrawych przejawów antychrześcijańskiego fanatyzmu. Patologiczne uprzedzenia antyreligijne i antykościelne grupy meksykańskich polityków ściągnęły na Meksyk niszczącą wojnę domową lat 1926 1929.

Stu tysięcy ludzi zapłaciło życiem w ciągu trzech lat za fanatyzm i nietolerancję tamtejszych wrogów Kościoła. Historia okrutnych prześladowań Kościoła i religii w Meksyku zasługuje na osobną uwagę pod jednym jeszcze względem. Były
one inspirowane i prowadzone pod przewodem meksykańskich masonów typu Callesa czy Obregona. Warto dziś przypomnieć tę przemilczaną historię antyreligijnych okrucieństw meksykańskiej masonerii. Jakże wyraźnie zaznacza się na jej tle fałszywość twierdzeń dzisiejszych wybielaczy masonerii, którzy próbują negować prawdę o skrajnie antyreligijnym charakterze masonerii.

Dzieje okrutnych prześladowań meksykańskich katolików należą ciągle do zupełnie nieznanych przez polskich czytelników. Po wojnie, w komunistycznym PRL-u, nie wznawiano bowiem ze względów oczywistych przedwojennych publikacji książkowych na ten temat (m.in: A. Bora, Prześladowanie Kościoła katolickiego w Meksyku, Warszawa 1928; J.
Rostworowskiego, O męczeńskim Meksyku, Kraków 1928; M. Wańkowicza, W kościołach
Meksyku, Warszawa 1927).

Zupełnie nieznana też jest w Polsce odnosząca się do tego tematu bogata zagraniczna literatura naukowa i popularno-naukowa. Przez dziesięciolecia jedyną udostępnioną po wojnie czytelnikom książką na temat prześladowań katolików w Meksyku była powieść Grahama Greene’a Moc i chwała (por. wyd. w Warszawie w 1970 r., w przekładzie B.Taborskiego).

Siła i tradycje meksykańskiej masonerii
Niejednokrotnie wskazywano na decydującą wręcz rolę meksykańskiej masonerii w rozpętaniu krwawej wojny religijnej w Meksyku. Tego zdania między innymi jest francuski historyk Jean A. Meyer, autor najcenniejszego jak dotąd źródłowego opracowania historii meksykańskiej wojny domowej. Meyer powołuje się przy tym na opinię prezydenta Meksyku Portesa Gila w 1929 roku: ?W Meksyku państwo i masoneria zlewały się faktycznie w jedno w ostatnich latach?. Dodajmy, że sam Portes Gil w kilka lat po zakończeniu swej prezydentury został wielkim mistrzem meksykańskiej masonerii (był nim w latach 1933-1934). Frank Brandenburg, autor monumentalnego dzieła o historii najnowszej Meksyku pisał, że: „(…)
Pięciu prezydentów Meksyku osiągnęło najwyższy stopień masonerii, trzydziesty trzeci, w
obrzędzie szkockim: Franeisco Madero, Emilio Portes Gil, Pascual Ortiz Rubio, gen. Abelardo Rodriguez u Miguel Aleman (…). Brandeburg przypomniał, że dwaj inni prezydenci Meksyku związani byli z Mexican Rite (obrzędem meksykańskim), inaczej zwanym Cardenas Rite (obrzędem Cardenasa). Byli nimi Lazaro Cardenas, jeden z założycieli loży i jeden z jej wielkich mistrzów oraz Manuel Avilo Camachos Bardzo ściśle związani z masonerią byli również dwaj inni prezydenci Meksyku: Plutarco Elias Calles i Victorio Huerta. Plutarco Elias Calles, najzawziętszy prześladowca Kościoła, inicjator krwawej walki z religią, został odznaczony masońskim medalem za „nadzwyczajne zasługi w rozwiązaniu tak wielu problemów w tak krótkim czasie”.
Masoneria meksykańska miała historię, sięgającą aż do XVIII wieku. W 1828 roku w Meksyku na terenie całego kraju działały 102 loże masońskie. Już w 1874 roku masoneria meksykańska była na tyle silna, że zdołała przeforsować wprowadzenie zdecydowanie antykościelnego ustawodawstwa. Masonem i to najwyższego 33 stopnia był osławiony dyktator Meksyku przełomu XIX i XX wieku Porfirio Diaz. Wielkimi mistrzami masonerii byli kolejno dwaj jego bracia. Masonami było wielu gubernatorów stanowych. Za dyktatury Diaza zaznaczał się szczególny wpływ lóż Wielkiego Wschodu z Francji. Długotrwałe, trwające ponad 30 lat, dyktatorskie rządy Diaza wywołały podziały w kręgach masonerii, i stopniowo część lóż masońskich – zdecydowała się poprzeć powstanie przeciwko niemu. Do masonerii należał między innymi słynny wódz powstańców Francisco Madero, wybrany prezydentem Meksyku w 1911 roku po obaleniu Diaza oraz liczni inni generałowie powstańczy.
W ciągu kilku lat krwawych przepychanek, jakie nastąpiły po zwycięstwie rewolucji
meksykańskiej (między innymi zamordowanie prezydenta Madero w 1913 roku) ster władzy w Meksyku przejęli związani z masonerią politycy, którzy wprowadzili nowe rządy autokratyczne, jakże sprzeczne z demokratycznymi celami meksykańskiej rewolucji 1910 roku. Loże masońskie posłużyły jako wzmocnienie nowych dyktatur, środek do jak najmocniejszego infiltrowania dowództwa armii i kierownictwa administracji w poszczególnych stanach. Dawny radykalizm społeczny rewolucji meksykańskiej po przejęciu pełni władzy przez masonów przekształcił się w skrajny radykalizm antykościelny, a nawet antyreligijny. Jak pisali francuscy
autorzy głośnej kilkutomowej Historii Kościoła: „(…) Wkrótce po rozpoczęciu w roku 1910
wielkiej meksykańskiej rewolucji społecznej nowa generacja intelektualistów zaczęła posuwać się znacznie poza granice antyklerykalizmu, którym odznaczała się ta reforma w połowie XIX stulecia.

Dokonując niekiedy rewizji poglądów swych liberalnych poprzedników w świecie
analizy marksistowskiej, zmierzali nie tylko do ograniczenia władzy doczesnej Kościoła, lecz w ogóle do stłumienia wpływu religii na społeczeństwo. Gloryfikując przeszłość Meksyku, chcieli ponadto wyeliminować wszystko, co łączyło się z hiszpańską erą kolonialną, włączając w to katolicyzm. Ludzie wyznający podobne przekonania, wywodzący się głównie z klas średnich, prawnicy i intelektualiści, wprowadzili do konstytucji meksykańskiej z roku 1917 artykuły wyjątkowo wrogie tradycyjnym wpływom religii”. Antykościelna konstytucja 1917 roku Rosnące zdominowanie meksykańskiego życia politycznego przez masonerię w ciągu drugiego dziesięciolecia XX wieku znalazło szczególnie mocne odbicie w skrajnie antyklerykalnej, a nawet antyreligijnej konstytucji uchwalonej w 1917 roku. Konstytucja ta przewidywała utracenie przez Kościół cech osoby prawnej. Zniesiono zakony.

Cały majątek kościelny przeszedł pod kontrolę państwa. Kapłanów oddano pod nadzór władz państwowych. Drastycznie ograbiono aktywność księży, oddając ich pod nadzór władz państwowych. Wprowadzono skrajne restrykcje, ustalające, iż poszczególne stany będą określały maksimum księży tolerowanych na ich terytorium. Historyk F. Brandenburg ocenił nader krytycznie wyrażone w konstytucji 1917 roku dążenie państwa do określania maksymalnej ilości duchownych w zależności od tego, co władze stanu uznają za niezbędne dla ich potrzeb. Pisał, że: „(…) Było to nie do przyjęcia dla
Kościoła, bo mogło doprowadzić do tego, że władze stanu arbitralnie uznają, że maksymalna ilość duchownych, na jaką istnieje zapotrzebowanie w ich stanie, równa się zeru.

Tak właśnie ustaliły odgórnie władze stanu w Tobasco. Dodajmy, że w stanie Tabasco zniszczono niemal wszystkie kościoły”. Księży pozbawiono również czynnego prawa wyborczego. Czasopismom religijnym zabroniono poruszania jakichkolwiek zagadnień politycznych. Postanowienia konstytucji 1917 zakazywały również noszenia sutanny poza kościołami, procesji na zewnątrzkościołów i jakichkolwiek przejawów kultu religijnego poza lokalami zamkniętymi.

Duchowieństwo odcięto od wszelkich form nauczania w szkołach, zabraniając mu zarówno zakładania jak i prowadzenia szkół. Instytucjom religijnym i księżom zakazano nawet administrowania, prowadzenia czy nadzorowania instytucji dobroczynnych, badań naukowych, itp.”

Jak pisał Melchior Wańkowicz w tomie reportaży z podróży po Meksyku: „(…) Jak widzimy, rząd poszedł o wiele dalej, niżby to nawet dyktowała konieczność oddzielenia Kościoła od państwa. Prawa przytoczone odbierają Kościołowi możność swobodnego rozwoju. Zakazując pracy społecznej lub nauczania, odbierają prawo swobody myśli, w równej mierze należnej wszystkim obywatelom; zakazując szat duchownych, szykanują stan cały jako taki; zakazując procesyj itd., do których ludność od dawna przywykli, wtrącają się do spraw wewnętrznych kultu, dając zupełne uzasadnienie twierdzeniu, że w gruncie rzeczy chodzi tu o walkę z religią”.

Autorzy publikacji odnoszących się do tego okresu historii Meksyku na ogół dość powszechnie wskazują na skrajnie antykościelny charakter konstytucji 1917 roku. Francuski historyk Jean A. Meyer pisał, że konstytucja z 1917 roku „uczyniła katolików obywatelami drugiej kategorii, bez miejsca w życiu publicznym”. Już w momencie uchwalenia konstytucji z 1917 roku umiarkowana mniejszość w parlamencie ostrzegała, że tak skrajnie godząca w wiarę katolicka konstytucja może stać się przyczyną wybuchu wojny domowej – jak się zresztą stało w 1926 roku. Na szczęście, początkowo, w pierwszych latach po uchwaleniu konstytucji 1917 roku władzom nie udało się wcielić w życie jej postanowień antykościelnych i antyreligijnych. Miały
zbyt wiele trudności wewnętrznych, wynikłych z kolejnych bojów o władzę (obalenia inicjatora konstytucji 1917 roku prezydenta Carranzy w 1919 roku, jego zamordowanie w 1920 roku, etc.).

Próby wprowadzenia antyreligijnych postanowień konstytucji z 1917 roku w poszczególnych stanach zderzyły się ze skutecznym przeciwdziałaniem księży i wiernych katolickich. Zróżnicowanymi metodami protestu (między innymi strajkiem duchowieństwa) zmusili oni władze do rezygnacji z wcielenia w życie antykościelnych regulacji. Sytuacja radykalnie zmieniła się jednak wraz z rozpoczęciem w 1924 roku prezydentury fanatycznie antyreligijnego masona – Plutarco Eliasa Callesa.
Jak wróg Kościoła – Calles sprowokował wojnę domową Ogromna część badaczy nowszej historii Meksyku zgodna jest co do tego, że właśnie prezydent Plutarco Elias Calles, mason i fanatyczny wróg religii, był głównym sprawcą tak
niszczącego dla Meksyku wewnętrznego konfliktu wokół Kościoła i religii. Taką opinię głoszą najwybitniejsi zagraniczni badacze historii meksykańskiego konfliktu między państwem a Kościołem, na czele z Jeanem A. Meyerem. Opinię tę podzielał również najwybitniejszy polski badacz historii Ameryki Łacińskiej, profesor Tadeusz Łepkowski, pisząc w swej Historii Meksyku: „(…) Calles mason i zagorzały antyklerykał podjął próbę utworzenia Kościoła Narodowego (…), przyczyniając się swą doktrynerską postawą i decyzjami do wybuchu długotrwałego konfliktu”.

Warto więc przyjrzeć się bliżej sylwetce polityka, który przez swe
antyreligijne zacietrzewienie i fanatyzm, ograniczoną niezdolność do kompromisu, odegrał tak wielką rolę w ściągnięciu na swój kraj katastrofalnej wojny domowej wokół spraw religii.
W momencie obejmowania prezydentury Calles miał już za sobą dość burzliwą i nieciekawą przeszłość. W młodości nauczyciel, później skarbnik miasta Guyamas, po kilku miesiącach urzędowania trafił do więzienia za malwersację powierzonych mu pieniędzy. Po wyjściu z więzienia prowadził restaurację w hotelu, którego stał się właścicielem. Zbankrutowany zaaranżował pożar hotelu, aby w ten sposób zdobyć pieniądze za jego ubezpieczenie. Po rewolucji 1910 roku został komisarzem gubernatora stanu Sonora, wreszcie gubernatorem tego stanu. Na tym stanowisku ?wsławił się? ekstremistycznymi działaniami antykościelnymi.

Zamknął tamtejsze seminarium duchowne, kazał splądrować rezydencję biskupa i zamienił katedrę na szkołę. W kwietniu 1916 roku zamknął wszystkie kościoły w swoim stanie i wypędził z niego wszystkich katolickich księży. Wybrany prezydentem Meksyku w 1924 roku szybko stał się jak najgorszym symbolem rządów autokratycznych. Frank Brandenburg pisał o dyktatorskich metodach Callesa, ?opierającego się na przekupstwach i szantażu?. Profesor Tadeusz Łepkowski nazwał Callesa „klasycznym typem autokraty, praktyka rządów personalnych opartych na kontrolowanej korupcji wyższych urzędników”. Prezydentura Callesa była swoistą kontynuacją stosowanych już za dyktatury Porfirio Diaza metod rządzenia opartych na zasadzie „pan o pan” – chleb albo pałka. Oponentów niszczono, tym mocniej protegując posłusznych konformistów, zabiegających o uzyskanie „chleba” w postaci posad czy koncesji.
Nie znoszący sprzeciwu Calles nie mógł uznać tego, że Kościół katolicki w Meksyku nie chce się w pełni podporządkować jego władzy. W swym fanatyzmie antyreligijnym był wprost organicznie niezdolny do kompromisu. Wyraźnie rzucało się to w oczy w porównaniu Callesa z poprzednim prezydentem Meksyku Alvaro Obregonem. Prezydent Obregon, licząc się z realiami, uważał, że kościelny system nauczania jest lepszy niż brak jakiegokolwiek systemu oświaty. Sugerował więc, by władze tolerowały istnienie szkół parafialnych przynajmniej do czasu powstania laickiego szkół publicznych. Calles „nie chciał dopuścić niczego, co było katolickie”, dążył do stworzenia schizmatyckiego „Narodowego Kościoła Katolickiego”, zgodnie z dalekosiężnymi planami masonerii.
Rozpoczynając walkę o ostateczne zniszczenie Kościoła katolickiego i religii, Calles chciał wykorzystać fakt, opanowania przez masonerię bardzo ważnych instrumentów władzy w Meksyku, a przede wszystkim armii. W tym czasie kierownictwo armii było już w ogromnej mierze zdominowane przez masonerię i stąd można mu było powierzyć tym większą rolę w inicjowaniu wszelkich działań antyklerykalnych i nawet antyreligijnych. Mason, minister wojny generał Joaquin Amaro znany był ze skrajnych antyreligijnych ekscesów. ?Wsławił się? fanatycznymi przemówieniami, atakującymi Kościół i religię za całą ich historię: W jednym z przemówień generał Amaro powiedział miedzy innymi: „(…) Apostolskie duchowieństwo rzymsko-katolickie, które jest faktycznie pazerną, obstrukcyjną, konserwatywną i wsteczną partią polityczną, było jedną z przyczyn wszystkich nieszczęść, jakie nawiedziły Meksyk od czasu podboju kraju przez Hiszpanów po dzień dzisiejszy?. Inny związany z masonerią generał
meksykański J.B. Vargas w przemówieniu w Valparaiso mówił o ?podłym klerze,
zdominowanym przez zdrajców narodu”.

