Współpraca sowiecko-nazistowska

Dodaj komentarz

Pierre de Villemarest

Fragment książki „Żródła finansowania komunizmu i nazimu”

Oficyna Wydawnicza „Fulmen Poland”

KOMUNIŚCI I NAZIŚCI BRATAJĄ SIĘ OD 1925

Rzut oka na rzeczywisty stan gospodarki niemieckiej latach 1919-1933 pozwala zrozumieć mechanizm, którego naprawdę skorzysta jedynie Hitler. Wszystko to zaczęło się w latach 1920-1924, w wyniku spekulacji prowadzonych raz za razem na słabnącej marce. Przemysł niemiecki pozostał jednak nietknięty, brakowało mu jedynie kapitału, aby wrócić na prostą drogę. W Stanach Zjednoczonych, w Londynie, w wielu krajach, które pozostały neutralne, nie brakowało kapitałów, które należało gdzieś ulokować. Niemcy wydawały się pociągające – pod warunkiem, że nie upadłyby w wyniku rewolucji lub nie rozpadłyby się w separatyzmie, który w 1919 przejawił się w wielu prowincjach.

F.D.Roosevelt – jeden ze spekulantów marką

Pod tym względem socjaliści niemieccy byli absolutne zgodni z wysoką finansjerą, przemysłowcami, sztabem generalnym i nawet junkrami pruskimi. A wszyscy razem ze Sprzymierzonymi. Stąd carte blanche dana na utrzymanie 70 tysięcy żołnierzy, a następnie, w Traktacie Wersalskim, na Reichswehrę w sile 100 tysięcy ludzi, pozwalającą generałowi Gronerowi, a później Hansowi von Seeckt, na przywrócenie porządku. W tym czasie, to jest od 1920 do 1924, wytrawni spekulanci zaczęli pchać się do Niemiec, gdzie inflacja doszła do tego stopnia, że jakikolwiek drobny posiadacz silnych walut mógł zgromadzić fortunę. Na jedną markę w 1913 przypadało 15 marek w 1921, a następnie 45,7 marki w 1922. W styczniu 1923 będzie to 4279, w lipcu 84 150, a dwakroć tyle pod koniec roku. Stąd widok arcybogatych spekulantów dźwigających walizy banknotów, aby wykupić towary, na które przeciętny Niemiec nie mógł sobie pozwolić. Ze swą walutą cudzoziemcy inwestowali za niską cenę w przemysł i handel. „To wsparcie – zauważa para belgijskich historyków, J. i J.H.Pirenne – pozwoliło na natychmiastowe wyciągnięcie przemysłu niemieckiego z trudności finansowych. W ten sposób, w rok po zakończeniu wojny, konkurencja niemiecka pojawiła się znowu na rynkach zagranicznych.” Jedną z osób, które odniosły największe korzyści z pierwszych spekulacji marką od 1921 do 1923, był Franklin Delano Roosevelt, co przypomniał w 1975 historyk A.Sutton w pracy poświęconej Wall Street. Otóż Roosevelt założył był w Kanadzie spółkę „United Europeen Investors” (UEI), wyspecjalizowaną w inwestycjach w Niemczech. Jeszcze raz biurowiec przy 120 Broadway w Nowym Jorku posłużył za podporę do tych operacji; tam właśnie Roosevelt usadowił swą własną fundację „Warn Spring Foundation” i tu mieli siedzibę jego wspólnicy z „UEI” (między innymi Max Warburg), od 1917 jednego ze źródeł finansujących rewolucję rosyjską. Wśród nich również Wilhelm Cuno, ówczesny prezes „Hamburg-America Line” (HAPAG). Otóż w 1921 Cuno został kanclerzem Weimaru…

Wszyscy kanclerze „germano-amerykańscy”

Związany z tym olbrzymim zespołem finansowym niemiecko-amerykańskim, Cuno wywodził się z niemieckiej Partii Ludowej (65 deputowanych), reprezentującej wysoką finansjerę niemiecką. Rządził z poparciem socjalistów i różnorakich liberałów z centrum, rozpoczynając kombinacje, które wiodły dużo dalej niż aspekt, o którym mowa wyżej. Podczas gdy w rzeczywistości fabryki zbrojeniowe, które miały być rozmontowane, potajemnie wywożono za granicę zwłaszcza do ZSSR, Turcji i Holandii – koalicja Cuno prowadziła kampanię przeciw reparacjom wojennym przewidzianym w Traktacie Wersalskim. I jakby dla pokazania niemożności płacenia, Cuno kazał przez dwa lata drukować banknoty z taką gorliwością, że w lecie 1923 podał się do dymisji, aby uniknąć odpowiedzi na kłopotliwe pytania. Jego polityka zagraniczna była taka sama, jak jego poprzednika Josefa Wirtha, który opuścił urząd kanclerza, aby wejść do rady „Stowarzyszenia Studiów dla Podjęcia Handlu ze Wschodem” obok Otto Deutscha i Waltera Rathenau, współdyrektorów trustu „AEG”, jednego z trzech beneficjantów planu Dawesa po 1924. Otóż „AEG” stał się jednym z głównych filarów finansowych NSDAP, już to bezpośrednio, już to przez filię „Osram”, trust lamp. Niemożliwe, aby nie wiedziano o tym w Nowym Jorku, skoro „International General Electric”, którego dyrektorami byli Gerard Swope (finansował Roosevelta i jego projekty New Dealu) i Owen Young, stanowił jedną i tę samą firmę z „AEG”. Gustaw Stresemann, kanclerz na miejsce Cuno od sierpnia do października 1923, będzie ministrem spraw zagranicznych aż do 1929. Był on, tak jak jego poprzednik, zwolennikiem integracji wielkiego przemysłu pod kierownictwem państwa i współpracy z ZSSR. Prusak, protestant i zdecydowany pangermanista, Stresemann marzył o aneksji Austrii i zniszczeniu Polski. Od 1914 należał on do „Niemiecko-Amerykańskiej Unii Handlowej”. Po Wirthcie, Cuno, Rathenau obracamy się ciągle •n tych samych kręgach niemiecko-amerykańskich i w tych samych perspektywach.

Schacht: ciągłość

Stresemann był monarchistą. Związany z Ludendorffem, podczas wojny specjalista w sprawach marynarki wojennej, popierał on do ostatka ideę wojny na morzu lub raczej w głębinach, dzięki łodziom podwodnym. Ożeniony z bardzo bogatą Żydówką z berlińskich przemysłowców, był od 1919 zwolennikiem socjalizmu, który głosił Rathenau. Ale, tak jak ten ostatni, uważał, że rewolucja powinna przyjść „od góry”. Powinna ona być sprawą elity polityczno-finansowej, międzynarodowej w swych dążeniach, ale, aby działać, zmuszonej zdawać sobie sprawę z uczuć ludu. Aby wygrać, wystarczyło inteligentnie wykorzystywać ludzi, partie polityczne i wydarzenia. Krótko mówiąc, podczas gdy od 1919 do 1932 bojówkarze nazistowscy i komunistyczni będą ścierać się na ulicach, czasem zabijać, często łączyć przeciw Republice Weimarskiej, pewna ciągłość polityczno-finansowa będzie istniała ponad ich głowami, na przekór wydarzeniom. Deus ex machina tej ciągłości był Hjalmar Schacht, dyrektor Banku Rzeszy. To nie przez przypadek, jesienią 1922, w siedem miesięcy po podpisaniu traktatu w Rapallo, wyprawił on do Sztokholmu swego zastępcę Emila Wittenberga, aby ten zasiadł obok Olofa Aschberga, Maxa Maya, dyrektora „Guaranty Trust” w Nowym Jorku i obok kierownictwa sowieckiego w radzie „RusKomBank”, międzynarodowej odrośli Państwowego Banku ZSSR. To właśnie Schacht usprawnił rozwój monetarny i finansowy Rzeszy i kazał używać wykrętów, stwarzanych przez plany Dawesa i Younga, wobec reparacji, których oczekiwali europejscy Sprzymierzeńcy. Najpierw zainkasował on 826 milionów dolarów, co przywróciło przemysłowi niemieckiemu siłę ekspansji. Następnie otrzymał redukcję rocznych spłat reparacji wojennych. Potem znienacka zdewaluował markę i w ten sposób wykupił za bezcen marki znajdujące się za granicą, wykorzystawszy wcześniej dolary i inne środki dla prosperity Niemiec, które pozwalały sobie na gospodarkę wojenną. Kredytodawcy i inwestorzy amerykańscy nie stracili nic. Z czasem przyznali się do tego, ponieważ uczestniczyli w tych przedsięwzięciach.

Komuniści i naziści bratają się

Ani bojownicy komunistyczni, ani ci z NSDAP nie mieli, oczywiście, pojęcia o tych kombinacjach. Ich przywódcy atakowali „międzynarodową plutokrację” bez ujawniania jej gier. Ale nigdy przywódcy nazistowscy nie potępili polityki Rapallo. I nawet korespondencje odnalezione w 1945, opublikowane w Londynie, ale przemilczane, co ciekawe, w prasie europejskiej, wykazują na przykład, że Goebbels i Hitler ubolewali nad awanturami, które przeciwstawiały sobie komunistów i nazistów. Pierwszy z nich podkreśla, bez ogródek, w „Liście otwartym” z datą 1925: „W rzeczywistości komuniści nie są naszymi wrogami.” Trochę później napisze on: „Lepiej byłoby skończyć w bolszewizmie, niż znosić niewolnictwo kapitalizmu.” Jeżeli chodzi o Hitlera – który po 1933 żądał, aby zostawiono otwarte drzwi do NSDAP komunistom, którzy chcieliby do niej wstąpić – pisał on w tym samym czasie: „W naszym ruchu (socjalistycznym) łączą się dwie skrajności: komuniści z lewicy i oficerowie oraz studenci z prawicy(…) To zbrodnia, że przeciwstawiają się oni sobie w walkach ulicznych. Komuniści są idealistami socjalizmu.” Stalin i system sowiecki fascynowały Hitlera, tak samo jak Stalin będzie zafascynowany Hitlerem po 1933. Ze swej strony Ernst Niekisch, jeden z przywódców niemieckiej kompartii w latach dwudziestych i wschodnioniemieckiej partii komunistycznej po 1945, pisał już w połowie lat dwudziestych to, co można powtórnie przeczytać w jego pracy „Entscheidung” (Decyzja), opublikowanej w 1930, w Wydawnictwie Oporu (Widerstand Verlag) w Berlinie: „Aby zdobyć swą niepodległość, Niemcy muszą przeciwstawić się Europie(…) Będą one w stanie zrobić to same tylko przez sprzyjanie rosyjsko-azjatyckiemu naporowi na Europę.” Jeżeli chodzi o Karola Radka, ze swej strony wygłosił on w 1923, jako reprezentant Kominternu, swój znany dyskurs: „Leo Schlageter – pielgrzym nicości”, który był apologią terroryzmu niemieckiej skrajnej prawicy i ofertą przymierza przeciwko Traktatowi Wersalskiemu, złożoną nacjonalistom Weimaru. Bojownicy niemieccy wchodzą więc na scenę, nie troszcząc się, że kości zostały rzucone. Ponad polem ich bitwy, którym jest Bawaria, Berlin, Hamburg, Ruhra, nawet ponad oficjalną walką w Europie między „faszyzmern” i „antyfaszyzmem”, przywódcy obu „przeciwstawnych” frakcji nie zaprzestają dialogu, już to potajemnie, już to otwarcie.

Dialog Niekisch-Goebbels

Na przykład w 1925. Z jednej strony Młodzi Konserwatyści i czasopismo „Pierścień”, stojący za Mollerem Van den Bruck; „Stalowe Hełmy”; ocaleni z korpusów ochotniczych z obszarów niemiecko-bałtyckich; z pięć tuzinów jeszcze tajnych organizacji pochodzących z „Consula” i grupy „Rossbach”; Grupy Szturmowe nazistów. Z drugiej – lewicowi socjaliści, komuniści i siatki agenturalne ZSSR. Lecz oto Josef Goebbels dyskutuje spokojnie z Ernstem Niekischem o wspólnych punktach między jednymi i drugimi, w obecności pisarza Ernsta Jungera, który żyje jeszcze w momencie, gdy piszę niniejszą książkę. W końcu wszyscy oni są przesiąknięci doktrynami Fiechtego, Hegla, Nietzschego, Spenglera. Junger dorzuca tylko do ich aspiracji do totalitaryzmu socjalistycznego nadzieję, że po imperiach (czyli wielkich całościach ekonomiczno-politycznych) dojdziemy w końcu do jakiegoś rodzaju państwa światowego. Jakie ma odtąd znaczenie nazizm czy bolszewizm? Tylko te adaptacje, dostosowane do danych ludów! 

Nacjonal-bolszewizm

Poza tym Republika Weimarska, z socjalistami u władzy, która ukrywa przed opinią publiczną to, co się  dzieje w Rosji sowieckiej, popiera propagandę, która obciąża Ententę, a szczególnie Francję, odpowiedzialnością  za hiperinflację rujnującą niemieckie klasy średnie, a z większości robotników robiącą bezrobotnych. W ten sposób, przez urazę, gniew i resentyment, masy, które do tej pory były nieufne w stosunku do komunizmu i tak samo wobec pierwszych falang nazizmu, zaczną się stopniowo przechylać nie w stronę rozumnych nacjonalistów centrum monarchistycznego lub chrześcijańskiego, lecz w stronę nazizmu. Intelektualna mniejszość jest w tym momencie pociągana przez „nacjonal-bolszewizm”, co wyraża równie dobrze Niekisch (aby ułatwić zbliżenie do sowietyzmu wojskowych i nacjonalistów niemieckich), jak jego przyjaciel hrabia Reventlow i jego czasopismo „Der Reichswart”, którego powiązania z Radkiem w 1919 już widzieliśmy. W 1923 Niekisch podkreśla z zachwytem, jak bardzo doktryny komunistyczna i nazistowska są „z istoty najbardziej skutecznymi przejawami nieprzejednanego fanatyzmu antyrzymskokatolickiego(…) Gdyby od tej chwili, setki milionów rosyjskich fanatyków tej tendencji i osiemdziesiąt milionów Niemców tego samego typu połączyło się, porządek ustanowiony w Wersalu zawaliłby się jak domek z kart(…) Wschód kryje w sobie potężne imperium germańsko-słowiańskie.”

Moskwa podtrzymuje swe obietnice

Marzono o tym imperium germańsko-słowiańskim w Weimarze. Sfery wielkoprzemysłowe wyobrażały sobie, że jego motorem będzie ich siła i technologia. Reichswehra uważała, że nie ma potrzeby obawiać się Armii Czerwonej. Politycy, jak Stresemann, że rodzący się nazizm jest tylko instrumentem, którego jak kleszczy można użyć w chwili, gdy trzeba będzie uśmierzyć rewolucję na ulicach. Zresztą Moskwa podtrzymywała już swe obietnice, a Weimar swoje, gdy w marcu 1920 brygady Erhardta i Loewenfeldta zajęły Berlin i ogłosiły kanclerzem Wolfganga von Kappa, naówczas gubernatora Prus Wschodnich. Rząd schronił się w Dreźnie, a potem w Stuttgarcie. Sztab generalny, z Hansem von Seeckt, odrzucił użycie żołnierzy „przeciw innym żołnierzom”. Ci ostatni defilowali w Berlinie wznosząc swastyki, „ten stary symbol indogermański, który oznacza głębokie zaangażowanie wobec germańskości, przeciwko wszystkiemu, co jest obce tej rasie”.  Związki zawodowe w sile 9 milionów członków ogłosiły strajk generalny. Ze strony komunistycznej przeróżni prowodyrzy już rozdawali broń. Na szczęście, z braku poparcia ze strony mas niemieckich, pucz Kappa załamał się. Lecz gdyby mimo wszystko komuniści podchwycili ten pretekst, aby przejąć władzę? Wówczas to Moskwa podtrzymała na nowo swe obietnice. Emisariusze przywieźli tę oto instrukcję, rozpowszechnioną przez partię komunistyczną: „Rewolucyjny proletariat nie ruszy małym palcem dla jakiejś republikidemokratycznej, która jest tylko przejrzystą maską dyktatury burżuazji. Weimar odetchnął.

