Nazwiska Masonów Polskich

Dodaj komentarz

Nazwiska i przynależność niżej wymienionych osób zostały ustalone w oparciu o:

1). Dane zaczerpnięte z książki:  Ludwik Hass „Wolnomularze polscy w kraju i na świecie 1821-1999 Słownik biograficzny” (RYTM W-wa 1999)
2). Dane ujawnione przez historyków w ich licznych publikacjach.
3). Dane i fakty dotyczące pochodzenia wyszukane w źródłach oficjalnych i niezależnych z książek, dokumentów, wywiadów, felietonów i artykułów prasowych.
4). Dane zaczerpnięte z oficjalnych masońskich i wolnomyślicielskich stron internetowych.

 

Masońskie Loże w Polsce

 

  • Loża Matka „Kopernik” – Warszawa
  • Loża nr 2 „Walerian Łukasiński” – Warszawa
  • Loża nr 3 „Przesąd Zwyciężony” – Kraków
  • Loża nr 4 „La France” – Warszawa
  • Loża nr 5 „Świątynia Hymnu Jedności” – Poznań
  • Loża nr 6 „Eugenia Pod Ukoronowanym Lwem” – Gdańsk
  • Loża nr 7 „Pod Szczęśliwą Gwiazdą” – Warszawa

 

 

Masoni w Polsce,

dawniej i obecnie

LISTA

aktualizowana i uzupelniana   Maj  27   A. D. 2006

  • Edward Józef Abramowski
  • Tomasz Agatowski
  • J. Aksamitowski
  • Klemens Aleksadrowicz     –  (prawnik, WLN)
  • M. Arciszewski
  • Juliusz Kaden Bandrowski
  • Wincenty Baranowski
  • Kazimierz Bartel
  • Andrzej Maciej Bertnowski  – (Bertner)    –  (technik, GLdF, Paryż)
  • Władysław Bocheński    –  (prac. umysłowy, DH)
  • Wojciech Bogusławski
  • Kazimierz Brodziński
  • Tadeusz Cegielski     –  (historyk, WLN, RN, red. nacz. ‚Ars Regia’ – kwartalnik Fundacji „Sztuka Królewska w Polsce”)
  • Piotr Andrzej Cegiełła     –  (przedsiębiorca, GO, Loża Europa, Warszawa.)
  • Sergiusz Chądzyński    –  (GLdF, GLNF, RN, Paryż)
  • Józef Chłopicki
  • Aleksander Chodkiewicz
  • Witold Chodźko
  • Adam Jerzy Czartoryski
  • Adam Kazimierz Czartoryski
  • Konstanty Adam Czartoryski
  • Stefan Czerwiński
  • Jan Henryk Dąbrowski
  • Klaus Dąbrowski      –    (Mistrz Wielkiej Lozy Wschodu)
  • Ludwik Adam Dmuszewski
  • Józef Andrzej Dobrowolski   –  (publicysta ‚Wolnomularz Polski’)
  • Franciszek Ksawery Drucki-Lubecki
  • Ignacy Działyński
  • Anna Dziedzic
  • Józef Ksawery Elsner
  • Marian Falski
  • Tytus Filipowicz
  • Aleksander Fredro
  • Zbigniew Gertych   –  (sadownik, b. wicepremier, GO, UFL;  publicysta ‚Wolnomularz Polski’)
  • Wojciech Stefan Giełżyński    –  (GLdF – Wielka Loza Francji, Paryż)
  • Hipolit Gliwic
  • Tadeusz Gliwic
  • Cyprian Godebski
  • Augustyn Gorzeńskii
  • Przemysław Górecki    –  (lekarz, WLN)
  • Zbigniew Jan Grabowski     –  (inż. budownictwa, GO, Loża Nadzieja, W-wa.)
  • Janusz Groszkowski    –  (prof. Uniwersytetu Warszawskiego, powiązany z klubem Bilderberg)
  • W. Grzybowski
  • Ludwik Szymon Gutakowski
  • Ludwik Hass     –  (historyk, żyd, komuch, marksista-trockista, badacz wolnomularstwa, współpracownik pisma socjalistycznego „Dalej!” i Nurtu Lewicy Rewolucyjnej;  Rada Programowo-Naukowa  ‚Wolnomularz Polski’)
  • Wiktor Heltman
  • Maciej Hübner     –  (artysta plastyk, GO, Loża Europa, Warszawa.)
  • Hubert Janowski    –  (poeta, WLN)
  • Jerzy Jasiński     –  (prawnik, WLN)
  • Ewa Jaśkowska     –  (wdowa po Janie Jaśkowskim)
  • Jan Jaśkowski     –  (GO.)
  • Włodzimierz Kaczko    –  (GO, Loża „Tolerancja” Mikołów.)
  • Jerzy Julian Kaczmarek     –   (dziennikarz, GO, Loża Nadzieja, Warszawa.)
  • Juliusz Kaden-Bandrowski
  • Aleksander Kalinowski     –  (przedsiębiorca, WLNP, członek zarządu Wielkiej Loży Narodowej Polski, Loża Walerian Łukasiński, Warszawa.)
  • Teodeusz Kaliński    –  (Mówca Wielkiej Lozy Wschodu)
  • Janusz Karazyn    –  (Skarbnik  Wielkiej Lozy Wschodu)
  • Jan Karczewski    –  (architekt GLdF Paryż, WLN)
  • Marek Karel     –  (przedsiębiorca, GO, Loża Tolerancja Mikołów.)
  • Stanisław Kętrzyński
  • Bogdan Kiciński
  • Emil Kipa
  • Stanisław Klocek    –  (przedsiębiorca, emeryt, Zjednoczona Wielka Loża Anglii)
  • Franciszek Kniaźnin
  • Roman Knoll
  • Adam Koc
  • Szymon Konarski
  • Mieczysław Konopacki
  • Janusz Korczak
  • Marian Zyndram-Kościałkowski
  • Tadeusz Kościuszko
  • Jan Kozietulski
  • Leon Kozłowski
  • Kajetan Koźmian
  • Zygmunt Krasiński
  • Artur Ksawer    –  (Drugi Dozorca Wielkiej Lozy Wschodu)
  • Piotr Kuncewicz    –  (Wielki Wschód Polski)
  • Konstanty Kurman    –  (fizyk, loża „Kopernik”, RN)
  • Karol Kurpiński
  • Mikołaj Kwaśniewski
  • Wacław Lednicki
  • Włodzimierz Lengauer    –  (historyk, WLNP, członek zarządu Wielkiej Loży Narodowej Polski, Loża Kopernik, Warszawa.; redakcja ‚Ars Regia’ – kwartalnik Fundacji „Sztuka Królewska w Polsce”)
  • Cezary Leżeński     –  (dziennikarz i pisarz, publicysta ‚Wolnomularz Polski’, DH, Loża Orzeł Biały, Katowice; GO, Loża Nadzieja, Warszawa.)
  • Józef Lichten     –  (członek skrajnie szowonistycznej żydowskiej loży B’nai B’rith)
  • Edward Lipiński     –  ([1888-1986] ekonomista, profesor Szkoły Głównej Handlowej. W okresie międzywojennym działacz PPS-Lewica. W 1928 r. założył i kierował Instytutem Badania Koniunktur Gospodarczych i Cen. Od 1929 r. profesor SGH. Od 1950 roku pracownik Uniwersytetu Warszawskiego. Twórca Głównego Urzędu Statystycznego. Sygnatariusz „Listu 34 i Listu 59”. Ludwik Hass wymieniał go jako członka loży masońskiej w Warszawie o nazwie „Kopernik”. Założyciel Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego (prezes PTE w latach 1945-1965). Członek KOR.)
  • Edward Bronisław Lech Lipiński     –  (ur. 24.VI.40, handlowiec, GLdF Paryż, WLN, UFL)
  • Stanisław Edward Lipiński     –  (ur. 14.VIII.64, tancerz, GLNF, Tuluza)
  • Jan Józef Lipski    –  (krytyk i historyk literatury, publicysta, socjalistyczny działacz polityczny, przez długi czas wielki mistrz pozostającej w podziemiu loży „Kopernik”. W latach 1956-1957 członek redakcji koncesjonowanego przez PZPR i komunę  PRL tygodnika „Po Prostu”. 1957-1959 prezes Klubu Krzywego Koła. W 1964 organizator Listu 34. W 1976 współzałożyciel KOR-u. Od 1980 działacz NSZZ Solidarność. W 1987 jako jedyny spośród znanych opozycjonistów wywodzących się z tradycji lewicy demokratycznej przystał na rzuconą przez działaczy młodszego pokolenia (m.in. Piotra Ikonowicza) ideę odbudowy w kraju PPS, w której od 1987 był przewodniczącym Rady Naczelnej. Od 1989 senator RP, zmarł w trakcie I kadencji Senatu.)
  • Piotr Lisowski    –  (architekt i prawnik, WLNP, Loża Walerian Łukasiński, Warszawa.)
  • Jacek Longchamps de Berier     –  (handlowiec GLdF, Paryż)
  • Marek Luba    –  (chemik, WLNP, Loża „Przesąd zwyciężony” Kraków.)
  • Stanisław Lubomirski
  • Maria Emilia Łopatto    –  (filolog, Gran Loggia d`Italia ALAM, Florencja)
  • Juliusz Łukasiewicz
  • Walerian Łukasiński
  • Henryk Łyczek    –  (plastyk, GO, Loża Nadzieja, Warszawa.)
  • Janusz Maciejewski     –  (historyk literatury, WLN, RN; redakcja ‚Ars Regia’ – kwartalnik Fundacji „Sztuka Królewska w Polsce”)
  • Janusz Makiełła     –  (GO, Loża „Tolerancja” Mikołów.)
  • Aleksander Małachowski
  • Witold Markiewicz    –  (architekt, GO, GLdF, Paryż)
  • Tadeusz Matuszewicz
  • Piotr Matywiecki – (członek zarządu Wielkiej Loży Narodowej Polski)
  • Jan Mazurkiewicz
  • Mieczysław Michałowicz
  • Ludwik Mierosławski    –  (jeden z przywódców demokratycznej lewicy)
  • Jerzy Mikułowski-Pomorski     –    (prof. socjologii, Kraków)
  • Andrzej Mokronowski
  • Tadeusz Mostowski
  • Gabriel Narutowicz     –  (pierwszy prezydent II Rzeczpospolitej, zabity w zamachu w warszawskiej Zachecie, mial powiazania z zydowskim lobby owczesnych czasow)
  • Jan Ursyn Niemcewicz
  • Józef Niemojewski
  • Jerzy Robert Nowak     –  (członek Stronnictwa Demokratycznego – Stronnictwo Demokratyczne partia sojusznicza PPR a potem PZPR; szeroko powiązana z masonerią)
  • Andrzej Rusław Nowicki    –  (historyk filozofii, GO, UFL;  Rada Programowo-Naukowa ‚Wolnomularz Polski’)
  • Michał Kleofas Ogiński
  • Jan Olszewski   –  (prawnik, b. premier, WLNP, Loża Kopernik, Warszawa;  aktywnie działał w masonerii.  1 maja 1962 r. został przyjęty do warszawskiej loży „Kopernik”. 24 października 1964 r. nadano mu stopień Mistrza. W latach 1971-1973 piastował godność II Dozorcy, zaś w 1975-1981 i 1986-1991 – Mówcy. W roku 1991 został wybrany Wielkim Przysposobicielem Wielkiej Loży Narodowej Polski. Później wycofał się (co w terminologii wolnomularskiej jest nazywane „uśpieniem”).)
  • Kamil Opalski     –   (redakcja ‚Ars Regia’ – kwartalnik Fundacji „Sztuka Królewska w Polsce”)
  • Ludwik Osiński
  • Juliusz Osterwa
  • Michał Otorowski     –   (redakcja ‚Ars Regia’ – kwartalnik Fundacji „Sztuka Królewska w Polsce”)
  • Ignacy Jan Paderewski
  • Stanisław Patek
  • Piotr Pazinski
  • Jan Piłsudski    –  ()
  •  Gabriel Podoski    –  (Prymas Polski  [1767-1777]; „Wielka Loża Adopcyjna pod Klimatem Warszawy”)
  • Michał Książę Poniatowski
  • Michał II Jerzy Poniatowski    –  (ostatni Prymas Polski, I Rzeczpospolitej [1785-1794]; dał się poznać jako doskonały administrator, dbały o interesy swych diecezji, oświatę duchowieństwa i ludu, jednocześnie jednak człowiek bezgranicznie chciwy, rozwiązły i służalczy. Popierał rozwój gospodarczy miast kościelnych, zezwalając m. in. na osiedlenie się Żydów w Skierniewicach. Podczas wojny polsko-rosyjskiej w 1792 doradzał królowi przystąpienie do Targowicy. W sejmie grodzieńskim 1793 nie brał udziału, jednak jako prymas przyjął członkostwo przywróconej Rady Nieustającej. Podczas powstania kościuszkowskiego, W czasie oblężenia Warszawy zmarł śmiercią samobójczą (trucizny podobno dostarczył mu sam król), zagrożony aresztowaniem wskutek wykrycia jego zdradzieckiej korespondencji z królem pruskim, ujawniającej słabe punkty obrony miasta.)
  • Stanisław August Poniatowski
  • Książę Józef Poniatowski
  • Jerzy Ponikiewski
  • Hieronim Potocki    –  (psychiatra, GO, Loża Trzech Braci, Warszawa.)
  • Ignacy Potocki
  • Stanisław Kostka Potocki
  • Stanisław Szczęsny Potocki
  • Adam Pragier
  • Aleksander Prystor    –  (jeden z czołowych piłsudczyków)
  • Kamil Racewicz     –  (Sekretarz  Wielkiej Lozy Wschodu)
  • Ryszard Janusz Radwiłowicz    –  (GO, Loża Nadzieja, Warszawa.)
  • Rafał Radziwiłowicz
  • Zbigniew Religa    –  (prof. kardiochirurgii, Warszawa, czł. Klubów Lions (Wprost 25.IV.93) i Rotary (Wprost 8.I.95).)
  • Stanisław Rohan
  • Jerzy Rohozinski
  • Aleksander Rożniecki
  • Krzysztof Rutkowski     –  (krytyk literacki, GLdF, GLNF)
  • Jan Wojciech Siciński     –  (inżynier, GLdF, GLNF Paryż, WLN, RN)
  • Edward Rydz – Śmigły
  • Kazimierz Nestor Sapieha
  • Iwona Sedlaczek     –  (publicysta ‚Wolnomularz Polski’)
  • Ryszard Siciński
  • Jerzy Siewierski      –  (literat, publicysta ‚Wolnomularz Polski’, GO, Loża Europa, Warszawa.)
  • Krzysztof Skwierczynski     –   (redakcja ‚Ars Regia’ – kwartalnik Fundacji „Sztuka Królewska w Polsce”)
  • Walery Sławek    –  (jeden z czołowych piłsudczyków)
  • Felicjan Sławoj-Składkowski
  • Antoni Słonimski
  • W. Staniewicz
  • Stanisław Staniszewski
  • Jerzy Stempowski
  • Stanisław Stempowski
  • Andrzej Strug
  • Hanna Suchocka
  • Andrzej Syta      –  (członek zarządu Wielkiej Loży Narodowej Polski, redakcja ‚Ars Regia’ kwartalnik – Fundacji „Sztuka Królewska w Polsce”)
  • Klemens Szaniawski
  • Maria Szyszkowska      –  (filozof lewicowy i marksistowski, libertyn, komuch, marksistka, nihilistka;  Rada Programowo-Naukowa Wolnomularz Polski)
  • Andrzej Śnieżny     –    (Odźwierny  Wielkiej Lozy Wschodu)
  • Czesław Śramski     –  (prac. umysłowy, GLdF, GLNF Paryż)
  • Wojciech Tarnachiewicz     –  (ekonomista, GO, Loża Nadzieja, Warszawa.)
  • Stanisław Thugutt
  • Gen. Michał Tokarzewski – Karaszewicz     (jedna z czołowych postaci przedwojennego Droit Humain oraz katolickiego kościoła liberalnego)
  • Tomasz Kantorbery Tymowski
  • Agnieszka Urbańska     –  (Loża La Rose de Vents, kółko w Warszawie)
  • Zygmunt Vogel zw. Ptaszkiem
  • Jerzy Wasowski
  • Elżbieta Wichrowska     –   (redakcja ‚Ars Regia’ – kwartalnik Fundacji „Sztuka Królewska w Polsce”)
  • Edward Wiechowski    –  (GLdF, Paryż)
  • Michał Wielhorski
  • Bolesław Wieniawa – Długoszowski
  • Bronisław Wildstein    –  (6 lutego 1986 r. przyjęto go do wolnomularstwa w Paryżu. Został członkiem polskiej loży „Kopernik”, wchodzącej w skład Wielkiej Loży Francji. Tam dwa lata później uzyskał stopień mistrza, a po kolejnych dwóch latach znalazł się w działającej na terenie Polski niezależnej loży „Kopernik”, która od 1991 r. znalazła się w Wielkiej Loży Narodowej Polski. W latach 1991-1993 był przewodniczącym krakowskiej loży „Przesąd Zwyciężony” (również Wielka Narodowa Loża Polski), od 1991 r. sprawował funkcję „wielkiego dozorcy” Wielkiej Loży Narodowej Polski.)
  • Jan Maciej Winczakiewicz    –  (poeta, GLdF Paryż, WLN)
  • Edward Wittig
  • Mieczysław Wolfke
  • Norbert Wójtowicz     –  (publicysta ‚Wolnomularz Polski’)
  • Józef Wybicki
  • Stanisław Wydżga    –  (elektronik, WLN, RN)
  • Bożena Mirosława Dołęgowska-Wysocka    – (publicystka, sekretarz Rada Programowo-Naukowa ‚Wolnomularz Polski’,  GrandeLoge Feminine de France)
  • Adam Witold Wysocki     –  (publicysta, red. nacz. ‚Wolnomularz Polski’, GO, UFL)
  • Aleksandra Wysocka     –  (skład i opr. graficzne. ‚Wolnomularz Polski’)
  • Gen. Józef Zajączek
  • Kordian Zamorski
  • Tomasz Zan
  • Marek Złotek-Złotkiewicz    –  (plastyk, GLdF Paryż, WLN, RN)
  • Andrzej Zoll    –  (prof. Prawa, Kraków czł. Klubu Rotary)
  • Wojciech Żukrowski     –  (Prozaik, reportażysta, eseista, komuch;  W 1981 r. jednoznacznie i publicznie poparł generała Jaruzelskiego i wprowadzenie stanu wojennego.)

DH = Le Droit Humain, GLdF = Grande Loge de France, GLNF = Grande Loge National Française, GO = Grand Orient de France, RN = Rada Najwyższa 33°, WLN = Wielka Loża Narodowa Polski, UFL = Universala Framasona Ligo.

 

 

Rozwój masonii w Polsce

Tadeusz Cegielski twierdził latem 1996 r., że w Polsce jest ok. 350 masonów (Dziennik Bałtycki 27.VIII.96). Jak wynika z powyższej listy większość ujawnionych związana jest z WLN czyli z rytem szkockim.

Ludwik Hass natomiast podaje tą liczbę już dla połowy 1994 r. (Masoneria Polska XX wieku), a obecnie już liczbę 400 i to o ile dobrze rozumiem tylko dla członków Wielkiego Wschodu (GO) (Gazeta Wyborcza 3.II.97). Rzeczpospolita (3.II.97) jest ostrożniejsza szacując, że członków GO w Polsce jest ok. 150, natomiast WLN jest liczniejsza.

Niedawno przyjechał Eric Vanderberghe, wielki mistrz Wielkiego Wschodu Francji i szumnie zapowiedział utworzenie własnej polskiej obediencji i wybory wielkiego mistrza Wielkiego Wschodu Polski (Gazeta Wyborcza 3.II.97). Gościł go Adam Wysocki, była konferencja prasowa, wiele informacji w telewizji itd. Wg. zdjęcia w Gazecie Wyborczej (3.II.97) na spotkaniu z dziennikarzami w prezydium siedzieli oprócz Erica Vanderberghe i Adama Wysockiego jeszcze Alain Dupret i Adam Galewecki.

We Wrocławiu 10.VI.1993 została obudzona stara loża „Horus” przez lożę „Tor zum Osten” z Kassel, RFN. Na zebraniu 16.IV.1994 kiedy to Wielka Loża wniosła światło we Wrocławiu mottem uroczystości było hasło: „Wrocław nie jest niemiecki, Wrocław nie jest polski, Wrocław jest europejski”. Językiem urzędowym loży jest polski i niemiecki. Mają być dalsze loże tego typu w Poznaniu i Gdańsku  (Hass, „Masoneria polska XX wieku” 1966, str. 121.)

Ks. Jan Kracik zasugerował (Tygodnik Powszechny 2.II.97), że ci co innych oskarżają o przynależność do masonerii sami mogą być masonami. Ten sam zarzut postawił O. Konrad Hejmo w swojej informacji z Rzymu dla Radia Maryja w dniu 13.II.97r.

 

Wolnomularz Polski

Przeglądając numery Wolnomularza Polskiego z 1996 r. znajduję następujące nazwiska.

Rada Programowo-Naukowa: Ludwik Hass, Maria Szyszkowska, Andrzej Nowicki, Mirosława Dołęgowska-Wysocka sekretarz, Adam Witold Wysocki red. nacz., Aleksandra Wysocka skład i opr. graficzne.

Prócz w/w pisują w piśmie Zbigniew Gertych, Iwona Sedlaczek, Cezary Leżeński, Norbert Wójtowicz, Józef Andrzej Dobrowolski i Jerzy Siewierski. Nr. 9 zamieszcza wiersz Wisławy Szymborskiej pt. „Nienawiść”. Na spotkaniu „pod Akacją” referat miała Ewa Jaśkowska wdowa po Janie Jaśkowskim masonie z GO.

Na spotkaniach w „Muzeum im. A. Struga” w cyklu „Sztuka królewska i muzy” referaty wygłaszali: Irena Poniatowska z UW, Tadeusz Cegielski, Roman Dziergwa, Jacek Gajewski, Krzysztof Załęski, Jadwiga Chruszczewska.

Środowisko Wolnomularza Polskiego powiązane jest z najliczniejszą obediencją francuską – Wielki Wschód (Grand Orient de France, GO, GOF, GOdF). Jest to najbardziej ateistyczna i lewicowa gałąź masonerii, politycznie bardzo aktywna, związana z francuską partią socjalistyczną. Uważana jest za nieregularną przez anglosasów. Używa obrządku francuskiego lub zmodyfikowanego szkockiego.

Ponadto znajduję informacje, że masonem był zamordowany premier Izraela Yitzhak Rabin.

Jest informacja (nr.7) o zarejestrowaniu 15.IV.1992 r. w Sądzie Wojewódzkim we Wrocławiu loży IOOF (Międzynarodowy Zakon Braci Dziwnych). Jest zamieszczony (nr.10) apel różokrzyżowców A.M.O.R.C. W nr. 10 jest też wkładka z datą 1.I.1997 reklamująca DeMOLAY – ofertę dla młodzieży.

Piszę o tym wszystkim gdyż w książce Bp. Zygmunta Pawłowicza pt. „Kościoły i sekty w Polsce” organizacje te ujęte są pod wspólnym tytułem: „Stowarzyszenia i grupy nie związane z masonerią” (str. 211)

Ars Regia

Jest to kwartalnik Fundacji „Sztuka Królewska w Polsce”. Redakcja: Tadeusz Cegielski (redaktor), Włodzimierz Lengauer, Janusz Maciejewski, Kamil Opalski, Michał Otorowski, Krzysztof Skwierczyński (sekretarz), Andrzej Syta, Elżbieta Wichrowska.

Oprócz członków redakcji, w/w masonów i cudzoziemców pisują tam jeszcze m.in. Olgierd Budrewicz (o Rotary), Roman Dziergwa, Tomasz Grosse, Ludwik Hass, Henryk Michalski, Danuta Musiał, Zenowiusz Ponarski, Zofia Stachura (o Kawalerach Maltańskich), Walerian Warchałowski.

Środowisko Ars Regia powiązane jest z

Pączek Róży Różokrzyżowców

Waldemar Chudziak przeprowadził wywiad z uczennicami Centrum Szkoły Różokrzyża we Wrocławiu (Trybuna Śląska 28.VI.96). Dowiedział się, że szkoła ma kilkudziesięciu uczniów, w całej Polsce 200. Jedna z uczennic, Joanna Sachse, zapewnia że nie mają nic wspólnego z masonerią. Pojmują Boga nieosobowo – jako świat doskonały. Dla nich zbawienie to wyzwolenie z kołowrotu wcieleń. Trzeba dążyć do alchemicznej przemiany duszy, do narodzin nowej duszy już nieśmiertelnej. W każdym jest coś niezniszczalnego, ów „pączek Róży Różokrzyżowców”, który musi się rozwinąć.

To czysty panteizm i New Age.

 

Masonki

Sztandar Młodych (11.IX.95) doniósł, że ks. Zbigniew Trzaskowski na spotkaniu z Forum Kobiet Katolickich podał, że w Warszawie jest loża kobieca prowadzona przez prof. Marię Szyszkowską. Jak wspomniano wyżej jest ona w radzie redakcyjnej Wolnomularza Polskiego. Niedziela (26.I.97) podaje, że prof. Szyszkowska jest we władzach Stowarzyszenia na Rzecz Humanizmu i Etyki Niezależnej oraz Towarzystwa Krzewienia Kultury Świeckiej. Walczy o „dostęp bezwzględny do pornografii”.

Róża Wiatrów

Trzy polskie masonki udzieliły wywiadu pismu Elle (7.VII.96). Tylko jedna podała swe nazwisko (Mirosława Dołęgowska-Wysocka, sekretarz redakcji Wolnmularza Polskiego). Należą wraz z jeszcze dwoma do paryskiej loży damskiej „Róża Wiatrów”. Rozmawiała z nimi Ewa Andruszkiewicz.

Marta Sieciechowicz opublikowała wywiad z dwoma masonkami, jedną anonimową a druga to Mirosława Dołęgowska-Wysocka, która powiedziała m.in. „Dzisiaj istnieje wiele organizacji kobiecych, np. typu biznesowego (żeńskie Lions Club i Rotary Club o masońskich korzeniach) inne wolą działać w partiach politycznych i masonerii.”. Kto jak kto, ale ona chyba wie (Powściągliwość i Praca nr. 11, 1996).

A swoją drogą ciekawe czemu pismo księży Michalitów drukuje wywiady z masonkami.

Papież a masoneria

Z okazji odmowy przyjęcia przez papieża Jana Pawła II nagrody im. „Galileusza”, najwyższego odznaczenia przyznawanego przez włoską masonerię obrządku „Wielki Wschód”, Katolicka Agencja Informacyjna opublikowała (KAI 7.I.1997) dossier z historycznymi informacjami o stanowisku Kościoła wobec masonerii wraz z tekstem dokumentów z lat ostatnich, które przypominają o obowiązującym zakazie przynależenia do masonerii. „Wierni, którzy należą do stowarzyszeń masońskich, są w stanie grzechu ciężkiego i nie mogą przystępować do Komunii Świętej” – z deklaracji Kongregacji Nauki Wiary z 26.XI.1983 r.).

 

 

 

Masońskie światło

W masonerii przewija się stale motyw poszukiwania światła.

Przypatrzmy się temu światłu bliżej.

Wielka Loża Narodowa Polski do swego wewnętrznego sprawozdania 5/71 z dnia 16 grudnia 1937 r. dała załącznik traktujący o prześladowaniach masonerii w krajach ówczesnej Europy rządzonych po dyktatorsku, również w Polsce. Tekst tego dokumentu został opublikowany w piśmie Rojalista (4(20), VIII-XI 1996, str. 13). Jest tam zawarte takie zdanie: „Ludzkość stworzyła piękną legendę Prometeusza, wykradającego bogom ogień i światło, i oddającego je na usługi człowieka. Symbol pobierania i udzielania światła jest jednym z najbardziej wzruszających w naszym Zakonie„.

Jak pisze Bogdan Usowicz w Dzienniku Polskim (18.IX.96) z okazji wizyty Papieża we Francji na 1500 lecie chrztu króla Franków Klodwiga lewicowy publicysta francuski zapytał: „Jesteśmy spadkobiercami wieku światła i idei wielkiej rewolucji francuskiej czy też wieków ciemności i inkwizycyjnych stosów?”.

Muzeum Okręgowe w Tarnowie zorganizowało wystawę pt. „Tajemnice masonów”, która krążyła po Polsce. Gdy była w Warszawie prof. Tadeusz Cegielski sekretarz Wielkiej Loży Narodowej Polski wpisał dedykację twórcy wystawy p. K. Bańburskiemu na wkładce do przewodnika po wystawie słowami” Ex Tarnów Lux” (TEMI 26.VII.95).

Największym nazwiskiem amerykańskiej masonerii jest Albert Pike. Jego dzieło, „Morals and Dogma of the Ancient and Accepted Scottish Rite of Freemasonery” (Moralność i dogmaty Obrządku Szkockiego Dawnego i Uznanego Masonerii) to coś w rodzaju katechizmu amerykańskich masonów, ale katechizmu, który dostaje się dopiero osiągnąwszy najwyższy 33°. W książce tej są pouczenia mistyczne, magiczne, teozoficzne, alchemiczne itd. na każdy z 33 stopni. W jednym miejscu (widziałem wydanie z 1921 r., str. 321) jest bardzo ważne wyznanie przy stopniu 19°:

Lucyfer, nosiciel światła! Dziwne i tajemnicze imię dla Ducha Ciemności! Lucyfer, Syn Poranka! Czy to on niesie Światło, i jego splendorem nie do wytrzymania oślepia, słabe, zmysłowe i samolubne Dusze? Nie wątpcie w to!

[Lucyfer, nosiciel światła – Lucyfer był drugim po Bogu, znał plany Boga i nienawidził ludzi, a przez swa pyche, zbuntował sie przeciwko Bogu i został stracony do piekieł przez ksiecia niebianskich hufcow anielskich Michała Archaniola, i przestał byc nosicielem światła raz na zawsze.   przyp. red. polonica.net]

Jak podaje Stephen Knight w swej monografii o angielskiej masonerii („The Brotherhood”, Londyn 1994, str. 236), masoni wtajemniczeni w stopień Holy Royal Arch (Święty Łuk Królewski) otrzymują do wiadomości imię Wielkiego Budowniczego Wszechświata jako JAH-BUL-ON. Słowo to wyjaśnia się jako istotę nadprzyrodzoną złożoną z trzech osób w jednej. JAH to Jahwe, Bóg Izraelitów, BUL to Baal, bóg płodności Kananejczyków, a ON to Ozyrys, egipski bóg podziemi.

Baal to oczywiście bóg fałszywy Starego Testamentu. Pan Bóg kazał wytracić tych co zgięli kolana przed Baalem (Lb 25, 3,7; Pwt 4,3; Rz 11,4). W magii i czarnoksięstwie Baal identyfikowany jest z diabłem.

Kardynał Edward Gagnon w wywiadzie dla 30 Days (IV.1991) mówi, że jako kanonista przy kardynale Paul Emile Léger, arcybiskupie Montrealu, wielokrotnie załatwiał w Penitencjarii Apostolskiej w Watykanie zdjęcie ekskomuniki z osób, które żałowały tego, że kradły konsekrowane Hostie na rozkaz masonerii, na potrzeby czarnej mszy. Dotyczyło to lóż nie uważanych za antyreligijne.

Amerykanin Jim Shaw dotarł w masonerii do najwyższego 33° i dopiero wtedy zdecydował się wycofać. Opisał swoje doświadczenia w masonerii (J. Shaw i T. McKenney, „Śmiertelna pułapka” Exter, Gdańsk 1993). Myślą przewodnią inicjacji do kolejnych stopni jest udzielanie coraz więcej światła. Rytuał wtajemniczenia do pierwszego stopnia obejmuje wejście do loży z opaską na oczach. Adepta pyta mistrz czego pragnie. Ma odpowiedzieć: „Pragnę światła”. Wówczas zdejmują mu opaskę i udzielane mu są pewne tajemnice, słowa, znaki itd.. To się powtarza w kolejnych wtajemniczeniach. Shaw miał nadzieję, że gdy osiągnie stopień najwyższy, 33° to już posiądzie pełnię światła. Zawiódł się sromotnie. W ostatnim pouczeniu (do 32°) dowiedział się, że dotarł do szczytu, ale tu jest mgła. Dalsze poszukiwania światła musi czynić sam. Przy przyjęciu do 33° już pouczeń nie było, tylko pytanie Rady Najwyższej o stosunek do wiary. Od sąsiada, który zaparł się wszelkiej wiary, dowiedział, się że mu powiedziano iż jest przewidziany aby iść wyżej, wyżej niż 33°.

Shaw poznał światło dopiero gdy zerwał z masonerią, gdy uświadomił sobie w czasie uroczystości masońskiej Wielkiego Czwartku, że uczestniczy w czarnej mszy, w małpowaniu Eucharystii. Zerwał z masonerią i znalazł Światło Chrystusa.

 

Rodzaje masonerii

Jest szereg obrządków masońskich i informacje o poszczególnych lożach nieraz są mylnie podawane. Wszystkie funkcjonują we Francji stąd też na jej przykładzie omówię te obrządki. Opieram się na opracowaniu w The Philalethes (luty 1994)

Najliczniejszą, mającą wręcz charakter masowy, jest masoneria angielska, która dominuje w świecie anglosaskim. Jej ryt, zwany szkockim (Obrządku Szkockiego Dawnego i Uznanego) oparty jest na biblii i obejmuje kult Wielkiego Budowniczego Wszechświata.

Członków zachęca się by praktykowali swoje wyznania. Z tego tytułu nieraz sugeruje się, że przynależność do tej masonerii jest do pogodzenia z wiarą. Przy okazji warto zwrócić uwagę, że budowniczy potrzebuje budulca. Stwórca nie potrzebuje nic – stwarza z niczego. Wielki budowniczy masonów nie jest więc Bogiem-Stwórcą, w naszym katolickim rozumieniu.

We Francji masoneria ta nie jest liczna. Wywodzi się z loży dla Anglików i Amerykanów stacjonujących we Francji a potem rozbudowana o masonów francuskich przechodzących z innych obrządków. Nazywa się Grande Loge National Française (GLNF). Uznawana jest za regularną przez masonerię angielską i amerykańską. Z nią związana jest najliczniejsza dziś w Polsce formacja masońska Wielka Loża Narodowa Polski, środowisko pisma Ars Regia i działająca w Paryżu polska loża „Kopernik”.

Najliczniejszą obediencją francuską jest Wielki Wschód (Grand Orient de France, GO, GOF, GOdF). Jest to najbardziej ateistyczna i lewicowa gałąź masonerii, politycznie bardzo aktywna, związana z francuską partią socjalistyczną. Uważana jest za nieregularną przez anglosasów. Używa obrządku francuskiego lub zmodyfikowanego szkockiego. W Polsce związane z nią środowisko Wolnomularza Polskiego nie ukrywa aspiracji politycznych. Adam Wysocki, redaktor pisma, zapewnia, „że w dyskusji, która się toczy w Polsce nad kształtem nowej konstytucji, masoni mają także swój udział” (Kurier Poranny 2/3.V.96).

Drugą według liczebności jest Wielka Loża Francji (Grande Lodge de France, GL, GLF, GLdF). Posługuje się Obrządkiem Szkockim Dawnym i Uznanym i jest dużo starsza niż GLNF, ale nie jest uznawana przez loże angielskie i amerykańskie. Ma rozliczne kontakty międzynarodowe ale formalnie stroni od polityki. Z niej wywodzi się paryska loża „Kopernik”, od 1992 r. przejęta przez GLNF.

Z Francji wywodzi się też masoneria mieszana przyjmująca również kobiety (Ordre Maçonnique Mixte International du Droit Humaine, DH). Jest ateistyczna, bez biblii w rytuałach. Związana jest z GO. Angażuje się politycznie.

W Polsce jest loża DH „Piotra i Marii Curie”.

Istnieje też loża wyłącznie kobieca (Grand Lodge Feminine de France GLFF). Jest to loża adopcyjna związana z GLdF. Zrzesza głównie żony, siostry i córki masonów GLdF. Ma też kontakty z GO. Angażuje się politycznie w tematy „kobiece” (aborcja, feminizm itd.). Związana z nią jest loża „Róża Wiatrów”, do której należą też polskie masonki.

Obrządków jest więcej, gdyż powstają nowe po różnych secesjach, wszystkie jednak łączy wrogość wobec Kościoła Katolickiego. Masoneria uczy gnozy. Stawia na równi Boga i Szatana. Skoro uznaje tą równość, to sugeruje, że można służyć albo Jednemu albo drugiemu. Jak widzieliśmy z podanych wyżej informacji masoneria na wyższych szczeblach wtajemniczenia okazuje się być sataniczną.

Szuka światła od księcia ciemności.

 

Masoneria a przestępczość

W wielu krajach masoneria przeżywa kłopoty z tytułu jej związków z działalnością kryminalną. Swego czasu głośna była we Włoszech sprawa Loży P-2, uplątanej w afery bankowe, pranie brudnych pieniędzy itd.. Szef loży P-2 Licio Gelli wrócił na szpalty gazet z okazji informacji o praniu brudnych pieniędzy Organizacji Wyzwolenia Palestyny (OWP). Ponoć Gelli wraz z kolegami z loży P-2 i synem Maurizio zdołali „zalegalizować” milionowe kwoty (Przegląd Tygodniowy 12.VI.96).

Policja włoska ma kłopoty z mafią kalabryjską pod nazwą Ndranghetta (Dzielni Ludzie). W tej najbiedniejszej włoskiej prowincji działa najwięcej lóż, najwięcej jest masonów i najwyższy procent masonów wśród ludności. Lokalni mafiozi używają loże masońskie jako parawan dla swych poczynań (Polska Zbrojna 28.IX.95).

We Francji masoneria przeżywa ostry kryzys w związku z „przekrętami” finansowymi (Forum 8.X.95). Wielki Wschód działa na prawach stowarzyszenia nie prowadząc działalności gospodarczej, ma jednak budżet 48 mln. franków i zatrudnia 50 osób, ale nie ma żadnej kontroli, ani wewnętrznej, ani tym bardziej zewnętrznej. Pojawiły się zarzuty defraudacji, uprzywilejowanych wakacji, nepotyzmu. Nastąpiło ostre przesilenie na dorocznej konwencji 6-8.IX.95 r., zmiana władz i zaraz potem gwałtowne utajnienie wszelkich spraw związanych z tym kryzysem.

W Anglii premier John Major powołał komisję pod przewodnictwem lorda Nolan do zbadania powiązań polityków z masonerią (Gazeta Opolska 23.V.95). Kandydaci na radnych będą musieli deklarować czy są lub byli masonami (The Times 6.II.97 – za Gazetą Polską 13.II.97).
 

 

* * *

 

Masoneria wrogiem Polski!!!

Przy dzisiejszym bardzo niskim stanie wiedzy w Polsce o masonerii należy czytelnikom przedstawić historię i rolę tych związków. Wiadomo, masoneria jest potęgą z którą należy się liczyć i traktować jej zagrożenie dla Polski i dla świata bardzo poważnie.

Dnia 26 lipca 1992 r. TVP nadała komunikat, że na terenie Polski wznawiają działalność dwie loże masońskie funkcjonujące w okresie międzywojennym. Celem jej jest judaizacja społeczeństw chrześcijańskich. Gnostycyzm i arianizm we wczesnym średniowieczu, sekty albigensów i husytów w późniejszym czasie, kabalistyka i okultyzm zakonów krzyżowych: Templariuszy i Krzyżaków – to etap zażydzania. Do początków zażydzania doszło w XVI wieku, kiedy humaniści (Richelieu, Miinzer, Melanchaton, Luter, Kalwin) swym okultyzmem, kabalistyką i astrologią podminowali Kościół Katolicki, doprowadziło to do wybuchu ” Reformacji.” Wówczas w całej Europie powstają tajne związki – loże wczesnomasońskie.

Celem Żydów już od 1500 lat, a później masonerii jest walka z Rzymem, szczególnie z krajami katolickimi. 23 maja 1618 r w Pradze w Czechach, wbrew woli cesarza Austrii Macieja I zwołano zgromadzenie innowierców, na które zaproszono też katolików. Na tym spotkaniu na zamku praskim doszło do gwałtownej wymiany zdań delegacji katolickiej z innowiercami. Delegacja katolicka została wyrzucona przez okno przez innowierców i poniosła śmierć.

Owa „defenestracja” praska (wyrzucenie przez okno) rozpoczęła wojnę trzydziestoletnią. W odpowiedzi na tę zbrodnię popełnioną na delegacji katolickiej przez innowierców katolicy utworzyli Ligę Katolicką, popieraną przez papieża Pawła V i duchowieństwo katolickie. Król Polski Zygmunt III Waza ustosunkował się wrogo do obozu protestanckiego i tajnych judaizujących związków arian. W zaistniałej sytuacji król Zygmunt III Waza postanowił udzielić pomocy Lidze Katolickiej, za jej udzieleniem przemawiała obawa przed rozprzestrzenieniem się protestantyzmu, kalwinizmu i arian na ziemiach Rzeczpospolitej.

Po wybuchu w Czechach powstania husytów tzw. braci czeskich i heretyków, Obóz katolicki na Śląsku widział jedyny ratunek w Rzeczpospolitej. Na pomoc katolikom w 1620 r wysłano Lisowczyków, pod dowództwem pułkownika Stanisława Rusinowskiego przeciw wojskom protestanckim i innowiercom. Towarzyszył im w tej wyprawie Franciszkanin ksiądz – kapelan Wojciech Dębołęcki. Swój podziw dla pułkownika Rusinowskiego i jego dzielnych żołnierzy, mężnie walczących o wiarę świętą wyraził Nikodem Niebylski. Pisał, że pułkownika i jego żołnierzy szczególnie wyróżniała nienawiść do heretyków, szczególnie do Arian i Żydów, których zawzięcie zwalczali i ścigali.

To właśnie Żydzi i tajne ich związki swymi doktrynami realizowali ówcześnie hasła utopijnego komunizmu. Podobną opinię wyraził ich kapelan W. Dębołęcki, mówiąc ” Bogu dziękować, że dał Polsce taką jazdę żołnierzy i dowódców”. Jak mówił, ścigali przeciwników wiary katolickiej Rzymu i papiestwa. Należy przypomnieć, że lisowczycy i franciszkanin ksiądz kapelan W. Dębołęcki są szczególnie znienawidzeni przez Żydów takich jak J. Tuwin czy komunista i historyk Adam Kersten. Główną rolę w przemilczaniu, szkalowaniu i pisaniu w kłamliwy sposób o ich wielkich zwycięstwach i czynach odgrywają ci wrogowie Polski którzy zohydzają wszystko co polskie.

Wrogiem katolickiej Polski był także Bohdan Chmielnicki, który będąc w delegacji kozackiej w Warszawie ( październik – listopad 1639 r) spotkał się z de Bregy, który był ambasadorem Francji przy królu polskim. Jak wiadomo Francja pod koniec wojny 30-letniej opowiedziała się po stronie protestanckiej Szwecji. B. Chmielnicki już wtedy knuł intrygę przeciw Polsce. W listopadzie 1639 r. B. Chmielnicki znika na 7 lat. Warto przypomnieć, że w angielskiej książce przekładu Chevaliera napisano o pobycie B. Chmielnickiego we Francji w latach 1645 – 1646 do której jak pisze autor przybył z głębi Rosji. W 1648r wywołał bunt przeciw Rzeczpospolitej. Jako Żyd związany był z tajnymi judaizującymi związkami ( masonerią). Był za rozbiorem Polski. Zawarł przymierze przeciw Polsce z Rosją, Szwecją, Siedmiogrodem, elektorem brandenburskim i zdrajcą Bogusławem Radziwiłem. Z jego polecenia dokonano zbrodni na bezbronnych jeńcach żołnierzach polskich w czerwcu 1652r pod Batohem nad rzeką Boh, gdzie wymordowano 5 tysięcy jeńców polskich w tym takich dowódców jak hetman Marcin Kalinowski. Jak mówiono i pisano ówcześnie B. Chmielnicki ” powolnymi razy noża zakłuł Marka Sobieskiego, brata późniejszego króla Polski J. Sobieskiego, następnie zakłuł nożem dowódcę artylerii Zygmunta Przyjemskiego i oboźnego koronnego Stanisława syna M. Kalinowskiego. Widać jak nienawidził on Polski i Polaków. W kłamliwym filmie reżysera Jerzego Hoffmana ” Ogniem i Mieczem” wypaczono prawdę historyczną. Wybielono B. Chmielnickiego, przedstawiono go jako bohatera rycerskiego, szlachetnego i poddanego króla Polski.

W 1649 r. tajne związki usuwają katolicką dynastię Stuartów na rzecz masona Cromwella. W 1655r za namową Żyda Komeńskiego uderzają na Polskę członkowie ” Zakonu Palmowego – Karol Gustaw król Szwecji, Fryderyk elektor Pruski oraz Rakoczy. W 1688 r ląduje na ziemi angielskiej masoneria z Wilhelmem Orańskim finansowanym przez Żydów holenderskich. W 1697 r. Polska dostaje się pod berło protestanta Augusta II. W 1764 r. na tronie polskim zasiada mason Stanisław Poniatowski, w 1772 r. Prusy dokonują pierwszego rozbioru Polski. W 1773 r. masoneria przyczynia się do likwidacji w Polsce zakonu jezuitów.

W 1774 r wybucha rewolucja amerykańska, kierowana przez masonów Franklina i Waszygtona. W 1788 r zebrany u nas sejm czteroletni pod dozorem Lucchesiniego zawiera przymierze z Prusami, wynikiem tego jest drugi rozbiór Polski. Na zachodzie masoni mobilizują wszystkie siły do przeprowadzenia rewolucji francuskiej. Przygotowują ją tajne związki okultystyczne ( St. Cermanin, Mesmer). Zakon Mertynistów stworzony przez Żyda hiszpańskiego Paschala ; zwolennicy Swendenburga w Skandynawii. Na zjeździe masońskim w Wilhelmsbaden w 1788 r. zapada decyzja, że w 1789 r wybucha rewolucja francuska. Dziełem jej jest powalenie katolickiej monarchii francuskiej i równouprawnienie Żydów.

Wyniesiony na szczyty przez rewolucję Napoleon początkowo jest przychylny masonerii, ale kiedy w 1808 r. ogłasza dekret anty żydowski – los jego przesądzony. Po 1815r masoneria zarzuca macki na ruchy narodowe i wolnościowe, które kieruje przeciw władcom o poglądach narodowych i kościołowi katolickiemu oraz powstańcom włoskim i węgierskim.

Masoneria wywołuje powstania w niedogodnym momencie dla Polski, w 1830 r. dla ratowania rewolucji we Francji i w Belgii, w 1863 r. dla zjednoczenia Niemiec. Wreście masoneria kieruje wybuchem I wojny światowej. W jej wyniku uzyskuje ona władzę prawie we wszystkich krajach pod przykrywką ustroju ” demokratycznego”. Osłabia państwa katolickie takie jak Włochy, Austrie, Francje, a później Polskę. Montuje najpierw rewolucję w Rosji w 1917 r., a później hiszpańską w 1936 r. i narzuca traktaty dające przywileje Żydom.

Te fakty pokazują, iż masoneria jest „ekspozyturą żydowską ” i pomocniczą organizacją dla opanowania i zniszczenia społeczeństw katolickich, które mają posłusznie wykonywać wszystkie polecenia Żydów. Wpływ masonerii na obóz rządzący Polską przed 1939 r. był bardzo duży, co doprowadziło do katastrofy wrześniowej, między innymi zdrady państw zachodnich Anglii i Francji na rzecz Niemiec i ZSRR.

Po drugiej wojnie światowej rola masonerii i żydostwa jeszcze bardziej się wzmocniła. Dowodem tego jest rozmontowanie Związku Sowieckiego i państw komunistycznych bez jednego wystrzału. Obecnie obserwujemy zapędzanie narodów do stworzenia rządu światowego (żydowskiego). Te plany są szczególnie groźne dla narodu polskiego, tak doświadczonego tragicznymi zdarzeniami, szczególnie w ostatnich latach okupacją niemiecko-sowiecką i powojennym zniewoleniem komunistycznym.

Powszechnie wiadomo, że w Polsce masoneria i żydostwo oddziałowuje na nasze życie narodowe i publiczne. Tkwi ona we wszystkich partiach politycznych, w środowiskach masowego przekazu; telewizji, radiu, prasie, a szczególnie w życiu gospodarczym opanowując całkowicie banki, administracje, obronność oraz sferę moralnego kształtowania społeczeństwa – Kościół Katolicki.

Wywołuje to nieskoordynowane protesty robotników i rolników, protesty ludzi słusznie broniących własnych interesów które obecnie obserwujemy z wielkim natężeniem. Wykorzystują to różni demagodzy tacy jak Lepper i jemu podobni. Jak wiadomo wszystkie te protesty i strajki robotników, górników i rolników, a nawet policjantów są pod kontrolą.

Historia rewolucji uczy, że organizatorzy różnych „spontanicznych buntów ” klasy robotniczej byli profesjonalnie przygotowani do zaprowadzenia totalitaryzmu. Przykład – Związek Radziecki i krwawa dyktatura Polpota w Kambodży. Jak widać prowadzi to do zniewolenia jednostek, narodów i całej ludzkości. (…)

Redaktor Naczelny  Polska Gazeta Narodowa
Władysław Preś
Warszawa listopad 2003 r.

 

 

* * *

 

 

MASONERIA POLSKA

Czytelnicy pytają mnie często, dlaczego nie piszę kolejnej książki poświęconej masonerii. Lubię trzymać się faktów. W latach 1989-1999 na temat polskiej masonerii pojawiało się bardzo dużo informacji. Była aktywna. Reklamowała się. Nie kryła swoich planów i pomysłów. W kioskach można było dostać masońskie czasopisma. Masoni wydawali książki, udzielali na lewo i prawo wywiadów, w których ujawniali wiele cennych informacji. A potem nabrali wody w usta. Co się stało?

Masoneria polska działała równolegle na kilku płaszczyznach. Na jednej z nich poniosła sromotną klęskę. Masoni chcieli w Polsce funkcjonować jak w całej Unii Europejskiej, jak w Norwegii, USA, czy Australii. Pragnęli działać jawnie. Chcieliby pochlebnie mówiły o nich media, by przeciętny człowiek na hasło „masoneria” reagował pozytywnie. Pragnęliby jak w krajach Zachodu siedziby lóż rzucały się w oczy w centrach wielkich miast i żeby na każdej poczcie leżał spis masonów z domowymi adresami i telefonami.

Marzyli o uzyskaniu w Polsce statusu moralnego autorytetu. Uważali, że w kilka lat uda im się tak zmasonizować Polskę (pisali: „Gwiazda masońska niedługo będzie nową gwiazdą betlejemską dla Polaków”), że będą akceptowani (razem ze swoim programem), podziwiani, noszeni na rękach.

To się całkowicie nie udało. Mason dalej kojarzy się w Polsce ze złem, z szatanem, z totalitaryzmem i sekciarstwem. Im bardziej masoni się ujawniali, tym bardziej rosło antymasońskie nastawienie. W końcu się poddali i wrócili do starej propagandy: „Masonerii nie ma. To spiskowa teoria wymyślona przez grupkę antysemicko nastawionych oszołomów” itp.

Jest to dla masonów bardzo poniżające, a z drugiej strony niezbyt bezpieczne. W całym świecie zachodnim ich loże są widoczne, o masonach mówi się wiele w mediach. Są tacy, co wynoszą ich pod niebiosa, ale dużo jest i skandali, ujawniających prawdziwe oblicze masonerii. Gdy te informacje dotrą wreszcie do polskiego społeczeństwa, co jest coraz bardziej prawdopodobne, może ono przeżyć szok i zająć jeszcze bardziej antymasońskie stanowisko. Jak długo, więc będzie można trzymać Polaków w nieświadomości? Jak długo można im wmawiać, że nie ma sprawy? – masonów niepokoją te pytania.

Czy tak poniżająca dla masonów ich spektakularna polska przegrana jest naszą wygraną?

W pewnej mierze tak, w pewnej nie.

W Polsce doprowadzono niestety do takiego stanu, że wiele tematów i problemów nie staje się przedmiotem publicznej debaty. To bardzo niedobry znak. Wielu Polaków nie zdaje sobie nawet sprawy z istnienia pewnych zagrożeń. Tak jest i z kwestią masonerii. Ten problem wciąż za słabo funkcjonuje w polskiej świadomości zbiorowej. Z drugiej strony, nie udało się w Polsce wykorzenić myślenia katolickiego i polskiego. Stosunek do masonerii, fakt, że ukrywa się ona przed oczami społeczeństwa, świadczy o tym dobitnie.

Czy masoneria poniosła jeszcze jakieś inne klęski w Polsce? Tak. Największą jej klęską jest istnienie Radia Maryja, „Naszego Dziennika”, telewizji TRWAM. Jeden z prominentnych masonów napisał, że dopóki będą w polskim Kościele takie „jastrzębie”, jak ojciec Tadeusz Rydzyk, masoneria będzie miała związane ręce.

Jakie są zwycięstwa masonerii? To jest dobry temat na nową książkę – niestety wielki. Ludzie szybko zapominają. Żyjemy, w odniesieniu choćby do początku lat 90. XX wieku, już w innej Polsce. Wydaje się, że tamta, choć skażona pogańskim i liberalnym złem, pełniej reprezentowała cywilizację chrześcijańską, prawdziwie europejską. W tamtej Polsce lewacy bali się katolików, Kościół miał wiele do powiedzenia i nie bał się głośno wołać. Wtedy Polska budowała suwerenność i niepodległość.

Dziś jesteśmy coraz bardziej tacy jak Niemcy, Francja czy Holandia. O niepodległości czy suwerenności już nie można mówić, bo większość, powoli, bo powoli, ale uświadamia sobie, że tracimy państwowość. To, co było wtedy krytykowane jako masońskie, dziś staje się normą. Widzą to wszyscy, których nie dotknęła nowa ślepota. U jej podłoża leży strach, wygodnictwo albo poddanie się pogańskiej manipulacji.

Efektem tej manipulacji jest np. rozrastanie się przedziwnej, schizofrenicznej formacji, którą masoni nazwali chrześcijaństwem wodnikowym, formacji, która jest bardzo krytyczna wobec wszystkiego, co katolicko tradycyjne, i bardzo otwarta na to, co w istocie masońskie. Tak, więc np. homoseksualizm przestaje być zboczeniem, a staje się czymś normalnym.

Jego negatywna ocena zaczyna być postrzegana jako fanatyzm i ciemnota. Żyjemy w zmasonizowanym kraju. Ten fakt można stwierdzić naukowo, porównując doktrynę i programy masonerii z realiami społecznymi i dominującymi standardami myślowymi.

Na przykład teraz magia to ulubiona zabawa polskich dzieci.

Harry Porter to Żyd, to nowy Winnetou czy Robin Hood. Magia w takim wydaniu, jakiemu hołdowali dzicy, króluje w pismach kobiecych i gości w telewizji. Magiczne myślenie, bardziej zakamuflowane, wkrada się już nawet do szkolnictwa i w politykę. Masońskie hasła zyskują nowe sformułowania. Niedawno było „róbta, co chceta”. Dziś tego hasła się już nie powtarza, ale jego treść w znacznej mierze wyznacza życie wielu ludzi. To tylko drobne przykłady. Wierzchołek góry lodowej.
Kiedy wreszcie się obudzimy?