Meksykańska masoneria cieszyła się bardzo dużymi wpływami również w sferach wyższych urzędników municypalnych, wśród przywódców związków zawodowych, i wśród grup ateizujących nauczycieli. Ich ideologia traktowała Kościół rzymsko-katolicki jako „ucieleśnienie całego zła”. Masonerii była podporządkowana agresywnie antyreligijna Meksykańska Federacja Antyklerykalna, kierowana przez gubernatora Jalisco Manuela Bouqeta. Wpływowe siły antyklerykalne, choć stanowiły wyraźną mniejszość w narodzie, mogły jednak maksymalnie korzystać z faktu, że były mniejszością, która dorwała się do steru rządu za kolejnych prezydentów Meksyku: Obregona, Callesa, Gila. Z tej pozycji robiły wszystko, co tylko było możliwe dla osłabienia, a później zniszczenia meksykańskiego katolicyzmu.

Początkowo głównym środkiem prowadzącym do tego celu miało być w intencji władzy wspieranie konkurencyjnej wobec katolicyzmu protestanckiej „ewangelizacji” Meksyku. Rządzący masoni pragnęli przede wszystkim doprowadzić do rozbicia Kościoła w Meksyku poprzez rozdzielenie go na mnóstwo małych sekt. W akcji „dekatolizacji” Meksyku szczególnie chętnie sięgano do pomocy protestantów ze Stanów Zjednoczonych. Kolejni prezydenci Meksyku: Obregon i Calles
szczególnie gorliwie wspierali ?ewangelizacyjne? działania metodystów w Meksyku, pragnąc za wszelką cenę doprowadzić do zmniejszenia liczby wierzących katolików. Protestantom przekazano kontrolę nad ministerstwem edukacji w Meksyku, kraju, gdzie ogromną część wierzących stanowili katolicy. Szczególnie dużej pomocy dla protestanckich misjonarzy z USA udzielał meksykański biskup kościoła episkopalnego Moises Saenz, brat meksykańskiego ministra spraw zagranicznych Aarona Saenza. Przedstawiciele kościołów episkopalnych z Pensylwanii wysłali specjalny telegram dziękczynny do prezydenta Meksyku Obregona: „(…)
Miliony Amerykanów solidaryzują się z Panem i modlą za Pana w czasie, gdy Pan toczy walkę o rozluźnienie uścisku rzymskiego kościoła katolickiego, przygniatającego pański wielki kraj”. Dążąc do rozczłonkowania Kościoła katolickiego, władze meksykańskie podjęły próby stworzenia schizmy wewnątrz Kościoła – tzw. Meksykańskiego Apostolskiego Kościoła Katolickiego.

W tym celu zaczęto odbierać poszczególne parafie prawowiernym duchownym i
przekazywać je wspieranym przez władze schizmatykom. Jedna z takich decyzji – przekazania kościoła La Soledad w stolicy Meksyku schizmatyckiemu księdzu Joaquinowi Perezowi, wywołała bunt okolicznych mieszkańców i krwawe starcia, w których zginęło siedmiu katolików (23 lutego 1925). W akcji umocnienia schizmy szczególną rolę odegrały zdominowane przez masonów, marksizujące związki zawodowe – Meksykańska Regionalna Konfederacja Robotnicza (CROM). W rozbiciu Kościoła katolickiego widziały one również szansęostatecznego pozbycia się swych rywali – katolickich związków zawodowych. Zbolszewizowani związkowcy brali udział w rozmaitego typu prowokacjach antykościelnych: w napaściach bombowych na budynki kościelne, wywieszaniu czerwonych flag na kościołach, aktach profanacji miejsc kultu. Znamienne, że krwawy incydent na tle sprawy przejęcia kościoła la Soledad przez księdza schizmatyckiego został zaaranżowany przez Moronesa, bossa związków zawodowych i ministra. Sam szef związków zawodowych, sekretarz generalny CROM – Ricardo Tremones był zięciem Antonio Lopez Sierry, późniejszego biskupa kościoła schizmatyckiego.

W lutym 1925 roku, przygotowując wystąpienie przeciw Kościolowi, Calles zainscenizował prasową prowokację, mającą posłużyć do oskarżenia arcybiskupa stolicy o naruszenie konstytucji. Prowokacja jednak spaliła na panewce, gdyż okazało się, że konstytucji z 1917 roku zapomniano w swoim czasie zaopatrzyć w odpowiednie sankcje.

W rezultacie pośpiesznie uchwalone prawa antykościelne wisiały w próżni. Rozjuszony tym Calles postanowił przystąpić do „udoskonalenia” i odpowiedniego rozwinięcia ustawodawstwa antykościelnego, aby uczynić z niego prawdziwie efektywny oręż do walki z religią. 2 lipca 1925 roku prezydent Calles opublikował dekret zwany „prawem Callesa”, prowadzący do skrajnego ograniczenia zasięgu religii katolickiej w Meksyku. Najbardziej dramatycznym przepisem tego dekretu był artykuł 19; nakazujący przymusową rejestrację kleru. Faktycznie artykuł ten miał ułatwić rządowi akcję przekazywania kościołów schizmatykom. Sprzeciw Kościoła wywołał bezwzględną kontrolę władz – aresztowania przywódców organizacji katolickich i opornych księży. W pierwszych miesiącach 1926 doszło do dalszego zaostrzenia walki z Kościołem i religią. Z inicjatywy prezydenta Callesa rząd nakazał zamknięcie katolickich szkół i zakonów. Wprowadzono przymusową rejestrację księży w urzędach państwowych, traktując ją jako szczególnie złośliwą szykanę.

Do tego czasu obowiązywał normalny system
meldunkowy. Nowy ksiądz; natychmiast po skierowaniu go do parafii wypełniał formularz
informacyjny o sobie i posyłał go do władz wraz z zawiadomieniem, w którym dniu rozpoczął spełniać posługi religijne, nie czekając na oficjalną odpowiedź, i nie troszcząc się o jakiekolwiek inne formalności. Nowy dekret o rejestracji stwarzał rozliczne świadome utrudnienia. Jak opisywał Melchior Wańkowicz: „(…) Obecnie zaczęto tę rejestrację traktować jako prośbę o zezwolenie rozpoczęcia swych obowiązków, których nie można było rozpoczynać bez otrzymania odpowiedzi. Tego rodzaju interpretacja udaremniła pełnienie posług religijnych w sąsiednich parafiach, a więc i wszelkie odpusty itd., lub choćby prostą wyrękę.

Przede wszystkim zaś sama zasada godziła w samodzielność Kościoła (…)”.
Władze wszelkimi sposobami starały się drastycznie ograniczyć liczbę duchownych, mogących spełniać posługi religijne. Opornych księży aresztowano. Co więcej, wydano postanowienie o deportowaniu z Meksyku wszystkich księży cudzoziemców (chodziło o niemałą liczbę 400 duchownych). Rządzące władze cechował skrajny fanatyzm antyreligijny. Minister Canalal nadał swoim trzem synom imiona: Szatan, Lucyfer i Lenin.

Powstanie ?bojowników Chrystusa?
Reagując na skrajne antykościelne postanowienia Callesa, meksykański Episkopat ogłosił strajk duchowieństwa, które wstrzymało się od odprawiania nabożeństw i wszelkich posług religijnych. Liczono, że skłoni to rząd do szukania kompromisu. Stało się wręcz przeciwnie. Calles uznał, że strajk księży jest tym korzystniejszy dla rządu i tylko ułatwi działania ateizacyjne. Francuski dyplomata Ernest Lagarde, który spotkał się z prezydentem Callesem 26 sierpnia 1926 roku, dokładnie opisał, na czym polegały prawdziwe intencje rządu. Calles powiedział mu wprost:
„(…) Każdy tydzień, który przeminie bez Mszy świętej spowoduje utratę dla Kościoła około 2% wiernych (…)”. Minister spraw wewnętrznych A. Tejeda, reagując na informację o strajku księży powiedział: „(…) Kościół przeszedł nasze największe nadzieje (…) nic nie byłoby bardziej przyjemne dla nas (…). Chwyciliśmy Kościół za gardło i zrobimy wszystko, aby go udusić”. Władze zaczęły zamykać kościoły na terenie całego kraju pod pretekstem inwentaryzacji. Różnymi sposobami próbowano zastraszyć katolików, mnożąc aresztowania księży i działaczy katolickich. 14 sierpnia 1926 roku w wiosce Chalchichites zamordowano księdza Ludwika Batis i trzech innych katolików. Dodajmy, że prezydent Calles wydał specjalne rozporządzenia nakładające na urzędników kary za niedbałość w walce z religią.

Zamykanie kościołów i coraz liczniejsze areszty księży doprowadziły rozgoryczone rzesze katolików do wystąpienia przeciwko władzy tzw. powstania Cristeros (wojowników Chrystusa). W powstaniu wzięło udział około 50 tysięcy chłopskich powstańców. Strona rządowa nazywała ich Cristeros („bojownicy Chrystusa” lub „Chrystusowcy”). Sami powstańcy nazywali siebie raczej „populares”, „defensores”lub „liberadores”, co oznaczało „ci z ludu”, „obrońcy” lub „wyzwoliciele”. W krwawych walkach wojny domowej lat 1926-1929 (tzw. „Cristiadzie”) poległo około 100 tysięcy osób: 40 tysięcy powstańców – Cristeros i 60 tysięcy żołnierzy wojsk rządowych ( w tym 12 generałów, 70 pułkowników i 1800 niższych oficerów).

Walki wojny domowej spowodowały exodus ponad 500 tysięcy uchodźców na emigrację do Stanów Zjednoczonych i bardzo znaczące zniszczenia w licznych prowincjach Meksyku. Takie były koszty skrajnego, antyreligijnego zacietrzewienia meksykańskich władz na czele z prezydentem Callesem.

Po wybuchu powstania Cristeros władze przeszły do najbezwzględniejszych metod walki z religią. Siłą zamykano kościoły w poszczególnych regionach kraju, ze szczególną gorliwością likwidując parafie wiejskie. Głównym celem prezydenta Callesa stało się jak najszybsze doprowadzenie do całkowitej likwidacji kościołów na wsi. Calles – mason i fanatyczny wróg Kościoła, tak zwierzał się przyjaciołom ze swych kalkulacji – „jeśli raz przełamie się nawyk chodzenia do kościoła, to Indianie stopniowo całkowicie o nim zapomną”. Księży zmuszano pod groźbą najsurowszych sankcji, z karą śmierci włącznie, do opuszczania parafii wiejskich i osiedlania się w miastach. Liczono, że porzucone przez pasterzy parafie szybko ulegną całkowitej dechrystianizacji. W 1927 roku doszło do pierwszych egzekucji opornych księży, którzy odmawiali porzucenia swych wiejskich parafian. Za pretekst do egzekucji służyło odpowiednie zastosowanie wprowadzonego jeszcze za dyktatury Diaza tzw. „Ley Fuga” (prawa o ucieczce).

Na jego zasadzie można było natychmiast zastrzelić bez postępowania sądowego
każdego, kto usiłował zbiec po aresztowaniu, by uniknąć wymiaru sprawiedliwości. Twierdzenie, że oskarżony usiłował zbiec w zupełności wystarczało, aby go rozstrzelać.
Coraz liczniejsze egzekucje opornych księży, którzy nie chcieli opuścić swych wiejskich
parafian skłoniły nawet część biskupów do polecenia duchownym, by opuścili swe wiejskie parafie i udali się do miast. Przeważająca część księży udała się do miast. W styczniu 1927 roku na 3600 ogółu księży meksykańskich aż 3390 stanowili księża mieszkający w miastach i ci, którzy porzucili swe wiejskie parafie i przenieśli się do miast. Na wsiach pozostała tylko niewielka część księży, grupa księży schizmatyckich popieranych przez władze i około 100 odważnych duchownych, którzy za nic nie chcieli opuścić swych wiejskich parafian, nawet pod groźbą śmierci. Wielu z nich zapłaciło za to życiem.

Zostali zamordowani, częstokroć nawet bez jakiegokolwiek sądu, lub po jego parodii. Można by długo wyliczać przykłady podstępnych zabójstw opornych księży i działaczy katolickich, przeprowadzonych na rozkaz masońskich władz Meksyku. Na przykład w styczniu 1927 roku zamordowano trzech młodych działaczy Sodalicji Mariańskiej w mieście Leon. W kwietniu 1927 roku rozstrzelano prowadzących tajną
działalność duszpasterską księży Andrzeja Sala i Trynidada Rangela w Leonie. 26 lipca 1926 roku ofiarą egzekucji w mieście Puebla padł stary kupiec Jose Garcia Fanfon za to, że odmówił zdjęcia z witryny sklepu napisu: „Viva Cristo Rey!” (Niech żyje Chrystus Król).