Von Seeckt: „Wyciągnąć rękę do Rosji”

Jeżeli było tysiące ofiar, w tym stu zabitych, to dlatego, że przywództwo regionalne kompanii Ruhry i Saksonii odrzuciło rozkazy i usiłowało lokalnie utrzymać władzę z bronią w ręku. Sterroryzowana ludność — opowiadała Margarete Buber-Neumann — przyjęła z entuzjazmem pacyfikacyjne oddziały von Seeckta. 18 marca, gdy pucz Kappa ostatecznie załamał się, szef Reichswehry ogłosił proklamację: „Ośmielony wydarzeniami „Spartakus” uważa, że jest znowu w stanie przejąć władzę. Tak samo jak w przeszłości, Reichswehra znajdzie się w pierwszej linii, aby złamać próbę ustanowienia u nas bolszewizmu…” Opinia publiczna była uspokojona. Nie miała ona pojęcia o tym, że Moskwa dała już zalecenia przeciwne temu, co insynuował von Seeckt i że ten ostatni gra zresztą od długiego już czasu ręka w rękę z Moskwą. Dowodzi tego fakt, że na miesiąc przed puczem Kappa zwołał on jako szef „Truppen-Amt” („Dyrekcji Oddziałów” – eufemizm dla nazwania sztabu generalnego) tajne zebranie około setki wyższych oficerów, za wiedzą i z udziałem wysłannika ministra Noskego, pod pretekstem przeciwstawiania się presji Sprzymierzonych, wymierzonej w Reichswehrę. Sztab generalny odrzucił wydanie licznych oficerów oskarżonych o ździerstwa podczas wojny. Wątpiono, czy Ententa zdecydowałaby się z tego powodu na akcję militarną, ale trzeba było przewidzieć taką możliwość i przygotować środki oporu przeciw jej kontyngentom, oczekując całkiem innej reakcji: „Ponieważ w międzyczasie – podkreślił von Seeckt -rozpoczniemy ofensywę przeciw Polsce, aby wyciągnąć dłoń do Rosji Sowieckiej. Bolszewicy w istocie bardzo się ustatkowali. Są oni teraz prawie tak na prawo, jak większość niemieckich socjalistów, jeżeli nie bardziej jeszcze…”

Korespondent Trockiego

Hans von Seeckt był pewny siebie. Od 1919 nie przerwał powiązań utrzymywanych z Trockim za pośrednictwem tureckiego ministra Enver Paszy, który stał się jego zaufanym od czasu, gdy von Seeckt był dowódcą frontu wschodniego i frontu na Bałkanach. Enver Pasza przekazał mu zresztą list, z datą 20 sierpnia 1920, w którym Trocki prosił o dostawy zmagazynowanej broni precyzyjnej, którą Niemcy winne były zniszczyć w 1919, zgodnie z żądaniem Sprzymierzonych. Znaczy to, że Trocki wiedział dużo o sytuacji w Niemczech i o mentalności sztabu generalnego w Berlinie. Co więcej, młody major Kurt von Schleicher, doradca polityczny von Seeckta, pułkownik Max Bauer, szef Drugiego -Oddziału i pułkownik Walter Nikolai, jego doradca do spraw tajnych, pozostawali ciągle w powiązaniach z Leninem. Hrabia Brockdorff-Rantzau, zamieszany w latach 1917-1918 w finansowanie bolszewików, który odrzucił w 1918 podpisanie warunków rozejmu, służył im za przekaźnik w samej Moskwie. W tym samym czasie, jak podaje historyk polsko-amerykański Adam B.Ulam, Lenin pokazywał w swym otoczeniu, aby uzasadnić swe życzenie przymierza z Berlinem, list od Maksyma Gorkiego, w którym pisarz oceniał alians niemiecko-sowiecki jako „konieczny”. Alians ten był na dobrej drodze. W dziewięć miesięcy po owym sierpniu 1920, w maju 1921, podpisano pierwszą umowę handlową na dużą skalę między oboma państwami. Marsz w stronę Rapallo nabierał rozpędu. Rozpoczął się on więc dużo wcześniej, zanim Sprzymierzeni na Zachodzie okazali „zaskoczenie” wówczas, gdy traktat ów został podpisany w kwietniu 1922.

Reichswehra z Armią Czerwoną przeciw Polsce

Nowy etap w lecie 1920: von Seeckt zabrania przejazdu przez Niemcy transportów broni i amunicji wysyłanych przez Paryż do Polski, przeciwko której naciera Armia Czerwona. „Polska jest naszym śmiertelnym wrogiem – pisze von Seeckt memorandum do swych podwładnych — Rosja sowiecka uderza nie tylko w nią, ale jednocześnie i przede wszystkim we Francję i Wielką Brytanię. Jeżeli Polska załamie się, całą budowla Wersalu runie. Możemy się uwolnić z kajdan Ententy przy pomocy Rosji sowieckiej, nie stając się zresztą ofiarami bolszewizmu. Von Seeckt powiedział to wyraźnie Radkowi, w trakcie tajnego spotkania, zgodnie z tym, co pisał do niego wówczas generał-major Rudiger von der Goltz: „Z chwilą, gdy zyskamy przyjaźń rosyjską (sic!) i w ten sposób olbrzymią, przyjazną sferę ekonomiczną na wschodzie Europy, wszelki blok będzie bezsilny.”  Reventlov żąda w tym momencie „współpracy z Moskwą, aby zniszczyć całość państwa polskiego”. Ludzie ci żyli wspomnieniami roku 1772, kiedy to Polska stała się ofiarą zbliżenia między Prusami i Petersburgiem, i wspomnieniami Bismarcka w minionym stuleciu. Nie rozumieli oni, że ZSSR nie był Rosją, lecz centrum rewolucyjnego ekspansjonizmu, ciągnącego zyski z państw, do którego wyciąga rękę bojownika oddanego swojej sprawie. Hitler popełnił ten sam błąd w 1939. Spadkobiercy socjalizmu i liberałowie będą jeszcze powtarzać ten błąd od 1969. Paryż zdawał się wtedy nie widzieć nic. Londyn usiłował „zastąpić porozumienie z Francją porozumieniem z Niemcami”, gorąco upragnionym przez Downing Street i Skarb angielski. Ale ten cios Albionu w plecy Paryża przychodzi za późno i nie w porę – tajna niemiecka misja wojskowa była już potajemnie w ZSSR.

Reichswehra w Moskwie od marca 1921

I rzeczywiście, generał Otto Hasse, major von Schleicher, kapitan Fritz Tschunke omawiają w tym czasie z Radkiem, z Leonidem Krasinem, naówczas komisarzem do spraw handlu i przemysłu, z generałem Lebiediewem, szefem sowieckiego sztabu generalnego, miejsca lokalizacji, gdzie kapitały, maszyny, technicy i instruktorzy niemieccy będą produkować materiały i kształcić oficerów dla armii obu krajów. I to już w marcu 1921, dwa miesiące przed pierwszą oficjalną umową handlową, która będzie parawanem. W tym czasie każe się wierzyć nacjonalistycznym i nacjonal-socjalistycznym bojownikom Weimaru, że Reichswehra jest ochroną przeciw „Spartakusowi”, zaś bojownikom komunistycznym, że ZSSR jest niezniszczalną podporą przeciwko „faszyzmowi”. Ani „Volkische Beobachter”, pismo partii nazistowskiej, ani przywódcy „Consula”, ani Ernst Roehm i jego przyjaciele, którzy właśnie przeszli masowo do NSDAP, nie występują przeciwko tej polityce dla naiwnych. I nie bez racji: w tym czasie są oni „zasilani” z „czarnej” kasy Reichswehry. W grudniu tegoż roku stała komisja niemiecka instaluje się w ZSSR na dwa lata. Jej specjalistami od uzbrojenia (w tym dwoma z firmy „Junkers”) „opiekuje się” major A.D. von Niedermayer, zwany Neumann i  podpułkownik Schubert. Dyplomata Ago von Maltzan, który nazajutrz będzie obecny przy podpisywaniu traktatu w Rapallo, utrzymuje kontakty z Cziczerinem, Litwinowem, Radkiem, Krasinem i Worowskim. Mały szczegół: poza tym, że wyłaniają się z przeszłości wtajemniczeni skandynawskiej siatki finansowej z lat 1917-1918, pojawia się również Krasin, który aż do 1917 był w Rosji „menedżerem” firmy „Siemens”.

Moskwa proponuje porozumienie marszałkowi Hindenburgowi

Mathias Erzberger, katolicki centrysta, został wtedy zabity pod pretekstem, że podpisał „haniebne” zawieszenie broni w listopadzie 1918. Jego zabójcy, podobnie jak ludzie Weimaru, nie mówili, że podpisał je wówczas na pilne żądanie marszałka Hindenburga, zakomunikowane mu w podpisanej nocie, opublikowanej w Paryżu w 1934. W rzeczywistości Erzberger i co najmniej stu z 354. zamordowanych z powodów politycznych w latach 1919-1924 zostało zabitych w imieniu Świętej Vehme lub innych tajnych organizacji, ponieważ chcieli oni ujawnić prowadzoną właśnie podwójną grę. Dlatego, że byli nacjonalistami, ale nie sowietofilami ani nazistami. Od tego momentu wyścig o władzę zaczął się nie między nazistami i komunistami (ci ostatni byli za słabi, aby móc wziąć władzę legalnie czy nielegalnie), lecz między nacjonalistami monarchistycznymi czy katolickimi (lub jednymi i drugimi razem) i nacjonalsocjalistami, złączonymi w istocie z „nacjonal-bolszewikami”. Twierdzić co innego, to znowu mieszać propagandę z historią, ideologiczny schemat a posteriori z rzeczywistością. W przeciwieństwie do tego, co napisał Paul Winkler w swych „Niemczech tajemnych”, już przeze mnie cytowanych, finansiści międzynarodowi bynajmniej nie „wpadli w pułapkę” – tę pułapkę oni sami sfabrykowali (zob. rozdział następny). Wszystko to zmusza nas do cofnięcia się do wyborów prezydenckich wiosną 1925, które wyniosły starego marszałka Hinderburga na prezydenta państwa. Historycy podają, że komuniści połączyli swe poczynania z nacjonalistami, i że to dzięki poparciu ich kandydata w drugiej turze wyborów prezydenckich, w marcu, został wybrany Hindenburg, zastępując zmarłego Friedricha Eberta. Jest to prawda. Ale, aby zrozumieć postawę komunistów stojących za Thaelmannem, trzeba poznać nie tylko konszachty wielkiego przemysłu i Reichswehry z Moskwą, ale wiedzieć i to, że w czerwcu 1921, to znaczy cztery lata wcześniej, Sowiet G.M.Smirkow, „komisarz specjalny do spraw niemieckich” rządu moskiewskiego, napisał, z racji swej funkcji, do marszałka Hindenburga proponując mu, jako mającemu wpływy i będącemu dla Niemiec symbolem, porozumienie sowiecko-niemieckie, które byłoby zawarte z nim osobiście. Margarete Buber-Neumann jest jedynym, z tego, co wiem, historykiem, który docenił ten ważny list, wyprzedzający o dziewięć miesięcy traktat w Rapallo i oświetlający całą grę komunistów od tej chwili aż do roku 1932. Poza pewnymi punktami. Datowany 3 czerwca 1921, ocenia on, że trzeba „wyciągnąć z obecnego bagna Niemcy i Rosję, a koniec końców całą Europę”. Zapowiadał, że „okupacja Ruhry przez Francję jest tylko kwestią czasu”. Zapewniał, że Stany Zjednoczone, wspierane przez Anglię, doprowadzą do wojny z Japonią, i że wówczas Francja będzie miała w efekcie wolne ręce w Europie. Dlatego też – pisał Smirkow – „rząd zdecydował na posiedzeniu tajnym, począwszy od końca kwietnia, nawiązać kontakty z Panem, Panie Marszałku, aby rozważyć, w jakiej mierze cele partii prawicowych w Niemczech i cele rządu sowieckiego są rozbieżne, a w jakiej dałyby się uzgodnić”. Następnie przychodzi passus, który pozwoli nam uniknąć wnikania w szczegóły lat dwudziestych, do roku 1932, z wyjątkiem przebadania realizacji Rapallo w samym ZSSR, ponieważ tłumaczy on manipulacje kompartii niemieckiej przez Moskwę. Oto on w całości.

Moskwa: „Jesteśmy w stanie podporządkować naszej woli skrajną lewicę niemiecką”

„Myśl ruchu komunistycznego od czasu rewolucji w Niemczech może wzbudzić Pańskie wątpliwości, Panie Marszałku, co do niniejszego pisma i może Pan logicznie przypuszczać, że nie otrzyma ono zgody komunistów niemieckich. Może Pan być jednak pewien, że jestem w stanie podporządkować przywódców skrajnej lewicy niemieckiej woli naszego rządu. Rząd odwoła każdego, kto udaje się do Niemiec z propagandą prosowiecką i poleci niemieckim przywódcom sowieckim (sic!), przebywającym w Niemczech, opuszczenie tego kraju…”

„Niemieckim przywódcom sowieckim”? Inaczej mówiąc, tajnym emisariuszom Kominternu w Niemczech? Nigdy przyznanie się ZSSR do manipulacji wywrotowych nie było równie wyraźne. A jeżeli powątpiewano w sowiecką wolę dotrzymania słowa, nie pozostało nic innego, jak kontemplować to, co się działo przez następne dwanaście lat. W pierwszej chwili Hindenburg, oszołomiony tak ryzykowną propozycją, odpowiedział przez swego sekretarza: „Marszałek nie zajmuje się polityką.” Zajmie się nią wkrótce. Będzie usiłował, aż do ostatniej chwili w 1932, popierać raczej centrowo prawicowych nacjonalistów, zgrupowanych wokół von Papena, niż nazistów. Ale to właśnie Hitler pociągnie go za sobą po kampanii wyborczej, podczas której, jak napisał Pierre Gaxotte: „komuniści i naziści atakowali z taką samą wściekłością wszystkich tych, którzy usiłowali zagrodzić im drogę do władzy”. Bankier Schroeder pogodził u siebie von Papena i Hitlera. Dwadzieścia sześć dni później, 28 stycznia 1933, Hitler został kanclerzem.

Komuniści głosują razem ze skrajną prawicą

W rok po liście Smirkowa do Hindenburga został zamordowany Rathenau. Lewica jest oburzona. Socjaliści i komuniści jednoczą się spontanicznie i decydują opracować i przedstawić projekt prawa obrony Republiki. Ale kilka dni przed głosowaniem parlamentarnym Moskwa wysłała instrukcje przeciwne. Deputowani komunistyczni głosują z deputowanymi skrajnej prawicy i bawarskiej partii ludowej przeciw temu projektowi. Bezsensowne jest odtąd stawianie sobie pytania, dlaczego rewolta następnego roku w Ruhrze i agitacja w Hamburgu i Saksonii są tylko odrażającą i krwawą masakrą. To parawan, którym Moskwa kamufluje swą wolę porozumienia z Reichswehrą i przemysłowcami niemieckimi rozszerzającymi w tym momencie swe inwestycje w ZSSR. Radek gloryfikuje nacjonalistycznego terrorystę, którego Francuzi rozstrzelali za sabotaż. Zinowiew wykrzykuje, że „niebezpieczeństwem jest socjaldemokracja, faszystowskie skrzydło ruchu robotniczego”.  Tajny aparat wojskowy ZSSR w Niemczech, „M.P.-Apparat”, prowadził wówczas, pod wpływem generała Skoblewskiego, alias Goriewa, którego prawdziwe nazwisko brzmiało Roze (uczestniczył on w negocjacjach w Brześciu u boku Joffego), grę, która wyglądała jak wsparcie dla niemieckiej kompartii i siatek Kominternu, ponieważ rozpoczął on realizację planu powstania, którego rozwój w Turyngii i Saksonii (gdzie komuniści zaakceptowali wejście razem socjalistami do rządów tych prowincji) miał nadzorować Węgier Rakoszi. U boku Skoblewskiego był tam Walter Ulbricht, wraz ze Sternem, Schreinerem i Finem Ture Lehenem, zwanym Neuberg, którzy zajęli stanowiska w Hamburgu. Są to „manewry” dywersji, wybuchy słomianego ognia, które oficjalni historycy Międzynarodówki komunistycznej będą później tłumaczyć, jako zapalone za szybko i za późno. W rzeczywistości Radek przybył osobiście, pod fałszywym nazwiskiem, aż do Saksonii, aby wydać kontrrozkazy w pełni rozruchów. Prawdziwa „linia” Moskwy była linią Rapallo. Moskwa wiedziała doskonale, że droga ta prowadzi prosto do akceptacji niemieckich nacjonalistów przeciw liberałom i socjalistom, a poprzez to narodowych socjalistów, dysponujących coraz poważniejszymi środkami finansowymi i dyscypliną nie mającą sobie równej. Nie przeszkadzało to, że w 1926 Gustaw Stresemann zaakceptował podpisanie paktu o nieagresji i przyjaźni, którego żądała Moskwa, pod pretekstem konieczności uspokojenia ZSSR. Stresemann prowadził podwójną grę, która odpowiadała dokładnie grze Sowietów. Komuniści i naziści tworzyli zgodny chór przeciw wymaganiom Traktatu Wersalskiego, uczestniczyli jednak w komedii Weimaru, która zmierzała do wzbudzenia litości świata dla stanu ekonomicznego kraju. Wszystko to skończyło się na paktach podpisanych 16 października 1926 w Locarno, rzekomo w celu „stabilizacji w Europie” dzięki przyjęciu Niemiec do wspólnoty narodów. Berlin, Paryż i Bruksela oświadczyły, że nigdy nie wypowiedzą sobie wojny; Londyn, Rzym, Warszawa, Praga i Moskwa zostały zaproszone do „gwarantowania” tej stabilizacji przez dołączenie się do paktów. Bowiem wielką ideą Aristida Brianda i Stresemanna było to, że zbliżając Berlin i Moskwę w takich ramach, organizując z nimi wielką sferę współpracy ekonomicznej i politycznej na skalę kontynentu, zapewni się panowanie wiecznego pokoju, z błogosławieństwem Ligi Narodów.