Myślę, że nastąpi to niedługo, gdy Polacy poczują na własnej skórze, i to w sposób bardzo bolesny, skutki wprowadzania w życie masońskiej utopii. Nie będzie wtedy za późno, ale wysoka będzie cena, którą przyjdzie zapłacić za powrót do cywilizacji chrześcijańskiej. Za powrót do Polski, by odbudować ją i na nowo nasycić tym, co polskość wyznacza i co spowoduje, że znowu będziemy u siebie w domu.

trojca

Lista Masonów w Watykanie

Dodaj komentarz

ABLONDI Alberto – biskup Livomo; data wstąpienia (dalej: „d.w.”) do masonerii 5 sierpnia 1958 r.
ABRECH Pio – członek Świętej Kongregacji Biskupów; d.w. 27 listopada 1967 r,
ACQUAVIVA Sabino – profesor religii na Uniwersytecie w Padwie; d.w. 3 grudnia 1969 r,
ALESSANDRO o. Gottardi – tytułowany doktorem na zebraniach wolnomularskich; przewodniczący Fratelli Maristu; d.w. 13
czerwca 1959 r.
ANGELINI Benedetto – biskup Messyny (Grecja); d.w. 14 października 1957 r.
ARGIENTERI Benedetto – patriarcha przy Stolicy Świętej; d.w. 11 marca 1970 r.
BEA Augustin kardynał – sekretarz Stanu za Jana XXIII i Pawła VI;Wielki Mistrz Światowej Masonerii; Żyd-„maran”,
prawdziwe nazwisko Beheim.
BAGGIO Sebastiano kardynał – Prefekt Świętej Kongregacji Biskupów; d.w. 14 sierpnia 1957 r., krypt. masoński. SEBA;
kontroluje wszystkie nowe konsekracje biskupie.
ALBONI Dante – asystent przy Watykańskiej Komisji Pontyfikalnej dla Studiów Biblijnych; d.w. 23 lipca 1969 r., krypt. mas.
BALDA.
BALDASSARI Salvatore – biskup Rawenny; d.w. 19 luty 1958 r., krypt. mas. BALSA.
BALDUCCI Emesto – religijny artysta-rzeźbiarz; d.w. 16 maja 1966r.
BASADONNA Emesto-prałat Milanu; d. w. 14 sierpnia 1963., krypt. mas. BASE.
BATELLI Giulio – świecki członek wielu akademii naukowych; d.w. 24 sierpień., krypt. mas. GIBA.
BADESCHI Lorenzo – d.w. 19 luty 1959 r., krypt. mas. BELO.
BELLOLI Luigi – rektor Seminarium w Lombardii (Włochy); 4 czerwca 1968 r., krypt. mas. BELLU.
BELLUCCI Cleto – biskup koadiuktor Fermy (Włochy); d.w. 4 czerwca 1968 r.
BETTAZZI Luigi – biskup lvr (Włochy); d.w. 11 maja 1966 r., krypt. mas. LUBE.
BIANCHI Giovenni – ksiądz; d.w. 23 października 1969 r., krypt. mas. BIGI.
BIFFI Franco – rektor Kościoła św. Jana Laterańskiego, Katolickiego Uniwersytetu Pontyfikalnego – jest głową tego uniwersytetu
i kontroluje wszystko, co jest tam wykładane; był spowiednikiem Pawła VI; d.w. 15 sierpnia 1959 r., krypt. mas. BIFRA.
BIACARELLA Mario – prałat Vincezy (Włochy); d.w. 23 września 1964 r.
BONICELLI Gaetano – biskup Albano (Włochy); d.w. 12 maj 1959 r.
BORETTI Giancarlo – d.w. 21 marca 1965 r., krypt. mas. BORGI.
BOVONE Alberto – zastępca Sekretarza Św. Officium; d.w. 10 kwietnia 1967 r., krypt. mas. ALBO.
BRINI Mario – sekretarz dla Orientu i Pogan, członek Pontyfikalnej Komisji dla Rosji; d.w. 7 lipca 1968 r.Temu człowiekowi dano
całkowitą kontrolę, by przetworzyć Prawo Kanoniczne i zbudować Kościół w zgodzie z masońskim światopoglądem. Krypt. mas.
MABRI.
BUGNINI Annibale – arcybiskup.Ten człowiek jest tym, który zakazał Tradycyjnej Mszy Świętej, przez jej zamianę na Novus Ordo z pomocą 6 protestantów. Został za to promowany przez Jean’a Villota (Sekretarza Stanu za Pawła VI) do Sekretariatu Świętej
Kongregacji dla Propagandy Wiary (dziś całkowicie rozwiązanej przez modernistów); uznany za masona, został mianowany posłem
w Iranie; d.w. 23 kwietnia 1963 r., krypt. masoński BUAN.
BURO Michele – biskup; prałat Pontyfikalnej Komisji dla Ameryki Łacińskiej; d.w. 21 marca 1969 r., krypt. mas.BUML
CACCIAVILLAN Agostino – w Sekretariacie Stanu; d.w. 6 listopada 1960 r.
CAMELI Umberto – dyrektor we włoskim Biurze do Spraw Religijnych; d.w. 17 listopada 1960 r.Wpływ na nauczanie doktryny
katolickiej – w wersji masońskiej.
CAPR1LE Giovani – dyr. Katolickich Spraw Cywilnych;d.w 5 września 1957., krypt. mas. GIGA.
CAPUTO Giuseppe – ksiądz; d.w. 15 listopada 1957 r., krypt. mas. GICAP.
CASAROLI Agostino kardynał – Minister Spraw Zagranicznych. Rządzi Kościołem i był całkowicie odpowiedzialny za Niego,
kiedy Jan Paweł II był w szpitalu po zamachu na swoje życie. Zmarły kardynał Jean Villot polecił mu wymienić wszystkich biskupów i zainstalować wolnomularzy; d.w. 28 września 1957 r., krypt. mas. CASA.
CERRUTI Flaminio – szef Urzędu Studiów Kongregacyjnych; d.w. 2 kwietnia 1960 r., kryptonim wolnomularski CEFLA.
CIARROCCI Mario biskup – d.w. 23 sierpnia 1962 r., krypt. mas. CIMA.
CHIAVACCI Enrico – profesor moralności na Uniwersytecie we Florencji (Włochy); d.w. 2 lipca 1970 r., krypt. mas. CHIE.
CONTE Carmelo – d.w. 16 września 1967 r., krypt. mas. CONCA.
CRESTI Osvaldo – d.w. 22 maja 1963 r., krypt. mas. CRESCO
CROSTA Sante – d.w. 17 listopada 1963 r., krypt. mas. CROSTAS.
CSELE Alessandro – d.w. 25 marca 1960 r., krypt. mas. ALCSE.
DADAGIO Luigi – arcybiskup Lero; nuncjusz w Hiszpanii; d.w. 8 września 1963 r., krypt. mas. LUDA. 41)
D’ANTONIO Enzio – arcybiskup Trivento; d.w. czerwca 1969 r., kryptonim masoński nie jest znany.
DE BONIS Donato – biskup odpowiedzialny za posługę religijną; d.w. 24 czerwca 1968 r. Krypt. masoński DEBO.
DEL GALLO ROCCAGIOVANE Luigi – biskup. Znany z wolnomularskich powiązań. Kryptonim nieznany.DEL MONTE Aldo – biskup Novary (Piemont,Włochy); d.w. 25 sierpnia 1969 r., kryptonim masoński ADELMO.
DRUSILLA Italia – d.w. 12 października 1963 r., krypt. mas. DRUSI.
FALTIN Daniele – d.w. 4 czerwca 1970 r., krypt. mas. FADA.
FERRAIOLO Giuseppe – członek Świętej Kongregacji Spraw Publicznych Kościoła; d.w 24 listopada 1969 r., krypt. mas. GIFE.
FIORENZO Angelinin – biskup, tytuł „Komendator Ducha Świętego”. Jest Generalnym Wikariuszem Szpitali w Rzymie i kontroluje fundusze przeznaczone dla szpitali. Biskupem został 19 lipca 1956 r.; d.w. 14 października 1955 r.
FRANZONI Giovanni – d.w. 2 marca 1965 r., krypt. masonski. FRAGI.
FREGI Francesco Egisto – d.w. 14 luty 1963 r.
GEMITI Vito – biskup, Święta Kongregacja Biskupów; d.w. 25 marca 1968 r., kryptonim wolnomularski VIGE.
GIRARDI Giulio – d.w. 8 września 1970 r., krypt. masonski. GIGI.
GIUSETTI Massimo – d.w. 12 kwietnia 1970 r„ krypt. masonski. GIUMA.
GOTTARDI o. Alessandro – Prokurator i Postulator Generalny Fratelli Maristi. Kontroluje kandydatów na kardynałów; d.w. 13
czerwca 1959 r., krypt. masonski. ALGO.
GOZZINI Mario – d.w. 14 maja 1970 r., krypt. masonski.MAGO.
GRAZIANI Carlo – rektor Niższego Seminarium Watykańskiego; d.w. 23 lipca 1961 r,, kryptonim wolnomularski GRACA.
GREGAGNIN Antonio – dziekan Instruktorów Wikariatu. Trybun Pierwszej Komisji Beatyfikacyjnej i Kanonizacyjnej; d.w. 19
października 1967 r., krypt. masonski. GRE.
GUALDRINI Franco – rektor Capranica (Capri); d.w. 22 maja 1961 r., krypt. masoński GUFRA.
ILARI Annibale – opat Sua Santita; d.w. 16 marca 1969 r., krypt. masonski.ILA.
LAGHI Pio – były Delegat Apostolski w Argentynie, Delegat Apostolski w USA; d.w. 24 sierpnia 1969 r., krypt. masonski. LAPl.
LAJOLO Giovanni – członek Rady Spraw Publicznych Kościoła; d.w. 2 czerwca 1970 r., krypt. masonski. LAGl.
LANZONI Angelo – szef UrzęduWatykańskiego Sekretariatu Stanu; d.w. 24 września 1956 r., krypt. masonski. LANA.
LEVI Virgilio (alias Levine) – asystent oficjalnego dziennika watykańskiego „L’0sservatore Romano”, kieruje również watykańską
stacją radiową; d.w. 4 lipca 1958 r., krypt. masonski. VILE.
LOZZA Lino – kanclerz Rzymskiej Akademii św.Tomasza z Akwinu; d.w. 23 lipca 1969 r., krypt. masonski. LOLI
LIENART Achille kardynał – Wielki Mistrz-mason najwyższego stopnia; wstąpił do masonerii zaledwie po 5 latach bycia księ-
dzem – 5 października 1912 r.; biskup Lilie
(Francja). Przywódca sił progresywistycznych na SoborzeWatykańskim II.
MACCHI Pasquale kardynał – Honorowy Prałat Pawła VI i jego prywatny sekretarz; d.w. 23 kwietnia 1958 r., krypt. masonski.
MAPA.
MANCINI Italo – dyrektor Sua Santuta; d.w. 18 marca 1968 r., #1551-142, krypt. masonski.MANI.
MANFRINI Enrico – świecki konsultant Pontyfikalnej Komisji Sztuki Świętej; d.w 21 lutego 1968 r., krypt. masonski.MANE.
MARCHISANO Francesco – Honorowy Prałat,sekretarz Świętej Kongregacji dla Seminariów i Uniwersytetów; d.w. 4 lutego
1961 r., krypt. masonski. FRAMA.
MARCINKUS Paul – amerykański ochroniarz Jana Pawła II. Pochodzi z Cicero (Illnois – USA), przewodniczący Instytutu Formacji Religijnej; d.w. 21 sierpnia 1967 r., kryptonim wolnomularski MARPA (powszechnie nazywany Gorilla).
MARSILA Salvatore – opat Zakonu św. Benedykta z Finalpii k.Modeny (Włochy); d.w. 2 lipca 1963 r., krypt. masonski. SALMA.
MAZZA Antonio – tytularny biskup Velii. Generalny Sekretarz z 1975 r,; d.w. 14 kwietnia 1971 r., krypt. masonski.MANU.
MAZZI Venerio – członek Rady Spraw Publicznych Kościoła; d.w. 13 października 1966 r., krypt. masonski.MAVE.
MAZZONI Pier Luigi – biskup, Kongregacja Biskupów; d.w 14 września 1959 r., kryptonim wolnomularski PILUM.
MAVERNA Luigi – biskup Chivery (Włochy), Generalny AsystentWłoskiej Akcji Katolickiej; d.w. 3 czerwca 1968 r., krypt. masonski. LUMA.
MENSA Albio – arcybiskup Vercelli w Piemoncie (Włochy); d.w. 23 lipca 1959 r., kryptonim wolnomularski MENA.
MESSINA Carlo – d.w. 21 marca 1970 r., krypt. masonski.MECA.
MESSINA Zanon – d.w. 21 marca 1970 r., krypt. masonski. AMEZ.
MONDUZZI Dino – regent w Prefekturze Domu Pontyfikalnego; d.w. 11 marca 1967 r., krypt. masonski.MONDI.
MONGILLO Daimazio – profesor Teologii Moralnej w rzymskim Instytucie Świętych Aniołów; d.w. 16 luty 1969 r., kryptonim
masoński MONDA.
MORGANTE Marcello – biskup Ascoli Piceno we wschodnich Włoszech; d.w. 22 lipca 1955 r., kryptonim masoński MORMA.
NATALINI Terzo – wice prefekt Archiwum Sekretariatu Watykanu; d.w. 17 czerwca 1967 r., krypt. masonski. NATE.
NIGRO Carmelo – Rektor Seminarium Pontyfikalnych Studiów Wyższych; d.w. 21 grudnia 1970 r„ krypt. masonski. CARNI.
NOE Virgilio – głowa Świętej Kongregacji Kultu Bożego. On i kard. Bugnini opłacili 5 protestanckich duchownych i żydowskiego
rabina, by stworzyli domowym sposobem Nowy Porządek Mszy. Nie pozwolono w tym uczestniczyć żadnemu członkowi katolickiego kleru; d.w. 3 kwietnia 1961 r., krypt. masonski. VINO.
ORBASIO Ignio – d.w. 17 września 1973 r., krypt. masonski. ORBI.
PALESTRA Vittorio – oficjalny doradca Świętej Roty Państwa Watykańskiego; d.w. 6 maja
1943 r., krypt. masonski. PAVI.
PAPPALARDO Salvatore kardynał – arcybiskup Palermo na Sycylii; d.w. 15 kwietnia 1968 r., krypt. masonski. SALPA.PASQUALETTI Gottardo – d.w. 15 czerwca 1960 r., krypt. masonski. GOPA. PASQUANELLI Dante – członek nuncjatury
w Madrycie; d.w. 12 stycznia 1969 r., krypt. masoński PADA.
PELLEGRINO Michele kardynał – świętokradczo nazywany Protektorem Kościoła, arcybiskup Turynu – miejsca, gdzie przechowywany jest Święty Całun Naszego Zbawiciela; d.w. 2 maja 1960 r., krypt. masonski. PALMI.
PIANA Giannino – d.w. 2 września 1960 r., krypt. masonski. GIPI.
PIMPO Mario – wikariusz Urzędu Spraw Ogólnych w Watykanie; d.w. 15 marca 1970 r., krypt. masonski. PIMA.
PINTO msgr. Pio Vito – attaché Sekretarza Stanu i Notariatu DrugiegoWydziału Najwyższego Trybunału i Sygnatury Apostolskiej; d.w. 2 kwietnia 1970 r., kryptonim wolnomularski PIPIVI; w środowiskach włoskiej masonerii określany jako VIP (Very Important Person – Bardzo Ważna Osoba) – krypt. masonski. PIMPI.
POLETTI Ugo kardynał – wikariusz Diecezji Rzymskiej. Kontroluje cały kler rzymski od 6 marca 1973 roku. Jest członkiem
Świętej Kongregacji Sakramentów i Kultu Bożego oraz przewodniczącym Akademii Liturgicznej; d.w. 17 lutego 1969 r., kryptonim wolnomularski UPO
RATOISI Tito – d.w. 22 listopada 1963., krypt. masonski. TRATO.
RIZZI msgr.Mario – Święta Kongregacja Rytów Orientalnych. Określany jako Biskup prałat Honorowy przy Ojcu Świętym, Papieżu.
Pracuje pod najwyższym masonem, Brinim, w stworzeniu ich własnego nowego Prawa Kanonicznego i pozbyciu się prawdziwych
praw kanonicznych, które uformowały całe podwaliny Kościoła Katolickiego od
czasów Apostolskich; d.w. 16 września 1969 r., krypt. masonski.MARI oraz czasami MONMARI.
ROMITA Fiorenzo – był (nie żyje) członkiem Świętej Kongregacji Kleru; d.w. 21 kwietnia 1956 r., krypt. masonski. FIRO.
ROGGER Ignio – urzędnik w diecezji rzymskiej; d.w. 16 kwietnia 1968 r., kryptonim wolnomularski IGRO.
ROSSANO Pietro – członek Świętej Kongregacji dla Religii Nie-chrześcijańskich; d.w. 12 lutego 1968 r., krypt. masonski. PIRO.
ROTARDI Tito – d.w. 3 września 1963 r., krypt. masonski. TROTA.
ROVELA Virgilio – d.w. 12 czerwca 1964 r., krypt. masonski. ROVI
SABBATANI Aurelio – arcybiskup Giustiniana (Włochy); d.w. 22 czerwca 1969 r., kryptonim wolnomularski ASA.
SACCHETTI Francesco – biskup-prefekt Atti; d.w 4 maja 1962 r., krypt. masonski. SAFRA.
SANTANGELO Francesco – d.w. 12 listopada 1970 r., krypt. masonski. FRASA.
SANTINI Pietro – d.w. 23 sierpnia 1964 r., krypt. masonski. SAPI
SAVORELLI Femando – d.w. 14 stycznia 1969 r., krypt. masonski. SAFE
SAVORELLI Renzo – d.w. 12 czerwca 1965 r., krypt. masonski. RESA.
SCANGATTA Gaetano – Święta Kongregacja Kleru. Członek Komisji Pompei i Loreto (Włochy); d.w. 23 września 1971 r., krypt.
masonski. GASCA.
SCHASCHING Giovani – d.w. 18 marca 1965 r., krypt. masonski. GISCHA i GESUITA.
SCHIERANO Mario – biskup tytularny Acridy (Włochy),szef kapelanów wojskowych
Włoskich Sit Zbrojnych; d.w. 3 lipca 1959 r., krypt. masonski.MASCHI.,
SEMPRONI Domenico – Trybunał Wikariatu Watykańskiego; krypt. masonski. DOSE
SENSI Giuseppe Mario – tytularny arcybiskup Sardi (Azja Mniejsza k. Smymy), nuncjusz papieski w Portugalii; d.w. 2 listopada
1967 r., krypt. masonski. GIMASE.
SPOSITO Luigi – Pontyfikalna Komisja Archiwów Kościoła we Włoszech. Stoi na czele administracji watykańskiej.
SUENENS Leo kardynał – opiekun kościoła św. Piotra w Chains. Promuje protestancki pentekostalizm i charyzmatyzm. Pochodzi
z Brukseli. Pracował w trzech Świętych
Kongregacjach: (l) PropagandyWiary; (2) Rytów i Ceremonii Liturgii; (3) Seminariów, w Komisji Pontyfikalnej do Zmiany Prawa
Kanonicznego. D.w. 15 czerwca 1967 r., krypt. masonski. LESU.
TIRELLI Sotrio – d.w. 16 maja 1963 r., krypt. masonski. TIRSO.
TRABALZINI Dino – biskup Rieti (Włochy), biskup pomocniczy południowego Rzymu; d.w. 6 luty 1965 r.
TRAVIA Antonio – tytularny arcybiskup Termini (Merese,stoi na czele szkól katolickich); d.w. 12 lipca 1967 r., krypt. masonski.
ATRA.
TROCCHI Vittorio – sekretarz dla Laikatu Katolickiego w Konststorzu Państwa Watykańskiego; d.w. 12 lipca 1962 r., krypt.
masonski. TROVI.
TUCCI Roberto – dyrektor generalny RadiaWatykańskiego; d.w. 21 czerwca 1957 r., krypt. masonski. TURO.
TUROLDO David – d.w. 9 czerwca 1967 r., krypt. masonski. DATU.
VALE Georgio – ksiądz diecezji rzymskiej; d.w. 21 luty 1971 r., krypt. masonski. VAGI.
VERGARI Piero – szef Protokołu dyplomatycznego, urzędnik Watykańskiego Urzędu Segnatury, kontroluje zmiany prawa kanonicznego; d.w. 14 grudnia 1970 r., kryptonim wolnomularski PIVE.
VILLOT Jean – kardynał. Był (nie żyje) sekretarzem Stanu wWatykanie. Kardynałem został w lutym 1965 r. D.w. 6 sierpnia 1966
r., posiadał dwa kryptonimy wolnomularskie:
JEANNI i ZURIGO, był camerlango (skarbnikiem).
ZANNI Lino – tytularny arcybiskup Adrianopolu (Turcja), Nuncjusz Apostolski.
Spis powstał na podstawie Masonic registe of italy oraz publikacji katolickich czasopism: „Si-Si, No-No” i „El Universal” z Mek-syku. Został też opublikowany w „Lectures Francaises” z września 1976 roku.
Daty wstąpienia do masonerii układają się na tej liście w pewną prawidłowość: większość przeszła pod sztandary antykościoła
w czasach poprzedzających Sobór. Druga grupa to masoni zaprzysiężeni w trakcie Soboru i w pierwszych latach po nim. Te dwie
prawidłowości czasowe stanowią oczywisty dowód na to, że ofensywa na rzecz zwołania Soboru, wzmożona po śmierci jego oponenta Piusa XII, przebiegała równocześnie z masowym naborem do masonerii ważnych osobistości Watykanu, co było najazdem naWatykan, określanym jako koń trojański 42) w sercu Kościoła katolickiego.
Wielu z tej listy zmarło w następnych 10 -20 latach, ale czy zmalał stan penetracji Chrystusowej Owczarni przez wilki antyko-
ścioła? Nie istnieją przesłanki skłaniające do takiego optymizmu. Sporo światła rzucił na to pytanie Carlos Vazquez – Wielki Mistrz
Najwyższej Rady lóż masońskich Meksyku – masonerii terytorialnie odległej od epicentrum tej wojny z wiarą katolicką, lecz zawsze
doskonale zorientowanej w tym, „co w trawie piszczy”.W wywiadzie dla czasopisma „Processo”43) oświadczył on, że w Watykanie
posoborowym „pracują” (raczej ryją) trzy loże rytu szkockiego, zatem najbardziej wpływowe, związane z kręgami masonerii brytyjskiej. Powołał się zresztą na publikację katolickiego czasopisma „The Athanasian” z 1 czerwca 1993 roku, zatem prawie 30 lat po Soborze. Przy tym nie wiadomo, czy w tej trójcy trzech lóż miał na myśli żydowską lożę B’nai B’rith, która miała oficjalnego przedstawiciela w Watykanie. A co do listy masonów watykańskich sprzed i w czasie Soboru, to nie obejmuje ona wolnomularzy należących
wówczas w ramach hierarchii kościelnej w poszczególnych krajach.Jakże pouczające byłoby prześledzenie listy takich wilków w polskiej owczarni, bądź co bądź najbliższej masońskiemu sercu Jana Pawła II.

michal_aniol_buonarotti_kuszenie_i_wygnanie_z_raju

Religie to okultystyczne fikcje : dziel i łącz

Dodaj komentarz

Wystarczy popatrzeć na Judaizm tam już nie liczy się stary testament tam się liczy Talmud czyli tak naprawdę zbiór komentarzy do tanachu dawniej słowny, który miał za zadanie zjednoczyć wszystkich Żydów.
Część jego tekstów obecnie budzi duże kontrowersje z powodu bijącej z niego nienawiści oraz wręcz nacjonalizmu.
Co w ogóle mnie nie dziwi ponieważ w tamtych czasach nawet dochodząc do czasów chrześcijan wszelka przemoc była rzeczą normalną, wręcz na porządku dziennym, a Talmud po prostu ją pokazuje jaka w tamtych czasach była bez zbędnych zakłamań.

Na dodatek tanach czyli inaczej stary testament, jak się przyjrzeć oryginałowi, w niektórych miejscach zamiast słowa Jahwe występuje słowo bogowie co może jedynie dowodzić że cały stary testament bazuje na wielobóstwie czyli po chrześcijańsku mówiąc na pogaństwie.

W religii chrześcijańskiej, jak nawet można przeczytać na ultraprawicowej stronie polonica.net ze Jezus Chrystus(Joshua Ben Scheb) bardzo często nawiązywał do starego testamentu, który ostatecznie został dołączony do Nowego Testamentu z tym ze chrześcijan obowiązywały zasady moralne starego testamentu prócz ich dekalogu oraz pewnych innych mądrości(np. Żydzi -naród wybrany)

Religia chrześcijańska, jako system wierzeń Urantian, powstała przez nałożenie sie na

siebie następujących nauk, wpływów, wierzeń, kultów i osobistych poglądów jednostek:

1. Nauk Melchizedeka, które są zasadniczym składnikiem wszystkich religii Zachodu i

Wschodu, jakie powstały w okresie ostatnich czterech tysięcy lat.

2. Hebrajskiego systemu moralności, etyki i teologii, oraz wiary zarówno w Opatrzność jak i w najwyższego Jahwe.

3. Zoroastryjskiej koncepcji walki miedzy kosmicznym dobrem i złem, która już uprzednio wycisnęła swoje piętno zarówno na judaizmie jak i na mitraizmie. Dzięki długim kontaktom mitraizmu i chrześcijaństwa, w rezultacie ich walki ze sobą, doktryny irańskiego proroka stały się potężnym czynnikiem określającym teologiczna i filozoficzna formę oraz strukturę dogmatów, zasad i kosmologii zhellenizowanej i zlatynizowanej wersji nauk Jezusa.

4. Kultów misteryjnych, zwłaszcza mitraizmu, ale także czczenia Wielkiej Matki w kulcie frygijskim. Nawet legendy o narodzinach Jezusa na Urantii zabarwione zostały rzymska wersja cudownych narodzin irańskiego zbawiciela-bohatera, Mitry, którego zjawienie sie na Ziemi domniemanie oglądała tylko garść posiadających dar pasterzy, których aniołowie poinformowali o zbliżaniu się tego zdarzenia.

5. Historycznego faktu ludzkiego życia Jeszuy ben Józefa, realności Jezusa z Nazaretu, jako gloryfikowanego Chrystusa, Syna Bożego.

6. Osobistych poglądów Pawła z Tarsu. Należy odnotować, _e w latach młodzieńczych

Pawła mitraizm był dominująca religia Tarsu. Paweł nawet nie przypuszczał, _e jego listy,

wysłane w dobrej wierze do nawróconych, pewnego dnia będą uznawane przez

późniejszych chrześcijan za słowo Boże. Tacy nauczyciele o dobrych intencjach nie

mogą być odpowiedzialni za to, jaki użytek zrobią z ich pism ich następcy.

7. Filozoficznego systemu myślenia ludów hellenistycznych, od Aleksandrii i Antiochii,

poprzez Grecje, do Syrakuz i Rzymu. Filozofia Greków bardziej współbrzmiała z wersja

chrześcijaństwa Pawła, ni_ z jakimkolwiek innym, aktualnym systemem religijnym i

przyczyniła sie ona w dużym stopniu do sukcesów chrześcijaństwa na Zachodzie.

Filozofia grecka, w połączeniu z teologia Pawła, nadal stanowi podstawy etyki europejskiej.

Wracając do opisanej powyżej Mity co chyba jest najważniejsze w tym całym tekście.
Religia osobista raczej się nie rozwijała jako niezależna tradycja na cywilizowanych

ziemiach Afryki północnej i Europy, zanim nie przyszły kulty misteryjne i

chrześcijaństwo; religia była wtedy raczej sprawa rodziny, miasta-państwa, sprawa polityczna i cesarska. Helleńscy Grecy nigdy nie zaprowadzili scentralizowanego systemu czczenia, obrządek był lokalny; nie mieli kapłaństwa ani świętych ksiąg.

Podobnie jak Rzymianom, ich instytucjom religijnym brakowało potężnego elementu napędowego, aby mogły zachować wyższe wartości moralne i duchowe. Chociaż prawda jest, że instytucjonalizacja religii zazwyczaj umniejsza jej wartość duchowa, jest również faktem, że żadnej religii nie udało sie przetrwać bez pewnego stopnia instytucjonalnej organizacji, większej czy mniejszej.

Mitra był bogiem światła, prawa, wierności, przysięgi, układu. Rzymianie poznali go jako boga światłości i słońca, utożsamili z solarnym bogiem Słońcem Niezwyciężonym (Sol Invictus); wierzyli, że narodził się ze skały w dniu 25 grudnia i wychował wśródpasterzy.

Kult Mitry był niezwykle popularny w armii rzymskiej, a to z uwagi na jego męski charakter, a także męskie atrybuty i cnoty samego Mitry, jak męstwo, lojalność, braterstwo, wierność przysiędze. Mitraizm wymagał od wiernych surowego przestrzegania zasad moralnych. W przeciwieństwie do chrześcijaństwa, które głosiło, aby nie sprzeciwiać się złu, do rangi religijnego obowiązku była podniesiona w mitraizmie walka ze złem i czynienie dobra na świecie. Podobnie jak w religii chrześcijańskiej i wyznawców Mitry czekała kara za złe uczynki w życiu pozagrobowym. Poza wojskiem mitraizm wyznawały także inne grupy społeczne, a zwłaszcza niewolnicy i kupcy. Stopniowo kult tego perskiego boga przedostawał się do Italii. Początkowo podobnie jak chrześcijaństwo i mitraizm był religią ludzi prostych, szerzył się wśród mas ludowych, a od końca II wieku także wśród arystokracji i na dworze cesarskim, nie wyłączając rzymskich cesarzy(wyznawcą mitraizmu był np. syn Marka Aureliusza, cesarz Kommodus). Szczyt popularności mitraizm osiągnął w III w., kiedy to właśnie utożsamiano Mitrę ze Słońcem Niezwyciężonym (Sol

Invictus), od którego przejęto i datę narodzin samego 25 grudnia. Teraz pojawia się pytanie: jak to się stało, że 25 grudnia uznano także za dzień narodzin Jezusa Chrystusa? Dla pierwszych chrześcijan data narodzin Chrystusa nie była aż tak bardzo istotna, najważniejsze było to, że Zbawiciel…

mitra, frigilijska, czapka, masoni, symbol

"HERMETYCZNY ZAKON ZŁOTEGO BRZASKU"

Dodaj komentarz

Latem 1887 roku pewien angielski adept sztuki wolnomularskiej odnalazł stary manuskrypt zawierający dziwne słowa zapisane niezrozumiałym szyfrem. Dokument ten przekazał swemu „bratu” z Wielkiej Zjednoczonej Loży Angielskiej, dr Williamowi Wynnowi Westcottowi Tak rozpoczęła się okultystyczna przygoda, która dała początek wielkiemu odrodzeniu magicznemu końca XIX wieku.

Schyłek XIX wieku sprzyjał rozwojowi praktyk okultystycznych. Nowe odkrycia naukowe kwestionowały dotychczasowy spójny obraz świata. W szczeliny rozbitego kosmosu wdzierał się chaos i coraz wyraźniej przypominał o swojej obecności. Luki w rozbitym świecie całości starała się wypełnić w XVIII wieku ideologia racjonalistyczna, lecz jej spoiwo skruszało w niecałe sto lat później pod naporem kolejnych pytań i wątpliwości. Nie były to wszakże wątpliwości podszyte zwątpieniem w sens istniejącego świata, lecz raczej wynikające z żądzy otrzymania bardziej pełnych odpowiedzi na podstawowe pytania egzystencjalne. Kiedy złudzenia racjonalizmu okazały się niedostateczne w objaśnianiu zagadek życia, wielu twórczych ludzi ogarnął niepokój, każący im szukać rozwiązań tych zagadek w samej tajemnicy ludzkiego umysłu.

Ten radykalny zwrot ku „doświadczeniu wewnętrznemu” pod koniec XIX wieku zaowocował narodzinami „czarnej powieści” i psychologii. A z ich mariażu, wzbogaconego o kontakt z innymi kulturami i systemami religijnymi, wyłoniło się wielkie zainteresowanie „wiedzą tajemną”, którą przyszli adepci woleli nazywać „okultyzmem”. Okultyzm stał się systemem magicznych i mistycznych praktyk rytualnych, mających na celu doskonalenie się jednostek. Jego adepci, grupujący się zwykle ze średnio zamożnych mieszkańców wielkich miast, lubili się odwoływać do wielowiekowych związków z pradawnymi i zapomnianymi arkanami wiedzy o naturze ludzkiej. I choć magia jak i mistyka znakomicie funkcjonowała obok i w ramach oficjalnych nurtów religijnych, to jednak dopiero w epoce Renesansu uzyskała samoświadomość i wyodrębniła się jako oddzielny nurt myślowy. Potrzeba było jednak kolejnych dwustu lat, żeby myśl przyoblekła się w kształty, a „okultyzm” przyjął instytucjonalne formy.

Niezależnie od rozmaitych podań o tajemnych bractwach Różokrzyżowców i własnych „historii” różnych grup okultystycznych, można spokojnie powiedzieć, że pierwszym jawnie istniejącym ugrupowaniem okultystycznym, które posiadało duży wpływ na klimat epoki było Towarzystwo Teozoficzne, założone w 1875 roku przez Helenę Bławatską. To właśnie dzięki nieustannemu wysiłkowi tej charyzmatycznej kobiety na grunt zachodni przeniesiono liczne elementy filozofii Wschodu, a Towarzystwo Teozoficzne skupiło się na studiach porównawczych między różnymi systemami religijnymi Indii i obszaru śródziemnomorskiego. Jednakże, w sferze praktyczno-rytualnej Towarzystwo Teozoficzne nie wnosiło nic nowego, a jego spotkania miały przebieg dysput filozoficznych bądź seansów spirytystycznych, czym nie różniły się prawie wcale od praktyk uprawianych wcześniej na dworach i salonach.

Tajemnice zaszyfrowanego rękopisu

Pod tym względem organizacją, która jako pierwsza zbudowała solidny system okultystyczny, był Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku. Zakon powstał w 1888 roku z inicjatywy trzech byłych teozofów i „różokrzyżowców”: dr Williama Wynna Westcotta, dr Williama Woodmana oraz Samuela Liddella MacGregora Mathersa. A przyczyną sprawczą, która doprowadziła do jego powstania, był tajemniczy zaszyfrowany manuskrypt, który rok wcześniej Westcott nabył od starego masona, wielebnego A.F.A. Woodforda. Po rozszyfrowaniu zawiłego pseudo-alfabetu Westcott odkrył, że rękopis ten zawiera pięć rytuałów masońskich niewiadomego pochodzenia. Zachęcony tym odkryciem, zwrócił się do Mathersa z propozycją, żeby ten napisał inne rytuały w oparciu o znaleziony rękopis, dając tym samym podstawy do założenia nowego zakonu okultystycznego.

W epoce „czarnej powieści” i konspiracji obowiązywała aura tajemniczości. Mając tego świadomość, Westcott doniósł, że rękopis zawierał również karteczkę z adresem pani Anny Sprengel z Norymbergi, spadkobierczyni nauk różokrzyżowców i przywódczyni tajemniczego zakonu Die Goldene Demmerung, wraz z notką przypisującą zaszyfrowane rytuały tej właśnie tradycji zakonnej. W wyniku korespondencji z rzekomą panią Sprengel, Westcott miał otrzymać upoważnienie do prowadzenia zakonu o tej samej nazwie, która po przetłumaczeniu na język angielski brzmiała „Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku”.

Współcześni badacze mocno wątpią w historyczność owego zaszyfrowanego rękopisu. Powołują się oni zazwyczaj na argumentację Ellica Howe’a, który w swej „demaskatorskiej” książce pt.: Magicians of the Golden Dawn (Magowie Złotego Brzasku) twierdzi, że William Wynn Westcott sfałszował oryginalne dokumenty Złotego Brzasku i sam wymyślił historyjkę o istnieniu pani Sprengel. Według Howe’a nie było żadnego związku między zakonem Złotego Brzasku a pradawną tradycją Różokrzyżowców. I choć w świetle współczesnej wiedzy na temat Różokrzyżowców wątpliwe wydaje się nawet ich istnienie, to jednak książka Howe’a wywołała prawdziwą burzę w świecie teoretyków i praktyków okultyzmu. Oto co dowodził Howe:

Wiadomo, że Westcott bardzo dobrze znał literaturę ezoteryczną i od wielu lat zajmował się studiowaniem wiedzy tajemnej, między innymi w bractwie „różokrzyżowym” Societas Rosicruciana in Anglia. W drugiej połowie XIX wieku stowarzyszenia tajemne wyrastały jak grzyby po deszczu, nic więc dziwnego, że Westcott marzył o stworzeniu własnego poletka, na którym mógłby popuścić wodze swojej fantazji. Realia tamtej epoki nie pozwalały mu jednak na stworzenie nowego zakonu bez odpowiedniej podbudowy mitycznej. Musiał wykazać, że jego zakon wywodzi się ze starożytnej linii przekazu, która drogą rozmaitych stowarzyszeń inicjacyjnych przetrwała po współczesne mu czasy. Wykorzystał w tym celu najpopularniejszy mit drugiej połowy XIX wieku – wiarę w istnienie Tajemnych Przywódców Świata, którzy z ukrycia kierują losami ludzkości.

Mitem tym posługiwała się między innymi Helena Pietrowna Bławatska, która utrzymywała że znajduje się w kontakcie z podobnymi do bogów mistrzami, zamieszkującymi śnieżne połacie Tybetu. Jej Towarzystwo Teozoficzne, najpotężniejsza chyba organizacja okultystyczna w latach osiemdziesiątych XIX wieku, miało działać z poręczenia tych właśnie mistrzów a przez to oddziaływać na losy świata. Bardzo możliwe, że Westcott stworzył zakon Złotego Brzasku na zasadzie konkurencji wobec Towarzystwa Teozoficznego, a wykorzystał do tego pomysły pani Bławatskiej. Znacząca jest tutaj zbieżność dat. Helena Bławatska osiedliła się w Londynie na stałe w maju 1887 roku, na trzy miesiące przed tym, kiedy Westcott ogłosił, że ma w rękach dziwny manuskrypt.

Przekazany Westcottowi rękopis zawierał dziwaczne pismo obrazkowe zapisane na starym papierze opatrzonym znakami wodnymi z 1809 roku. Dołączona była do niego kartka z napisem: „Sapiens dom[inabitur] ast[ris] jest przywódcą członków die Goldene Dammerung. Jest ona sławną soror. Nazywa się Fraulein Sprengel. Listy do niej kierować na adres: Herr J. Engel, Hotel Marquardt, Stuttgart. Jest ona 7*=4*, czyli Adeptem Wyższym”. Rzecz jasna, Westcott twierdził że udało mu się nawiązać kontakt z panią Sprengel, która przekazywała mu informacje od Tajemnych Przywódców Świata. Do dziś zachowało się sześć listów od sekretarza pani Sprengel, brata In Utroque Fidelis, których lektura nasuwa wszakże poważne wątpliwości co do ich autentyczności. Listy te są krótkie i zawierają wskazówki organizacyjne dotyczące tworzenia filii zakonu w Anglii. Mogłoby to świadczyć na korzyść roszczeń Westcotta, gdyby nie fakt że wskazówki te są napisane fatalną niemiecczyzną. Czyżbyśmy więc mieli tu do czynienia z fałszerstwem?

Odpowiedź jak zawsze w takich przypadkach nie jest jednoznaczna. W każdym bądź razie bardzo wątpliwe jest, by znalazcą owego manuskryptu był dr Woodford. Już bardziej prawdopodobna jest taka wersja, że to Westcott go w bibliotece swego rodzimego bractwa, Societas Rosicruciana in Anglia. Na korzyść tej hipotezy świadczy fakt, że zaszyfrowany rękopis przedstawiał rytuały inicjacyjne bardzo zbliżone do tych, jakie odprawiano w tym zakonie. Warto też o tym pamiętać, że Westcott, Mathers i Woodman byli prominentnymi postaciami w tej organizacji, której celem było „wzajemne pomaganie sobie w rozwiązywaniu wielkich problemów życia oraz odkrywaniu tajemnic natury”. Woodman stanął nawet na jej czele po śmierci Roberta Wentwortha Little’a, która nastąpiła w 1878 roku.

Jakby nie dość było wątpliwości ostatnie lata przyniosły nowe fakty, które z kolei świadczą na korzyść owych mitycznych źródeł Złotego Brzasku. W dużej mierze stało się to za sprawą polskiego badacza okultyzmu, Rafała Prinke. Otóż, okazuje się że na początku XIX wieku istniała pewna żydowska loża masońska we Frankfurcie, której nazwa „Chabrath Zereh Boqer Aour” oznaczała nie mniej ni więcej „Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku”. Niemalże identyczny napis widniał na owym tajemniczym manuskrypcie. Loża ta należała do masonerii Wielkiego Wschodu Francji, lecz jej członkowie zajmowali się również studiowaniem kabały. W 1817 roku otworzono w Londynie filię tej loży pod auspicjami księcia Sussex, który był jednocześnie Mistrzem Wielkiej Loży Angielskiej. Istnieje więc prawdopodobieństwo, że Westcott, Mathers i Woodman przynajmniej pod względem formalnym byli kontynuatorami tej linii przekazu.

Niezależnie od prawdy historycznej, w ten sposób skonstruowany mit założycielski pozwalał na rozwinięcie regularnej działalności okultystycznej. Aura tajemniczości i charyzmat przywódców ściągały do Złotego Brzasku licznych neofitów spragnionych „zakazanej wiedzy”. Nie byli to wszakże byle jacy gorliwcy, skoro znaleźli się pośród nich tak wybitni przedstawiciele swej epoki jak Arthur Machen (mistrz horroru i nauczyciel Lovecrafta), Bram Stoker (twórca „Drakuli”), Oscar Wilde (znany pisarz-skandalista), Allan Bennett (jogin i kabalista, założyciel pierwszej organizacji buddyjskiej na Zachodzie), czy William Butler Yeats (jeden z najwybitniejszych angielskich poetów).

Kabalistyczne Drzewo Życia

Tajemnica sukcesu Złotego Brzasku polegała przede wszystkim na rewolucyjnym pomyśle utworzenia hierarchii stopni inicjacyjnych w oparciu o system sefirotów kabalistycznego Drzewa Życia. Dotychczas wszelkie grupki okultystyczne, spirytystyczne i teozoficzne organizowały się w koła konspiracyjne lub struktury wtajemniczeń masońskich. Złoty Brzask zrywał z tą tradycją. Porzucał staroświecki i nieklarowny system inicjacyjny masonerii, a jednocześnie nie rezygnował z samej hierarchii inicjacyjnej. Pomysł przyswojenia dla potrzeb tej hierarchii sefirotów kabalistycznego Drzewa Życia nie tylko czynił system inicjacyjny bardziej przejrzystym, ale i pozwalał nadać kolejnym stopniom inicjacyjnym cechy poszczególnych sefirotów. Paradoksalnie, pomysł ten stanowił uboczny efekt starań Westcotta, by nadać zakonowi znamiona organizacji mocno osadzonej w tradycji ezoterycznej. Jak to często bywa, nieuświadomiona do końca idea przerosła swego twórcę.

Powiada się, że Kabalistyczne Drzewo Życia jest mapą wszechświata i człowieka (zgodnie z zasadą hermetyczną mówiącą, że makrokosmos odzwierciedla się w mikrokosmosie). Tworzy je dziesięć sefirotów, które rozmieszczone są hierarchicznie na trzech filarach, nazywanych filarami: sprawiedliwości, równowagi i łaski. Nie bez przesady można powiedzieć, że celem adeptów magiji jest wspinaczka po tym drzewie, albowiem każdy kolejno zdobyty na nim szczebel powiększa ich wiedzę o sobie i o świecie, a tym samym przybliża ich ku boskości.

Najniżej drzewa znajduje się sefira Malkuth, czyli „królestwo”. Przedstawia ona świat fizyczny, podstawę wszelkiego materialnego istnienia, którego odpowiednikiem w człowieku jest ciało fizyczne i mózg. Sefira ta wiąże się z żywiołem ziemi, co jest poważną wskazówką dla każdego adepta, by wędrówkę w krainy mistyki i magiji zaczynał od mocnego stąpania po ziemi. Tuż nad nią znajduje się sefira Jesod, czyli „podstawa”, odpowiadająca żywiołowi powietrza i planecie księżyc. Jest to sfera, którą w tradycyjnym okultyzmie nazywa się planem astralnym. Miejsce wizji astralnych i zbiorowej nieświadomości. Anima Mundi – Dusza Świata. Jesod jest kanałem doprowadzającym boską energię na ziemię, dlatego utożsamia się tę sefirę z genitaliami. Trzecią sefirą we wspinaczce po Drzewie Życia a zarazem najniższą na filarze sprawiedliwości jest Hod, czyli „majestat”. Hod reprezentuje intelekt i racjonalne myślenie. Symbolizuje przezwyciężenie zwierzęcych instynktów. Jest siłą równoważącą i ucieleśniającą porządek, a jednocześnie miejscem siły magicznej, którą hindusi nazywają praną. ów mariaż intelektu i siły magicznej nie jest wcale czymś dziwnym. Sefira Hod odpowiada żywiołowi wody i planecie Merkury, co jest o tyle ciekawe, że egipski odpowiednik Merkurego, Thoth jest bogiem intelektu i magiji. Po przeciwstawnej stronie Drzewa Życia, na filarze łaski, znajduje się sefira Necach, czyli „zwycięstwo”. Jest to sfera miłości i duchowej pasji, bezpośrednich reakcji i instynktów zwierzęcych. Sefer Jecira nazywa ją „ukrytą inteligencją”, albowiem jest to miejsce, które zwykliśmy nazywać nieświadomością. Sefirze tej jest przyporządkowana planeta Wenus oraz żywioł ognia.

Nad tymi czterema sefirami odpowiadającymi czterem żywiołom i różnym cechom przeciętnego człowieka góruje sefira Tiferet (czyli „piękno”). Jest to sfera ducha, wyższej jaźni, stadium pośrednie między człowiekiem a Boskością. Miejsce, w którym składa się w ofierze starą osobowość, aby uzyskać wgląd i zrozumienie. Tiferet oddziela od niższych sefirotów zasłona – paroket – symbol pierwszej iluminacji na drodze do boskości. Stąd też Tiferet utożsamiane jest że Słońcem, bowiem oświetla mroki niewiedzy. Po przejściu tej „zasłony” dzieją się już same dziwne rzeczy. Oto następna sefira, położona na filarze surowości Gebura, czyli „moc” jest symbolem twórczej mocy a zarazem siły zniszczenia. Reprezentuje surowość i sprawiedliwość, oczyszczającą moc i działanie destrukcyjne. Odpowiada jej planeta Mars. W tradycyjnej kabale powiada się, że część niepohamowanej energii tej sefiry przelała się, w wyniku czego uformowała się hierarchia złych sefirotów ułożonych w odrębne drzewo. Co ciekawe, Gebura jest również kwintesencją żeńskości, którą w alchemii utożsamia się z mocą. Równoważy ją po drugiej stronie Drzewa Życia, sefira Chesed, czyli „łaska”, będąca z kolei kwintesencją męskości. Jest to siła, która nadaje kształt rzeczom i wprowadza porządek. Odpowiada jej planeta Jowisz, posiadająca podobne znaczenie symboliczne.

Między tymi siedmioma sefirotami a trójką najwyższych gałęzi drzewa życia znajduje się przepastna otchłań, kraina paradoksów, w której wszystko jest zarazem prawdą i fałszem. Kabaliści nazywają ją „nieistniejącą” sefirą Daath, czyli sefirą fałszywej wiedzy, albowiem mieszka w niej demon rozumu – Choronzon – który zastawia na maga pułapkę utkaną z myśli. Otchłań to również wrota do innego świata. Można nimi przejść na drugą stronę Drzewa Życia, do sfery cienia, gdzie znajdują się 22 qlifotyczne tunele i ich demoniczni strażnicy. Tą drogą wkracza do życia śmierć. Otchłań jest przejściem od świata manifestacji do świata ideałów. Powiada się, że kto ją przekroczy, ten znajdzie się poza dobrem i złem, uwolniony z pułapek dualistycznego myślenia.

Nad otchłanią znajduje się trójca najwyższych sefirotów. Są to prazasady istnienia. Pierwsze dwie z nich, Bina i Chokma (czyli „zrozumienie” i „mądrość”), rozmieszczone na filarach łaski i sprawiedliwości, posiadają cechy podobne do dwóch sefirotów znajdujących się tuż poniżej otchłani, do Gebury i Chesed. Są ich pierwowzorami w świecie ideałów. Bina to Wielka Matka, miejsce reintegracji osobowości, która ulega dezintegracji w trakcie przekraczania Otchłani. Bina jest również mają, mocą iluzji. Odpowiada jej planeta Saturn. Chokmah to Wielki Ojciec, siła pobudzająca istnienie, duch i hinduistyczna purusza, podstawową rzeczywistością leżącą u podłoża wszelkiego istnienia. Odpowiada jej planeta Uran. Nad nimi góruje Keter (czyli „korrona”), o którym można powiedzieć tylko tyle, że jest punktem z którego rozwija się całe Drzewo Życia. Keter to źródło wszelkich rzeczy, jedność, która godzi wszelką różnorodność, początek i koniec wszystkiego. Ponad nim jest już tylko nicość.

Mag wspina się po Drzewie Życia korzystając ze ścieżek łączących poszczególne sefiroty. Każda z tych ścieżek stanowi kolejne wyzwanie, któremu można sprostać tylko wtedy, gdy opanuje się własności rozpoczynających je sefirotów. Dlatego wspinaczka na Drzewie Życia wymaga samodoskonalenia się i poszerzania pola własnego umysłu, który by koniec końców objąć całość zjawisk świata musi nieustannie przekraczać swoje ograniczenia.

System inicjacyjny Złotego Brzasku

Kabalistyczne Drzewo Życia znane było okultystom od dość dawna. A jednak to dopiero „MacGregor” Mathers, prawdziwy twórca struktury inicjacyjnej zakonu Złotego Brzasku, dostrzegł paletę możliwości jaką przedstawia ten właśnie schemat wtajemniczeń. Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku składał się z dziesięciu stopni inicjacyjnych, odpowiadającym dziesięciu sefirotom, które poprzedzał stopień Neofity. Twórcy zakonu nie zapomnieli wszakże o dobrze sprawdzonej strukturze kręgów wtajemniczeń i podzielili Zakon na trzy kręgi:

Krąg Zewnętrzny, do którego należały stopnie:

0*=0*Neofita

1*=10*Zelator (sefira Malkut)

2*=9*Theoricus (sefira Jesod)

3*=8*Practicus(sefira Hod)

4*=7*Philosophus(sefira Necach)

Krąg Wewnętrzny, do którego należały stopnie:

5*=6*Adeptus Minor(sefira Tiferet)

6*=5*Adeptus Major(sefira Gebura)

7*=4*Adeptus Exemptus(sefira Chesed)

oraz Krąg Tajemny, składający się ze stopni:

8*=3*Magister Templi(sefira Bina)

9*=2*Magus(sefira Chokma)

10*=1*Ipsissimus(sefira Keter)

Głównym celem jaki stawiał zakon Złotego Brzasku przed swymi członkami było „dążenie do światła”, które rozświetla mroki niewiedzy. Może właśnie dlatego na początku opracowane były tylko rytuały inicjacyjne i praktyki dla stopni kręgu zewnętrznego, poprzedzającego sefirę Tiferet i odpowiadający jej stopień Adeptus Minor. Światło Tiferet – Słońca miało przyciągać ku sobie nowicjuszy magicznych. Ponadto symbolika świetlistego Tiferet kojarzona była z osobą Chrystusa, co nadawało w ostatnich dekadach XIX wieku zakonowi Złotego Brzasku prawdziwie chrześcijańskiego oblicza.

W trakcie inicjacji Neofita otrzymywał cząstkę światła, które miało go prowadzić na drodze magii. Jego zadaniem było zapoznanie się z symboliką żywiołów i znaków zodiaku. Uczył się podstaw języka hebrajskiego i wykonywał praktyki oczyszczające, takie jak Mniejszy Rytuał Pentagramu, w celu pozbycia się kompleksów i obsesyjnych myśli. Zelator uczył się podstaw alchemii i tarota oraz zależności między sefirotami, planetami, duchami i aniołami. Theoricusowi zalecano dalsze studia nad kabałą, ze szczególnym uwzględnieniem trójpodziału duszy oraz zależności między kolorami mniejszych arkanów tarota a literami tetragrammatonu i czterema światami kabały. Practicus uczył się symboliki figur magicznych. Musiał też zgłębiać podstawy wróżb geomantycznych oraz bardziej szczegółowe atrybucje kart tarota. Wreszcie, Philosophus uczył się boskich imion oraz przygotowywał się do przejścia do zakonu wewnętrznego. Był wtedy wtajemniczany w znaczenie qlifotów, czyli negatywnych odpowiedników sefirotów na Drzewie Życia. Oczywiście, każdemu z tych stopni przypisane były inne rytuały, które aspiranci musieli opanować do perfekcji. Wszystko to odróżniało Złoty Brzask od innych współczesnych mu zakonów, które zwykle miały więcej wspólnego z kółkami dyskusyjnymi niż praktyką magiczną.

Wielkie odrodzenie okultystyczne

Na początku działalności Złotego Brzasku Westcott, Mathers i Woodman przyjęli stopień Adeptus Exemptus, twierdząc że tym samym spełniają polecenia Tajemnych Przywódców zakonu z kręgu tajemnego. Wiosną 1889 roku mogli rozpocząć nabór do londyńskiej świątyni zakonu. W ciągu roku przybyło do niej trzydziestu dwóch nowicjuszy, w tym aż dziewięć kobiet. W tym czasie rzadko się zdarzało by kobiety dopuszczano do arkanów wiedzy tajemnej. Złoty Brzask odstępował od tej niechlubnej zasady i wkrótce w jego szeregach pojawiły się takie osobistości jak Moina Mathers (siostra filozofa, Henriego Bergssona), aktorka Florence Farr i Dion Fortune, która po odejściu ze Złotego Brzasku rozpoczęła własną szkołę magiczną.

Niestety, kobiety miały się stać też jednym z poważnych kłopotów zakonu i to nie ze względu na ich atrakcyjności seksualną, lecz charyzmę, która zagrażała pozycji przywódców zakonu. Póki co jednak zakon przeżywał okres wielkiego rozkwitu, szczególnie po przejęciu przez Mathersa spraw organizacyjnych. W 1891 roku umarł Woodman, w rok później Mathers przeniósł się do Paryża, pozostawiając Westcotta jako swojego przedstawiciela w Londynie. Prestiż Mathersa wzrósł znacznie, kiedy w 1892 roku napisał rytuał inicjacyjny na stopień Adeptus Minor i przekształcił krąg wewnętrzny w Zakon Rubinowej Róży i Złotego Krzyża (Ordo Rosae Rubeae et Aureae Crucis). Stał się on wtedy jego jedynym przywódcą. Jak grzyby po deszczu powstawały nowe świątynie w Weston nad Marą, Bradford i Edynburgu, a w latach 1892-96 zakon osiągnął rekordową ilość 200 członków. Można było śmiało powiedzieć, że jest to największe stowarzyszenie okultystyczne epoki.

I wtedy zaczęły się kłopoty. Okazało się bowiem, że niektóre spośród pań są nie tylko wybitnymi okultystkami, lecz i świetnymi organizatorkami. Dotyczyło to przede wszystkim Florence Farr i Annie Horniman, które z niezwykłym zapałem zaangażowały się w prace londyńskiej świątyni Izydy-Uranii. Pozornie, mogło świadczy to na ich korzyść, ale Mathers był autokratą i nie znosił, jak ktoś zagrażał jego władzy. Tymczasem, po jego wyjeździe do Paryża pani Horniman wielokrotnie publicznie wyrażała swoją dezaprobatę wobec jego nikłego zainteresowania sprawami zakonnymi. Dopóki Horniman nie szczędziła pieniędzy dla niego i jego małżonki wszystko było w porządku. Lecz gdy okazało się, że jej pomoc nie jest bezinteresowna i pragnie odebrać mu żonę, Mathers poczuł w sobie zarzewie gniewu. Na domiar złego dotarły do niego plotki, że Horniman oskarża go o angażowanie się w politykę. (W tym czasie Mathers rzeczywiście marzył o karierze wojskowej i o restauracji dynastii Stuartów). Jego reakcja była natychmiastowa. W 1896 roku zażądał od członków zakonu wewnętrznego natychmiastowego złożeniu mu ślubów lojalności. Jego woli ulegli wszyscy poza Annie Horniman, która jeszcze w tym samym roku została wyrzucona z zakonu.

Wieść o wyrzuceniu Annie Horniman wstrząsnęła członkami Złotego Brzasku. Horniman uchodziła bowiem za jedną z najwybitniejszych przedstawicielek Zakonu. Na dodatek władze angielskie dowiedziały się o związkach Westcotta z okultyzmem, co zmusiło go do wycofania się z zakonu. Widmo upadku zaczęło krążyć nad Hermetycznym Zakonem Złotego Brzasku, widmo, które już wkrótce miało się zmaterializować za sprawą młodego acz już wybitnego adepta magiji – Aleistera Crowleya.

„ALEISTER CROWLEY I RÓWNONOC BOGÓW”

„Wieczorem 18 listopada 1898 roku dwudziestotrzyletni poeta, Aleister Crowley z niecierpliwością czekał w przedpokoju świątyni masońskiej przy Great Queen Street w Londynie, pełen nadziei, że już wkrótce otrzyma największe tajemnice życia i śmierci.

Na plecach zwisała mu narzucona po kostki czarna szata, związana w pasie trzema węzłami wstęgi. Końcówki tej wstęgi trzymał w prawej ręce znajdujący się obok niego człowiek, który miał go prowadzić podczas tej części ceremonii. Strój przewodnika sprawiał wrażenie bardziej wyszukanego od stroju Crowleya. Na plecach miał również czarną szatę, na której zarzucony był biały falowany płaszcz z czerwonym krzyżem na lewej piersi. Wokół szyi zawiązaną miał szeroką białą wstęgę z olbrzymią odznaką w kształcie krzyża. A w lewej ręce dzierżył czerwono-złote berło zwieńczone rzeźbioną miniaturową biskupią infułą.