W listopadzie 1927 roku doszło do jednej z najgłośniejszych kaźni, pod sfingowanymi zarzutami stracono powszechnie lubianego księdza Michala Augustyna Pro, jego brata Humberta i inżyniera Ludwika Segura. Rządowi oprawcy nie oszczędzali duchownych nawet w najbardziej podeszłym wieku. Między innymi zamordowano 80-letniego proboszcza Adama Nachitlana (Zacatecasa). Jośe Isabel Floresa powieszono po 40 latach pracy duszpasterskiej w parafii Matatlan. Okrutny terror fizyczny wobec księży wzmógł się jeszcze bardziej w 1928 roku po zabójstwie Alvaro Obergona, świeżo wybranego prezydentem na miejsce Callesa (Obregon padł ofiarą zamachu ze strony młodego zdesperowanego intelektualisty katolickiego Leona Torola).
Tabela 3: Księża straceni w czasie powstania Cristeros: w Jalisco 35, Zactecas 6,
Guanajusto 18, Colima 7, inne regiony 24.
REGIONY KRAJU LICZBA STRACONYCH
Jalisco 35
Zactecas 6
Ganajusto 18
Colima 7
Inne regiony 24

Razem 90
Więzionych księży i zakonnice wyszydzano i upokarzano. Częstokroć zakonnice świadomie wsadzano do jednej celi z prostytutkami. Terrorowi fizycznemu przeciw księżom i działaczom katolickim towarzyszyły coraz liczniejsze przykłady profanowania świątyń i znieważania Hostii św. podczas napadów policji na domy w których potajemnie odprawiano Msze święte. M. Wańkowicz dramatycznie opisał w książce zawierającej reportaże z Meksyku widok, jaki zobaczył w jednej z takich sprofanowanych świątyń meksykańskich: „(…) Stary kościół El Carmen St. Angel jak i wszystkie świątynie kraju, był zamknięty. Aż wreszcie znalazł się przecie zakrystian stary (…). Schodami więc z polepy glinianej, wyślizganymi przez czas, wiódł nas w dół, ku krypcie podziemnej. Pchnął ciężkie dębowe drzwi. Wionął zaduch. W półmroku ujrzeliśmy szereg trumien połamanych, z oderwanemi wiekami. Ciała mnichów, przeważnie
zakonserwowane doskonale przypominały mi widziane niegdyś w Palermo katakumby. U progu krypty stoi trup zakonnicy. Kosmyki włosów sterczą na pożółkłej skórze czaszki. Niezetlałe resztki habitu spływają do stóp brunatną falą… Wielkie zęby, wysunięte naprzód na tej twarzy pół trupa a pół szkieletu, zdają się szczerzyć w uśmiechu. Ręka prawa, uniesiona w łokciu, wskazuje to zwalisko ciał porozrzucanych. – Co znaczy ten nieporządek? pytam.
– Rząd szukał tu skarbów. Żołnierze odbijali trumny i wyrzucali ciała”. Krwawe prześladowania Kościoła przez rządzącą masonerię doprowadziły do powstania
swoistego „Kościoła katakumb”. Nieliczni księża byli przeprowadzani nocami, ukradkiem, przez zaufanych ludzi z rąk do rąk, choć za udzielanie im pomocy groziło rozstrzelanie (świetnie ukazał te czasy prześladowań Graham Greene w jednej ze swych najlepszych powieści Moc i chwata). Msze św. odprawiano potajemnie po domach, częstokroć zamiast dzwonka ministrant stukał palcem w podłogę.
Antyreligijny terror w Meksyku stopniowo zaczął wywoływać coraz ostrzejsze protesty poza granicami kraju. Walkę z Kościołem w Meksyku potępił papież Pius XI w Encyklice Iniquis afflictisque z 18 listopada 1926 roku i w allokucji konsystorialnej Misericordia Domini z 20 grudnia 1926 roku. Jeszcze 29 listopada 1932 roku papież Pius XI wydał Encyklikę Acerba amini, ubolewającą nad trudną sytuacją Kościoła meksykańskiego.
Konfrontacja z wojującym ateizmem prezydenta Callesa i jego popleczników była dla Kościoła sprawą ogromnie trudną i wymagała bardzo przemyślanych decyzji. Część biskupów potrafiła da końca utrzymać niewzruszoną wolę oporu. Wielkim oparciem stał się arcybiskup Guadelajary Jimenez Orozco.s’ Pozostając wbrew woli władz na wsi – udzielał on bezcennego moralnego poparcia dla ludzi broniących pozycji Kościoła wśród chłopów. Część hierarchii kościelnej poszła jednak na bardzo duże ustępstwa wobec stosującej bezwzględny terror władzy. Na przykład w lipcu 1926 roku biskupi. diecezji Zamora i Morelia zgodzili się na przekazanie kościołów w ręce komisji wyznaczonych przez rząd. Niektórzy biskupi, ulegając naciskom zgodzili się w 1929 roku na wymaganą przez władze rejestrację duchownych, pomimo jej zgodnego odrzucenia przez Episkopat meksykański w 1926 roku.

Na tym tle tym bardziej godna podkreślenia jest pełna heroicznego poświęcenia działalność około 100 opornych księży, którzy pozostali na wsi, ryzykując życiem. Ich niezłomny opór miał ogromne znaczenie dla fiaska rządowej akcji likwidacji Kościoła i religii. Jak pisał Jean A. Meyer: „(..:) Oni (księża – JRN) pracowali dziesiątki, setki razy więcej, niż robili to przed wojną.

Całe dnie spędzali na chrzczeniu dzieci, dawaniu ślubów i słuchaniu spowiedzi. Część
opornych księży poszła do końca w swej determinacji, biorąc aktywny udział w organizowaniu powstańczych oddziałów „Cristeros”. Dwóch duchownych, meksykańskich Indian z pochodzenia, zostało nawet generałami chłopskich powstańców (Aristeo Pedroza i Jóse Reyes). Męczeństwo „Cristeros” Rozmiary chłopskiego powstania w obronie wiary i determinacja prostych wieśniaków były ogromnym szokiem dla prowadzących antyreligijną politykę masonów i marksistów zrządowego establishmentu. Myślące w „wąsko racjonalistyczny sposób” władze nie mogły sobie po prostu wyobrazić tego, że zwykli prości chłopi porwą się do otwartego buntu w obronie Kościoła, przeciwko uzbrojonym po zęby wojskom rządowym.

Dla wiejskich powstańców walczących w obronie wiary sprawa była jednak prosta. Jak komentował J.A. Meyer, pisząc o motywach walki chłopskich katolickich buntowników: „(…) Chłop wiedział tylko jedną rzecz:tamci zamykają kościoły i prześladują księży. On widział tylko jedną rzecz: przybyli żołnierze, zamknęli kościół, aresztowali księdza, zastrzelili tych, którzy protestowali, powiesili swego więźnia, podpalili kościół i zgwałcili kobiety w buntującej się wsi. Znieważeni wieśniacy, którzy kochali swoją wieś, swój kościół i swojego proboszcza, zupełnie naturalnie porwali się do buntu?. Wśród chłopów powszechnie dominowały odczucia, iż: „(…) Rząd chce, abyśmy żyli jak
zwierzęta, bez religii i bez Boga, ale oni nigdy się tego nie doczekają od nas. My bowiem
wykorzystamy każdą chwilę czasu, która jest nam dana, aby głośno krzyczeć: „Niech żyje
Chrystus Król! Niech żyje Dziewica z Guadelupy! Precz z rządem!”
W czasie, gdy okrutne prześladowania Kościoła i religii byty wciąż oficjalną zasadą polityczną, powstańczy Cristeros zadziwiali ogromną aktywnością wewnętrznego życia religijnego.

Każda Msza św., nierzadko organizowana w przerwach między kolejną walką a pościgiem ze strony wojsk rządowych, była dla powstańców przeżyciem o ogromnej intensywności uczuć. Znów odwołajmy się do zapisków opartego na wielkiej bazie źródłowej dzieła Jeana A. Meyera: „(…)

Śpiewanie hymnów i odmawianie różańca było stałym, akompaniamentem codziennego życia w marszu i w obozie. Cristeros modlili się i śpiewali długo w nocy, wypowiadali wspólnie słowa modlitw różańcowych. Kombatanci prosili o błogosławieństwo przed pójściem do walki, a ich komendanci wzywali ich do czynienia prawdziwego aktu skruchy przed bitwą. Atakowali wroga, śpiewając hymny i krzycząc: „Niech żyje Chrystus Król!”, „Niech żyje Dziewica z Guadelupy!” Wojna domowa przyniosła niezliczone przykłady bohaterskiego poświęcenia i męczeństwa „Cristeros”, którzy za żadną cenę, nawet za cenę życia, nie chcieli zrezygnować z walki w obronie wiary. Typowym pod tym względem było postępowanie Norberta Lopeza, zastrzelonego w 1928 roku przez żołnierzy rządowych. Lopez odrzucił ofertę ułaskawienia dawaną mu pod
warunkiem, że przystąpi do armii rządowej, mówiąc: „Od momentu sięgnięcia za broń
pragnąłem oddać swoje życie za Chrystusa i teraz nie złamię postu na kwadrans przed
dwunastą”. Cristeros w swych modlitwach wyrażali się jak Tomasz z Canterbury: „Ofiar jest wiele, liczba ofiar rośnie z każdym dniem. Gdybym tylko i ja mógł mieć tak szczęśliwy los?.

Powszechnie powtarzano stwierdzenia: „Musimy wygrać. Jakże tanio można dziś wejść na drogę do Niebios”. Claudio Beccera, z powodu niepełnoletności jako jedyny uniknął egzekucji,w której stracono jego 27 towarzyszy w Sahuayao 21 marca 1927 roku. Nie mógł pogodzić się z tym, że tylko on uniknął śmierci i płakał przed kryptą, w której pogrzebano jego kolegów, mówiąc jak mu jest przykro, że Bóg nie chciał go przyjąć jako męczennika. Młody HonorioLamas, stracony wraz ze swym ojcem Manuelem Lamasem, powiedział na pocieszenie swej matce: „Jakże łatwo jest dziś wejść do nieba, mamo”.
Nowe konflikty i pojednanie Niezwykłe męstwo Cristeros i sukcesy osiągane przez nich w bojach z wojskami rządowymi zmusiły w końcu władze do kompromisu. Dzięki pośrednictwu USA rząd zaczął pertraktacje z Episkopatem. Zakończyły się one podpisaniem w czerwcu 1929 roku umowy (arreglos). Władze meksykańskie zawiesiły wprowadzenie w życie niektórych postanowień antykościelnych, a rząd
zwracał Kościołowi część „znacjonalizowanych” świątyń. Ogłaszano również amnestię dla powstańców. Kościół odwołał natomiast ogłoszony w 1926 roku strajk duchowieństwa.

Obietnice prezydenta Portesa Gila, zapowiadające koniec prześladowań Kościoła, doprowadziły do ostatecznego przerwania walk wojny domowej i złożenia broni przez Cristeros. Szybko miało się jednak okazać, że rządzący masoni i marksiści ani przez chwilę nie myśleli o uczciwym pojednaniu z Kościołem i ludźmi, którzy stanęli w jego obronie.

Niemal natychmiast po przerwaniu walk rozpoczęto bowiem systematyczne, zaplanowane, zdradzieckie mordy na przywódcach Cristeros; aby zapobiec ponownemu odrodzeniu ruchu katolickich partyzantów. Zaledwie w 10 dni po porozumieniach pokojowych – 3 lipca 1929 roku zastrzelono znanego przywódcę Cristeros – duchownego F. Pedrozę. W ciągu kilku lat podstępnie zamordowano
wszystkich ważniejszych wodzów Cristeros: Cuevę, Arreolę, Gutiereza, Alvareza, Barajasa, Hernandeza i Salazara. Zdradzieckie mordy i prześladowania dawnych katolickich partyzantów pociągnęły za sobą w okresie od 1929 do 1935 roku aż 5000 ofiar spośród Cristeros, tym ich 500 oficerów.

Nieuczciwość polityków rządzącej partii – Partii Narodowo-Rewolucyjnej (PRN) widoczna była zresztą na każdym kroku. Wyrazem tego był zorganizowany przez nią „cud nad urną” w czasie wyborów prezydenckich 1929 roku. W wyborach tych faktycznie wygrał zbliżony do powstańczych Cristeros głośny pisarz, myśliciel i polityk Jose Vasconcelos. W czasie
wspaniałej kampanii wyborczej Vasconcelos zdecydowanie piętnował walkę z religią,
prowadzoną przez Callesa, despotyzm i korupcję. Wyniki wyborów zostały jednak sfałszowane i ogłoszono zwycięstwo kandydata rządzącej dotąd partii – PNR. Sam Vasconcelos musiał schronić się na emigracji. Oszustwo wyborcze rządzącej masonerii uniemożliwiło doprowadzenie już wówczas do prawdziwego pojednania i zakończenia tak szkodliwej dla Meksyku walki z Kościołem i religią.

Po 1931 roku masoneria dominująca nadal w rządzie i we władzach poszczególnych stanów znowu rozpoczęła akcje nękające wobec Kościoła katolickiego i prześladowania duchownych.

Nawet skrajnie tendencyjnie nastawieni przeciw Kościołowi autorzy książki o Meksyku w latach 1910-1976 Donald Hodges i Ross Gandy przyznawali, iż w Meksyku owych czasów dochodziło do ekstremistycznych działań antyreligijnych: „(…) W Vera Cruz bomby eksplodowały w kościołach, a gubernator tego stanu ograniczył liczbę księży do 1 na 100 tysięcy ludzi. W Tabasco Czerwone Koszule mordowały chrześcijan”. Szczególne wzburzenie mas wierzących katolików wywoływał system antykatolickiego terroru sprawowanego w stanie Tabasco przez gubernatora Tomasza Garrido Conabala, posługującego się bojówkami „Czerwonych Koszul”.

Jak pisał Tadeusz Łepkowski: „Bojówki „czerwonych koszul” szalały po kraju, grabiąc kościoły i przetapiając dzwony”. Terror antyreligijny prowokował z kolei wybuchy terrorystycznych aktów gwałtu przeciwko reprezentantom rządu i antyreligijnie nastawionym nauczycielom. Najważniejszym impulsem do nowego buntu stała się podjęta w 1934 roku próba narzucenia Meksykowi skrajnie antyreligijnego programu edukacji w szkołach. Do konfliktu doszło z podpuszczenia faktycznie rządzącego Meksykiem w latach 1929-1934 byłego prezydenta Callesa. Wbrew wysiłkom części polityków partii rządzącej, zmierzających do stworzenia jakiejś formy modus vivendi z Kościołem, fanatyczny mason Calles konsekwentnie naciskał na wznowienie kursu antyreligijnego, a przede wszystkim drastycznego zmniejszenia dopuszczanej przez władze ilości księży.