Już wtedy Moskwa proponuje Stresemannowi „podzielić się Polską”

W rzeczywistości chciano rozciągnąć na skalę euroazjatycką półtajne porozumienie Weimaru i Moskwy. Marzenie ponawiane cyklicznie aż do naszych czasów. Ale Moskwa, tak wtedy, jak i dzisiaj, nie oddawała się marzeniom. Sowieci zbliżyli się dyskretnie ze Stresemannem, o którym wiedzieli, że pisał w uwagach do swoich doradców to, co archiwa niemieckie opublikowały dopiero w 1967: „Najważniejszy problem chwili obecnej, to problem granic niemiecko-polskich. Polska musi dać korytarz (…) Ponieważ nie można tego uzyskać w drodze wojny, musimy przedstawić Polskę jako niebezpieczeństwo dla pokoju w Europie (…), podtrzymywać zawieszenie, aż do chwili, gdy Warszawa nie będzie mogła odrzucić ustępstw; wykorzystywać w tym celu trudności wewnętrzne w Polsce.” Znakomicie poinformowany (bo tak zwana później „Czerwona Orkiestra” była już wtedy doskonale zadomowiona w administracji i ministerstwach, tak jak we wszystkich partiach politycznych), Kreml przedłożył Stresemannowi, w kilka tygodni po zredagowaniu wyżej wymienionych uwag, że uzgodniona polityka obu państw pozwoliłaby „podzielić się Polską według jej granic etnograficznych” (sic!). Moskwa i Berlin wymieniły między sobą nowe protokoły porozumienia na ten temat. Stresemann nie ośmielił się posunąć aż do presji militarnej, co proponowała Moskwa, ale podpisał, 24 kwietnia 1926, traktat przyjaźni i przymierza, który umocnił tajne i jawne ustalenia Rapallo. Sztab generalny Reichswehry był ściśle powiązany z tymi pertraktacjami. Różnorodne dokumenty przedstawiają środki „odzyskania terytoriów niezbędnych dla życia gospodarczego Niemiec (…), uwolnienia Nadrenii i Saary, odzyskania Górnego Śląska i korytarza gdańskiego (…) aneksji Austrii.” Podkreślają one: „Polska i Czechosłowacja stanowią dwie przeszkody, ze stojącymi za ich plecami Francją, Belgią, a także Włochami.”

Zachód milknie

„To wojskowi niemieccy i rosyjscy zadzierzgnęli i umocnili więzi przyjaźni między dwoma naszymi narodami” – wykrzyknął w kwietniu 1922 von Seeckt dla uczczenia Rapallo. Kto na Zachodzie mógł nie wiedzieć o tej współpracy, skoro w 1926 socjalista Scheidemann wykrzykiwał w parlamencie niemieckim swoje potępienie wobec porozumienia, z trudem utrzymywanego w tajemnicy, między Reichswehrą i Armią Czerwoną? Jak zresztą mogło nie wiedzieć o tej współpracy 15 firm brytyjskich, 10 firm francuskich czy 5 firm włoskich Mussoliniego, które pracowały wtedy w ZSSR? Jak mogło o tym nie wiedzieć 50 firm amerykańskich, skoro brały one podwójny udział w tej współpracy: poprzez swych niemieckich wspólników i poprzez własne filie w samym ZSSR? Ale polityczno-ekonomiczna elita zachodnioeuropejska milczała na ten temat, jak również na temat intensywnych zbrojeń, które charakteryzowały współpracę niemiecko-sowiecką. Zobaczymy, że co najmniej tolerowała ona, o ile sama w tym nie uczestniczyła, przekazywanie pieniędzy, które w 1928 i 1929 uratowały partię nazistowską od załamania się, wówczas gdy liczba jej deputowanych spadla z 32. w 1924 do 12. w połowie ku 1928 i gdy Hitler była załamany. Moskwa oświadczyła, że „rewolucja dojrzała w Niemczech”, gdy po 1929 krach finansowy na Wall Street dotknął Wiedeń i Berlin i zwiększył poważnie bezrobocie poprzez reakcję łańcuchową w przedsiębiorstwach. Ale Moskwa zabroniła rewolucji i pozwoliła tylko na prowokacje, które popychały naród niemiecki w stronę nacjonal-socjalistów. Wtedy, gdy od 1923 do 1929 Moskwa zapewniała, że trzeba wygrać narodowych socjalistów dla sprawy komunizmu, a więc „poczynić ustępstwa dla ich ideologii” wydawała ona jednocześnie rozkaz: „Bijcie faszystów wszędzie, gdzie ich spotkacie!” Inaczej mówiąc, chodziło o stworzenie klimatu niepewności, wojny domowej, paniki. Nieznani strzelcy pojawiali się na dachach domów podczas defilad nazistów, zabijając lub raniąc kogo popadło, a następnie znikali.  Ale w tym samym czasie naziści i komuniści przypuszczali ataki polityczne na zebrania publiczne partii politycznych, które popierały Republikę Weimarską.

Czerwone flagi i swastyki obok siebie

Kto wygra tę grę, wówczas, gdy każdego tygodnia Kreml wznosił toasty za współpracę Moskwy i Berlina? Do tego stopnia, że jedna trzecia biura politycznego niemieckiej kompanii została usunięta w ciągu niespełna trzech lat – ci, którzy wystąpili przeciw tej współpracy zostali wykluczeni. Tylko Karl Korsch odmówił oddania swego miejsca deputowanego. Pozostał w historii jedynym komunistą tego kraju, który krytykował Moskwę przed parlamentem. Ale popatrzmy, oto inny manewr: z końcem roku 1930 „Stalowe Hełmy”, niemiecka Partia Ludowa i naziści żądają referendum, aby obalić socjaldemokratyczny rząd Prus. Partia komunistyczna odrzuca z pogardą „ten manewr faszystowski”, a następnie sama wzywa do „ruchu ludowego przeciw faszyzmowi i przeciw rządowi Prus”. Ale Moskwa nakazuje więcej: trzeba stworzyć wspólną sprawę z prawicą. Tak oto, podczas wyborów 9 sierpnia 1931, przed lokalami wyborczymi powiewają obok siebie czerwone flagi z sierpem i młotem i flagi ze swastyką. Cieszył się z tego podporucznik Scheringer, który w lipcu rozpoczął wydawanie pisma „Aufbruch” (Odmarsz), publikując swą proklamację przymierza narodowo-bolszewickiego.

Dymitrow: „Raczej Hitler niż socjaldemokracja”

Ów Scheringer założył komórkę NSDAP w swym garnizonie w Ulm. Nielegalną. Z tego powodu spędził parę tygodni w areszcie, z dwudziestoma pięcioma komunistami z Lipska. Przekonali go oni o potrzebie przymierza i tej właśnie inspiracji pismo zawdzięczało swe narodziny. Proklamacja została podpisana przez siedmiu byłych oficerów, jednego byłego oficera policji, czterech przywódców nazistowskich i przez hrabiego Stenhoch-Fermor, byłego żołnierza korpusów ochotniczych, które w 1919 zwalczały bolszewików w krajach bałtyckich. „Aufbruch” pracował odtąd nad stworzeniem osi współpracy między nazistami i komunistami w każdych możliwych okolicznościach, ponieważ przyjaciółmi Scheringera kierowała, zachowując, dystans tajna organizacja „Z”, założona przez komunistycznych specjalistów od roboty wywrotowej w środowiskach prawicy. Będzie to użyteczne, gdy naziści dojdą już do władzy. Ale ta siatka wpływów była tylko wierzchołkiem góry lodowej. Jest to ta chwila w 1931, gdy Remmele wraz z Neumannem, jednym z szefów siatki kompartii, oświadczyli w parlamencie: „rząd faszystowski, dyktatura faszystowska nie przerażają nas. Upadną one szybciej, niż jakikolwiek inny rząd.”  Jest to moment, gdy Gieorgij Dymitrow, tuba Stalina w Kominternie, oświadczył: „Największą przeszkodą do rewolucji nie jest Hitler, lecz partia socjaldemokratyczna.” Gdy Stalin sam powiedział do Neumanna, zaniepokojony mimo wszystko: „Czy nie uważacie, że jeżeli nacjonaliści wezmą władzę w Niemczech, to zajmą się oni tak dalece Zachodem, że będziemy mieli dużo wolnego czasu, aby spowodować postęp socjalizmu?” A więc już w listopadzie 1931 Stalin wytyczał linię, która po latach wysiłku skonkretyzuje się w pakcie z sierpnia 1939. I, jak gdyby dla otworzenia drogi nazistom, którzy w tamtym czasie nie mieli jeszcze wcale poparcia w policji niemieckiej, komuniści rozpoczęli zabójstwa licznych oficerów tejże policji. Poczynając od komisarzy Lenka i Anlaufa, 10 sierpnia 1931, na Biilow-Platz w Berlinie. Prefekt policji Grzeziński pisał wówczas w swoim raporcie: „Nie ma wątpliwości, że chodzi o zabójstwa popełniane według dokładnego planu. Terrorystyczne grupy komunistyczne postanowiły walczyć przeciwko władzom wykonawczym państwa poprzez zorganizowane zabójstwa (…) Grupy te otrzymują rozkazy od jakiejś organizacji centralnej.”   Prefekt miał rację. Chodziło o organizację „T”. Jeden z zabójców z Bulow-Platz nazywał się Erich Mielke. Był on po roku 1945, aż do naszych czasów, jedną z najpotężniejszych postaci tajnej policji wschodnioniemieckiej. Inny nazywał się… Walter Ulbricht, i aż do lat siedemdziesiątych był panem Niemiec Wschodnich.

Prawie 70% nazistów z SA to dawni komuniści

Dwadzieścia tysięcy komunistów niemieckich zapłaci drogo, po 1933, za swe ślepe posłuszeństwo rozkazom sowieckim. Ale tysiące innych, na rozkaz z góry albo dlatego, że umieli zręcznie manewrować, wstępując do NSDAP, po odnowieniu swej politycznej niewinności przez wejście do formacji SA przeżyło, służąc Hitlerowi, a potem przechodząc ponownie do partii komunistycznej po 1944. Różnorodne dokumenty wykazują, że wokół Roehma i braci Strasser, między rokiem 1929 i 1933, prawie 70% członków grup SA to „skruszeni komuniści”. Czyż Roehm nie oświadczał, iż „możemy zmienić jakiegokolwiek komunistę w nazistę w niespełna cztery tygodnie”?   Wieść gminna nie myliła się co do tego: przezwała ona SA  „Beefsteak Sturm” (Befsztyk Szturmowy) – „brunatny z wierzchu, a w środku czerwony”. To być może dlatego Tomasz Mann, dowiedziawszy się w styczniu 1933, że Hindenburg kazał wezwać do siebie Hitlera, wykrzyknął: „Tym lepiej, nie przetrzyma ośmiu miesięcy!” Przetrzymał ich sto czterdzieści siedem i niewiele brakowało, aby przetrzymał dużo więcej.

BRZEMIENNY FAKT RAPALLO

W kwietniu 1921, dwa miesiące przed tajnym listem komisarza Smirkowa do marszałka Hindenburga, specjalista sowiecki Wiktor Kopp, nawrócony z mienszewickiego odchylenia w aparacie państwowym, udał się do Niemiec. Na zaproszenie wielkiego przemysłu i otoczenia kanclerza Cuno zwiedzał on fabryki Alfreda Kruppa, stocznie „Blohm und Voss”, „Albatros Werke” i inne zakłady specjalizujące się w produkcji zbrojeniowej. „Stowarzyszenie Studiów na rzecz Handlu ze Wschodem” (mające w swym kierownictwie byłego kanclerza Wirtha) nakłaniało do porozumienia z reżimem sowieckim w tej dziedzinie. Otto Deutsch, dyrektor wykonawczy „AEG”, powtarzał wraz z nim, że nie można ignorować tak dużego rynku i nawet „trzeba byłoby zorganizować jakiś system kredytów, ponieważ ZSSR nie może płacić gotówką”. Sześć lat później, w oświadczeniu dla „New York Timesa” z 13 listopada 1927, ten sam Deutsch potwierdzi te tezy: „Postęp przemysłowy Europy nie może lekceważyć rynku 160 milionów nabywców. Nie bronię reżimu sowieckiego – dorzucał – ale oczekiwanie, że będzie on ewoluował w stronę przyjemniejszych warunków, należy do sfery fantazji. Co nie powinno przeszkadzać w handlowaniu z nim…”

 Istny wspólny kompleks militarno-przemysłowy

Traktat podpisany w Rapallo 16 kwietnia 1922, został odnowiony i rozszerzony w roku poprzedzającym powyższe oświadczenie Deutscha. Ale sam traktat zatwierdził tylko porozumienie polityczno-wojskowe i handlowe zapoczątkowane w 1921, po podróży Koppa, z inicjatywy von Seeckta i jego doradców, oficerów: Otta Hasse, Fritza Tschumke i Kurta von Schleichera. Ponieważ historia tych wzajemnych zbrojeń niemiecko-sowieckich nie została nigdy napisana, przedstawiam jej obraz chronologiczny i według wyszczególnionych gałęzi – tak dalece wynika on z faktów, że istny wspólny kompleks wojskowo-przemysłowy Moskwy i Berlina opanował stosunki między tymi dwoma stolicami, przy czym żadna nie mogła lekceważyć, po 1929, faktu, że Hitler miał wszelkie szansę, aby zostać ich jedynym beneficjantem. Chwile niepewności, oziębienia lub napięcia, na przykład w 1928 i 1929, gdy ponaglania Moskwy lub procesy o szpiegostwo irytowały Berlin, nie przeszkadzały połączeniu. Zresztą, filie amerykańskie z częściowym kapitałem niemieckim, które swoją drogą inwestowały lub kontynuowały inwestycje w ZSSR, wspomagały w tym samym czasie partię nazistowską i wiedziały na bieżąco o tym, co się działo z jednej i z drugiej strony do roku 1940.

Finansiści „zajęci hipotekowaniem świata”

Samuel Gompers, wpływowy Żyd socjalista w Stanach Zjednoczonych, wystraszył się, w miesiąc po Rapallo, kierunku, jaki przybrały wydarzenia w tamtym czasie: „Jestem doskonale na bieżąco – pisał – z nową polityką grupy bankierskiej niemiecko-angielsko-amerykańskiej. Stanowi ona, bez wątpienia, najniebezpieczniejsze ogniwo wysiłków przyjaznych bolszewikom amerykańskim (…) Pewni bankierzy amerykańscy, zajęci hipotekowaniem świata, są gotowi w tym celu siać w swym własnym kraju trującą i antydemokratyczną propagandę bolszewizmu (…) Aby zakamuflować swą rolę, podają się za finansistów międzynarodowych…” Ostrzeżenie bez echa, szybko zatuszowane przez ową koterię, obejmującą tyleż arcybogatych fortun żydowskich, co fortun anglo-saksońskich, rzeczywiście „internacjonalistów”, na modłę tych, którzy pięćdziesiąt lat później nazw siebie „trilateralistami”. Uwagi Gompersa nie uszedł artykuł Winstona Churchilla, napisany 8 kwietnia 1920, nieco wcześniej, zanim finansista Bernard Baruch spłacił długi tego angielskiego polityka — i stał się w ten sposób jego wymagającym protektorem – artykuł wzywający Żydów rosyjskich do odrzucenia bolszewizmu, „bowiem w rezultacie tego reżimu dusza waszego narodu jest postawiona w stan oskarżenia”. Gompers należał do maleńkiej mniejszości Żydów, którzy w maju 1922 widzieli korzyść, jaką Lenin wyciągnął właśnie z pierwszej w tym stuleciu światowej konferencji ekonomicznej, w Genui, która była dla Moskwy trybuną do głoszenia swej propagandy, ponieważ Zachód uznał, przez jej zaproszenie, represyjny reżim, o którego milionach ofiar wiedzieli doskonale jego przywódcy. Pomiędzy punktami, metodycznie przedstawionymi przez Cziczerina, tubę Lenina (którego w ostatniej chwili zatrzymała w Moskwie choroba), znalazły się następujące: pokój przez handel bez ograniczeń i przez powszechne rozbrojenie, przez emancypację ludów skolonizowanych, przez pomoc i opiekę dla narodów najsłabszych, przez planową redystrybucję bogactw światowych… To dowodzi, że amerykańscy i europejscy instygatorzy programów „zbliżenia”, a później odprężenia, porozumienia i współpracy z  ZSSR, od roku 1960 nie wynaleźli nic nowego. Cała ich frazeologia istniała już w „zabiegach” sowieckich w 1922. Ale uczestnicy owej konferencji nie zwrócili uwagi w tamtym czasie, na początku kwietnia 1922, na ostatnie punkty Cziczerina: pochwalał on w nich projekty ekonomisty angielskiego J.M.Keynesa i Waltera Rathenau (cytując je), zmierzające do ustanowienia powszechnego socjalizmu. Po czym zażądał „anulowania wszystkich długów wojennych i rewizji Traktatu Wersalskiego”.  Co było tylko „perskim okiem” w stronę Niemiec, obecnych w Genui, aby potwierdzić ducha negocjacji prowadzonych z nimi od stycznia 1922, z inicjatywy Lenina…

Rapallo, blisko Genui…

Otóż 16 stycznia Lenin zażądał, w instrukcjach pisemnych dla Mołotowa, „rozpoczęcia natychmiast, bez obciążania się papierami, rozmów z Niemcami, równocześnie w Moskwie i w Berlinie, i następnie utrzymania z nimi naszych kontaktów podczas konferencji w Genui”. Rozmów w jakim celu? Całkiem po prostu w celu sprecyzowania i podpisania, w jak najkrótszym czasie, traktatu w należytej formie. Powinno to mieć miejsce przed konferencją, jeżeli Rathenau uważał, że psychologicznie będzie dobrze postąpić w ten sposób. Odbyło się to w pobliżu Genui, bowiem ekipa Cziczerina i ekipa Rathenaua modliły się o pretekst przerwania obrad, aby wyskoczyć razem do Rapallo… i podpisać już całkowicie przygotowane dokumenty.  Ponieważ, przed przybyciem do Genui, Cziczerin, Litwinów, Krasin, Worowski, Joffe i Rudzutak zatrzymali się w Berlinie na cztery dni, aby przedyskutować z Rathenauem, Ago von Maltzanem, zwanym „czerwonym baronem”, odpowiedzialnym za departament rosyjski MSZ-tu, i z byłym kanclerzem Wirthem ostatnie szczegóły traktatu, który był przygotowywany od noty w styczniu. Dyplomata-weteran Nikołaj Ljubimow potwierdził ten historyczny fakt w lutym 1970, podczas konferencji na uniwersytecie w Genewie, w chwili, gdy wysławiał entuzjastycznie ,,Ost-Politik”, którą właśnie przedsięwziął w Bonn kanclerz Willy Brandt i jego alter ego Egon Bahr.  Ljubimow wypowiadał się autorytatywnie: uczestniczył on jako młody ekspert w spotkaniu w Rapallo, w kwietniu 1922.