Nagle, otworzyły się drzwi i powiew gorąca i kadzideł uderzył mężczyzn zgromadzonych w przedpokoju. Crowleya wprowadzono do sali, zawiązując mu uprzednio opaskę na oczy. Poczuł chłód drobnych kropelek wody opadających na jego twarz. Nos zmarszczył się mu od ściągającego zapachu kadzideł tlących się nad jego głową i wtedy usłyszał głos: „O dziecię ziemi, czego szukasz w tej świętej komnacie? Czemu pragniesz wstąpić do naszego Zakonu”. Przewodnik odpowiedział w jego imieniu: „Moja dusza błąka się w ciemnościach i szuka światła ukrytej wiedzy. A wiem, że to właśnie w tym Zakonie dane mi będzie je osiągnąć”.

Poprowadzono go do przodu i nakazano klęknąć przed ołtarzem w kształcie stożka, na którym leżał czerwony krzyż i biały trójkąt. Prawą rękę położył na trójkącie. Wtedy to na dany mu przez przewodnika znak złożył następujące ślubowanie. Przyrzekał w nim:

…dotrzymać tajemnic Zakonu, jego nazwy, nazwisk członków i poczynań mających miejsce na jego spotkaniach….

…nigdy nie zgodzić się na hipnozę lub taki stan otępienia, który pozwoli niewtajemniczonym osobom i mocom zawładnąć jego myślami, słowami lub uczynkami.

…z odwagą i determinacją nie ustawać w pracach Boskiej Nauki, oraz wytrwać do końca tej ceremonii, która jest jej odzwierciedleniem. Nie poddać się też pokusie oddania swej wiedzy mistycznej na służbę złej magii.

Całość ślubowania wieńczyła przysięga: „jeśli złamię to zobowiązanie magiczne, poddam się z własnej głupoty śmiertelnie wrogiemu prądowi woli, płynącemu od Tajnych Przywódców tego Zakonu, który powali mnie i sparaliżuje bez śladu działania, jak uderzenie błyskawicy”.”

Dzieciństwo w Piekle

Edward Alexander Crowley (nazywany później „Aleisterem”) urodził się 12 października 1875 roku w Leamington Spa, w hrabstwie Warwick, w rodzinie producentów piwa należącej do fundamentalistycznej sekty chrześcijańskiej Braci Plymuckich. Członkowie tej sekty posługiwali się dosłowną interpretacją Biblii jako słów samego Ducha Świętego, głosili powszechne kapłaństwo, wierzyli w boskość Chrystusa i oczekiwali jego ponownego nadejścia. Nade wszystko jednak odcinali się od świata zewnętrznego i starali się utrzymywać kontakty tylko między sobą. Dom Crowleyów stanowił miejsce ich spotkań towarzyskich, które zawsze przeradzały się w nabożeństwa, bądź dysputy religijne. Młody Aleister większość czasu spędzał na lekturze Biblii pod bacznym okiem ojca. A kiedy ten wyjeżdżał w kraj głosić słowo boże, dostawał się pod kuratelę nienawistnej mu matki, która nazywała go apokaliptyczną Bestią 666.

Stosunek Crowleya do żarliwej religijności swoich rodziców nacechowany był ambiwalencją, która w dużej mierze ukształtowała jego przyszły światopogląd. Wyznaczały ją dwa bieguny: wstręt i fascynacja, nakazujące mu szukać świętości w świecie profanum i profaniczności w świecie sacrum. Było nie było, Crowley w swoim wczesnomłodzieńczym okresie darzył chrześcijaństwo dużą estymą i gorliwie zgłębiał prawdy objawione w księgach Starego i Nowego Testamentu. Podziwiał też swego ojca, który gotów był poświęcić swoje życie doczesne na ołtarzu religii. Kiedy ten umarł w 1887 roku, młody Crowley dostał się w szpony rodziny matki, która obwiniała go za śmierć ojca i dopatrywała się w nim nadchodzącego Antychrysta. Odtąd, edukacją Crowleya zajął się jego wuj, Tom Bishop, którego metody wychowawcze polegały na wpajaniu dogmatów wiary oraz nie przyzwalaniu na lekturę ksiąg mogących w młodym Crowleyu osłabić szacunek wobec rodziny i religii. Bishop stworzył na ten użytek indeks ksiąg zakazanych, na którym znalazł się między innymi David Copperfield Karola Dickensa, książka, której zła bohaterka nazywała się Emily, czyli tak samo jak matka Crowleya.

Tyrania wuja wydawała się jednak niczym w porównaniu z metodami wielebnego Champneya, prowadzącego w Cambridge szkołę dla chłopców, których ojcowie należeli do Bractwa. W szkole tej wiedzę i obowiązek zaprowadzano rózgą i batem, a lekcje przedzielano modlitwami, przez co Crowley nazwał spędzony w niej czas „dzieciństwem w piekle”. Wspominał później w autobiografii, jak razu pewnego otrzymał karę chłosty: „Pamiętam jak lano mnie po nogach, by nie rozbudzić we mnie rozkoszy zmysłowych wywoływanych biciem po tyłku. Przez piętnaście minut musiałem się modlić, po czym otrzymywałem piętnaście razów chłosty. Następnie, znów przez kwadrans się modliłem, po czym łojono mi skórę. I tak w kółko”. Wycieńczonego, z chorymi nerkami, znajdującego się u kresu sił psychicznych przeniesiono go do szkoły powszechnej w Malvern, gdzie ze względu na zły stan zdrowia stał się celem ataków swych rówieśników.

Kiedy już wydawało się, że nie ma końca tego koła cierpienia, nagle nadeszło wybawienie. Rodzina postanowiła zafundować mu indywidualny tryb nauczania, a jego naukę oddała pod pieczę Archibalda Douglasa, który rozbudził w nim nie tylko miłość do nauki, lecz na dodatek otworzył go na świat uciech zmysłowych. Crowley pisał: „Natychmiast przyswoiłem sobie jego styl i zacząłem zachowywać się jak normalna, zdrowa istota ludzka. Koszmarny świat chrześcijaństwa zniknął wraz z pierwszą jutrzenką….. Po raz pierwszy w życiu normalnie kontaktowałem się z mężczyznami i kobietami. Po raz pierwszy stała się dla mnie możliwa szczera przyjaźń, zdrowa miłość, otwarta, wesoła i odważna”. Jak za dotknięciem magicznej różdżki, wraz z tym otwarciem się na zmysły Crowley rozwinął w sobie ponadprzeciętne zdolności. Na przekór swoim słabościom, zajął się wspinaczką jako najniebezpieczniejszym ze sportów i szybko stał się cenionym i utalentowanym alpinistą. Samotne zdobywanie kolejnych górskich szczytów wzmocniło jego ciało, nauczyło go wiary w siebie i pozwoliło mu zasmakować nie znanej dotąd wolności. Nielada sukcesy osiągał też w podbojach miłosnych. Twierdził, że „nawet czterdzieści osiem godzin abstynencji wystarcza dla stępienia ostrza umysłu” i rozpowiadał, że udało się mu uwieść gosposię niemalże na oczach swojej matki.

Rozmaite przygody miłosne nie przeszkadzały mu w edukacji. Wraz z osiągnięciem pełnoletniości, otrzymał w spadku po ojcu fortunę liczącą czterdzieści tysięcy funtów. Była to niebagatelna suma jak na tamtejsze czasy, pozwalająca mu wieść życie niezależne od pracy i rodziny. Większość pieniędzy wydawał na książki. Wychodził bowiem z założenia, że musi przeczytać wszystkie wartościowe pozycje. Studiował filozofię, psychologię i ekonomię na słynnym Trinity College w Cambridge, by później przenieść się na wydział filologii klasycznej. W międzyczasie rozwijał twórczość poetycką i zamiłowanie do wspinaczki. W 1898 roku wydał własnym nakładem swoją pierwszą książkę, zbiór baśni Aceldama, a zaraz potem opublikował w limitowanej edycji 100 egzemplarzy następny zbiór baśni White Stains, który uznano za pornograficzny, a w 1924 roku zniszczono większą część nakładu. Grał również w szachy. Nieustannie wygrywał szkolne turnieje szachowe. Pokonał w nich nawet mistrza Szkocji, a w 1897 roku wziął udział w berlińskim kongresie szachowym. Otworzyła się przed nim kariera zawodowego szachisty. A jednak w tej chwili już co innego zawładnęło jego umysłem.

Poszukiwanie Tajemnych Przywódców Świata

W grudniu 1896 roku Crowley pojechał do Sztokholmu z zamiarem powitania tam nowego roku. Wtedy to, w noc sylwestrową zdarzyło mu się przeżyć coś, co zadecydowało o jego całym późniejszym życiu. Doznał wizji mistycznej, o której wypowiadał się niezwykle zdawkowo: „Doznałem olśnienia, że posiadam magiczne środki dla stania się świadomym swej natury, która jak dotąd skrywała się przede mną. Przeżyłem doświadczenie strachu i bólu, połączone z pewnym duchowym koszmarem, a jednocześnie był to klucz do najczystszej i najświętszej duchowej ekstazy jaka w ogóle istnieje”. Doświadczenie to, które buddyści nazywają „transem smutku” a współcześni wyznawcy psychologii „kryzysem egzystencjalnym” ukazało mu znikomość jego dotychczasowych aspiracji. Utracił chęć zdobywania laurów szachowych. Porzucił zamiar robienia kariery dyplomatycznej. Wycofał się nawet ze spisku zmierzającego do wprowadzenia don Carlosa na tron hiszpański oraz z działalności w bractwie rycerskim pod nazwą Kościół Celtycki.

Wkrótce, jego półki wzbogaciły się o książki o tematyce mistycznej i magicznej. Szczególne miejsce zajmowała wśród nich Księga Czarnej Magii i Paktów A.E. Waite’a, której autor przyznawał się do związków z „ukrytym Kościołem”. Ta drobna wzmianka tak bardzo rozbudziła wyobraźnię Crowleya, że odtąd jego idee fixe stało się poszukiwanie tajemnych przywódców świata, którzy z ukrycia, za pośrednictwem różnych tajemnych bractw kierują losami ludzkości. Porzucił więc studia i kontakty z ruchem dekadenckim, na rzecz gorliwych poszukiwań wiedzy tajemnej. Poszukiwań tych nie powstrzymała nawet znajomość z Oscarem Eckensteinem, starszym od Crowleya o dwadzieścia lat najwybitniejszym w ówczesnym czasie alpinistą. Eckenstein uczył go wspinaczki, medytacji i skupienia. Nade wszystko jednak starał się dyscyplinować jego umysł by ten nie błąkał się po bezdrożach wizji religijnej. Jego braterska pomoc na nic się wszakże nie zdała, Crowley bowiem tak długo szukał „ukrytego Kościoła” aż w końcu go znalazł.

W przypadku magii trudno jest mówić o nic nie znaczących zbiegach okoliczności. Wytrawni okultyści powiadają bowiem, że nie trzeba szukać magii, gdyż to ona sama nas znajduje. Crowley jednak szukał i znalazł ją…… w piwiarni. W sierpniu 1898 roku przysiadł się do stolika, przy którym siedział Julian Baker – chemik, metalurg, a zarazem alchemik. Kiedy obaj panowie ucięli sobie krótką konwersację, wnet okazało się że Baker posiada ponadprzeciętną wiedzę z dziedziny alchemii. Pointrygowany tym Crowley, nie omieszkał zadać mu pytania, czy mógłby go wtajemniczyć w arkana wiedzy tajemnej. Ten zaś skontaktował go z Georgem Cecilem Jonesem, jednym z przywódców Hermetycznego Zakonu Złotego Brzasku, który okazał się osobą „wielkiego ducha i temperamentu”, a przy tym żywą skarbnicą wiedzy okultystycznej.

18 listopada 1898 roku Aleister Crowley został inicjowany na stopień Neofity. Pisał: „Z niezwykłą powagą traktowałem ceremonię inicjacji. Mojego skupienia nie naruszył nawet fakt, że odbywała się ona w świątyni masońskiej. Zapytałem nawet Bakera, czy ludzie umierają podczas ceremonii? Nie zdawałem sobie z tego sprawy, że jest to zwykła formalność, a członkowie Zakonu są w przeważającej mierze drobnomieszczańskimi bufonami. Wydawało mi się, że wstępuję do Ukrytego Kościoła Świętego Graala i dobrze się z tym czułem. Dzięki temu uczuciu moja inicjacja była prawdziwym sakramentem”.

Niestety, wkrótce nadeszły same rozczarowania. Crowley wstąpił do Złotego Brzasku, kiedy zakon przeżywał głęboki kryzys, spowodowany odejściem Annie Horniman i jej grupy rozłamowej. Wierzył że wnet otrzyma bezcenne tajemnice, które ślubował dotrzymać podczas ceremonii inicjacji, tymczasem dano mu w opiece alfabet hebrajski. Crowley, rzecz jasna, znał arkana kabały już znacznie wcześniej, przez co czuł się mocno zawiedziony. Tym niemniej, wciąż myślał że prawdziwe tajemnice kryją się gdzieś za zasłonami Zakonu Wewnętrznego. Postawił zatem sobie za cel jak najszybsze zdobywanie kolejnych stopni inicjacyjnych i czynił to w zastraszającym tempie. Zgodnie z przyjętym przez siebie imieniem magicznym Perdurabo (co znaczy „wytrwam aż do końca”), miesiąc po miesiącu wspinał się na kolejne szczeble Drzewa Życia. Już w grudniu, po dwóch tygodniach praktyki w Zakonie uzyskał stopień Zelatora, a w styczniu i lutym kolejne dwa stopnie Theoricusa i Practicusa. Musiał wtedy czekać „aż trzy miesiące” na otrzymanie stopnia Philosophusa, gdyż reguły zakonne nie przewidywały by ktoś tak szybko zdobywał kolejne stopnie wtajemniczeń. Wtedy to, w maju 1899 roku, znalazł się u progu Zakonu Wewnętrznego. Poznał też człowieka, który na dobre odmienił jego życie.

Był nim Allan Bennett, znany w Złotym Brzasku jako Iehi Aour i uznawany za drugiego w zakonie po MacGregorze Mathersie. Bennett przystąpił do Złotego Brzasku w lutym 1894 roku, a już rok później osiągnął w nim stopień Adepta Majora. Jako jednemu z nielicznych udało mu się w trakcie skomplikowanej ceremonii magicznej wywołać ducha Merkuriusza. Legenda głosiła, że w dzieciństwie przypadkowo wywołał diabła, recytując „Modlitwę Pańską” od końca! Bennett był jednak niezwykle skromnym człowiekiem i tylko czasami ujawniał swoje moce magiczne.

Oto razu pewnego, na spotkaniu Towarzystwa Teozoficznego, którego był członkiem, Bennett wygłosił wykład o znaczeniu i mocy magicznej różdżki. Wtedy to jeden z uczestników spotkania zaczął naigrywać się z rytuałów okultystycznych. Ta arogancja i cynizm zdumiały Bennetta, który zaproponował teozofowi, że pokaże mu moc działania różdżki. Zdjął z szyi błyszczący wisiorek i skierował go w jego stronę teoofa. Na oczach zgromadzonych ludzi, teozof zwalił się z nóg i zapadł w trwającą czternaście godzin śpiączkę. Nie trzeba było dodatkowych argumentów.

Crowley natychmiast po poznaniu Bennetta stał się jego wiernym uczniem i przyjacielem. Ten zaś uczył go kabały praktycznej i różnych technik magii ceremonialnej: inwokacji Bogów, ewokacji duchów i konsekracji talizmanów. Obaj panowie zapewne jako pierwsi w Europie prowadzili metodyczne doświadczenia nad roślinami wywołującymi wizje psychedeliczne i rozwijającymi jasnowidzenie. Nie podobało się to przywódcy Złotego Brzasku, który uważał te zainteresowania za przejaw narkomanii. Jeszcze większą wściekłość wywoływało w nim zainteresowanie, jakie Bennett okazywał jodze. Pewnego razu na zebraniu zakonnym Mathers wycelował z pistoletu w Bennetta, grożąc mu, że go zabije, jeśli ten nie porzuci praktyk jogicznych. Dopiero interwencja jego żony, Moiny Mathers, uchroniła go przed rozlewem krwi.

Podobnie jak Crowley, Bennett coraz mniejszą sympatią darzył środowisko okultystyczne. Na dodatek, podupadł na zdrowiu i coraz częściej zwalały go z nóg ataki astmy, wcześniej powstrzymywane solidnymi dawkami morfiny. Wtedy to jego wzrok skierował się ku Azji z jej ciepłym klimatem i atmosferą sprzyjającą praktykom jogicznym. Pozostawał tylko jeden problem – pieniądze potrzebne na podróż i osiedlenie się. Pod względem finansowym, Bennett był nędzarzem, a wikt i opierunek zapewniał mu Crowley. Tymczasem, nawet finanse Crowleya nie wystarczały do realizacji tego ambitnego planu. Nie było rady, trzeba było zasięgnąć mocy magicznej. Crowley i Jones odnaleźli w starym rękopisie magicznym, Goetii, rytuał ewokacji ducha Buera, którego cechą było leczenie. Zakreślili krąg magiczny, zapalili kadzidła i przystąpili do wywoływania ducha. Niestety, nie przychodziło im to tak łatwo. Po długim czasie ewokacji udało im się ponoć wywołać głowę i lewą nogę ducha. Reszta jego ciała była mglista i niewyraźna. Strudzeni operacją i niepowodzeniem, popadli w rezygnację. Ale oznaki porażki okazały się pozorne. Wystarczyło kilka dni, by Crowley otrzymał od pewnej kobiety pieniądze potrzebne na podróż Bennetta. Przekazał je Bennettowi, a ten udał się za nie na Cejlon, by wieść tam żywot mnicha buddyjskiego.

Tymczasem, wiedza zasięgnięta u Bennetta pomogła mu w rozpoczęciu niezwykle trudnej operacji magicznej wg Księgi Świętej Magii Abramelina Maga. Księgę tę napisał w XV wieku Abraham z Wurzburga, kabalista i znawca magii, który opisał w niej swoje podróże po Bliskim Wschodzie, obfitujące w spotkania z czarownikami, magami i kabalistami. Podczas jednej z tych podróży, Abraham miał ponoć spotkać nad brzegami Nilu wybitnego maga, Abramelina, który przekazał mu sekrety swej wiedzy. Księga Świętej Magii Abramelina Maga stanowi z pewnością najbardziej frapujący średniowieczny grimoire, albowiem stawia przed magiem szczególnie trudne wymagania. Mag musi przez całe pól roku dzień w dzień prowadzić praktyki magiczne zmierzające do osiągnięcia tzw. Wiedzy i Konwersacji Świętego Anioła Stróża, czyli do poznania swej prawdziwej natury, swej prawdziwej Woli. Kiedy zaś to osiągnie, musi ewokować czterech Wielkich Złych Książąt Świata, ich ośmioro zastępców oraz trzystu szesnastu sługów, których mocami naładowuje uprzednio przygotowane talizmany. Grimoire ten powiada, że przy ich pomocy może w pełni egzekwować swoją Wolę, czyli innymi słowy stać się panem swego świata.

Crowley przystąpił do tej operacji z zamiarem poznania swej prawdziwej Woli i zapewnienia sobie tym samym miejsca w Kręgu Wewnętrznym zakonu Złotego Brzasku. Operacja Świętej Magii Abramelina wymagała od niego porzucenia dotychczasowego trybu życia. Wyjechał więc z Londynu i kupił dom w Szkocji, w posiadłości Boleskine, tuż nad brzegami słynnego jeziora Loch Ness. Nie mógł jej jednak dokończyć, ze względu na nagłą rewoltę, która wybuchła w zakonie. Złotym Brzaskiem od dawna targały spory i konflikty. Tym razem jednak poszło o jego osobę. Niektórym braciom zakonnym nie podobała się jego ekstrawagancja i biseksualizm. Kiedy więc pod koniec 1899 roku, Mathers ze swej paryskiej siedziby wydał rozkaz by członkowie świątyni w Londynie inicjowali Crowleya na stopień Adepta Minora, ci odmówili mu posłuszeństwa i po ostrej wymianie listów ogłosili secesję świątyni londyńskiej. W uzasadnieniu swego czynu, przywódca rebeliantów, William Butler Yeats pisał: „Bractwo mistyczne nie jest reformacją moralną”. W tej sytuacji Mathers samodzielnie inicjował Crowleya, co stało się zarzewiem magicznego pojedynku między Crowleyem a Yeatsem.

Oto jak przedstawiają go Francis King i Isabel Sutherland w książce pt. Odrodzenie Magii: „[Yeats] twierdził, że cudotwórcy Zakonu „wezwali” jedną z kochanek Crowleya na plan astralny i nakazali jej go zdradzić. Dwa dni później, powiada Yeats, z własnej woli podeszła do członka Zakonu, któremu zaproponowała, że pójdzie do Scotland Yardu i da świadectwo „tortur i średniowiecznej nikczemności Crowleya”. Dziennik Crowleya przedstawia całkiem inny opis tego ataku psychicznego – jego dekoracyjny Różany Krzyż zbielał, a ogień przestał się palić w kominku. Jego gumowy płaszcz nagle stanął w płomieniach, on sam bez powodu stracił panowanie nad sobą i przeszło pięciokrotnie pędziły na niego konie”.

Crowley odpowiedział zdecydowanym działaniem. Wraz z grupą wynajętych osiłków, ubrany w strój góralski wtargnął do londyńskiej świątyni i zajął jej posiadłości. Nie na długo jednak, gdyż secesjoniści zasięgnęli pomocy u policji. Na dodatek, namówili jednego z wierzycieli Crowleya do wszczęcia przeciwko niemu sprawy, co tylko pogrążyło go w kłopotach. Tymczasem, w Paryżu Mathers posługiwał się czarną magią. Wziął dużą paczkę suszonego groszku, ochrzcił każde ziarnko imieniem jednego ze swych oponentów, inwokował diabła Belzebuba i Tyfona-Seta, a wtedy równocześnie trzęsąc grochem na dużym sicie, nakazywał tym mrocznym bogom wzbudzić wśród rebeliantów kłótnię i niezgodę. Musiały być to skuteczne działania, gdyż zakon Złotego Brzasku rozpadł się na kilkanaście drobnych frakcji, których przedstawiciele istnieją po dziś dzień.

Crowley czuł się tą całą sytuacją zmęczony. Potrzebował zmiany, ale takiej zmiany, która dotyczyła by nie tylko jego samego, lecz i całego środowiska, w którym przebywał. W rozwiązaniu dręczących go dylematów pomagały mu podróże po Azji i Europie, w trakcie których wspinał się po górach, poznawał inne kultury, gromadził okruchy mądrości z różnych tradycji filozoficznych i religijnych. Studiował taoizm i starożytne greckie misteria. Dzięki wspinaczkom górskim z Oscarem Eckensteinem rozwijał świeckie metody koncentracji i treningu woli. Allan Bennett, uczył go w Indiach i Birmie zasad buddyzmu i technik jogi. Starał się go nawet wciągnąć w spisek zmierzający do rozpowszechnienia buddyzmu w Europie.

Te wszystkie indywidualne poszukiwania pozwoliły mu inaczej spojrzeć na tajniki magii i mistycyzmu. Crowley utracił, przynajmniej na pewien czas, wiarę w istnienie Tajemnych Przywódców i nabrał dystansu do magii ceremonialnej, której patos i rytualizm przyciągał zbyt wiele osób szukających nie wiedzy, lecz taniej sensacji. Przyjął postawę naukowego sceptycyzmu, a w sferze światopoglądowej najbliższy był buddyzmowi. Lecz wtedy, właśnie wtedy spotkało go wydarzenie, które na zawsze ukształtowało bieg jego życia.

Objawienie Księgi Prawa, czyli Równonoc Bogów

1904 rok obdarzył Crowleya niesłychanym szczęściem. Poślubił piękną Rose Kelly i wraz z nią spędzał „miodowy miesiąc” w różnych mistycznych zakątkach świata. Kiedy w marcu tego roku państwo młodzi przybyli do Kairu, Crowley postanowił pokazać małżonce sylfy, duchy żywiołu powietrza i w tym celu przystąpił do „Wstępnej Inwokacji” z Goetii. Uczynił to, jak wspomina, z nudów, ponieważ małżonkowie nie mieli nic innego do roboty. Rose nie przejawiała jakiegokolwiek zainteresowania magią i nie ujrzała sylfów. Miast tego jednak zapadła w dziwny trans, podczas którego sennym, choć wyrazistym głosem powtarzała słowa: „Oni czekają na ciebie”. Było to niecodzienne wydarzenie, zważywszy na fakt że właściwości mediumistyczne tak nagle objawiła osoba nie mająca nic wspólnego z okultyzmem. A jednak Crowley, świeżo upieczony sceptyk, zignorował ten przekaz. Bardziej interesowało go skuteczne wywołanie sylfów, do czego przystąpił następnego dnia. W końcu takie było jego magiczne motto – „wytrwam aż do końca”.

17 marca, mimo usilnych starań Crowleya, Rose ponownie nie ujrzała sylfów. Tak jak poprzednio, zapadła w trans, w trakcie którego mówiła coś o „dzieciątku” i o Ozyrysie. Na nic się zdały wszelkie jego próby odwrócenia biegu wydarzeń, zirytowany, postanowił rozwiązać tę zagadkę. W tym celu wykonał inwokację egipskiego boga mądrości Thotha, który podobno przemówił ustami jego żony, lecz nie wyjawił niczego konkretnego. Nazajutrz, powrócił do inwokacji i wtedy niespodzianie usłyszał głos Rose, która powiedziała, że bóg Horus oczekuje od niego przeprosin za jego poprzednie uczynki. Przeżył wstrząs. Jego żona nie mogła wiedzieć o tym, że nie darzy szacunkiem bóstw marsowych, do których należy również Horus, skoro jej wiedza religijna była mniejsza od przeciętnej. Postanowił ją zatem sprawdzić. Rose nie tylko znakomicie opisała Horusa, podając w szczegółach jego cechy i wartości liczbowe, lecz również pokazała w Muzeum Kairskim stelę z obrazem bóstwa, które podobno miało być źródłem tych wszystkich przekazów. Stela przedstawiała Ra-Hoor-Khuita, aktywną formę boga Horusa i nosiła numer 666, liczbę w sposób szczególny związaną z powołaniem Crowleya. W jednym z kolejnych przekazów Rose nakazała Crowleyowi w dniach od 8 do 10 kwietnia zasiadać w pokoju w samo południe i spisywać wszystko co usłyszy. Crowley wykonał polecenie, czego efektem było dzieło o niesłychanej złożoności i głębokim znaczeniu, Liber AL vel Legis, zwana potocznie Księgą Prawa.

Księga Prawa jest dziełem wyjątkowym, choć podobnie jak Biblia, czy Koran należy do tradycji objawień. Jej oryginalność, czy też raczej źródłowość polega jednak na tym, że stanowi dokładny, bezpośredni przekaz objawienia, podczas gdy większość innych „świętych ksiąg” zawiera przekazy wtórne lub też skażone późniejszym namysłem. Prawdziwym twórcą Księgi Prawa jest istota przedstawiająca się jako Aiwass, wysłannik ze świata bogów. W przypadku przekazów mistycznych podstawowym czynnikiem, który utrudnia ich zrozumienie jest ich zakres historyczno-kulturowy. Jeśli jednak przyjmiemy, że przekazy te płyną ze świata astralnego, a więc ze świata znajdującego się na pograniczu nieświadomości indywidualnej i zbiorowej, będziemy mogli uznać, że bogowie są różnymi aspektami, bądź też nazwami nieuświadamianych energii psychicznych. Oznacza to, że objawienie jest podłączeniem się pod ukrytą skarbnicę indywidualnej lub zbiorowej mądrości tajemnej. Jaka jest natura tej skarbnicy, to już zupełnie inna sprawa.

Księga Prawa składa się z trzech rozdziałów, których narratorami są trzy bóstwa pochodzące z panteonu egipskiego: Nuit, Hadit i Ra-Hoor-Khuit. Bóstwa te tworzą nie tylko triadyczną strukturę książki, lecz i troistość na której zasadza się egzystencja świata. Crowley określa boginię Nuit jako „panią przestrzeni”, jako przestrzeń wszelkich dostępnych możliwości, matrycę z której wyłania się świat i w której wszystko jest możliwe. Z kolei męski bóg Hadit jest to wszędobylski punkt symbolizujący świadomość, której manifestacje rozproszone są we wszechświecie, czyli przestrzeni Nuit. Niektórzy interpretatorzy Księgi Prawa porównują Nuit i Hadita do koła i punktu, czy też do materii i energii. Z ich zjednoczenia powstaje Ra-Hoor-Khuit, bóstwo symbolizujące manifestację działania, czyli ruch.

Księga Prawa zwiastowała tzw. Równonoc Bogów, czyli bliski kres symbolizowanej przez Ozyrysa ery monoteizmów. Upadkowi ładu chrześcijańskiego i narodzinom nowej epoki towarzyszyły apokaliptyczne wizje zniszczenia. Nowa epoka rodzić się miała w bólu i cierpieniu. Miazmaty lęków i koszmarów przesłaniały widzenie jej zarysów. Niemniej jednak apokalipsa w wizji Crowleya nie oznaczała ostatecznego końca świata rzeczywistego, a jedynie kres ładu patriarchalnego wspieranego przez ortodoksyjne (w przeważającej mierze monoteistyczne) religie prawa i porządku. Z udręki wyłaniał się nowy ład, którego zasadniczymi cechami były wieloznaczność i ekstaza. W nowej epoce, erze Horusa – zwycięskiego dziecka w koronie – jedynym prawem miało być realizowanie własnej prawdziwej Woli. Pod tym względem crowleyowska wizja powtarzała platońską metaforę jaskini, w której odbijają się cienie prawdziwych idei. Crowley jako proroczy wizjoner nowej epoki, nawoływał do porzucenia świata cieni, świata pozorów i fałszywych pragnień. W nowej epoce ludzie mieli odkrywać swoje prawdziwe pragnienia i zgodnie z nimi kształtować swoją tożsamość. Oznaczało to odrzucenie prawa pisanego, kodeksu etycznego stanowiącego podstawę istnienia każdej cywilizacji patriarchalnej oraz przejęcie odpowiedzialności za własne życie, która w uprzedniej epoce spoczywała głównie na religii, państwie i stróżach porządku.Era Horusa miała być epoką indywidualizmu i wolicjonalizmu, twórczości i niezależności. Człowiek przyszłości łączył w sobie cechy dziecka i nietzscheańskiego Ubermenscha, swawolność z wolą czynu, gwałt z rozkoszą. Daimonion crowleyowski, istota przedstawiająca się jako Aiwass, głosił: „Zniesione są wszelkie rytuały, wszelkie próby, wszelkie słowa i znaki. [..] Słowem Grzechu jest Ograniczenie. […] Czyń swoją wolę niechaj będzie całym prawem. […] Miłość jest prawem, miłość poddana woli”.

Jest pewnym paradoksem, że wizja zapowiadająca krach logocentryzmu spisana została na kartach książki. Raz jeszcze chochlik przechytrzył literę prawa. A jednak to właśnie dzięki temu Księga Prawa doczekała się licznych komentarzy i opracowań, rozwijających jej ukryte znaczenia i kalambury. Sam Crowley początkowo nie mógł przyswoić sobie jej przekazu i wymagało czasu, by „usłyszał” podszepty Nieświadomego. Kiedy to nastąpiło, na jej podstawie ułożył spójną historiozofię i filozofię życia, której głównym składnikiem było uznanie dominującej roli archetypu dziecka w wyłaniającej się epoce. Kreślona przez niego historiozofia uwzględniała trójetapowość rozwoju historycznego ludzkości.

Crowley powiadał, że w toku historii ludzkość przebyła dwa eony: erę Matki (Izydy) i erę Ojca (Ozyrysa), odznaczające się odmiennymi relacjami społecznymi i światopoglądem. Era Izydy stanowiła dominium Nieświadomego, dominację symboli związanych z księżycem. Ludzie żyli w świecie nieoznaczonym, zdani na łaskę bogów i natury. Prowadzili osiadły tryb życia. Panował matriarchat, któremu towarzyszyło nierozeznanie własnej płciowości. Podstawowymi normami egzystencjalnymi były niewiedza i uzależnienie.

Wraz z rozpoznaniem funkcji seksualnych, ludzkość wkroczyła w erę Ozyrysa, zwaną również erą Ojca ze względu na dominację wartości patriarchalnych. Towarzyszył jej rozwój świadomości. Wyłoniona świadomość dokonywała podbojów kolejnych krain Nieświadomego, trzebiąc oazy chaosu i nieracjonalności. Jej orężem był podział i stratyfikacja. Narodziła się hierarchia społeczna. W erze Ozyrysa pojawiły się wielkie cywilizacje, imperia i religie monoteistyczne. Wprowadzono prawa i odpowiedzialność karną. W sferze symbolicznej była to era Słońca, era umierającego i zmartwychwstającego boga, który poświęca się dla ludzkości. Słońce rozjaśniało mroki świata i wskazywało drogi rozwoju. Tym samym świat nabierał znaczenia i stawał się spójną całością. Podstawowymi normami egzystencjalnymi były walka o władzę i wyrzeczenie.

O ile ludzie żyjący w erze Matki byli istotami a-seksualnymi, w erze Ojca płciowość stała się podstawową determinantą relacji społecznych. Decydowała o tożsamości jednostek i przypisywała każdemu rolę społeczną. Zakorzeniała. Wyznaczała funkcje. Różnicowała.

W erze Horusa Nieświadome ponownie miało podbić świadomość, lecz tylko po to, by torować drogę nadświadomości. Dziecko, ów czynnik x, wielka niewiadoma, zastępowało podział płci. W erze Horusa płcie, dotychczas stanowiące o tożsamości, a więc będące wyznacznikiem miejsca w świecie zewnętrznym, zstępowały do wnętrza, by stopić się ze sobą w alchemicznych zaślubinach. Crowley uważał, że w erze Horusa na świecie zapanuje androgynia, a ludzie będą kształtować swoja tożsamość podług własnej woli. Era boga-dziecka znosiła dotychczasowe prawa i porządki, ponownie otwierając świat na to, co nieoczekiwane i cudowne. Po nieoznaczoności ery Matki i jednoznaczności ery Ojca, zapanować na świecie miała wieloznaczność. To ona, na równi z autokreacją, stała się podstawową normą egzystencjalną nowej epoki. Bóg-Słońce umarł na dobre, gdy zauważono, że jego codzienne umieranie jest tylko ułudą wyuczonego sposobu percepcji. Ziemia stała się motywem centralnym rozważań, czego wyraźnym dowodem był rozwijający się ateizm i kreatywizm. Świat przestał być kosmosem znaczących symboli, a stawał się chaosmosem, przestrzenią możliwości, z której każdy mógł ulepić własny, zawsze lepszy świat.

W tym chaosmosie Księga Prawa nadawała Crowleyowi funkcję proroka nowej ery, rolę, której pod wpływem fascynacji buddyzmem nie chciał się podjąć. Odrzucała go apokaliptyczna wizja zagłady, która czyniła zeń Antychrysta. Porzucił zatem Księgę i powrócił do normalnego życia. Jak się wkrótce okazało, na niedługo. Przekaz Księgi Prawa miał wkrótce zawładnąć jego umysłem i natchnąć go do stworzenia Telemy, czyli religii „miłości podług woli”. Już wkrótce miał zawiązać spisek zmierzający do obalenia makrokosmicznego ładu, spisek w którym istotną rolę miały odegrać Szkarłatne Kobiety.

„WOKÓŁ ZAKONU SREBRNEJ GWIAZDY”

Na temat magii napisano więcej bzdur niż na jakikolwiek inny temat. Konkurować z nią może pod tym względem jedynie joga, lecz ta przynajmniej w swoim rodzimym azjatyckim środowisku jest dobrze rozumiana. Europejskie pojmowanie zjawisk parapsychicznych tradycyjnie nacechowane było dychotomią lęku i fascynacji. Wydaje się, że świat Zachodu miał poważne problemy z przyswajaniem sobie do świadomości treści, które się w niej nie mieściły. Prymat świadomości nad nieświadomością zwykle osiągany był kosztem zerwanej komunikacji pomiędzy nimi. A zatem to, co nieświadome, to co wyparte, coraz bardziej staczało się w mrok niewiedzy. A że mrok czasem nie tylko przeraża, lecz i podnieca, zdarzali się tacy, którzy w nim się zatapiali. Rzadko kiedy jednak lęk i fascynacja prowadziły do twórczego wykorzystania energii psychicznych, czyli zintegrowania świadomości z tym co nieznane.

Magia w potocznym wyobrażeniu kojarzy się przede wszystkim z rzucaniem czarów. I rzeczywiście, w kulturach archaicznych często ogranicza się ona do realizowania przyziemnych celów w praktyce życia codziennego. Magię stosuje się, kiedy zawodzą inne sposoby radzenia sobie z problemami. Kompensuje niepowodzenia życiowe i wprowadza ludzi w świat natury, pełen duchów i demonów. Zarazem jednak może być także systemem samodoskonalenia się poprzez poznawanie psychiki i wykorzystywanie jej mocy. Do dwóch podstawowych praktyk magicznych należą: ewokacja i inwokacja. Ewokacja – wywoływanie duchów – polega na wyzwalaniu z pokładów nieświadomości uwięzionych tam energii. Przyjmują one konkretne kształty w postaci duchów i demonów, dzięki czemu można je ponownie zintegrować z psychiką. Proces ten polega zatem na uświadamianiu sobie energii swojego umysłu. A że są to potężne energie, można je wykorzystać do celów praktycznych. Z kolei, inwokacja – przywoływanie bogów i bogiń – polega na odkrywaniu w świecie Natury mocy, których jeszcze nie zdołała poznać nauka. Być może są to moce związane z żywiołami Ziemi. Nie można jednak wykluczyć tego, że również i one pochodzą z nieświadomości zbiorowej i są archetypami obdarzającymi pięknem i mądrością. W kulturze chrześcijańskiej przykładem inwokacji jest Msza Święta. Magia zna ich znacznie więcej.

Praktyki magiczne polegają zatem na poznawaniu zasad, zgodnie z którymi funkcjonuje Umysł i harmonizowaniu go ze światem przyrody. Tylko dzięki harmonii Umysłu i Natury można uzyskać szczęście, ponieważ tylko wtedy można odnaleźć swoje miejsce we Wszechświecie. Nie ma takich cudów, których by nie objął umysł. Wszystko jest przymiotem jego percepcji. Wszystko jest wyrazem jego działalności.

Aleister Crowley poznał tę prawdę już za młodu. W ciągu trzydziestu lat swego życia zdołał wypracować system magiczny zwany Telemą, który po raz pierwszy w dziejach okultyzmu jasno i dobitnie określał magię jako naukę o funkcjonowaniu energii psychicznych. System ten można by z racji swej praktyczności nazwać pragmatyzmem magicznym, a krótko i węzłowato streszcza go definicja zawarta w dziele pt. Magija w teorii i praktyce, mówiąca że: „Każde intencjonalne działanie jest Działaniem Magicznym”.

Paradoksalnie, idee pragmatyzmu magicznego stanowiące sam trzon religii Woli (czyli Telemy), wyłoniły się w trakcie lektury przekazu mistycznego Księgi Prawa, którą Crowley otrzymał 8, 9 i 10 kwietnia 1904 roku od istoty o imieniu Aiwass, podającej się za wysłannika Hoor-paar-kraata, egipskiego boga milczenia (sic!). Piszę „paradoksalnie”, gdyż mistykę kojarzy się zazwyczaj z bujaniem w obłokach, bądź w najlepszym razie uznaje się ją za sposób na zatrzymanie strumienia życia. Tymczasem, z mistycznego przekazu Księgi Prawa wyłania się zupełnie odmienna wizja duchowości (o! przepraszam bardzo za użycie tego wyprzedanego słowa; już więcej to się nie powtórzy). W celu jej zrozumienia, trzeba jednak poznać język symboli składających się na ten tekst.

Przełomowe znacznie Księgi Prawa jako zapowiedzi nowej ery rozwoju magicznego znajduje się na samym jej początku, w dość dziwacznie brzmiącym wersie: „Khabs jest w Khu, a nie Khu w Khabs”. Jakkolwiek tajemniczo by to nie brzmiało, nie jest to bynajmniej przepis na ciasto ani definicja matematyczna. Khabs oznacza owe tajemne L.V.X, Światło Gnozy, spływające na adepta w chwili iluminacji, w czasie olśnienia. Z kolei, Khu jest magiczną istotą człowieka, jego powłoką. Innymi słowy, z wersu tego wynika, że źródło poznania leży w nas samych, a nie gdzieś na zewnątrz. Nie należy go szukać ani w świecie zjawiskowym ani w świecie metafizycznym, gdyż cała metafizyka tak w istocie sprowadza się do fizyki, a ściślej mówiąc do dynamiki ludzkiej psyche. Ta prosta konstatacja, wielokroć później powracająca w różnych naukach o człowieku, po raz pierwszy została tak wyraźnie wypowiedziana właśnie w Księdze Prawa. (Pojawia się tu wszak pytanie, czy to dlatego objawił ją wysłannik Boga Milczenia, by ukrócić gadulstwo teologów?)

Znacznie mniej banalne są wszakże konsekwencje tego twierdzenia. Księga Prawa powiada „Każdy mężczyzna i każda kobieta jest gwiazdą”. Oznacza to, że każdy jest suwerenem podległym tylko własnej Woli. Gdy o tym zapomina, popada w kajdany doraźnych zachcianek i staje się niewolnikiem innych ludzi. Lecz w tym twierdzeniu tkwi jeszcze jeden klucz ukryty. Albowiem „gwiazda” to także „Khabs”, czyli jak już to mówiliśmy wcześniej „Światło Gnozy”. Morał z tego taki, że każdy z nas jest światłem i tylko spowici mrokiem niewiedzy, nie dostrzegamy tego faktu. Wyraża to bardzo dobrze sam Crowley w komentarzach do Księgi Prawa:

„Nie powinniśmy uznawać się za nikczemne istoty poza którymi znajduje się sfera Światła lub „Boga”. Nasze umysły i ciała spowijają wewnętrzne Światło. Niewtajemniczony jest niczym „Ciemna Gwiazda”, a jego Wielkie Dzieło polega na sprawieniu, aby jego powłoki stały się przeźroczyste w procesie „oczyszczenia”. Przy czym to „oczyszczenie” jest tak naprawdę „dążeniem do prostoty”. Nie chodzi o to, że nasza powłoka jest nieczysta, tylko że złożoność jej fałd nie przepuszcza światła. Celem Wielkiego Dzieła jest zatem rozwiązanie wszelkich kompleksów. Wszystko jest samo w sobie doskonałe, „zło” pojawia się w momencie, gdy rzeczy ulegają zagmatwaniu. Ta „gwiazda”, czyli „najgłębsze światło” jest odwieczną, indywidualną istotą. Khu jest magicznym strojem, w który się przyobleka, „formą” dla bezforemnego, dzięki której może doświadczać poprzez samo-świadomość. […] To Khu jest pierwszą powłoką, o wiele subtelniejszą od umysłu i ciała, i o wiele bardziej prawdziwą, ponieważ jej symboliczny kształt zależy od natury jej gwiazdy.”

W tym miejscu, należy się jedno wyjaśnienie. Crowley, przez trzy kolejne lata nie dopuszczał do siebie przekazu Księgi Prawa, gdyż raził go jej wojowniczy nastrój. Było nie było głosiła ona: „Jesteście przeciw ludziom. O moi wybrani!”, a Crowley, pod wpływem buddyjskich i hinduistycznych inspiracji, nie chciał być przeciwko ludziom. Tym niemniej, trudno nie odnieść wrażenia że wbrew sobie realizował zapisany w niej plan.

Oto bowiem zaraz po otrzymaniu Księgi wysłał list do MacGregora Mathersa, swojego przełożonego z zakonu Złotego Brzasku, w którym informował go że od tej chwili to on jest wysłannikiem Tajemnych Przywódców Świata. List ten wywołał zrozumiałe oburzenie u Mathersa, który jeszcze niedawno temu bronił go przed zbuntowanymi braćmi z zakonu. W ślad za tym poszły rzekome ataki magiczne, podczas których Mathers miał zabić ogary Crowleya a na jego służących zesłać chorobę. Crowley odpłacił mu pięknym za nadobne, inwokując Belzebuba i jego 49 „służących”. I musiała być to udana operacja, gdyż wkrótce po tym Mathers porzucił okultyzm na rzecz nędznej wegetacji.

W międzyczasie, samego Crowleya dotknęła seria nieszczęść i nieprzyjemności, która zaburzyła jego buddyjski obraz świata. Najpierw, latem 1905 roku poprowadził kolejną ekspedycję w Himalaje, tym razem w celu zdobycia Kanczendzongi. Wyprawa zakończyła się katastrofą. Część uczestników zginęła pod zwałami śniegu, a jeden z pozostałych, niejaki Guillarmod, oskarżył Crowleya o kanibalizm. Ogarnął go wtedy podły nastrój. Mówił: „Po pięciu latach kaprysów i słabostek, błędnej ogłady, taktu, dyskrecji, troski o uczucia innych mam tego dość”. Na dodatek, podczas pobytu w Kalkucie napadło go sześciu tubylców uzbrojonych w noże. Wtedy to zmuszony do desperackiej obrony, sięgnął po pistolet i zabił dwóch z nich. Czarę goryczy przelała wiadomość o śmierci jego córki i pogłębiającym się alkoholizmie jego żony, Rose Kelly.

W tym kluczowym dla jego życia momencie, Crowley postanowił powrócić do praktyki magicznej i, chociaż zdążył już zapomnieć o Księdze Prawa, jego ówczesne deklaracje niezwykle przypominały jej treść: „do diabła z chrześcijaństwem, racjonalizmem, buddyzmem, wszelkimi rupieciami stuleci. Przynoszę wam pozytywny, pradawny fakt, nazywając go po imieniu Magiją. I to na jej fundamentach zbuduję nową Ziemię i nowe Niebo”. Magija miała wyprzeć naukę i religię z rynku duchowych dóbr ludzkości. Miała stać się narzędziem służącym do przewartościowania wszystkich wartości, do przebóstwienia, czyli osiągnięcia stanu nadczłowieczeństwa (czyż nie taki był sens fragmentu z Księgi Prawa: „Jesteście przeciw ludziom”?). Czym jednak była owa Magija?

Na pewno nie była zabawą w rzucanie czarów ani kółkiem dyskusyjnym dla podstarzałych okultystów. Crowley celowo dodał literę „j” do wyrazu „magia”, by odróżnić wyrażany przez siebie nurt od magii przeszłości i kuglarstwa. A jednak nie byłby sobą, gdyby literka ta nie niosła pewnej ezoterycznej treści. Wyraz „magija” powstał w wyniku dodania do angielskiego słowa „magic” litery „k”, która według jednego z uczniów Crowleya, Kennetha Granta, oznacza „hebrajską literę „chet” stanowiącą numeryczny odpowiednik Wielkiego Dzieła. „Chet” (8, 418), jako liczba Wielkiego Dzieła, stosowana jest przez okultystów oraz alchemików w celu zaznaczenia zaślubin świadomości indywidualnej ze świadomością kosmiczną. Kluczem do tego rodzaju magiji jest astrologiczny odpowiednik „chet”, czyli Rak”. Tyle mówi Grant. Możemy dodać jeszcze, że znak Raka przywodzi na myśl skojarzenia ze znaną pozycją seksualną 6/9. Innymi słowy, idąc tym tropem można powiedzieć, że celem magiji jest osiągnięcie stanu świadomości makrokosmicznej poprzez unicestwienie jednostkowego ego w akcie seksualnego zjednoczenia ze światem (często symbolizowanym przez partnera). Czy tak jest naprawdę, każdy musi sam odpowiedzieć sobie na to pytanie. Jedno jest pewne, że w tym właśnie czasie Crowley zrozumiał znaczenie seksu w praktyce magicznej. Było nie było „k” to również pierwsza litera od słowa kteis oznaczającego ni mniej ni więcej „waginę”.

W ten oto sposób Crowley podjął się wypracowania nowego systemu magicznego, którego dwoma filarami miał być indywidualizm i panseksualizm. Dochodził do tego na drodze eksperymentów. W chwili opuszczenia zakonu Złotego Brzasku, dysponował już pokaźną wiedzą magiczną z zakresu kabały, jogi, podróży astralnych, medytacji i magii ceremonialnej. Był też oficjalnie uznanym przez głowę zakonu Adeptem Minorem, czyli innymi słowy osiągnął poziom sefiry tiferet, symbolizującej Słońce rozpraszające mroki niewiedzy. Stopień swój powinien był wszakże potwierdzić udaną Operacją Świętej Magii Maga Abramelina, której jak dotąd nie dopełnił. A Operacja ta wymagała nie byle czego, gdyż musiał zachować czysty umysł nie skalany myślą, by nie popaść w szaleństwo. Wreszcie, wiosną 1906 roku wybrał się w podróż po Chinach, podczas której inwokował kolejne demony z księgi Abramelina, nazywając całość operacji „Augoeidami”. Pisał: „Właściwie nie wiem, czemu wybrałem słowo „Augoeidy”. Być może, dlatego że nie kojarzyło mi się z niczym z przeszłości. Czułem, że muszę jak najbardziej wszystko uprościć, by móc przejść przez Otchłań”.

Operacja Świętej Magii Maga Abramelina zgodnie z tradycją wymagała spełnienia szeregu warunków, takich jak półroczne odosobnienie w domu o specyficznym ustawieniu względem stron świata i innych trudnych do spełnienia szczegółach. Tymczasem, Crowley postanowił przeprowadzić ją podróżując od miasta do miasta w Kraju Środka, rzucając tym samym wyzwanie tradycyjnej magii zachodu. Za świątynię służyła mu wyobraźnia w której budował świątynię astralną, gdzie inwokowane były abramelinowe istoty. Jak się potem okazało, nie można było znaleźć lepszego materiału. 9 października nagle popadł w trans nirvikalpa-samadhi, który hinduiści nazywają sziwa-darszaną, czyli „wizją boga Sziwy”. Charakterystyczną jego cechą było poczucie jedności z bóstwem, zjednoczenie się ze światem poprzez unicestwienie odrębnej świadomości. Była to oznaka mówiąca o tym, że operacja dobiegła szczęśliwego końca.

W dwa miesiące po zakończeniu Operacji Abramelina, George Cecil Jones, dzierżący w zakonie Złotego Brzasku stopień Adepta Exempta (7*=4*), rozpoznał w Crowleyu Mistrza Świątyni (8*=3*). Było to istotne wydarzenie, ponieważ oznaczało że Crowley, mimo formalnego rozstania się z zakonem, zyskuje nobilitację w oczach jednego z jego najznamienitszych notabli. Już bardziej dyskusyjne były podstawy obdarzenia Crowleya takim zaszczytem. Tradycja wymagała, by Adept, który chce otrzymać stopień Mistrza Świątyni, przekroczył Otchłań odgradzającą niższe sefiry od trzech najwyższych sefir Drzewa Życia. Co więcej, Adept powinien to uczynić, tocząc bój z demonem rozumu, Choronzonem. W przypadku chińskich doświadczeń Crowleya, nic takiego się nie stało.

Operacja Abramelina przyniosła też inny, nieoczekiwany skutek. Niedługo potem, Crowley, który czuł się niezwykle jej działaniem naenergetyzowany, doznał przekazu serii ksiąg mistycznych, które przeszły do historii magiji pod nazwą Świętych Ksiąg Telemy. Dwanaście Ksiąg otrzymanych w latach 1907-11, tworzyły wraz z Księgę Prawa podstawę Telemy – religii Woli. Istnieją różne opinie na temat pochodzenia i znaczenia Świętych Ksiąg Telemy. Jedno jest pewne, są to dzieła o wyjątkowym pięknie mistycznym i dużym ładunku erotyzmu skrywanego pod językiem symboli.

Crowley twierdził, że napisał je pod wpływem natchnienia i choć nie miało to nic wspólnego z objawieniem, to jednak pisał je nie całkiem świadomie. Najprawdopodobniej mamy tu do czynienia z czymś, co Kenneth Grant nazywa „tangensyjnym tantrum”, czyli manifestacją fizyczną będącą niezamierzonym efektem działania magicznego. Niezależnie od źródła pochodzenia tych Ksiąg, ich bogaty szyfr symboliczny zawierający w sobie tajemnice praktyk medytacyjnych, rytuałów magicznych i działań mających na celu pobudzenie „wężowej energii” dał Crowleyowi wystarczające podstawy, by w 1907 roku nadał swym poszukiwaniom nowej formuły magicznej bardziej zorganizowaną formę. W rezultacie, Crowley założył swój pierwszy (i tak naprawdę ostatni) autorski zakon Argentum Astrum, Zakon Srebrnej Gwiazdy. Posłużył się w tym celu strukturą inicjacyjną zakonu Złotego Brzasku, co nie tylko podkreślało jego aspiracje do stworzenia konkurencyjnej organizacji magicznej, lecz również wyrażało stałą wiarę w użyteczność schematu Kabalistycznego Drzewa Życia. A jednak, stopnie A.’.A.’., choć pokrywały się ze kolejnymi poziomami wtajemniczeń Złotego Brzasku (z tą różnicą że poprzedzały je „wytrzymałościowe” stopnie Ucznia i Kandydata, a przedzielał stopień Dominus Liminis), nakładały na inicjowanych zupełnie inne wymagania. Dość powiedzieć, że nawet tak wybitny mag jak Austin Osman Spare zdołał osiągnąć zaledwie stopień Neofity, a niewielu osiągnęło coś więcej.

Argentum Astrum miało być kuźnią wiedzy magicznej, w której swoboda indywidualnego wyboru praktyk magicznych wsparta była dyscypliną rozliczania się ze swego wglądu i umiejętności. Zakon ten zrywał z popularnym systemem praktyk grupowych w lożach, kładąc nacisk na praktyki indywidualne. W A.’.A.’. obowiązywała ścisła reguła tajności członków. Każdy inicjowany znał tylko swego przełożonego, którym była zazwyczaj osoba znajdująca się o jeden stopień wyżej w hierarchii, oraz swego podwładnego, jeśli takiego w ogóle miał. Tym samym, Crowley spełniał kolejne przykazanie zawarte w Księdze Prawa, której wers 50 pierwszej części głosił: „macie gwiazdę i gwiazdę, system i system; niechaj jeden nie zna dobrze drugiego”.

Narzuca się w tym kontekście jedno pytanie: Jakim to sposobem Crowley mógł zapomnieć o Księdze Prawa, skoro tak skrupulatnie spełniał jej postulaty? Wydaje się że istnieją dwie możliwości. Pierwsza z nich powiada, że Crowley wcale nie zapomniał o Księdze Prawa, tylko pozorował swoją niedbałość, podkreślając tym samym moc sprawdzających się w niej przepowiedni. Hipoteza ta brzmi nieprzekonywująco, zważywszy na fakt że Crowley mógłby wykorzystać w tym czasie Księgę Prawa dla zbudowania prestiżu swej nowej organizacji magicznej. Już bardziej prawdopodobna wydaje się druga hipoteza, mówiąca że Crowley musiał porzucić Księgę Prawa, by mogła ją przyswoić jego podświadomość. A tym samym w nieświadomy sposób spełniał jej postulaty.

Wymagania kolejnych stopni inicjacyjnych w A.’.A.’. streszczał esej „Gwiazda na horyzoncie”, zamieszczony później w Magiji w teorii i praktyce. Przedstawiały się one następująco:

Uczeń – Jego zadaniem jest zdobycie wiedzy ogólnej o wszystkich systemach samorozwoju.

Kandydat – Jego głównym zadaniem jest rozpoczęcie wybranych praktyk i zapisywanie ich w dzienniku przez okres jednego roku.

Neofita – Musi uzyskać doskonałą kontrolę nad planem astralnym.

Zelator – Jego głównym zadaniem jest opanowanie asany i pranajamy. Ponadto, powinien rozpocząć studia nad „formułą różokrzyża”.

Practicus – Wymaga się od niego ukończenia treningu intelektualnego, a w szczególności studiów nad kabałą.

Philosophus – Wymaga się od niego przejścia przez trening moralny. Sprawdza się jego oddanie względem Zakonu.

Dominus Liminis – ma się wykazać opanowaniem pratjahary i dharany.

Adeptus [Minor] (zewnętrzny) – Winien dokonać Wielkiego Dzieła i osiągnąć Wiedzę i Konwersację Świętego Anioła Stróża.

Adeptus [Minor] (wewnętrzny) – Może rozpocząć praktykę „formuły różokrzyża”, przystępując do Kolegium Ducha Świętego.

Adeptus (Major) – Osiąga mistrzostwo magiji praktycznej, bez dogłębnego jej zrozumienia.

Adeptus (Exemptus) – Osiąga doskonałość w tych wszystkich sprawach, po czym albo (a) staje się Bratem Ścieżki Lewej Ręki albo (b) zatraca wszystkie swoje osiągnięcia, siebie samego, a nawet Świętego Anioła Stróża i staje się Dziecięciem Otchłani, które przekroczywszy swój Rozum, jedynie wzrasta w łonie swojej matki. Wtedy zaś dostępuje stopnia

Magister Templi – (Mistrz Świątyni): […] Jego głównym zadaniem jest doglądanie „ogrodu” uczniów i osiągnięcie doskonałego zrozumienia wszechświata. Jest on mistrzem samadhi.