W 14 z 30 stanów Meksyku wprowadzono regulacje, nie dopuszczające w ogóle do pracy jakiegokolwiek księdza. W licznych stanach przyjęto „regulację”, że starający
się o pozwolenie pracy księża powinni mieć ponad 50 lat i być żonaci.
Skutki tych ograniczeń były bardzo drastyczne. W 1935 roku na 3600 księży żyjących w
Meksyku zaledwie 305 uzyskało od władz prawo do sprawowania posług religijnych!
W 1934 roku minister spraw wewnętrznych Narciso Bassols, będący faktycznie „narzędziem” Callesa, otwarcie wystąpił na rzecz wprowadzenia „socjalistycznej edukacji”. Faktycznie chodziło o skrajnie laickie wychowanie, nacechowane bezwzględną wrogością do uczuć religijnych. W konfrontacji ze zdecydowanym sprzeciwem prezydenta Rodrigueza Bassols musiał zrezygnować ze stanowiska. Wtedy jednak doszło do wystąpienia Callesa z głośnym tekstem „Krzyk Guadalajary”, żądającym, aby państwo wzięło w posiadanie świadomość dzieci i młodych ludzi, którzy powinni „należeć do rewolucji i do kolektywu”.

W memorandum do kolejnego prezydenta Meksyku Lazaró Cardenasa, Calles występował z programem o wyraźnie totalitarnej inspiracji, domagając się, aby „państwo w pełni decydowało o kierunku edukacji, zgodnie z doktryną, którą się kieruje… tak jak to jest robione w Rosji, Niemczech i we Włoszech”. Jak pisali Donald Hodges i Ross Gandy Calles planował „socjalistyczną edukację”, w której dzieci wyrosną na ateistów.
Główne tezy programu „wolnego i socjalistycznego wychowania młodzieży”, lansowanego przez Callesa i Bassolsa głosiły: „(…) Dziecko było w tyranii kleru, rodziców i nauczycieli, dziś ma stanowić o sobie; – Każde dziecko od piątego roku życia należy do państwa; – Wszystko zło pochodzi od kleru; – Bóg nie istnieje, religia jest mitem, Biblia Kłamstwem; – Nie potrzebujemy uznawać żadnych bożków”.

Do tego programu dochodziła podnoszona przez ministra Bassolsa inicjatywa wprowadzenia „edukacji seksualnej” w szkołach. Żądania Callesa i Bassolsa wywoływały tym większe protesty meksykańskiego duchowieństwa, oburzonego tym, że bardzo wpływowa mniejszość próbuje narzucić całemu społeczeństwu antyreligijny program wychowawczy. Przebywając od 1927 roku na wygnaniu w Stanach Zjednoczonych Jose de Jezus Manriquezy Zarate, biskup
Huejutla, w liście do wiernych swej diecezji nazwal rewolucję meksykańską wprost „spiskiem masońskim”, wzywając do odrzucenia „bolszewickiego potwora”. W 1939 roku antyreligijne władze meksykańskie ustanowiły nowy pogański kalendarz, mający na celu „usunięcie z życia ludu święcenia religijnych mitów przykład dzień 15 lipca ustanowiono świętem cyrkla i kompasu, oddając hołd masonerii. Meksykański minister rolnictwa wprowadził dla swych urzędników odpoczynek „czerwonej soboty” w miejsce odpoczynku niedzielnego. Dążenia do wprowadzenia za wszelką cenę antyreligijnej edukacji i nawroty prześladowań wobec katolików sprowokowały wybuch kolejnego buntu przeciw władzom. Ta nowa „Cristiada” nie była jednak już tak silna jak poprzednia, nigdy nie skupiła więcej niż 7500 bojowników i działała głównie na niedostępnych terenach górskich. Pomimo swej słabości zbuntowani partyzanci katoliccy faktycznie uniemożliwili wprowadzenie antyreligijnej edukacji na dużych połaciach kraju.

Stopniowo w Meksyku wyraźnie zaczęły się umacniać nastroje na rzecz pojednania między państwem a Kościołem. Decydujące znaczenie odegrała w tym ostateczna wygrana Cardenasa w walce o władzę z Callesem w lipcu 1935 roku, a w kwietniu 1936 roku wygnanie pokonanego Callesa z kraju. Sam prezydent Cardenas, pomimo tego, że był jedną z czołowych postaci masonerii meksykańskiej i przez lata reprezentował zdecydowanie antyklerykalny, a nawet antyreligijny program, uznał, że niemożliwa jest dalsza walka przeciwko realiom kraju.

Za takie uznał istnienie bardzo dużej siły poparcia indiańskich mas wiejskich dla katolicyzmu i to, że dalsze podtrzymywanie polityki antyreligijnej nie przyniesie żadnych efektów dla władzy. Jedynym skutkiem mogłoby być tylko umacnianie
coraz głębszych i coraz szkodliwszych podziałów w społeczeństwie. Cardenas wyciągnął z tej konstatacji konkretne praktyczne wnioski. Przezwyciężając swe antyreligijne uprzedzenia, Cardenas stopniowo zgodził się na zaakceptowanie tradycyjnej religii katolickiej jako „części składowej meksykańskiego dziedzictwa narodowego i zaczął szukać porozumienia z Kościołem.?

W lutym 1936 roku prezydent Cardenas otwarcie przeciwstawiał się kontynuowaniu kampanii antyreligijnej, stwierdzając, że będzie ona tylko „prowokować przedłużający się opór i powodować opóźnienie wzrostu ekonomicznego kraju”. Od początku 1937 roku w Meksyku zaczęto znosić panujące dotąd drastyczne ograniczenia ilości księży i ponownie otwarto setki zamkniętych dotąd kościołów w 10 stanach kraju. Próbowano jeszcze blokować otwarcie kościołów w rządzonym przez wojujących antyklerykałów w stanie Vera Cruz. Doszło tam jednak do gwałtownych manifestacji, demonstranci „zdobyli kościoły” i otworzyli je dla wiernych. Prezydent Cardenas uznał ten stan rzeczy i zakazał jakichkolwiek dalszych represji wobec katolików.

W listopadzie 1937 roku wycofano oskarżenia przeciwko przebywającym na
wygnaniu przywódcom kościelnej opozycji: arcybiskupowi Ruizy Flores i biskupowi Manriquezy Zarate, umożliwiającm powrót do ojczyzny. Długotrwałe prześladowania religii doprowadziły w rezultacie tylko do umocnienia w Meksyku się zdecydowanej prawicy katolickiej. W 1940 roku ruch prawicowych katolickich nacjonalistów – Union Nacional Sinarquista mógł pochwalić się liczbą pół miliona członków.”
XX-wieczny Meksyk jest wspaniałym przykładem obronienia religii tylko dzięki wierności wierze, odwadze i bezgranicznemu poświęceniu prostego ludu. Zdominowane przez masonerię meksykańskie elity: rząd, wojsko, administracja, wielka część inteligencji pragnęły wykorzenić wiarę, zepchnąć Kościół do katakumb, poddały księży najokrutniejszym prześladowaniom.

A jednak meksykański katolicyzm przetrwał najtrudniejsze wyzwania i wyszedł zwycięsko z najcięższych opresji dzięki postawie setek tysięcy prostych wieśniaków. Tych wieśniaków, którzy nie dali się zwieść propagandzie „oświeconych” wrogów religii, którzy porwali za broń w obronie zamykanych kościołów i zabijanych księży. I wytrwali przez całe lata w walce, nawet wtedy, gdy duża część duchowieństwa meksykańskiego
załamała się i zrezygnowała z oporu.

Swoim hartem ducha i odwagą przesądzili o tym, że dziś nikt nie próbuje już nawet podważyć roli Kościoła jako znaczącej części meksykańskiego dziedzictwa duchowego.
źródło: Jerzy Robert Nowak, Walka z Kościołem wczoraj i dziś. Szczecinek 1999, s. 57-84.

Braterstwo MROKU – kto rządzi Światem

Dodaj komentarz

Wielu ludzi zastanawia się dziś nad tym kto rządzi światem, jakie organizacje czy osoby pociągają za sznurki na całym globie sterując wydarzeniami podług własnych ambicji i celów. Niniejszy artykuł powinien odpowiedzieć na większość tych pytań i wyjaśnić wiele zawiłości historycznych.

Wykład Dr. Stanleya Monteitha- „Braterstwo Mroku”.

Wstęp do prelekcji:
Dobry wieczór! Dzisiejszego wieczoru mamy zaszczyt powitać po raz kolejny dr. Stanleya Monteitha na Grenada Forum. Jest on emerytowanym chirurgiem, badaczem, historykiem, pisarzem, wykładowcą i dziennikarzem z kręgu ortodoksyjnego. Dr. Monteith prowadził wykłady w kraju i zagranicą poświęcone różnorodnej tematyce, w tym szczególnie z dziedziny dorobku nauczyciela akademickiego i pisarza, Carrolla Quigleya. Spędził prawie 30 lat badając jego życiorys i dorobek twórczy. Profesor Quigley był mentorem dla młodego Billa Clintona. Wywarł na niego szczególnie mocny wpływ podczas studiów na Uniwersytecie Georgetown w połowie lat 60ych. Przyjmując nominację partii demokratycznej na prezydenta w 1992 roku, Bill Clinton publicznie zacytował profesora Quigleya. Ale dlaczego ten wypływ był tak istotny? W swoich książkach „Tragedy and Hope: A History of the World in Our Time” oraz „The Anglo-American  Establishment” autor pisze na temat tajnych stowarzyszeń, zakładanych przez ludzi ze światowych elit finansowych oraz planów wprowadzenia nowego światowego porządku pod ich kontrolą. Dzisiaj członkowie tych stowarzyszeń zajmują większość miejsc w amerykańskich partiach politycznych, szydząc sobie z demokracji. Tego wieczoru dr. Monteith będzie podejmował te tematy, jak również będzie się z nami dzielił szokującymi nowymi odkryciami dotyczącymi rozpoznania sił działających w ramach angloamerykańskich tajnych stowarzyszeń. Stanowi to kluczowe zagadnienie dla suwerenności Ameryki jako wolnego narodu.

Wykład:
Dobry wieczór! Bardzo mi miło spotkać się tu z Państwem ponownie. Tego wieczoru opowiem niezwykłą historię, historię o której usłyszycie po raz pierwszy. Mówi się, że aby zrozumieć procesy kształtujące rozwój XX wieku nie wystarczy nauczyć się faktów, lecz należy zgłębić ukryte za nimi tajemnice. Co tak naprawdę zdarzyło się w przeciągu tego wieku? Obserwujemy nasz kraj co i rusz targany kryzysami.  Widzimy wojny i rewolucje, choroby targające światem. Widzimy stopniowe obniżanie się standardu życia Amerykanów. Obserwujemy przychodzące kolejno rządy, czy to republikańskie czy demokratyczne, które sprzeciwiają się stworzeniu obrony przed atakiem nuklearnym. Słyszymy jak republikanie powtarzają nam: „Wszystko będzie w porządku. Zbilansowaliśmy budżet. Zmniejszyliśmy rząd.” A co tak w istocie zrobiliśmy? Czemu wydatki wzrastają z roku na rok? Jak często republikanie przydzielali demokratom zwiększone w stosunku do ich deklarowanych potrzeb fundusze? Coś jest wyraźnie nie w porządku. Proszę pozwolić mi, abym wyjaśnił Państwu, o co chodzi. Jako profesor chciałbym zacytować trzy wiersze, które wiążą się z kształtowaniem naszego przeznaczenia. Pierwszy został napisany w 1848 przez Alfreda Lorda Tennysona, jednego z największych brytyjskich pisarzy. Napisał on min. „The Charge of the Light Brigade”. Podzielał on równocześnie przekonanie o Imperium Brytyjskim, tego że człowiek jest w stanie stworzyć doskonały świat pod dominacją anglosaksońską. Tytuł wiersza brzmi „Locksley Hall”. A oto co napisał:

 „For I dipt into the future, far as human eye could see,
Saw the Vision of the world, and all the wonder that would be;
Saw the heavens fill with commerce, argosies of magic sails,
Pilots of the purple twilight dropping down with costly bales;
Heard the heavens fill with shouting, and there rain’d a ghastly dew
From the nations’ airy navies grappling in the central blue;
Far along the world-wide whisper of the south-wind rushing warm,
With the standards of the peoples plunging thro’ the thunder-storm;
Till the war-drum throbb’d no longer, and the battle-flags were furl’d
In the Parliament of man, the Federation of the world.
There the common sense of most shall hold a fretful realm in awe,
And the kindly earth shall slumber, lapt in universal law.”

To wspaniałe marzenie, wizja rządu światowego. W październiku 1993 roku Artur Schlesinger Junior napisał artykuł, który ukazał się w Wall Street Journal.
A oto co było tam napisane: „Nie stworzymy świata prawa poprzez zachętę. Prawo wymaga umocnienia. Nie oszukujmy się, że możemy mieć nowy porządek świata, nie płacąc za to przelaną krwią czy dużymi pieniędzmi. Być może cena umocnienia jest zbyt wielka. Równie dobrze wąsko pojęty interes narodowy może okazać się bezpieczniejszym sposobem rządzenia. Jednak musimy przy tym mieć świadomość tego, że rezygnujemy ze szlachetnego marzenia.”

Zapamiętajmy fragment Tennysona, który Churchill nazwał jedną z najwspanialszych współczesnych przepowiedni, a który Harry Truman trzymał w portfelu całe swoje życie. Czemu Winston Churchill miałby twierdzić, że jest to tak wspaniały wiersz? Czyżby Churchill chciał zadedykować go imperium brytyjskiemu? A Harry Truman? Czemu trzymał słowa tego wiersza w portfelu przez całe swoje życie?  Cofnijmy się do czasów prezydentury Harryego Trumana, kiedy napisano i uchwalono Kartę Narodów Zjednoczonych. Zaraz potem Ameryka zaoferowała Europie Plan Marshalla w obliczu zagrożenia ze strony rozpowszechniającego się tam komunizmu. Następnie zaoferowaliśmy Plan Marshalla komunistom. To nie miało sensu. Chiny stały się komunistyczne. Europa Wschodnia również. Potem rozpoczęliśmy prowadzącą donikąd wojnę z Koreą. Wszystko to pod rządami Harryego Trumana, który trzymał słowa tego wiersza całe swoje życie w portfelu.