Jedno z „wielkich zwycięstw” dyplomacji sowieckiej

W tym momencie, w Moskwie, komentatorzy wydobyli z teczek argumentację, którą po raz pierwszy rozwinęli w 1955, wówczas, gdy kanclerz Adenauer, zrywając śladem aliantów z polityką rezerwy wobec ZSSR, zaakceptował nawiązanie z nim stosunków dyplomatycznych. Ale „stary lis” był czujny – „śpiewy syren”, które przypominały w 1955 Rapallo i „jego wzajemne korzyści” dla Niemiec i Rosji, nie miały u niego posłuchu. Odmienna atmosfera panowała w 1970: Willy Brandt był już gotów uklęknąć w Oświęcimiu, aby „naprawić” krzywdy uczynione przez Niemcy nazistowskie, zapominając, że Hitler tylko kopiował Stalina, gdy chodziło o obozy koncentracyjne i masowej zagłady, że zresztą Stalin i Hitler porozumieli się bardzo dobrze w 1939, aby podzielić się Polską i kilkoma prowincjami Europy Środkowej, i że Hitler nie dysponowałby tak szybko tak silną armią, gdyby nie pomoc ZSSR w jej odbudowie i rozwoju. W dwa miesiące po słowach wygłoszonych w Genewie przez Nikołaja Ljubimowa, syreny podjęły swój patetyczny śpiew w całej prasie ZSSR i za granicą, aby sławić, wraz z agencją Nowosti (zob. „Le Monde diplomatique” z kwietnia 1970, Paryż), „traktat z Rapallo, który był jednym z największych zwycięstw naszej dyplomacji; (…) który stworzył precedens dla uregulowania stosunków między ZSSR i krajami kapitalistycznymi (…) i którego lekcja jest ostrzeżeniem dla tych, którzy nie chcą widzieć korzyści współpracy ekonomicznej i politycznej z krajami socjalistycznymi.” Te „korzyści”, gdy je przeanalizować bliżej, doprowadziły Europę, a potem świat, prosto do wojny 1939-1945.

Tajne klauzule, w przeciwieństwie do tego, co utrzymuje historia oficjalna

Porozumienie niemiecko-sowieckie było tak przemyślane, że egzekutywy Kominternu zebrały się w Wiedniu, w końcu kwietnia 1922, na wezwanie rzucone trzy tygodnie wcześniej, aby wysłuchać ambasadora Krestinskiego, który przybył pośpiesznie do Berlina przedstawić racje tego kroku. Pomiędzy uczestnikami zasiadał Tito. Krestinski zapewnił, że Moskwa postąpiła w ten sposób „w celu ustanowienia frontu ekonomicznego, zdolnego oprzeć się zorganizowanym naciskom”.  Jakim naciskom i z czyjej strony? Pomoc amerykańska, i pomoc niemiecka, Paryża, Londynu i Rzymu ratowały właśnie wtedy gospodarkę sowiecką. Jeżeli chodzi o Republikę Weimarską, była ona, oczywiście, obiektem reparacyjnych żądań alianckich i czujności Francji wobec ewentualnych zbrojeń niemieckich, ale międzynarodowe środowiska bankierskie już rozpoczęły prace, które przed upływem dwudziestu miesięcy doprowadza do planu Dawesa. Za „cywilną” zasłoną układów z Rapallo, na mocy których Berlin i Moskwa uzgodniły klauzule handlowe najwyższego uprzywilejowania i wyrzekły się reparacji wojennych, rozpoczęło się wcielanie w życie klauzul tajnych, których oczywistości próbuje się zaprzeczać jeszcze w pół wieku później.

ZSSR terenem prób nowych zbrojeń niemieckich

Hans von Seeckt szybko pocieszył się po inspekcjach Sprzymierzonych. Obejrzawszy 7000 fabryk, inspekcje te zażądały zniszczenia maszyn mogących produkować uzbrojenie. Otóż maszyny te poczęły „znikać”, potajemnie przewożone za granicę. W każdym razie zapasowy plan był przygotowany. Dzięki Rapallo mógł on rozwinąć się bardzo szybko. Von Seeckt i jego doradcy wychodzili z założenia, że trzeba obejść wymagania Traktatu Wersalskiego i zbroić Niemcy, ale bez gromadzenia zapasów materiałów, które szybko stawałyby się przestarzałe a w każdym razie prowokowały reakcje Londynu i Paryża. Wystarczyło więc, z jednej strony, produkować nowe bronie w jak największej tajemnicy, z drugiej, zorganizować taką współpracę między armią i przemysłem, aby było możliwe przejście z dnia na dzień na produkcję wojenną, wraz z produkcją wojenną seryjną. Stąd wielka liczba biur studiów, stowarzyszeń naukowych i technicznych, które pojawiły się w Niemczech w 1920 i 1921, a później wyroiły się za granicą pod różnymi nazwami. Do inżynierów wojskowych dołączyli inżynierowie „Kruppa”, „Junkersa”, „Dorniera”, „Heinkla”, „Fokkera” i innych firm, aby projektować działa, samoloty i czołgi. Inżynierowie „Badische Anilin”, „Bayera”, „Stolzenberga” i „IG Farben” pracowali przy produkcji prochu, gazów wybuchowych i zapalających oraz innych produktów. W wielu krajach Berlin znalazł licznych figurantów i dużo ułatwień. Tak, na przykład, eksperci od łodzi podwodnych, hydroplanów, torpedowców, korzystali z przyjaźni „kolegów”, wysokich osobistości, czasem rządów, w Holandii, Turcji, Finlandii i Hiszpanii. Kapitan marynarki Lohmann w Rotterdamie, kapitan Bartenback w Helsinkach, baron i wiceadmirał von Gaggern w Istambule i przyszły admirał Canaris w Kadyksie i Bilhao, nadzorowali te „operacje”.Ale na długą metę było to możliwe tylko przy współudziale kraju tak rozległego, tajemniczego i bogatego, jakim był ZSSR. Dowodem, że ten współudział „antyfaszystowskiego” ZSSR istniał, jest to, że prawie wszystkie agentury wywiadu sowieckiego w Europie, nieprzerwanie, od 1920 do 1933, na bieżąco informowały centralę moskiewską o tych tajnych zbrojeniach, przedsięwziętych poza ZSSR. To dlatego, że odkrycia i eksperymenty przeprowadzane, na ograniczoną skalę, w laboratoriach tych krajów kończyły się na poligonach usytuowanych w Związku Sowieckim.

Arsenał dla obopólnej korzyści

Już w 1921 dwa tysiące niemieckich specjalistów wojskowych znajdowało się w ZSSR. Po roku 1922, gdy tylko eksperci generała Bauera i admirała von Hintze wybrali najbardziej dogodne miejsca dla budowy baz marynarki wojennej i lotnictwa, poligonów ogniowych, terenów ćwiczeń lotniczych, tajnych laboratoriów, itd., było ich pięć tysięcy. Moskwa pozwalała na wszystko. Niemcy będą mogły przeprowadzać poszukiwania we wszystkich dziedzinach nauki i produkować każdą broń, jaką zechcą, pod warunkiem, że prototypy nie opuszczą terytorium sowieckiego i że pewien procent tej produkcji będzie zarezerwowany dla uzbrojenia Armii Czerwonej. I tak, na przykład, w dziedzinie lotnictwa, na 100 samolotów wykonanych i docieranych w ZSSR, 20 będzie zarezerwowanych dla Moskwy, reszta pozostanie w dyspozycji Berlina. Zanim doszło do tej fazy, wszystkie zapasy, które Niemcy chciały ukryć przed komisjami Sprzymierzonych, mogły zostać potajemnie przewiezione do Związku Sowieckiego, gdzie mieszana komisja miała za zadanie rozdzielenie ich pomiędzy obu partnerów. Wcześniej Moskwa dostarczyła Niemcom wszystkiego, czego potrzebowały dla swej małej armii, dozwolonej im przez Traktat Wersalski. Niemieckie ministerstwo obrony rozlokowało produkcję uzbrojenia w ZSSR pod kontrolą nieznaczącej „Geselschaft zur Forderung Gewerblicher Unternehmungen” (Stowarzyszenie dla Rozwoju Przedsiębiorstw Przemysłowych), czyli „GEFU”, z kapitałem 75 milionów marek, i pewnego stowarzyszenia, mającego charakter ekspozytury – „Bersol Aktien Gesellschaft”. Po 1926 będą one zastąpione przez „Wischaft-Kontor”, czyli przedstawicielstwo gospodarcze. A mimo wszystko historycy, jak na przykład Włoch Pietro Gerbore, powtarzają nadal, że traktat z Rapallo „nie przyniósł Niemcom żadnych korzyści”!  Był tak niekorzystny, że w konsekwencji tajnych klauzul siły Reichswehry potroją się w ciągu kilku lat. Szkolone w Niemczech na poziomie teoretycznym, siły te odbywały ćwiczenia „terenowe” w ZSSR, natomiast budżet wojskowy Republiki Weimarskiej od 1924 do 1930 wzrósł (w markach stałych) z 459  do 788 milionów. Traktat ten był tak mało ważny, że przemysł niemiecki i Bank przyznawały sukcesywnie ZSSR: 150 milionów marek pożyczki w 1923, 100 milionów w 1925 i 300 milionów w 1926. Nie mówiąc o sumach bliskich miliarda marek, które tylko przemysłowiec Otto Wolf pożyczył osobiście ZSSR między rokiem 1925 i 1935. 

Sekcja „R” i „Zentrale Moskau”

Aby zsynchronizować porozumienie przemysł-armia i współpracę tego tandemu z ZSSR, von Seeckt stworzył w 1918, w ministerstwie obrony, tajemniczą Sekcję „R”. Obciążył on kapitana Fritza Tschunke zadaniem stałego kontaktu z „Zentrale Moskau”, gdzie generał Hasse kierował Departamentem Zbrojeń (sowieckim) i Ponownych Zbrojeń (niemieckim). Pułkownik Kurt von Schleicher zapewniał kontakt z przemysłowcami, bankierami i politykami niemieckimi wtajemniczonymi w tę „wielką grę”, która funkcjonowała bez trudności do 1934. Z wyjątkiem incydentu z Scheidemannem, który w grudniu 1926 zmusił von Seeckta do ustąpienia swego stanowiska generałowi Heye, co nie przerwało zresztą ani na chwilę idylli z Moskwą, jak to jeszcze zobaczymy.

Zatuszowane rewelacje

Tajne służby francuskie i polskie, kolejno po 1922 i po 1929, sygnalizowały często, jak pisze o tym historyk Georges Castellan, przewóz materiałów i uzbrojenia, najpierw w kierunku Niemcy-ZSSR, później w kierunku ZSSR-Niemcy, który charakteryzował tamten okres. Ale w Europie panowała na temat tych rewelacji dziwna cisza, choć od czasu do czasu przenikały one do kilku gazet. Tak, na przykład, w końcu 1922 raport francuski sygnalizował, że „setka samolotów, od 300. do 400 tysięcy karabinów, materiały wybuchowe i ekwipunek wojenny zostały złapane na wodach Murmańska”. W 1924, na skutek awarii, frachtowiec „Alwin Rus” był zmuszony wyładować swój ładunek w Estonii: tony karabinów i amunicji wysłanych z Niemiec do Piotrogradu. W 1926 parowiec „Hochland” został zaskoczony, gdy na pełnym morzu przeładowywał na dwa lodołamacze sowieckie 170 skrzyń uzbrojenia, przywiezionych z Niemiec. I tak to trwało, od 1922 do 1926; sprowadzano również do ZSSR, do fabryk zbrojeniowych niemiecko-sowieckich, śmigła do samolotów, kwasy chemiczne, produkty takie jak piorunian rtęci lub części zamienne, produkowane w tych krajach, które przyjęły niemieckie laboratoria wojskowe. Ale w cztery lata po Rapallo rozpoczął się ruch w stronę przeciwną. Tak oto w grudniu 1926, socjalista Scheidemann ujawnia przed Reichstagiem, że „z końcem września i początkiem października amunicja rosyjska przybyła do Szczecina na statkach pochodzących z Leningradu: „Gotenburg”, „Rastenburg” i „Kolberg”, podczas gdy firma przyjmująca nakazała, swoim pracownikom milczenie na ten temat. Komórka komunistyczna w porcie – precyzował – była doskonale zorientowana w całej sprawie.”  Ale „skandal” ten nie przekroczył wówczas granic Niemiec. Milczenie europejskie było równie dziwne jak później, 7 kwietnia 1937, gdy na dwa lata i cztery miesiące przed podpisaniem paktu Stalin-Hitler, „Le Petit Parisien” i „L’Ordre” w Paryżu i „Manchester Guardian” w Anglii podały informacje, które wskazywały na tajne zbliżenie między Moskwą i Berlinem, po dwóch latach widocznego ochłodzenia. Co za blagierzy ośmielają się wymyślać tego rodzaju pogłoski, powtarzali tu i ówdzie, w paryskich salonach, dyplomaci sowieccy i niemieccy. W ponad czterdzieści lat później istnieją jeszcze autorzy, którzy zapewniają, że porozumienie niemiecko-sowieckie zaczęło się dopiero w lecie 1939. W ten sposób jest podtrzymywany mit „antyfaszystowskiego” ZSSR.

Sowiecka infrastruktura wojskowo-przemysłowa pod organizacją niemiecką

Karl Sobelsohn, czyli Radek, mówił, śmiejąc się, do dziennikarza niemieckiego Karla Augusta Wittfogela, który w listopadzie 1932 wyraził przy nim zaniepokojenie tą współpracą niemiecko-sowiecką: „A więc nie róbcie tego! Mamy Reichswehrę w kieszeni!” W rzeczywistości, większość niemieckich uczestników i ich sowieckich kolegów grała i tę, i inne gry. Tak, na przykład, generałowie Swieczyn (wojsk lądowych) i Łazariew (lotnictwa) należeli do komisji mieszanej obok Hassego, Niedermayera, Schuberta i innych. Dzięki nim ich niemieccy koledzy zostali wprowadzeni do Chin, gdzie generał Bauer, generał Wetzell, a po nim Hans von Seckt, a następnie generał Falkenhausen formowali kadry armii Czang Kaj-szeka. „Sprawa”, której nie zapomnieli komuniści chińscy w swych ciężkich kłótniach z Moskwą… Jednakże rozwój samego ZSSR przybiera niewspółmierne rozmiary. Traktowanie go tylko pod kątem wojskowym byłoby równie mylące, co niewystarczające. Ta wielostronna współpraca, aby ocalić reżim sowiecki przez odbudowę jego gospodarki, była równa tylko współpracy setki firm amerykańskich, które po 1929, a zwłaszcza po 1933, zastąpią towarzystwa niemieckie, zmuszone mimo wszystko do większej dyskrecji w swej serdecznej współpracy z komunizmem, który Hitler, zgodnie z głoszonymi twierdzeniami, zamierzał zwyciężyć. Ale ta redukcja pomocy gospodarczo-naukowej Niemiec dla ZSSR – dającej się bardzo dobrze oszacować dzięki pracom opublikowanym w USA przez A.C.Suttona  – nie przeszkadzała utrzymaniu powiązań pomiędzy tajnymi służbami obu stron. Nie służbami Abwehry, wrogiej komunizmowi, ale służbami MSZ-tu i służbami Reinharda Heydricha, dzięki niespożytemu Walterowi Nikolaiowi. Parę liczb ilustruje moje stwierdzenia: na 322 umowy przemysłowe, technologiczne i naukowe, zawarte przez ZSSR z firmami zagranicznymi w okresie lat 1917-1930, 114 zostało zawartych z towarzystwami amerykańskimi, zaś 94 z Niemcami. Co znaczy, że 71% (wraz z 9. towarzystwami „faszystowskich” Włoch, które również kolaborowały z ZSSR) potencjału przemysłowego ZSSR zostało reaktywowane, bądź stworzone i skadrowane, tylko przez towarzystwa amerykańskie, niemieckie i włoskie; w tym prawie 38% całości personelu organizacyjnego, dyrektorów technicznych, głównych inżynierów i kadr średnich przybyło z Niemiec, 30% z Ameryki, a reszta, zgodnie z postanowieniami podpisanych kontraktów, z firm angielskich (35), japońskich(14), francuskich (13) i tuzin z innych krajów.

Zbrojenia Czeki i fabryki amunicji

Paryski dwutygodnik „BEIPI” – Est et Ouest” (już cytowany) – doskonale zreasumował w 1955 następujące po sobie fazy tej współpracy, z których pierwsza, od 1920 do 1922, pozwoliła zalążkom przyszłej Armii Czerwonej, a przede wszystkim jednostkom Czeki, dysponować uzbrojeniem i amunicją niemiecką, aby narzucić się Rosji. Faza ta skończyła się nieograniczoną integracją wybitnych niemieckich specjalistów cywilnych i wojskowych z personelem najwyższego dowództwa sowieckiego. Do tego stopnia, że pewien dyplomata amerykański raportował na początku 1923 słowa jednej z pierwszoplanowych osobistości sowieckich: „Jesteśmy prawdziwymi beneficjantami Rapallo. Nasz przemysł wyjdzie odbudowany przy pomocy ekspertów niemieckich (…) Są oni przyjęci do wszystkich gałęzi państwowych i od tej chwili pracują w najważniejszych sektorach (…) Generała Bauera i jego komisję wtajemnicza się we wszystkie aspekty naszego sektora wojskowego, nawet jeżeli ich misja oficjalna polega przede wszystkim na udoskonaleniu naszego potencjału lotniczego...” W drugiej fazie tak Niemcy, jak Amerykanie modernizują fabryki już istniejące lub budują nowe. Przyłączają się do tego Anglicy i Francuzi. Fabryki amunicji zainstalowane przez Niemców, przede wszystkim w centralnej Azji między rokiem 1926 i 1933, pozwoliły ZSSR po 1941 doczekać nadejścia pomocy amerykańskiej. Dostarczyły one w 1939 środków do napaści na Polskę i zaatakowania Finlandii.