Magus – Zdobywa mądrość, głosi swoje prawo i jest mistrzem magiji w jej jak najszerszym i najwyższym znaczeniu.

Ipsissimus – Znajduje się poza tym wszystkim, niedostępny dla tych, którzy posiedli niższe stopnie.”

Początkowo do A.’.A.’. przyjmowano wszystkich chętnych, a jedynym sprawdzianem ich kwalifikacji były przeprowadzane z nimi rozmowy. Jednakże, praktyka ta okazała się katastrofalna w skutkach, ponieważ nowi członkowie nie potrafili sprostać reżimowi pracy w zakonie. Dlatego też w 1912 roku Crowley wprowadził regułę, nakazującą chętnym do wstąpienia do zakonu podjęcia się trzymiesięcznego kursu wtajemniczeń w misteria starożytnej wiedzy. Dopiero po zdanym egzaminie mogli oni przystąpić do zakonu. A że egzamin ten musiał być niezmiernie trudny, świadczy o tym fakt że w szczytowym okresie swojej aktywności A.’.A.’. liczyło ledwie kilkunastu członków. Pośród nich, do najaktywniejszych należeli: Georg Cecil Jones (współzałożyciel zakonu, przełożony Crowleya w zakonie Złotego Brzasku), kapitan Fuller (wojskowy, twórca doktryny Blitzkriegu), Norman Mudd (matematyk) i Victor Neuburg (poeta).

Na temat praktyk ówczesnych członków A.’.A.’. niewiele dzisiaj wiadomo. Pozostają nam do dyspozycji jedynie dzienniki Crowleya oraz nieliczne zapiski operacji magicznych kapitana Fullera i Victora Neuburga. Dość powiedzieć, że zakon zajmował się testowaniem praktyk magicznych, a zatem jego działanie bardziej przypominało eksperymenty naukowców aniżeli ceremonie magiczne tradycyjnych okultystów. I tak, na przykład, sam Crowley powrócił do eksperymentów ze środkami zmieniającymi świadomość, owocem czego było niezwykłe dzieło pt.: Psychologia Haszyszu. Książka ta była bardziej traktatem na temat względności czasu i przestrzeni niźli opisem wizji psychodelicznych. Istnieją też pokaźne dowody na to, że to Crowley wprowadził do Europy zwyczaj spożywania wyciągu z kaktusu pejotla. Innym klasycznym przykładem działań z tego kresu była próba powtórnego przeprowadzenia Operacji Świętej Magii Maga Abramelina w warunkach wielkomiejskich. Próba, która jeśli wierzyć zeznaniom Crowleya, zakończyła się sukcesem.

W tych wczesnych eksperymentach z okresu A.’.A.’. widać że Crowley, chociaż formalnie nie dzierżył nawet stopnia Mistrza Świątyni (8*=3*), działał z poziomu Ipsissimusa (10*=0*), czyli tego, który przekroczył dualistyczny świat dobra i zła, rozumu i szaleństwa. Dlatego jego zachowanie wielu wydawać się mogło nieroztropne, czy też nawet szalone. Pod tym względem, śmiało można powiedzieć że przypominał szalonych mędrców tybetańskich, którzy jak Drukpa Kunley, odkrywali boskość w plugawości, to co najwyższe w tym co najniższe. Jednakże, prawdziwe szaleństwo miało się dopiero zacząć, a jego przedsmakiem była operacja, jaką w 1909 roku przeprowadził na Saharze ze swoim uczniem, Victorem Neuburgiem.

Mimo kurtuazyjnego nobilitowania go przez Jonesa na stopień Mistrza Świątyni, Crowley się nieusatysfakcjonowany znikomością prowadzących ku temu przesłanek. Postanowił zatem przeprowadzić operację magiczną, którą w okultyzmie nazywa się „przekroczeniem Otchłani”, a która polega na zmierzeniu się z demonem rozumu, Choronzonem i dostąpieniu najwyższych mocy magicznych. Historia magii notuje liczne przypadki osób, które zagubiły się w Otchłani, a tym samym popadły w szaleństwo. Crowley przystąpił do działania na Saharze, gdzie usiadł pośrodku kręgu w jogicznej pozycji pioruna. W ręku trzymał wielki szlifowany topaz, który miał mu służyć jako zwierciadło magiczne. Tymczasem Neuburg, otoczony imionami bożymi mającymi zapewnić mu ochronę, rozpoczął ewokację na podstawie Lemegetonu – jednego ze starych tekstów magicznych. Jeśli wierzyć świadectwom uczestników tego niezwykłego wydarzenia, nagle, z okrzykiem Zazas, Zazas, Nasatanada Zazas! w topazie pojawił się Choronzon, który powiedział kilka niezrozumiałych zdań, rzucił kilka klątw i równie szybko zniknął jak się pojawił. Obaj magowie sądzili, że na tym koniec i operacja zakończyła się niepowodzeniem. Lecz oto Crowley zniknął, a w jego miejsce pojawiła się prostytutka, którą Neuburg poznał w Paryżu. Kobieta usiłowała wywabić go z ochronnego kręgu, ale on oparł się jej pokusom. Demon zaczął zmieniać kształty. Raz był kobietą, raz wężem, raz samym Crowleyem proszącym o kroplę wody dla ugaszenia pragnienia. Neuburg mężnie stawiał czoło wszystkim tym podstępom, ale coraz bardziej dawał się wciągnąć w konwersację. Naraz, piasek pustynny zamazał krąg ochronny i Choronzon w postaci nagiego dzikusa rzucił się na Neuburga. Szarpanina trwała do chwili, kiedy Neuburg krzyknął imię boże i uderzył demona magiczną różdżką. A wtedy ten ukorzył się i choć starał się jeszcze opętać maga, w końcu opadł z sił i na zawsze zniknął. Crowley, przy pomocy Neuburga, pokonał Choronzona i tym samym mógł już zasadnie twierdzić że przekroczył Otchłań. Został Mistrzem Świątyni Zakonu Srebrnej Gwiazdy, a tym samym, zgodnie z okultystyczną mitopeją, jako pierwszy śmiertelnik wstąpił do elitarnego kręgu Tajemnych Przywódców Świata.

„TAJEMNICE SEKSUALNE ORDO TEMPLI ORIENTIS”

Seks, ten starszy kuzyn miłości, od najdawniejszych czasów zajmował myśli nie tylko filozofów i poetów. I chociaż dzisiaj przypisuje się mu bardziej poślednią rolę w życiu człowieka, należy wątpić czy nasi odlegli przodkowie mieli do tego podobny stosunek. Wydaje się bowiem, że świat powstał właśnie z ciała, a nie ze słowa, jakby tego chcieli teologowie chrześcijańscy. To ciało wyznaczało zakres i porządek życiu ludzkiemu. A w tym porządku ciała seksualność odgrywała rolę pierwszoplanową, będąc weń niejako wpisaną.

Na początku było ciało. Gąszcz pragnień ukryty pod skórą. Ciało rosło, poznawało inne ciała, pragnęło. Dopiero potem, znacznie później, pojawiły się słowa. A słowa stworzyły własny świat, który wchłonął ciało. Tak rozpoczęła się historia. Opowieść o człowieku jest historią stopniowej dyskursywizacji seksu, przekładania go na język rozumu, a tym samym wypędzania go z ciała. Proces ten nabrał szczególnego tempa w Imperium Rzymskim, kiedy to Erosa (boga miłości) podporządkowano Logosowi (bogowi rozumu). A wraz z mariażem cesarsko-rzymskiej tyranii Logosu z niechętnym wszelkiej seksualności chrześcijaństwem, seks i cielesność obłożono klątwą. Trzeba tu dodać, klątwą mającą janusowe, podwójne oblicze.

Z jednej bowiem strony seks stał się czymś podejrzanym, nikczemnym, posiadającym moc zwodzenia i sprowadzania na manowce (co widać już w opowieści o Adamie i Ewie z Księgi Rodzaju). Miał zatem właściwości upodlające. Z drugiej jednak strony, jego złowieszczość nadawała mu moc czynienia cudów, sprawiała że z prostej czynności fizjologicznej stawał się czymś niezwykłym, posiadającym właściwości uwznioślające. Wraz z tyranią słowa, seksualność stała się odrębną sferą, wydzieloną z logiki ciała, a przeto stanowiącą obiekt spekulacji. Gdzieś tam na początku tego procesu narodziła się ars amandi, sztuka kochania, która jednak wraz z dalszym odcieleśnianiem życia stała się czymś równie co seks podejrzanym i też straciła na znaczeniu.

Sztuka Kochania a Ścieżka Lewej Ręki

W niektórych kulturach, które zdążyły co prawda wyjść poza zwykły porządek ciała, lecz nie wypracowały mechanizmów służących jego tłumieniu, sztuka ta była kultywowana w ramach tradycji religijnej. Tak było w zachodnio-afrykańskich „kultach opętania”, gdzie podczas ekstatycznych tańców bogowie dosłownie „spółkowali” z ludźmi; w gwiezdnych, predynastycznych kultach egipskich o wyraźnej dominacji pierwiastka żeńskiego nad męskim; w śródziemnomorskich kultach bogini (Isztar, Afrodyty, Izydy); w niektórych nurtach Islamu, które wraz z mistyką seksualną wykształciły ekstatyczne techniki jednoczenia się z Bogiem; w późnej alchemii taoistycznej, która filozoficzną myśl mędrców chińskich wzbogaciła o praktyczne sposoby przekształcania energii seksualnej w siłę życiową; a także w tantrze hinduskiej i buddyjskiej – dwóch nurtach magiczno-religijnych o najwyraźniej zaakcentowanej mistyce płci.

Niektóre z tych tradycji religijnych z racji styku kulturowego przejmowały nawzajem od siebie różne techniki seksualne. Czasami proces ten przybierał bardzo gwałtowny obrót. Jeden ze współczesnych historyków i praktyków magii seksualnej, Kenneth Grant, powiada wręcz że w dziejach ludzkości mamy do czynienia ze słabo widocznym, choć faktycznym dziedziczeniem pewnej tradycji magiczno-religijnej, którą nazywa tradycją tyfoniczną (wężową, smoczą). Tradycja ta obejmuje wszystkie systemy religijne, magiczne i mistyczne, wykorzystujące energię seksualną kundalini (nazywaną tak od imienia węża, który w indyjskiej, mistycznej anatomii człowieka spoczywa u podstawy kręgosłupa człowieka) w celu uzyskania oświecenia bądź też potężnych mocy magicznych (tzw. magis). Grant uważa że wyjątkową rolę w tej tradycji pełnią kobiety, które stanowią transformatory męskiej energii seksualnej. Dlatego pozwala sobie nazwać tę ścieżkę nurtem lunarnym, który w tradycji zachodniej ezoteryki zyskał miano Ścieżki Lewej Ręki.

Zgodnie z tą tradycją, Ścieżka Lewej Ręki grupuje adeptów, których celem jest przebóstwienie, czyli „stanie się równym bogom”. I w odróżnieniu od Ścieżki Prawej Ręki, ma charakter zstępujący, jako że kroczący nią idą zawsze w dół, ku wnętrzu. Przedstawicieli Ścieżki Lewej Ręki odnaleźć można w różnych tradycjach religijnych, choć bez wątpienia w niektórych z nich stanowią oni margines i są postrzegani przez większość jako odszczepieńcy i zboczeńcy. Religiami, które są szczególnie uczulone na obecność takich dewiantów są tzw. religie księgi, czyli popularne obecnie na świecie monoteizmy: judaizm, chrześcijaństwo i islam. Te logocentryczne, patriarchalne systemy religijne budowane są na zasadzie ostrej opozycji wobec seksualności i indywidualizmu. Dlatego też ze szczególną ostrością piętnują wszelkie przejawy owej tendencji zstępującej, uznając ją za piekielną, wrogą nie tylko człowiekowi, ale i Bogu.

Religie monoteistyczne są też najwyraźniejszymi przedstawicielami Ścieżki Prawej Ręki, która jawi się jako ruch ku górze, na zewnątrz. Adepci tej ścieżki szukają spełnienia w zjednoczeniu z Bogiem, które postrzegają jako akt wyrzeczenia się swej jednostkowości na rzecz owej większej całości. Dlatego też łatwo jest im również poddawać się różnym tendencjom kolektywistycznym i wchodzić w mariaż z władcami i panami tego świata, jako że „władza”, „państwo”, „Kościół” też stanowią pewne „większe całości”. Ścieżka Prawej Ręki wiedzie więc ku Bogowi, który znajduje się gdzieś na zewnątrz (na wysokościach) i najczęściej jest osobą. Lecz Bóg znajduje się tak daleko, że zwykle dopiero po śmierci można się do niego dostać. A że i tutaj wszechmocny okazuje się prosty rachunek ekonomiczny, jest to niezmiernie utrudnione, ponieważ popyt znacznie przewyższa podaż. Krótko mówiąc, miejsc w Niebie jest znacznie mniej niż chętnych. Dlatego systemy religijne Ścieżki Prawej Ręki oferują kodeksy etyczne, które należy spełniać, by móc dostąpić pałaców niebiańskich. Ci, zaś którzy chcą otrzymać tam bezpłatne wejściówki, powinni szczególnie przestrzegać jednej zasady: pozbawiać się balastu doczesności i tego, co ściąga ich w dół, czyli ciała (a raczej tej energii seksualnej co w nim drzemie snem niespokojnym).

Reasumując, magiczne i mistyczne systemy religijne przyjmują postać dwóch dróg. Jedna z nich wiedzie ku górze i tę nazywamy Ścieżką Prawej Ręki. Cechuje ją soteriologiczna ekstrawersja, czyli poszukiwanie zbawienia w Bóstwie, które znajduje się na zewnątrz (najczęściej na wysokościach) i jest zazwyczaj jedynym Bogiem. Temu Bóstwu należy podporządkować swoje życie, kosztem pozostałych jednostkowych aspiracji, które postrzegane są jako przejaw pychy bądź kuszenie Złego (albo też jedno i drugie zarazem). Ścieżka Prawej Ręki posługuje się hierarchicznym obrazem świata, w którym piekło znajduje się gdzieś na dole, a droga do niego często wiedzie przez dolną część ciała. Przeciwstawną formułę inicjacyjną przedstawia Ścieżka Lewej Ręki, która jako drogę do spełnienia proponuje ruch zstępujący. Cechuje ją soteriologiczna introwersja, ponieważ uznaje boskość znajdującej się w człowieku Jaźni. Ideałem tej ścieżki jest poznanie tej Jaźni, któremu zwykle towarzyszy penetracja seksualności i nieznanych (nieuświadamianych) składników ludzkiej psyche. Warto tutaj wspomnieć, że obie ścieżki nie wyczerpują arsenału środków gnostycznych znajdujących się w posiadaniu człowieka. Istnieje wszak jeszcze tzw. Droga Środka, która proponuje ruch obustronny, w górę i w dół, na zewnątrz i do środka, a której najsłynniejszym filozoficznym eksponentem jest taoizm.

Nas jednak interesuje tutaj tradycja, w której centralną rolę odgrywa seksualność. Jak już powiedziałem, tradycję tę kultywowano w różnych systemach religijnych, z których większość znajdowała się na Bliskim i Środkowym Wschodzie. Cywilizacja europejska, która wraz z powstaniem Imperium Rzymsko-Katolickiego nastawiona była wrogo, jeśli nie do samej seksualności, to do jej sakralnego wykorzystania, tępiła wszelkie przejawy magii seksualnej. Można wręcz powiedzieć za Rene Girardem, który u podstaw wszelkich cywilizacji dopatruje się jakiegoś aktu ofiarniczego, że w przypadku chrześcijańskiej Europy ten mord założycielski dotyczył seksu. Tym niemniej, gdzieś obok wciąż istniały kultury, w których seks jako żywo stanowił źródło nie tylko rozkoszy, lecz i inspiracji religijnej.

Ex Oriente Lux

Paradoksalnie, dla Europejczyków poznawanie tych kultur dokonywało się poprzez podbój. A decydującą w nim rolę odgrywały krucjaty religijne. Pierwsi wojownicy o wiarę udali się na Wschód w 1095 roku, przerywając tym samym złą passę jaka od siedmiu wieków nękała Europę. Praktycznie, dopiero w tym okresie Europa podniosła się z impasu kulturowego, jaki stał się jej udziałem po upadku Cesarstwa Rzymskiego. Krzyżowcy stali w obronie wiary, lecz po powrocie importowali do Europy niektóre dobra z Bliskiego Wschodu. Czasami były to tylko choroby. Zdarzało się jednak, że wśród licznych towarów przywożonych ze Wschodu były też idee.

Legendarną już rolę odegrali w tym procesie Templariusze, zakon założony w 1118 roku przez Hughesa de Payensa. Pierwsze krucjaty wyglądały niepozornie. Niech świadczy o tym fakt, że początkowo Zakon Templariuszy składał się z dziewięciu rycerzy, którzy eskortowali pielgrzymów podczas ich podróży do Ziemi Świętej. Lecz w 1126 roku patronat nad Templariuszami przejął św. Bernard z Clairvoux, jeden z najbardziej wpływowych teologów katolickich w tamtych czasach. Odtąd, zakon zaczął rosnąć w potęgę. Św. Bernard napisał surowy kodeks etyczny Templariuszy, który z czasem objął też cały szereg tajnych inicjacji. Poza tym, zakon nie podlegał żadnemu władcy, tylko Papieżowi, dzięki czemu Templariusze rozwinęli wymianę na szeroką skalę z krajami, którzy europejscy władcy uznawali za wrogie.

W okultystycznej mitopei powiada się, że podczas tych bliskowschodnich wojaży Templariusze zetknęli się z tajemnymi bractwami inicjacyjnymi, które przekazały im tajniki magii seksualnej. Jak było naprawdę tego trudno jest dociec. Pozostaje faktem, że w XII wieku musieli mieć do czynienia ze złowieszczą sektą Asasynów, która terroryzowała świat arabski ze swej wieży w Alamut. Sekta ta kultywowała tajemnice magii seksualnej, służące jej zwykle w programowaniu przyszłych szpiegów. Można podejrzewać, że związki między Templariuszami a Asasynami musiały być nie tylko natury powierzchownej, skoro w 1146 roku zakon ten przejął ich symbol, czerwony krzyż na białym tle.

Potęga Templariuszy równie szybko rozsypała się jak powstała. Przyczynił się do tego król francuski Filip, który zazdrosny o fortunę zakonu postanowił aresztować wszystkich jego przedstawicieli pewnej nocy roku 1307. W sukurs przyszedł mu papież Klemens V, który wydał edykt żądający od krajów europejskich, by aresztowały Templariuszy znajdujących się na ich terenach. Urządzono wtedy popisowy proces Templariuszy, podczas którego oskarżono zakon o oddawanie czci diabolicznemu Bafometowi i praktykowanie sodomii. Był to kres tego wielkiego zakonu, którego nieliczni ocalali członkowie, jak wieść niesie, zasili szeregi innych zakonów (np. Szpitalników), bądź odprawiali swe obrzędy w podziemiu.

Legenda templariuszy musiała bardzo oddziaływać na wyobraźnię ówczesnych poszukiwaczy wiedzy tajemnej, ponieważ począwszy od XVII wieku wszystkie nowe stowarzyszenia inicjacyjne powoływały się na nich jako na swoich poprzedników. Tak było w przypadku różokrzyżowców, którzy w wydanych w 1614-15 roku manifestach zasiali plotkę o istnieniu tajemniczego bractwa adeptów kierujących losami ludzkości z ukrycia. Ten mit, jak wiadomo, odegrał kluczową rolę w gwałtownym formowaniu się coraz to nowszych bractw okultystycznych, które powstawały jak grzyby po deszczu. Wraz z nimi, pojawiło się wolnomularstwo, które poza nawiązywaniem do starożytnych cechów mularskich, wykształciło specyficzny system inicjacyjny mający wprowadzać w arkana wiedzy tajemnej poprzez studiowanie symboli. Masoni, jako członkowie stowarzyszeń tajemnych, działali w ukryciu, choć zapewne nie tworzyli takich konspiracji, o jakie je posądzano. W XVIII wieku tryumfy święcili tajemniczy hrabia St. Germain oraz Cagliostro, odpowiedzialny za powstanie tzw. Egipskiego Rytu Wolnomularstwa, łączącego elementy rytuałów masońskich z egipskim hermetyzmem i mistyką seksualną. Wszyscy oni powoływali się na legendę templariuszy i świadomie do nich nawiązywali. Jak bardzo potężna była ta pamięć o dawno wymarłym zakonie, niech świadczy fakt, że gdy w 1776 roku Adam Weishaupt założył zakon Iluminatów z zamiarem zniszczenia europejskich monarchii, zarówno jego działania jak i późniejszą Rewolucję Francuską uznano za zemstę templariuszy.

Erotyczne Wolnomularstwo

Dopiero jednak na początku XX wieku w ezoterycznym światku fin de siecle’u pojawiła się organizacja, która w bezpośredni sposób nawiązywała do templariuszy, uznając się za ich dziedziców. Grupa ta przyjęła łacińską nazwę Ordo Templi Orientis, tłumaczoną jako Zakon Świątyni Wschodu, bądź też mniej poprawnie jako Zakon Templariuszy Wschodu. Nowi templariusze nie dzierżyli wszakże zwyczajnych mieczów i nie walczyli w obronie chrześcijańskiej wiary. Ich mieczem był fallus, a celem zgłębienie tajników wiedzy okultnej, ze szczególnym uwzględnieniem magii seksualnej.

Formalnym założycielem zakonu był Theodor Reuss (1855-1923) – niemiecki dziennikarz, działacz społeczny i śpiewak operowy (ze stażem w Parsivalu Wagnera). Lecz jego ojcem duchowym i głównym inicjatorem był austriacki przemysłowiec, Carl Kellner (1850-1905). Kellner dorobił się fortuny na własnej technologii wytwarzania papieru, którą wymyślił w swym laboratorium chemicznym mając zaledwie 22 lata. Odkrycie to przyniosło mu na tyle poważne zyski, że z powodzeniem mógł oddawać się licznym hobby. Ten człowiek wielu pasji realizował się przede wszystkim w wymyślaniu i doskonaleniu nowych wynalazków, takich jak przędza obrotowa, fotografia, czy sztuczna biżuteria. Lecz jego głód wiedzy był tak wielki, że skłaniał go do ciągłych podróży po całym świecie, podczas których poznawał nowe kultury i egzotyczne systemy religijne.

Podczas jednej z tych podróży miało zdarzyć się coś, co zaważyło na całym jego późniejszym życiu. Jak sam twierdził, spotkał wtedy trzech mędrców ze wschodu, którzy przekazali mu najwyższe tajemnice starożytnej ezoteryki. Byli to mistyk muzułmański, Soliman ben Aifa oraz dwaj tantrycy bengalscy, Bhima Sena Pratapa z Lahore i Sri Mahatma Agamya Paramahamsa. Mistrzowie ci uczyli go, w jaki sposób należy praktykować jogę i jak wykorzystywać ją w praktykach magii seksualnej. Tak przynajmniej twierdził Kellner.

Czy było tak naprawdę, jest to bardzo wątpliwe. Pozostaje jednak faktem, że Kellner podróżował po Azji Mniejszej i mógł stamtąd przywieźć pewne dotąd nieznane techniki jogiczne mające charakter seksualny. Mogły mieć one jednak znacznie mniej egzotyczne pochodzenie. Wiadomo bowiem, że Kellner kontaktował się z pewną organizacją okultystyczną o nazwie Hermetyczne Bractwo Światła. Jakiej natury były to kontakty, tego nie wiadomo. Być może, w trakcie swych zagranicznych wojaży poznał w Ameryce Pascala Beverly Randolpha, jednego z twórców tej organizacji. Do tego spotkania mogło równie dobrze dojść w samej Austrii, jako że Randolph, jak również pozostali członkowie tej organizacji (w tym Max Theon, mieszkający w Egipcie Żyd z Polski) lubili wędrować z misjami apostolskimi po Europie. Tak czy inaczej, Kellner musiał mieć kontakt z tą organizacją, gdyż nie tylko posługiwał się specyficznym dla niej słownictwem, lecz na dodatek po wielokroć na nią się powoływał.

Hermetyczne Bractwo Światła założył w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia Pascal Beverly Randolph, amerykański mulat, żołnierz i podróżnik. Grupa ta, jako jedna z pierwszych organizacji społecznych, krzewiła edukację seksualną, publikując liczne odezwy i pamflety namawiające mężczyzn do dobrego traktowania kobiet, a kobiety do walki o „prawo do orgazmu”. Towarzyszyła temu skomplikowana mistyka seksualna oraz praktyki, które grupa doradzała w celu osiągnięcia zjednoczenia płci. Randolph głosił, że „prawdziwa moc seksu jest mocą boską”, jednocześnie podkreślając, że skoro Bóg stworzył ludzi na własne podobieństwo to musi on być mężczyzną i kobietą zarazem. Jeśli więc chcemy osiągnąć stan wyższego wglądu i uczynić nasze ciało bardziej subtelnym, powinniśmy rozwijać w sobie cechy płci przeciwnej oraz dążyć do jak najczęstszego i najintensywniejszego przeżywania rozkoszy seksualnej.

Hermetyczne Bractwo Światła uczyło że seks jest źródłem mocy magicznej: „W otaczającym nas świecie znajdują się nasiona duszy. Istnieją tam też zarodki wszelkiej możliwej wiedzy. Wszelka moc, wiedza, energia i siła znajduje się w eterze i sferach duchowych. Wszystko to jest nam dostępne w chwilach największego uniesienia…..podczas czystego, obopólnego orgazmu, kiedy mieszają się dwie aury i trzy fluidy, prostatyczny, nasienny i waginalny. W chwili orgazmu nie ma stanu pośredniego i albo wznosimy się do nieba albo spadamy do piekła. Nasze dusze otwierają się na tę chwilkę, by przyjąć zarodki wiedzy i mocy magicznej. Jeśli więc będziemy wtedy przywoływać Zło, odnajdzie ono drogę do naszych dusz i zamknięte w ich tajemnych kryptach ujawni się w najmniej oczekiwanym momencie. Jeśli zaś będziemy modlić się o Dobro, wszystko co złe będzie trzymać się od nas z dala, a Dobro na zawsze osiądzie w naszych duszach. Możemy też przywoływać Moc, która w tej jednej chwili zakorzeni się w naszych duszach.” W celu odpowiedniego wykorzystania energii seksualnych Randolph i jego nieliczni współpracownicy korzystali z orientalnych metod jogi i medytacji. Najważniejszą w nich rolę pełniło rytmiczne oddychanie.

Ćwiczenia jogiczne i oddechowe Randolpha znalazły później swe miejsce w praktykach Ordo Templi Orientis. Nic więc dziwnego że Kellner nazywał O.T.O właśnie Hermetycznym Bractwem Światła. Nim jednak doszło do jego utworzenia, musiały zajść pewne sprzyjające ku temu okoliczności. Kellner już w 1895 zamierzał założyć bractwo okultystyczne, którego celem byłoby połączenie praktyk jogicznych z rytuałami masońskimi. Jego idee fixe było stworzenie wielkiej organizacji, grupującej wszystkie obrządki masońskie. Musiało to być przedsięwzięcie zakrojone na gigantyczną skalę, ponieważ pod koniec XIX wieku istniało na świecie około 70 takich organizacji. Tymczasem Kellner, należał tylko do jednej z nich, loży Humanitas działającej pod auspicjami Zjednoczonej Loży Węgier. Jeśli więc chciał swój cel zrealizować, musiał w jakiś sposób nabyć pozostałe ryty masońskie.

Okazji po temu było pod koniec wieku sporo. Proceder kupczenia tajemnymi przekazami rozkwitał na dobre, a adepci różnych stowarzyszeń tajemnych nawzajem nadawali sobie wysokie tytuły. Wystarczyło więc znaleźć taką osobę i kupić od niej odpowiednie pełnomocnictwa. Kellner szukał i znalazł, a jego szczęście nie miało granic. Osobą tą był Theodor Reuss, który pod płaszczykiem działalności politycznej zajmował się inwigilacją niemieckich kółek socjalistycznych. Można powiedzieć, że Reuss miał dobrą rękę do wynajdowania bractw okultystycznych i zabierania z nich tego co najlepsze (czyli pełnomocnictw). Oto bowiem w ciągu piętnastoletniej kariery w świecie ezoteryki otrzymał uprawnienia do założenia niemieckich oddziałów takich stowarzyszeń jak: Swedenborgiański Ryt Masonerii, Societas Rosicruciana in Anglia, Zakon Martynistów i Zakon Iluminatów. Niestety, żadna z tych organizacji nie miała charakteru czysto masońskiego, a zatem nie spełniała wymagań, jakie stawiał sobie Kellner. Poza tym, Reuss był całkowicie pochłonięty działalnością w Zakonie Iluminatów i nie miał czasu na akces w tak gigantycznym przedsięwzięciu.

Tak więc na razie plany Kellnera, by stworzyć Akademię Masońską Ordo Templi Orientis musiały ulec odroczeniu. Pozostawało mu przeprowadzanie eksperymentów z zakresu magii seksualnej w małym kilkuosobowym gronie. Jak pisze historyk okultyzmu, Peter Koenig: „Kellner specjalizował się w medytacjach jogicznych (z Joga-sutr Patandżialego) mających na celu odkrywanie przeszłych wcieleń. Podczas tych medytacji jego żona odgrywała rolę Wielkiej Bogini, podczas gdy sam Kellner wcielał się w Kapłana Babilońskiego. W ich domu znajdował się pokój bez okien, gdzie państwo Kellnerowie przeprowadzali rytuały tantryczne. Służyły one wytwarzaniu specjalnego eliksiru, który składał się z kobiecych i męskich wydzielin seksualnych”.

Tymczasem, w 1902 roku, z powodu waśni personalnych Reuss porzucił działalność w Zakonie Iluminatów i nawiązał bliższą znajomość z angielskim wolnomularzem, Johnem Yarkerem (1833-1913). Powiedział mu wtedy o pomyśle Kellnera, by stworzyć uniwersalny obrządek masoński, który by skupiał w sobie wszystkie istniejące ryty. Idea ta (lub kryjące się za nią pieniądze) musiała przypaść do gustu staremu masonowi, ponieważ 24 września 1902 roku nadał Reussowi tytuł Wielkiego Suwerennego Inspektora Generalnego 33* Rytu Szkockiego Cernaua. W tym samym dniu Reuss, wraz z dwoma współpracownikami, Franzem Hartmannem i Henrym Kleinem, otrzymali pełnomocnictwa do dzierżawienia Rytu Szkockiego Dawnego i Uznanego oraz rytów Misraim i Memfis. Nie pozostawało im nic innego, jak założenie nowego zakonu okultystycznego, który zgodnie ze wskazówkami Kellnera nazwali Ordo Templi Orientis.

Początki Ordo Templi Orientis

Nie znane są jak dotąd dokładne okoliczności powstania O.T.O. Nie wiadomo, czy powstało ono zaraz po uzyskaniu przez Reussa, Hartmanna i Kleina uprawnień masońskich, czy też miało to miejsce dopiero po śmierci Kellnera w 1905 roku. Jedno jest pewne, że Kellner musiał mieć poważny wpływ na kształt tej organizacji, ponieważ w jej strukturze organizacyjnej i podstawowych praktykach widać było wpływy tak bliskiej jego sercu hinduskiej jogi.

System inicjacyjny O.T.O składał się z dziesięciu stopni, odpowiadających kolejnym fazom wtajemniczenia w masońskie, orientalne i różokrzyżowe misteria. Nazwy tych stopni często ulegały zmianie. Niewielki więc będzie pożytek z ich przytaczania. Wystarczy powiedzieć, że pierwszych sześć stopni odnosiło się do rozmaitych rytów istniejących w różnych obrządkach masońskich. Natomiast, kolejne trzy nie miały z masonerią zbyt wiele wspólnego i nadawano je bez szczególnych rytuałów inicjacyjnych. Ich przedmiotem było wtajemniczanie w arkana pilnie strzeżonych przez zakon tajemnic magii seksualnej, które nauczano w przekazie szeptanym (z ust do ust). Wiemy o nich jedynie tyle, że dotyczyły wciągania energii seksualnej z genitaliów do splotu słonecznego. Dokonywano tego przy pomocy odpowiedniej koncentracji myśli oraz pewnych technik oddechowych. Praktyka ta miała służyć osiągnięciu stanu „Wielkiej Jedności”, którego efektem ubocznym mogło być między innymi jasnowidzenie. Reuss nazywał ją „białą magią seksualną”.

Już choćby z racji tego zdawkowego opisu, można odnieść wrażenie, że praktyki te musiały przypominać dziwaczne techniki stosowane w taoistycznej alchemii. Niektóre z nich znamy z wydanego w Polsce traktatu „Sekret Złotego Kwiatu”. Inne przetrwały w szczątkowej formie, przekazywane przez taoistycznych mistrzów z Taiwanu. Bardzo prawdopodobne że tego rodzaju technik nauczano na siódmym stopniu wtajemniczenia w O.T.O, chociaż niektórzy badacze sądzą że miał on charakter czysto administracyjny. Możemy mieć natomiast pewność, że adepci ósmego stopnia O.T.O otrzymywali wskazówki dotyczące praktyk autoerotycznych, które stanowiły wstęp do odbywanych na stopniu dziewiątym praktyk heteroseksualnych.

Ordo Templi Orientis, najwyraźniej idąc śladami Hermetycznego Bractwa Światła, wierzyło w świętość stosunku seksualnego, który przy zachowaniu odpowiedniej dyscypliny miał prowadzić ludzi do boskości. Jak zauważa Peter Koenig: „Reuss kontynuował praktyki jogiczne Kellnera, lecz wzbogacił je o wątek manichejski. W naukach O.T.O całe ciało uznawano za święte. Było ono Świątynią Ducha Świętego a narządy płciowe miały służyć bardzo szczególnym celom, mianowicie – rekonstruowaniu świata. Takie było znaczenie Mszy Świętej. Reuss wierzył że tylko dzięki współpracy kobiet i mężczyzn ludzkość może osiągnąć rozwój duchowy. Współpraca ta miała, rzecz jasna, charakter seksualny, a sam stosunek postrzegany był jako odbicie kosmicznego aktu stworzenia. Adepci mogli więc współuczestniczyć w tym akcie stworzenia, jeśli tylko oddawali się rytualnym stosunkom heteroseksualnym”. Koenig twierdzi że wąż pożerający własny ogon, który pojawiał się na licznych broszurkach Reussa, symbolizował stosunek seksualny Boga z człowiekiem. Powiada też że z punktu widzenia magii seksualnej stanowił on symbol plemnika. Cała zaś magia Zakonu Świątyni Wschodu da się sprowadzić do mistyki nasienia.

Cokolwiek by nie sądzić o rewelacjach Koeniga, to właśnie owe tajemnice magii seksualnej przyciągały do O.T.O licznych nowicjuszy. Jeśli by zaś wierzyć doniesieniom Reussa, w ciągu roku lub dwóch od rozpoczęcia działalności zakon ten zdążył wokół siebie skupić przeszło tysiąc osób. Każdy nowicjusz otrzymywał stopień zerowy oraz musiał przejść przez rytuał Minervala. Podczas tej ceremonii inicjowany umierał dla świata zewnętrznego, stając się pełnoprawnym adeptem wiedzy tajemnej. Wypowiadał wtedy następujące słowa: „Ja, ……, oddając się do waszej dyspozycji jako bezsilny więzień, ogłaszam wszem i wobec że pochodzę z Koryntu, jestem wolnym obywatelem miasta Ateny, sprzymierzeńcem Mityleny, podróżującym w spokoju do Miasta Słonca, Heliopolis, poszukując Światła i Prawdy, Mądrości i Spokoju. Przeto więc proszę was w pełni pokory, abyście udzielili mi gościny i obdarzyli mnie swymi MISTERIAMI, które ślubuję zgłębiać i trzymać w największej tajemnicy. Gdybym zaś miał kiedyś złamać to ślubowanie i zdradzić ten chleb i sól, niechaj psy pożrą moje ścierwo, niechaj rozpadnę się na kawałki i przestanę być człowiekiem!”

Początkowo, O.T.O przeznaczone było tylko dla tych adeptów, którzy uzyskali wcześniej trzy podstawowe stopnie wolnomularskie: Ucznia, Czeladnika i Mistrza. Formuła inicjacyjna zakonu zakładała, że każdy kto do niego przystąpi może od razu otrzymać trzeci stopień wtajemniczenia, równoważny masońskiemu stopniowi Mistrza. Oznaczało to jednak, że aby wstąpić do O.T.O, trzeba było należeć do którejś z organizacji masońskich, a to w poważnym stopniu ograniczało liczbę potencjalnych zainteresowanych. Na dodatek, Zakon Templariuszy Wschodu mógł zostać posądzony o to, że chce podbierać członków innym organizacjom masońskim. Tymczasem, jego założycielom na czym innym tak bardzo nie zależało, jak na utrzymaniu dobrych kontaktów ze światowym wolnomularstwem.

Najprawdopodobniej, z tych właśnie powodów wkrótce zniesiono status masoński Zakonu. W „Manifeście O.T.O” z 1912 roku bardzo wyraźnie podkreślano że „O.T.O, choć jest Akademią Masońską, nie jest Grupą Masońską…. i nie uzurpuje sobie prawa do naruszania przywilejów Zjednoczonej Wielkiej Loży Anglii, Wielkiej Loży Ameryki oraz innych organizacji masońskich”. Dzięki temu członkami Zakonu mogli zostawać ludzie nie mający wcześniej nic wspólnego z masonerią. Co więcej, otwierało to furtkę dla kobiet, które w tamtych czasach bardzo rzadko kiedy były dopuszczane do bractw masońskich. Jest więcej niż pewne, że ten prosty zabieg umożliwił O.T.O wyjście poza zwykły schemat inicjacji wolnomularskich i zwiększył znaczenie, jakie w praktykach tego zakonu miała magia seksualna.

Podobnie jak jego znamienity poprzednik, Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku, Ordo Templi Orientis posiadało wśród swych adeptów luminarzy sztuki okultystycznej. Jego przedstawicielem we Francji był Papus, słynny twórca nieortodoksyjnej doktryny tarota. W Niemczech sprawami zakonu zajmował się inny wybitny okultysta, Rudolf Steiner, który szczególnie wyraźnie rozwinął mistyczne aspekty doktryny zakonu (odzierając ją wszakże z wątków seksualnych). Z kolei, w Ameryce przedstawicielem O.T.O był H. Spencer Lewis, późniejszy założyciel popularnej różokrzyżowej organizacji AMORC. Wszyscy zresztą trzej dzierżawcy linii przekazu O.T.O nie długo zagrzali w nim miejsca i, podobnie jak to było wśród schizmatyków z zakonu Złotego Brzasku, szybko założyli własne organizacje okultystyczne, chętnie korzystające z wiedzy tajemnej O.T.O, a już znacznie mniej chętnie przyznające się do jakichkolwiek związków z tym zakonem.

Jednakże człowiekiem, którego oddziaływanie na Ordo Templi Orientis było największe, był bez wątpienia Aleister Crowley.

Magija Seksualna Mistrza Theriona

Ścieżki Zakonu Templariuszy Wschodu i Aleistera Crowleya przecięły się nagle i nieoczekiwanie w 1910 roku. Miało to miejsce podczas procesu sądowego, jaki „MacGregor” Mathers wytoczył Crowleyowi za opublikowanie rytuałów zakonu Złotego Brzasku. W swojej autobiografii Crowley wspominał: „Przez to, że Mathers na sali sądowej ogłosił się Przywódcą Zakonu Różokrzyżowego, nachodzili mnie niezliczeni dziwacy, a każdy z nich twierdził, że to on właśnie jest tym Przywódcą. Posiadając na ten temat pewne informacje, których nie przekazałem nikomu, jak najszybciej pozbywałem się tej gawiedzi. A jednak jeden z moich rozmówców przekonał mnie, że istnieje odrobina prawdy w jego słowach. Tym człowiekiem był Theodor Reuss….”

Reuss na początku wcale nie przypadł do gustu Crowleyowi. Jego nonszalancja i niedbałość sprawiały, że Crowley widział w nim aroganta. Tym niemniej, skuszony obietnicami otrzymania zaszczytów masońskich, zgodził się przystąpić do jego zakonu. Jego inicjacja w Ordo Templi Orientis miała miejsce w marcu 1910 roku, tego samego dnia, co inicjacja znanego polskiego okultysty, Czesława Czyńskiego. Crowley przyjął w zakonie imię Bafometa. Na początek obdarzono go trzecim stopniem inicjacyjnym, lecz gdy tylko potwierdziły się informacje o posiadanym przez niego 33* Rytu Szkockiego Dawnego i Uznanego, podniesiono go do stopnia siódmego.

Crowley nie przywiązywał zbyt dużej wagi do swego udziału w O.T.O. Traktował go jako jeszcze jeden tytuł w swojej licznej kolekcji okultystycznych godności. Tak było przynajmniej do 1912 roku, kiedy to nagle w jego domu zjawił się Reuss. Ten rzutki Niemiec przybył, aby mu zrobić awanturę i domagać się wyjaśnień, dlaczego wyjawił światu najbardziej pilnowane tajemnice O.T.O. Chodziło tu rzecz jasna o tajne formuły seksualne, do których Crowley nie mógł mieć dostępu z racji zajmowanego przez siebie stopnia. Reuss jednak twierdził, że Crowley zawarł je w 36 rozdziale swej Księgi Kłamstw, noszącym tytuł „Szafirowa Gwiazda”. W rozdziale tym opisany był pewien rytuał heksagramu, rozpoczynający się od słów: „Niechaj Adept uzbroi się w magiczną różdżkę i wyposaży w mistyczną różę”. Dla każdego współczesnego adepta magii znaczenie tych symboli jest aż nadto oczywiste. Jednakże Reuss, uznając że Crowley stał się mimowolnym dziedzicem tej wiedzy, natychmiast przekazał mu 10*, najwyższy stopień O.T.O i uczynił go „najwyższym, świętym królem” angielskiej gałęzi zakonu.

Również Crowley musiał być tym odkryciem oszołomiony. Napisał bowiem: „Nagle, uderzył we mnie jakby grom i cała symbolika nie tylko wolnomularstwa, lecz wielu innych tradycji ukazała się mojej wizji duchowej. Od tej chwili O.T.O zajęło właściwe miejsce w moim umyśle. Zrozumiałem że trzymam w rękach klucz do przyszłego postępu ludzkości”. Szybko też przystąpił do rekrutacji nowych członków angielskiej sekcji zakonu oraz do przepisywania masońskich rytuałów inicjacyjnych z zamiarem nadania im bardziej magicznego charakteru.

Kiedy zaś w 1922 roku ciężko chory Reuss ustąpił z pełnienia funkcji przywódcy zakonu, jego właśnie mianował na swoje miejsce. W rok później, po śmierci Reussa Crowley ogłosił się formalnym przywódcą zakonu, każąc się teraz tytułować Mistrzem Therionem, czyli Mistrzem Bestią. Doprowadziło to do protestu części niemieckich wysokich funkcjonariuszy Zakonu, którzy obawiali się że Crowley zapragnie uczynić z O.T.O instrument dla szerzenia swojej religii, Thelemy. Obawy te, jak się później okazało, miały solidne podstawy, gdyż Mistrz Therion od razu zabrał się za reformowanie zakonu, nadając mu znacznie mniej masoński, a bardziej magiczno-seksualny wygląd.

Podstawowe zmiany dotyczyły struktury inicjacyjnej O.T.O. Crowley do tradycyjnego układu dziesięciu stopni dodał stopień jedenasty, mający wprowadzać w arkana magii homoseksualnej. Trudno powiedzieć, czy chciał dać tym wyraz swoim od dawna odczuwanym skłonnościom, czy też zamierzał poprzez pogwałcenie tego surowego tabu lepiej poznać kobiecą stronę męskości. Pozostaje faktem, że to właśnie od praktyk homoseksualnych rozpoczęła się jego działalność magiczna w O.T.O, kiedy to w 1914 roku przeprowadził wraz z Victorem Neuburgiem serię operacji magicznych mających na celu przywołanie bogów Jowisza i Merkurego (a przy okazji sprowadzenie pokaźnej ilości gotówki). Przeszły one do historii pod nazwą „Działań Paryskich”.

Crowley napisał też pewien rytuał, który stał się główną ceremonią odprawianą w siedzibach zakonu. Mowa tu o „Mszy Gnostyckiej”, która będąc parafrazą katolickiej Mszy Świętej, pod płaszczykiem egipskiej symboliki przedstawiała misterium płci. Rytuał ten, jak również i inne praktyki O.T.O czytelnik polski może znaleźć w przetłumaczonej przeze mnie ostatnio książce Crowleya pt. Magija w teorii i praktyce.

Jednakże, najważniejsza jego reforma dotyczyła najwyższych stopni inicjacyjnych w zakonie. Oto bowiem Crowley zrywał z dotychczas istniejącą zasadą nie przelewania na papier tajemnic seksualnych zakonu, streszczając je w czterech oddzielnych traktatach pt.: „O naturze bogów”, „O tajemnych zaślubinach bogów z ludźmi”, „Liber Agape” i „O homunkulusie”.

Traktat „O naturze bogów” przeznaczony był dla wtajemniczonych na VII* O.T.O. Niewiele w nim było wskazówek natury praktycznej, gdyż niemal w całości poświęcony był wprowadzeniu w świat crowleyowskiej teologii. Z jego treści można było się dowiedzieć, że na świecie istnieje tylko jeden bóg, a jest nim Słońce. „Nie tylko Ziemia jest zmrożoną iskrą Słońca, płatkiem zerwanym z Niebiańskiej Róży, ale i źródłem wszelkiego Światła i Życia na tej planecie jest to samo Słońce. Jest ono stwórcą i żywicielem, niszczycielem życia i jego wskrzesicielem”. Crowley powiadał, że przedstawicielem Słońca na ziemi jest fallus, a wszyscy bogowie są jego personifikacjami. I tak na przykład ogień jest wizerunkiem penisa, drzewo to „rozkwitający fallus”, zaś księżyc jest obrazem waginy, którą należy czcić „tylko w połączeniu ze Słońcem jako przedłużeniem fallusa”. Ten fallokratyczny porządek crowleyowskiej ezoteryki przeciwstawiał się tym religiom, które operują pojęciami grzechu pierworodnego i wstydu. Crowley nawoływał do „stałej wojny przeciwko wszelkiej tyranii i zabobonom, przede wszystkim zaś przeciwko takim bigoteriom jak ‘ortodoksyjne’ chrześcijaństwo w swej materialistycznej postaci”. Namawiał też adeptów VII* O.T.O, by składali hołd fallusowi i wyobrażali sobie jego stałą obecność w wybranym miejscu w ciele.

Z kolei traktat „O tajemnych zaślubinach bogów z ludźmi” wprowadzał inicjowanych na VIII* O.T.O w świat magii masturbacyjnej. Jej tajemnice zawarte były w dwóch rozdziałach: „O większych zaślubinach” i „O mniejszych zaślubinach”. Owe „większe zaślubiny” polegały na wizualizowaniu każdorazowo przed snem postaci bogini i onanizowaniu się aż do wytrysku. W ten sposób uzyskane nasienie (bądź płyn z pochwy) służyło za olejek, którym namaszczany był ołtarz bogini, bądź też talizman jej poświęcony. Tymczasem, „mniejsze zaślubiny” dotyczyły poszukiwania sprzymierzeńców w tzw. duchach żywiołów. Towarzyszyła im następująca procedura: Na kartce papieru należało narysować jedną z tablic enochiańskich (opracowanych przez XVI-wiecznych magów, Johna Dee i Edwarda Kelly’ego), odpowiadającą poszukiwanemu żywiolakowi, po czym przywołać go odpowiednimi zawołaniami. Następnie, trzeba było skoncentrować się na wizerunku owego żywiolaka i onanizować się aż do wytrysku. W ten sposób uzyskaną spermę (bądź wydzielinę z pochwy), nakładało się na tablicę enochiańską, która stawała się konsekrowanym talizmanem żywiolaka.

Opisane przeze mnie dwa traktaty stanowiły zaledwie wstęp do skomplikowanego systemu magii seksualnej Ordo Templi Orientis. O wiele bardziej rozbudowany zestaw technik seksualnych przedstawiały księgi „Liber Agape” i „O homunkulusie”. Im wszakże, jak i Szkarłatnym Kobietom w życiu Crowleya poświęcimy oddzielny, następny odcinek naszego cyklu.

„MAGIJA SEKSUALNA ALEISTERA CROWLEYA”

Jak powiada angielski malarz i okultysta, Austin Osman Spare, „w przyrodzie wszystko ze wszystkim cudzołoży”. A że człowiek, choć przez kulturę wychowany, zawdzięcza swój byt i predyspozycje naturze, nic więc dziwnego, że i w jego życiu seks odgrywa istotną rolę. Co więcej, można powiedzieć że to właśnie seks czyni z nas ludzi, albowiem w porównaniu z innymi zwierzętami człowiek kocha się nadzwyczaj często i w przeciwieństwie do innych zwierząt sztuka kochania pozwala mu na realizację celów znacznie wykraczających poza zwykłą reprodukcję.

Francuski filozof, Georges Bataille, nazywa tę specyficznie ludzką dyspozycję „erotyzmem”, od razu dodając że „erotyzm jest w istocie aktywnością seksualną człowieka, przeciwstawioną takiej że aktywności zwierzęcej. Nie każda forma ludzkiej seksualności ma charakter erotyczny, ale ma go zawsze, ilekroć nie jest zwyczajnie i po prostu zwierzęca”. W tym kontekście należy się słowo wyjaśnienia, gdyż to co w obiegowej opinii uchodzi za zwierzęcy wymiar seksu, nie jawi się tym samym dla Bataille’a i pokrewnych mu myślicieli. Ich definicja zwierzęcej seksualności jest w istocie bliska faktom natury, ponieważ uznają oni za seks zwierzęcy taki, którego celem jest reprodukcja gatunku. Popęd seksualny człowieka może być jednak równie dobrze nakierowany na czystą przyjemność, może też być wykorzystywany do celów religijnych i to właśnie odróżnia go od reszty świata zwierząt.

Co jednak sprawia, że człowiek, miast poszukiwać idealnego partnera do zapłodnienia, poddaje się nagłym porywom namiętności i to bynajmniej nie z myślą o potomstwie? Otóż, wg Bataille’a pcha go ku temu świadomość własnej skończoności, tego że jego życie kiedyś musi się skończyć. Jednostkowe „ja” tak bardzo boi się śmierci, że szuka unieśmiertelnienia w drugiej osobie, w partnerze seksualnym. Przy czym nie chodzi tu o uwiecznienie się w swoich potomkach, skoro wiadomo że i oni urodzą się z wyrokiem śmierci. Rzecz tyczy chwilowego unieśmiertelnienia się poprzez roztopienie się w drugiej osobie podczas orgazmu. W tej jednej chwili cały świat nagle znika, a wraz z nim znika jednostkowa świadomość, która staje się częścią większej całości. To dlatego Francuzi nazywają orgazm „małą śmiercią”.Przytaczanie tu myśli Bataille’a w kontekście naszych zainteresowań nie jest wcale bezcelowe, albowiem wg tego francuskiego filozofa okultyzm, tak jak i inne praktyki religijno-magiczne, wywodzi się z chęci okiełzania energii seksualnej, która stanowi zagrożenie dla ładu społecznego zorganizowanego wokół pracy. Erotyzm oznacza wydatkowanie energii, podczas gdy praca wymaga jej jak największego gromadzenia. W tym celu, ogranicza się jego zasięg, tworząc rozmaite tabu, które mogą być łamane tylko w zakresie wyznaczanym przez rytuał. Taką funkcję pełniły pierwotnie święta, podczas których normalny porządek rzeczy ulegał chwilowemu odwróceniu. Podczas świąt uwalniane były nadwyżki energetyczne, które w innych sytuacjach wiązane byłyby z przemocą.

Niestety, wraz z pojawieniem się chrześcijaństwa zdesakralizowano te formy religijne, które odnosiły się do seksu i przemocy. Proces ten jeszcze bardziej pogłębił się w XVIII wieku, kiedy to wraz z nastaniem epoki Oświecenia, zaprowadzono rządy rozumu nad tym, co irracjonalne, chaotyczne, w tym między innymi nad seksualnością. To zaś, co w dawnych kulturach uznawano za „seks sakralny” zyskało miano dewiacji i rzeczywiście taką też postać przyjęło. Stale tłumiona energia seksualna, która nie mogła wybrać innych dróg ujścia poza jedyną dozwoloną pozycją w ramach seksu małżeńskiego, od czasu do czasu wybuchała z gwałtowną siłą, przyjmując postać szalonych wizji religijnych. Kiedy zaś i te uznano za niepożądane, proces jej degeneracji osiągnął jeszcze wyższy stopień, czego wynikiem były rozmaite perwersje, choroby psychiczne i akty przemocy na świecie. I jakkolwiek by deterministycznie nie brzmiała ta teoria, wyjaśnia ona wiele zagadek świata współczesnego, takich jak choćby gwałtowne rozpowszechnienie się przemocy.

Tajemnica Szafirowej Gwiazdy

W świetle powyższej teorii renesans magii w XX wieku można uznać za próbę odtworzenia przestrzeni rytualnej, w ramach której możliwe są działania, gdzie indziej uważane za szalone i niebezpieczne. Jest to w istocie powrót do archaicznych technik ekstazy, które wraz z nastaniem ery chrześcijańskiej uznano za niepożądane i szkodliwe. Niektóre z tych technik przechowywane były w rozmaitych sektach gnostyckich. Większość z nich zachowała się na Wschodzie. I z tych właśnie dwóch tradycji: gnostycyzmu i religii Orientu mieli korzystać okultyści, którzy pod koniec XIX i na początku XX wieku tworzyli podwaliny nowoczesnego okultyzmu.

Niebagatelną rolę w tym procesie odegrał zakon Ordo Templi Orientis, którego ezoteryczne nauki zmierzały do resakralizacji seksu, czyli do ponownego nadania mu wymiaru duchowego. Od samego początku swego istnienia system wtajemniczeń O.T.O obejmował dwa rodzaje nauk. Pierwsze z nich, powstałe zapewne z inspiracji Theodora Reussa, dotyczyły pracy z symbolami. Składały się na nie rozmaite ryty masońskie i różokrzyżowe. Drugie, importowane ze Wschodu przez Carla Kellnera, dotyczyły magii seksualnej, uznawanej za „największą tajemnicę zakonu”. Jak się szybko okazało, tajemnicę tę trudno było utrzymać, gdyż na jej trop już w 1912 roku wpadł świeżo upieczony adept O.T.O, Aleister Crowley.

Według wszelkich prawdopodobieństw, Crowley zawarł ją w dziele p.t. Księga Kłamstw, które zawierało opis rytuału „Szafirowej Gwiazdy”. Dokładny tekst tego rytuału znaleźć można w przetłumaczonej przeze mnie Magiji w teorii i praktyce. Stanowił on crowleyowski odpowiednik klasycznego rytuału heksagramu, przywołującego bądź odpędzającego siły makrokosmiczne. W tym jednak przypadku jego symbolika miała charakter wyraźnie seksualny. Rozpoczynały go słowa: „Niechaj Adept uzbroi się w magiczną różdżkę i wyposaży w mistyczną różę”, które w języku symboli informowały, że mag ma przygotować siebie i swoją partnerkę do odbycia stosunku seksualnego. Na początku rytuału adept miał wykonać serię gestów magicznych, odpowiadających tajemnej formule L.V.X. – N.O.X (światła-nocy, jin-jang, Sziwy-Siakti). Po nich następowało kreślenie heksagramów w czterech kierunkach świata, po czym adept wracał do środka kręgu, gdzie wykonywał „znak różokrzyża”. Czym był ów znak różokrzyża, tego rytuał nie precyzował. Wykonywać go mieli jedynie ci adepci, którzy byli weń wtajemniczeni, najprawdopodobniej przez samego Crowleya. Dziś jednak jego tajemnica wydaje się łatwa do rozszyfrowania. Różokrzyż to wyrażona w języku symboli pozycja zjednoczenia męskich i kobiecych genitaliów. Innymi słowy, punkt kulminacyjny rytuału „Szafirowej Gwiazdy” obejmował stosunek płciowy.