Na drugi wiersz natknąłem się w Afryce. W połowie lat 70-tych zabrałem rodzinę i przeprowadziłem się do Południowej Afryki, gdzie pracowałem na jednym z uniwersytetów. Już wówczas poszukiwałem prawdy, ponieważ słyszałem o książce Carolla Quigleya. Wiedziałem, że Południowa Afryka w jakimś stopniu jest częścią procesu tworzenia się rządu światowego. Któregoś razu przejeżdżając wzdłuż wschodniego wybrzeża Południowej Afryki zobaczyłam wzgórze, a na nim wielki pomnik. Nie wiedziałem, co to było. Jednak zaintrygował mnie ten wielki pomnik, którego podstawy wyglądały prawie jak mała replika Pomniku Lincolna.

Wspiąłem się więc na wzgórze, posągi lwów strzegły wejścia do tej niemalże świątyni. Na portyku widać było wspaniałą postać/ statuę, krzewy poniżej. Na piedestale natomiast widniały te słowa:
„The intense and brooding spirit still,
Shall quicken and control.
Living he was the land,
And dead, his soul shall be her soul
.”

To były słowa Rudyarda Kipplinga ku czci człowieka, który wprowadził w życie wizję przedstawioną przez Tennysona; człowieka, który próbował wprowadzić rząd światowy pod dominacją anglosaksońskąCecila Johna Rhodesa“The intense and brooding spirits still shall quicken and control”. “Quicken” znaczy powracać do życia. “Living he was the land, and dead, his soul shall be her soul.” Było wielu ludzi ogarniętych chęcią rządzenia światem. Można wymienić Juliusza Cezara, Aleksandra Wielkiego, który umarł bo nie miał więcej ziem do podbicia, Adolfa Hitlera. Jednak nikt nie wywarł większego wpływu na świat niż Cecil Rhodes. Ludzie nie rozumieją tragedii polegającej na tym, że większość wydarzeń światowych ma związek z tym człowiekiem.

Kolejny wiersz został napisany przez Jamesa Russella Lowella w 1848. Podsumowuje on istotę bitwy, której jesteśmy częścią. James Russell Lowell pisał o kryzysie niewolnictwa we wschodnich stanach, o moralnym złu, które wówczas miało miejsce; i o odwiecznej walce pomiędzy dobrem i złem.

A oto co napisał:
 „Once to every man and nation comes the moment to decide,
In the strife of Truth with Falsehood, for the good or evil side […];
Then it is the brave man chooses,
While the coward stands aside,
Til the multitude make virtue
Of the faith they had denied ….
Though the cause of evil prosper,
Yet ’tis truth alone is strong;
Though her portion be the scaffold
And upon the throne be wrong,
Yet that scaffold sways the future,
And, behind the dim unknown,
Standeth God within the shadow,
Keeping watch above his own

Chciałem krótko odwołać się do moich ulubionych wierszy. Pewnie zastanawiają się Państwo, jaki mają one związek z historią, którą dziś zamierzam opowiedzieć. Będzie to historia a la „Morderstwo w Orient Expresie” Agathy Christie. Historia opisana w jej książce działa się w pociągu, który podąża z Istambułu do Paryża, symbolicznie ze wschodu w kierunku zracjonalizowanego zachodu. Podróżuje nim kilku Amerykanów, jak również, belgijski policjant, detektyw, bohater wielu innych powieści kryminalnych Agathy Christie, Hercules Poirot. Jest też pewien niesympatyczny Amerykanin, który mówi Poirotowi, że ktoś próbuje go zabić. Chce, aby ten go bronił, za co zapłaci mu 5000$, a nawet 10000$, tak martwi się o swoje życie. Poirot odpowiada, że nie jest zainteresowany. Tej nocy mężczyzna zostaje zamordowany, jego ciało zostało zmasakrowane. Pojawia się pytanie, kto to zrobił. Oczywiście Poirot, poproszony przez zarząd kolei, rozpoczyna śledztwo. Pociąg grzęźnie w zaspie śnieżnej przejeżdżając przez wysokie góry na szlaku Orient Ekspresu. To co Poirot odkrywa to fakt, że istnieje zbyt wiele poszlak.

Jeśli spojrzymy na nasz dzisiejszy świat, zmierzający ku nowemu globalnemu porządkowi, napotykamy dokładnie na ten sam dylemat. Jest zbyt wiele poszlak. Ludzie opowiadają o tym, kto naprawdę kryje się za codziennymi zdarzeniami/faktami. Niektórzy mówią, że są to działania bankierów. Bowiem w czasie wojny bankierzy zarabiają pieniądze. Na 324 stronie swojej książki prof. Quigley opisuje, jak banki centralne pracują wspólnie nad stworzeniem nowego systemu umożliwiającego przejęcie kierownictwa nad narodami świata poprzez przepływy pieniężne. Robią to potajemnie, wszystkie banki to robią. Ludzie mówią więc, że to bankierzy.

Inni powiedzą: -To nie bankierzy. To żydowscy bankierzy! I opiszą, że rezerwy federalne są podzielone na dwa rynki, zaklasyfikowane jako A i B, gdzie całe pieniądze i tak idą za morze. Jednak nie ma na to żadnych dowodów. Tragedia polega na tym, że jeśli spojrzeć na banki centralne, to większość z nich nie jest żydowska. O tym mówi Quigley w swojej książce. Znakomita większość wcale nie jest żydowska.

Inni odpowiedzą, że nic nie rozumiecie, to Rada ds. Stosunków Zagranicznych (Council on Foreign Relations) rządzi światem. Ponieważ od 1953 każdy przewodniczący Rezerwy Federalnej, każdy szef amerykańskiego banku centralnego pochodził z Rady. Także szefowie armii wywodzili się z Rady. Wszyscy sekretarze stanu, ich asystenci, każdy dyrektor CIA od 1953 pochodzili z Rady. Siedmiu z ostatnich dziewięciu prezydentów pochodziło z Rady. Rada sprawuje zakulisowe rządy w Stanach i na świecie.

Ludzie powiedzą: Nie, Nie! Rada działa jedynie w Stanach. To Grupa Bilderberg. Zrzesza ona bogaczy amerykańskich i amerykańskich socjalistów. Ci z kolei współpracują z Europejczykami, spotykają się z nimi regularnie, wybierają naszych prezydentów. Bill Clinton został wybrany przez Grupę Bilderberg.

Ludzie powiedzą: Nie, Nie. To Komisja Trójstronna, ponieważ zrzesza ludzi wschodu, z Japonii i zza Oceanu. To jest międzynarodowy ruch w kierunku światowego zarządzania.

Inni powiedzą, że nic nie rozumiecie. To komunizm jest prawdziwym wrogiem. Większość ludzi sądzi, że komunizm już upadł. Ale on nie upadł. Przecież Gorbaczow stworzył Green Cross Foundationw Stanach. Komunizm ma w pełni rozwinięty system zbrojeniowy. Nie wiecie o tym? Ich żołnierze umierają z głodu, ale oni budują nowe bomby nuklearne, nowe zdalne pociski. A co dzieje się z armią amerykańską? To nie ma sensu. Chiny są w pełnej gotowości do wojny. W komunistycznych Chinach żyje ponad 1.25 miliarda osób, a nasz rząd robi wszystko aby im pomóc. Podpisuje się z nimi najbardziej korzystne traktaty. Ale to tak naprawdę nie ma znaczenia. Dwie trzecie tamtejszych nowych inwestycji przemysłowych jest finansowana przez amerykańskie korporacje i amerykańskie banki. Komunizm jest wrogiem.

Inni powiedzą: To nie komunizm, to socjalizm. Bo każdy komunista jest socjalistą. A socjalizm jest drugą albo trzecią najsilniejszą organizacją na świecie. Odbywają się regularne spotkania socjalistów na świecie, na których wspólnie z komunistami realizują swoje cele.

A inni powiedzą: O, nie! To humanizm. Bo komuniści i socjaliści to humaniści. A jeśli czytaliście Manifest Humanistyczny, to przedstawia on cały plan dominacji nad światem. Socjaliści dążą do stworzenia rządu światowego. Są za aborcją i za homoseksualistami; za kryminalistami i za narkotykami. To jest humanizm.

Ludzie powiedzą: O nie! To fundacje! Wielkie amerykańskie fundacje. Fundacja Rockefellera,Fundacja FordaFundacja Carnegie. Oni sterują tym wszystkim, co dzieje się w naszym społeczeństwie. Robiły to przez ostatnie stulecie. Zmierzają do stworzenia rządu światowego, do socjalizmu.

Inni powiedzą: Nie, to iluminaci! Jeśli spojrzycie na banknot jednodolarowy, to na rewersie widzicie piramidę z otwartym okiem u jej szczytu. Jest to symbol iluminatów. Widzicie datę 1776? Jest to data założenia iluminatów. Problem w tym, że ten symbol pochodzi z Wielkiej Pieczęci Stanów Zjednoczonych. To z kolei nie jest oko Boga, którego czcimy. To według okultystów jest oko boga słońca, a jest ono w istocie okiem lucyfera. Jednak projekt tego wielkiego oka został faktycznie zainicjowany w 1780, tylko 4 lata po tym jak założono iluminatów. Wówczas zakon nie miał jeszcze swoich wpływów w Ameryce. Jednak symbol ten faktycznie pojawił się na Wielkiej Pieczęci w 1782, tylko 6 lat po tym jak zostali założeni iluminaci. Jednocześnie już w 1776, od samych początków, projekt tej pieczęci był powiązany z faktem podpisania Deklaracji Niepodległości (Declaration of Independance). Iluminaci byli potężną siłą w Europie. Przeniknęli do loży masońskich i brali udział w Rewolucji Francuskiej.

Inni powiedzą, że to nie iluminaci, to Lucis Trust, niegdyś Lucifer Trust. Wszystko ma podłoże diabelskie. Stowarzyszenie mieściło się w budynku United Nations Plaza i działa do dziś. Widzimy takich ludzi jak Robert Muller.  Wielu naszych kluczowych obywateli jest powiązanych z Lucis Trust, które niegdyś nazywało się Lucifer Trust. Wszystko jest diabelskie.

Inni powiedzą: Nie, nie rozumiecie! To masoni. Czy wyobrażacie sobie, że 14 amerykańskich prezydentów było masonami? Czy zdajecie sobie z tego sprawę? Ludzie zadają sobie pytanie, czemu usunięto Boga z naszych szkół, z miejsc publicznych. 4 z 6 sędziów Sądu Najwyższego za tym głosowało. Byli oni masonami, którzy zawsze optowali za oddzieleniem religii od państwa. Czcili bowiem innego boga. To w istocie jest symbol masonów, nie iluminatów.

Inni powiedzą, że to nie masoni, tylko New Age. New Age wkracza w każdy aspekt naszego obecnego życia. Jest wszędzie. Jeśli wziąć książkę „Aquarian conspiracy”, napisaną przez Merlyn Ferguson. Na jej okładce widnieje symbol trzech przechodzących w siebie szóstek. New Age jest bez wątpienia jednym z najpotężniejszych na świecie ruchów naszych czasów.

Kolejni powiedzą jeszcze, to oligarchiczne rody rządzące Europą. Płynie w nich królewska krew. Od lat działają poza sceną. Jeden z nich zostanie w końcu królem Jerozolimy. Jest jeszcze historia o potomku Chrystusa, który powinien przewodzić tajnemu stowarzyszeniu, przedstawiona w książce pt „Święty grall, święta krew”. W tej historii korzenie przywódców tajnego stowarzyszenia sięgają w prostej linii do związku Jezusa z Marią Magdaleną.  To oczywiście zupełna bzdura. Jednak wiele osób wierzy w linię krwi od Merowingów, potem kolejno do Habsburgów, aż do księcia Carlosa, króla Hiszpanii.

Inni wierzą, że mamy do czynienia z Różokrzyżowcami, wywodzącymi się od mistycznych religii. Jest to potężne tajne stowarzyszenie, które działa tuż za rogiem. Ma siedziby w Kalifornii i całych Stanach.

Inni Wam powiedzą, że to Stowarzyszenie Skull and Bones. W sumie przecież George Bush się z niego wywodzi. William Berkley też. Jego wpływy sięgają CIA oraz tajnych stowarzyszeń w Yale.

Inni powiedzą, że to Teozofia, stowarzyszenie H.P. Blavatsky. Ma ono swoje kwatery niedaleko, w Ojai, jak również w Wheaton, Illinois. Wpływa na każdy aspekt naszego życia społecznego.

Inni powiedzą, że to UFO i jakieś obce istoty podkładają nam w umysłach szalone pomysły.

Wróćmy teraz do historii Poirota, który analizował, co stało się w Orient Expresie. Pociąg utkną w śniegu. Przesłuchuje on podejrzanych, z których każdy miał motyw, by zabić Amerykanina. Poirot jest zupełnie skołowany. Istnieje zbyt wiele poszlak. Wszyscy mają jakiś motyw.

Teraz spójrzmy na to, co dzieje się we współczesnym świecie. Mówi się nam, że jeśli mamy moralność, to powinniśmy włożyć wysiłek aby zrobić coś w sprawie aborcji w Stanach i na świecie. A może prawdziwym problemem jest homoseksualizm, którego manifestacje widzimy w naszym społeczeństwie. Są problemy kryminalistów, narkotyków, środowiska, edukacji, ewolucji. Wszystkie są realnymi problemami. Kontrola populacji ludzkiej, emigracja. Jednak zrozumcie, że te wszystkie tematy zostały wypchnięte na czołówki gazet, po to abyśmy byli w defensywie. Jak długo będziemy w niej pozostawać, będziemy przegrywać tą bitwę.

Wrócę teraz do dziedziny, na której dobrze się znam, do dorobku profesora Quigleya. Możemy wraz z nim zastanowić się, o co tak naprawdę chodzi w tym wielkim ruchu w kierunku rządu światowego. Cofnijmy się więc do roku 1962. Kuba właśnie stała się komunistyczna. Fidel Castro przybył do Stanów po rewolucji. Pozwolono mu przemawiać do Kongresu. Ściskał się z Richardem Nixonem, który wracał z Kuby i walczył z komunizmem. Potem nagle sam stał się komunistą. Coś się nie zgadzało. Nie byłem wówczas zbyt bystry. Właśnie skończyłem studia. Byłem zajętym ortopedą. Tam gdzie pracowałem było nas dwóch, dzisiaj jest dziesięciu specjalistów. Pracowaliśmy dzień i noc. Już wówczas byłem jednak zafascynowany tym, co się dzieje. Najpierw wiec zainteresowałem się komunizmem. Dowiedziałem się, że pod jego rządami znajdowała się 1/3 populacji świata. To było dość przerażające, bo kraj po kraju, stawał się komunistyczny. Wschodnia Europa stała się komunistyczna po II wojnie światowej i Chiny. Jak do tego doszło? Potem zaczęliśmy czytać książkę, którą mamy tu z tyłu na stoliku. Dowiedzieliśmy się, że wielkie fundacje działały tak, by wywrzeć wpływ na amerykańskie społeczeństwo, aby wprowadzić komunizm do Chin i aby wprowadzić idee komunizmu i socjalizmu do Ameryki. Potem dowiedzieliśmy się o Radzie ds. Stosunków Zagranicznych (CFR). 