Nękanie NKWD i stopniowa redukcja

Trzecia faza tej współpracy, między 1928 i 1934, przejawiała się stopniową redukcją gałęzi wojskowej, która prawie zniknęła z końcem roku 1933, a następnie wsparcia przemysłowego i w postaci personelu. W 1929 nie ma praktycznie koncesji niemieckich ani towarzystw mieszanych po roku 1932. W obu przypadkach doszło w 1928 do „incydentów” wywołanych przez NKWD, które niepokoiło się coraz bardziej wpływem niemieckim w korpusie inżynierów i kadrach sowieckich. „Afera Shakti” stanowiła główną podporę nękań i „ostrzeżeń” dziesięciu inżynierów niemieckich zostało skazanych za „szpiegostwo”. Wszyscy oni należeli do „General Electric”-Niemcy („AEG”), który, mimo że realizował elektryfikację wszystkich republik ZSSR, postanowił wstrzymać wszelką pomoc. Potem, „ze względu na powagę kontraktu”, „AEG” zdecydował się puścić w niepamięć to wszystko i pozostał pięć lat dłużej. Dwie lub trzy inne firmy, których personel z trudem mógł wywozić swe zarobki do Niemiec, zerwały w międzyczasie kontrakty. Ale nie mielibyśmy racji wywodząc z tego, że idylla niemiecko-sowiecka była tylko wybuchem, i to z niewielkimi skutkami dla ZSSR.

Rezultat: gospodarka ZSSR do połowy lat pięćdziesiątych

Biorąc pod uwagę archiwa przechwycone przez Wehrmacht w 1941, szczególnie w Smoleńsku, na podstawie opinii uchodźców sowieckich, którzy przeszli na Zachód w latach 1930-1970, i dzięki zestawieniu wiadomości zebranych przez Antony Suttona w archiwach amerykańskiego Departamentu Stanu, można stwierdzić, że wsparcie niemieckie, a później niemiecko-amerykańskie w latach 1920-1930 pozwoliło na zaistnienie, a następnie rozwój wszystkich podstawowych sektorów gospodarki sowieckiej do połowy lat pięćdziesiątych. Trzeba wiedzieć, na przykład, że poza importem fabryk i wyposażenia do ZSSR, nic nie mogłoby ruszyć bez organizacji niemieckiej. Jeżeli prześledzimy przeszłość 770. dyrektorów sowieckich, dziesięciu głównych zjednoczeń państwowych i głównych fabryk przemysłu w latach 1920-1929, stwierdzimy, że tylko 193. posiadało konieczne kwalifikacje. 71,5% spomiędzy nich skończyło jedynie szkołę podstawową, a 3,5% było niepiśmiennych, Umieściły ich na stanowiskach Rewolucja i Partia. Trzeba było więc „zdublować” ten wysoki personel przez zagraniczne kadry wykwalifikowane. Na szczeblu niższym, na 10-15% niezbędnych kadr średnich, mniej niż 2% miało wymagane kwalifikacje. Tu również „dublowali” Niemcy, Amerykanie i wreszcie inni cudzoziemcy. Na szczycie plasowały się osobistości, jak na przykład wymieniony przeze mnie Albert Kahn, który, otoczony setką współrodaków, opracował plan pięcioletni 1934-1939, po „poprawieniu” planu poprzedniego, mającego dwa lata spóźnienia w stosunku do przewidywań. Co więcej, 50% wyposażenia fabryk sowieckich dostarczono do 1932 przez Niemcy, pod nadzorem Sekcji „R” von Seeckta.

Nostalgiczne akcenty „Prawdy”

Wszystko to tłumaczy, że w 1936, tylko w kadrach sowieckiego przemysłu ciężkiego można było naliczyć 6800. cudzoziemców, w tym 1700 Amerykanów i jeszcze prawie 300. Niemców, którzy pozostali na dziwnych warunkach, co do których nie mogłem odnaleźć zbyt wiele szczegółów, oprócz tego, że zarabiali siedem razy mniej niż Amerykanie. Rozumiemy teraz nostalgiczne akcenty „Prawdy” z 8 września 1955, gdy, przypominając Rapallo i jego wstrząs, podkreślała: „Jeżeli historia stosunków niemiecko-sowieckich zaznała ciemnych stron, to naród sowiecki nie zapomniał tych lat współpracy między naszymi dwoma krajami.” Rozumiemy równocześnie apele, redagowane w 1935 przez niemieckiego profesora komunistę Niekischa, który zapraszał Niemcy hitlerowskie do podjęcia „w zgodzie z Rosją azjatycką drogi przymierza, która pozwoliłaby tym dwóm państwom żyć w pokoju, a Niemcom zapewnić dominację w Europie przeciw Francji”. Trzeba będzie tylko przekonać Hitlera i pewną część jego otoczenia. Inna grupa, w MSZ-cie oraz w środowisku policyjnym SD i Gestapo, jest już gotowa do tego zbliżenia. To oni będą, w 1939, najbardziej chętni do współpracy z ich sowieckimi odpowiednikami w polowaniach na ludzi w Polsce, a często w całej Europie. A ci z nich, którzy przeżyją po 1945, przejdą łatwo na stronę Moskwy i stamtąd poszukają schronienia gdzieś w świecie, podczas gdy pewna ich część znajdzie natychmiast miejsce w aparacie wschodnioniemieckim. Zresztą atmosfera „Tygodnia przyjaźni niemiecko-sowieckiej” w 1929, o którym powiemy, pozwala zrozumieć pakt z 1939 (Mołotow-Ribbentrop – przyp. tłum.) i przyjęcie sowieckie od 1969 „Ost-Politik” Willy Brandta.

Więcej niż połowa sowieckiego przewozu handlowego za granicę

„Tydzień przyjaźni niemiecko-sowieckiej” od 8 do 15 stycznia 1929 był sukcesem. Osiem dni wymiany poglądów, seminariów specjalistycznych i konferencji technicznych, pod egidą dyrektorów „Telefunkena”, „AEG”, „Kruppa”, „Instytutu Węgla” z Mulheim, „Niemieckiego Instytutu Poszukiwań Chemicznych” itd. Oczywiście, wszystko pod oficjalnym hasłem „współpracy w ramach poszukiwań pokojowych”. Po stronie niemieckiej „zapomniano” aferę Shakti. I nie mówiono nigdy o 10 milionach ofiar, które tylko w ciągu sześciu lat od Rapallo wyznaczyły sukcesy rewolucji w ZSSR. Ani o polowaniach na kułaków, które rozpoczęły się kilka tygodni wcześniej. Co za pochlebny bilans dla całości zrealizowanej wymiany! Od 1921 (wg „Prawdy” z 26 stycznia 1922) niemiecki „Nord-Ost” otworzył kredyty w wysokości 500 milionów marek. Z miejsca firma ta zmonopolizowała na długi czas organizację wymiany niemieckich produktów przemysłowych za sowieckie surowce. Następnym z kolei był „Russgetorg” Ottona Wolfa, towarzystwo mieszane, którego część niemiecka składała się z firm: „Phoenix”, „Rheinische Stahlwerke”, „Rheinmetall” i „Zippen und Bissener”. Aż do 1928 „Russgetorg” zapewniał 20% całkowitej wymiany import-eksport państwa sowieckiego, w tym „potrzeby” niemiecko-sowieckiego sektora wojskowego. „Russgetorg” uzgadniał zapotrzebowanie sowieckie i odpowiednie czartery z przedsiębiorstwem państwowym „Wniesztorg”.  Od 1925 zyski były tak duże, że niemieccy sprzedawcy urządzeń przemysłowych obchodzili się bez kapitału obrotowego „Russgetorgu”. W międzyczasie pojawiła się „Derutra”, która od tej chwili zmonopolizowała handlowy transport lądowy między dwoma krajami. Do tej pory ciągnęła z tego zyski sławna „Hamburg-Amerika Line” (eks-kanclerza Cuno i innych osobistości Weimaru). Jeżeli chodzi o „Wostwag”, firma ta specjalizowała się w eksporcie produktów sowieckich, takich jak futra, kawior, koszule, włosie na szczotki, płótno i potaż, mając sieć swoich zakładów w ZSSR. „Mołoga-Waldindustrie” i „Deruwa” podzieliły się z pięcioma innymi firmami zagranicznymi, handlem drzewem budulcowym. „Deruneft”, wraz z pewną firmą irańską, zajął się handlem produktami naftowymi. „Effexport”, z trzema firmami, handlem produktami mleczarskimi, natomiast „A.Roesch” i „Iwa” połączyły się z „Wostwagiem” w eksporcie zwierząt i produktów hodowlanych. „Derumetal” połączony z berlińską firmą „N.Levy” zajął się eksportem surowców metalowych do Niemiec, mając do dyspozycji 66 frachtowców. W sumie, pomiędzy firmami mieszanymi, monopolizującymi handel zagraniczny ZSSR, 11 firm na 31 było niemieckich i zapewniało ponad połowę potrzebnego transportu.

Rozwój przemysłowy dzięki Berlinowi

Do 1925 możliwości kredytowe Niemiec były ograniczone. Te ograniczenia kończą się po roku 1926, gdy odczuwalne stają się pierwsze efekty planu Dawesa. Oto dlaczego pierwszy okres współpracy sowiecko-niemieckiej charakteryzował się wymianą taką jak uruchomienie lub budowa rafinerii na Ukrainie w zamian za dostawy cukru. W portach sowieckich (opowiada o tym Sutton) można było nawet zobaczyć – w okresie głodu w ZSSR, gdy przysyłano mu na pomoc dostawy zboża – statki załadowujące zboże dla zagranicy obok statków wyładowujących zboże dla ZSSR. System kredytów nabiera rozmachu po 1926, wraz z gwarancjami w złocie (które znowu dzięki firmom zagranicznym jest wydobywane z bogatych złóż rosyjskich), w platynie i w ropie naftowej oraz rzadkich minerałach. W Batumi, w Tuapse, w Groznim, w Embie i w Baku urządzenia wydobywcze zostały założone i uruchomione przez inżynierów niemieckich. Eksport z Emby wzrósł dzięki temu z 430 tysięcy ton ropy w 1923 do 2 milionów 734 tysięcy ton w 1928. To Niemcy (wzmocnieni po 1928 przez ekspertów amerykańskich) uruchomili po 1922 ponowne wydobycie rudy żelaza w Krzywym Rogu i potroili jej produkcję w niespełna trzy lata. W 1931 było ich 1600. w dolinie Donu, aby nadzorować wydajność kopalń węgla. Zresztą, to właśnie komisja kierowana przez eksperta niemieckiego Reichlina w 1925 zbadała i wybrała nadające się do eksploatacji złoża Donbasu. Stało się to możliwe dzięki wyposażeniu dostarczonemu przez „Kruppa” i „Koppers A.G.” (firmę niemiecko-amerykańską). Ta ostatnia firma dostarczyła większość pieców koksowych w ZSSR i pozwoliła, wraz z innymi firmami niemieckimi, zwiększyć z 7 do 23 milionów ton rocznie produkcję koksu. Na Uralu wielkie piece i inne wyposażenia „Ugostalu”, „Demagu” i „Freyna” zapewniły produkcję stali, która od zera wzniosła się do 2 milionów 500 tysięcy ton w 1929. Takie same sukcesy odnotowano w dziedzinie budowy zakładów konstrukcji maszyn. Tak na przykład „Uralmasz”, uruchomiony w 1933 przez Niemców, będzie dostarczał ZSSR nie tylko urządzeń górniczych dla wydobywania rud, ale, od 1936, części do konstrukcji łodzi podwodnych. 12 tysięcy robotników, nadzorowanych przez 150. Niemców, budowało ten kompleks przez trzy lata Tę listę można rozszerzyć o produkcję łożysk kulkowych, wyposażenia do budowy elektrowni, produkcję rur stalowych, wydobycie metali nieżelaznych itd.

I na koniec: koleje, produkty chemiczne i gazy toksyczne

Wydaje mi się, że wystarczy zamknąć tę ocenę konsekwencji Rapallo kilkoma równie ważnymi danymi. Jeszcze w 1920, na ogólny park 16 tysięcy lokomotyw w Rosji mniej niż 6 tysięcy było zdatnych do użytku. I to właśnie Niemcy, z finansami „Kruppa”, „Deutsche Bank”, firmy „MAN” i „Henschel und Sohn”, w ciągu trzech i pół roku odbudowali i uruchomili kolejnictwo ZSSR. Tysiąc pięćset lokomotyw zostało zakupionych za granicą, sprowadzonych w częściach z Niemiec i ze Szwecji i złożonych w Piotrogradzie pod kontrolą głównego inżyniera Waldemara Sommermeyera. W 1932 olbrzymi kompleks Magnitogorska, fabryki Kramatorska i Stalingradu pracowały dzięki nadzorowi prawie 300 Niemców, do których dołączyło 780 Amerykanów. Wszystkie systemy chłodzenia, które funkcjonowały w Rosji w 1926 i później, były montowane przez „MAN” (Augsburg) oraz firmy A.Reidingera i A.Borsiga. Zaś „Deutz A.G.” zapewniała w tym samym okresie 80% produkcji silników dieslowskich, turbin, pomp itd., dla kraju Sierpa i Młota. Chociaż „IG Farben” odmówił sprzedaży swych patentów, niemniej jednak uczestniczył on, wraz z „Bergen und Wirth”, w dostawach dla ZSSR barwników, podczas gdy trzy firmy niemieckie z Frankfurtu i Berlina miały do 1929 wyłączność na dostawy kwasu siarkowego. Firma „Stolzenberg” z Hamburga, specjalizująca się w produkcji iperytu, zbudowała w Iwaszenkowie fabrykę, która istnieje jeszcze dzisiaj, pod inną nazwą. Doktor Speich, specjalista od gazów trujących, i kapitan Nolte, specjalista od broni chemicznej, byli tymi, którzy w 1928 uruchomili w ZSSR zakłady do produkcji tego typu, wraz z bazą doświadczalną w obozie specjalnym w rejonie Saratowa.

Poważne implikacje polityczno-wojskowe

Moje wyliczenie pozwala zrozumieć nostalgię ZSSR za Rapallo, powtarzaną okresowo po 1949. Personel sowiecki i niemiecki okresu lat 1922-1933 rozumiał się doskonale. Z wyjątkiem funkcjonariuszy NKWD, odpowiedzialnych za jego nadzorowanie, i kilku wysokich sowieckich oficerów sztabu generalnego lub służby wywiadu, zaszokowanych już po 1935, że w otoczeniu Stalina zdecydowano się, tak wyglądało, na ponowne podjęcie tego minionego porozumienia, wielu uczonych, specjalistów i dyplomatów sowieckich żałowało tych dwóch lub trzech lat ochłodzenia kontaktów z Berlinem i witało gorąco, w 1937, podejmowane na nowo próby pogłębienia stosunków z Hitlerem. Ale już u progu lat trzydziestych liczne konsekwencje wypływały z porozumienia niemiecko-sowieckiego. Ze strony ZSSR wspierało ono tendencję do swoistego nacjonal-sowietyzmu, całkowicie imperialistycznego, wśród tych, którzy widzieli niemożność komunizmu bez ojczyzny i granic, o którym marzono na początku wieku. Ze strony niemieckiej, szeroka symbioza sztabu generalnego, przemysłu i banków wiodła prosto do finansowania z „czarnych” kas Reichswehry i z zysków ze współpracy przemysłowej z ZSSR dwóch nurtów, już wtedy rywalizujących o sukcesję po ginącym liberal-socjalizmie: nurtu nacjonalistów monarchistycznych i centrowych i nurtu nacjonal-socjalistów, będących w stanie ciągłej licytacji politycznej z poprzednimi. Dzięki temu tajnemu finansowaniu, Kurt von Schleicher, wspierany przez „Stalowe Hełmy”, przedstawił w 1925 plan mobilizacji, który pozwalałby potroić za jednym zamachem siły dopuszczone Traktatem Wersalskim. Schleicher zwielokrotnił w tym samym czasie liczbę towarzystw szkolących oficerów. Dla przykładu: „Wojskowe Towarzystwo Studiów Naukowych i Politycznych”, którego dyrekcja skupiła wybitnych wyższych oficerów związanych ze „Stowarzyszeniem Schlieffena”, odpowiedzialnym za oficerów rezerwy; „Stowarzyszenie Scharnhorsta”, mające ten sam cel; „Wewia”, która, poczynając od 1931, będzie się skupiać na zagadnieniach wojen współczesnych; wreszcie „Towarzystwo Statystyczne”, finansowane przez przemysłowca Borsiga, odpowiedzialne za znajdywanie i dostarczanie surowców niezbędnych do fabrykacji broni, których produkcja została uruchomiona w ZSSR. Borsig był jednym z głównych finansistów Hitlera. Współpraca ta, na płaszczyźnie wojskowej, mogła skończyć się tylko poddaniem kontynentu przymierzu niemiecko-sowieckiemu, a więc wojną, albo sytuacją, w której dwaj wspólnicy zaczną się siebie obawiać i każdy będzie chciał wygrać słabości rozpoznane u drugiego. A to również oznaczało wojnę, i nie tylko miedzy nimi, ponieważ cały świat będzie żył wkrótce pod hasłami rzekomej wojny „faszyzmu” i „antyfaszyzmu”. To co Weimar poręczał,wówczas, pod pretekstem, że odprężenie polityczne i porozumienie handlowe Wschód-Zachód zapewni pokój, to samo poręczają dzisiaj Europa i Ameryka na skalę światową, od czasu, gdy na początku lat sześćdziesiątych pojawił się ten sam mit. Weimar wierzył, że ZSSR „będzie ewoluował” na dłuższą metę na skutek rozwoju przemysłowego. ZSSR grał na pozór w tę grę, ale ani na chwilę nie rezygnował ze swych okrucieństw (koniec okresu Rapallo jest okresem ludobójstwa „kułaków” i początkiem wielkich czystek). Ani nie zapomniał o swym celu: wszechświatowej rewolucji. Tak samo jest dzisiaj, gdy odprężeniu towarzyszy podtrzymywanie systemu obozów koncentracyjnych i „psychuszek” oraz ciągle rozwijające się wywrotowe i wojskowe osadzanie się Sowietów na wszystkich kontynentach.