Nie byłoby w tej formule może nic szczególnego, wszak rytualny stosunek płciowy uprawiano nie tylko w hinduskim kulcie Sziwy i Siakti, lecz i w działającym na Zachodzie w XIX wieku Hermetycznym Bractwie Światła, tyle że zaraz po jego zakończeniu, rytuał nakazywał by adept przywołał boga Seta, który miał zjawić się w kręgu, „napić się sakramentu i udzielić nim komunii”. Ten właśnie krótki ustęp sprawił, że w 1912 roku ówczesny przywódca O.T.O, Theodore Reuss oskarżył Crowleya o ujawnienie najpilniej strzeżonej tajemnicy jego zakonu. A dotyczyła ona ni mniej ni więcej tylko magicznej mocy męskich i kobiecych płynów seksualnych. Sakrament, o którym tu mowa, składał się z nasienia i wydzieliny z pochwy, którą należało najpierw poświęcić bogu Setowi, potem zaś spożyć.Z tajemnych instrukcji Zakonu Templariuszy Wschodu, które w latach siedemdziesiątych ujawnił angielski historyk okultyzmu, Francis King, wcale nie wynika, że w zakonie tym ów seksualny sakrament składano w ofierze Setowi. Pozostaje jednak bezspornym faktem, że taką funkcję nadał mu Crowley. W egipskiej mitologii Set pełnił rolę boga-niszczyciela, zabójcy Ozyrysa – antropomorficznego boga wegetacji. Był także „Panem Górnego Egiptu”, którego przyjęli za swego jedynego boga semiccy najeźdźcy podczas okupacji delty Nilu. Być może, zbieżność tych dwóch faktów sprawiła, że po wygnaniu najeźdźców ze swego terytorium Egipcjanie nadali Setowi demoniczne oblicze. Z upływem czasu stał się on Szaitanem, czyli znanym nam dobrze z chrześcijańskiego mitu Szatanem. Dodatkowego posmaczku całej tej sprawie nadaje fakt, że zgodnie z teriomorficznym charakterem większości bóstw egipskich, Set posiadał wygląd psa. Tymczasem, w objawionej Crowleyowi w 1904 roku Księdze Prawa pojawiało się mało zrozumiałe pytanie: Is it a God living in a dog?(„Czyż Bóg ma mieszkać w psie?”) I chociaż Księga Prawa odpowiadała na nie przecząco, nie rozwiązywało to zagadki wiążącej się z tą dziwną kwestią. Niektórzy interpretatorzy Crowleya, jak choćby znany w Polsce z trylogii Iluminatus, Robert Anton Wilson, odnoszą ten dziwny fragment Księgi Prawa do współczesnych mitów ufologicznych związanych z Syriuszem. Było nie było, Syriusz nazywany jest „psią gwiazdą”, a jego „podwójność” może łączyć go z bogiem Setem, uznawanym czasami za „mrocznego bliźniaka” Horusa, czyli w crowleyowskiej mitologii patrona nowej ery i jego religii, telemy. Wydaje się jednak, że jest to daleko posunięta nadinterpretacja myśli Crowleya, który sam odnosił ten fragment Księgi Prawa do prostej konstatacji, że boskość można osiągnąć tylko poprzez wyzbycie się zwierzęcości, a więc uniezależnienie się od warunków swego otoczenia.

Czemu jednak rytuał „Szafirowej Gwiazdy” nakazywał ofiarowywanie kobiecych i męskich fluidów seksualnych właśnie temu bogowi? Kenneth Grant z Tyfonicznego Ordo Templi Orientis sugeruje, że mogła to być ofiara z ego, ponieważ jego zdaniem Set jest Panem Inicjacji obejmującej unicestwienie ego, które w micie egipskim przyjmuje postać Ozyrysa. Tyle że w schemacie kabalistycznego Drzewa Życia Ozyrys, podobnie jak inni bogowie związani z kultem ofiarniczym (Adonis, Attis, Chrystus) plasuje się na poziomie sefiry tiferet. Ta zaś na pewno nie odpowiada „ego”, tylko temu co je przekracza, czyli „jaźni”. Można więc powiedzieć, że składana Setowi ofiara z nasienia i lubricatio jest ofiarą z „siebie samego”, z tego co w każdym człowieku jest najcenniejsze, z iskierki światła, który każdy z nas nosi w sobie (tiferet jest źródłem światła słonecznego). Dlaczego jednak składa się tę ofiarę, nadal pozostaje to tajemnicą.

Liber Agape, czyli Księga Miłości

Rytuał „Szafirowej Gwiazdy” czynił z seksu klucz do zrozumienia tajemnic magii, klucz, który otworzył przed Crowleyem drzwi do najwyższych zaszczytów w Zakonie Templariuszy Wschodu. W ciągu następnych kilku lat Crowley stał się niekwestionowanym przywódcą tego zakonu, a w 1922 roku, po śmierci Theodora Reussa, mógł to przywództwo potwierdzić oficjalnym tytułem. Sam trzon ezoterycznych nauk O.T.O stanowiły instrukcje, które Crowley napisał w latach 1913-14. Niektóre z nich, odnoszące się do VII i VIII stopnia O.T.O (a więc do panseksualizmu i magii masturbacyjnej) omówiliśmy w poprzednim artykule z tego cyklu. Najważniejszym jednak traktatem na temat magii seksualnej była Liber Agape, czyli „Księga Świętego Graala, w której jest mowa o winie spożywanym podczas sabatu adeptów”.

Liber Agape stanowiła tajemną instrukcję dla IX stopnia wtajemniczeń O.T.O. Cechował ją patetyczny, naszpikowany symboliką alchemiczną styl. W księdze tej, pod płaszczykiem rozważań o Jezusie Chrystusie i Trójcy Świętej, wykładane były podstawy magii seksualnej zakonu. W rzeczywistości, powtarzała ona zawartą we wcześniejszych instrukcjach O.T.O tezę o zasadniczej, seksualnej strukturze wszechświata. Crowley powiadał że u podstaw wszelkiego istnienia znajduje się akt płciowy. Tak więc, jak ludzie zawdzięczają swoje życie tylko miłości, tak też i bogowie stale kopulują, by świat mógł nadal istnieć. Rozważania te bliskie były tantryzmowi, ponieważ towarzyszyła im myśl, że świat cechuje zasadnicza jedność przeciwieństw, jedność, która ma charakter seksualny.

Crowley przestrzegał przed zbyt dosłownym rozumieniem symboli religijnych: „Uważaj, mój drogi braciszku, byś nie popadł w tarapaty rozmyślając nad tą Jednią. Albowiem pierwsza zasada zwykle pojawia się w różnych, przeciwstawnych formach. Mamy więc Ojca i Matkę, występujących pod różnymi postaciami. Dziś męskość przeciwstawiana jest kobiecości, choć w Tym Co Najwyższe nie ma podziału”. I tak punkt i okrąg, lingam i joni, róża i krzyż, jin i jang, iglica i nawa w rzeczywistości tworzą jedność, chociaż na pozór zdają się być rozdzielone. Ta sama prawda dotyczy trzech najistotniejszych par przeciwieństw: Boga i człowieka w Bogoczłowieku, podmiotu i przedmiotu w stanie samadhi oraz kobiecości i męskości w ludzkości. Parom tym, jak twierdzi Crowley, towarzyszy jednak zawsze trzeci element, bez którego żaden symbol nie może być pełen.

Tę troistość każdego symbolu dobrze wyraża symbol Trójcy Świętej, która dla Crowleya jest po prostu fallusem-pankreatorem, „stwarzającym wszystko członkiem”. W trójcy tej Ojciec to penis w erekcji, Syn to nasienie – produkt Jego działalności i nośnik Jego koncepcji, Duch zaś to zygota – idea w poczęciu (zjednoczenie tego, co męskie i żeńskie). Każdy z nich, w oderwaniu od pozostałych, jest niekompletny i tylko razem tworzą całość, która podtrzymuje świat przy istnieniu. Podobnie triadyczną formułę zachowują święte słowa różnych systemów inicjacyjnych: aryjskie AUM, gnostyckie IAO, chińskie TAO, różokrzyżowe INR, czy też wreszcie O.T.O – skrót od nazwy Ordo Templi Orientis. Nakreślony w ten sposób wizerunek świata tworzy z niego system fallocentryczny, w którym niewiele miejsca pozostaje dla kobiety. Naraża to Crowleya i jego epigonów na liczne oskarżenia o męski szowinizm, czy też nawet krypto-homoseksualizm (co jest ulubioną tezą lansowaną przez niemieckiego historyka okultyzmu, Petera Koeniga).

Kobieta, w systemie magicznym O.T.O pełni jednak bardzo istotną funkcję. Jest bowiem Siakti – partnerką maga, bez której żadna naprawdę istotna operacja magiczna nie mogła by się udać. I chociaż w kosmicznym porządku fallusa jej miejsce znajduje się dopiero na poziomie Ducha, gdzie łączy się w zygocie z „męską ideą”, to jednak bez niej nie jest możliwe poczęcie, zwieńczenie owej idei, a więc i samo życie.

W crowleyowskich rozważaniach na temat magii seksualnej bardzo widoczne są sprzeczności charakteryzujące jego myśl. Z jednej bowiem strony, Księga Prawa wyznaczała mu rolę Bestii – niszczyciela starego porządku świata, który mógł zbudować nowy ład tylko przy pomocy Szkarłatnej Kobiety, Babalon. Z drugiej jednak strony, na kształt ideowy Zakonu Templariuszy Wschodu składały się dziewiętnastowieczne doktryny różokrzyżowe i masońskie, które nie dopuszczały kobiet do najwyższych wtajemniczeń. Crowley musiał tę sprzeczność jakoś rozwiązać, a jedyne wyjście z tej sytuacji widział w stworzeniu systemu fallocentrycznego, w którym kobieta, jakkolwiek niezbędna w dziele tworzenia i niszczenia, była tylko dopełnieniem mężczyzny. Należy przy tym pamiętać, że zręby ideowe crowleyowskiej magiji seksualnej powstawały w czasie, kiedy kobiety dopiero co walczyły o prawa wyborcze, a religia była postrzegana jako oręż zaprowadzania ojcowskiej woli.

Księga Prawa i tajemne instrukcje O.T.O umiejscawiały kobietę w zupełnie innym porządku makro- i mikrokosmicznym. I choć nadal była ona fantazmatem mężczyzny, produktem jego niespełnionych fantazji, nie sposób nie dostrzec znacznie szerszej sfery swobód, jakie mogła w ramach tych fantazji realizować. W obiegowej opinii przyjęło się traktować tantryczne systemy hinduizmu i buddyzmu jako miejsca, w których w sposób idealny realizowane jest równouprawnienie kobiet i mężczyzn. Wystarczy jednak wnikliwie przeczytać teksty niektórych tantr, by zauważyć że i one przedstawiają świat zwykle z męskiej perspektywy. Siakti rzadko kiedy jest stroną dominującą, albowiem zgodnie z tradycją kobieta jest partnerką mężczyzny, a nie na odwrót. Nie będzie przesadą twierdzenie, że Crowley znajdował się pod dużym wpływem tantryzmu, a jego system magiji seksualnej w dużej mierze z niego korzystał. Było jednak coś, co w znacznym stopniu odróżniało jego magiję seksualną od tantryzmu. Tym czymś była wiara w magiczną moc sakramentu złożonego z męskich i kobiecych płynów seksualnych.

Liber Agape oraz komentujący ją traktat De Arte Magica zawierały szczegółowe wskazówki dotyczące „produkcji i spożywania” tego sakramentu. Przestrzegały też, że praktyka ta jest zastrzeżona dla osób, które przeszły długi i mozolny trening magiczny, w ramach którego opanowały wszelkie swoje słabości i nauczyły się pracować nad energiami. Samą operację magiji seksualnej miał poprzedzać celibat, traktowany tu jako powstrzymywanie się od takiej aktywności seksualnej, która nie jest poświęcona celom duchowym. W istocie, tę formę „seksualnej czystości” musieli zachowywać wszyscy członkowie zakonu, którzy wraz z wtajemniczeniem na VII stopień O.T.O poznali arkana magiji seksualnej.

Operację należało wykonywać w kręgu magicznym, a towarzyszyć jej miała stała myśl o celu, który jej przyświeca. Na siedem godzin przed jej rozpoczęciem adept rozpoczynał modły do Boga Troistego, którym w tym wypadku był zapewne fallus, bądź to pod postacią figurki religijnej, bądź też w bardziej prozaicznej, organicznej formie. Musiał też powstrzymywać się od obżarstwa i przynajmniej na trzy godziny przed samą operacją nic nie jeść. Ten krótki post nie obejmował wszakże wina i „ciasteczek światła”, które wolno mu było zażywać do woli przed rytuałem.

Po takich przygotowaniach mag wkraczał do kręgu ubrany zwykle w fioletową szatę, gdzie przez równo godzinę kochał się ze swoją partnerką, powtarzając cały czas następująco brzmiący „Hymn do Wenus”:

Tu Venus orta mari venias tu filia Patris,

Exaudi penis carmina blanda, precor,

Ne sit culpa nates nobis futuisse viriles,

Sed caleat cunnus semper amore meo.

Im dłużej trwał stosunek, tym szybciej i rytmiczniej miała przebiegać inkantacja. Wieńczył ją orgazm, który Księga Miłości nazywała „Ofiarą Mszy”. Po zakończonym stosunku, kochankowie spożywali powstałą w wyniku tej operacji mieszaninę męskich i kobiecych płynów płciowych, co też mieli czynić z wielką uwagą, albowiem jak głosiła instrukcja: „Eliksir jest ziarnem życia. Z tej oto racji, choć jest on najpotężniejszą, najbardziej błyskotliwą rzeczą, jaka istnieje w całym Wszechświecie, samą Zjawą Naszego Boga-Słońca, jest on także najdelikatniejszą i najwrażliwszą spośród wszystkich rzeczy”.

Subtelności dotyczące tego rytuału nie ograniczały się tylko do kwestii „sakramentu”. Crowley najwyraźniej przeżywał poważne rozterki związane z chęcią włączenia do tego rytuału praktyk nieco odchodzących od normalnego seksu. I tak, pierwsze wyzwanie wiązało się z homoseksualizmem, który sam uważał za wyższą (sic!) formę magiji seksualnej. Z tej właśnie racji praktykom homoseksualnym poświęcił XI stopień O.T.O. Co się zaś tyczy praktyk związanych z IX stopniem wtajemniczenia, postanowił że mogą one dotyczyć stosunków z partnerem tej samej płci, pod warunkiem że jest to mężczyzna. Łączyło się to zapewne z jego wiarą w wyższość męskich fluidów seksualnych nad kobiecymi, które uważał za same w sobie bezużyteczne. Podobnie przychylną opinię wydał odprawianiu rytuału magiji seksualnej podczas menstruacji, powołując się tutaj na samych alchemików, którzy wyznawali wyższość „czerwonej tynktury” nad „białą”. Twierdzenia ich przyjmował jednak tylko na wiarę, ponieważ jak sam pisał w traktacie De Arte Magica „nikt ich jak dotąd nie udowodnił”. Może to oznaczać, że do 1914 roku, czyli do chwili spisania tej instrukcji, Crowley nie wykazywał zainteresowania tą formą magiji seksualnej. Czyżby zadziałał tu strach przed „krwawiącymi kobietami”, tak dobrze znany nam z opisu kultur pierwotnych i utrwalany w wielu religiach?

Homunkulus, czyli przepis na magiczne dziecko

Nasze pobieżne omówienie zasad magiji seksualnej praktykowanej przez Zakon Templariuszy Wschodu i jego przywódcę byłoby jednak niekompletne, gdybyśmy nie zwrócili uwagi na pewne krótkie, choć bardzo interesujące dziełko traktujące „O homunkulusie”. Traktat „De Homunculo” powstał w 1914 roku, a jego przedmiotem był opis praktyk mających na celu stworzenie sztucznego człowieka, czyli tzw. „magicznego dziecka”. Ta niezwykła idea, antycypująca nowoczesne bio-technologie, pojawiła się po raz pierwszy na początku naszej ery, kiedy to pewien pisarz chrześcijański oskarżył gnostyckiego mędrca, Szymona Maga o stworzenie takiej istoty przy pomocy instrumentu przypominającego stosowane w medycynie bańki. Szymon Mag miał złapać do takiej bańki ducha zmarłego chłopca, po czym przemienić go kolejno w: powietrze, wodę, krew i ciało. Najbardziej szczegółowy opis produkcji homunkulusa przedstawił jednak słynny lekarz i alchemik, Paracelsus. Obejmował on włożenie nasienia ludzkiego do zapieczętowanej retorty, którą należało umieścić w gorącym, fermentującym nawozie końskim na okres czterdziestu dni. Po upływie tego czasu w retorcie powinien wykształcić się ludzki embrion, który trzeba było odżywiać ludzką krwią przez kolejne czterdzieści dni. Dopiero po tym okresie embrion miał przekształcić się w dziecko, które na zewnątrz niczym się nie różniło od innych dzieci.

Crowley, oczywiście, znał te wszystkie legendy, chociaż wątpliwe jest by dawał im wiarę. Zależało mu bardziej na stworzeniu czegoś, co „chociaż nie będzie prawdziwym homunkulusem, to jednak pełnić będzie przypisywane mu funkcje”. W tym celu powstał traktat „O homunkulusie”, który był drugą po Liber Agape instrukcją obowiązującą inicjowanych na IX stopień w O.T.O.

Otwierał go rozdział poświęcony naturze homunkulusa. Można się było z niego dowiedzieć, że: „Homunkulus jest to żywa istota wyglądająca jak człowiek i posiadająca te same cechy, które odróżniają człowieka od zwierzęcia, czyli intelekt i mowę. Tym niemniej, ani jego sposób poczęcia ani narodziny nie przypominają tego, co dzieje się z człowiekiem, albowiem nie zamieszkuje go dusza ludzka”.

Następnie, Crowley przechodził do omówienia doktryny reinkarnacyjnej, której zrozumienie było niezbędne dla owocnego przeprowadzenia operacji mającej na celu stworzenie homunkulusa. Wynikało z niej że dopiero mniej więcej w trzecim miesiącu ciąży płód nabywa duszę, która jest wypadkową dwóch czynników: karmy i przeznaczenia. O ile jednak crowleyowskie rozumienie karmy praktycznie nie różniło się od swej klasycznej, hinduistycznej wykładni, o tyle dość wyjątkowe było jego rozumienie przeznaczenia. Crowley odnosił się do niego jako do pewnej „naturalnej tendencji”, która istnieje w człowieku i jest przez niego dziedziczona. Można więc powiedzieć, że ta naturalna tendencja oznaczała pewne dziedzictwo genetyczne, które dopiero w połączeniu z karmą, czyli dziedzictwem duchowym, składało się na całokształt człowieka. Jak twierdził Crowley, w przypadku złego dopasowania tych dwóch czynników, ciąża mogła zakończyć się poronieniem, narodzinami martwego płodu, czy też „narodzinami idioty”. Ten ostatni przypadek zdarzał się wtedy, gdy płód brała we władanie jakaś głupia, nieludzka istota, bądź też duch człowieka o niezwykłej karmie.

Wynikały z tego daleko idące konsekwencje. Wystarczyło bowiem powstrzymać ludzkie ego przed wcieleniem się w płód i wprowadzić weń jakiegoś żywiolaka lub ducha planetarnego, by przyszły noworodek mógł służyć celom wyznaczonym przez maga. Wiązało się to jednak z pewnymi kłopotami. Operacja ta mogła udać się tylko wtedy, gdy odpędzane przez maga ego nie posiadało zbyt wielkiej siły duchowej. W innym przypadku, wszelkie wysiłki zdawały się daremne. Po drugie, mag musiał uważać, jaką istotę pragnie inkarnować w ludzkim ciele, tak by jej charakter nie kłócił się z cechami dziedzicznymi tego ciała. Istota o wątłej posturze nie nadawała się przecież do inkarnacji ducha marsowego, podobnie jak dziecko szpetnych rodziców nie mogło służyć za pojazd ducha Wenus. Po rozważeniu tych wszystkich kwestii można było przejść do operacji magicznej.

Sama operacja generowania homunkulusa składała się z trzech faz. Pierwsza z nich obejmowała stosunek seksualny, którego celem było spłodzenie magicznego dziecka. W tym celu, mag musiał dobrać takich partnerów seksualnych, którzy pod względem astrologicznym sprzyjali by spłodzeniu istoty o pożądanej przez niego naturze. Jeśli więc cechą przyszłego homunkulusa miała by być dobroczynność, partnerzy ci powinni mieć w swoich horoskopach Jowisza wznoszącego się w znaku Ryb, dobrze zaspektowanego ze Słońcem, Wenus i Księżycem. Podobnie, świątynia, gdzie odbywał się ów akt magicznej kopulacji, musiała być wystrojona w symbole odpowiadające naturze ducha, który miał inkarnować się w ludzkim ciele. Wszystko powinno być zaaranżowane w taki sposób, by przypominać partnerom seksualnym o celu ich operacji.

Po zakończonym stosunku, kobietę zabierano do specjalnie przygotowanego w tym celu miejsca, które powinno znajdować się gdzieś z dala od ludzi po to, by przypadkiem nie zabłąkała się do niego jakaś dusza ludzka szukająca nowego ciała do wcielenia. Kobietę umieszczano w wielkim kręgu magicznym, którego nie wolno jej było opuszczać. Mag musiał pamiętać o tym, by pięć do siedmiu razy dziennie wykonywać w tym kręgu rytuał odpędzenia wszystkich sefir, ze szczególnym uwzględnieniem sefiry keter. Kobieta zaś przez cały ten czas rozmyślała nad naturą swej operacji oraz obrazem ducha, który miał wcielić się w noszony przez nią płód. Pomagał jej w tym wystrój świątyni, palone kadzidła oraz książki – wszystkie poświęcone temu jednemu duchowi. Na dodatek, dwa razy dziennie mag wykonywał ewokację danego ducha, umieszczając przyszłą matkę w trójkącie magicznym (raz podczas jej snu, raz podczas jawy). Gdy zaś już zbliżał się czas rozwiązania, powinien zadbać o to, by poród odbył się w czasie harmonizującym z celem operacji.

W ten sposób narodzone dziecko musiało być poświęcone, oczyszczone i konsekrowane zgodnie z formułą planety, żywiołu i znaku wcielonej w niego istoty. Mogło wtedy spełniać funkcje, do jakich zostało przez maga wyznaczone. A tym samym stanowiło spełnienie wiecznego snu o boskości, jaki nawiedzał ludzkość od najdawniejszych czasów. Marzenie to nie obce było samemu Crowleyowi, czemu dał wyraz w napisanej w 1917 roku powieści pt. Moonchild (Księżycowe Dziecko). Moonchild jest opowieścią o walce dwóch bractw, dobrych i złych magów, których celem jest przeciągnięcie na swoją stronę dziewczyny mającej być matką dla magicznego dziecka. Historia ta, jakkolwiek sfabularyzowana, w wielu miejscach oparta jest na autentycznych faktach. Występują w niej bohaterowie mający swe odpowiedniki w postaciach związanych z biografią Crowleya. Sama też wojna magów odnosi się do autentycznego faktu historycznego. Nie wiadomo jednak na ile autentyczny, na ile zaś fikcyjny jest sam opis operacji „księżycowe dziecko”, której celem było stworzenie homunkulusa. Tą kwestią zajmiemy się w następnym odcinku naszego cyklu poświęconym Szkarłatnym Kobietom w życiu Crowleya.

„ANTYCHRYST, SEKS I KOSMICI”

W „Objawieniu św. Jana”, tej najposępniejszej i najbardziej malowniczej świętej księdze chrześcijan, nazywanej potocznie Apokalipsą, znajduje się opis nadejścia Antychrysta, który wyłoni się pod koniec dziejów i pogrąży ludzkość we krwi i płomieniach. Zanim do tego dojdzie, pojawią się na Ziemi inne istoty, które przyszykują grunt pod jego nadejście. Będą to fałszywi prorocy religijni, siejący materializm, zwątpienie i rozprzężenie seksualne. Poprowadzi ich Bestia, której liczbą jest 666, dosiadana przez kobietę odzianą w purpurę i szkarłat, trzymającą „w ręce złoty puchar pełen obrzydliwości i brudów swego nierządu”. Rozegra się wtedy wielka bitwa między siłami Bestii a tymi, którzy staną po stronie Chrystusa, krwawa bitwa zakończona rzecz jasna zwycięstwem sił dobra i powtórnym nadejściem Zbawiciela.

Na pozór nie ma w tej wizji nic, czego nie znalibyśmy z telewizji i mitów kultury masowej. Ot, jeszcze jeden western, w którym ścierają się „dobrzy i źli faceci”, zwieńczony happy endem w postaci zwycięstwa dobrego szeryfa. A jednak, Apokalipsa to coś więcej niż tylko jeszcze jedna klisza wyświetlonych rojeń ludzkich o wiecznej bitwie między dobrem i złem. To księga prorocka, plastyczna wizja „tego, co ma nadejść”, zawierająca złożoną strukturę symboli, których nie da się dosłownie odczytać. Albowiem przy głębszym odczytaniu okazuje się, że liczba 666 w języku hebrajskim odpowiada słowu „Mesjasz”, co czyni z apokaliptycznej Bestii partnera Chrystusa w dziele Zbawienia. Aż chce się zacytować znanego trójmiejskiego poetę: „Orgazm to do siebie ma, nie ma dobra ani zła”. Być może więc jeden z ukrytych w Apokalipsie przekazów powiada, że trzeba wyjść poza dobro i zło, żeby osiągnąć wyzwolenie. Nie należy się wszakże łudzić, że wujek Nietzsche inspirował się wizją biblijną. Jedno jest pewne, z wszystkiego można odczytać to, co się chce.

Tymczasem, Apokalipsa to również wizja prorocza zapowiadająca kres dziejów, wizja, która według wielu spełnia się w naszych czasach. Oto bowiem rozpada nam się świat porządku i harmonii, ta stara struktura, którą w dawnych czasach nazywano kosmosem, a w miejsce ładu pojawiają się różnorodne przebłyski chaosu i żaden z nich nie króluje nad innymi. Jest również zapowiadany materializm i hedonizm, brakuje wszakże Antychrysta i jego zastępów, choć nie jest to wcale takie pewne, ponieważ złowieszcze widmo zaczyna krążyć po świecie przybierając kształt Niezidentyfikowanych Obiektów Latających.

Codziennie, w wielu punktach na świecie, notowane są kolejne doniesienia o inwazji kosmitów na Ziemię. Domorośli obserwatorzy i bogu ducha winni ludzie zauważają ślady obecności obcych, czasem w postaci latających spodków, innym razem w postaci przebłysków i zaburzeń atmosferycznych. Są również tacy, którzy co jakiś czas porywani są przez szarych humanoidów, którzy w odróżnieniu od miłych zielonych ludzików z bajek i podań ludowych, nie są wcale mili i poddają ich okrutnym eksperymentom. Niezależnie od tego, co by się o tych zeznaniach sądziło, faktem jest, że setki tysięcy ludzi na Ziemi doznało obecności „obcych istot na Ziemi”. Pozostaje tylko nie rozstrzygnięte, kim są ci „obcy”.

Robert Anton Wilson proponuje kilka możliwości:

a) Pierwsza z nich zakłada, że „obcymi” mogą być nasi potomkowie, którzy za kilkaset lat rozwiną na tyle technologię, by móc się przemieszczać w czasie. Wygląd „kosmitów” sugeruje duże prawdopodobieństwo tego rozwiązania. Przypominają oni ludzi, choć są znacznie mniejsi, chudsi i obdarzeni nieproporcjonalnie wielkim głowami. Naukowcy są zgodni, co do tego, że w przyszłości mniej więcej tak będą wyglądać ludzie.

b) W drugą hipotezę wierzą ci, którzy „mieli kontakt z UFO” oraz wyznawcy różnych kultów ufologicznych. Powiada ona, że „obcy” są przybyszami z kosmosu, którzy przylecieli bądź powrócili na Ziemię w dobrych lub złych celach. Istoty te są wyżej od nas cywilizowane i pochodzą z odległych planet, wśród których najczęściej wymienianą jest Syriusz.

c) Jest również możliwe, że „obcy” wcale nie są na tej Ziemi tacy obcy, lecz zamieszkują ją na równi z nami. Są oni dla nas niewidzialni i tylko czasami przejawiają się nam w widzialnej formie. W dawnych czasach nazywano ich aniołami, demonami, żywiolakami, „zielonymi ludzikami”.

d) Ostatnia hipoteza powiada, że „obcy” to nieznane części naszego systemu nerwowego, które pojawiają nam się w chwilach zwiększonych napięć nerwowych. Ku tej możliwości skłaniał się Karl Gustaw Jung, który twierdził, że UFO to znak naszych czasów pełnych napięć i chaosu.

Pozostaje wszak jeszcze jedna możliwość, powiadająca że UFO nie wzięło się znikąd, lecz zostało sprowadzone na Ziemię w wyniku działań okultystycznych. W hipotezie tej splata się motyw apokaliptyczny z wątkiem ufologicznym. Mowa tu o Operacji Babalon, którą na początku 1946 roku przeprowadzili Jack Parsons, L. Ron Hubbard i Marjorie Cameron. To działanie magiczne miało na celu spłodzenie Antychrysta i choć w tym przypadku jego uczestnicy wykazali brak diabelskiego nasienia, to jednak tuż po nim zaczęły pojawiać się na niebie Niezidentyfikowane Obiekty Latające.

Główny pomysłodawca tego rytuału, John Whiteside (Jack) Parsons, w życiu zawodowym zajmował się fizyką doświadczalną i należał do najwybitniejszych na świecie specjalistów od paliwa rakietowego. Jego zasługi dla nauki były na tyle nieocenione, że dla ich upamiętnienia jego nazwiskiem nazwano krater na księżycu. Parsons był szczęśliwcem. Urodził się w bogatej rodzinie. Obdarzony był niezwykłym talentem i urodą, która przyciągała do niego liczne kobiety. W młodym wieku zatrudniono go w Jet Propulsion Laboratory, najbardziej prestiżowym i najlepiej wyposażonym amerykańskim laboratorium badawczym. Był cenionym naukowcem i szczęśliwym małżonkiem. Na dodatek, po śmierci ojca otrzymał spadek w postaci olbrzymiego domu w kalifornijskim mieście Pasadena.

Tyle że Parsons prowadził podwójne życie. A swoje natchnienie do pracy naukowej czerpał z magii. Jak pisze angielski badacz okultyzmu, Michael Staley, „Parsons nawiązał związki z O.T.O. i A.’.A.’. w grudniu 1938 roku podczas wizyty w kalifornijskiej loży O.T.O, zwanej Lożą Agape. Do tej świątyni zabrał go jeden z kolegów z pracy. W tym czasie Loża Agape urządzała cotygodniowe pokazy crowleyowskiej Mszy Gnostyckiej, traktując je zarówno jako rodzaj sakramentu jak i sposób na rekrutację nowych członków. Lożę tę założył w połowie lat dwudziestych uciekinier z Anglii, Wilfred T. Smith, który przez wiele lat utrzymywał kontakt z kanadyjskim uczniem Crowleya, Charlesem Stansfieldem Jonesem i był przez samego Crowleya bardzo ceniony. Niedługo jednak trwał ten stan, gdyż z biegiem czasu amerykańska loża O.T.O przestała się rozwijać, co było nie po myśli Crowleya, który obwiniał Smitha za powstałą stagnację”. Nie będzie zatem przesadą powiedzieć, że zanim jeszcze w 1939 roku Parsons wraz ze swoją żoną Helen przystąpili do Loży Agape, stosunki między Crowleyem a Smithem uległy wyraźnemu ochłodzeniu.

Wieść o nowym uczniu w USA dość szybko dobiegła do Crowleya. Parsons był pomysłowy i rzutki, a jego posiadłość szybko została przerobiona na świątynię magiczną zakonu. Dzięki bujnemu życiu towarzyskiemu i wpływom jakie posiadał w kalifornijskim światku artystycznym, do amerykańskiej loży O.T.O nagle zaczęli wstępować nowi, utalentowani członkowie. Niemałym rozgłosem cieszyły się tez jego operacje na tzw. planie astralnym. Wszystko to wywierało na Crowleyu duże wrażenie. Nic więc dziwnego, że ów przebiegły mędrzec szybko powziął zamiar uczynienia z Parsonsa głównej postaci amerykańskiego O.T.O.

W tym celu posłużył się podstępem i wykorzystując naiwność Smitha, napisał do niego list, w którym zalecał mu udanie się na „emeryturę magiczną” i zrzeczenie się szefostwa na rzecz Parsonsa. List zatytułowany był „Czy Smith jest Bogiem?”. Crowley pisał w nim, że Smith nie jest człowiekiem, lecz wcieleniem pewnego bóstwa. Musi zatem udać się na odosobnienie magiczne, by w samotności rozwijać swoją boskość. Po takim wstępie, Smith ochoczo ustąpił ze swego stanowiska i dzięki temu Crowley pozbył się swego niemrawego acz rozpustnego namiestnika, który w tym czasie zdołał już uwieść żonę Parsonsa.

Na skutek tych machinacji Parsons objął we władanie kalifornijską lożę O.T.O i mógł przystąpić do realizacji swoich planów magicznych. Uregulował też swoje życie osobiste, biorąc sobie za partnerkę siostrę swej żony, Betty, której przyrzekł, że może oddawać się miłości z każdym, z kim zechce. Odtąd całe życie Parsonsa podporządkowane było przygotowaniom do rytuału, którego celem było spłodzenie Antychrysta z łona kobiety. Rytuał ten, którego bardziej wyrafinowaną formę zawiera tajemna instrukcja O.T.O dla stopnia IX, Parsons wyczytał z jednej z ksiąg Crowley, powieści pt. Księżycowe Dziecko. Lektura tego dzieła tak mocno nim wstrząsnęła, że poprzysiągł sobie odnaleźć odpowiedniego asystenta, który by kontrolował moce wyzwolone podczas tej praktyki oraz partnerki, Szkarłatnej Kobiety, z którą mógłby spłodzić Bestię. Asystenta wybrał spośród licznych artystów odwiedzających jego dom. Został nim młody, nieznany pisarz science-fiction, L. Ron Hubbard.

Obaj panowie przeprowadzili w dniach od 4 do 15 stycznia 1946 roku skomplikowany rytuał inkantacji, w trakcie którego Parsons przywoływał demoniczne moce Babalon – Wielkiej Nierządnicy Babilonu, a Hubbard spisywał pojawiające się zjawiska. Pierwsze dni nie wskazywały na nic, co mogłoby świadczyć o obecności mocy ponadzmysłowych. Rozpętała się jedynie burza, przez którą w domu Parsonsa wysiadła elektryczność. Lecz dnia 14 stycznia, kiedy już obu ogarnęło zwątpienie, nagle zaczęły pojawiać się dziwne znaki. Niespodziewanie i znienacka coś pchnęło Hubbarda w prawe ramię, wytrącając mu świecę z ręki. Przerażony obecnością obcej mocy przywołał Parsonsa, a wtedy obaj ujrzeli dwumetrową smugę światła barwy żółtobrązowej. Parsons skierował ku niej swój magiczny miecz i smuga zniknęła, lecz ręka Hubbarda pozostała sparaliżowana do następnego dnia. Dla Parsonsa był to znak nawiązania kontaktu z magicznymi mocami kosmosu.

Następne dni przyniosły dalsze oznaki obecności sił magicznych niewiadomego pochodzenia. Hubbard doznał wizji dawnego wroga Parsonsa, który pragnął zakłócić ich działania przy pomocy czarnej magii. Obaj dżentelmeni uporali się z tym kłopotem, lecz atmosfera stawała się napięta, ponieważ Hubbard uwiódł obecną kochankę Parsonsa, siostrę jego żony. Jack Parsons potrzebował w tej sytuacji samotności, więc udał się na pustynię przywoływać moce bogini Babalon, stanowiącej w crowleyowskiej mitologii odpowiednik apokaliptycznej Wielkiej Nierządnicy Babilonu. W ciągu tych kilku dni spędzonych na pustyni otrzymał przekaz Księgi Babalon, która miała stanowić proroctwo nadejścia Antychrysta. Według tej księgi pełnej bluźnierczych, złowieszczych zaklęć i proroctw, Antychryst miał zstąpić z odległych kosmicznych krain w ciało Szkarłatnej Kobiety, nierządnej i wolnej od trosk. Intelektem i wymową miał przypominać człowieka, lecz jego wnętrze miało zawierać w sobie tajemne, ponadludzkie moce. Według Parsons, spłodzenie Antychrysta było koniecznym warunkiem dla zaistnienia nowej ery, która miała położyć kres chrześcijaństwu. Skoro bowiem dzieje chrześcijaństwa liczy się od narodzin Chrystusa, nic nie przerwie biegu jego dziejów, jak tylko narodziny Anty-Chrystusa.

Parsons nie musiał długo czekać na pojawienie się Szkarłatnej Kobiety. Po powrocie do Pasadeny, zastał przed swoimi drzwiami ponętną, młodą dziewczynę, o rudych włosach i błyszczącym spojrzeniu. Nazywała się Marjorie Cameron i była aktorką z awangardowego teatru. Cameron nie dość, że była piękna i odważna, to na dodatek gotowa była oddać się wyczerpującym rytuałom seksualnym. Parsons pisał w liście do Crowleya: „Mam swojego żywiolaka! …Tak jak powinna, posiada rude włosy i skośne, zielone oczy”. Jego guru nie był jednak najwyraźniej zadowolony. Pisał do przywódcy O.T.O w Ameryce, Karla Germera: „Najwyraźniej Parsons… i ktoś jeszcze chce spłodzić „księżycowe dziecko”. Dostaję białej gorączki, gdy myślę o idiotyzmie tych prostaków”.

Tymczasem, Parsons i jego współpracownicy zabrali się do dzieła. Hubbard założył białą szatę i wziął w ręce lampę. Natomiast, Parsons ubrany w czarny, zakapturzony strój z pucharem i sztyletem wznosił inwokacje do Babalon. Dla odpowiedniego nastroju obaj magowie postanowili włączyć mroczną muzykę Prokofiewa i Rachmaninowa.

Kulminacyjny moment rytuału nastąpił dnia trzeciego, kiedy to Pasons w spazmach rozkoszy odprawił wielki rytuał sprowadzenia Antychrysta. Rytuał ten odbył się w dymie kadzideł i magicznym kręgu, a jego podstawowym instrumentem była Marjorie Cameron. W miłosnym krzyku i uniesieniu, magiczni kochankowie dokonali cudu na ziemi. Przynajmniej tak im się wydawało. Marjorie poczuła w sobie embrion Antychrysta.

Parsons nie mógł otrząsnąć się z radości. Pisał do swego mistrza radosne listy, zwiastujące nadejście Bestii, lecz miesiące mijały, a dziecko nadal się nie rodziło. W tej sytuacji sam przyjął ślubowanie Antychrysta i w manifeście pt. Księga Antychrysta ogłosił się apokaliptyczną Bestią nowej ery. Jest to na tyle krótkie, a ciekawe dziełko, że warto je tutaj przytoczyć w całości:

Manifest Antychrysta

Czyń swoją wolę niechaj będzie całym Prawem.

Ja, BELARION, ANTYCHRYST, w 1949 roku panowania na Ziemi Czarnego Bractwa nazywanego chrześcijaństwem, ogłaszam swój manifest dla wszystkich ludzi, by ogłosić co następuje:

Koniec kłamstw, oszustw i obłudy chrześcijaństwa. Koniec panowania cnót służalczych i zabobonnych ograniczeń. Koniec moralności niewolników. Koniec pruderii i wstydu, poczucia winy i grzechu, albowiem wszystko to są to tylko pokłosia jedynego złą na Ziemi, jakim jest strach.

Koniec z wszelkimi autorytetami, które nie opierają się na odwadze i męstwie, z władzą kłamliwych księży, sprzedajnych sędziów, oszczerczej policji, a także

Koniec z podlizywaniem się motłochowi, popieraniem miernoty i wynoszeniem na piedestał głupców.

Koniec z ograniczeniami i zakazami, albowiem obalam je ja, Antychryst, głosząc wam Słowo BESTII 666, które brzmi: „Nie ma innego prawa poza Czyń swoją wolę”.

A zatem ja, BELARION, ANTYCHRYST, podnoszę swój głos i wypowiadam proroctwo:

Przyniosę wszystkim ludziom prawo BESTII 666, którym podbiję świat.

A w ciągu siedmiu lat od tego czasu pojawi się wśród was BABALON, SZKARŁATNA KOBIETA HILARION i dopełni mego dzieła.

A wtedy skończą się rządy przymusu, zakazów, fałszywego prawa i w ciągu dziewięciu lat Ameryka jako pierwsza przyjmie prawo BESTII 666. A wszyscy, którzy zaakceptują mnie jako ANTYCHRYSTA i przyswoją sobie prawo BESTII 666, napełnią się radością przewyższającą tysiąckrotnie udawane radostki fałszywych świętych. I w moim imieniu dokonywać będą cudów i wprawiać w zakłopotanie naszych wrogów tak że żaden z nich się nie ostanie.

Dlatego też ja, ANTYCHRYST, przyzywam tu wszystkich wybranych spośród ludzi, by przybyli tu w imię wolności i położyli kres tyranii Czarnych Braci.

Poświadczam to swoją ręką i pieczęcią […] dnia miesiąca […] 1949 roku, który jest 4066 rokiem BABALON.

Miłość jest prawem, miłość podług woli.

Belarion, Antychryst

Mimo tak podniosłych słów, godnych przyszłych rewolucjonistów spod sztandarów kontrkultury, Jack Parsons nie był w stanie dopełnić swego dzieła. Widać, frustracje życiowe nie sprzyjały jego misji. Jego najbliższy współpracownik, L. Ron Hubbard wyłudził od niego wszystkie pieniądze i uciekł z jego kochanką, Betty, przez co Antychryst musiał żyć w ubóstwie, zadawalając się jedynie wciąż mocną pozycją naukową. Lecz wkrótce i ona legła w gruzach, kiedy we wrześniu 1950 przestał pracować dla firmy lotniczej w związku z pewną aferą szpiegowską. A jednak życie zgotowało mu jeszcze bardziej okrutny los. Gdy latem 1952 roku przeprowadzał się wraz z Marjorie do chatki wynajętej w Meksyku, planując stworzenie tam nowego zakonu magicznego, upuścił fiolkę z materiałem wybuchowym i wysadził się w powietrze. Niektórzy widzieli w tym smutnym wydarzeniu spisek członków niechętnej Parsonsowi sekty scjentologicznej. Inni doszukiwali się w jego gwałtownej śmierci znamion popędu destrukcji, który był w nim tak silnie obecny. Tak, czy inaczej, Jack Parsons zmarł śmiercią niezwykłą, jak na człowieka, który całe swe dorosłe życie spędził w laboratorium. Taki był los czarnoksiężnika, któremu diabeł skręcił kark.

Pozostali uczestnicy Operacji Babalon żyli długo i szczęśliwie. Marjorie Cameron grała w licznych filmach i sztukach awangardowych. Wystąpiła między innymi w słynnym filmie Kennetha Angera z 1954 roku, „Inauguration of the Pleasure Dome”, gdzie zagrała rolę Szkarłatnej Kobiety, partnerki Apokaliptycznej Bestii 666. Nic więc dziwnego, że Anger zadedykował ten film Crowleyowi. Dodatkowego posmaczku całej historii nadaje fakt, że Cameron zagrała w nim również rolę bogini Kali, ciemnej, gwałtownej i krwiożerczej partnerki hinduistycznego boga-niszczyciela, Sziwy. I do końca życia pozostała hollywoodzką femme fatale, mroczną, pociągającą stroną tego imperium zmysłów.

Bardziej komercyjną karierę zrobił asystent Parsonsa, L. Ron Hubbard. Przeszedł do historii jako założyciel i guru Kościoła Scjentologii, najprężniej rozwijającego się oraz najbardziej atakowanego przez mass media nowego ruchu religijnego. Hubbard opracował własny system psychologiczny, nazywany dianetyką, a czerpiący liczne techniki psychoterapeutyczne z psychoanalizy, buddyzmu tybetańskiego i magii Crowleya.

Czy zatem rytuał sprowadzenia Antychrysta zakończył się niepowodzeniem? Niekoniecznie. Niektórzy znawcy okultyzmu twierdzą, że na skutek operacji Babalon powstała w kosmosie luka, przez którą zaczęły przybywać na ziemię Niezidentyfikowane Obiekty Latające. Nie wiadomo, ile w tym prawdy, choć jakaś nowa jakość na pewno pojawiła się w tamtych czasach. Być może była to furtka w wyobraźni, albo też dawne demony przyjęły postać „obcych”. Faktem jest, że UFO naprawdę zaczęło pojawiać się dopiero po 1946 roku, a jednym z pierwszych świadków jego obecności była Marjorie Cameron.

 

 

Solve et Coagule – Dziel i Łącz !

Dodaj komentarz

U źródeł wolnomularskiego wariantu zjednoczenia Europy

Jerzy Chodorowski

Fragmenty książki „Kto kogo prowadzi?”

Gdy świątynia masońska zajaśnieje nad całym światem, a dachem jej będzie błękitne niebo, ścianami dwa bieguny ziemi, filarami zaś Tron Piotra i Kościół Rzymski, wtedy moce tej ziemi, dla których zgromadziliśmy mnóstwo ludzi, obdarzą ich wolnością. (…) Oby Pan Tego Świata dal nam jeszcze jedno stulecie, a cel osiągniemy!

Z modlitwy br. Philipa W. Blumenhagena (1781-1839)

Rzymscy Papieże, poprzednicy nasi, czuwając pilnie nad zbawieniem ludu chrześcijańskiego, rychło poznali się na tym śmiertelnym wrogu, •wychylającym się z ciemności tajnego sprzysiężenia, czym jest i do czego dozy; i myślą przyszłość przenikając, jakby danym znakiem ostrzegali tak książąt jak i narody, aby nie dawali się chwytać w przygotowane sidła i zasadzki.

Leon XIII, Hunanum Genus. Encyklika przeciwko masonerii (1884 r.)

Żywotne wydawnictwo poznańskie “Wers” opublikowało w 2000 r. niezwykłą książkę o wolnomularstwie pt. Organizacje tajne w walce z Kościołem. Autorem jej jest Witold Sawicki (1904-1973), historyk prawa, działacz harcerstwa i Stronnictwa Narodowego, uczestnik konspiracji wojennej, dwukrotnie więziony w PRL, kierownik Katedry Historii Powszechnej państwa i prawa na UMCS w Lublinie, współpracownik KUL i ATK. Na niezwykłość tej książki składa się wiele przyczyn, ale jedna jest szczególnie ważna zarówno ze względów poznawczych jak i politycznych: książka przypomina i uwypukla główną zasadę strategiczną masonerii – “dziel i łącz!” – formułowaną z reguły w związku z jej celem ostatecznym, którym jest utworzenie Republiki Globu. Jest ona przez masonerię starannie (choć niedoskonale) maskowana, a przez literaturę masonoznawczą dziwnie często niedoceniana lub wręcz pomijana. Z pozoru treść tej zasady jest wewnętrznie sprzeczna: po co bowiem dzielić całość na części, skoro ma się z nich utworzyć z powrotem całość? Nie ma w niej logiki ani przejrzystości, którą odznacza się daleko starsze i bardziej znane hasło: dziel i rządź! Dzieli się po to, by rządzić, ale dzielić po to, by łączyć -wygląda na niedorzeczność. Tymczasem paradoksalność tego hasła polega na tym, że nowa całość, powstała z elementów rozłożonej całości, ma być zbudowana na zupełnie nowym fundamencie, na nowych, masońskich kanonach.

I

Najnowocześniejszego sformułowania strategii “dzielenia i łączenia” prowadzącej do realizacji głównego celu masonerii dokonał znany filozof i pisarz niemiecki Gotthold Ephraim Lessing (1729-1781). Sam mason, inicjowany do loży Pod Trzema Różami w Hamburgu (1771), doszedł do stopnia wielkiego mistrza. W 1778 r. opublikował w formie dialogu, typowej dla Oświecenia, esej pt. Ernst i Falk. Rozmowy dla wolnomularzy, a w nim przedstawił w zarysie wspomnianą strategię. Prezentację jej zaczyna od naczelnej tezy stwierdzającej, że ludzi można jednoczyć tylko przez podział! I tylko przez nieprzerwane dzielenie utrzymywać ich w zjednoczeniu! Należy ją rozumieć tak, że już pierwsze zjednoczenie ludzi w państwa wynikało z podziału ludności ziemi na plemiona, ludy, narody. Ale państwa zjednoczyły je i wzmocniły ich solidarność wewnętrzną.

I dalej: aby zjednoczyć mniejszości narodowe mieszkające w różnych ze sobą sąsiadujących państwach, trzeba z kolei te państwa podzielić na części do odstąpienia mniejszościom i części pozostawione narodom rdzennym. I jeszcze dalej: aby zjednoczyć państwa narodowe w jedną całość w jakiejś części świata, trzeba je podzielić na regiony o granicach niekoniecznie zamykających je w jednym państwie, a następnie regiony te powiązać w zjednoczenie wyższego stopnia, np. w federację. Z kolei Lessing stawia retoryczne pytanie, czy konieczność uprzedniego dzielenia ludzi, by ich potem zjednoczyć, oznacza, że wszelkie podziały są dobre? I odpowiada: oczywiście nie.Trzeba więc przeciwdziałać im, by się nie rozrastały ponad potrzebę; należy zmierzać do unieszkodliwienia ich następstw w stopniu możliwie największymKto i jak ma to zrobić? Mają to zrobić ludzie najmądrzejsi i najlepsi w każdym państwie tzn. masoni; należałoby sobie życzyć, by podjęli oni dobrowolne dzieła najwyższej hojności (ponadobowiązkowego – opus superrogatum). A jak mają go dokonać? Ponieważ dzielenie ludzi następuje wskutek różniących ich (narodowościowych, religijnych, gospodarczych itp.) interesów, było by pożądane, by w każdym państwie mogły się znaleźć osoby, które nie zważając na uprzedzenia narodowościowe, wiedziałyby dokładnie, w    k t ó r y m     p u n k c i e     p a t r i o t y z m    p r z e s t a j e    b y ć   c n o t ą (podkr. J.Ch.). Stwierdzenie jasne: masoni winni zrezygnować z obowiązku patriotyzmu narodowego na rzecz dobra (patriotyzmu) ponadnarodowego. I to jest zasada, na której ma być oparta nowa całość. Taki jest sens hasła: “coagule – łącz!”. Lessing dodaje jeszcze jedno tylko wyjaśnienie: wspomniane osoby – można przyjąć – nie ulegałyby przesądowi ich przyrodzonej religii i nie wierzyłyby, że wszystko, co uważają za dobre i prawdziwe koniecznie musi być dobre i prawdziwe. A więc, tolerancja i relatywizm mają być gwarantami należytego funkcjonowania nowej całości społeczno-politycznej. W ten sposób ma być zrealizowany główny cel masonerii: przezwyciężenie podziałów, które państwo tworzy z konieczności między ludźmi i ponowne ich zjednoczenie, ale już na zasadach masońskich. Godnym odnotowania jest jeszcze fakt uznania przez Lessinga narodu żydowskiego za dobroczyńcę ludzkości i wyznaczenie mu roli jej wychowawcy. Zasługą bowiem Żydów było – zdaniem Lessinga – przeszczepienie nauki Chrystusa do różnych krajów poza Palestyną, skąd rozpowszechniona została na cały świat. (Pogląd ten jest mylny, gdyż właśnie Żydzi wytępili w ostrych prześladowaniach gminy chrześcijańskie w Palestynie. Jeśli chrześcijaństwo rozwinęło się w świecie, to wbrew Żydom. Zasięg działalności pierwszych apostołów z natury rzeczy nie mógł być duży, dopiero ich dalsi następcy, już nie-Żydzi, rozpowszechnili naukę Chrystusową na cały świat.) Tytułem zaś do pełnienia roli wychowawców ludzkości jest uzupełnienie nauki Chrystusa przez własne doktryny, których treść nie była wprawdzie tak wielka, ani tak pożyteczna jak nauki Chrystusowej, ale nie oskarżajmy z tego powodu Żydów. Zbadajmy raczej, czy te ich uzupełnienia nie stały się bodźcem nadającym ludzkiemu rozumowaniu nowy kierunek. (Jeśli chodzi tu o Talmud, Gnozę czy Kabałę, to rzeczywiście wyniknął z tych nauk nowy kierunek rozumowania, ale antychrześcijański. Stał się on źródłem licznych herezji chrześcijańskich i nie może być -jak chce tego Lessing – tytułem do wychowawczej roli Żydów. Zwracamy uwagę na ten wątek w poglądach Lessinga, gdyż pojawi się on w historii strategii masońskiej raz jeszcze w XX wieku).

II

Drugie sformułowanie zasady “dzielenia i rządzenia” dokonane zostało przez Adama Weishaupta oraz przez członków jego Zakonu Illuminatów (“Oświeconych”). Weishaupt (1748-1830), syn rabina, ochrzczony po śmierci ojca, podstawowe wykształcenie otrzymał u jezuitów, przyjął święcenia kapłańskie, ukończył uniwersytet bawarski w Ingolstad został jego profesorem prawa cywilnego, pod wpływem Rotschildów porzucił katolicyzm i l V 1776 r. -działając według dyrektyw nowoutworzonego Domu Bankowego tychże Rotschildów – utworzył Zakon Illuminatów. W 1777 r. Weishaupt wstąpił do eklektycznej loży masońskiej “Teodor Dobrej Rady”, a w roku następnym wysunął projekt połączenia Illuminatów z masonerią. Formalnego zjednoczenia dokonał Kongres w Wilhelmsbad w 1782 r. i w rezultacie powstała tajna organizacja wewnątrz tajnej organizacji: illuminaci stali się trzonem, “izbą wyższą” masonerii. Aczkolwiek niektóre szczegóły życiorysu Weishaupta są przedmiotem sporów między historykami7, to jednak cele i metody jego organizacji nie podlegają dyskusji, a to dlatego, że świadcząc nich oryginalne dokumenty, które dostały się w różnych, nieraz niezwykłych okolicznościach (np. śmiertelne uderzenie piorunu w posłańca, który przewoził tajne akta illuminatów) do rąk władz rządowych Bawarii. Podobny walor mają również zeznania złożone przed sądami bawarskimi przez byłych członków zakonu, którzy z niego wystąpili. Na podstawie tego bogatego materiału dowodowego można stwierdzić, że pierwszą częścią strategii – “dzieleniem” objęte zostały przez illuminatów nawet najbardziej podstawowe więzy łączące ludzi w naturalne i elementarne grupy. Porwane być miały: więzy łączące człowieka z monarchią i całym ładem rządowym (Weishaupt: książęta wraz z narodami powinni zniknąć z powierzchni ziemi);więzy własności prywatnej; więzy dziedziczenia; więzy patriotyzmu; więzy rodzinne (poprzez zniesienie małżeństwa, wszelkiej moralności i kolektywne wychowywanie dzieci) oraz wszelkie więzy religijne. Na rumowisku tych porwanych relacji międzyludzkich, politycznych, gospodarczych, a przede wszystkim psychicznych, miała zacząć działać druga część strategii – “łączenie” rozproszonych elementów w nową całość: jedno państwo światowe i jeden rząd światowy. Weishaupt żądał utrzymania istotnego celu illuminatów w ścisłej tajemnicy: Ci poczciwi ludzie, bogaci i hojni (illuminaci), zwiększają naszą liczebność i napełniają naszą szkatułę (…), ale strzeżmy się przed wyjawianiem im naszych tajemnic; ten gatunek ludzi musi być stale utrzymywany w przekonaniu, że stopień wtajemniczenia, który osiągnęli, jest ostatnim. (…) Czasem trzeba mówić w taki, a czasem w inny sposób, by nasz rzeczywisty cel był dla naszych podwładnych niedostępny; by się nie dowiedzieli, że jest nim zdobycie siły oraz bogactwo i użycie ich do podkopania władzy świeckiej czy religijnej i do osiągnięcia panowania nad światem Równie jasne określenie strategii rozdzielania i łączenia dał Trzeci Kongres Masoński zwołany w Frankfurcie w 1789 r. (illuminaci kontrolowali już wówczas praktycznie wszystkie loże masońskie) w kontekście trzech celów masonerii. Ostatni, trzeci cel przewidywał: Zniszczenie Kościoła i form chrześcijaństwa, usunięcie wszystkich ludzkich rządów celem utorowania drogi do republiki powszechnej, w której powinny zapanować utopijne idee zupełnej wolności od istniejących więzów społecznych, moralnych i religijnych, absolutna równość i braterstwo społeczne.