Następnie w 1966 mało znany profesor na Uniwerytecie George Town, a mianowicie Caroll Quigley, napisał książkę pod tytułem „Tragedy and Hope…”. Okazała się ona fascynującą lekturą, ponieważ mówiła o powstaniu tajnego stowarzyszenia, które doprowadziło z kolei do powołania Rady (CFR). Jeszcze bardziej intrygująca była historia samej książki. Została ona początkowo wydana przez oficynę Macmillan. W momencie pojawienia się jej na rynku, wydawnictwo Macmillan zostało przejęte przez nowego właściciela. Następnie ktoś zniszczył matryce pierwszej połowy książki. Oczywiście książka była rozchwytywana na całym świecie. Wszyscy konserwatyści ją czytali. Na całym świecie ludzie chcieli ją czytać, ale była niedostępna, ponieważ zniszczono matryce. Profesor Quigley był liberałem. Nie widział nic złego w tajnych stowarzyszeniach, ani w żadnych z procesów, o których pisał. Po prostu myślał, że ludzie powinni o tym wiedzieć. Nie tylko to. Chciał również pieniędzy, które miały pochodzić z tantiemów. Udał się więc do wydawcy, który go okłamał. Latami kłamali na temat tego, co się stało z matrycami. W końcu jego żona bardzo się zezłościła i wymusiła podanie prawdziwej przyczyny. Wówczas przyznali, że matryca pierwszej połowy książki została zniszczona. Odmówili jednak opublikowania książki w całości. Wydali jedynie drugą połowę książki, która niestety nie miała już większego znaczenia. To tak jakby przyjść na film, który w 2/3 został już wyświetlony, i nie wiadomo jak się zaczął. Jeśli trudno uwierzyć w to, co mówię, mamy nagrany na taśmę wywiad z profesorem Quigley. Znajduje się on na serii ‘Secret Goverment’. Można go również nabyć jako osobną kasetę pt. ‘Caroll Quigley’. Potwierdzi wam dokładnie to, co przed chwilą powiedziałem.  [Wywiad z autorem w Royal Institute of International Affairs RIIA i CFR z roku 1974: Plik MP3.]
Istota historii opowiedzianej przez Carolla Quigly jest taka:
W 1870 żył młody mężczyzna o imieniu Cecil Rhodes. Na Uniwersytecie Oxforda, gdzie studiował, uczęszczał na wykłady profesora Johna Ruskina, który był niezwykłym mówcą. Opowiadał o Imperium Brytyjskim, i o obowiązkach brytyjskiej arystokracji, i o sztuce. Bo był w istocie nauczycielem sztuki. Łączył wszystkie tematy. Opowiadał o nich wielkimi słowami i tak przekonująco, że pochłonął serca i umysły wielu studentów, którzy w efekcie poświęcili życie realizacji jego marzenia. John Ruskin czytałPlatona każdego dnia. Wierzył w to, co pisał o utworzeniu rządu światowego sprawowanego przez elity. Platon tak naprawdę miał na myśli Republikę i upadek demokracji. Chciał rządzącej elity. Cecil Rhodes zapisał pewnego dnia słowa Ruskina. Nosił je przy sobie całe swoje życie. To stało się celem jego życia. Wyjechał do Afryki. Był w stanie wykupić afrykańskie fabryki złota i diamentów. W bardzo młodym wieku stał się jednym z najbogatszych ludzi świata. Cecil Rhodes napisał później książkę „Confesion of Faith”. Było to w 1877. Słyszałem wiele historii na temat tej książki. Z mojej wiedzy wynika jednak, że niewiele osób ją posiada. My na szczęście mamy ją tutaj. Skopiowaliśmy ją. W istocie to sam Cecil ją napisał na maszynie. Nie wyszło mu to najlepiej. W kilku miejscach jest nawet jego pismo odręczne. Więc to jest „Confesion of Faith”.

Oto, co jest tam napisane: „Dlaczego by nie stworzyć tajnego stowarzyszenia, które miałoby kontrolować świat. Pomysł promienieje i tańczy jak błędne ogniki, by rozwinąć się w końcu w plan. Dlaczego nie mielibyśmy stworzyć tajnego stowarzyszenia o jednym celu: przedłużyć imperium brytyjskie, aby stworzyć cywilizowany świat pod rządami brytyjskimi; połączyć się ze Stanami Zjednoczonymi w stworzeniu rasy anglosaksońskiej pod jednym imperium.”

Potem dołączył listę pięciu z siedmiu życzeń. Następnie zaczął rekrutować ludzi do swojego tajnego stowarzyszenia. Rhodes był człowiekiem bezwzględnym w obyciu z mieszkańcami Afryki, z ludźmi, którzy uważali go za przyjaciela. Potrafił rozmawiać z przywódcami ludów południowo-afrykańskich. Przekonywał jak wielkim był ich przyjacielem, by potem dziesiątkować ich wysyłając brytyjskie wojska. Chciał aby Republika Transwalii stała się wolnym krajem. Potem starał się tam wzniecić rewolucje w 1895.  W końcu wybuchła wojna Burska w 1899. To była jedna z najkrwawszych wojen. Mowa tutaj o bardzo nielicznym narodzie Afrykańczyków, który został wyniszczony, jak również o Brytyjczykach, których zginęło ponad 7 tysięcy. Jedna z największych tragedii w historii Wielkiej Brytanii. Wiemy z lektury „Tragedy and Hope”, że wówczas tajne stowarzyszenie zostało ukształtowane.

Pierwotnym trzonem stowarzyszenia było trzech mężczyzn: William T. SteadLord Alfred Milneri człowiek o nazwisku Brett. William T. Sted był publicystą. On szerzył propagandę w Londynie popierającą wojnę. Milner był wysokim komisarzem w Południowej Afryce, gdzie zajmował się również promowaniem wojny. Brett, później znany jako Lord Esher, był doradcą króla Anglii. Wykorzystywali więc króla, manipulowali nim, manipulowali prasą. Mogli dzięki temu prowadzić swoją wojnę. Pod koniec wojny oczywiście Milner przejął rządy. Cecil Rhodes umarł w 1902.  Następnie Milner zrzeszył grupę młodych ludzi do pomocy w odbudowie zupełnie zniszczonego kraju. Spalili uprawy, zabili wszystkie zwierzęta. Wszystko zniszczyli. Teraz musieli to wszystko odbudować. Grupa młodych arystokratów dołączyła do niego. Była znana jako Przedszkole Milnera. Potem w 1909 wrócili do Anglii po odbudowaniu tego kraju, który uprzednio zniszczyli, aby stworzyć ugrupowanie znane później jako Okrągły Stół. Stanie się on z biegiem lat przykrywką dla tajnego stowarzyszenia, które funkcjonowało podczas I wojny światowej. Profesor Quigley tak naprawdę nie mówi, czy mieli bezpośredni wpływ na wybuch I wojny światowej. Byli jednak siłą sprawczą. Wciągnęli Anglię w tę wojnę. Człowiekiem bezpośrednio za to odpowiedzialnym był sir Edward Grey, brytyjski minister spraw zagranicznych, który, mimo iż Quigley temu zaprzecza, był częścią tego stowarzyszenia.  Później wyjaśnię Państwu, skąd o tym wiemy.

Po wojnie, na której wytracili pokolenie absolwentów Harvardu, Oxfordu i Cambridge. Wytracili całe młode angielskie pokolenie. W obliczu tego powiedzieli do Amerykanów, to wy musicie przejąć kierownictwo. My chcemy mieć rząd światowy pod dominacją anglosaksońską.  Jedynym krajem, który może to zrobić jest Ameryka. Później profesor Quigley opowiada nam jak w trakcie tych rozmów utworzona została Rada ds. Stosunków Zagranicznych (CFR). To wszystko jest w książce. Mówi o tym, jak ona przejęła kontrolę nad naszymi bankami, fundacjami, korporacjami, jak przejęła władzę na naszymi rządami. To wszystko znajduje się w „Tragedy and Hope”. Nic dziwnego, że zniszczono matrycę pierwszej połowy książki. Na stronie 384 znajdziecie państwo doskonałe podsumowanie, a mianowicie opis wspólnych działań banków centralnych w celu stworzenia jednolitego systemu sprawowania władzy nad światem. Na stronie 325 odkrywamy największą tajemnicę banków polegającą na tworzeniu pieniędzy z niczego. Na stronie 866 znajduje się plan. Będą owszem wybory. Jednak w istocie nie będzie to miało znaczenia, na kogo by się nie zagłosowało, to i tak wybór rządzących będzie należał do nich. Wszystko będzie podlegało inwigilacji i kontroli: wasze życie, edukacja, praca, wasze ubezpieczenia społeczne, świadczenia rentowe, zdrowotne. Całkowita kontrola. Czyż to nie wspaniałe? Carril Quigley sądził, że to naprawdę będzie wspaniałe, bo on patrzył na to jako zwykły śmiertelnik, drobnomieszczanin. Należał do ludzi, którzy wspierali Berry’ego Goldwatera. Miałby do nas pogardliwy stosunek. Jednak był genialny. Winni mu jesteśmy wdzięczność. Był geniuszem. Ślęczałem nad jego pracami, by zrozumieć tego człowieka, i o co w tym wszystkim chodzi; co go napędzało, co motywowało.

Na stronie 950, oczywiście znajduje się jedno z jego najbardziej znanych twierdzeń, pewnie większość z was już je słyszała. On po prostu opowiada, jak ci głupi prawicowcy sadzą, że w rządzie amerykańskim siedzą komuniści. Ponadto sądzą, że to komuniści są odpowiedzialni za to, że Europa Wschodnia stała się komunistyczna; że w Chinach pojawia się komunizm. Ci głupcy z partii prawicowej, ci drobnomieszczanie nie rozumieją.

„Ten mit, jak każda legenda, ma w sobie ziarnko prawdy. Istniała przez pokolenia i istnieje  dziś międzynarodowa anglofilska sieć, która działa do pewnego stopnia w taki sposób by skrajna prawica wierzyła, że są to działania komunistów. W istocie ta sieć, którą nazywamy Grupami Okrągłego Stołu nie ma awersji by współpracować z komunistami, ani innymi grupami, a nawet często to robi. Studiowałem działania tej grupy przez 20 lat, w tym przez dwa lata, na początku lat 60ych, miałem wgląd do jej tajnych dokumentów i nagrań. Nie mam awersji do większości jej celów, a nawet przez większość mojego życia były mi pod wieloma względami bliskie. Z niektórymi się nie zgadzałem i nie zgadzam do dziś. Przede wszystkim jednak jestem przeciwny utrzymywaniu w tajemnicy jej istnienia jako, że jej wpływ na historię jest na tyle potężny że powinien być znany.”

Na stronach 200/ 201 mówi nam, że wojny nie prowadzi się po to, aby ją wygrać. Bill Clinton był w tych latach jego studentem, w 1966, w trakcie trwania Wojny Wietnamskiej. Profesor Quigley wyjawił wówczas prawdę. Nie idziemy na wojny, by je wygrywać, by zniszczyć wroga. Idziemy na wojnę, aby poszerzać nasze wpływy. Nic więc dziwnego, że Bill Clinton, rozumiejąc charakter wojny w Azji, nie chciał ryzykować swojego życia walcząc w wietnamskiej dżungli. Wielu dzielnych ludzi zginęło. Ale za co? Za ograniczone cele naszej polityki.

Na stronie 227/228 znajdujemy kolejne opisy. Mamy system dwupartyjny. Mimo to wiele osób mówi, o prawicowcach i lewicowcach, republikanach i demokratach, różnicując ich. Nie rozumiecie. Obie partie są dokładnie takie same. Możecie głosować ile chcecie, ale to nic nie zmieni, ponieważ i tak kontynuowana jest ta sama polityka krajowa i zagraniczna. Wszystko to można przeczytać w tej książce. Nic więc dziwnego, że zniszczono pierwszą jej połowę.

Nie jest to odosobniony przypadek. Mogę podać przykład za przykładem wycofywania książek tutaj, w Stanach Zjednoczonych. Przyszedł rok 1972 i ukazała się książka pod tytułem „None Dare Call It Conspiracy”. Większość pewnie czytała tę książkę. Została ona napisana przez Larry’ego Abrahama oraz Gary’ego Allana. Tematem były prace profesora Quigleya, trochę przeinaczone. Autorzy stwierdzili, że głównymi winnymi są bankierzy, a wszyscy mają żydowskie nazwiska: Rothschild, Goldman Sachs i inni. Nie wspomnieli jednak o wielu innych bardzo znaczących bankierach, którzy wcale nie mieli żydowskich nazwisk. Następnie autorzy mówią o podziale na dwa rynki, rynek A i rynek B. Rynek A należy do Europejczyków, którzy dostają pieniądze za swoje udziały. Jest to bardzo interesująca historia, ale jeśli się temu przyjrzeć, to nie do końca prawdziwa. Prawdziwą rewelacją książki było to, że komunizm jest kontrolowany z Nowego Jorku. Oczywiście Rockefeller pojechał do Rosji i tego samego weekendu pozbyli się Chruszczowa. Wiecie co to oznacza? Wielu Amerykanów przytaknęło i odpowiedziało, no tak wydaje się to logiczne. Finansujemy komunizm od jego powstania. Owszem tak się działo i dzieje. Nie ma co do tego wątpliwości. Jeśli chcą państwo zajrzeć za kulisy finansowania komunizmu należy przeczytać trylogię Anthony’ego Suttona „Western technology & Soviet Economic Development” wydaną przez Instytut Hoovera.

Więcej informacji:
Wojna na sprzedaż. Załącznik nr.1 Rosja 1920-1930
Wojna na sprzedaż. Załącznik nr.2 Rosja 1929-1945
Wojna na sprzedaż. Załącznik nr.3 Rosja 1945-1965

Wszystko jest tam opisane. Finansowaliśmy komunizm od jego powstania. Są również pamiętniki Herberta Hoovera, który dowodził Amerykańską Administracją Pomocy po I wojnie światowej. 95% środków pomocy zostało wysłanych do Rosji. Potężne ilości żywność, środków medycznych, a gdzie dotarły? Do komunistów. Dlaczego? Ponieważ wspieraliśmy komunizm. Można by się było tego częściowo spodziewać, gdyby Rosja stanowiła prawdziwe zagrożenie dla Ameryki i gdyby w istocie Rosjanie chcieli zniszczyć kapitalizm. Jednak to wszystko nie ma tak naprawdę sensu.