Przygotowania do wojny powietrznej

Wracając do współpracy po Rapallo, niosła ona w sobie i wojnę, i jej implikacje militarne, które, co zaraz wyszczególnimy, były niezwykłej wagi, zarówno doraźnie, jak dla nadchodzącego dziesięciolecia. Zacznijmy, na przykład, od dziedziny lotnictwa. W Fili firma „Junkers” zbudowała fabrykę, która od 924 produkowała 300 samolotów rocznie; z nich, jak było przewidziane w pierwszym stadium, 60 szło dla ZSSR, zaś 240 pozostawało w dyspozycji Niemiec, którzy szkolili jednocześnie pilotów sowieckich i swoich własnych. „Fokker” budował zakłady w Moskwie, Leningradzie, Smoleńsku i Kijowie. Fabryka w rejonie Moskwy, „Chmeck”, wypuszczała, począwszy od 1925, 17 samolotów miesięcznie, w tym 4 bombowce. W ciągu trzech poprzednich lat ZSSR zakupił w Holandii 280 szturmowców Fokker D-7. Drugi zakład „Junkersa” powstał w Twerze w 1924. Finansował go, na 40 milionów marek kredytu, przemysłowiec, magnat Ruhry Hugo Stinnes, na prośbę von Schleichera. Dołożył on wkrótce potem 100 milionów marek, aby zwiększyć produkcję w Fili. Otóż Stinnes był jednym z tych, którzy witali inflację początku lat dwudziestych jako środek narzucenia w Niemczech dominacji pewnego kapitalizmu. W 1923 podtrzymywał on antyfrancuskie manifestacje w Ruhrze, w towarzystwie Emila Kirdorfa, Alberta Voeglera i Fritza Thyssena. Stinnes wycofał się, zrujnowany, w zimie 1926/1927, ale trzej ostatni połączyli się wówczas w łonie trustu stali „Vereinigte Stahlwerke” i byli w 1929 ofiarodawcami części funduszy, które uratowały nazizm w okresie, gdy od siedemnastu miesięcy wytracał on impet. Nie działali oni w ten sposób kierując się ukrytymi motywami, wygrywania w określonej chwili nazizmu przeciw komunizmowi, ale aby zapewnić sobie, że podtrzymywana przez nich partia porządku połączy się, za ich pośrednictwem, z partią porządku sowieckiego, w celu narzucenia Europie ich dwugłowego imperium, idei, która, jak widzieliśmy, była wiele razy wyrażana w tamtej epoce. Na razie materiały dla przemysłu lotniczego były dostarczane z Niemiec przez firmy mieszane „Derutra” i „Russgetorg” morzem, koleją i samochodami. Różnorodnych silników dostarczała „Deutz A.G.”. Skrzydła i kadłuby pewnych modeli importowano czasami z USA, ponieważ wiele z nich było kopiami modeli amerykańskich lub angielskich, na przykład De Havilland „Tiger Moth” (używany jeszcze w latach sześćdziesiątych). Materiały te były często importowane z wykorzystaniem oszustw. Tak na przykład, w latach 1925-1929, via sławna „Hamburg-Amerika Line” importowano do Leningradu od 150 do 200 silników najnowszych modeli Curtiss i 488 silników Liberty, zakupionych przez Maxa Rabinowa, który aż do tego czasu był w Stanach Zjednoczonych nauczycielem tańca… Zakupy te, w których ZSSR zaoferował dziesięciokrotną wartość ceny realnej, aby tylko otrzymać silniki, finansowała „Chase National Bank”. Gdy tylko zostały one dostarczone do ZSSR, inżynierowie niemieccy i ich sowieccy wspólnicy zaczęli je studiować, kopiować, ulepszać. Powiązania z lotnictwem cywilnym, zapewnione przez towarzystwo mieszane „Deruluft”, służyły szkoleniu pilotów, którzy byli odpowiedzialni tak samo za rozwój sieci sowieckiego lotnictwa cywilnego (która wzrosła w ten sposób z 6 tysięcy do 29 tysięcy kilometrów w latach 1922-1930), jak za sieć lotnictwa niemieckiego „Lufthansa”, kierowaną przez Eberharda Milcha, która po-troiła się między rokiem 1923 i 1931.

W Lipecku „czwarta eskadra czerwonego lotnictwa” była wielką szkołą niemiecką

Traktat Wersalski zezwalał Niemcom na szkolenie pięciu pilotów wojskowych rocznie. Dzięki ZSSR, od 1925 Berlin szkolił ich o czterdziestu więcej. Szkoły lotnictwa w ZSSR były najpierw finansowane w oparciu o „Fundusz Pomocy Robotnikom Ruhry”. Szkoła główna, dla samolotów ciężkich i lotnictwa, znajdowała się w Lipecku. Inna, dla oficerów, w Borisoglebsku niedaleko Saratowa. Szkoła w Lipecku liczyła nie mniej niż sześćdziesięciu pilotów instruktorów, w asyście około setki techników, wszystkich niemieckich, dla utrzymywania terenu i maszyn. Wszystko to pod szyldem „czwartej eskadry czerwonego lotnictwa”. Po 1926 utworzono inną szkołę na Krymie, na północ od Sewastopola. Stan osobowy, z 26  instruktorów w 1922 i 60 w 1925, wzrósł do 300.  Wszyscy lotnicy niemieccy, którzy służyli na frontach drugiej wojny w latach 1939-1942, byli kształceni w tych warunkach. W tym piloci sił lotniczych marynarki wojennej, szkoleni w Kronsztadzie, gdzie baza była całkowicie wyposażona przez „Dorniera”.W sumie, już w 1929, na 1200 maszyn wojskowych, którymi dysponował ZSSR (wliczając w to 160 samootów lotniczych sił morskich), 440 było pochodzenia niemieckiego, 96 włoskiego faszystowskiego (przede wszystkim hydroplany Savoia i Moschi, a następnie helikoptery Isacco), i setka kopii z modeli amerykańskich, angielskich i francuskich. 

Pierwsze sowieckie łodzie podwodne są niemieckie i… faszystowskie włoskie

Berlin powierzył admirałowi von Hintze, we wrześniu 1923, wprowadzenie w życie tajnych porozumień zawartych z ZSSR w dziedzinie marynarki wojennej. Firmy „Krupp” i „Blohm und Voss” (z Hamburga) zbudowały wówczas bazy i przygotowały do ponownego użytku porty, jak na przykład port w Leningradzie, niezdatny do użytku od 1921. Jeżeli chodzi o flotę handlową, to na przykład Sutton podaje, że 75% tonażu sowieckiego, będącego w służbie od 1930 do 1945, zostało dostarczone dzięki pomocy zagranicy, w tym 20% całego tonażu przez Niemcy. Telegram przechwycony w lecie 1923 przez tajne służby amerykańskiego wywiadu wojskowego potwierdzał od tego momentu istnienie tajnych klauzul, dotyczących dziedziny wojskowej, w traktacie z Rapallo. Sutton robi z niego użytek, cytując rozkaz przesłany wówczas attache wojskowemu ZSSR w Berlinie: „…zorganizować przerzut do ZSSR 1200. niemieckich instruktorów marynarki wojennej.” Oczywiście, po 1933 Stany Zjednoczone, za pośrednictwem około 20. firm, zastąpią Niemców, tak jak w innych dziedzinach. Francja była w tym wszystkim obecna od samego początku, między innymi z firmą „Nieuport”. W 1926 admirał niemiecki Spindler przybył zresztą do ZSSR, wizytował port w Leningradzie i omawiał sprawę budowy lodzi podwodnej typu B-III, która będzie w cztery lata później jedną z najlepszych w tamtych czasach. Niemcy wywiodą z tego modelu swój typ VII, a ZSSR, poczynając od 1937-1938, swoich szesnaście łodzi podwodnych „Szuka”. Naczelny inżynier niemieckiej marynarki wojennej, Ledeke, nadzorował w 1931, po okresie prób, budowę tych łodzi podwodnych i piętnastu innych jednostek morskich, w tym wielu kontrtorpedowców, które weszły do służby w Niemczech w 1939. Było mu o tyle łatwiej, że w tym czasie podjęto na nowo współpracę niemiecko-sowiecką. Nie można nie dodać, że faszystowskie Włochy dostarczyły ze swej strony Związkowi Sowieckiemu 25 łodzi podwodnych (model „Garibaldiec” i „Prawda”, od 1200 do 1800 ton) w latach 1933-1935, obok 76, które zbudowali dla Moskwy inżynierowie niemieccy.

Niemieckie fabryki oraz szkoły artylerii i broni pancernej

Produkcja armat i pojazdów opancerzonych zajmowała trzecie miejsce w produkcji wojskowej pod egidą „GEFU” i Sekcji „R”. Firma „Krupp” zbudowała w Tule, w Leningradzie, w Schlisselburgu oraz w centralnej Azji siedemnaście fabryk produkujących działa i amunicję. Te ostatnie dostarczały w 1927   300 tysięcy pocisków rocznie. Również „Krupp” zbudował w Moskwie fabrykę Nr 8 (dział piechoty) i zorganizował w Ludze koło Leningradu główny poligon, gdzie szkolili się Niemcy. Wszystkie czołgi i samochody pancerne używane i przez Niemców po 1937 zostały opracowane i zbudowane w ZSSR przez firmy „Rheinmetall”, „Krupp”, „Daimler” i ,.Gute Hoffnungshute”. Części zamienne szły przez Szczecin i Leningrad do kompleksów Kamy, usytuowanej na wschód od Kazania. Tam, gdzie od połowy lat sześćdziesiątych firmy „Renault” i „Fiat”, wraz ze swym : wyposażeniem, umożliwiają Moskwie produkcję j ciężarówek i aut na swych licencjach. W „Zentrale Moskau” major „Neumann” nadzorował kursy instruktażu przyszłych „Panzerdivisionen” niemieckich, w miarę jak kończono montaże. Na miejscu generał Lutz i pięciu czy sześciu wyższych oficerów organizowało dwuletnie kursy inżynierów i kierowców pojazdów opancerzonych. Trzeba było wkrótce otworzyć drugi obóz szkoleniowy w Katordze koło Moskwy.

Liczne eksperymenty z gazami toksycznymi

Dwustu pięćdziesięciu oficerów, specjalistów od wojny chemicznej, wysłanych do ZSSR przez doktora Speicha i kapitana Nolte, nie traciło czasu od 1922. Po przeprowadzeniu kontroli poszukiwań i fabrykacji chemicznej materiałów wybuchowych w Biersolu koło Trocka, wybrali oni obóz Tomka, koło Saratowa, w celu przeprowadzenia szerokich programów doświadczalnych. „IG Farben”, „Stolzenberg”, „Badische Anilin” tworzyły bazę dla tych prac, nawet jeżeli, jak to już wspomnieliśmy, pierwsza z tych firm robiła wszystko, aby nie przekazywać swoich tajemnic ZSSR. Wolała ona, jak się wydaje, strzec pewnych swych odkryć (jak na przykład Cyklon-B) w tajnych laboratoriach, które razem ze „Standard Oil” Rockefellerów i „General Motors” zbudowała w 1927 w Stanach Zjednoczonych. Te trzy firmy niemieckie zatrudniły swoich inżynierów-chemików w Samarze, w Twerze i w Mchecku. W 1928, generał-major von Blomberg (następca von Seeckta) przybył w celu inspekcji ich badań i wyników. Konferował on zresztą z marszałkiem Woroszyłowem i uzgodnił z nim eksperymenty wojny chemicznej, które przeprowadzono w roku następnym z udziałem trzydziestu specjalistów niemieckich.

Angielski minister wojny „nie niepokoi się tym wcale”

Brytyjski historyk Cookridge podaje w swej biografii generała Gehlena, że po powrocie z podróży do Londynu w 1930 pułkownik von Bredow, szef wywiadu niemieckiego, gratulował sobie postawy brytyjskiej wobec Niemiec. Wiceadmirał Domville, naówczas szef wywiadu angielskiej marynarki wojennej, przyjął go w Londynie serdecznie. Zaś minister wojny Jego Królewskiej Mości przytaknął konfidencjonalnie, że „nie niepokoi się wcale niemieckimi zbrojeniami”. Oczywiście, Anglicy śledzili z bliska rozwój niemieckiej armii, marynarki i przemysłu lotniczego, ale, według von Bredowa: „tajne służby Londynu powstrzymywały się generalnie od komunikowania Francuzom informacji, które otrzymywali o pogwałceniach Traktatu Wersalskiego”. Bredow dał jednak rozkaz uniemożliwienia, bardziej niż kiedykolwiek, przecieków na temat produkcji w ZSSR i wyposażania Reichswehry w artylerie, armaty D.A.C., działa przeciwczołgowe, pociski toksyczne i miotacze ognia.

Przymierze drogie obu partnerom, szczególnie Sowietom

Atmosfera niemiecko-sowiecka w 1930 była tak dobra, że dyplomata niemiecki Bergen, niegdyś odpowiedzialny za kontakty z Gelfondem w celu finansowania rewolucji 1917, otrzymał wówczas w Rzymie, gdzie znajdował się na  placówce, charakterystyczny rozkaz. Nie powinien uczestniczyć pod żadnym pozorem w ceremonii zorganizowanej przez Piusa X, bowiem papież, mówiono mu, „ma wyraźnie przypomnieć oprymowaną ludność Rosji i Pańska obecność stwarzałaby ryzyko narażenia na niebezpieczeństwo stosunków handlowych niemiecko-sowieckich”. 28 grudnia 1933, dziesięć miesięcy po spaleniu Reichstagu i jedenaście po dojściu Hitlera do władzy, W.Mołotow deklarował: „Nasze stosunki z Niemcami zajmowały zawsze szczególne miejsce(…) ZSSR nie ma żadnej racji, aby zmieniać swą politykę pod tym względem.”29 grudnia 1933, minister spraw zagranicznych ZSSR Litwinów podkreślił przed deputowanymi Rady Najwyższej, po dyskursie przewodniczącego Rady W. Mołotowa: „Jesteśmy złączeni z Niemcami od dziesięciu lat szerokimi więzami ekonomicznymi i politycznymi (…) I Niemcy, i my odnieśliśmy ogromne korzyści z tych dobrych stosunków (…) i możemy tylko wygrać, postępując tak dalej.” 26 stycznia 1934, przed XVIII Zjazdem sowieckiej kompartii, Stalin potwierdził: „Zapewne jesteśmy dalecy od entuzjazmowania się niemieckim reżimem faszystowskim. Ale ten faszyzm nie powinien być oskarżany z tej racji, że nie przeszkodził on, na przykład, w ustanowieniu znakomitych stosunków z Włochami.” „Ze strony sowieckiej – zauważało w lipcu 1955 paryskie pismo „Est et Ouest” – ubolewano mocno z powodu ochłodzenia stosunków z Niemcami (hitlerowskimi).” Generał Koestring, mianowany attache wojskowym w Moskwie, był przyjęty wyjątkowo ciepło. Pozostanie on zresztą, nawet po 1945, gorącym zwolennikiem przymierza niemiecko-sowieckiego. Zaś w listopadzie 1934, generał-major von Blomberg uczestniczył w bankiecie wydanym przez Sowietów z okazji rocznicy Rewolucji Październikowej i wznosił toasty za Armię Czerwoną. Litwinów oświadczył 9 grudnia 1934: „ZSSR nieprzerwanie życzył sobie zawsze dobrych stosunków, we wszystkich dziedzinach, z Niemcami.” W dwadzieścia dni później Berlin przyznał ZSSR poważne kredyty, które na wiosnę 1935 zostały skonkretyzowane w umowie, przyznającej na długi termin 200 milionów marek w złocie. W tym momencie Karol Radek mówił do W.G.Krywickiego, szefa wywiadu sowieckiego na Europę Zachodnią: „Trzeba być szalonym, aby wyobrażać sobie, że możemy zerwać z Niemcami. To, co piszę, to jedna rzecz, ale rzeczywistość to druga.”

Literatura:

1. P.Villemarest – „Źródła finansowe komunizmu i nazizmu” – Warszawa 1997.

Międzynarodowe kartele warunkujące rozwój III Rzeszy.