III

Po śmierci Weishaupta, naczelne zwierzchnictwo masonerii, illuminatów i wszystkich tajnych związków przeszło do loży Alta Vendita (Wysoka Wenta) skupiającej włoskich karbonariuszy. Tam powstało trzecie z kolei (a pierwsze w XIX w.) sprecyzowanie strategii dzielenia i łączenia w związku z realizacją głównego celu masonerii. Znajduje się ono w stałej instrukcji Wysokiej Wenty z 1819 r., sformułowanej przy współudziale Karla Rotschilda (syna Amschela, poplecznika Weishaupta). Głosi ono, że odkąd loża Alta Vendita ukonstytuowała się jako organ wykonawczy i ciało to zaczęło działać w sercu zarówno najodleglejszej jak i najbardziej centralnej loży, interesuje nas, luda aspirujących do powszechnego odrodzenia, tylko jedna sprawa. Jest nim cel wyzwolenia Włoch, a z tego, któregoś dnia wyrośnie wyzwolenie całego świata, powstanie braterskiej uniwersalnej republiki i harmonia ludzkości. A zatem podział państw (Lombardia ówczesna była na podstawie postanowień Kongresu Wiedeńskiego z 1815 r. pod władzą Austrii) narodowościowych i zbudowanie z ich elementów jednej republiki globu na nowych podstawach. O tej drugiej części strategii masonerii – łączeniu – mówi również sprawozdanie z kongresu lóż francuskich w 1893 r: Masoneria stara się doprowadzić do Zjednoczonych Stanów nie tylko w Europie, ale i w całym świecie.Wiek XIX przyniósł jednak nie tylko kontynuację tradycyjnych zasad politycznych i celów masonerii – w teorii, ale również liczne próby ich realizacji. Europa tego stulecia stalą się widownią różnych akcji i uporczywych starań inspirowanych przez strategię “dzielenia i łączenia”, a szczególnie przez pierwszy jej człon – “dzielenie”. Napoleon, nieświadomy pionek w ręku illuminatów, dokonał niemal całkowitego rozbicia Europy i zmiany jej oblicza. Położył kres Świętemu Cesarstwu Rzymskiemu, a braćmi swymi poobsadzał Królestwa: Neapolu (z czasem brata Józefa wymienił tam na szwagra Murata), Hiszpanii, Holandii i Westfalii. Dopiero na wygnaniu zorientował się, że kawałkując Europę popełnił błąd, a w testamencie wyznał, że powinien był doprowadzić do jej zjednoczenia. Myśl tę pozostawił do realizacji swemu synowi. Niemniej jednak to, czego dokonał, było korzystne dla illuminatów, a nawet niezbędne do realizacji ich planów, połączenia i zjednoczenia Europy pod ich własną kontrolą. I potem, po Restauracji, Europa była nadal wstrząsana powstaniami, rewoltami i różnego rodzaju zamieszkami, inspirowanymi, popieranymi lub tylko wyzyskiwanymi przez masonerię. Prowadziły bowiem do dalszego rozbijania i osłabiania państw i imperiów europejskich w imię walki o wolność narodów i niepodległość mniejszości narodowych. illuminat G. Mazani, założyciel tajnych “Młodych Włoch”, wypowiedział się z gorącym aplauzem o narodzie jako niezbędnej strukturze społecznej i koniecznym instrumencie służącym postępowi i rozwojowi ludzkości. Wyznania tego nie powstydziłby się nawet dziś niejeden nacjonalista. Widocznie strategia nakazała zamilknąć ideologii Zasady jednoczenia Europy zostały złożone (chwilowo) na ołtarzu skuteczności działań rozkładających. Na tej fali rewolucyjnej i destrukcyjnej pojawiły się również nadzieje wielu Polaków na odzyskanie niepodległości w sojuszu z wolnomularstwem. Stąd liczni emigranci, wojskowi i politycy, którzy po upadku Powstania Listopadowego znaleźli się za granicą, zasilili loże masońskie, szukając w nich oparcia i pomocy dla swych dążeń niepodległościowych. Książę Adam Jerzy Czartoryski (1770-1861), mąż stanu i jeden z przywódców politycznych emigracji popowstaniowej, a także autor jednego z liczących się ówczesnych projektów zjednoczenia Europy, był członkiem kilku lóż masońskich w Kraju i za granicą, Ferment osłabiający spoistość państw europejskich przybrał na sile w drugiej połowie XIX w. wskutek ożywienia się istniejących lub powstania nowych separatyzmów narodowościowych, np. baskijskiego w Hiszpanii, ukraińskiego w Galicji pod zaborem austriackim, irlandzkiego czy walijskiego.

IV

Tą samą drogą potoczył się rozwój jednej ze szczególnie złowrogich odrośli masonerii – komunizmu. Masońską proweniencję komunizmu dostrzegł bardzo wcześnie papież Leon XIII (encyklika Humanun Genus z 1884 r.). Napominał, by sekta wolnomularzy nie wypierała się wspólnoty z tłumami komunistów i socjalistów, gdyż owszem popiera ona wielce ich zamiary i pod niejednym względem te same co oni zasady wyznaje. Wielki zaś Mistrz Wielkiego Wschodu Francji Gilbert Abergel, oświadczył w wywiadzie dla “Wolnomularza Polskiego”, że to wolnomularze stworzyli dewizę “ Wolność, Równość, Braterstwo”. Za sprawą ludzi doszło do obniżenia wszystkich tych wartości. W imię wolności i braterstwa powstały ideologie, które doprowadziły do zniewolenia ludzi. (…) Rozdział w postaci marksizmu został zamknięty. Trzeba tedy ponownie sięgnąć po ideały wieku Oświecenia (…)Znaczy to, że komunizm wywodzi się z doktryny wolnomularstwa. Jej dzieckiem bowiem była rewolucja francuska, której towarzyszył rozwój kilku kierunków komunistycznych. Szczególnie zaś jeden z nich, pojmujący rewolucję komunistyczną jako “akcję militarną”, “powstanie”, “wojnę” – zwany od jego twórcy babuwizmem – silnie wpłynął na wszystkich rewolucjonistów, późniejszych współpracowników Karola Marksa, a potem i Włodzimierza Lenina. Rozczytywali się oni w pismach Babeufa, co do którego nie ma wprawdzie pewności, czy był formalnym członkiem masonerii, ale który starał się o przyjęcie do niej. Liczył na to że idee jego włączone do dyskusji w lożach, nabiorą siły perswazyjnej i za pośrednictwem lóż rozpowszechnią się w całej Europie. Kontynuatorem działalności Babeufa był jego uczeń i towarzysz Filippo Buonaroti (1761-1837), o którym wiadomo już na pewno, że był członkiem wolnomularstwa. Doktryna zatem komunizmu w wersji Babeufa stała się fundamentem późniejszego komunizmu Marksa, a w 100 lat po Babeufie komunizmu marksistowsko-leninowskiego. Można więc powiedzieć za ks. prof. Michałem Poradowskim, że komunizm marksistowski, jak i komunizm marksistowsko-leninowski są częścią “dziedzictwa” rewolucji francuskiej”.Dodajmy: i jej masońskiej inspiracji. Nie ma wprawdzie zgodnej opinii w historii wolnomularstwa na temat przynależności do niej Lenina, ale analiza zarówno jego doktryny, jak i szczególnie jego strategii, pod kątem widzenia hasła “dziel i łącz” dostarcza kilku argumentów nie pozostawiających wątpliwości co do korzeni tzw. leninizmu. Doktryna jego zawiera wyraźną tezę na temat uniwersalnego celu socjalizmu, którym jest utworzenie jednego państwa światowego, a następnie po zapanowaniu komunizmu, zlikwidowanie wszelkiego państwaRuch socjalistyczny nie może zwyciężyć w starych ramach ojczyzny. Stworzy on nowe, wyższe formy ludzkiego współżycia, kiedy uzasadnione potrzeby i postępowe dążenia mas pracujących każdej narodowości będą po raz pierwszy zaspokojone w jedności międzynarodowej, pod warunkiem unicestwienia obecnych przegród narodowych. Nie jest to jednak jeszcze najwyższy poziom uniwersalizmu socjalistycznego w interpretacji Lenina. Szczytowy punkt osiąga on dopiero w tezie o zlaniu się wszystkich narodów świata w jedną całość: Celem socjalizmu jest nie tylko zniesienie rozdrobnienia ludzkości na małe państwa i w ogóle rozdrobnienia narodów, lecz także zlanie się narodów. Ale jak to osiągnąć? W dalszym ciągu tej wypowiedzi Lenin przechodzi już do wyraźnego nakreślenia strategii “dziel i łącz”: Do nieuniknionego zlania się narodów w ludzkość (“łącz!”) dojść może jedynie przez przejściowy okres zupełnego wyzwolenia wszystkich uciśnionych narodów, tzn. przez swobodę ich oderwania się (“dziel!”). Bliższe informacje, jak ta strategia na odcinku “dzielenia” ma wyglądać możemy znaleźć w pracy Lenina z 1920 r.Dziecięca choroba “lewicowości” w komunizmie. Treścią jej jest totalna krytyka tych socjalistów-komunistów, szczególnie niemieckich, którzy z całą stanowczością odrzucili wszelki kompromis z innymi partiami, wszelką politykę lawirowania i ugodowości, które tylko oddalają dzień zwycięstwa. Lenin tłumaczy im, że nie można osiągnąć celu ostatecznego bez “dzielenia”, ale by “dzielić” trzeba wchodzić w kompromisy z innymi partiami, lawirować między innymi, jak to było w całej historii bolszewizmu, zarówno przed, jak i po rewolucji październikowej. Zwyciężyć potężniejszego przeciwnika można tylko przy największym wytężeniu sił i wykorzystujcie bezwarunkowo najstaranniej, najtroskliwiej, najostrożniej, najumiejętniej zarówno wszelką, chociażby najmniejszą “s z c z e l i n ę” pomiędzy wrogami, wszelkie przeciwieństwo interesów między burżuazją różnych krajów, między różnymi grupami albo odmianami burżuazji wewnątrz poszczególnych krajów-jak i wszelką, choćby najmniejszą możliwość pozyskania sobie masowego sprzymierzeńca, niechby nawet chwilowego, chwiejnego, niestałego, niepewnego, względnego. Kto tego nie zrozumiał, nie zrozumiał ani źdźbła z marksizmu (podkr. J.Ch.). Użyte tu i podkreślone słowo “szczelina” szczególnie nadaje się do wyjaśnienia na czym polega “strategia dzielenia”. Na koniec Lenin daje klasyczny przykład takiego dzielenia, korzystnego dla bolszewików: traktat wersalski! Rozbił on jedno imperium wielonarodowe na suwerenne państwa narodowe, inne osłabił, ale te nowe państwa narodowe będzie można teraz scalić drogą rewolucji międzynarodowej w dalekiej wprawdzie, ale realnej przyszłości w jedno światowe państwo rządzone przez dyktaturę proletariatu. Dlatego gromi bezkompromisowych “lewicowców” w Niemczech za nieuznawanie traktatu wersalskiego: Wysuwanie sprawy wyzwolenia od pokoju wersalskiego koniecznie, bezwarunkowo i niezwłocznie na naczelne miejsce przed kwestią wyzwolenia spod jarzma imperializmu – to mieszczański nacjonalizm (…), nie zaś rewolucyjny intemacjonalizm. Trzeba umiejętnie manewrować przeciwko podstępnemu i w danej chwili silniejszemu wrogowi (…). Trzeba mu powiedzieć “ teraz podpiszemy pokój wersalski” (…). Przyjmowanie bitwy wówczas, gdy z góry wiadomo, że jest to korzystne dla nieprzyjaciela, lecz nie dla nas. jest przestępstwem i do niczego są tacy politycy klasy rewolucyjnej, którzy nie potrafią dokonać “lawirowania, porozumienia, kompromisów”, aby uniknąć z góry przesądzonej niekorzystnej bitwyW oparciu o oryginalne wypowiedzi Lenina oraz o deklaracje jego współczesnych uczniów zbudowana została teoria o kłamliwości i iluzoryczności wszelkich działań zmierzających rzekomo do przebudowy komunizmu. Pierwociny jej stworzył Józef Mackiewicz. Aktualnie w Polsce podtrzymuje ją i rozwija Dariusz Rohnka; sugestywną formę nadał jej A. Golicyn (były funkcjonariusz wywiadu sowieckiego) oraz znany dysydent rosyjski W. Bukowski. Zdaniem tych autorów, pieriestrojka jest tylko etapem dalekosiężnej konwergencji, mającej doprowadzić do zniewolenia Zachodu i poddania go pod komunistyczny Rząd Światowy. Strategia ta jest zgodna z zaleceniem Lenina, by prawdziwy rewolucjonista prowadzący politykę rewolucyjną nie wahał się w razie potrzeby przed odrzuceniem frazeologii rewolucyjnej i stosowaniem taktyki prawicowej. Teorię tę uprawdopodobnią charakterystyczna opinia Lenina o wydłużonej skali historycznej przemian zachodzących w czasie i małej skali wydarzeń politycznych. W skali historycznej 10-20 lat to niezmiernie mało, a w skali politycznej dużo. Nie można jednak rezygnować z ważnych przeobrażeń historycznych na rzecz doraźnych korzyści politycznych. Wymagana jest dalekosiężna cierpliwość i wytrwałość w dążeniu do wielkich zmian historycznych. 10-20 lat wcześniej czy później z punktu widzenia skali światowo historycznej nie stanowi różnicy, z punktu widzenia dziejów świata drobiazg, którego niepodobna nawet w przybliżeniu wziąć pod uwagę. Ale właśnie dlatego w kwestii praktycznej polityki powoływać się na skalę światowo-historyczną jest najbardziej krzyczącym fałszem teoretycznym. Wątku tego dalej nie rozwijamy, gdyż poświęcony jest mu rozdział III niniejszego zbioru. Na szczere wypowiedzi Lenina o giętkiej strategii komunistów powinni zwrócić uwagę szczególnie przywódcy ugrupowań prawicowych w Polsce, by nie dać się zwieść formalnym tylko zbieżnościom stanowiska postkomunistów w pewnych sprawach (np. w kwestii negatywnego stosunku do uczestnictwa Polski w UE) ze stanowiskiem ich organizacji. Chodzi o to, by nie stwarzać im “szczelin” ułatwiających infiltrację partii prawicowych. Próby takie byty już i są podejmowane w stosunku do pewnych czasopism narodowych.

V

Wszystkie mchy mniejszości narodowych, o których była mowa w podrozdziale ni, przeszły do XX wieku, rozwijały się nadal w dwudziestoleciu międzywojennym, po wojnie światowej powiększyły się o nowe, np. lombardzki, jurajski, zachodnio-somalijski, pod koniec stulecia niektóre przygasły lub wygasły, jak np. ukraiński, ale powstały nowe na terytorium byłego ZSSR, jeszcze inne, jak bałkańskie (np. macedoński w Grecji i Bułgarii czy albański dają o sobie znać nadal w zaraniu XXI wieku. Nie przestały być przedmiotem manipulacji masonerii, posługującej się nimi jako narzędziem realizacji ciągle tej samej, pierwszej części ich hasła strategicznego “dziel i łącz!”. Jest ona nieustannie kierowana przeciw państwom narodowym. Natomiast realizacja drugiej części tego hasła – “łącz” zaczęła się właściwie dopiero w połowie XX wieku. Już z początkiem jego lat dwudziestych powstała nowoczesna forma doktryny połączenia państw europejskich w federację. Wyłoniła się w toku dyskusji prowadzonych w wiedeńskiej loży Humanitas, a autorem, który ją ostatecznie sformułował i opublikował w książce ptPaneuropa (Wien 1923), był Richard Coudenhove-Kalergi, sam mason wysokiego stopnia. Wychodząc z definicji narodu jako świadomej wspólnoty kultury i losów dziejowych, uważał, że wszyscy mieszkańcy Europy stanowią jeden naród, tylko rozczłonkowany językowo i politycznie. To rozczłonkowanie polityczne należy zlikwidować i połączyć Europejczyków w jedno państwo. Rolę narodu – przywódcy mają spełniać Żydzi. W momencie bowiem, gdy szlachta feudalna rozpadła się. Boska Opatrzność obdarowała Europę poprzez emancypację żydostwa nową rasą z łaski Ducha. (Praktischer Idealismus, Wien-Leipzig 1925, s. 49, 50). Coudenhove był głęboko przekonany o wyjątkowych walorach intelektualnych i moralnych Żydów, stąd mawiał o nich jako o duchowym narodzie panów (das geistige Herrenvolk der Juden, dz. cyt, s. 54). Celem realizacji Paneuropy, w 1923 r. powołana została do życia Unia Paneuropejska, która miała swe oddziały we wszystkich niemal krajach europejskich (także i w Polsce) i pod koniec dwudziestolecia międzywojennego mogła się już poszczycić dużymi sukcesami politycznymi, propagandowymi i organizacyjnymi. Po II wojnie światowej przywództwo ruchu na rzecz zjednoczenia Europy przeszło w ręce Jeana Monneta, również masona wysokiego stopnia, któremu udało się doprowadzić do utworzenia w 1951 r. pierwszej ponadnarodowej, składającej się z sześciu państw członkowskich, wspólnoty gospodarczej – Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali. Stała się ona zalążkiem, z którego drogą powiększania liczby członków i zakresu działalności powstała dzisiejsza Unia Europejska. Pod koniec życia, myśląc o Nowym Ładzie Światowym, Monnet, wyraził się, że sama Wspólnota Europejska jest tylko etapem na drodze do zorganizowanego świata jutra. Aczkolwiek masoneria przemknęła do wszystkich głównych struktur organizacyjnych UE i prasa europejska podaje nawet szacunkowo procenty stanowisk zajmowanych przez masonów w poszczególnych instytucjach zjednoczonej Europy, to jednak widocznie uznano ten stopień i formę kontroli za nie wystarczający. Albowiem 5 VI 1993 r., z inicjatywy Wielkiego Wschodu Francji i Wielkiej Loży Francji oraz niezależnych obediencji i lóż europejskich (w tym sześciu lóż polskich), utworzona została w Strasburgu Europejska Konferencja Masońska, która uchwaliła Europejską Umowę Masońską mającą doprowadzić w oparciu o etykę wolnomularską do -jak głosi jej tekst – zbudowania Europy masońskiej jako konstrukcji nośnej dla naszych ideałów bez kompromisów i dewiacji. W Umowie tej najważniejsze są Zasady działania w liczbie siedmiu, a wśród nich zasada druga i piąta. Zasada druga – to laickość. Masoneria uważają za kwintesencję etyki społecznej, gwarantkę postępu społecznego, a rozumie przez nią wolność sumienia, tolerancję i rozdział Kościoła od państwa. Jak ważną jest ta zasada dla masonów, świadczy wypowiedź cytowanego już Jeana Monneta: Gdybyśmy wiedzieli (jak wielką rolę ma w procesie integracji kultura) zaczynalibyśmy zjednoczenie od stworzenia Europy laickiej. Zasada zaś piąta głosi, że masoneria ma w swej tradycji ideę europejską jako cząstkę idei uniwersalizmu. Wobec tego uznaje konieczność utworzenia Europy masońskiej, która przyczyniłaby się do zbudowania Europy kulturalnej, społecznej i politycznej, przy wzajemnym respektowaniu ich identyczności. Mamy zatem jeszcze jedno wcielenie Europy: masońskie.

Z przedstawionego powyżej w skrótowym zarysie obrazu stosowanej przez wolnomularstwo w kolejnych trzech stuleciach metody integrowania Europy i świata wynikają dwa wnioski.

Po pierwsze, dzisiejsza Unia Europejska jest tworem masońskim, zaprogramowanym zgodnie z filozofią i zasadami politycznymi wolnomularstwa i zbudowanym według jego planów. Z konieczności do współdziałania zostali dopuszczeni lub zaangażowani również nie-masoni. Nie wszyscy byli pozbawieni świadomości, z kim podejmują współpracę, jak np. niektórzy chadecy w czołowych demokracjach europejskich. Dzieło kosztowało wiele wysiłku, cierpliwości, determinacji, zbrodni i ofiar. I nic nie wskazuje na to, że masoni są skłonni do choćby koniunkturalnego rozluźnienia kontroli nad nim. Wręcz przeciwnie, zmierzają do jej zacieśnienia z uwagi na liczne sygnały o zagrożeniu demokracji i laickości ze strony Frontu Narodowego we Francji, biskupów europejskich czy nawet Watykanu. Nie są niezwyciężalni, ale dziś są silni.

Po drugie, pojawiająca się jeszcze ciągle w poglądach pewnych kręgów kościelnych i ugrupowań politycznych w Polsce nadzieja, że wejście naszego kraju do Unii może zaowocować przeobrażeniem jej z masońskiej w chrześcijańską lub co najmniej chrześcijaństwu życzliwą – nie ma żadnych podstaw. Jest po prostu złudzeniem towarzyszącym być może dobrotliwości, ale na pewno naiwności. Jedyną rozsądną postawą wobec członkostwa Polski w UE jest postawa kilkakrotnie już prezentowana na łamach “Nowe Przeglądu Wszechpolskiego”, a ostatnio bodaj przez p. Jerzego Wieluńskiego, – kategorycznego “nie”. Wyklucza ona jakikolwiek kompromis, nie dopuszcza żadnych “ale”, jednak”, “pod warunkiem”, gdyż konsekwencje jego mogą być dla Polski nieodwołalne i zgubne, a partner nie jest wiarygodny. Zjednoczenie Europy może być chrześcijańskie, ale wpierw Europa musi być chrześcijańska.

B’nai B’rith i Anti-Defamation League

Dodaj komentarz

B’nai B’rith po hebrajsku Synowie przymierza

“W lożach B’nai B’rith wszyscy Żydzi są mile widziani i mogą czuć się jak u siebie. Byli Braćmi jeszcze przed skosztowaniem poezji rytuału inicjatycznego. Byli Synami Przymierza z racji swego urodzenia. A tego Przymierza nie obmyśliło kilku ludzi zebranych w Loży; zawarł je Bóg z Izraelem u podnóża Góry Synaj. Abraham, ojciec rasy  żydowskiej, jest – można rzec w sensie symbolicznym – założycielem pierwszej Loży. Odkrywa on rytuał podniósłszy swój wzrok ku niebu iskrzącemu się tysiącami gwiazd, w których widzi dzieło Stwórcy. Gwiazdy przemówiły do niego; powiedziały mu: “Spójrz, twój naród będzie jak gwiazdy na Niebie […]. Niech będzie on błogosławiony”.
„Why the B’nai B’rith?”; „B’nai B’rith Magazine”, Nowy Jork, maj 1929, str.274
 
Cóż to za organizacja, to już możemy się domyślać po ich motto – na górze, oraz wiemy kto może do niej należeć. Jest to najwyższa loża masońska, jedyna, która jest zarezerwowana dla ludzi pochodzenia żydowskiego.
 
“B’NAI B’RITH. Stowarzyszenie żydowskie o charakterze bractwa, założone w 1854r. w USA. “B’nai B’rith” w języku hebrajskim oznacza: “Synowie Przymierza”. Jego celem jest podtrzymywanie tradycji i kultury żydowskiej oraz walka z antysemityzmem. Zgodnie z deklaracją założycieli główną ideą stowarzyszenia jest “jednoczenie Żydów w imię najwznioślejszych ideałów, a zarazem ideałów całej ludzkości […]; obrona religijnego i duchowego dziedzictwa Przymierz poprzez działania na niwie edukacyjnej i duchowej zwłaszcza wśród młodzieży […]; walka z jawnym lub z utajonym antysemityzmem.” Członkowie stowarzyszenia nazywają się “Braćmi”, przechodzą “inicjacje” i spotykają się w lożach […]“    

 

 – Daniel Ligou, :”Dictionnaire de la Franc-Maçonnerie” (Uniwersalny Słownik Masonerii), Paryż 1998, str. 150
 
Jest to najstarsza i bodaj najbardziej wpływowa żydowska organizacja na świecie.
Nowy Jork, 13 października 1843r. w kawiarni Sinsberner ( w dzielnicy Lower East Side na Manhattanie) dwunastu Żydów, na czele których stał Henry Jones – imigrantów z Niemiec – odbywa tajemniczą naradę.
Panowie ci umyślili stworzyć obediencję masońską, przeznaczoną wyłącznie dla Żydów. To ciekawe. Skoro masoneria głosi, że jest ponad wszelką religią i rasą, czemu nie przyłączą się do już istniejących lóż?
Cóż, wydaje się, że w połowie XIX wieku nowojorska społeczność protestancka, nie była wolna od pewnego antysemityzmu. Można przypuszczać, że dwunastu założycieli B’nai B’rith było już wtedy masonami, należącymi do lóż amerykańskich, gdyż przyjęli rytuał, gdzie obecne są zarówno elementy Rytu York, jak i amerykańskiego rytu Old Fellows (tajne towarzystwo założone w 1788 r. w Londynie).
W rok po jego utworzeniu, B’nai B’rith otwiera druga lożę w Nowym Jorku, a zaraz potem trzecią, w Baltimore.
W 1882r. zapuszcza korzenie w Niemczech, ojczyźnie Lutra – co wydaje się dość naturalne, ponieważ: “judaizm jest religią wolnego dociekania. Poza wiarą w jedynego Boga i w prawo miłości, cała reszta, jak ujął to Hillel, “jest tylko komentarzem, który podlega dyskusji.”
Założyciele  od początku nie ukrywali, że chodzi im o stworzenie organizacji, wzorowanej na wolnomularstwie, wykorzystującej jego symbole i obrzędy, jednak, w przeciwieństwie do jego kosmopolitycznego profilu, mającej charakter narodowy, czy, w specyficznym sensie, “rasowy”, ograniczony do społeczności żydowskiej
(zgodnie ze statutemczłonkiem B’nai B’rith może zostać tylko osoba, która ma i deklaruje tożsamość żydowską, świecką bądź religijną, opartą na pochodzeniu żydowskim (z ojca lub matki) bądź na konwersji na judaizm).
Celem było, więc zjednoczenie Żydów, ale nie w sposób dowolny, lecz zgodnie ze zinterpretowanymi w duchu masońskim zasadami talmudycznego judaizmu, mającego liczne cechy zbieżne z oświeceniowym racjonalizmem wolnomularzy.
Następnie B’nai B’rith rozkrzewia się w całej niemal Europie Środkowo-Wschodniej; jednak w katolickiej Francji wypuszcza odrośl dopiero w 1932 roku.
Nieznane ogółowi, wymieniane co najwyżej mimochodem w tych, czy innych mediach, stowarzyszenie B’nai B’rith jest niewątpliwie jednym z najbardziej ekskluzywnych i wpływowych tajnych gremiów, jakie obecnie istnieją.
Wydaje się wręcz, że Masoneria, Pilgrims’ Society, Komisja Trójstronna , CFR i itp. są jedynie pasami transmisyjnymi tej arystokracji żydowskiej, jaką jest B’nai B’rith.
 
Dość jasno wypowiedział się na ten temat w 1975r. dziewiętnasty, światowy zwierzchnik tej organizacji David M. Blumberg w broszurze zatytułowanej. „Pewien sposób bycia Żydem” (“Une façon d’etre Juin”):
“Wśród organizacji żydowskich B’nai B’rith zajmuje miejsce wyjątkowe […]. Liczy też więcej członków niż jakakolwiek inna żydowska organizacja. Przytaczam te fakty nie po to, żeby się chwalić, lecz żeby podkreślić, że w rodzinie organizacji żydowskich właśnie na nas ciąży szczególna odpowiedzialność wobec naszego narodu i wobec ludzkości […]“.
Według rabinów i przewodników Izraela, w oczekiwaniu na czasy mesjańskie, kiedy to nastąpi ubóstwienie narodu żydowskiego, ma on pewną duchową misję do spełnienia względem gojów (tzn. nie-Żydów), a mianowicie misję “oświecenia” ich poprzez wpojenie im pewnych zasad Talmudu, z których wyrastają m.in. Prawa Człowieka:
 
“Żyda można zdefiniować poprzez jego odpowiedzialność przed Bogiem, przed historią, przed własnym narodem i przed ludzkością.
[…] Etyka żydowska jest jedyną z tych, które przyznają człowiekowi najwyższe miejsce w całym stworzeniu. To przez niego istniej świat oraz wszystko, co go napełnia. To po to, aby on się zrealizował, czyli doprowadził do skonkretyzowania się czasów mesjańskich, został stworzony wszechświat. Historia żydowska jest ciągłym przypomnieniem o tej odpowiedzialności Żydów. Od Abrahama, który wstawiał się za Sodomą i Gomorą, aż po ofiary złożone w świątyni przez siedemdziesiąt narodów świata, nie brak w naszych tekstach biblijnych interwencji Żydów na rzecz braci nie-żydów. W rezultacie świat nie-żydowski – słusznie czy niesłusznie – nader często obarczał naród żydowski odpowiedzialnością za wszystkie wydarzenia (zwłaszcza złe). Tradycja żydowska każe nam świecić przykładem przed wszystkimi narodami: zachowywać się, jak naród kapłanów. Wynika z niej jednoznacznie, jaka ma być nasza rola wobec ludzkości […].
To właśnie z tego poczucia odpowiedzialności zrodził się B’nai B’rith, i to ono daje klucz do zrozumienia jej bogatej historii“.
Zamiar jest tak ambitny i dalekosiężny, że jego realizacja wymaga zastosowania współmiernych środków.
A oto jak brytyjski historyk, Paul Goldman, zwierzchnik pierwszej loży B’nai B’rith założonej w Londynie w 1910r, którego z dumą cytuje organ B’nai B’rith Dystryktu nr 19 (Europa Zachodnia), postrzegał Międzynarodowy Zakoni Masoński B’nai B’rith :
“To ugrupowanie Żydów odczuwających głęboką więź ze Starym i Nowym Światem, ściśle zjednoczonych w ramach jednego stowarzyszenia i ożywianych wspólnym ideałem stanowi największą zorganizowaną siłę ery nowożytnej , walczącą o interesy Judaizmu”.
Według Jewish Observer, oficjalnym celem B’nai B’rith jest zjednoczenie Żydów “w imię najwyższego dobra zarówno ich samych, jak i ludzkości”
(Jewish Observer and Middle East Review z 11 października 1968r.)
Elitarna żydowska masoneria B’nai B’rith liczy ponad 600 tys. w 58 krajach.
We Włoszech jej główną siedziba znajduje się w Livorno, natomiast w Rzymie ma swoją siedzibę “ramię operacyjne” B’nai B’rith, czyli Anti-Defamation League.
Według żydowskiej gazety wychodzącej we Francji “Tribune juive” B’nai B’rith to
“najpotężniejsza organizacja żydowska […] składająca się z lóż (Których jest ok. 1,8 tys. , z czego 200 w Izraelu. Poza tym istnieje ponad 1 450 tzw. kapituł żeńskich, których członkowie zasiadują w różnych wyspecjalizowanych komisjach”. 
W tym samym numerze z 23 grudnia 1985r. znalazła się informacja, że B’nai B’rith:
“ jest też akredytowany przez większość najważniejszych organizacji międzynarodowych, takich jak ONZ, UNESCO (oraz Rada Europy, z głosem doradczym) jako organizacja pozarządowa, a prócz tego ma dojścia w Watykanie. Świadomość jego wpływów każe kandydatom do fotela prezydenckiego w USA stawić się przed nim [przed B’nai B’rith] przy okazji każdych wyborów.”
Zresztą prezydenci USA potrafili odwdzięczyć się za udzielone im poparcie: np. w administracji Billa Clintona 35% wysokich urzędników rekrutowało się spośród członków B’nai B’rith.
Dla właściwej proporcji trzeba uwzględnić fakt, ze Żydzi stanowią 3% społeczeństwa amerykańskiego.
Wysoko wtajemniczony mason George W. Bush w newralgicznej fazie swojej prezydentury, czyli podczas wojny w Zatoce Perskiej, wyznaczył Morrisa B. Abrama (1918-2000) na przedstawiciela Stanów Zjednoczonych przy ONZ.
Abram był dawniej prezesem American Jewish Committee i dyrektorem Konferencji Organizacji Żydowskich w Ameryce; obie wymienione instytucje są powiązane z B’nai B’rith.
Międzynarodowa centrala B’nai B’rith (po angielsku :Sons of the Covenant), mieści się w Waszyngtonie przy Rohde Islan Avenue nr 1640.
Ta żydowska masoneria jest obecna w 58 krajach podzielonych na siedem dystryktów: każdym z dystryktów kieruje “gubernator”.
W sierpniu 1981r. przy ulicy Króla Dawida w Jerozolimie, został założony bardzo ważny oddział B’nai B’rith pod znamienną nazwą “Word Center”.
Dodajmy, że pierwsza loża B’nai B’rith, powstała w tym mieście w 1888r.
W Stanach Zjednoczonych B’nai B’rith posiada bardzo liczne młodzieżówki, m.in. B’nai B’rith Youth Organisation (BBYO) i Hillel. Są to często struktury o konkretnym profilu: np. Hillel powstała z myślą o młodzieży akademickiej. Tak czy inaczej, każda z nich troszczy się o pielęgnowanie tożsamości żydowskiej i syjonistycznej.
Częścią aparatu B’nai B’rith jest także Anti-Defamation League. Ale należy podkreślić, że wszystkie jawne, bądź tajne organizacje żydowskie – czy to będzie “Powszechne Przymierze Żydowskie”, “Światowa Rada Żydów”, “British Izrael”, “Rada Synagog”, “Liga Przeciw Antysemityzmowi”, stowarzyszenie przyjaźni albo współpracy między Izraelem a tym, czy innym krajem europejskim, bądź też prężne amerykańskie lobby żydowskie skupione wokół AIPAC – podlegają w jakieś mierze nieformalnej władzy B’nai B’rith.
Godłem i znakiem rozpoznawczym B’nai B’rith jest siedmioramienny świecznik – menora(na wzór tego, który znajdował się w Świątyni w Jerozolimie).
W 1949r z inicjatywy Haima Weizmanna, pierwszego prezydenta Izraela, przyjęty jako centralny element oficjalnego godła dla Państwa Izrael.
Podstawową jednostką struktury B’nai B’rith jest loża. Każda loża otrzymuje od władz centralnych dokument (“charter”), który daje jej prawo posługiwania się nazwą B’nai B’rith.
Loże są zgrupowane w większe jednostki, tradycyjnie zwane “dystryktami”, chociaż w ostatnich latach struktura ta stała się bardziej skomplikowana.
W r. 1999 dwa dystrykty istniejące w Europie (dystrykt XV – Wielka Brytania i Irlandia – i dystrykt XIX – kontynent europejski), połączyły się w jedną całość pod nazwą “B’nai B’rith Europa” (BBE) z siedzibą w Brukseli.
Było to spowodowane możliwością odgrywania poważniejszej roli w ramach Unii Europejskiej.
Wszystkie te jednostki działają w ramach B’nai B’rith międzynarodowego (B’nai B’rithInternational – BBI), którego siedziba znajduje się w Waszyngtonie. 

Naczelnym organem BBI jest międzynarodowa Konwencja, która zbiera się raz na dwa lata i na którą wszystkie loże mogą wysłać przedstawicieli. Wybiera ona międzynarodowego prezydenta. Tradycyjnie Prezydent jest ze Stanów Zjednoczonych. Podobnie BBE organizuje Konwencję, co dwa lata.

B’nai B’rith spełnia także funkcje ciała wykonawczego dla Wielkiego Kahału (Wielkiego Sanhedrynu), który ma bardziej oligarchiczny charakter.
 
Fritz Springmeier omawiając w swej książce o objętości 600 stronic rodowody Iluminatów – trzynastu najważniejszych, najbardziej wpływowych rodów świata żydowskiego, w kontekście rodu Freemanów, formalnie nie należącego do tej trzynastki – stwierdzał dosadnie na str. 119:
„Niesamowitą rzeczą tego rodu jest to, że ta rodzina nie wchodzi w skład trzynastki, jednak dla mnie, jako badacza elit i satanistycznych hierarchii, to nazwisko pojawia się licznie i niespodziewanie.”
Np. Stefan M. Freeman stoi na czele Departamentu Spraw Cywilnych prowadzonych przez Anti-Defamation League, która jest córką Bnei Brith. ADL jest niebezpieczną organizacją kierowaną przez hierarchię Iluminatów. Iluminackie narkodolary ufundowały tę organizację.
W Polsce pierwszym autorem studium o B’nai B’rith był B. Chełmiński w książce z 1938 roku:„Masoneria w Polsce współczesnej”. Daje w niej krótki rys historyczny tej loży oraz przegląd jej oddziałów w Polsce, tworzących trzynasty dystrykt tej światowej masonerii żydowskiej. Kierownikiem polskiego dystryktu była złowroga kreatura o nazwisku Józef Hieronim Retinger – agent wszystkich możliwych wywiadów, „plaster” generała W. Sikorskiego we wszystkich jego podróżach w roli Naczelnego Wodza – we wszystkich tylko nie w tej ostatniej, w której Sikorski zginął nad Gibraltarem.
B’nai B’rith i jej terrorystyczne zbrojne ramię o nazwie Anti-Defamation League ADL
Arnauld de Lassus w książce: „Masoneria – intrygująca tajemniczość” podawał w przypisie do swojej książki:
Na temat masońskiego charakteru stowarzyszenia B’nai B’rith – por. tekst zamieszczony w Tribune juive nr nr 997 z 1886 roku:
New York, 13 października 1843.
„W kawiarni Sinsbernera dwunastu Żydów, emigrantów z Niemiec odbywało tajemnicze spotkanie. Zamierzali stworzyć obiediencję masońską zastrzeżoną wyłącznie dla Żydów (…) Można przypuszczać, że dwunastu założycieli B ’nai B ’rith było już masonami afiliowanymi do lóż amerykańskich, ponieważ rytuał, który obrali, jest mieszanką rytu York oraz amerykańskiego rytu Old Fellows.”
Jeden z przywódców loży lwowskiej, polskiego dystryktu B’nai B’rith w latach 20. – prof. Mojżesz Schorr, tak definiował istotę B’nai B’rith w trakcie wygłaszania mowy („deski”) w loży Leopolis:
Związek B’nai B’rith jako organizację światową, znamionują dwie cechy zasadnicze. Idea solidarności wszystkich Żydów na całym świecie i wszelkie praktyczne konsekwencje z tej idei płynące, idea uniwersalizmu ludzkości, braterstwa wszystkich ludzi i narodów w myśl naszej idei masońskiej.
Prof. Schorr zdefiniował trzy fundamentalne cele wojującego syjonizmu:
·       solidarność wszystkich Żydów
·       idea uniwersalizmu ludzkości
·       braterstwa wszystkich ludzi i narodów w myśl naszej idei masońskiej.
W owym uniwersalizmie znajdzie się potem budowanie jednego rządu światowego,jednego państwa światowegojednej światowej religii dla gojów za pomocą – ekumenizmu.
Warunkiem powodzenia była solidarność wszystkich Żydów w tym dziele unifikacji wszystkiego, pod kryptonimem braterstwa.
Słowem: Wolność, Równość, Braterstwo. Można dodać bez żadnej przesady, że z ust Jana Pawła II w ciągu całego pontyfikatu, nie schodziły dwa słowa: solidarność oraz braterstwo…
Powołując w 1913 roku (w Chicago) Anti-Defamation League of B’nai B’rith, syjoniści mieli dla ADL konkretny program: zapobiegać rosnącym nastrojom antyżydowskim, nazywać je „antysemityzmem” i kreować prożydowską histerię.
Strategia wojny propagandowej miała polegać (i polega do dziś) na agresywnej, napastliwej propagandzie, wymyślnych formach presji (w tym finansowej) oraz represji wobec opozycji antyżydowskiej.
Narzędziem miała być rygorystyczna cenzura w mediach. R. Gładkowski pisał w „Non serviam” (s. 64), że ADL zaczęła pełnić rolę gestapo syjonistycznej konspiracji. Potem przeszła do totalnej kontroli wszelkich struktur życia, od kontroli sklepów, hoteli; po radiostacje, agencje reklamowe i wszelkie środki masowego przekazu.
Środki masowego przekazu, zgodnie z nakazami Protokołów Mędrców Syjonu, były kluczem do bezkrwawego zniewolenia wolnych narodów. Ksiądz E. Cahil (jezuita), w opracowaniu„Wolnomularstwo”, już w 1947 roku stwierdzał coś, co dopiero w drugiej połowie XX wieku stało się uniwersalnym biczem wojującego syjonizmu pod wodzą B’nai B’rith i jego tajnych „brygad” spod szyldu ADL:
„Na podstawie wielu dokumentów masońskich stwierdzić można ponad wszelką wątpliwość, iż przywódcy anty chrześcijańskiego ru­chu, uważają prasę jako jeden z najskuteczniejszych instrumentów walki, jakim się posługują. Wielka kapitalistyczna prasa północno­amerykańska, angielska i francuska, jest w tej chwili całkowicie uzależniona od światowych powiązań kapitalistycznych, których międzynarodowi magnaci finansowi, w przeważającej mierze Żydzi, zajmują najbardziej wpływowe stanowiska.”
Podbój prasy był tylko przygrywką. Wkrótce zacznie się tryumfalny pochód telewizji. I znów na jej czele kroczyć będą magnaci z ADL of B’nai B’rith.
Jednocześnie ADL usprawniała swoje terrorystyczne metody. Zbierała informacje o każdym, kto nie tylko już był, lecz także mógł w przyszłości stać się ich opozycjonistą i krytykiem.
Materiały dokumentowano w centralnym archiwum ADL, stamtąd szły do oddziałów terenowych z instrukcjami, jakich ludzi inwigilować i tępić. W dalszych fragmentach wykażemy, że inwigilacją, dyskredytowaniem, odsuwaniem od urzędów i karier, objęto głównie ludzi o nastawieniu nie tyle antyżydowskim, co dziwić nie mogło, lecz także ludzi programowo antykomunistycznych.
Potęga i wpływy tej ekskluzywnej żydomasońskiej mafii rosła z każdym rokiem.
Kardynał Jose Maria Caro Rodriguez, arcybiskup Santiago de Chile, w swej książce„Wolnomularstwo i jego tajemnice”, powołując się na publikację w „Revue des Sociétés Secretes” (1924, s. 118-119) – wymieniał następujące żydowskie organizacje, pracujące nad ostatecznym tryumfem komunistycznej Trzeciej Międzynarodówki:
– Międzynarodówkę Złotą – wysokiej rangi plutokrację i międzynarodową finansjerę, na czele z Morganami, Rockefellerami, Wanderlipami, a w Europie „dynastią” Rothschildów.
– Międzynarodówkę Czerwoną, czyli Międzynarodowe Zjednoczenie Socjaldemokracji Robotniczej, składającą się z trzech członów – Drugiej Międzynarodówki z siedzibą w Belgii (Żyd Vandervelde), Międzynarodówkę w Wiedniu (Żyd Adler) i Międzynarodówkę Komunistyczną z siedzibą w Moskwie – Żydzi Apfelbaum i „Radek”-Sobelsohn.
– Międzynarodówka Niebieska (Błękitna) – masoneria światowa, kontrolująca poprzez wpływy Zjednoczonej Loży Wielkiej Brytanii, Wielką Lożę Francji oraz poprzez Wielkie Wschody Francji, Belgii, Włoch i Turcji i innych krajów – wszystkich masonów świata, wszystkie loże wszystkich rytów, z Wielką Lożą Alpejską jako ich centralą.
I właśnie hermetyczna loża żydowska B’nai B’rith, która skupia wyłącznie Żydów, licząca w świecie już wtedy 426 lóż – służyła jako zwierzchnik i łącznik wszystkich Międzynarodówek oraz ich licznych polipów.
Front ADL B’nai B’rith w wojnie przeciwko wolnemu światu
zwłaszcza na gruncie Ameryki Północnej.
Na pierwszym miejscu staje zorganizowany handel narkotykami i posługiwanie się narkodolarami w korumpowaniu amerykańskich kongresmenów, liderów dziesiątków ważnych organizacji i fundacji.
Głównym hersztem tego procederu jest:
Meyer Lansky, wpływowa „szara eminencja Hollywood i Las Vegas,
a sekunduje mu Edgar Bronfman, szef ADL.
Skandal Iran — contra była dziełem m.in. zdalnych machinacji takich tuzów ADL — B’nai B’rith, jak Artur Lipman, Bialkin i Safra. Każde z tych nazwisk otwiera rozległą perspektywę na to bagno przestępstw, jakim jest ADL – of Bńai Brith.
O aferze zwanej Iran – contra i nielegalnym handlu bronią przy współpracy z CIA oraz izraelskiego Mossadu, napisali Andrew i Leslie Cockburn’owie w swojej książce„Niebezpieczny Związek”.  Książka ukazała się w 1992 roku w USA w języku polskim.
Oczywiście prawda o handlu izraelską bronią z aktualnymi wrogami USA i handlarzami narkotyków z Kolumbii i innych zagłębi narkotykowych, była pilotowana i propagandowo osłaniana przez ADL – Bńai Brith. Ale oprócz propagandy, ADL trzymała niemal połowę ludzi z amerykańskiego Kongresu „w kieszeni”, w związku z czym żadne interpelacje niezależnych kongresmanów, nie kończyły się decyzjami o dochodzeniach czy restrykcjach.
Czołowi kreatorzy ADL
Edmund Safra – urodzony w Libanie, przyjaciel innego libańskiego Żyda Edgara de Picciotto –
Edgar de Picciotto – członek zarządu fundacji i szef jednego z najbardziej podejrzanych banków „szwajcarskich” – Union Bancaire Prives, spekulant na rynku złota i podejrzanych funduszy „buforowych”, ocenianego przez Interpol jako najbardziej „przepustowy” kanał prania narkotykowych pieniędzy.
Picciotto, jego bank i przyjaciel osławionego oszusta Sorosa, założyciela podobnej „pralni” pod nazwą Quantum Fund NV, z kapitałem około 14 milionów dolarów, był zarejestrowany w egzotycznym raju podatkowym na Antylach Holenderskich (Karaiby).
Międzynarodowy gangster finansowy Soros, wspomagany przez takich jak Bronfman, Safra, Bialkin i wielu innych z ADL – Bńai Brith, wszelkie przeciwko nim zarzuty i oskarżenia pacyfikują wściekłą kampanią pod hasłem „antysemityzmu”, a że posiadają do dyspozycji wszystkie główne światowe media, taka kampania zwykle działa jak gigantyczny walec drogowy.
Obronie takich przestępców jak Soros czy Safra, ADL, nadawał natychmiast najwyższy „antyrasistowski” wymiar. Taką rolę ADL jako goryla światowej mafii żydomasońskich przestępców, pośrednio potwierdził sam szef amerykańskiej filii ADL – Bńai Brith –Abraham Foxman.
Miesięcznik „EIR” w publikacji a 1992 roku „Brzydka prawda o Lidze Przeciw Zniesławieniu”,udokumentował te fakty i rolę w tym wszystkim ADL i Abrahama Foxmana.
Organizacją wspomagająca ADL jest agresywna Liga Obrony Żydów – Jewish Defence League – JDL. Jej szefem jest (był?) rabin Meir Kahane.
Wspomniany Safra – oficjalnie szef nowojorskiego Republic Banku, był członkiem Komitetu Trzystu, Komisji Trójstronnej i szeregu innych szyldów światowego syjonizmu.
Skończył życie w tajemniczych okolicznościach. We wrześniu 1999 roku został zamordowanyprzez jego pielęgniarza Teda Mahera. Pochowano go na żydowskim cmentarzu w Genewie, o czym ze smutkiem pisała „Gazeta Wyborcza” 7 grudnia 1999 roku, w ramach wspólnoty z „braćmi” z ADL – Bńai Brith.
B’nai B’rith – wielopłaszczyznowy nowotwór żydowskiej masonerii, o strukturze mafijno-gangsterskiej, dysponuje nieprzebranymi możliwościami finansowymi.
Zapiera dech w piersiach parada gigantów finansowych amerykańskiego syjonizmu, donatorów akcji ADL – B’nai B’rith – szefów wielkich korporacji, banków i związków zawodowych. Oto oni, najważniejsi z tych, co walczą z Jana Pawła II światowym głodem i ubóstwem:
·       Robert O. Anderson – Atlantic Richfield
·       Dwane Andreas – ADM
·       Dawid Bames – Mellon Bank
·       Edgar Bronfman – Seagrams Charles
·       L. Brown – AT & T
·       Willard Buchter – Chase Manhattan
·       Alvah Champan – Miami Herald Publishing Co.
·       Peter A. Cohen – Shearson American Express
·       Lester Crown – Material Service Vorp.
·       Justin Dart – Dart Industries
·       Marvin Davis – Century Fix
·       Robert Ferguson – First National State Bank of N.Y.
·       Randolph Hearst – Hearst
·       Samuel Higginbottom – Rolls Royce
·       Amory Houghton Jr. – Coming Glass
·       Stephen Kay – Goldman Sachs
·       Lane Kirkland – AFL – CIO
·       John Kluge – Metro Media
·       Ralph Lazarus – Federated
·       Willard Marriott – Marriot Corp.
·       Franklin Murphy – Times Mirror
·       Andral Pearson – Pepsico
·       Lester Pollack – United Brands
·       Victor Posner – Sharon Steel
·       Abram Protzker – Hyatt
·       Steven Ross – Warner Communications
·       James Robinson – Amex
·       William Steyer – Merril Lynch
·       Arthur Ochs Sulsberger – „New York Times
·       Alfred Taubman – Taubman Corp.
S.P. Thomas – Sears Roebuck Robert Van Fossan – Mutual Benefit Gordon Wallis – Irving Trust John Welch – GE Walter Wriston – Citibank Tak więc: hotele Marriott, Citibank, Pepsico, „New York Times”, potężny związek zawodowy AFL – CIO, Chase Manhattan, Century Fox (film), Rolls Ro- yce – by wymienić najpotężniejsze, najbardziej wpływowe przepompownie pieniądza dla B’nai B’rith –
Wszystkie powyższe organizacje „trudzą się” walką z głodem i ubóstwem gojów całego świata, zwłaszcza Ameryki i jeszcze im trochę zostaje dla siebie i ADL – B’nai B’rith.
B’nai B’rith – ADL a terroryzm
Związki Bńai Brith – ADL z terrorystami, to kolejny odcinek tego gigantycznego bagna.
Dużo informacji na ten temat można znaleźć w książce Roberta Freedmana „Kahane”.Między innymi autor pisze o szczegółach zamachu na niejakiego Alexa Odeha oraz szczegóły o Mordehaju Levy
Wiosną 1986 roku miesięcznik „EIR” opublikował specjalny raport pod wymownym tytułem:„Sekretna broń Moskwy – Ariel Szaron i izraelska mafia”.
Znajdujemy tam więcej informacji o wspomnianym Modrechaju Levym oraz współpracy Izraela – kanałami ADL – Bńai Brith z upadającym reżimem Moskwy, a szósty rozdział „Prawdy o Lidze Przeciw Zniesławieniu” nosi tytuł: „W łóżku z komunistycznymi dyktatorami i agentami.”
W grudniu 1991 roku w Monachium, zachodnioniemiecki wywiad potwierdził współpracęEdgara Bronfmana – Szefa ADL z reżimem NRD pod wodzą Hoeneckera i STASI,
Dochodzenie prowadził profesor prawa i wojskowy historyk. W wyniku dochodzenia ustalono, że Edgar Bronfman i Światowy Kongres Żydów, utrzymywali ze sobą ścisłe związki i wymianę informacji, co zresztą dziwić nie powinno, bowiem przez 30 lat szefem STASI był Żyd Morcus Wolf.
To wszystko zostało opublikowane w „Bild Zeitung”, „Frankfurter Allgemeine Zeitung” i „Semit”.
Ujawniono także materiały dochodzeniowe w sprawie zabójstwa szwedzkiego premieraOlofa Palmę, opublikowane przez prasę szwedzką.
Po zabójstwie szwedzkiego premiera, ADL – Bńai Brith, oskarżyła Lyndona LaRouche’a  o zorganizowanie tego mordu. Rzekomym powodem miała być zemsta LaRouche’a  za demaskowanie przez o Olafa Palmę „amerykańskiego” establishmentu, czyli syjonistycznej mafii spod znaku ADL – Bńai Brith.
 
Czyż nie jest to szczyt przewrotności?
LaRouche’a oskarżano więc nie tylko  o współpracę z KGB oraz STASI, lecz również z Mossadem, co wyraźnie pokazuje, jakie perfidne metody oszczerstw i dyskryminacji stosuje ADL – B’nai B’rith
Z książki instytutu LaRouchea dowiadujemy się też (s. 91), że na kilka dni przed zabójstwem szwedzkiego premiera Olofa Palmę, prominentny działacz ADL, Irwin Suall, był w podróży do Sztokholmu.
Był on pracownikiem Uniwersytetu Oxford, gdzie został starannie wyedukowany w arkanachFabian Socjalist.
Suall współpracował z wywiadem KGB i STASI, ze szwedzkimi socjalistami – telewizją NBC.
Dzięki takim powiązaniom, prowadził energiczną kampanię dezinformacji po zabójstwie premiera O. Palmego.
Między innymi dyskredytował wszelkie doniesienia LaRouche, ale nawet oskarżył go o współorganizację zamachu, o czym pisał w serii publikacji „LaRouche killed Palme”.
Oskarżono go o „antysemityzm”, o współpracę z KGB i Mossadem, o międzynarodowy terroryzm i podobne figle; a to wszystko głównie po tym, jak koledzy LaRouchea wygrali wybory w stanie Illinois.
Wprawdzie 16 czerwca 1987 roku, Federalna Komisja Wyborcza – wycofała się z zarzutów wobec Parouche, co do jego współudziału w mordzie na premierze, ale za to rewanż ADL – Bńai Brith nastąpił wkrótce jak w gangsterskim filmie.
Grupa komandosów, policji, CIA, agentów FBI, z użyciem helikopterów i wozów opancerzonych, 16 października 1987 roku, dokonała desantu na siedzibę Instytutu LaRouche w Leesburg (Wirginia). W tej akcji brało udział ponad 400 ludzi, to w przybliżeniu tylu, ilu dokonało inwazji na Grenadę w 1987 roku.
Pouczający to przykład dla nieposłusznych, dla naiwnych idealistów, wierzących w demokrację, wolność sumienia i wyznania, w tolerancję made in USA.
A zwłaszcza w Bńai Brith – ADL…
ADL – Bńai Brith a New Age
ADL – Bńai Brith, jako siła napędowa New Age, to kolejny ciemny rozdział w światowej destrukcji przeciwko cywilizacji chrześcijańskiej.
W 1989 roku lokalna gazeta w Dallas ujawniła próby obalenia przez Bńai Brith – ADL ustawy stanu Texas przeciwko rytuałom satanistycznym.
ADL rozwinęła tę akcję przeciwko projektowi tej ustawy, projektującej delegalizację praktyk satanistycznych. Te zabiegi opisała tzw. „Sieć Świadomości o Kultach” — grupa rzekomo prowadząca działania dla ofiar satanizmu.
Dalsze ustalenia w tej sprawie są tyleż szokujące, co pouczające. Okazało się, że ta grupa, oficjalnie niosąca „pomoc” ofiarom satanizmu, od dawna była zaprzyjaźniona z działaczami ADL! Dokumenty rządowe i sądowe wykazały, że „Sieć” uczestniczyła w uprowadzeniach ludzi oraz posługiwaniu się socjotechniką, mającą rzekomo „uzdrawiać” ofiary kultów satanistycznych.
Co więcej – czołowi działacze „Sieci” byli związani z tajnymi eksperymentami agend rządu USA w dziedzinie psychodelicznych narkotyków, co prowadzono pod auspicjami tzw. „MK – Ultra Project” nadzorowany przez CIA.
Satanizm, narkotyki, zboczenia pedofilskie, to syndrom „twardej” destrukcji w sferze wartości duchowych, ale i fizycznych, w których macki ADL of Bńai Brith, zostały zdemaskowane w szeregu opracowań i publikacji, cytowanych m.in. przez autorów „Prawdy o Lidze Przeciw Zniesławieniu”w rozdziale VIII i IX.
Autorzy stwierdzają:
„Większość Amerykanów nie wie, że każdego dnia ADL i jego kumple-przestępcy, tzw. „lobby syjonistyczne”, popełniają przestępstwa przeciwko swemu elektoratowi, które sprawiają, żeWatergate wygląda nijako.”
AIPAC – Amerykańsko-Izraelski Komitet Spraw Publicznych
AIPAC – Amerykańsko-Izraelski Komitet Spraw Publicznych, to jedna z kilkudziesięciu organizacji ściśle podlegających ADL of Bńai Brith.
W lipcu 1992 roku opublikowano w Waszyngtonie raport o bliskowschodnich stosunkach ADL of Bńai Brith wraz AIPAC-iem, gdzie wspomina się Gregory Slabotkina oraz o działaniach pewnego „brudnego” agenta AIPAC w tej współpracy.
O tych i innych brudach ADL of Bńai Brith, szeroko pisze się w raporcie pod nazwa: „Spisek przeciwko Wolności . Dokumentacja kampanii ADL przeciwko wolności, słowu i myśli” Raport zawiera dokumenty rządowe i wewnętrzne memoranda ADL, odsłaniające próby dyskredytacji w federalnych komisjach, grup przeciwnych ADL.
Obie te grupy – AIPAC i ADL of Bńai Brith, systematycznie wymykają się płaceniu podatków,a dzieje się tak dlatego, że mają potężnych przyjaciół we władzach federalnych i stanowych.
O skali przestępstw tego duetu, czyli o  defraudacji, przekupstw, siania kłamstw i oszczerstw przeciwko przeciwnikom, mówi zestaw zarzutów złożonych w Sądzie Federalnym w Waszyngtonie 10 sierpnia 1992 roku.
Dokument ten dotyczy zwłaszcza metod opanowywania Kongresu przez Bńai Brith – ADL i dziesiątki podległych im organizacji wykonawczych.
Skarga – zarzut została opracowana przez grupę emerytowanych amerykańskich dyplomatów, a dotyczyła federalnej komisji wyborczej, która celowo nie podjęła żadnych sankcji przeciwko AIPAC, działała ona jako quasi – polityczna organizacja ingerująca w prace Kongresu, Senatu i kolejnych rządów.
Prezydium tejże komisji wprawdzie przyznało rację grupie dyplomatów, ale nie podjęło żadnych sankcji przeciwko AIPAC i ADL. W kierownictwie komisji znajdowali się ludzie pozostający „na garnuszku” AIPAC, ADL – w tym Żydzi i goje, a wszyscy doskonale wiedzą, że każdy nieprzychylny gest przeciwko tej sitwie, oznaczałby dla niego śmierć polityczną.
A fakty były porażające. Zgodnie z dokumentami sądowymi, AIPAC czyli ADL – Bńai Brith,tajnie kontrolują przynajmniej 27 różnych ważnych organizacji, a niektórzy twierdzą, że nawet około 60.
ADL – AIPAC używają tych organizacji do przerzucania ogromnych sum pieniędzy dla kandydatów do Kongresu, popierających destrukcyjne, antyamerykańskie i antyobywatelskie programy AIPAC – ADL.
Jedną z takich organizacji „pozarządowych” jest słynny Round Table, założony w 1981 roku przez czołowych działaczy ADL – Bńai Brith – AIPAC, m.in. przez Malcolma Hohleina – przewodniczącego Żydowskiej Wspólnoty Nowego Jorku, liczącej około 3 miliony Żydów.
Od pierwszego dnia swego istnienia, Round Table obrał sobie siedzibę w budynkach na Manhattanie, w których znajdowały się też biura agencji podatkowej pod nazwą„Zintegrowane środki” – Inte­grated Resources.
Prominentni działacze owego Round Table, to m.in. Michel Milken, Drexel Burnham, Stephen Weinroth, Ivan Boesky, Robert Davidow, M. Riklis, L. Tisch, Saul Steinberg, P. Milstein, R. Abrams, D.P Moynihan. To właśnie poprzez tę agendę (agenturę), pod nazwą „Zintegrowane środki”, transferuje się ogromne pieniądze dla Round Table.
Wymienieni wyżej żydowscy dygnitarze są tymi, którzy przydzielają „lobbingowe” sumy ludziom, przeznaczonym do skaperowania Kongresu, Senatu, administracji federalnej i stanowej.
Potem jako kongresmani tańczą tak, jak oni im zagrają.
Na spotkaniu o tematyce „Ziemi”, honorowymi gośćmi byli m.in. – prokurator generalny stanu Minnesota Robert Abrams, St. Humprey, senator stanu N.Y. Daniel Moynihan. Wszyscy oni regularnie przekazują „składki” z pieniędzy „Zintegrowanych Środków” dla AIPAC – ADL.
 