W biografii generała P. Wrangela, który był dowodzącym armii rosyjskiej na południu i walczył z komunizmem po stronie białych czytamy że nikt nie chciał komunizmu. Większość Rosjan nie chciała komunizmu. Generał Wrangel zrobił jeden poważny błąd. Postanowił skorzystać z pomocy Brytyjczyków, którzy jak tylko zaczęli kontrolować dostawy, powiedzieli: „Musisz zaniechać walk. Wycofasz się za Morze Czarne i stamtąd zostaniesz ewakuowany.” Generał Wrangel nigdy nie zrozumiał, co się wówczas działo. Nie rozumiał, że wówczas rząd Brytyjski był całkowicie sterowany przez Lorda Alfreda Milnera i jego ludzi.

W 1916, kiedy Lloyd George został wybrany premierem Anglii, zastępując Henry’ego Asquith, który wpakował Anglię w wojnę, Anglicy chcieli wycofać się z wojny. Nie mogli jednak wiedzieć, że 4 z 6 sekretarzy Lloyda George’a dziwnym zbiegiem okoliczności pochodziło z grupy dwudziestu czy trzydziestu członków Okrągłego Stołu. Pracowali w jego gabinecie. Dlaczego? Dwóch z nich zostało wybranych przez Milnera, a dwóch przez Lorda Eshera, którzy stanowili początkową trójcę tajnego stowarzyszenia. Esher był doradcą króla Anglii. Wszystko było kontrolowane i manipulowane. Poświęcili 4 krwawe lata by zniszczyć infrastrukturę Europy w celu wprowadzenia Ligii Narodów i nowego porządku świata, co im się udało. Jeśli chcieliby to państwo sprawdzić, możemy udostępnić dowody. Profesor Quigley przedstawia nam niezwykłą historię w „Tragedy and Hope.”

Pojawia się jednak pytanie: skąd on o tym wszystkim wiedział. W książce nie ma ani jednego przypisu.  W 1980 postanowiłem odnaleźć dokumentację źródłową. Pojechałem więc do Georgetown i spędziłem kilka tygodni na studiowaniu tych materiałów. Przeprowadziłem wówczas także wywiad z profesorem Quigleyem, w którym mówi o zniszczeniu części swojej książki przez wydawcę oraz o symbolu na odwrocie banknotu jednodolarowego.

Cytuję: „Ci szaleni prawicowcy przychodzą do mnie i mówią mi, że to jest symbol iluminatów. Tego symbolu nie wymyślili iluminaci. Jego historia sięga 6000 lat  wstecz. Był on wykorzystywany przez pogan i różne kulty przez ponad 5000 lat.” Jednak większość ludzi o tym nie wie. Ten symbol funkcjonuje od tysiącleci.
Jak jednak można przeprowadzić badania na temat tajnych stowarzyszeń skoro każdy skrzętnie strzeże tajemnicy? Był jeden człowiek, chociaż w istocie było ich trzech, dwóch opowiedziało historię jednemu. Pierwszym z nich był profesor Zimmern (główny komunista w Wielkiej Brytanii). Około 1946 roku Quigley studiował w Europie strukturę władzy Wielkiej Brytanii. Natknął się wówczas na człowieka o imieniu Alfred Zimmern, który był profesorem i powiedział mu, że należał do tajnego stowarzyszenia w latach 1910-1922.  Jeśli zajrzeć do książki, którą opublikowano następnego roku „The Angloamerican Establishment”, można się dowiedzieć, że jedyną drogą pisania o stowarzyszeniu jest znajomość kogoś, kto do niego należy. Oczywiście nikt nie ujawnia swojego informatora. Przyczyną dla której ja wiem, kim on był, jest to, że mam całą dokumentację. Skopiowanie jej kosztowało zresztą fortunę, woluminy papierów, wszystkie te listy do Zimmerna, w których starają się ustalić, kto był w tajnym stowarzyszeniu zaraz po jego powstaniu. Mamy listy od Quigleya do Zimmerna, od Zimmerna do Quigleya. Zimmern był jego informatorem. W książce „Angloamerican Establishment” Quigley pisze, że Zimmern należał do tajnego stowarzyszenia w latach 1910-1922.  Przyczyną, dla której wystąpił ze stowarzyszenia było to, że był idealistą. Poszedł do stowarzyszenia ponieważ wierzył w I wojnę światową, w zmiany, że świat zwycięży Niemców. Francuzi byli sprzymierzeńcami, Niemcy byli wrogiem. Potrafił mimo wszystko jeszcze jakoś pogodzić cały koszmar wojny. Przejmowało go to oczywiście, podobnie jak każdą moralną osobę. W końcu około 21 milionów osób zostało zabitych, 7,5 milionów żołnierzy i 12,5 miliona cywilów, zapewne drugie tyle okaleczonych, 60/50 milionów rannych. Myślę, że go to przejmowało. Niemcy byli wrogiem, Francuzi byli sprzymierzeńcami. Po wojnie jednak okazało się zupełnie nagle, że stowarzyszenie zmieniło front i teraz Niemiec stał się przyjacielem, a Francuz wrogiem. Tego już Zimmern nie wytrzymał. Wystąpił ze stowarzyszenia. Miał obawy przed mówieniem o tym. Mimo to opowiedział wszystko profesorowi Quigleyowi, który następnie spędził 20 lat na zgłębianiu tego tematu.

Był jeszcze jeden człowiek. Pamiętacie były trzy osoby w stowarzyszeniu William T. Stead, Milner i Brett. Na szczęście Stead został wyrzucony ze stowarzyszenia, ponieważ nie do końca wierzył w wojnę burską. Napisał o tym w swoim pamiętniku, którego fragmenty mamy skopiowane i zamieszczone w tym zbiorze najważniejszych fragmentów z wielu książek. Stead opowiada, jak zasiadali w jego domu w 1891 by planować stworzenie tajnego stowarzyszenia. Są oczywiście listy od Rhodesa, z 1900 roku, w których o tym mowa. Stead opublikował je w „The Last Will and Testament of Cecil John Rhodes.” Nie ma więc wątpliwości co do tego, że tajne stowarzyszenie zostało utworzone. Mamy jako świadka Steada, mamy Zimmerna oraz jeszcze jednego człowieka – H. G. Wellsa. Spędził on bardzo dużo czasu z członkami tajnego stowarzyszenia.

W świetnej książce Wellsa pt. „Experiment in Autobiography” czytamy, że między rokiem 1902 a 1908 było wielu ludzi, którzy spotykali się w godzinie obiadowej, wśród nich Lord Milner, Leopold Amery.

Nazwisko może wam niewiele mówić; ale Amery był członkiem Przedszkola Milnera i Okrągłego Stołu. To on w 1939 wstał jako członek parlamentu i wskazał na Neville’a Chamberlaina, ówczesnego premiera i powiedział: „Byłeś tu zbyt długo, odejdź.” Oczywiście Chamberlain złożył dymisję. Na jego miejsce pojawił się Winston Churchill, który był częścią stowarzyszenia w tym czasie. Skąd o tym wiemy? No cóż, po pierwsze mamy list, który napisał do H. G. Wellsa. Mamy go w bibliotece uniwersytetu chicagowskiego. W liście Churchill pisze do Wellsa, że nie może nic mówić poza tajemnym kręgiem.

Kto jest w tajemnym stowarzyszeniu? Wells pisze, że raz w tygodniu przez 6 lat od 1902 to 1908 spotykali się Milner, Lord Grey, minister spraw zagranicznych Anglii (podczas wojny), Lord Brett, dyrektor generalny Lazard Brothers, zwanej również International Jewish Banking House, korporacji w istocie kontrolowanej przez Okrągły Stół. Podobnie jak w Stanach Lehman Brothers. Brzmi znajomo. Lehman Brothers zarządzał Pete Peterson, Grek, który stał się szefem Rady ds. Stosunków Zagranicznych (CFR). Celowo zostawili żydowskie nazwiska, aby odwrócić uwagę od istoty rzeczy. Wiele z tych organizacji jest bowiem prowadzonych przez osoby, które wcale nie są żydami. Kolejno mamy jeszcze Lorda Cecila. Z jednej strony było więc 5 ludzi i wszyscy byli częścią brytyjskiej arystokracji, elity rządzącej. Trzech z nich Brand, Milner i Leopold Amery byli częścią Okrągłego Stołu. Po drugiej stronie był H.G. Wells, George Bernard ShawBertrand RussellSidney Webb, którzy marzyli przez wiele lat o stworzeniu jednego socjalistycznego rządu światowego.

Wychodząc z tych spotkań H.G. Wells napisał dwie książki. W „Open Conspiracy” napisał: „Zapewne długo będziemy rządzili Moskwą, zanim przejmiemy kontrolę nad Nowym Jorkiem. Stworzymy jednolity rząd światowy. Na takich dokładnie zasadach jak socjalizm w Rosji. Bankierzy nam w tym pomogą.”  Kolejna książka pod tytułem: „The New Word Order” opisuje, jak zostanie stworzony ten rząd światowy. Obydwie te książki, co mówi Wells w „Experiment in Autobiography”, były faktycznie wynikiem tych spotkań pomiędzy elitą rządzącą Anglii, powiązaną z tajnym stowarzyszeniem, a socjalistami.

Oczywiście Brand miał powiązania z bankowością, jak również Milner czy Cecil Rhodes. Najbardziej wpływowi angielscy obywatele spiskowali z socjalistami. Czemu chcieli socjalizmu? Czyż socjalizm nie polega na tym, aby zabrać bogatemu i oddać biednemu? Nie. Wszyscy będą pod kontrolą bogatych. Tylko o to chodzi. Będą sprawować władzę nad rządami przez podkupywanie i zaprzedawanie polityków. Zrobili to w Anglii i w Ameryce.
Socjalizm określa się jako szczerą, dobroczynną idealistyczną teorię. Jednak system ten nie działa bez użycia siły. Ktoś musi sterować tym socjalistycznym społeczeństwem. Nawet Marks, pisząc swój manifest komunistyczny mówił o dyktatorach, którzy rządzą proletariatem, i są ponad nim. Tak to wygląda, takie są plany. H.G. Wells napisał jeszcze inną książkę pt. „The New Machiavelli”, powieść o tajnym stowarzyszeniu prowadzonym przez Niemców, które kontrolowało angielskie społeczeństwo, angielski rząd. Oczywiście Lord Milner był Niemcem. Był obywatelem brytyjskim, ale niemieckiego pochodzenia. Jest to fikcja literacka, pomijając tylko fakt, że Leo Amery odnosi się do tej książki i mówi, w swoim pamiętniku: „Hej H.G. Wells mówi o naszej grupie, to my.” Trzy osoby podają te same zeznania na temat tajnego stowarzyszenia w Anglii.

Chciałem jeszcze przytoczyć postać Amerykanina. Nazywał się Frederic C. Howe. Brał udział w negocjacjach pokojowych, kiedy skończyła się krwawa wojna w Europie. Był wielkim idealistą, liberałem z głową w chmurach, który usprawiedliwiał I wojną światową, ponieważ Anglia miała honorowy 30 letni pakt z Belgią, w którym obiecała bronić Belgię, jeśli ta zostanie zaatakowana. Traktaty były świętością, były honorowe. Jak inaczej mielibyśmy mieć pokój na świecie, parlament światowy, światowa federację? Frederic Howe był tam. Anglia z House’em na czele armii. Był jedną z najważniejszych postaci. Byli tam również: John Foster Dulles, Allan Dallas tam był, Christian Herter(późniejszy sekretarz stanu). John Foster Dallas został sekretarzem Stanu. Allan Dallas poszedł do CIA. Był wówczas rok 1919. Poproszono go, aby zbadał wszystkie traktaty, które miały coś wspólnego z Palestyną i jej okolicami. Howe chciał pomóc prezydentowi Wilsonowi w negocjacjach. Czego się dowiedział? Przede wszystkim tego, że Anglicy poszli na wojnę ponieważ wierzyli w traktaty, traktaty światowe, porządek na ziemi. Traktaty traktowano jak świętość, prawie tak jak Biblię. Anglicy przede wszystkim obiecali Arabom, że jeśli przejdą na ich stronę, to dostaną Palestynę. Później podpisali potajemnie traktat z Francją, obiecując Palestynę Francuzom. Wystosowali również Deklarację Balfoura popierającą utworzenie Żydowskiej Palestyny. Obiecali więc Palestynę trzem różnym grupom. Nagle Frederic Howe zdał sobie sprawę, że nie wierzy już w żadne traktaty. Nie mają one żadnego znaczenia. Ludzie ginęli, przeżywali straszliwe rzeczy. Mówię o działaniach wojennych, o tym co stało się na froncie zachodnim. Cztery straszliwe, krwawe lata, jeśli kiedykolwiek czytaliście państwo historie opowiadane przez ludzi, którzy to przeżyli. Straszne rzeczy i wszystko na nic.

Frederick Howe zaczął się zastanawiać, o co w takim razie chodziło. Myślał, że może ma to związek z imperializmem ekonomicznym. Może to mieć związek z ekonomią. Może Brytyjczycy mieli z tego jakieś lepsze zyski gospodarcze, przywileje handlowe od Niemców. Może to o to chodziło. Później przyszła do niego grupa mężczyzn w imieniu Lorda Milnera. To byli ludzie, którzy w tamtej chwili otaczali premiera. To był rok 1919, premierem był Lloyd George. Powiedzieli mu, że musi do nich dołączyć, aby stworzyć rząd światowy. To o to chodziło. Oni nawet nie znali znaczenia pojęcia „imperializmu gospodarczego”. Powiedzieli mu z resztą, że wojna nie ma z tym nic wspólnego. Tu chodziło o brzemię białego człowieka, aby rządzić światem. Biały człowiek musi rządzić światem, to nasz obowiązek oraz przeznaczenie. Dlatego musi być wojna. Ponieważ bez tego nie udało by się zniszczyć narodowościowej struktury Europy. To wszystko znajduje się w książce „The Confessions of a Reformer”.