Dodaj komentarz

I.G. FARBEN

Kartel I.G. Farben został utworzony w 1925 roku przez Hermana Schmitza, zresztą dzięki ogromnemu finansowemu wsparciu ze strony Wall Street.  W jego skład weszło sześć, już wcześniej istniejących dużych niemieckich firm z branży chemicznej – „Badische Anilin”, „Bayer”, „Agfa”, „Hoechst”, „Weilerter-Meer”, „Griesheim-Elektron”. Firmy te polączono w jeden kartel o nazwie „Inernationale Gesellschaft Farbenindustrie A.G.” –  w skrócie „I.G. Farben”. Co ciekawe w skład międzynarodowej rady nadzorczej  „I.G. Farben” i to aż do 1938 roku, wchodził  Max Warburg ze znanej dynastii bankierskiej. Z kolei jego brat Paul Warburg był jednym z inicjatorów powołaniaSystemu Rezerwy Federalnej w USA, jak również znajdował się on w zarządzie „American I.G.”  ([1] str. 33). Była to amerykański oddział  „I.G. Farben”,  powstały zresztą dzięki  funduszom w wysokości 30 milionów dolarów otrzymanych w 1929 roku z  Wall Street  ([1] str. 34). Dyrektorzy „American I.G.”  stanowili elitę finansową ściśle powiązaną z kapitałem międzynarodowym. Przykładowo w latach 1930-tych byli nimi  ([1] str. 48) : 

C.E.Mitchell – dyrektor „National City Bank” (Rockefeller) oraz „Federal Reserve Bank of New York”

Edsel B.Ford  – prezes „Ford Motor Company”, syn Henry Forda

W.C.Teagle – dyrektor „Standard Oil of New Jersey” Rockefellera

Paul Warburg –  „Federal Reserve Bank of New York” oraz prezes „Bank of Manhattan” 

Później, bo w 1956 roku, banki „Chase” (Rockefellerów) i „Manhattan” (Warburgów) połączyły się w jeden  „Chase-Manhattan Bank”.

Dyrektorzy „American I.G.” w latach 1930-tych ( [1] str. 46).

Dyrektor „American I.G.”

Obywatelstwo

Powiązania z innymi firmami i instytucjami

Carl Bosch

niemieckie

Ford Motor Co. A-G
Edsel B.Ford amerykańskie Ford Motor Co. Detroit
Max Ilgner niemieckie I.G. Farben(uznany winnym w procesie w Norymberdze)

F.T.Meer

niemieckie

(uznany winnym w procesie w Norymberdze)
H.A.Metz amerykańskie dyrektor I.G. Farben (Niemcy) orazBank of Manhattan (USA)
C.E.Mitchell amerykańskie dyrektor Federal Reserve Bank of New York orazNational City Bank
H.Schmitz niemieckie I.G.Farben (Niemcy) , Deutsch Bank (Niemcy) orazBank for International Settlements

(uznany winnym w procesie w Norymberdze)

W.Teagle amerykańskie dyrektor Federal Reserve Bank of New York orazStandard Oil of New Jersey
W.H.Rath amerykańskie dyrektor AEG – General Elecrtic
Paul Warburg amerykańskie  Federal Reserve Bank of New York orazBank of Manhattan
W.E.Weiss amerykańskie Sterling Products

Dyrektorzy „American I.G.”  (oddział „I.G.Farben” w Stanach Zjednoczonych) byli także prominentnymi przedstawicielami finansjery Wall Street i amerykańskiego przemysłu  ( [1] str.47).

Co ciekawe z całego zarządu „American I.G.” jedynie trzej niemieccy dyrektorzy tj. W.Schmitz, F.T.Meer, M.Ilgner  zostali uznani za winnych w procesie w Norymberdze. O udziale pozostałych jakoś dziwnie „zapomniano”. Jak się okazuje dyrektorzy „I.G. Farben” wspierali materialnie Hitlera i jego partię także bezpośrednio. A.C.Sutton  podaje przykład przelewu  w wysokości 400 000 marek dokonanego  na specjalny fundusz polityczny Hitlera, który pomógł mu w przejęciu władzy w 1933 roku ([1] str. 34). Ponadto zdaniem wielu fachowców hitlerowskie Niemcy nie mogłyby rozpocząć wojny w 1939 roku bez istnienia „I.G. Farben”. W 1938 roku kartel ten kontrolował 380 firm w Niemczech i 500 filii za granicą  ([1] str. 34), a siedem lat później miał  decydujący udział w gospodarce III Rzeszy produkując między innymi: 100% niemieckiego syntetycznego kauczuku, 95%  gazów trujących (w tym Cyklon B służący do uśmiercania  ludzi w obozach koncentracyjnych), 84%  materiałów wybuchowych, 70% prochu, 46% paliwa wysokooktanowego dla samolotów, 30% kwasu siarkowego ([1] str. 36). Jak podaje A.C.Sutton  raport z 1942 roku (The Kilgore Committee Report) wskazuje, że  wszyscy dyrektorzy „I.G.Farben” , także ci ze Stanów Zjednoczonych („American I.G.”) , zdawali sobie doskonale sprawę z istnienia hitlerowskich obozów koncentracyjnych i faktycznego przeznaczenia gazów trujących produkowanych przez ich kartel  ([1] str. 37). Z wiadomych względów w 1939 roku zmieniono formalnie nazwę amerykańskiej filii „I.G. Farben” z „American I.G.” na „General Aniline & Film”, co w żadnym wypadku nie zakłóciło dalszej owocnej współpracy z gospodarką hitlerowskich Niemiec ([1] str. 153). 

Zlecenie przelewu z datą 27 lutego 1933 r. na sumę 400 000 marek (RM) z  „I.G. Farben” do „Delbruck, Schickler Bank” w Berlinie na konto „Nationale Treuhand” – czyli  fundusz wyborczy Hitlera, zarządzany przez Hjalmara Schachta i Rudolfa Hessa ( [1] str.64).

Zródło – Trybunał w Norymberdze , dokument nr. 391-395.

AEG – GERMAN GENERAL ELECTRIC

Założycielem „AEG” czyli „Allgemeine Elekrizitats Gesellschaft” był w XIX wieku żydowski  przemysłowiec Emil Rathenau. Począwszy od 1899 roku funkcję dyrektora tej firmy objął jego syn Walhter Rathenau , który pozostawał na tym stanowisku aż do swojej śmierci w 1922 roku. Co ciekawe tenże Rathenau, pełniący również funkcje ministra spraw zagranicznych Republiki Weimarskiej, był zwolennikiem koncepcji „przemysłu zorganizowanego pod kontrolą państwa, w kierunku Ogólnoświatowej Organizacji Ekonomicznej” jak również bolszewizmu „jako systemu prezentującego wielkość, do którego  należy przyszłość „ ([2] str. 153). W radach nadzorczych „AEG” i około stu spółek, które powołały Rathenaua do swego kierownictwa  można odnaleźć także znanego już Owena Younga , który dał swoje imię planowi odbudowy Niemiec 1928 r. i który już wcześniej zasiadał w komisji opracowującej Plan Dawesa w 1924 r ([1] str. 57). Young , prezes firmy „General Electric” kontrolowanej przez J.P.Morgana był, wspierany przez Gerarda Swope, prezesa równocześnie „International General Electric”, „National City Bank”, „RCA”, sieci radiowych „NBC” i niemieckiego trustu lamp „Osram”.  Postacie te są  warte wspomnienia gdyż są one orędownikami „socjalizmu korporacyjnego” reprezentując ciągle interesy tej samej grupy ludzi, którzy najpierw finansują Weimar, następnie Trzecią Rzeszę, Mussoliniego oraz socjalizm sowiecki , a później socjalistów amerykańskich, to znaczy Roosevelta i jego program „New Dealu”.   We wszystkich tych przypadkach zastosowano ten same zasady, czyli – „Państwo-Cezar i jego jedyna partia decydująca, wcielająca i kontrolująca gospodarkę i społeczeństwo .”  ([2] str. 146-147). Podobnie jak inne firmy na terenie Niemiec, tak i „AEG”  zawdzięczało swój dynamiczny rozwój głównie pożyczkom z zagranicznych banków. Dzięki tym ogromnym funduszom nastąpiła kartelizacja niemieckich firm i obsadzenie ich rad nadzorczych osobami powiązanymi z międzynarodowym kapitałem. W przypadku „AEG” nici tych powiązań prowadzą do firmy „General Electric Company” kontrolowanej przez Morgana.  Od 1915 roku jedna z jej struktur czyli „International General Electric” , mająca zresztą swą siedzibę przy 120 Broadway,  zajmowała się zagranicznym inwestowaniem swych środków finansowych ([1] str. 55). Pod koniec lat 1920-tych dzięki tym działaniom „General Electric”  przejmuje w znacznym stopniu kontrolę nad firmami „AEG” i „Osram”. W 1929 roku  na mocy  porozumień osiągniętych z trzema niemieckimi przedsiębiorstwami: „AEG”, „Siemens & Halske” oraz „Koppel & Co.” – „General Electric”  wykupiła 25% udziałów „AEG” oraz blisko 17% udziałów  „Osram” i  zaczęła mieć wpływ na kontrolę  rynku produkcji lamp. Oprócz tego zawarte wówczas porozumienia umożliwiły również dostarczenie niemieckim firmom amerykańskiej technologii i patentów ([1] str. 52). Niedługo poźniej , bo w latach 1930-tych  „General Electric” była już w 30% właścicielem „AEG” i miała  tutaj swoich czterech amerykańskich dyrektorów (Young, Swope, Minor, Baldwin). Stanowiło to największy pojedynczy udział w tej firmie  i w konsekwencji także największy wpływ na jej politykę ekonomiczną i finansową. ([1] str. 59). Oprócz wymienionych osób wśród dyrektorów „AEG” można znaleźć także Roberta Pferdmengesa z  banku Oppenheima (także finansującego Hitlera) oraz Gunthera Quandta , posiadającego 75% udziałów w niemieckiej firmie „Akumulatoren-Fabrik” ([1] str. 55).  Tak więc „General Electric” był nie tylko współwłaścicielem niemieckich firm „AEG” i „Osram” , ale był także powiązany z „Akumulatoren-Fabrik” jak również z koncernem Kruppa. Jak wiadomo  firmy te miały duży udział w bezpośrednim dostarczaniu finansów na fundusz wyborczy Hitlera, który umożliwił  mu  przejęcie władzy w 1933 roku ([1] str. 55).  

Powiązania „International General Electric” z siedzibą przy 120 Broadway w Nowym Jorku z  funduszem wyborczym Hitlera, czyli kontem  „Nationale Treuhand” , administrowanym przez Hjalmara Schachta i Rudolfa Hessa ( [1] str.58). 

Tylko w okresie od jesieni 1932 do marca 1933 na to konto wpłacono Hitlerowi i NSDAP ponad 2 000 000 dolarów ( [2] str.180).

Zlecenie przelewu z datą 2 marca 1933 r. na sumę 60 000 marek (RM) z  „AEG-German General Electric” do „Delbruck, Schickler Bank” w Berlinie na konto „Nationale Treuhand” – czyli fundusz wyborczy Hitlera, zarządzany przez Hjalmara Schachta i Rudolfa Hessa ( [1] str.56).

Zródło – Trybunał w Norymberdze , dokument nr. 391-395.

STANDARD OIL

Rola, kontrolowanej przez Rockefellerów, firmy „Standard Oil” w przygotowaniu hitlerowskich Niemiec do II wojny światowej była niezwykle istotna. Niemcy nie posiadały    wystarczających ilości ropy naftowej w celu wyprodukowania  paliwa do prowadzenia nowoczesnej, opartej o sprzęt zmotoryzowany, wojny. Przykładowo w 1934 roku aż 85% produktów końcowych przetwarzania ropy naftowej pochodziło z importu. Rozwiązaniem tego problemu było wytwarzanie benzyny syntetycznej w oparciu o własne, bogate złoża węgla. Jak się okazuje udoskonalenie  technologii umożliwiającej taką produkcję, w której wykorzystano  proces tzw. hydrogenizacji (uwodornianie węgla),  zostało sfinansowane i przeprowadzone w laboratoriach „Standard Oil” w USA we współpracy z „I.G. Farben”  ([1] str. 67). W wyniku umów zwartych w 1929 roku , odnowionych potem w 1937 roku „w Teksasie i New Jersey zostały zbudowane wspólne laboratoria . Jednym z produktów ich doświadczeń będzie sławny gaz Cyklon-B .” Jak podaje w swoim, raporcie z października 1936 roku ambasador amerykański w Berlinie, William Dodd  – „… tylko w bieżącej chwili ponad setka korporacji amerykańskich utrzymuje tutaj swoje filie i stosuje umowy o współpracy (…) „Du Pont” jest głównym partnerem „I.G. Farben” , „Standard Oil” , który kazał wpłacić tutaj w grudniu dwa miliony dolarów, podpisał kontrakt na 500 000 dolarów rocznie jako subwencje, aby pomóc w produkcji gazu syntetycznego na użytek wojskowy (…) „International Harvester” według świadectwa swego prezesa zwiększył  tutaj o 33% swoje roczne obroty (…) Nasze firmy lotnicze („Bendix Aviation”) zawarły porozumienie z Kruppem … Tak samo „General Motors” i „Ford” (…) „Vacuum Oil” zainwestowała już sześć milionów marek …  ” W Waszyngtonie raporty te zostały schowane do szuflady, podczas gdy prasa kontrolowana przez Franklina Delano Roosevelta i jego przyjaciół oburzała się „postępem faszyzmu w Europie” . ([2] str. 175-177). Zresztą ówczesny prezydent USA był świetnie zorientowany w całej sytuacji. Sam będąc benificjentem spekulacji dokonywanych na niemieckiej marce aż do 1924, miał również w swoim otoczeniu finansistów mocno zaangażowanych w rozwój gospodarczy hitlerowskich Niemiec. Innymi przykładem  udziału „Standard Oil” we wspomaganiu gospodarki III Rzeszy było dostarczenie technologii wytwarzania syntetycznego kauczuku oraz etylu, mającego duże znaczenie jako składnik paliwa używany do zwiększania wydajności i żywotności silników w lotnictwie i  pojazdach samochodowych. W 1924 roku założono w Nowym Jorku „Ethyl Gasoline Corporation” , która była własnością „Standard Oil Company of New Jersey” i „General Motors Corporation”, w celu kontroli i wykorzystania amerykańskich patentów na wytwarzanie i dystrybucję czteroetylku ołowiu  i  etylu  i w USA i za granicą. Początkowo wytwarzanie tych produktów odbywało się jedynie w Stanach Zjednoczonych, jednak już w 1935 roku  firma „Ethyl Gasoline Corporation” przekazała tajemnicę ich produkcji hitlerowskim Niemcom. Z kolei , gdy w 1938 Luftwaffe pilnie potrzebowała 500 ton czteroetylku ołowiu , wówczas to firma „Ethyl Export Corporation” z Nowego Jorku  pożyczyła owe 500 ton przekazując je za pośrednictwem  „Ethyl G.m.b.H” w Niemczech  ([1] str. 73-74). Podsumowując obecność „Standard Oil” w rozwoju gospodarki III Rzeszy, należy stwierdzić ,że nie ograniczała się ona tylko do  przekazywania patentów i ulepszania technologii produkcji syntetycznej benzyny czy też kauczuku , ale wiązała się także z projektowaniem i budową nowych fabryk produkcji paliw w Niemczech. Dokonano przy tym pewnego podziału rynku, bowiem „Standard Oil” zatrzymał dla siebie monopol w dziedzinie produktów naturalnych ropy naftowej i kauczuku, odstępując „I.G. Farben” i jej filiom monopol produktów syntetycznych. których wydajność została polepszona przez badania we wspólnych laboratoriach w USA ([2] str. 176). Przykładowo w 1934 roku Niemcy produkowały tylko 300 000 ton produktów opartych na ropie naftowej i mniej niż 300 000 ton syntetycznej benzyny. Zaś w 1944 roku,  po przekazaniu przez „Standard Oil of New Jersey” patentów i technologii  produkcji benzyny syntetycznej z węgla, w oparciu o proces tzw. hydrogenizacji (uwodornienie węgla) ,  ilość ta wzrosła do 6 500 000 ton  z czego aż  5 500 000 ton (85%)  stanowiły produkty syntetyczne ([1] str. 21-22).  Co ciekawe firma „Standard Oil” była reprezentowana poprzez  swoją niemiecką filię -„Deutsche -Amerikanische Petroleum A.G.” (DAPAG)   także w tzw. „Kole Keplera”. Koło to , powstałe z inicjatywy Wilhelma Kepplera, prezesa jednej z filii „I.G.Farben”, było w istocie grupą przemysłowców zdecydowanych w 1931 roku na stałe kierowanie funduszy dla NSDAP ([1] str. 178). Jak się okazuje  „Standard Oil” posiadał 94% udziałów firmy „DAPAG” , której dwaj dyrektorzy : Karl Lindemann i Emil Helffrich byli członkami wspomnianego „Koła Kepplera” ([1] str. 76).