Wszystkie te „pozarządowe” organizacje sterowane przez Bńai Brith, ADL, AIPAC wraz z dziesiątkami ich odgałęzień, stanowią nierozerwalny krąg amerykańskiego syjonizmu, w którym oficjalne i nieoficjalne funkcje nie mają większego znaczenia – wszyscy składają się do wspólnego „kotła” i wszyscy spiskują przeciwko demokracji, wolności i pieniądzom amerykańskich podatników. Jak pisano w „Prawdzie o Lidze Przeciw Zniesławieniu”.
Wszystkie reprezentują zorganizowaną finansową grupę gangsterów, którzy sponsorują narkotykową robotę Lansky ’ego i są jego własnością.
Co ciekawe, ADL i AIPAC wcale nie reprezentują prawdziwych interesów państwa izraelskiego i narodu żydowskiego. (kłania się elementarz – wywiad ze SVALI oraz doniesienia Normana Finkelsteina)
Z całym cynizmem ta zasada dotyczy wyduszania od państw europejskich, zwłaszcza od Niemiec (zagłada Żydów) oraz Szwajcarii (konta Żydów zabitych przez Niemców) – wielomiliardowych odszkodowań, rzekomo dla „ofiar holokaustu”, a w istocie dla syjonistycznych hien „grabiących groby” hitlerowskich ofiar, co wykazuje w słynnej już książce prof. Norman Finkelstein: „Przedsiębiorstwo Holokaustu”.
Przemysł Holokaustu
Tym pojęciem syjoniści spięli dramat żydostwa europejskiego, wymordowanego przez Niemców w drugiej wojnie światowej.
Oczywiście to wszystko zostało zaplanowane i reżyserowane przez syjonistów już od czasu traktatu wersalskiego w 1918 roku i perfekcyjnie stymulowane przez następne 20 lat, w ramach realizacji programu żydomasonerii, ujawnionego przez A. Pike’a i Mazziniego w drugiej połowie XIX wieku, a rozpisanego na trzy kolejne wojny światowe.
Profesor Norman Finkelstein dokonał miażdżącej krytyki czynienia z dramatu Żydów europejskich, gigantycznego przemysłu i biznesu. Pisze o tym w swojej książce„Przedsiębiorstwo Holokaust” (The Holokaust industry), wydanej w 2000 roku i przełożonej na 16 języków, w tym na polski.
Norman Finkelstein nie był zresztą pierwszym Żydem, który zdecydował się na głos prawdy. Prekursorem był Raul Hilberg – światowy autorytet w problematyce zagłady Żydów. Wydał on już w 1961 roku książkę-rozprawę pt. „The Destruction of the European News”.
Po ukazaniu się pracy prof. Finkelsteina, natychmiast wzbił się pod niebiosa skowyt syjonistycznych mediów, którzy opluli go za „zdradę” holokaustu, okrzyknęli antysemitą i cynicznym manipulantem, żerującym na dramacie swych pobratymców!
To wypróbowana metoda – dyskredytować, atakować przeciwnika, za pomocą tych samych argumentów, których on sam użył przeciwko nim. U wydawcy książki – Holta – interweniowano za pomocą takich oto argumentów:
„Zupełnie nie zdajecie sobie sprawy z tego, kim jest Finkelstein. To trucizna, to wstrętny, nienawidzący Żydostwa Żyd, to najgorsze plugastwo! „(s. 82).
Dyrektor wykonawczy Światowego Kongresu Żydów – Elan Steinberg dorzucał efektowną metaforę:
„Jeżeli chcą się trudzić (wydawcy książki – H.P.) zbieraniem śmieci, to powinni nosić kombinezony przedsiębiorstwa oczyszczania miasta.”
Zamysł książki zrodził się z dwóch impulsów. Pierwszym był moralny protest prof. Finkełsteina przeciwko cynicznemu żerowaniu na prochach milionów Żydów przez Żydów z Bńai – Brith – ADL.
Po drugie, jego rodzice byli przez szereg łat więźniami gett i niemieckich obozów zagłady. Oboje przeżyli. Matka za ponad sześć lat tej gehenny otrzymała odszkodowanie w wysokości 3500 dolarów. Prof. N. Finkelsten wpadł w osłupienie, kiedy porównał łączną sumę odszkodowania swojej matki z zarobkami głównych hien z ADL – Bńai Brith oraz ich popleczników:
Kagan w 12 dni, Eagleburger w 4 dni, D’Amato w 10 godzin zarabiają tyle, ile moja matka dostała za cierpienie hitlerowskich prześladowań przez sześć lat.
Wymieniony Lawrence Eagleburger z ADL zarabiał rocznie 300 000 dolarów, jako przewodniczący Międzynarodowej Komisji ds. Roszczeń Ubezpieczeniowych z Czasów Holokaustu, nie licząc jego gaży jako ówczesnego sekretarza stanu w administracji G. Busha – seniora. Najbardziej bezwzględną hieną był jednak (i jest) Kenneth Bialkin, który kierował wtedy ADL of Bńai Brith oraz przewodniczył Konferencji Prezesów Głównych Amerykańskich Organizacji Żydowskich, przy czym słowo „Konferencji” jest nieco mylące, bowiem jest to ciało „obradujące” permanentnie i przez lata, w charakterze stałej organizacji.
Prof. Finkelstain pisze w wielu miejscach, że „Przedsiębiorstwo Holokaust” stało się ordynarnym procederem wyłudzania – po prostu „rabowaniem grobów”. Mottem głównym swej pracy prof. Finkelstein uczynił słowa rabina Arnolda Jacoba Wolfa z Uniwersytetu Yale:
„Mam wrażenie, że zamiast uczyć o holokauście, handluje się nim.”
W ten sposób prof. Finkelstein asekurował się autorytetem, po pierwsze Żyda, po drugie żydowskiego rabina, którego nie sposób oskarżyć o „antysemityzm”, jak oskarżono samego N. Finkełsteina, stuprocentowego Żyda, syna ludzi, którzy przeszli maksymalny „staż” piekła holokaustu.
„Przemysłowi holokaustu” formę zorganizowanej „grabieży grobów” nadała Anti-Defamation League of Bńai Brith i jej syjonistyczne agendy.
W 1992 roku Światowy Kongres Żydów utworzył specjalnie w tym celu World Jewish Restitution Organization (WJRO) – tę właśnie Komisję Odszkodowawczą (Roszczeniową).
ADL, Światowy Kongres Żydów, czyli dwie agendy Bńai Brith, scedowały na Komisję Odszkodowawczą prawo decydowania o losie mienia ocalałych z holokaustu, żyjących jak i nieżyjących.
Szefem tej organizacji został szef ADL Edgar Bronfman, miliarder poruszający się po świecie własnym odrzutowcem, podczas gdy żyjące jeszcze ofiary holokaustu często nie mogą doprosić się o wózek inwalidzki.
Bronfman jest głównym partnerem „niemieckiego” magnata prasowego, Żyda Leo Kircha.
Posiada majątek odziedziczony po rodzicach, właścicielach koncernu alkoholowego, ale setki milionów dolarów wydaje na własne koszty, podobnie jak na wystawne życie liderów jego terrorystycznych hien „grabiących groby”.
Skupia w swych rękach nieograniczoną władzę jako szef ADL, jako prezes Światowego Kongresu Żydów i prezes tejże Komisji Odszkodowawczej. W tej grabieży wspierają go wspomniany już Abraham Foxmanszef amerykańskiej sekcji ADL – Bńai BrithKenneth Bialkin (do czasu wystąpienia z ADL) oraz Saul Kagan, wieloletni dyrektor Konferencji Roszczeniowej (Odszkodowawczej).
Pouczająca jest chronologia produkowania „Przemysłu Holokaustu”
Zaczęło się w 1967 roku, po błyskawicznym zwycięstwie Izraela w napaści na Egipt.
Świat nagle ujrzał Izrael w innym świetle i roli: jako mocarstwo regionu; agresywne, butne, doskonale uzbrojone przez podatników amerykańskich.
W związku z tym, powstała nagląca potrzeba usprawiedliwienia agresji tej rzekomej ofiary światowego „antysemityzmu”, zagrożonej nowym holokaustem przez wrogi islam.
Do 1967 roku holokaust nie zajmował żadnego przetargowego miejsca w świadomości Żydów amerykańskich.
Wykazywali oni podobną obojętność na fakt istnienia państwa Izrael – to wszystko istniało gdzieś „za górami, za lasami i morzami”. Niszczycielski izraelski tryumfalizm po wojnie sześciodniowej należało więc czymś usprawiedliwić.
 
Najprościej było zagrać na nucie holokaustu. Należało nadać mu rangę najwyższego cierpienia całego narodu izraelskiego, i cierpienia nieporównanie większego niż cierpienia wszystkich innych ofiar hitleryzmu i masakr innych narodów w przeszłości.
Z holokaustu szybko wyprodukowano prawdziwą „religię holokaustu”.
Tej sakralizacji holokaustu nadano wymiar wręcz mistyczny.
Aby go wypromować do takiej rangi, zagwarantować mu wyłączność, ruszyła w ruch machina przemilczania lub pomniejszania innych holokaustów.
Podczas gdy Żydom był przez całe dziesięciolecia potrzebny problem mniejszości, „gnębionych” na świecie przez nacjonalistyczne większości, tak odtąd te mniejszości zeszły na dalszy plan. O cierpieniach milionów tubylców afrykańskich – zrobiło się cicho.
Podobnie rzeź Romów (Cyganów) przez hitlerowców oraz ludobójstwo amerykańskich „Indian”, zeszły także na daleki margines.
Z tego samego powodu zapadła śmiertelna cisza nad pierwszym w nowożytnej historii aktem ludobójstwa dokonanym przez Turcję na około 1 500 000 Ormian w latach 1915-1916. Posłużmy się w tym ostatnim przypadku następującym incydentem.
Kiedy w Izraelu miało się odbyć międzynarodowe sympozjum na temat holokaustu, to jednak zostało ono odwołane, ponieważ nie udało się wycofać referatu o ludobójstwie Ormian przez Turków, mimo że Turcja współpracuje z USA i Izraelem.
Sakralizacja holokaustu uzyskała motywację w odwiecznie głoszonym „wybraństwie”Żydów, a reszty dokonał intelektualny i medialny terroryzm syndromu syjonistycznej dominacji spod znaku Bńai Brith, ADL, AIPAC, Światowego Kongresu Żydów i innych agend.
Następnie przyszedł czas „żniw” na cmentarzach, na polach obozów zagłady, gdzie wiatr rozwiał prochy pokolenia ich ojców i matek. Na pierwszy ogień poszły odszkodowania Niemiec Zachodnich, spłacane przedtem w ratach przez prawie pół wieku.
Potem nastąpiły dożynki: oskarżenie Szwajcarii o żerowanie na kontach ofiar holokaustu, potem zjednoczonych Niemiec, Rumunii. Obrzydliwy, trupio cuchnący proceder grabienia grobów, a następnie handel umarłymi, dokładnie taki, o jakim napisał już w 1961 roku poeta-noblista S. Qu­asimodo, w cytacie stanowiącym motto tego rozdziału.
 Od samej Szwajcarii żądali 20 miliardów dolarów, ale wnikliwe kwerendy wykazały, że owe „martwe konta” dają zaledwie 1,2 miliarda, przy czym, nie sposób było udowodnić, że wiele z tych kont należało do ofiar holokaustu.
Tylko znikoma część pieniędzy z miliardów wydartych przez handel grobami, dotarła do żyjących ofiar.
Z okazji utworzenia przez ADL – Bńai Brith, liderzy ADL – Bńai Brith z tych funduszy tzw.„Fundacji Narodu Żydowskiego”. urządzili wystawny bankiet w ekskluzywnym nowojorskim hotelu Pierre. Przybył nawet prezydent Clinton, którego żona jest żydowską córką bogatego adwokata nowojorskiego, ale nie zaproszono ani jednej z ocalałych ofiar holokaustu!
Ocaleni urządzili pod hotelem długotrwałą pikietę, stali tam przez cały czas, kiedy tamci jedli i pili.
Dlatego pozwoliłem sobie nazwać szyderstwem słowa Jana Pawła II, wygłoszone do przedstawicieli tych nikczemników spod znaku Bńai Brith o ich rzekomej głębokiej trosce o całą ludzkość w takich dziedzinach – by wymienić tylko kilka – jak głód, ubóstwo (…) krzewienie sprawiedliwości i pokoju.
Szczególnie szyderczej goryczy nabrały słowa o głodzie i ubóstwie!…
Hieny cmentarne nie zapomniały też o Polsce. Zażądały od Polski praw własności do ponad sześciu tysięcy przedwojennych żydowskich obiektów komunalnych, m.in. synagog. Oceniając zgodnie z oficjalną statystyką liczbę polskich Żydów na kilka tysięcy, N. Frankelstein pytał:
Czy odrodzenie żydowskiego życia, rzeczywiście wymaga, aby na każdego polskiego Żyda przypadała jedna synagoga lub szkoła?
W pozwie przeciwko Polsce, zarzucono polskim władzom stosowanie przeciwko Żydom ludobójczej polityki przez 54 lata, wypędzania Żydów w celu ich wytępienia!
Pozew zredagowali Edward Klein i Melvin Urbach– weteran kampanii roszczeniowej przeciwko Szwajcarii i Niemcom.
Zagrożono Polsce sankcjami ekonomicznymi i propagandowymi. Kongres USA poparł te żądania, co dziwić nie może, jeśli uwzględnimy nasycenie Kongresu Żydami oraz gojami przekupionymi przez Bńai Brith of ADL – AIPAC.
Dodatkowo „wrzucono” nam tzw. „Marsze żywych” – pokazy syjonistycznej buty i prowokacji. David Harris z Amerykańskiego Kongresu Żydów (czytaj – z Bńai Brith of ADL – AIPAC – AJC), rozwodził się o ogromnym wpływie tych marszów na młodzież żydowską, która tak bywa wstrząśnięta, że po zwiedzeniu Auschwitz czy Majdanka, wynajęła striptizerki, aby rozładować przykre emocje wywołane zwiedzaniem obozu!
Te poniżające dla Polaków żydowskie hucpy, to nic w porównaniu ze światową kampanią syjonistów, oskarżających pokolenie naszych ojców o masowe mordowanie ukrywających się Żydów; szkalowanie Armii Krajowej o mordowanie Żydów.
Ręka w rękę z hitlerowcami: o „wyssaniu atysemityzmu” przez Polaków z mlekiem ich matek. Tym oskarżeniom poświęciłem książkę „Strach być Polakiem” i w tym odruchu samoobrony nie byłem osamotniony – pisało o tym dziesiątki innych autorów.
Jeżeli tej oszczerczej kampanii przeciwko narodowi, który uratował ponad 100 000 Żydów, w kraju, w którym obowiązywała kara śmierci całej rodziny za ukrywanie Żydów – jeżeli tej zbiorowej zbrodni na godności Polaków, zbrodni na prawdzie historycznej, nie wszczęły i nie kontynuowały ze światowym rozmachem krasnoludki lub myszka Miki – to kto?
Kto jeśli nie syjonistyczne lobby zorganizowane w antychrześcijańskiej, antykatolickiej, antypolskiej mafii pod nazwą Bńai Brith – ADL?
Jeżeli wściekłej kampanii kłamstw o rzekomym wymordowaniu żydowskich sąsiadów w Jedwabnem przez Polaków nie wykreowały krasnoludki, suto opłacając cmentarną hienę z tytułem profesora – J.T. Grossa w jego obrzydliwej broszurce „Sąsiedzi”, wydanej w wielu językach – to kto?
Po opublikowaniu mojego spontanicznego krzyku protestu w książce „Jedwabne geszefty”, przeciwko tej zbiorowej zbrodni na honorze Polaków i na prawdzie historycznej, warszawska gmina żydowska wniosła donos do prokuratury na tę prawdę, a kiedy prokuratura donos umorzyła, gmina oświadczyła, że jest tą decyzją „wstrząśnięta” i nosi się z zamiarem złożenia skargi na Polskę (!!) do Trybunału w Hadze lub Strasburgu za to umorzenie.
Dlaczego jednak nie wniosła donosu do wszelkich możliwych ciał międzynarodowych, broniących „praw człowieka” – na ich pobratymca, wspomnianego tu prof. N. Finkelsteina, który zdemaskował nie tylko ich cmentarny przemysł holokaustu, lecz równie niszczycielsko podsumował broszurę J.T. Grossa?
Dlaczego światowy syjonizm; dlaczego warszawska „gmina żydowska”, nie złożyły donosu na tego „kłamcę” i „antysemitę”? Oto kilka cytatów z pracy owego „kłamcy”, prof. Finkelsteina:
„Książka Sąsiedzi J.T. Grossa to karykatura tego rodzaju książeczek. W jednym więc miejscu Gross twierdzi, że komunistyczne władze Polski karały Polaków, „którzy uczestniczyli w mordowaniu Żydów”, i że uciekały się nawet do stosowania tortur, żeby wymusić z oskarżonych zeznania (s. 15, 28). W innym miejscu, Gross utrzymuje natomiast, że zabijanie Żydów „nie było przestępstwem, za które w stalinowskim sądownictwie groziła surowa kara” (s. 216, przypis 5).
– cytat finalny z książki N. Finkelsteina:
„Książka Grossa to typowy produkt „przedsiębiorstwa holokaust” (…) Z błogosławieństwem Grossa, sąsiedzi stali się kolejnym orężem „Przedsiębiorstwa holokaust”, w jego dążeniu do ograbienia Polski (…) Jest to najzwyklejsze wyłudzenie zakamuflowane pod sztandarem żydowskiego cierpienia.”
Oto kilka liczb, które obrazują grozę zniewolenia tego wielkiego mocarstwa poprzez agenturę syjonistyczną, choćby tylko w Kongresie i Senacie:
·       211 kandydatów do Kongresu i Senatu w 48 stanach otrzymało pieniądze od ADL (B’nai B’rith), AIPAC oraz od podległych im kilkudziesięciu organizacji w okresie od 1 I 1990 do marca 1992.
·       Łączna suma zamknęła się kwotą 2 000 000 dolarów. To sprawia, że ADL – Bńai Brith – AIPAC są drugimi pod względem wielkości dotacji na korupcję.
·       Formalnie przewyższają je tylko związki zawodowe, ale one także są w garści tych organizacji, a pieniądze na korupcję pochodzą z tego samego źródła – od podatników amerykańskich. W październiku 1992 suma przeznaczona przez te agentury na korupcję i różne formy kaperowanictwa wzrosła z 2 milionów do 3 milionów dolarów.
·       Bńai Brith poprzez ADL, AIPAC i dziesiątki innych swych agentur i satelitów wydaje miliony dolarów na korumpowanie nie tylko przedstawicieli Kongresu, Senatu i wysokiej rangi urzędników administracji żydowskiego pochodzenia.
·       Kupują także gojów przychylnych ich polityce lub żądnych kariery – pieniędzy. Aż 29 senatorów i kongresmanów otrzymało łapówki z nielegalnych funduszy AIPAC – ADL.
·       Jednym z takich beneficjentów kasy ADL – Bńai Brith – AIPAC był senator Tom Harkin – demokrata ze stanu Yowa. Dwukrotnie dały „szmal” na jego kampanię wyborczą w ramach partii „Demokratycznej”: w 1992 roku otrzymał 100 000 dolarów, ale przegrał. W następnym podejściu wygrał, i chyba dlatego, że otrzymał na kampanię 366 000 dolarów
Narkodolary są kluczem do kontrolowania Kongresu i Senatu przez Bńai Brith – ADL – AIPAC.
Kaperowaniem zwolenników i sługusów w Kongresie i Senacie
Cały ten syjonistyczny syndrom spod szyldu Bńai Brith, posiada wyspecjalizowanych agentów, trudniących się kaperowaniem zwolenników i sługusów w Kongresie i Senacie za pomocą wysokich łapówek i innych brudnych sztuczek, lub do poniżania, dyskredytowania politycznych przeciwników lub opornych.
Taki Gregory Slabotkin: przez wiele lat pracował w tzw. „Komisji analiz” AIPAC. Otrzymywał polecenia od Michaela Louisa, aby przeforsował kilka uchwał na rzecz ADL – AIPAC.
Slabotkin w końcu zrezygnował z tej pracy i jako „skruszony”, oświadczył publicznie o tym, co się dzieje w AIPAC. Ruszyło go nie tyle sumienie, co bezwzględny radykalizm szantaży AIPAC – ADL – Bńai Brith, które atakowały każdego, kto nie był im posłuszny, włącznie z Żydami, atakowali bowiem nawet żydowskich działaczy, związanych z lewicowymi ideologiami w USA, którzy krytycznie odnosili się m.in. do izraelskiej polityki w sprawie Palestyny.
Wielu z nich pragnęło pokojowego rozwiązania konfliktu arabsko-izraelskiego, ale dla „Jastrzębi” amerykańskich i izraelskich, było to nie do przyjęcia w drodze do Wielkiego Izraela od Egiptu po Irak.
Od początku lat 80 ADL – AIPAC, jako narzędzia Bńai Brith, sponsorowały też wielu amerykańskich policjantów, a najbardziej „zasłużonych” wysyłali potem do Izraela na stanowiska lokalnych szefów policji i dyrektorów służb bezpieczeństwa. Mieszkali tam w najlepszych hotelach, byli szkoleni przez niezawodny w tej brudnej robocie Mossad, we współpracy z armią Izraela oraz Narodową Policją Izraela.
I tak np. izraelskie sposoby rozpędzania demonstracji, zostały „żywcem” przeniesiony do USA jako niedościgniony model pacyfikacji ulicznych „zadym”.
Od 1982 roku ADL of Bńai Brith, rozpętały potężną akcję na rzecz wprowadzenia ustawy we wszystkich stanach, przeciwko „przestępstwu nienawiści”(„zniesławianiu”), co było przecież zawarowane w samej nazwie ADL.
Ustawa miała radykalnie zaostrzyć kary dla „przestępców”, nienawidzących z powodu rasy, religii lub narodowości.
Rezultat jest taki, że cała Ameryka, za wyjątkiem czterech stanów, jest obecnie terroryzowana w majestacie Konstytucji za jakiekolwiek słowa krytyki pod adresem Żydów.
 
Brudna gra dyskryminacją rasową
W tym kontekście wyłania się cała perfidia promotorów tej ustawy, gdyż nacją najbardziejnienawidzącą Żydów są w USA czarni, a przecież to rzekomo w obronie czarnych forsowano tę ustawę.
To właśnie AIPAC i ADL rozpowszechniają w USA pogląd wśród policji, ze Murzyni są od urodzenia antysemitami, zaś Arabowie i Amerykanie to jakby podludzie.
Nigdy tego nie rozgłasza się wprost, ale wynika to z dyskryminacji nawet białych nie-Żydów w konfrontacji z interesami Żydów. Każdy sprzeciwiający się polityce syjonistycznego apartheidu, jest natychmiast kwalifikowany jako „rasista-antysemita”.
Dyskredytowanie Murzynów przez żydowskie lobby z Bńai Brith – ADL – AIPAC, nabierało dynamiki w latach 70.-80. w kontekście „zuchwałego” porównywania żydowskiego holokaustu z tragedią Murzynów Afryki – tych milionów niewolników porywanych w dawnych wiekach do Ameryki. Pisze o tym prof. Norman Finkelstein w książce „Przedsiębiorstwo Holokaust”.
Destrukcja w szkolnictwie prowadzona przez Bńai Brith poprzez ADL – AI- PAC
Destrukcja w szkolnictwie prowadzona przez Bńai Brith poprzez ADL – AI- PAc, to kolejny, bodaj najważniejszy front wojny duchowej z cywilizacją chrześcijańską, zwłaszcza w USA, wszystko zaś dzieje się w ramach wdrażania programu New Age – wieku bez zasad, religii, moralności, bez kontynuowania tradycyjnych wartości dwudziestu wieków cywilizacji chrześcijańskiej.
Agendy ADL wyszkoliły setki tysięcy nauczycieli i urzędników szkolnictwa na rzecz „walki z dyskryminacją”.
Wielu nauczycieli, narażając swoją karierę krytykowało np. wyświetlanie filmów w czasie zajęć szkolnych, dyskryminujących Arabów, Murzynów, katolików i wyznawców innych religii.
Filmy, podręczniki, programy nauczania są ukierunkowane na nihilizację postaw młodego pokolenia oraz na prymitywizację wiedzy o świecie i historii.
Produkuje się w ten sposób bezmózgowe papugi, powtarzające w wieku dorosłym kłamliwe banały, wygodne dla syjonistycznego programu New Age.
Ta niszczycielska infiltracja systemu edukacji przez ADL – AIPAC – Bńai Brith, nie byłaby możliwa bez całkowitego podporządkowania Narodowego Stowarzyszenia Edukacji(National Education Associates – NEA).
Od 1986 roku rozpoczęto wdrażanie programu „Świat różnic” (A World of Difference), którego głównym sponsorem był Michaelem Milkenem. Program ten wdraża 26 spośród wszystkich 31 biur regionalnych ADL.
Poprzez swoje związki z całkowicie opanowanym przez syjonistów Hollywoodem, ADL zapraszało do szkół znane osobistości rozpowszechniające nihilistyczne programy nauczania i formowania osobowości młodego pokolenia. Nakłada się to nierozdzielnie na wojnę z Kościołem katolickim i całym chrześcijaństwem, co jest realizacją historycznego programu masonerii wszystkich rytów, na czele z programem judeomasonerii spod znaku Bńai Brith.
Oto co twierdzi dyrektor szkoły z Gravette – Paul Humen:
„Poprzez takie programy, scena jest przygotowywana dla jednej światowej religii. Dzieci są manipulowane aż do bólu przez religię New Age i jest coraz trudniej i niebezpieczniej reprezentować chrześcijański punkt widzenia. Nie ma żadnych wątpliwości, że prawdziwym celem takich grup ADL jest wprowadzenie New Age. Im mocniej jest wprowadzany New Age, tym bardziej tracą na ważności granice moralności. Wszystko to prowadzi do powszechnego uznania zasady: Jeżeli to jest dobre dla ciebie, to wynika z zasad New Age.”
Prof. Paul Vitz z Uniwersytetu Nowojorskiego w książce: „Censorship: Evidence of Bias in Our Children’s Texstbooks”, 1986, pisze:.
Badania pokazują jasno, że z podręczników dla szkół publicznych, powszechnie eliminuje się historię, dziedzictwo, wierzenia i wartości wielu milionów Amerykanów. Nie są reprezentowani ci, którzy wierzą w tradycyjną rodzinę(…)
A przede wszystkim nie są reprezentowani ci, którzy są przywiązani do swojej tradycji religijnej – choćby tylko jako do ważnej części swojej świadomości historycznej.
Ojcowie założyciele USA dobrze znali prawdziwe oblicze i cele, rzekomo uznającej Boga masonerii, spod znaku rytu szkockiego, bo nawet mason Washington w liście do ministra Snydera, potępił ten ryt jako „diabelską służbę” i za to, że rozpowszechnia on zasady bandy jakobinów z Rewolucji Francuskiej.
W latach 60-tych wdrażano też w życie tzw program „Mur separacji” i wtedy trwała zaciekła kampania na rzecz zabraniania modlitw w szkołach, urzędach, Kongresie.
Zwieńczeniem tej kampanii ADL of Bńai Brith, było uznanie w 1963 roku przez Sąd Najwyższy USA, że czytanie Biblii w klasach szkolnych na rozpoczęcie dnia, jest niezgodne z Konstytucją.
Wynika z tego że chrześcijańska większość musi poddać się znikomej mniejszości. typowo rasistowskich, syjonistycznych organizacji.
Jesienią 2003 roku miało miejsce zdarzenie, kiedy to sąd włoski uwzględnił protest Araba – obywatela Italii, przeciwko zawieszeniu krzyża w klasach szkoły, do której uczęszcza jego dziecko.
To nie Arab zwyciężył. Było to symboliczne zwycięstwo wojującego, antychrześcijańskiego syjonizmu spod znaku Bńai Brith – ADL – AIPAC oraz ich niezliczonych tajnych i półtajnych agend wojny z religią chrześcijańską, z wartościami i tradycjami narodów Ameryki i Europy.
Dlatego właśnie chrześcijańskie symbole wypiera się ze świąt, zwłaszcza Bożego Narodzenia. Świętego Mikołaja zastąpił renifer, choinka stajenkę z Jezuskiem w żłobie, a noworoczne życzenia na kartach są ozdobione Gwiazdą Dawida.
To wszystko zalewa i polską tradycję. W okresie Bożego Narodzenia polskojęzyczne media, prymitywizują te wielkie symbole chrześcijaństwa paplaniną o reniferach, Mikołaju, gwiazdkach, a w okresie Wielkanocy reportażami z malowania pisanek przez kobiety ubrane na tę okazję w stroje ludowe. Ot całe święta…
Ataki na krzyże w klasach i miejscach publicznych, to nie wszystko. Oto iście żydobolszewicki przykład godny najczarniejszych lat Judeobolszewii sowieckiej.
Sąd Najwyższy USA, na rozprawie z 29 lipca 1992 roku, uznał winnym naruszenia wolności religijnej przez nauczyciela, który po cichu czytał Biblię na lekcji, kiedy jego klasa pisała klasówkę! I był to Sąd Najwyższy, a nie jakiś tam nadgorliwy sąd stanowy, czy jeszcze mniejszy rangą. Nauczyciel czytał całkiem bezgłośnie, nawet nie poruszając wargami.
Przestępstwem nauczyciela okazało się samo wyjęcie Biblii i położenie jej na stole. Sąd Najwyższy orzekł, że nauczyciel – Kenneth Roberts działał niezgodnie z Konstytucją, ponadto posiadał w swojej szkolnej podręcznej biblioteczce książki pt.: Biblia w obrazkach i Opowieści o Chrystusie.
Takie oto represje są inspirowane przez ADL – Bńai Brith, poprzez zbieranie donosów oraz popieranie pozwów do sądu, pilotowanych następnie przez legiony usłużnych adwokatów, rzecz jasna, w 80 proc. tej samej nacji co ludzie ADL.
Pedofilia pochwalana w B’nai B’rith
Allan Baer, multimilioner z Omaha, został przyłapany na „czynnościach pedofilskich”. Baer był wówczas prezesem fundacji, udzielającej wsparcia finansowego dla wielu organizacji społecznych, m.in. dla klubu dziewcząt w Omaha, które to dziewczęta były molestowane przez Baera i jego pedofilskie kółeczko.
Autorzy „Prawdy o Lidze…” nie podają czy wyrok na milionera-pedofila był surowszy od wyroku dla nauczyciela, który naruszył Konstytucję poprzez bezgłośną lekturę Biblii podczas klasówki. Fundacja pana Baera dawała też duże sumki dla organizacji pedofilskiej pod nazwą „Gay Mens Health Crisis” z San Francisco oraz dla organizacji wzruszająco humanitarnej, pod nazwą „Koalicja Ludzi chorych na AIDS”.
B’nai B’rith w Polsce
Na ziemiach polskich pierwsze loże B’nai B’rith powstały pod koniec XIX wieku, w zaborze pruskim (Katowice 1883, Poznań 1885, Chorzów 1903) i austriackim (Bielsko 1889, Kraków 1892, Lwów 1899).
Loże te należały naturalnie do dystryktu VIII (Niemcy) lub X (Austria-Węgry). W byłym zaborze rosyjskim, loże powstały dopiero po odzyskaniu niepodległości (Warszawa 1922, Łódź 1926).
Oddzielny dystrykt polski (numer XIII) został stworzony w r. 1924, z siedzibą w Krakowie .
Prezydentem tego dystryktu był Leon Ader, adwokat krakowski, od jego stworzenia do roku. 1937, kiedy zastąpił go Ludwik Rattlerrównież adwokat krakowski.
Według danych “Książki adresowej” członków B’nai B’rith, wydanej w Krakowie w r. 1937,istniało wtedy w Polsce 10 lóż do których należało 934 członków.
Istniały także loże kobiece i związki młodzieżowe. Należy wspomnieć, że kilka lóż, istniejących poprzednio, m.in. w Bydgoszczy i w Toruniu, zostało rozwiązanych przed rokiem. 1937 z uwagi na brak członków. Trzeba również podkreślić że istniały loże B’nai B’rith na ziemiach niemieckich przyłączonych do Polski w roku. 1945, m.in. kilka lóż we Wrocławiu i w Gdańsku. 

Nieliczna grupa członków B’nai B’rith w przedwojennej Polsce, składała się w dużej większości z przedstawicieli elity społecznej i gospodarczej.

Na liście członków znajdują się przede wszystkim przemysłowcy, kupcy, bankierzy i dyrektorzy przedsiębiorstw, adwokaci i lekarze. Jest wśród nich cały szereg znanych osobistości (np. Mojżesz Schorr i Majer Bałaban) oraz kilku senatorów i posłów na Sejm

Działalność B’nai B’rith w Polsce przerwał dekret Prezydenta Rzeczypospolitej Mościckiego z 22 listopada 1938 roku, rozwiązujący organizacje masońskie w Polsce.

Pomimo starań kierownictwa B’nai B’rith, które usiłowało wykazać, że B’nai B’rith nie zaliczał się do masonerii, decyzja ta została również zastosowana do B’nai B’rith.
Miało to przynajmniej jedną dodatnią konsekwencję: akta B’nai B’rith w Krakowie, zostały zabrane przez Starostwo Grodzkie i prawdopodobnie dzięki temu ocalały, choć nie całkowicie (między innymi nie odnaleziono biblioteki) i nie zawsze w dobrym stanie. Zespół ten znajduje się obecnie w Archiwum Państwowym w Krakowie, gdzie został on starannie zachowany, skatalogowany i opracowany.
Polin to nazwa Polski w języku hebrajskim, oznaczająca „tutaj spocznij”.
W 1492 roku Żydzi zostali wygnani z Hiszpanii, Portugalii i krajów niemieckich. Legenda żydowska głosi, że gdy uchodźcy dotarli do ziem polskich, nazwę kraju odczytali jako „Polin”biorąc to za dobry omen. W wyniku tego Żydzi osiedlali się masowo na gościnnej polskiej ziemi. Sam Isserles pisał o Polsce:
“W tym kraju nie ma zawziętej nienawiści do nas, jak w Niemczech. Oby zostało tak nadal, aż do nadejścia Mesjasza”. 

 

B’nai B’rith oficjalnie przedstawia się jako ruch filantropijny i oświatowy, w dodatku neutralny w kwestiach religijnych i politycznych – ale to samo zawsze mówiła o sobie europejska masoneria, co nie przeszkadzało jej w odgrywaniu istotnej roli politycznej i w walce z Kościołem katolickim. To porównanie nie jest zresztą przypadkowe, gdyż B’nai B’rithzorganizowana jest właśnie tak jak masoneria – jej członkowie skupiają się w lożach. Członków lozy jest ok. pół miliona w 58 krajach.
 
W 2007 po niemal 70 latach nieistnienia odrodziła się w Polsce jedna z najbardziej znaczących organizacji Żydowskich – B’nai B’rith – Loża Polin.
Instalacja loży miała miejsce dokładnie w dniu 9 września 2007 r. Jak dotąd Polska była jedynym krajem w Europie Środkowej i Wschodniej, gdzie po upadku reżimu komunistycznego nie reaktywował się Bnai Brith.
Nie pisały oczywiście o tym gazety, nie informowała również telewizja, ale wzmiankę na ten temat można znaleźć na stronie internetowej Ambasady USA w Polsce.
 
Warto zacytować ją w całości, bo jest bardzo wymowna:
“9 września przy okazji otwarcia nowej loży B’nai B’rith w Warszawie ambasador Victor Ashespotkał się z działaczami tej organizacji – prezesem Moishem Smithem i wiceprezesem Danem Mariaschinem. Omówiono m.in. sprawę ustawodawstwa, dotyczącego zwrotu mienia oraz kwestie związane z Radiem Maryja i Telewizją Trwam. Otwarcie warszawskiej loży B’nai B’rith oznacza odrodzenie się tej organizacji żydowskiej w Polsce po niemal 70 latach nieobecności”.
W ciągu ostatnich lat, działania na rzecz odrodzenia B’nai B’rith w Polsce, podjęli braciaMichel Zaki z Antibes oraz Witold Zyss z Paryża. Na instalacji obecni byli bracia i siostry z Anglii, Francji, Turcji, USA, Holandii, Niemiec, Włoch, Szwajcarii, Rumunii oraz Belgii. Poza tym ambasadorowie USA oraz Izraela.
Kancelaria Prezydenta wysłała list gratulacyjny, który został odczytany na uroczystości otwarcia.
A oto list Prezydenta Lecha Kaczyńskiego do loży masońskiej B’nai B’rith, odtworzonej w Warszawie 9 września 2007 roku:
„Panie i panowie! 

Blisko 70 lat temu w 1938 r. dekret prezydenta Rzeczpospolitej zakazał działalności B`nai B`rith w wyniku absurdalnego strachu, niezrozumienia i wprowadzenia w błąd, oraz zarządził nielegalność działalności w Polsce sekcji B`nai B`rith. Dlatego to powinno być rozważane, jako symboliczny gest, ze ja teraz jestem tutaj przed wami jako reprezentant Prezydenta Rzeczpospolitej, po to żeby przywitać was i wasza organizacje, która po raz drugi otwiera działalność w Polsce. „

Otwarcie loży B`nai B`rith w Rzeczpospolitej po wielu latach nieobecności, jest również szczególnie ważne w innym aspekcie.
Tak jest ponieważ, ta organizacja utworzona została 164 lat temu w malej kawiarni nowojorskiej przez tuzin żydowskich niemieckich emigrantów, dzisiaj stała się najważniejszą międzynarodową organizacja walczącą z rasizmem, antysemityzmem i ksenofobią.
Polska jest wdzięczną dla akcji podejmowanych przez Anti-Defamation League (ADL), ustanowionej przez B`nai B`rith, które współdziałając z American Jewish Congress, podtrzymuje nasze wysiłki do uzyskania zmian w nazywaniu obozu Auschwitz i przeciwstawiania się mocno używania nazwy jako “Polish concetration camps”.
Jestem zadowolony, ze tak samo jak w przypadku przed wojną, członkowie B`nai B`rith są znaczącymi polskimi obywatelami – uczonymi, pisarzami, osobami zaangażowanymi w działalność społeczną.
W tym czasie kiedy stosunki pomiędzy Polska a Izraelem są pośród krajów europejskich najlepsze w Europie, my powinniśmy starać się o stale , dalsze rozwijanie polsko-żydowskich stosunków. To wymaga kontynuacji wysiłków i gotowości dla osiągnięcia kompromisu. To nie jest łatwe, lecz wierze, ze jest bezcenne wasze zobowiązanie, że następstwem będzie znaczący wpływ na wzajemne zrozumienie Polaków i Żydów.
W związku z powyższym powinienem odwołać się do nakazów waszej organizacji, które powołane są w “duchu tolerancji i harmonii i skierowane są na uwiecznienie “ocalonych z Holocaustu”.

Mam nadzieje, że częściowo zostaną spełnione te punkty waszego programu. Wy pomożecie nam wałczyć przeciwko nieprawdzie, szkodzących poglądów, które wyjawiają światu przykład opinii na temat polskiej odpowiedzialności na temat tworzenia obozów koncentracyjnych. Mam również nadzieje, wbrew faktom, że prawo waszej organizacji przygotuje “uwiecznienie” pamięci na temat życia i osiągnięć polskich Żydów i zarówno wzajemnej historia ciągnąca się przez ponad 800 lat, będzie uwieczniona w świadomości polskiego społeczeństwa i w świecie. 

 

Proszę pozwolić mi zakończyć cytując słowa Jego Świątobliwości papieża Benedykta XVI, który powiedział w grudniu 2006, kiedy przyjmował reprezentantów B’nai B`rith:
” Nasz udręczony świat potrzebuje świadectwa ludzi dobrej woli, inspirowanych przekonaniem, że wszyscy z nas stworzeni na podobieństwo Boże, posiadają nieprzemożną godność i wartość.
Żydzi i chrześcijanie są powołani do współpracy w uzdrowieniu świata, poprzez promowanie duchowych i moralnych wartości, opartych na naszej wierze. Powinniśmy stać się coraz bardziej przekonani poprzez ułożenie naszej owocnej współpracy”.
Warszawa 9 wrzesien 2007
Ewa Junczyk – Ziomecka
Podsekretarz Stanu Biura Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej
W czasie ceremonii inicjowano 37 nowych członków loży. Ceremonię poprowadzili Moische Smith, prezes Bnai Brith International, Daniel Mariashin, wiceprezes wykonawczy Bnai Brith International oraz Reinold Simon, prezes Bnai Brith Europa, przy asyście Witolda Zyssa, sekretarza generalnego Bnai Brith Europa.
Uroczystość miała miejsce w Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie, w czasie Czwartego Żydowskiego Festiwalu Kulturalnego.
Ale to nie wszystko, gdyż w związku z wprowadzeniem do Polski tej, jakże „szacownej” loży,odbyło się szereg imprez towarzyszących. Takimi spotkaniami było szereg imprez, konferencji i odczytów w Fundacji Stefana Batorego „filantropa” Sorosa.
 
Tam nasi prominentni politycy wygłaszają swoje liczne wykłady. Cykl wykładów zapoczątkowuje Aleksander Kwaśniewski 13 grudnia 2004 roku.
W roku 2005 kolejno przemawiają inni czołowi politycy „polscy”, jak: Donald Tusk, Bronisław Komorowski, Bronisław Geremek, Władysław Bartoszewski, Jan Rokita, Włodzimierz Cimoszewicz, Marek Borowski, Marek Belka,
W lutym, maju i wrześniu 2005 roku swój oratorski popis dał nie kto inny, tylko Jarosław Kaczyński.
 
Fragment wykład Kaczyńskiego wygłoszonego w Fundacji im. Stefana Batorego w dniu 14.02.2005
W 2002 roku radykałowie otrzymali w wyborach przeszło 30 procent.
W tej chwili ich notowania są nieco mniejsze. Ale jeżeli w Polsce dojdzie do sytuacji, w której połączą swoje siły, nie w jakiejś rewolucji, nie w wystąpieniach ulicznych, w wielkich strajkach, tylko przy urnie wyborczej, całkowicie wykluczeni z częściowo wykluczonymi, dwie wielkie grupy społeczeństwa, to będziemy mieli rządy Samoobrony, być może LPR-u (to też formacja radykalna) rozwścieczonych swoim losem postkomunistów
.”
„Ci ostatni znajdują się dzisiaj w znanej sytuacji, ale nawet jeżeli uda nam się ich zdelegalizować – liczę na Trybunał Konstytucyjny – to ze sceny politycznej nie zejdą.
Przecież delegalizacja to nic innego jak wyrejestrowanie.Potem będą mogli założyć kolejną partię.
Delegalizacja byłby jedynie mocnym aktem potępienia moralnego. Podkreślam raz jeszcze: istnieje niebezpieczeństwo zdobycia władzy w Polsce przez radykałów. Wszystkim, którzy zalecają heroiczną drogę walki o przemiany gospodarcze w Polsce, radziłbym wziąć to pod uwagę.”
Jak pamiętamy, 23 grudnia 2005 r. przed Zgromadzeniem Narodowym – któremu przewodniczył Marszałek Sejmu RPMarek JurekLech Kaczyński złożył następującą przysięgę:
“Obejmując z woli Narodu urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej,
uroczyście przysięgam, że dochowam wierności postanowieniom Konstytucji,
będę strzegł niezłomnie godności Narodu, niepodległości i bezpieczeństwa Państwa,
niepodległości i bezpieczeństwa Państwa, a dobro Ojczyzny oraz pomyślność obywateli
będą dla mnie zawsze najwyższym nakazem. Tak mi dopomóż Bóg.”
– i został zaprzysiężony na Urząd Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.
Zaś na zakończenie Zgromadzenia Narodowego Marszałek Sejmu Rzeczypospolitej Polskie wypowiedział oto te słowa:
„Panie Prezydencie! Panie i Panowie Posłowie i Senatorowie!
.
Za chwilę będziemy mogli udać się na Mszę Świętą, żeby prosić Boga o błogosławieństwo dla pana prezydenta i dla Rzeczypospolitej.
 Ale najpierw, korzystając z okazji, pragnę wszystkim złożyć serdeczne życzenia szczęśliwych Świąt Narodzenia Pańskiego. Niech te świąteczne dni będą dla wszystkich Polaków czasem pokoju i radości, czasem umocnienia naszych rodzin i całego społeczeństwa.
Gdy trwać będą święta Bożego Narodzenia, ci z naszych rodaków, którzy wyznają religię żydowską, będą obchodzić święto Chanuki. Również z tej okazji składam najlepsze życzenia świąteczne. Oby Nowy Rok, który zacznie też nowy etap w dziejach naszej ojczyzny, przyniósł nam wszystkim radość, pokój, szczęście i był dobrze przeżytym czasem, po którym będziemy mieli poczucie właściwie spełnionego obowiązku.
Dziękuję wszystkim obecnym. (Burzliwe oklaski) Zamykam obrady Zgromadzenia Narodowego zwołanego w celu złożenia przysięgi przez nowo wybranego prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. (Zebrani wstają)
(Marszałek Sejmu trzykrotnie uderza laską marszałkowską)”
 

 

W ten sposób,Marek Jurekoficjalnie rozpoczął wprowadzanieżydowskiego święta Chanuka [a wraz z nim menorę – symbol religijny Żydów i jednocześnie godło państwa Izrael /obok Gwiazdy Dawida – flagi/]do instytucji państwa polskiego.
W lutym 2006 r. – prezydent Lech Kaczyński w USA „porównał siebie do izraelskiego premiera Ariela Szarona”
Amerykański komentator Tad Taube, w serwisie działającej w USA żydowskiej agencji JTA, stwierdził, że:
„Polska jest dziś jednym z największych przyjaciół Izraela i nowy prawicowy rząd RP, kontynuuje politykę w tym duchu, prowadzoną przez wszystkie poprzednie rządy po upadku komunizmu”
10.02.2006.Prezydent Lech Kaczyński widzi możliwość współpracy ze środowiskiem reprezentowanym przez Komitet „Żydów Amerykańskich (AJC) i –  jak powiedział w piątek dziennikarzom w Waszyngtonie – “trochę obiecuje sobie po tej współpracy”.
W drugim dniu wizyty w USA Lech Kaczyński spotkał się z delegacją Komitetu, w tym z jego szefem Davidem A. Harrisem..
Jak poinformował prezydent, na spotkaniu poruszono problem ukazujących się w mediach, m.in. amerykańskich, informacji o “polskich obozach zagłady”.
.
Komitet „Żydów Amerykańskich” wspierał Polskę w kampanii przeciwko takiemu fałszowaniu historii.
Mam bardzo dużo dobrej woli, jeżeli chodzi o dobre stosunki między Polską a Izraelem i Polską, a narodem żydowskim. To środowisko (Żydów amerykańskich) ma również bardzo dobrą wolę. Myślę, że będą tego dobre skutki i dla Polski, i dla społeczności żydowskiej, i dla państwa Izrael – powiedział Lech Kaczyński dziennikarzom.”
Pierwszym prezydentem polskiego oddziału B’nai B’rith został prof. Andrzej Friedman, lekarz-neurolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i Wojewódzkiego Szpitala Bródnowskiego, a przy tym syn Michała Friedmana, dawnego politruka LWP i szefa Wydawnictwa MON, który po usunięciu z wojska (w stopniu pułkownika) i z partii w 1968 r. został czołowym tłumaczem literatury hebrajskiej i jidysz.
Znacznie ciekawsza jest jednak postać obecnego prezydenta B’nai B’rith Polin.
Otóż od lutego 2009 r. prezydentem B’nai B’rith Polin jest znany dziennikarz i bliski współpracownik Bronisława Komorowskiego – Jarosław J. Szczepański.
Od połowy lat 70. pracował w “Expressie Wieczornym”, gdzie zajmował się tematyką gospodarczą, zwłaszcza górnictwem.
W 1981 r. był szefem działu informacyjnego “Tygodnika Solidarność”, później współpracował z podziemnymi strukturami związku na Śląsku, dzięki czemu w 1989 r. znalazł się przy “okrągłym stole” jako sekretarz strony “solidarnościowej” w podzespole górniczym.
Niedługo potem wrócił do “Tygodnika Solidarność” – już jako sekretarz redakcji – ale nie na długo, bo ostentacyjnie odszedł  stamtąd, gdy kierownictwo gazety objął Jarosław Kaczyński.
Od początku lat 90. związany był z Telewizją Polską, a w latach 1997-2000 przebywał w USA, gdzie jego żona, również znana dziennikarka Dorota Warakomska, była korespondentką TVP.
Po powrocie do kraju Szczepański został wiceszefem Telewizyjnej Agencji Informacyjnej i choć w 2002 r. stracił posadę na Woronicza, to wrócił tam już po dwóch latach – tym razem jako rzecznik prasowy nowego prezesa Jana Dworaka, starego znajomego jeszcze z początku lat 80. (Dworak był wówczas sekretarzem redakcji “Tygodnika Solidarność”, którą kierował Tadeusz Mazowiecki).
Gdy Dworaka w TVP zastąpił Bronisław Wildstein, Szczepański ostatecznie odszedł z telewizji.
Niedługo potem, na początku 2007 r., jego nazwisko znalazło się w raporcie z likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych – jako niejawnego współpracownika WSI.
Podczas pracy w TAI miał on informować WSI o “planach w zakresie zmian personalnych, co do zagranicznych korespondentów TVP”, a po opuszczeniu telewizji “oferował WSI gotowość infiltracji “Rzeczpospolitej” lub “Wprost” bądź “innej związanej z jego profesją instytucji””.
On sam stanowczo zaprzeczył tym informacjom, wytoczył proces sądowy Ministerstwu Obrony Narodowej, opublikował też list otwarty do prezydenta Kaczyńskiego.
Do dziś twierdzi, że jego współpraca z WSI, polegała tylko na tym, że w 2002 r. na prośbę znajomego oficera z ataszatu wojskowego w Waszyngtonie przywiózł z Rosji zakupiony w księgarni komplet map jeziora Bajkał i okolic, gdzie przebywał na urlopie.
Kilka tygodni po publikacji raportu, ówczesny wicemarszałek Sejmu Bronisław Komorowski zatrudnił Szczepańskiego jako swojego doradcę medialnego. Polityk PO mówił wówczas: “z Jarosławem Szczepańskim znam się od stu lat”, przekonywał: “mamy do siebie zaufanie, poza tym ma świetną opinię”, trudno jednak nie dostrzec w tym geście wyraźnej deklaracji politycznej: oto jedyny polityk Platformy, który od początku konsekwentnie sprzeciwiał się likwidacji WSI, zatrudnił dziennikarza oskarżonego o współpracę z tymi służbami.
Co więcej, gdy jesienią 2007 r. Komorowski został marszałkiem, od razu powołał Szczepańskiego na stanowisko szefa Biura Prasowego Kancelarii Sejmu. Nie pełnił tej funkcji długo, bo zaledwie pół roku, ale nawet w tak krótkim czasie “zasłynął” odebraniem stałych przepustek dla dziennikarzy niektórych mediów, w tym “Naszej Polski”, “Naszego Dziennika”, “Tygodnika Solidarność”, telewizji Trwam.
 
Od początku funkcjonowania B’nai B’rith Polin jej wiceprezydentem jest prof. Jan Woleński (właściwie Hertrich-Woleński), filozof i logik z UJ, w latach 1965-1981 członek PZPR, później związany z “Solidarnością”.
W czasach głębokiego PRL działał w urzędowym, antykatolickim Stowarzyszeniu Ateistów i Wolnomyślicieli, dziś zasiada w Komitecie Honorowym Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów – organizacji o podobnym charakterze, która od kilku lat propaguje m.in. “śluby humanistyczne”, czyli ateistyczne parodie religijnych ceremonii ślubnych (także jednopłciowych).
W maju 2007 r. prof. Woleński był jednym z założycieli krakowskiego Ruchu na rzecz Demokracji, zainicjowanego przez Kwaśniewskiego, Wałęsę i Olechowskiego przeciwko rządom PiS. Dał się poznać również jako zagorzały przeciwnik lustracji – napisał nawet na ten temat książkę pt. “Lustracja jako zwierciadło”.
W zarządzie B’nai B’rith Polin znajdziemy także inną charakterystyczną postać elity III RP.Sergiusz Kowalski (TROPICIEL ANTYSEMITÓW) – bo o nim mowa – to jeden z najostrzejszych publicystów z kręgu “Gazety Wyborczej”, bez wahania i bez umiaru zarzucający przeciwnikom politycznym antysemityzm i ksenofobię, nazywający ich “czarną sotnią”, “ciemnogrodem” itp.
W 2003 r. Kowalski wraz z pisarką Magdaleną Tulli opublikował książkę pt. “Zamiast procesu. Raport o mowie nienawiści”, zawierający liczne cytaty z prasy prawicowej (w tym z “Naszej Polski”), w których autorzy doszukali się antysemityzmu.
Wśród “oskarżonych” przez parę Kowalski-Tulli, znaleźli się liczni kapłani katoliccy z Prymasem Glempem na czele, arcybiskupami Michalikiem i Majdańskim, biskupami Lepą i Stefankiem. Taka “bezkompromisowość” Sergiusza Kowalskiego, rzadka nawet na tle środowiska “GW”, do złudzenia przypomina postawę jego dziadka, Władysława Kowalskiego ps. “Grzech”, członka władz Komunistycznej Partii Polski, szybko jednak usuniętego i potępionego przez Komintern za ultralewicowe sekciarstwo.
W obecnym zarządzie B’nai B’rith Polin znajdziemy też dwie inne, mniej znane, ale jakże charakterystyczne osoby.
Funkcję skarbnika pełni Agnieszka Milbrandt, dyrektor Społecznej Szkoły Podstawowej nr 30 i Społecznego Gimnazjum nr 5 w Warszawie, a równocześnie skarbnik Towarzystwa Oświaty Niepublicznej, skupiającego dyrektorów prywatnych szkół z całej Polski.
Natomiast sekretarzem zarządu B’nai B’rith Polin jest dr Jonathan Britmann, psycholog, pracujący w Szpitalu Psychiatrycznym w Tworkach i wykładający na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, pochodzący zaś z Izraela, gdzie był funkcjonariuszem służb specjalnych.
Korzystając ze swoich doświadczeń, Britmann założył w Polsce Izraelską Akademię Treningu Walki “Sayeret”, zajmującą się doradztwem i szkoleniem w zakresie bezpieczeństwa i ochrony firm. Ten wszechstronny Izraelczyk jest także redaktorem naczelnym magazynu internetowego “Forum Żydów Polskich”.
Warto też wymienić kilka nazwisk spośród tych założycieli polskiej loży B’nai B’rith, którzy nie występują oficjalnie jako członkowie jej władz.
Otóż są to;
·       Jan Lityński (z Unii Wolności) i
·       prof. Paweł Śpiewak (z PO), były wiceminister spraw zagranicznych, obecnie ambasador w Hiszpanii Ryszard Schnepf,
·       Jerzy Halbersztadt dyrektor tworzonego Muzeum Historii Żydów Polskich,
·       Romuald Jakub Weksler-Waszkinel, katolicki ksiądz i wykładowca KUL, który swego czasu odkrył swoje żydowskie pochodzenie i od tej pory jest ulubieńcem arcybiskupa Życińskiego.
 