Jest jeszcze jeden człowiek, który zeznał o co w tym wszystkim chodzi. Admirał Chester Ward, którego cytuje Barry Goldwater w swojej książce. Admirał Ward po 16 lat w Radzie ds. Stosunków Międzynarodowych (CFR), w końcu wyjawił, o co w tym wszystkim chodzi. Była nieliczna klika wewnątrz organizacji, która zajmowała się szczególnie zniszczeniem niezależności narodowej, zupełnie poświęcona rządowi światowemu. Uznał to za straszne. Był mężem stanu, wojskowym, generałem marynarki i naprawdę wierzył w niepodległość Ameryki. Zdał sobie natomiast sprawę, że Rada ds. Stosunków Międzynarodowych (CFR) służyła programowaniu ludzi, aby popierali ten międzynarodowościowy sen. Jak to wszystko połączyć?

Poirot patrząc się na wszystkich podejrzanych zdał sobie sprawę, że w ciele martwego było 12 ran kutych. Było również 12 podejrzanych. Każdy miał motyw by zabić Amerykanina. Jest zbyt wiele poszlak. 12 ran, 12 podejrzanych, wszyscy z motywem.

W obliczu tego, co dzieje się obecnie na świecie, jak najlepiej powiązać ze sobą wszystkie fakty. Weźmy to, co powiedział profesor Quigley na temat powstania CFR. Powróćmy również do postaci Cecila Rhodesa. Co go motywowało? Większość osób nie rozumie mianowicie, że Rhodes wstępując do loży masońskiej złożył przysięgę wierności światłu. Pewnie większość z Państwa wie, co oznacza światło w masonerii. Kiedy wstępuje się do niebieskiej loży, ma się zawiązane oczy, pętlę na szyi, zapalają światło, odsłonięta zostaje lewa pierś a potem maszerują przed swoim mistrzem i mówią: “Czego chcecie duchy?” I adept powinien odpowiedzieć „Światła”. I widzicie światło. Potem przechodzi się do drugiego stopnia loży. Znowu pada pytanie „Czego chcecie duchy?”, i trzeba odpowiedzieć „Więcej światła”.  Na trzecim poziomie loży „Jeszcze więcej światła”.

Jednak nikt nie mówi wam, o jakie światło chodzi. Mówią, że jeśli wejdziesz na kolejne poziomy loży, to wówczas wyjawią ci tajemnicę. Problem w tym, że nigdy tego nie robią. Można jedynie nabrać ogólnego wrażenia, jeśli czyta się masońskie pisma. Większość członków masonerii jest celowo zwodzona. W „Morals and Dogma” Albert Pike przyznaje, że ludzie, którzy przychodzą do loży, są celowo zwodzeni. Czemu? Nie chcemy aby wiedzieli. Większość z nich byłaby zbyt zaniepokojona znając tajemnicę. Pike zmarł w 1891. Manly P. Hall, główny masoński filozof XX wieku, miał zresztą swoją siedzibę, tutaj niedaleko, w Los Angeles. Manly P. Hall pisał bardzo dużo o masonerii zanim do niej przystąpił jako mason 33 stopnia i jeden z głównych filozofów masonerii. I on powiedział, że masoneria jest braterstwem wewnątrz braterstwa. Większość masonów to wspaniali ludzie, spędzają czas na robieniu dobrych rzeczy. Lecz jest jeszcze wewnętrzne braterstwo zadedykowane tajemnicy. Manly P. Hall pisał rozlegle o tym, czym są te tajemnice.

Oczywiście jeśli nie zrozumiemy istoty tej tajemnicy, nie będziemy wiedzieli co napędzało Rhodesa i skąd wziął się ten symbol na odwrocie banknotu jednodolarowego. Co się za nim kryje? Co oznacza? Czemu się tym przejmować, że ten symbol znajduje się na banknocie jednodolarowym. Można to wyczytać u Curtisa. A mianowicie: piramida ma związek z rytuałami pogańskimi sprzed 5/6 tyś. Lat. Piramida ma 13 stopni. Nie ma żadnego związku z 13 koloniami. 13 to sekretna okultystyczna liczba, która daje potężną moc. Zdanie poniżej (‘Novus ordo seclorum) odnosi się do nowego porządku socjalistycznego. Data 1776 odwołuje się do daty utworzenia Ameryki. Wszystkowidzące oko powyżej jest okiem boga słońca, okiem światła. Cecil Rhodes po przystąpieniu do masonerii, po wysłuchaniu wykładu Ruskina, nabrał wkrótce przekonania, że jego przeznaczeniem jest stworzenie rządu światowego. Wiemy, że nigdy jego pomysł nie upadł. Wierzył, że stworzy fundację wspierającą rząd światowy. Następnie zaczął rekrutować ludzi. Było ich początkowo trzech: William T. Stead, Lord Esher, Lord Milner. William T. Stead był okultystą. Był członkiem organizacji teozoficznej. Był mocno zaangażowany w spirytualizm. Czemu miałby być zainteresowany wchodzeniem do organizacji tworzonej przez Rhodesa?

Wszyscy okultyści mówią bowiem o tym, że nadchodzi Nowa Era (New Age), że zbliżamy się do nowego porządku światowego, do nowej formy duchowości. Czytając fragmenty z książki Quigley’a, wyjęte w istocie z pamiętnika Steada, dowiedzą się Państwo, że był drugi poziom tajnego stowarzyszenia prowadzony przez Lorda Balfoura, który utworzył stowarzyszenie badań parapsychologicznych SPR (ang. Society for Psychical Research). Quigley w książce „Angloamerican Establishment” pisze, że człowiek, który dołączył do Milnera, po śmierci Cecila Rhodesa, wcześniej pochodził ze stowarzyszenia badań parapsychologicznych. Oni wszyscy byli członkami kultu. To jest prawdziwa istota wszystkich zdarzeń. Jeśli spojrzeć na członków Rady (CFR), można zdumieć się, jak wielu z nich należy również do Lucius Trust, teozofii, masonerii. Wspólnym mianownikiem natomiast jest okultyzm czczony w każdej z tych organizacji.

Większość osób sądzi, że komunizm jest swoistą filozofią ateistyczną, innymi słowy, że Karl Marks był ateistą. Mówił o tym, że religia jest opium dla mas. Większość osób jest jednak naiwna. Karl Marks był satanistą. Richard Wurmbrand, który spędził 14 lat w komunistycznym więzieniu,  w książce „Marx and Satan”, przedstawia trzech najważniejszych socjalistów, a każdy z nich był satanistą. Ich prawdziwym celem od zawsze było zniszczenie cywilizacji chrześcijańskiej, zachodniej cywilizacji. Właśnie o to w istocie chodzi. Link do dzieł Marxa

Michaił Gorbaczow dziś należy do New Age. Przyjeżdża na światowe zloty w San Francisco albo w Meksyku. Wszystko rozbija się o okultyzm. O czym mówi Gorbaczow: potrzebujemy jednego światowego porządku i nowej formy duchowości. Na ostatniej konferencji, która miała miejsce w Rio de Janeiro, pod nazwą „Earth Summit +5” podkreślano problem nowej formy duchowości. A o czym rozmawiali? Mówili o judeochrześcijańskiej etyce, która powinna zostać zastąpiona nową światową religią.  Link do fundacji Gorbaczowa

Więcej o „Karcie Ziemi”: LINK

Jeśli zajrzy się za kulisy masonerii i zacznie studiować, co masońscy filozofowie mówią o świetle; jeśli przeczyta się dogłębnie Alberta Pike’a, na stronie 229 znajdziemy taki opis: „Lucyfer, ten który niesie światło. Jakież dziwne i tajemnicze imię dla Ducha Ciemności. Lucyfer, Syn poranka. Czy to właśnie on przynosi światło? Lepiej w to nie wątpić.“  LINK DO OPRACOWANIA LISTU PIKEA DO MAZZINIEGO

Lucyfer jest bogiem masonów. Jeśli państwo w to wątpicie, możemy wam pokazać wszystkie odnośniki. Przywołam jeszcze Manly P. Halla. Jego słowa są bardzo jasne:

„Siła człowieka nie jest dana, by ją marnować, lecz by zbudować świątynię, która byłaby domem dla architekta wszechświata. W momencie kiedy mason pojmuje, iż kluczem jest odpowiednie wykorzystanie sił witalnych, pojmie wówczas tajemnicę Jego rzemiosła. Wrząca energia Lucyfera znajduje się w jego rękach.”

Fragment ten pochodzi z jego książki “The Lost Keys of Freemasonry.” To wszystko jest diabelskie. To prawdziwa siła sprawcza, kryjąca się za masonami, teozofiąLucius Trust, komunizmem, Radą (CFR). Za tym wszystkim kryje się okultyzm.

Oczywiście tu i tam wybiera się ludzi, mówi się: „Uchronimy to wszystko, uchronimy Amerykę. Wybierzmy Boba Dole’a na prezydenta, a on jest przecież masonem 33 stopnia. Podobnie Jack Camp. Oni rywalizowali z Billem Clintonem, który z kolei pochodzi z Rady (CFR), Komisji Trójstronnej i od Grupy Bilderberg. Ten symbol, to symbol tajemnych religii, które istniały od zawsze, od antyku, od ogrodu edeńskiego, kiedy ta bitwa tak naprawdę się rozpoczęła. Kain zabił Abla, ponieważ Bóg odrzucił jego ofiarę z plonów ziemi. Znienawidził Abla, gdyż ten był ulubieńcem Boga. To była podobna bitwa, kiedy Bóg zniszczył całą ziemię w czasie Wielkiej Powodzi, kiedy zniszczył Wieżę Babel, która miała zjednoczyć wszystkie cywilizacje pod rządami Nimroda. To samo rozegrało się podczas kuszenia Chrystusa, kiedy diabeł obiecał Chrystusowi cały świat, wszystkie królestwa świata za złożenie mu pokłonu i hołdu. Taka sama bitwa rozgrywa się dziś w naszym kongresie, w sądzie najwyższym, w szkołach. To walka pomiędzy dobrem a złem.

Nie jest to fantazją ani teorią. Jak dzisiaj wytłumaczyć aborcję, pół miliarda nienarodzonych dzieci na skalę światową? Jak wytłumaczyć epidemię HIV dziesiątkującą Afrykę? Mamy statystyki z Afryki, które są zbierane przez Amerykańskie Biuro. Nie mamy żadnych statystyk w Stanach. Jednak w każdej stolicy krajów centralnej i południowej Afryki, można zadzwonić do ambasady i dostać je. 50 do 60% populacji jest zainfekowana, większość z nich umrze. Grupa wysokiego ryzyka, tworzona przez żołnierzy, polityków, ludzi korzystający z prostytucji, wynosi od 40 do 86%. W Hawari, 32% ludzi z grupy niskiego ryzyka. W Zimbabwe 86% wojskowych oraz ludzi z grupy wysokiego ryzyka umrze. Jedna z największych tragedii naszych czasów.  A co mówią nasze gazety? Mniej ludzi w Stanach umiera rocznie z powodu licznych chorób. Nie mówią, że taka sama liczba ludzi umiera rocznie na AIDS, 50 tysięcy rocznie. Mniej ludzi umrze, ponieważ mamy leki. Jednak nie jest to realna pomoc dla Afryki i Azji.

W Biblii czytamy, że świat zostanie zniszczony przez głód i plagi. Mamy tutaj potężna bitwę, ale zwalczamy nie tego wroga co potrzeba. Przyszedł już czas aby zacząć rozgłaszać, co kryje się za masonerią. Mamy bowiem ich pisma, w których jasno piszą, że chodzi o lucyfera. Nie obchodzi mnie przy tym, co ci ludzie powiedzą: „spójrz, jak wiele dobra robimy.” Wiele dobrego zrobił i Hitler. Stworzył sieć dróg w całej Europie, rozwiną opiekę medyczną, system edukacji dla Niemców oczywiście. Jednak bez przeznaczenia dla ludności okupowanej. Adolf Hitler powiedział: „Uczę ich jak rozpoznać znaki drogowe, żeby schodzili z drogi, kiedy przejeżdżają moje czołgi.” 

Podobnie jest z naszymi dziećmi dzisiaj w Ameryce. Stopniowo ogłupiamy je. Pozbywamy się Boga ze szkół. 4 z 6 sędziów głosującymi za tą ustawą było masonami. Masoni zawsze chcieli zniszczyć Chrześcijaństwo w Ameryce, chcieli zniszczyć podstawy tego społeczeństwa i właśnie dzieje się to teraz.

Wiele lat temu Whittaker Chambers opuścił partię komunistyczną i zidentyfikował Algera Hiss, jako szpiega komunistycznego. Hiss był człowiekiem, który napisał Kartę Narodów Zjednoczonych. Współpracował z Roosveltem. Był prezydentem Carnegie Endowment for International Peace. Wówczas został zidentyfikowany jako komunistyczny szpieg. Oczywiście Alger Hiss nie przyznał się do zarzutów, a Chambersowi powiedział wprost jakim był małym podłym człowiekiem. Chambers, gruby, nie był ogólnie zbyt urodziwy, nie miał ładnego uzębienia. Hiss był arystokratą, był również silnie zaangażowany w ruch światowy. Chembers w obliczu ataków Hissa powiedział: „Nie mógł bym nienawidzić kogoś, kto, podobnie jak ja, wierzy, że to życie nie jest nic warte, dla kogoś kto nie chciałby za nie zginąć”. To przypomina słowa Johna Elliota, misjonarza, który wyjechał do Ameryki środkowej aby wprowadzić chrześcijaństwo wśród dzikich. I zmarł w trakcie swojej ostatniej podróży. Wówczas też spytano go, czy się nie boi niebezpieczeństwa. Powiedział, że nie i dodał:„Mądrym jest ten, kto daje to, czego nie może zachować, osiągając to, czego nie może stracić.” 

Z tej perspektywy mam szczerą nadzieję, że wiele z was dołączy do nas, którzy stawiamy na szali nasze życie, pieniądze oraz honor w tej epickiej walce. W końcu nie macie nic więcej do stracenia jak wasze życie, by w zamian uzyskać wieczność. Zapamiętajcie nieśmiertelne słowa Jamesa Russella Lowella:

 “Once to every man and nation comes the moment to decide,
In the strife of Truth with Falsehood, for the good or evil side […];
Then it is the brave man chooses,
While the coward stands aside,
Til the multitude make virtue
Of the faith they had denied ….
Though the cause of evil prosper,
Yet ’tis truth alone is strong;
Though her portion be the scaffold
And upon the throne be wrong,
Yet that scaffold sways the future,
And, behind the dim unknown,
Standeth God within the shadow,
Keeping watch above his own.”

Dziękuję. Niech was Bóg błogosławi!
KONIEC WYKŁADU