Stowarzyszenie ma na celu: 

1. działanie na rzecz rozwoju społeczności żydowskiej,
2. obronę praw człowieka i wspieranie powszechnej tolerancji,
3. przeciwdziałanie antysemityzmowi, rasizmowi i innym formom ksenofobii,
4. utrwalanie społecznej pamięci o Zagładzie,
5. promowanie dobrych stosunków międzynarodowych i międzywyznaniowych, wspieranie pokojowego współistnienia, zwłaszcza między Żydami i nie-Żydami, tak w Polsce, jak i zagranicą,
6. przeciwstawianie się kampaniom nienawiści wobec Państwa Izrael,
7. pomoc ofiarom prześladowań etnicznych i terroryzmu,
8. wdrażanie w życiu publicznym zasad filantropii, honoru i odpowiedzialności obywatelskiej, w tym prowadzenie działalności charytatywnej z zakresu pomocy ofiarom katastrof, klęsk żywiołowych, konfliktów zbrojnych i wojen, pomocy społecznej oraz działania na rzecz osób niepełnosprawnych, pomoc chorym i społecznie upośledzonym, wspieranie i ochrona ludzi starszych, owdowiałych i sierot,
9. wspieranie kultury, sztuk pięknych i nauk.

Stowarzyszenie realizuje powyższe cele poprzez:

1. propagowanie ich na forum publicznym, w tym poprzez wydawnictwa,
2. współpracę z osobami i instytucjami o bliskich Stowarzyszeniu celach, w kraju i zagranicą,
3. występowanie z wnioskami i opiniami do właściwych władz i urzędów, m.in. sądów i innych organów wymiaru sprawiedliwości w sprawach związanych z celami Stowarzyszenia
4. docieranie z pomocą humanitarną do ofiar katastrof, klęsk żywiołowych, konfliktów zbrojnych i wojen,
5. odwiedzanie chorych i społecznie upośledzonych i udzielanie im pomocy,
6. organizacyjne i materialne wspieranie i ochronę ludzi starszych, owdowiałych i sierot,
7. opiniowanie i wspieranie finansowe i organizacyjne projektów bliskich celom Stowarzyszenia,
8. organizowanie spotkań, prelekcji, wystaw, koncertów oraz innych imprez publicznych,
9. ochronę interesów członków Stowarzyszenia,
10. fundowanie stypendiów. 

Zarząd:

* Prezydent – prof. Andrzej Friedman
* Wice Prezydent – prof. Jan Woleński
* Sekretarz Generalna – Malka Kafka
* Skarbnik – Alicja Kobus
* Członek – dr Sergiusz Kowalski

Wypowiedź Szymona Peresa, prezydenta Izraela i laureata Pokojowej Nagrody Nobla (w 1994 r.), z dnia 10 października 2007 roku w hotelu Hilton w Tel Awiwie.
Na podstawie:
·       Kevin Macdonald: „Kultura krytycyzmu. Ewolucyjna analiza związku Żydów z dwudziestowiecznymi intelektualnymi i politycznymi ruchami”. Wyd. 1998, 2002
·       Paul Findley: „Odważają się zabrać głos”, Wyd. 1987.
·       „Prawda o Lidze Przeciw Zniesławieniu” (The ugly Thruth abouth The ADL).
·       W tej ostatniej książce otrzymujemy bogaty zestaw wiedzy o ADL – B’nai B’rith. Korzystano w niej z dokumentów loży oraz z równie cennej pracy Edwarda Grusd’sa, będącej oficjalną historią Order of B’nai B’rith: The Story of a Co­venant (New York 1966)
·       Ester L. Panitz: „Simon Wolf-Private Concience and Public Image” (1986)
·       serii artykułów w „Washington Post” i „Washington Times” w roku 1992 oraz źródłowych materiałów o ADL z 1992 rokupt.: „ The Anti-Semitism of Black Demagogues and Exstremiste
·       KSIĄŻKA  „Prawda o Lidze Przeciw Zniesławianiu”
·       Albert Freed: „Powstanie i upadek żydowskiego gangstera w Ameryce.”
·       Autorzy z EIR wymieniają jeszcze szereg opracowań o kilku głównych „gangsterach” z ADL – B’nai B’rith, takich jak Bronfman, czy Meyer Lansky.
·       Fritz Springmeier: „Rodowody Iluminatów”. (Bloodlines of Illuminati).

Zbrodnie masonerii w Meksyku

Dodaj komentarz

” (…) Każdy tydzień, który przeminie bez Mszy świętej,spowoduje utratę dla Kościoła około 2% wiernych (…) ”
(mason, prezydent Meksyku P.E. Calles w 1926 r.)
” (…) Chwyciliśmy Kościół za gardło i zrobimy wszystko, aby go udusić (…) „(minister spraw wewnętrznych A. Tejeda w 1926 r.)
” (…) Chłop wiedział tylko jedną rzecz: tamci zamykają kościoły i prześladują księży. On widział tylko jedną rzecz: przybyli żołnierze, zamknęli kościół, aresztowali księdza, zastrzelili tych, którzy protestowali, powiesili swego więźnia, podpalili kościół i zgwałcili kobiety w buntującej się wsi. Znieważeni wieśniacy, którzy kochają swoją wieś, swój kościół i swojego proboszcza, zupełnie naturalnie porwali się do buntu (…) ”
(z książki J.A. Meyera o powstaniu „bojowników Chrystusa”)

Historia prześladowań Kościoła katolickiego w Meksyku lat 20-tych i 30-tych XX wieku należy do szczególnie jaskrawych przejawów antychrześcijańskiego fanatyzmu. Patologiczne uprzedzenia antyreligijne i antykościelne grupy meksykańskich polityków ściągnęły na Meksyk niszczącą wojnę domową lat 1926 1929.

Stu tysięcy ludzi zapłaciło życiem w ciągu trzech lat za fanatyzm i nietolerancję tamtejszych wrogów Kościoła. Historia okrutnych prześladowań Kościoła i religii w Meksyku zasługuje na osobną uwagę pod jednym jeszcze względem. Były
one inspirowane i prowadzone pod przewodem meksykańskich masonów typu Callesa czy Obregona. Warto dziś przypomnieć tę przemilczaną historię antyreligijnych okrucieństw meksykańskiej masonerii. Jakże wyraźnie zaznacza się na jej tle fałszywość twierdzeń dzisiejszych wybielaczy masonerii, którzy próbują negować prawdę o skrajnie antyreligijnym charakterze masonerii.

Dzieje okrutnych prześladowań meksykańskich katolików należą ciągle do zupełnie nieznanych przez polskich czytelników. Po wojnie, w komunistycznym PRL-u, nie wznawiano bowiem ze względów oczywistych przedwojennych publikacji książkowych na ten temat (m.in: A. Bora, Prześladowanie Kościoła katolickiego w Meksyku, Warszawa 1928; J.
Rostworowskiego, O męczeńskim Meksyku, Kraków 1928; M. Wańkowicza, W kościołach
Meksyku, Warszawa 1927).

Zupełnie nieznana też jest w Polsce odnosząca się do tego tematu bogata zagraniczna literatura naukowa i popularno-naukowa. Przez dziesięciolecia jedyną udostępnioną po wojnie czytelnikom książką na temat prześladowań katolików w Meksyku była powieść Grahama Greene’a Moc i chwała (por. wyd. w Warszawie w 1970 r., w przekładzie B.Taborskiego).

Siła i tradycje meksykańskiej masonerii
Niejednokrotnie wskazywano na decydującą wręcz rolę meksykańskiej masonerii w rozpętaniu krwawej wojny religijnej w Meksyku. Tego zdania między innymi jest francuski historyk Jean A. Meyer, autor najcenniejszego jak dotąd źródłowego opracowania historii meksykańskiej wojny domowej. Meyer powołuje się przy tym na opinię prezydenta Meksyku Portesa Gila w 1929 roku: ?W Meksyku państwo i masoneria zlewały się faktycznie w jedno w ostatnich latach?. Dodajmy, że sam Portes Gil w kilka lat po zakończeniu swej prezydentury został wielkim mistrzem meksykańskiej masonerii (był nim w latach 1933-1934). Frank Brandenburg, autor monumentalnego dzieła o historii najnowszej Meksyku pisał, że: „(…)
Pięciu prezydentów Meksyku osiągnęło najwyższy stopień masonerii, trzydziesty trzeci, w
obrzędzie szkockim: Franeisco Madero, Emilio Portes Gil, Pascual Ortiz Rubio, gen. Abelardo Rodriguez u Miguel Aleman (…). Brandeburg przypomniał, że dwaj inni prezydenci Meksyku związani byli z Mexican Rite (obrzędem meksykańskim), inaczej zwanym Cardenas Rite (obrzędem Cardenasa). Byli nimi Lazaro Cardenas, jeden z założycieli loży i jeden z jej wielkich mistrzów oraz Manuel Avilo Camachos Bardzo ściśle związani z masonerią byli również dwaj inni prezydenci Meksyku: Plutarco Elias Calles i Victorio Huerta. Plutarco Elias Calles, najzawziętszy prześladowca Kościoła, inicjator krwawej walki z religią, został odznaczony masońskim medalem za „nadzwyczajne zasługi w rozwiązaniu tak wielu problemów w tak krótkim czasie”.
Masoneria meksykańska miała historię, sięgającą aż do XVIII wieku. W 1828 roku w Meksyku na terenie całego kraju działały 102 loże masońskie. Już w 1874 roku masoneria meksykańska była na tyle silna, że zdołała przeforsować wprowadzenie zdecydowanie antykościelnego ustawodawstwa. Masonem i to najwyższego 33 stopnia był osławiony dyktator Meksyku przełomu XIX i XX wieku Porfirio Diaz. Wielkimi mistrzami masonerii byli kolejno dwaj jego bracia. Masonami było wielu gubernatorów stanowych. Za dyktatury Diaza zaznaczał się szczególny wpływ lóż Wielkiego Wschodu z Francji. Długotrwałe, trwające ponad 30 lat, dyktatorskie rządy Diaza wywołały podziały w kręgach masonerii, i stopniowo część lóż masońskich – zdecydowała się poprzeć powstanie przeciwko niemu. Do masonerii należał między innymi słynny wódz powstańców Francisco Madero, wybrany prezydentem Meksyku w 1911 roku po obaleniu Diaza oraz liczni inni generałowie powstańczy.
W ciągu kilku lat krwawych przepychanek, jakie nastąpiły po zwycięstwie rewolucji
meksykańskiej (między innymi zamordowanie prezydenta Madero w 1913 roku) ster władzy w Meksyku przejęli związani z masonerią politycy, którzy wprowadzili nowe rządy autokratyczne, jakże sprzeczne z demokratycznymi celami meksykańskiej rewolucji 1910 roku. Loże masońskie posłużyły jako wzmocnienie nowych dyktatur, środek do jak najmocniejszego infiltrowania dowództwa armii i kierownictwa administracji w poszczególnych stanach. Dawny radykalizm społeczny rewolucji meksykańskiej po przejęciu pełni władzy przez masonów przekształcił się w skrajny radykalizm antykościelny, a nawet antyreligijny. Jak pisali francuscy
autorzy głośnej kilkutomowej Historii Kościoła: „(…) Wkrótce po rozpoczęciu w roku 1910
wielkiej meksykańskiej rewolucji społecznej nowa generacja intelektualistów zaczęła posuwać się znacznie poza granice antyklerykalizmu, którym odznaczała się ta reforma w połowie XIX stulecia.

Dokonując niekiedy rewizji poglądów swych liberalnych poprzedników w świecie
analizy marksistowskiej, zmierzali nie tylko do ograniczenia władzy doczesnej Kościoła, lecz w ogóle do stłumienia wpływu religii na społeczeństwo. Gloryfikując przeszłość Meksyku, chcieli ponadto wyeliminować wszystko, co łączyło się z hiszpańską erą kolonialną, włączając w to katolicyzm. Ludzie wyznający podobne przekonania, wywodzący się głównie z klas średnich, prawnicy i intelektualiści, wprowadzili do konstytucji meksykańskiej z roku 1917 artykuły wyjątkowo wrogie tradycyjnym wpływom religii”. Antykościelna konstytucja 1917 roku Rosnące zdominowanie meksykańskiego życia politycznego przez masonerię w ciągu drugiego dziesięciolecia XX wieku znalazło szczególnie mocne odbicie w skrajnie antyklerykalnej, a nawet antyreligijnej konstytucji uchwalonej w 1917 roku. Konstytucja ta przewidywała utracenie przez Kościół cech osoby prawnej. Zniesiono zakony.

Cały majątek kościelny przeszedł pod kontrolę państwa. Kapłanów oddano pod nadzór władz państwowych. Drastycznie ograbiono aktywność księży, oddając ich pod nadzór władz państwowych. Wprowadzono skrajne restrykcje, ustalające, iż poszczególne stany będą określały maksimum księży tolerowanych na ich terytorium. Historyk F. Brandenburg ocenił nader krytycznie wyrażone w konstytucji 1917 roku dążenie państwa do określania maksymalnej ilości duchownych w zależności od tego, co władze stanu uznają za niezbędne dla ich potrzeb. Pisał, że: „(…) Było to nie do przyjęcia dla
Kościoła, bo mogło doprowadzić do tego, że władze stanu arbitralnie uznają, że maksymalna ilość duchownych, na jaką istnieje zapotrzebowanie w ich stanie, równa się zeru.

Tak właśnie ustaliły odgórnie władze stanu w Tobasco. Dodajmy, że w stanie Tabasco zniszczono niemal wszystkie kościoły”. Księży pozbawiono również czynnego prawa wyborczego. Czasopismom religijnym zabroniono poruszania jakichkolwiek zagadnień politycznych. Postanowienia konstytucji 1917 zakazywały również noszenia sutanny poza kościołami, procesji na zewnątrzkościołów i jakichkolwiek przejawów kultu religijnego poza lokalami zamkniętymi.

Duchowieństwo odcięto od wszelkich form nauczania w szkołach, zabraniając mu zarówno zakładania jak i prowadzenia szkół. Instytucjom religijnym i księżom zakazano nawet administrowania, prowadzenia czy nadzorowania instytucji dobroczynnych, badań naukowych, itp.”

Jak pisał Melchior Wańkowicz w tomie reportaży z podróży po Meksyku: „(…) Jak widzimy, rząd poszedł o wiele dalej, niżby to nawet dyktowała konieczność oddzielenia Kościoła od państwa. Prawa przytoczone odbierają Kościołowi możność swobodnego rozwoju. Zakazując pracy społecznej lub nauczania, odbierają prawo swobody myśli, w równej mierze należnej wszystkim obywatelom; zakazując szat duchownych, szykanują stan cały jako taki; zakazując procesyj itd., do których ludność od dawna przywykli, wtrącają się do spraw wewnętrznych kultu, dając zupełne uzasadnienie twierdzeniu, że w gruncie rzeczy chodzi tu o walkę z religią”.

Autorzy publikacji odnoszących się do tego okresu historii Meksyku na ogół dość powszechnie wskazują na skrajnie antykościelny charakter konstytucji 1917 roku. Francuski historyk Jean A. Meyer pisał, że konstytucja z 1917 roku „uczyniła katolików obywatelami drugiej kategorii, bez miejsca w życiu publicznym”. Już w momencie uchwalenia konstytucji z 1917 roku umiarkowana mniejszość w parlamencie ostrzegała, że tak skrajnie godząca w wiarę katolicka konstytucja może stać się przyczyną wybuchu wojny domowej – jak się zresztą stało w 1926 roku. Na szczęście, początkowo, w pierwszych latach po uchwaleniu konstytucji 1917 roku władzom nie udało się wcielić w życie jej postanowień antykościelnych i antyreligijnych. Miały
zbyt wiele trudności wewnętrznych, wynikłych z kolejnych bojów o władzę (obalenia inicjatora konstytucji 1917 roku prezydenta Carranzy w 1919 roku, jego zamordowanie w 1920 roku, etc.).

Próby wprowadzenia antyreligijnych postanowień konstytucji z 1917 roku w poszczególnych stanach zderzyły się ze skutecznym przeciwdziałaniem księży i wiernych katolickich. Zróżnicowanymi metodami protestu (między innymi strajkiem duchowieństwa) zmusili oni władze do rezygnacji z wcielenia w życie antykościelnych regulacji. Sytuacja radykalnie zmieniła się jednak wraz z rozpoczęciem w 1924 roku prezydentury fanatycznie antyreligijnego masona – Plutarco Eliasa Callesa.
Jak wróg Kościoła – Calles sprowokował wojnę domową Ogromna część badaczy nowszej historii Meksyku zgodna jest co do tego, że właśnie prezydent Plutarco Elias Calles, mason i fanatyczny wróg religii, był głównym sprawcą tak
niszczącego dla Meksyku wewnętrznego konfliktu wokół Kościoła i religii. Taką opinię głoszą najwybitniejsi zagraniczni badacze historii meksykańskiego konfliktu między państwem a Kościołem, na czele z Jeanem A. Meyerem. Opinię tę podzielał również najwybitniejszy polski badacz historii Ameryki Łacińskiej, profesor Tadeusz Łepkowski, pisząc w swej Historii Meksyku: „(…) Calles mason i zagorzały antyklerykał podjął próbę utworzenia Kościoła Narodowego (…), przyczyniając się swą doktrynerską postawą i decyzjami do wybuchu długotrwałego konfliktu”.

Warto więc przyjrzeć się bliżej sylwetce polityka, który przez swe
antyreligijne zacietrzewienie i fanatyzm, ograniczoną niezdolność do kompromisu, odegrał tak wielką rolę w ściągnięciu na swój kraj katastrofalnej wojny domowej wokół spraw religii.
W momencie obejmowania prezydentury Calles miał już za sobą dość burzliwą i nieciekawą przeszłość. W młodości nauczyciel, później skarbnik miasta Guyamas, po kilku miesiącach urzędowania trafił do więzienia za malwersację powierzonych mu pieniędzy. Po wyjściu z więzienia prowadził restaurację w hotelu, którego stał się właścicielem. Zbankrutowany zaaranżował pożar hotelu, aby w ten sposób zdobyć pieniądze za jego ubezpieczenie. Po rewolucji 1910 roku został komisarzem gubernatora stanu Sonora, wreszcie gubernatorem tego stanu. Na tym stanowisku ?wsławił się? ekstremistycznymi działaniami antykościelnymi.

Zamknął tamtejsze seminarium duchowne, kazał splądrować rezydencję biskupa i zamienił katedrę na szkołę. W kwietniu 1916 roku zamknął wszystkie kościoły w swoim stanie i wypędził z niego wszystkich katolickich księży. Wybrany prezydentem Meksyku w 1924 roku szybko stał się jak najgorszym symbolem rządów autokratycznych. Frank Brandenburg pisał o dyktatorskich metodach Callesa, ?opierającego się na przekupstwach i szantażu?. Profesor Tadeusz Łepkowski nazwał Callesa „klasycznym typem autokraty, praktyka rządów personalnych opartych na kontrolowanej korupcji wyższych urzędników”. Prezydentura Callesa była swoistą kontynuacją stosowanych już za dyktatury Porfirio Diaza metod rządzenia opartych na zasadzie „pan o pan” – chleb albo pałka. Oponentów niszczono, tym mocniej protegując posłusznych konformistów, zabiegających o uzyskanie „chleba” w postaci posad czy koncesji.
Nie znoszący sprzeciwu Calles nie mógł uznać tego, że Kościół katolicki w Meksyku nie chce się w pełni podporządkować jego władzy. W swym fanatyzmie antyreligijnym był wprost organicznie niezdolny do kompromisu. Wyraźnie rzucało się to w oczy w porównaniu Callesa z poprzednim prezydentem Meksyku Alvaro Obregonem. Prezydent Obregon, licząc się z realiami, uważał, że kościelny system nauczania jest lepszy niż brak jakiegokolwiek systemu oświaty. Sugerował więc, by władze tolerowały istnienie szkół parafialnych przynajmniej do czasu powstania laickiego szkół publicznych. Calles „nie chciał dopuścić niczego, co było katolickie”, dążył do stworzenia schizmatyckiego „Narodowego Kościoła Katolickiego”, zgodnie z dalekosiężnymi planami masonerii.
Rozpoczynając walkę o ostateczne zniszczenie Kościoła katolickiego i religii, Calles chciał wykorzystać fakt, opanowania przez masonerię bardzo ważnych instrumentów władzy w Meksyku, a przede wszystkim armii. W tym czasie kierownictwo armii było już w ogromnej mierze zdominowane przez masonerię i stąd można mu było powierzyć tym większą rolę w inicjowaniu wszelkich działań antyklerykalnych i nawet antyreligijnych. Mason, minister wojny generał Joaquin Amaro znany był ze skrajnych antyreligijnych ekscesów. ?Wsławił się? fanatycznymi przemówieniami, atakującymi Kościół i religię za całą ich historię: W jednym z przemówień generał Amaro powiedział miedzy innymi: „(…) Apostolskie duchowieństwo rzymsko-katolickie, które jest faktycznie pazerną, obstrukcyjną, konserwatywną i wsteczną partią polityczną, było jedną z przyczyn wszystkich nieszczęść, jakie nawiedziły Meksyk od czasu podboju kraju przez Hiszpanów po dzień dzisiejszy?. Inny związany z masonerią generał
meksykański J.B. Vargas w przemówieniu w Valparaiso mówił o ?podłym klerze,
zdominowanym przez zdrajców narodu”.

Meksykańska masoneria cieszyła się bardzo dużymi wpływami również w sferach wyższych urzędników municypalnych, wśród przywódców związków zawodowych, i wśród grup ateizujących nauczycieli. Ich ideologia traktowała Kościół rzymsko-katolicki jako „ucieleśnienie całego zła”. Masonerii była podporządkowana agresywnie antyreligijna Meksykańska Federacja Antyklerykalna, kierowana przez gubernatora Jalisco Manuela Bouqeta. Wpływowe siły antyklerykalne, choć stanowiły wyraźną mniejszość w narodzie, mogły jednak maksymalnie korzystać z faktu, że były mniejszością, która dorwała się do steru rządu za kolejnych prezydentów Meksyku: Obregona, Callesa, Gila. Z tej pozycji robiły wszystko, co tylko było możliwe dla osłabienia, a później zniszczenia meksykańskiego katolicyzmu.

Początkowo głównym środkiem prowadzącym do tego celu miało być w intencji władzy wspieranie konkurencyjnej wobec katolicyzmu protestanckiej „ewangelizacji” Meksyku. Rządzący masoni pragnęli przede wszystkim doprowadzić do rozbicia Kościoła w Meksyku poprzez rozdzielenie go na mnóstwo małych sekt. W akcji „dekatolizacji” Meksyku szczególnie chętnie sięgano do pomocy protestantów ze Stanów Zjednoczonych. Kolejni prezydenci Meksyku: Obregon i Calles
szczególnie gorliwie wspierali ?ewangelizacyjne? działania metodystów w Meksyku, pragnąc za wszelką cenę doprowadzić do zmniejszenia liczby wierzących katolików. Protestantom przekazano kontrolę nad ministerstwem edukacji w Meksyku, kraju, gdzie ogromną część wierzących stanowili katolicy. Szczególnie dużej pomocy dla protestanckich misjonarzy z USA udzielał meksykański biskup kościoła episkopalnego Moises Saenz, brat meksykańskiego ministra spraw zagranicznych Aarona Saenza. Przedstawiciele kościołów episkopalnych z Pensylwanii wysłali specjalny telegram dziękczynny do prezydenta Meksyku Obregona: „(…)
Miliony Amerykanów solidaryzują się z Panem i modlą za Pana w czasie, gdy Pan toczy walkę o rozluźnienie uścisku rzymskiego kościoła katolickiego, przygniatającego pański wielki kraj”. Dążąc do rozczłonkowania Kościoła katolickiego, władze meksykańskie podjęły próby stworzenia schizmy wewnątrz Kościoła – tzw. Meksykańskiego Apostolskiego Kościoła Katolickiego.

W tym celu zaczęto odbierać poszczególne parafie prawowiernym duchownym i
przekazywać je wspieranym przez władze schizmatykom. Jedna z takich decyzji – przekazania kościoła La Soledad w stolicy Meksyku schizmatyckiemu księdzu Joaquinowi Perezowi, wywołała bunt okolicznych mieszkańców i krwawe starcia, w których zginęło siedmiu katolików (23 lutego 1925). W akcji umocnienia schizmy szczególną rolę odegrały zdominowane przez masonów, marksizujące związki zawodowe – Meksykańska Regionalna Konfederacja Robotnicza (CROM). W rozbiciu Kościoła katolickiego widziały one również szansęostatecznego pozbycia się swych rywali – katolickich związków zawodowych. Zbolszewizowani związkowcy brali udział w rozmaitego typu prowokacjach antykościelnych: w napaściach bombowych na budynki kościelne, wywieszaniu czerwonych flag na kościołach, aktach profanacji miejsc kultu. Znamienne, że krwawy incydent na tle sprawy przejęcia kościoła la Soledad przez księdza schizmatyckiego został zaaranżowany przez Moronesa, bossa związków zawodowych i ministra. Sam szef związków zawodowych, sekretarz generalny CROM – Ricardo Tremones był zięciem Antonio Lopez Sierry, późniejszego biskupa kościoła schizmatyckiego.

W lutym 1925 roku, przygotowując wystąpienie przeciw Kościolowi, Calles zainscenizował prasową prowokację, mającą posłużyć do oskarżenia arcybiskupa stolicy o naruszenie konstytucji. Prowokacja jednak spaliła na panewce, gdyż okazało się, że konstytucji z 1917 roku zapomniano w swoim czasie zaopatrzyć w odpowiednie sankcje.

W rezultacie pośpiesznie uchwalone prawa antykościelne wisiały w próżni. Rozjuszony tym Calles postanowił przystąpić do „udoskonalenia” i odpowiedniego rozwinięcia ustawodawstwa antykościelnego, aby uczynić z niego prawdziwie efektywny oręż do walki z religią. 2 lipca 1925 roku prezydent Calles opublikował dekret zwany „prawem Callesa”, prowadzący do skrajnego ograniczenia zasięgu religii katolickiej w Meksyku. Najbardziej dramatycznym przepisem tego dekretu był artykuł 19; nakazujący przymusową rejestrację kleru. Faktycznie artykuł ten miał ułatwić rządowi akcję przekazywania kościołów schizmatykom. Sprzeciw Kościoła wywołał bezwzględną kontrolę władz – aresztowania przywódców organizacji katolickich i opornych księży. W pierwszych miesiącach 1926 doszło do dalszego zaostrzenia walki z Kościołem i religią. Z inicjatywy prezydenta Callesa rząd nakazał zamknięcie katolickich szkół i zakonów. Wprowadzono przymusową rejestrację księży w urzędach państwowych, traktując ją jako szczególnie złośliwą szykanę.

Do tego czasu obowiązywał normalny system
meldunkowy. Nowy ksiądz; natychmiast po skierowaniu go do parafii wypełniał formularz
informacyjny o sobie i posyłał go do władz wraz z zawiadomieniem, w którym dniu rozpoczął spełniać posługi religijne, nie czekając na oficjalną odpowiedź, i nie troszcząc się o jakiekolwiek inne formalności. Nowy dekret o rejestracji stwarzał rozliczne świadome utrudnienia. Jak opisywał Melchior Wańkowicz: „(…) Obecnie zaczęto tę rejestrację traktować jako prośbę o zezwolenie rozpoczęcia swych obowiązków, których nie można było rozpoczynać bez otrzymania odpowiedzi. Tego rodzaju interpretacja udaremniła pełnienie posług religijnych w sąsiednich parafiach, a więc i wszelkie odpusty itd., lub choćby prostą wyrękę.

Przede wszystkim zaś sama zasada godziła w samodzielność Kościoła (…)”.
Władze wszelkimi sposobami starały się drastycznie ograniczyć liczbę duchownych, mogących spełniać posługi religijne. Opornych księży aresztowano. Co więcej, wydano postanowienie o deportowaniu z Meksyku wszystkich księży cudzoziemców (chodziło o niemałą liczbę 400 duchownych). Rządzące władze cechował skrajny fanatyzm antyreligijny. Minister Canalal nadał swoim trzem synom imiona: Szatan, Lucyfer i Lenin.

Powstanie ?bojowników Chrystusa?
Reagując na skrajne antykościelne postanowienia Callesa, meksykański Episkopat ogłosił strajk duchowieństwa, które wstrzymało się od odprawiania nabożeństw i wszelkich posług religijnych. Liczono, że skłoni to rząd do szukania kompromisu. Stało się wręcz przeciwnie. Calles uznał, że strajk księży jest tym korzystniejszy dla rządu i tylko ułatwi działania ateizacyjne. Francuski dyplomata Ernest Lagarde, który spotkał się z prezydentem Callesem 26 sierpnia 1926 roku, dokładnie opisał, na czym polegały prawdziwe intencje rządu. Calles powiedział mu wprost:
„(…) Każdy tydzień, który przeminie bez Mszy świętej spowoduje utratę dla Kościoła około 2% wiernych (…)”. Minister spraw wewnętrznych A. Tejeda, reagując na informację o strajku księży powiedział: „(…) Kościół przeszedł nasze największe nadzieje (…) nic nie byłoby bardziej przyjemne dla nas (…). Chwyciliśmy Kościół za gardło i zrobimy wszystko, aby go udusić”. Władze zaczęły zamykać kościoły na terenie całego kraju pod pretekstem inwentaryzacji. Różnymi sposobami próbowano zastraszyć katolików, mnożąc aresztowania księży i działaczy katolickich. 14 sierpnia 1926 roku w wiosce Chalchichites zamordowano księdza Ludwika Batis i trzech innych katolików. Dodajmy, że prezydent Calles wydał specjalne rozporządzenia nakładające na urzędników kary za niedbałość w walce z religią.

Zamykanie kościołów i coraz liczniejsze areszty księży doprowadziły rozgoryczone rzesze katolików do wystąpienia przeciwko władzy tzw. powstania Cristeros (wojowników Chrystusa). W powstaniu wzięło udział około 50 tysięcy chłopskich powstańców. Strona rządowa nazywała ich Cristeros („bojownicy Chrystusa” lub „Chrystusowcy”). Sami powstańcy nazywali siebie raczej „populares”, „defensores”lub „liberadores”, co oznaczało „ci z ludu”, „obrońcy” lub „wyzwoliciele”. W krwawych walkach wojny domowej lat 1926-1929 (tzw. „Cristiadzie”) poległo około 100 tysięcy osób: 40 tysięcy powstańców – Cristeros i 60 tysięcy żołnierzy wojsk rządowych ( w tym 12 generałów, 70 pułkowników i 1800 niższych oficerów).

Walki wojny domowej spowodowały exodus ponad 500 tysięcy uchodźców na emigrację do Stanów Zjednoczonych i bardzo znaczące zniszczenia w licznych prowincjach Meksyku. Takie były koszty skrajnego, antyreligijnego zacietrzewienia meksykańskich władz na czele z prezydentem Callesem.

Po wybuchu powstania Cristeros władze przeszły do najbezwzględniejszych metod walki z religią. Siłą zamykano kościoły w poszczególnych regionach kraju, ze szczególną gorliwością likwidując parafie wiejskie. Głównym celem prezydenta Callesa stało się jak najszybsze doprowadzenie do całkowitej likwidacji kościołów na wsi. Calles – mason i fanatyczny wróg Kościoła, tak zwierzał się przyjaciołom ze swych kalkulacji – „jeśli raz przełamie się nawyk chodzenia do kościoła, to Indianie stopniowo całkowicie o nim zapomną”. Księży zmuszano pod groźbą najsurowszych sankcji, z karą śmierci włącznie, do opuszczania parafii wiejskich i osiedlania się w miastach. Liczono, że porzucone przez pasterzy parafie szybko ulegną całkowitej dechrystianizacji. W 1927 roku doszło do pierwszych egzekucji opornych księży, którzy odmawiali porzucenia swych wiejskich parafian. Za pretekst do egzekucji służyło odpowiednie zastosowanie wprowadzonego jeszcze za dyktatury Diaza tzw. „Ley Fuga” (prawa o ucieczce).

Na jego zasadzie można było natychmiast zastrzelić bez postępowania sądowego
każdego, kto usiłował zbiec po aresztowaniu, by uniknąć wymiaru sprawiedliwości. Twierdzenie, że oskarżony usiłował zbiec w zupełności wystarczało, aby go rozstrzelać.
Coraz liczniejsze egzekucje opornych księży, którzy nie chcieli opuścić swych wiejskich
parafian skłoniły nawet część biskupów do polecenia duchownym, by opuścili swe wiejskie parafie i udali się do miast. Przeważająca część księży udała się do miast. W styczniu 1927 roku na 3600 ogółu księży meksykańskich aż 3390 stanowili księża mieszkający w miastach i ci, którzy porzucili swe wiejskie parafie i przenieśli się do miast. Na wsiach pozostała tylko niewielka część księży, grupa księży schizmatyckich popieranych przez władze i około 100 odważnych duchownych, którzy za nic nie chcieli opuścić swych wiejskich parafian, nawet pod groźbą śmierci. Wielu z nich zapłaciło za to życiem.

Zostali zamordowani, częstokroć nawet bez jakiegokolwiek sądu, lub po jego parodii. Można by długo wyliczać przykłady podstępnych zabójstw opornych księży i działaczy katolickich, przeprowadzonych na rozkaz masońskich władz Meksyku. Na przykład w styczniu 1927 roku zamordowano trzech młodych działaczy Sodalicji Mariańskiej w mieście Leon. W kwietniu 1927 roku rozstrzelano prowadzących tajną
działalność duszpasterską księży Andrzeja Sala i Trynidada Rangela w Leonie. 26 lipca 1926 roku ofiarą egzekucji w mieście Puebla padł stary kupiec Jose Garcia Fanfon za to, że odmówił zdjęcia z witryny sklepu napisu: „Viva Cristo Rey!” (Niech żyje Chrystus Król).

W listopadzie 1927 roku doszło do jednej z najgłośniejszych kaźni, pod sfingowanymi zarzutami stracono powszechnie lubianego księdza Michala Augustyna Pro, jego brata Humberta i inżyniera Ludwika Segura. Rządowi oprawcy nie oszczędzali duchownych nawet w najbardziej podeszłym wieku. Między innymi zamordowano 80-letniego proboszcza Adama Nachitlana (Zacatecasa). Jośe Isabel Floresa powieszono po 40 latach pracy duszpasterskiej w parafii Matatlan. Okrutny terror fizyczny wobec księży wzmógł się jeszcze bardziej w 1928 roku po zabójstwie Alvaro Obergona, świeżo wybranego prezydentem na miejsce Callesa (Obregon padł ofiarą zamachu ze strony młodego zdesperowanego intelektualisty katolickiego Leona Torola).
Tabela 3: Księża straceni w czasie powstania Cristeros: w Jalisco 35, Zactecas 6,
Guanajusto 18, Colima 7, inne regiony 24.
REGIONY KRAJU LICZBA STRACONYCH
Jalisco 35
Zactecas 6
Ganajusto 18
Colima 7
Inne regiony 24

Razem 90
Więzionych księży i zakonnice wyszydzano i upokarzano. Częstokroć zakonnice świadomie wsadzano do jednej celi z prostytutkami. Terrorowi fizycznemu przeciw księżom i działaczom katolickim towarzyszyły coraz liczniejsze przykłady profanowania świątyń i znieważania Hostii św. podczas napadów policji na domy w których potajemnie odprawiano Msze święte. M. Wańkowicz dramatycznie opisał w książce zawierającej reportaże z Meksyku widok, jaki zobaczył w jednej z takich sprofanowanych świątyń meksykańskich: „(…) Stary kościół El Carmen St. Angel jak i wszystkie świątynie kraju, był zamknięty. Aż wreszcie znalazł się przecie zakrystian stary (…). Schodami więc z polepy glinianej, wyślizganymi przez czas, wiódł nas w dół, ku krypcie podziemnej. Pchnął ciężkie dębowe drzwi. Wionął zaduch. W półmroku ujrzeliśmy szereg trumien połamanych, z oderwanemi wiekami. Ciała mnichów, przeważnie
zakonserwowane doskonale przypominały mi widziane niegdyś w Palermo katakumby. U progu krypty stoi trup zakonnicy. Kosmyki włosów sterczą na pożółkłej skórze czaszki. Niezetlałe resztki habitu spływają do stóp brunatną falą… Wielkie zęby, wysunięte naprzód na tej twarzy pół trupa a pół szkieletu, zdają się szczerzyć w uśmiechu. Ręka prawa, uniesiona w łokciu, wskazuje to zwalisko ciał porozrzucanych. – Co znaczy ten nieporządek? pytam.
– Rząd szukał tu skarbów. Żołnierze odbijali trumny i wyrzucali ciała”. Krwawe prześladowania Kościoła przez rządzącą masonerię doprowadziły do powstania
swoistego „Kościoła katakumb”. Nieliczni księża byli przeprowadzani nocami, ukradkiem, przez zaufanych ludzi z rąk do rąk, choć za udzielanie im pomocy groziło rozstrzelanie (świetnie ukazał te czasy prześladowań Graham Greene w jednej ze swych najlepszych powieści Moc i chwata). Msze św. odprawiano potajemnie po domach, częstokroć zamiast dzwonka ministrant stukał palcem w podłogę.
Antyreligijny terror w Meksyku stopniowo zaczął wywoływać coraz ostrzejsze protesty poza granicami kraju. Walkę z Kościołem w Meksyku potępił papież Pius XI w Encyklice Iniquis afflictisque z 18 listopada 1926 roku i w allokucji konsystorialnej Misericordia Domini z 20 grudnia 1926 roku. Jeszcze 29 listopada 1932 roku papież Pius XI wydał Encyklikę Acerba amini, ubolewającą nad trudną sytuacją Kościoła meksykańskiego.
Konfrontacja z wojującym ateizmem prezydenta Callesa i jego popleczników była dla Kościoła sprawą ogromnie trudną i wymagała bardzo przemyślanych decyzji. Część biskupów potrafiła da końca utrzymać niewzruszoną wolę oporu. Wielkim oparciem stał się arcybiskup Guadelajary Jimenez Orozco.s’ Pozostając wbrew woli władz na wsi – udzielał on bezcennego moralnego poparcia dla ludzi broniących pozycji Kościoła wśród chłopów. Część hierarchii kościelnej poszła jednak na bardzo duże ustępstwa wobec stosującej bezwzględny terror władzy. Na przykład w lipcu 1926 roku biskupi. diecezji Zamora i Morelia zgodzili się na przekazanie kościołów w ręce komisji wyznaczonych przez rząd. Niektórzy biskupi, ulegając naciskom zgodzili się w 1929 roku na wymaganą przez władze rejestrację duchownych, pomimo jej zgodnego odrzucenia przez Episkopat meksykański w 1926 roku.

Na tym tle tym bardziej godna podkreślenia jest pełna heroicznego poświęcenia działalność około 100 opornych księży, którzy pozostali na wsi, ryzykując życiem. Ich niezłomny opór miał ogromne znaczenie dla fiaska rządowej akcji likwidacji Kościoła i religii. Jak pisał Jean A. Meyer: „(..:) Oni (księża – JRN) pracowali dziesiątki, setki razy więcej, niż robili to przed wojną.

Całe dnie spędzali na chrzczeniu dzieci, dawaniu ślubów i słuchaniu spowiedzi. Część
opornych księży poszła do końca w swej determinacji, biorąc aktywny udział w organizowaniu powstańczych oddziałów „Cristeros”. Dwóch duchownych, meksykańskich Indian z pochodzenia, zostało nawet generałami chłopskich powstańców (Aristeo Pedroza i Jóse Reyes). Męczeństwo „Cristeros” Rozmiary chłopskiego powstania w obronie wiary i determinacja prostych wieśniaków były ogromnym szokiem dla prowadzących antyreligijną politykę masonów i marksistów zrządowego establishmentu. Myślące w „wąsko racjonalistyczny sposób” władze nie mogły sobie po prostu wyobrazić tego, że zwykli prości chłopi porwą się do otwartego buntu w obronie Kościoła, przeciwko uzbrojonym po zęby wojskom rządowym.

Dla wiejskich powstańców walczących w obronie wiary sprawa była jednak prosta. Jak komentował J.A. Meyer, pisząc o motywach walki chłopskich katolickich buntowników: „(…) Chłop wiedział tylko jedną rzecz:tamci zamykają kościoły i prześladują księży. On widział tylko jedną rzecz: przybyli żołnierze, zamknęli kościół, aresztowali księdza, zastrzelili tych, którzy protestowali, powiesili swego więźnia, podpalili kościół i zgwałcili kobiety w buntującej się wsi. Znieważeni wieśniacy, którzy kochali swoją wieś, swój kościół i swojego proboszcza, zupełnie naturalnie porwali się do buntu?. Wśród chłopów powszechnie dominowały odczucia, iż: „(…) Rząd chce, abyśmy żyli jak
zwierzęta, bez religii i bez Boga, ale oni nigdy się tego nie doczekają od nas. My bowiem
wykorzystamy każdą chwilę czasu, która jest nam dana, aby głośno krzyczeć: „Niech żyje
Chrystus Król! Niech żyje Dziewica z Guadelupy! Precz z rządem!”
W czasie, gdy okrutne prześladowania Kościoła i religii byty wciąż oficjalną zasadą polityczną, powstańczy Cristeros zadziwiali ogromną aktywnością wewnętrznego życia religijnego.

Każda Msza św., nierzadko organizowana w przerwach między kolejną walką a pościgiem ze strony wojsk rządowych, była dla powstańców przeżyciem o ogromnej intensywności uczuć. Znów odwołajmy się do zapisków opartego na wielkiej bazie źródłowej dzieła Jeana A. Meyera: „(…)

Śpiewanie hymnów i odmawianie różańca było stałym, akompaniamentem codziennego życia w marszu i w obozie. Cristeros modlili się i śpiewali długo w nocy, wypowiadali wspólnie słowa modlitw różańcowych. Kombatanci prosili o błogosławieństwo przed pójściem do walki, a ich komendanci wzywali ich do czynienia prawdziwego aktu skruchy przed bitwą. Atakowali wroga, śpiewając hymny i krzycząc: „Niech żyje Chrystus Król!”, „Niech żyje Dziewica z Guadelupy!” Wojna domowa przyniosła niezliczone przykłady bohaterskiego poświęcenia i męczeństwa „Cristeros”, którzy za żadną cenę, nawet za cenę życia, nie chcieli zrezygnować z walki w obronie wiary. Typowym pod tym względem było postępowanie Norberta Lopeza, zastrzelonego w 1928 roku przez żołnierzy rządowych. Lopez odrzucił ofertę ułaskawienia dawaną mu pod
warunkiem, że przystąpi do armii rządowej, mówiąc: „Od momentu sięgnięcia za broń
pragnąłem oddać swoje życie za Chrystusa i teraz nie złamię postu na kwadrans przed
dwunastą”. Cristeros w swych modlitwach wyrażali się jak Tomasz z Canterbury: „Ofiar jest wiele, liczba ofiar rośnie z każdym dniem. Gdybym tylko i ja mógł mieć tak szczęśliwy los?.

Powszechnie powtarzano stwierdzenia: „Musimy wygrać. Jakże tanio można dziś wejść na drogę do Niebios”. Claudio Beccera, z powodu niepełnoletności jako jedyny uniknął egzekucji,w której stracono jego 27 towarzyszy w Sahuayao 21 marca 1927 roku. Nie mógł pogodzić się z tym, że tylko on uniknął śmierci i płakał przed kryptą, w której pogrzebano jego kolegów, mówiąc jak mu jest przykro, że Bóg nie chciał go przyjąć jako męczennika. Młody HonorioLamas, stracony wraz ze swym ojcem Manuelem Lamasem, powiedział na pocieszenie swej matce: „Jakże łatwo jest dziś wejść do nieba, mamo”.
Nowe konflikty i pojednanie Niezwykłe męstwo Cristeros i sukcesy osiągane przez nich w bojach z wojskami rządowymi zmusiły w końcu władze do kompromisu. Dzięki pośrednictwu USA rząd zaczął pertraktacje z Episkopatem. Zakończyły się one podpisaniem w czerwcu 1929 roku umowy (arreglos). Władze meksykańskie zawiesiły wprowadzenie w życie niektórych postanowień antykościelnych, a rząd
zwracał Kościołowi część „znacjonalizowanych” świątyń. Ogłaszano również amnestię dla powstańców. Kościół odwołał natomiast ogłoszony w 1926 roku strajk duchowieństwa.

Obietnice prezydenta Portesa Gila, zapowiadające koniec prześladowań Kościoła, doprowadziły do ostatecznego przerwania walk wojny domowej i złożenia broni przez Cristeros. Szybko miało się jednak okazać, że rządzący masoni i marksiści ani przez chwilę nie myśleli o uczciwym pojednaniu z Kościołem i ludźmi, którzy stanęli w jego obronie.

Niemal natychmiast po przerwaniu walk rozpoczęto bowiem systematyczne, zaplanowane, zdradzieckie mordy na przywódcach Cristeros; aby zapobiec ponownemu odrodzeniu ruchu katolickich partyzantów. Zaledwie w 10 dni po porozumieniach pokojowych – 3 lipca 1929 roku zastrzelono znanego przywódcę Cristeros – duchownego F. Pedrozę. W ciągu kilku lat podstępnie zamordowano
wszystkich ważniejszych wodzów Cristeros: Cuevę, Arreolę, Gutiereza, Alvareza, Barajasa, Hernandeza i Salazara. Zdradzieckie mordy i prześladowania dawnych katolickich partyzantów pociągnęły za sobą w okresie od 1929 do 1935 roku aż 5000 ofiar spośród Cristeros, tym ich 500 oficerów.

Nieuczciwość polityków rządzącej partii – Partii Narodowo-Rewolucyjnej (PRN) widoczna była zresztą na każdym kroku. Wyrazem tego był zorganizowany przez nią „cud nad urną” w czasie wyborów prezydenckich 1929 roku. W wyborach tych faktycznie wygrał zbliżony do powstańczych Cristeros głośny pisarz, myśliciel i polityk Jose Vasconcelos. W czasie
wspaniałej kampanii wyborczej Vasconcelos zdecydowanie piętnował walkę z religią,
prowadzoną przez Callesa, despotyzm i korupcję. Wyniki wyborów zostały jednak sfałszowane i ogłoszono zwycięstwo kandydata rządzącej dotąd partii – PNR. Sam Vasconcelos musiał schronić się na emigracji. Oszustwo wyborcze rządzącej masonerii uniemożliwiło doprowadzenie już wówczas do prawdziwego pojednania i zakończenia tak szkodliwej dla Meksyku walki z Kościołem i religią.

Po 1931 roku masoneria dominująca nadal w rządzie i we władzach poszczególnych stanów znowu rozpoczęła akcje nękające wobec Kościoła katolickiego i prześladowania duchownych.

Nawet skrajnie tendencyjnie nastawieni przeciw Kościołowi autorzy książki o Meksyku w latach 1910-1976 Donald Hodges i Ross Gandy przyznawali, iż w Meksyku owych czasów dochodziło do ekstremistycznych działań antyreligijnych: „(…) W Vera Cruz bomby eksplodowały w kościołach, a gubernator tego stanu ograniczył liczbę księży do 1 na 100 tysięcy ludzi. W Tabasco Czerwone Koszule mordowały chrześcijan”. Szczególne wzburzenie mas wierzących katolików wywoływał system antykatolickiego terroru sprawowanego w stanie Tabasco przez gubernatora Tomasza Garrido Conabala, posługującego się bojówkami „Czerwonych Koszul”.

Jak pisał Tadeusz Łepkowski: „Bojówki „czerwonych koszul” szalały po kraju, grabiąc kościoły i przetapiając dzwony”. Terror antyreligijny prowokował z kolei wybuchy terrorystycznych aktów gwałtu przeciwko reprezentantom rządu i antyreligijnie nastawionym nauczycielom. Najważniejszym impulsem do nowego buntu stała się podjęta w 1934 roku próba narzucenia Meksykowi skrajnie antyreligijnego programu edukacji w szkołach. Do konfliktu doszło z podpuszczenia faktycznie rządzącego Meksykiem w latach 1929-1934 byłego prezydenta Callesa. Wbrew wysiłkom części polityków partii rządzącej, zmierzających do stworzenia jakiejś formy modus vivendi z Kościołem, fanatyczny mason Calles konsekwentnie naciskał na wznowienie kursu antyreligijnego, a przede wszystkim drastycznego zmniejszenia dopuszczanej przez władze ilości księży.

W 14 z 30 stanów Meksyku wprowadzono regulacje, nie dopuszczające w ogóle do pracy jakiegokolwiek księdza. W licznych stanach przyjęto „regulację”, że starający
się o pozwolenie pracy księża powinni mieć ponad 50 lat i być żonaci.
Skutki tych ograniczeń były bardzo drastyczne. W 1935 roku na 3600 księży żyjących w
Meksyku zaledwie 305 uzyskało od władz prawo do sprawowania posług religijnych!
W 1934 roku minister spraw wewnętrznych Narciso Bassols, będący faktycznie „narzędziem” Callesa, otwarcie wystąpił na rzecz wprowadzenia „socjalistycznej edukacji”. Faktycznie chodziło o skrajnie laickie wychowanie, nacechowane bezwzględną wrogością do uczuć religijnych. W konfrontacji ze zdecydowanym sprzeciwem prezydenta Rodrigueza Bassols musiał zrezygnować ze stanowiska. Wtedy jednak doszło do wystąpienia Callesa z głośnym tekstem „Krzyk Guadalajary”, żądającym, aby państwo wzięło w posiadanie świadomość dzieci i młodych ludzi, którzy powinni „należeć do rewolucji i do kolektywu”.

W memorandum do kolejnego prezydenta Meksyku Lazaró Cardenasa, Calles występował z programem o wyraźnie totalitarnej inspiracji, domagając się, aby „państwo w pełni decydowało o kierunku edukacji, zgodnie z doktryną, którą się kieruje… tak jak to jest robione w Rosji, Niemczech i we Włoszech”. Jak pisali Donald Hodges i Ross Gandy Calles planował „socjalistyczną edukację”, w której dzieci wyrosną na ateistów.
Główne tezy programu „wolnego i socjalistycznego wychowania młodzieży”, lansowanego przez Callesa i Bassolsa głosiły: „(…) Dziecko było w tyranii kleru, rodziców i nauczycieli, dziś ma stanowić o sobie; – Każde dziecko od piątego roku życia należy do państwa; – Wszystko zło pochodzi od kleru; – Bóg nie istnieje, religia jest mitem, Biblia Kłamstwem; – Nie potrzebujemy uznawać żadnych bożków”.

Do tego programu dochodziła podnoszona przez ministra Bassolsa inicjatywa wprowadzenia „edukacji seksualnej” w szkołach. Żądania Callesa i Bassolsa wywoływały tym większe protesty meksykańskiego duchowieństwa, oburzonego tym, że bardzo wpływowa mniejszość próbuje narzucić całemu społeczeństwu antyreligijny program wychowawczy. Przebywając od 1927 roku na wygnaniu w Stanach Zjednoczonych Jose de Jezus Manriquezy Zarate, biskup
Huejutla, w liście do wiernych swej diecezji nazwal rewolucję meksykańską wprost „spiskiem masońskim”, wzywając do odrzucenia „bolszewickiego potwora”. W 1939 roku antyreligijne władze meksykańskie ustanowiły nowy pogański kalendarz, mający na celu „usunięcie z życia ludu święcenia religijnych mitów przykład dzień 15 lipca ustanowiono świętem cyrkla i kompasu, oddając hołd masonerii. Meksykański minister rolnictwa wprowadził dla swych urzędników odpoczynek „czerwonej soboty” w miejsce odpoczynku niedzielnego. Dążenia do wprowadzenia za wszelką cenę antyreligijnej edukacji i nawroty prześladowań wobec katolików sprowokowały wybuch kolejnego buntu przeciw władzom. Ta nowa „Cristiada” nie była jednak już tak silna jak poprzednia, nigdy nie skupiła więcej niż 7500 bojowników i działała głównie na niedostępnych terenach górskich. Pomimo swej słabości zbuntowani partyzanci katoliccy faktycznie uniemożliwili wprowadzenie antyreligijnej edukacji na dużych połaciach kraju.

Stopniowo w Meksyku wyraźnie zaczęły się umacniać nastroje na rzecz pojednania między państwem a Kościołem. Decydujące znaczenie odegrała w tym ostateczna wygrana Cardenasa w walce o władzę z Callesem w lipcu 1935 roku, a w kwietniu 1936 roku wygnanie pokonanego Callesa z kraju. Sam prezydent Cardenas, pomimo tego, że był jedną z czołowych postaci masonerii meksykańskiej i przez lata reprezentował zdecydowanie antyklerykalny, a nawet antyreligijny program, uznał, że niemożliwa jest dalsza walka przeciwko realiom kraju.

Za takie uznał istnienie bardzo dużej siły poparcia indiańskich mas wiejskich dla katolicyzmu i to, że dalsze podtrzymywanie polityki antyreligijnej nie przyniesie żadnych efektów dla władzy. Jedynym skutkiem mogłoby być tylko umacnianie
coraz głębszych i coraz szkodliwszych podziałów w społeczeństwie. Cardenas wyciągnął z tej konstatacji konkretne praktyczne wnioski. Przezwyciężając swe antyreligijne uprzedzenia, Cardenas stopniowo zgodził się na zaakceptowanie tradycyjnej religii katolickiej jako „części składowej meksykańskiego dziedzictwa narodowego i zaczął szukać porozumienia z Kościołem.?

W lutym 1936 roku prezydent Cardenas otwarcie przeciwstawiał się kontynuowaniu kampanii antyreligijnej, stwierdzając, że będzie ona tylko „prowokować przedłużający się opór i powodować opóźnienie wzrostu ekonomicznego kraju”. Od początku 1937 roku w Meksyku zaczęto znosić panujące dotąd drastyczne ograniczenia ilości księży i ponownie otwarto setki zamkniętych dotąd kościołów w 10 stanach kraju. Próbowano jeszcze blokować otwarcie kościołów w rządzonym przez wojujących antyklerykałów w stanie Vera Cruz. Doszło tam jednak do gwałtownych manifestacji, demonstranci „zdobyli kościoły” i otworzyli je dla wiernych. Prezydent Cardenas uznał ten stan rzeczy i zakazał jakichkolwiek dalszych represji wobec katolików.

W listopadzie 1937 roku wycofano oskarżenia przeciwko przebywającym na
wygnaniu przywódcom kościelnej opozycji: arcybiskupowi Ruizy Flores i biskupowi Manriquezy Zarate, umożliwiającm powrót do ojczyzny. Długotrwałe prześladowania religii doprowadziły w rezultacie tylko do umocnienia w Meksyku się zdecydowanej prawicy katolickiej. W 1940 roku ruch prawicowych katolickich nacjonalistów – Union Nacional Sinarquista mógł pochwalić się liczbą pół miliona członków.”
XX-wieczny Meksyk jest wspaniałym przykładem obronienia religii tylko dzięki wierności wierze, odwadze i bezgranicznemu poświęceniu prostego ludu. Zdominowane przez masonerię meksykańskie elity: rząd, wojsko, administracja, wielka część inteligencji pragnęły wykorzenić wiarę, zepchnąć Kościół do katakumb, poddały księży najokrutniejszym prześladowaniom.

A jednak meksykański katolicyzm przetrwał najtrudniejsze wyzwania i wyszedł zwycięsko z najcięższych opresji dzięki postawie setek tysięcy prostych wieśniaków. Tych wieśniaków, którzy nie dali się zwieść propagandzie „oświeconych” wrogów religii, którzy porwali za broń w obronie zamykanych kościołów i zabijanych księży. I wytrwali przez całe lata w walce, nawet wtedy, gdy duża część duchowieństwa meksykańskiego
załamała się i zrezygnowała z oporu.

Swoim hartem ducha i odwagą przesądzili o tym, że dziś nikt nie próbuje już nawet podważyć roli Kościoła jako znaczącej części meksykańskiego dziedzictwa duchowego.
źródło: Jerzy Robert Nowak, Walka z Kościołem wczoraj i dziś. Szczecinek 1999, s. 57-84.

Older Entries