I.T.T. – International Telephone and Telegraph

Międzynarodowa korporacja „International Telephone and Telegraph” (ITT) została założona w 1920 roku, oficjalnie przez, urodzonego na Wyspach Dziewiczych, przedsiębiorcę  – Sosthenesa Behna. W istocie „I.T.T.” była kontrolowana przez firmę J.P.Morgana, bowiem skład jej zarządu to ludzie reprezentujący głównie jego interesy. Wprawdzie  przed rokiem 1933 nie ma dowodów na istnienie bezpośrednich wpłat  ze strony „ITT” na rzecz samego Hitlera , to jednak są liczne płatności dokonywane na rzecz funduszu SS  Heinricha Himlera, poprzez niemieckie oddziały tej korporacji takie jak: „Standard Electrizitswerke A.G.”, „C.Lorenz A.G.” czy też „Mix & Genst A.G.”. Pierwsze oficjalne spotkanie Hitlera z przedstawicielami „ITT” ma miejsce w sierpniu 1933 roku. Wówczas  to Sosthenes Behn i jego reprezentant w Niemczech – Henry Manne spotykają się z Hitlerem w Berchtesgaden ([1] str. 79).  W tym czasie „ITT” wraz z „AEG” kontroluje już większość spraw związanych z telefonami i telegrafami w Niemczech  ([2] str. 178). Behn wspierany przez grupy Morgana i Harrimana uczynił podporą interesów „ITT” w Niemczech barona Kurta von Schroedera. W konsekwencji tego „ITT” ([1] str. 178) – „nie przerwał już , aż do 1944 roku, pracy dla zbrojeń Rzeszy , pod kontrolą pewnego człowieka, który był nie tylko bankierem w Kolonii, ale jednym ze stałych przywódców „Koła Keplera” od 1931 roku .”  Kurt von Schroeder należał do najwyższej hitlerowskiej elity jak również miał  ścisłe powiązania z kapitałem międzynarodowym. Urodzony w 1889 roku w Hamburgu, pochodził ze starej żydowskiej rodziny bankierskiej, która została uszlachcona przez króla pruskiego. Jeden z członków tego rodu wyemigrował wcześniej do Londynu , zmienił nazwisko na Schroder i założył firmę bankierską „J.Henry Schroder in London & J.Henry Schroder Banking Corporation in New York”. Również Kurt von Schroeder został  bankierem stając się wspólnikiem w prywatnym banku J.H.Steina w Kolonii. W latach 1933-1944  tenże Schroeder pełnił funkcje niemieckiego reprezentanta w „Banku Rozliczeń Międzynarodowych” (Bank for International Settlements – B.I.S.) , którego inspiratorem był Hjalmar Schacht. Ponadto jak już wspomniano, począwszy od 1933 roku był on reprezentantem interesów „ITT” w Niemczech, znajdując się w radach nadzorczych praktycznie wszystkich niemieckich oddziałów tej korporacji, a więc:  „Standard Electrizitswerke A.G.”, „C.Lorenz A.G.” oraz „Mix & Genst A.G.” ([1] str. 81). Oprócz tego był on także członkiem blisko piętnastu rad nadzorczych w Niemczech, konsulem w Szwecji i przedstawicielem swego krewnego Henry J. Schrodera z Nowego Jorku ([2] str. 179).  Ten ostatni został wspólnikiem Rockefellerów , poprzez utworzoną w 1936 roku  firmę – „Schroder, Rockefeller Corporation & Co. Inc.” z siedzibą przy 48 Wall Street w Nowym Jorku. Jej prezydentem został Avery Fuller z „Schroder Banking Corporation” ,zaś  Avery Rockefeller, syn Percy Rockefellera (brata Johna D.Rockefellera) został wiceprezydentem i dyrektorem ([1] str. 81). To jednak nie koniec tych ciekawych powiązań , gdyż adwokatami Henry Schrodera do spraw biznesu w „ITT” była  spółka  prawnicza „Albert & Westrick”, czyli przedstawiciele do spraw pożyczek niemieckich  firmy „Sullivan & Crommwell” z Wall Street , należącej do Johna Fostera Dullesa. ([2] str. 179).  Nawiasem mówiąc bracia Gerhard i Ludwig Westrick zajmowali się także szpiegostwem przemysłowym w USA. Co więcej Ludwig Westrick w powiązaniu z francuskimi przedstawicielami Kurta von Schroedera, czyli bankiem „Worms”, był jedną z „szarych eminencji” okupacji ekonomicznej Francji. Wiele wskazuje na to ,że to właśnie  Kurt von Schroeder narzucił Pierre’a Lavala marszałkowi Petain  ([2] str. 179). Ponadto Gerhard Westrick był także reprezentantem innych firm ze Stanów Zjednoczonych takich jak: „Undrewood Elliott Fisher”  – właściciela niemieckiego przedsiębiorstwa „Mercedes Buromaschinen A.G.”, czy też niemieckich filii „Eastman Kodak” i „International Milk Corporation” ([1] str. 82).  

FORD  MOTOR  COMPANY 

Chociaż amerykański przemysłowiec Henry Ford nie należał formalnie do elit z Wall Street , gdyż rezydował w Detroit, to był on również jedną z ważniejszych osobistości wspomagających wzrost gospodarczy hitlerowskich Niemiec. Pomimo oficjalnej krytyki  działalności  finansjery z Wall Street i określanie ich mianem „podżegaczy wojennych” – jak choćby grupę Morgana – sam robił dokładnie to samo , niejednokrotnie współdziałając z ową finansjerą w realizacji swoich interesów. Henry Ford miał poważne udziały w „I.G.Farben” od 1928 roku i posiadał 40% akcji „Forda” – Niemcy , którego dyrektorem został wówczas Karl Bosch, podczas, gdy jego syna Edsel B.Forda mianowano jednym z dyrektorów „American I.G.” czyli filii „I.G.Farben” w Stanach Zjednoczonych. To w porozumieniu z tym ostatnim trzej inni dyrektorzy „American I.G.” w USA, w tym Paul Warburg, pozwolili swym współudziałowcom na finansowanie kampanii Hitlera w wyborach z marca 1933 na sumę 30% całego funduszu wyborczego ([1] str. 109). A.C.Sutton przytacza także korespondencję , która udowadnia , że w okresie zaangażowania się Stanów Zjednoczonych w wojnę przeciwko Niemcom , dokładnie w lecie 1942 roku , Edsel Ford gratulował Maurycemu Dolfus, dyrektorowi „Ford” – Francja, iż jego zyski wzrosły z 58 000 franków w 1941 do 1 600 000 franków w 1942, pisząc między innymi „…Jestem zachwycony waszym sukcesem (…) Wynagrodzę całkowicie wasze ogromne trudności w pracy .” Ów sukces stał się możliwy  dzięki ciężarówkom (20 dziennie) dostarczanym wyłącznie dla Wermachtu. Co więcej w czasie gdy ciężarówki „Forda” transportowały żołnierzy niemieckich przeciwko Amerykanom i Anglikom, to ciężarówki „Forda” zwane „Mołotow” od dłuższego czasu transportowały także żołnierzy Armii Czerwonej. Było to możliwe dzięki temu ,że jeszcze w latach 1930-tych koncern „Forda” wybudował pierwszą i najnowocześniejszą fabrykę samochodów w Związku Sowieckim w mieście Gorki. Stąd właśnie wyszły ciężarówki wojskowe wysłane również przeciwko Polsce w 1939 roku oraz – piętnaście lat później – do północnego Wietnamu ([2] str. 185). Sutton podaje także inny przykład jawnej kolaboracji z reżimem hitlerowskim w okupowanej Francji w czasie II wojny światowej. Otóż jak się okazuje dwa banki mające swą główną siedzibę w Nowym Jorku – „Chase Bank” Rockefellera i bank „Morgan & Co.” Morgana – utrzymywały podczas całej hitlerowskiej okupacji swoje oficjalne biura we Francji, przy całkowitej aprobacie władz niemieckich ([1] str. 150).   Jeśli chodzi o kolejne powiązania koncernu „Forda” i innych firm ze Stanów Zjednoczonych z gospodarką III Rzeszy , to jak przypomniał w lipcu 1979 roku na łamach tygodnika „Welt am Sonntag”  Albert Speer ([2] str. 177):  

„W 1943 roku Niemcy produkowały 5 700 000 ton syntetycznego oleju napędowego , to znaczy 57% wojennych potrzeb Rzeszy. „Bendix Aviation” , kontrolowana przez bank Morgana , dostarczyła Niemcom do 1940 roku, przez „Siemens & Halske” wszystkie systemy pilotażu automatycznego , tablice rozdzielcze, startery i diesle. Jeśli chodzi o dwie główne fabryki czołgów i pojazdów opancerzonych, były one kontrolowane przez „Opla” , niemiecką filię „General Motors” (kontrolowane z kolei przez  firmę J.P.Morgana ([1] str. 31) )  i „Forda” .”    

Ponadto okazuje się ,że w czasie gdy niemieckie miasta były niszczone przez intensywne  bombardowania alianckie , to całe kompleksy przemysłowe należące do firm o charakterze międzynarodowym pozostawały nietknięte. Istniały wprawdzie bardzo rzadkie wyjątki , gdy bombardowania dosięgały kompleksów „protegowanych” , ale tylko wtedy gdy były one dokonywane wyłącznie przez samoloty brytyjskie lub włączone do brytyjskich sił powietrznych. Lotnictwo amerykańskie nie uderzało w fabryki „Forda”, zakłady „I.G.Farben”, „AEG” i inne wytwory amerykańsko-niemieckiej współpracy z lat dwudziestych i trzydziestych, za którą stała po obu stronach faktycznie jedna i ta sama międzynarodowa finansjera ([2] str. 12). Gdy w 1942 roku „Royal Air Force” ośmieliły się zbombardować zakłady „Forda” w Poissy we Francji , wówczas to Ford przedstawił zażalenie rządowi w Vichy, który wypłacił mu 38 milionów franków z tytułu poniesionych szkód (!) , w rezultacie czego Ford zainstalował swe zakłady w Wielkiej Brytanii. Jak zauważa P.Villemarest ([2] str. 187):  

„Przestudiowanie wyników bombardowań alianckich w Niemczech jest zresztą pouczające z innych jeszcze przyczyn. Pewna statystyka aliancka, którą miałem w rękach w okresie mych funkcji pełnionych w okupowanych Niemczech , ustalała, że straty przemysłu niemieckiego w wyposażeniu nie przekroczyły 12% potencjału Rzeszy. Masowe bombardowania amerykańskie w 1944 i 1945 roku celowały w dwa miasta : Kolonię i Drezno , ale w żadnym wypadku nie w sektory , gdzie znajdowały się zakłady I.G.Farben” i „AEG”  .”  

Literatura:

1. A.C.Sutton – „Wall Street and the rise of Hitler” –  Seal Beach 1976.

2. P.Vilemarest – „Zródła finansowe komunizmu i nazizmu” – Warszawa 1997.

3. H.Kardel – „Hitler założycielem Izraela?” – Warszawa 1996.

4. J.A.Cervera – „Pajęczyna władzy” – Wrocław 1997.

5. H.Pająk – „Bestie końca czasu” – Lublin 2000.

 

Tajemne niemoce

Dodaj komentarz

ks.prof.  ANDRZEJ  ZWOLIŃSKI

Fragment książki „Tajemne niemoce” 

Wydawnictwo Sióstr Loretanek

ul.L.Żeligowskiego 16/20, 04-476 Warszawa, tel (022) 673-46-93, 673-58-39

W okresie trwającego sporu między teologami chrześcijańskimi a przyrodnikami na temat interpretacji opisu stworzenia zawartego w Księdze Rodzaju w 1875 r. powstało w Nowym Jorku Towarzystwo Teozoficzne. Helena Pietrowna Bławatska (1831-1891), która wraz z Henrym Steelem Olcottem (1830-1907) była jego założycielką, za cel wyznaczyła mu przybliżenie zachodniemu audytorium myśli indyjskiej – zwłaszcza hinduizmu -jako alternatywy wobec chrześcijaństwa. Podtekstem tego pomysłu była uniwersalizacja religii. Tajemna doktryna Bławatskiej miała stanowić syntezę nauki, religii i filozofii. Teozofowie wierzyli nie tyle w nieśmiertelność duszy, ile w nieśmiertelność boskiego ducha, czyli reinkarnującej się jaźni. Byli przekonani, że kolejne wcielenia pozwalają osiągać coraz wyższe formy doskonałości, aż do uzyskania, drogą ewolucji, formy anioła, który nie potrzebuje dla istnienia ciał widzialnych (fizycznego i eterycznego). Teozofia przeciwstawia chrześcijańskiej teorii zbawienia przez pośrednika -Boskiego Odkupiciela – możliwość osiągnięcia zbawienia przez każdego, jego własnym staraniem. Na myśl teozoficzną składają się systemy wielu starożytnych religii i filozofii.

W kręgu londyńskich teozofów narodził się pomysł powołania do istnienia Hermetycznego Zakonu Złotego Brzasku. W 1877 r. dr Wynn Westcott, londyński koroner, wolnomularz, nabył od dr. Woodforda pisany szyfrem manuskrypt, który wcześniej należał do członka Angielskiego Towarzystwa Różokrzyżowców. Za pomocą kodu alchemicznego Westcott zdołał odczytać ów manuskrypt, zawierający, jak się okazało, pięć rytuałów masońskich. Westcott wraz ze swym przyjacielem Samuelem Mathersem opracował i poszerzył ów tekst tak, by mógł stanowić podstawę nowego stowarzyszenia masońskiego. Hierarchia nowo powołanego Hermetycznego Zakonu Złotego Brzasku stworzona przez Westcotta zamiast stopni masońskich posiadała „sefirot”, czyli stadia świadomości mistycznej wpisane w kabalistyczne Drzewo Życia. Westcott założył w Londynie w 1888 r. świątynię Izydy – Uranii Hermetycznego Zakonu Złotego Brzasku, zapraszając Mathersa oraz swego przyjaciela z loży masońskiej, dr. Woodmana, aby dołączyli do niego jako zwierzchnicy nowej świątyni. Zakon miał być alternatywą wobec chrześcijaństwa i oferował: szczegółowe przedstawienie symboliki Księgi Rodzaju o stworzeniu świata; wiedzę o tym, jak człowiek może ostatecznie stać się podobny Bogu dzięki spotkaniu i ucieleśnieniu w stanie wizji archetypu odrodzenia, który w swym uniwersalizmie, oprócz postaci Jezusa Chrystusa, obejmuje także inne zmartwychwstające bóstwa, np. Ozyrysa; nauki duchowe, które nie wymagają wiary lecz samorozwoju i które za punkt wyjścia przyjmują człowieka, a nie Boga. W ten sposób narodziła się nowoczesna magia, okultyzm, pseudonaukowa teoria, która miała korzystać z doświadczeń religii pogańskich i nauki, z ceremoniałów starożytnych i środków psychodelicznych, z naturalnych sił człowieka i nadnaturalnych mocy demonów. W ceremoniach Zakonu Westcotta przy zyskiwaniu stopnia Adeptus Minor, aspirant, jako Chrystus – Ozyrys, mówi: „Jestem Pierwszy i jestem Ostatni. Żyję na wieki i dzierżę Klucze Śmierci i Piekła. Jestem wschodzącym Słońcem. Przebrnąłem przez chmury i noce. Jestem Amon, Ukryty, Zwiastun Dnia. Jestem Ozyrys, Onnophris, Sprawiedliwy”.

W Zakonie Westcotta wyrósł Aleister Crowley. Został on wtajemniczony jako neofita 18 grudnia 1898 r. i po tym wydarzeniu bardzo szybko wstępował po drabinie wtajemniczeń. Studiował jogę w Indiach, na Cejlonie i w Birmie. Eksperymentował z narkotykami psychodelicznymi, szukając związku, który by „otworzył wiązary duszy”, aby w ten sposób, w duchu, zbadać świat znajdujący się poza światem materialnym. Spędził noc w królewskiej komnacie wielkiej piramidy w Egipcie. 14 marca 1904 r. w swym pokoju niedaleko muzeum Boulak w Kairze odprawił ceremonię magiczną, przywołując egipskiego boga Totha, bóstwo mądrości. Po czym ogłosił światu, że duch zwany Aiwass lub Aiwaz, wysłannik, przekazał mu specjalne przesłanie. Uczył: „Musicie wiedzieć, iż wybrany kapłan i apostoł nieskończonej przestrzeni jest księciem – kapłanem Bestii, a jego żonie zwanej Kobietą w Szkarłatach dana jest wszelka władza. Zgromadzą oni me dzieci w swej owczarni; przywiodą chwałę gwiazd do ludzkich serc”. Crowley twierdził, że prawdziwe odrodzenie magii nastąpiło właśnie w 1904 r. z „zainicjowania tego okultnego prądu, które wywołało wir, bóle porodowe nowego eonu nazwanego roboczo mianem równonocy bogów. Zdarzenie takie powtarza się w odstępach mniej więcej dwóch tysięcy lat”. W ten sposób idee New Agę nabrały magicznej mocy i lucyferycznego wymiaru. Sam Crowley twierdził, że Aiwaz jest „świętym aniołem opiekuńczym i należy go utożsamiać z diabłem chrześcijan, szatanem”.Crowley nazwał siebie Boskim Dziecięciem, Antychrystem i Panem Nowego Eonu. Założył własny magiczny zakon Argentinum Astrum i wydawał swój magazyn „TheEquinox”. Nawiązał również kontakt z pracującym w Niemczech Braterstwem Światła dr. Karla Keltnera, znanego pod ezoteryczną nazwą Zakonu Świątyni Wschodu (Ordo Templi Orientis – O.T.O.). Nazwa ta jest aluzją do „miejsca wschodu słońca, źródła oświecenia”. W 1912 r. O.T.O. (zwany też: Templariusze Orientu) ogłosił, że posiada „klucz, który otwiera wszystkie tajemnice masońskie i hermetyczne, mianowicie nauki magii seksualnej wyjaśniające wszystkie bez wyjątku sekrety natury, całą symbolikę wolnomularstwa oraz wszelkie systemy religii”. Crowley został przyjęty do O.T.O. w Berlinie, a po wtajemniczeniu mianowano go „najwyższym i świętym królem Irlandii, Jony oraz całej Brytanii w obrębie Sanktuarium Gnozy”, czyli przywódcą brytyjskiej filii O.T.O. zwanej Mysteria Mystica Maxima (M.M.M.).

O.T.O. istnieje do dziś. W 1977 r. pozostawało pod przewodnictwem Kennetha Granta, który w 1946 r., na rok przed śmiercią Crowleya, został jego następcą. Argentinum Astrum wtajemniczyło prawie stu zwolenników Crowleya. Do najbardziej wpływowych zaliczali się: Norman Mudd -profesor matematyki stosowanej w Bloemfontein; Victor Neuburg – „poetycki ojciec” brytyjskich pisarzy Dylana Thomasa i Pameli Hansford Johnson; Austin Spare – wizjonerski artysta, stypendysta Royal College of Art. Crowley zainspirował także szereg towarzystw magii seksualnej w Stanach Zjednoczonych. Wielotomowe pisma Wielkiej Bestii (to kolejne imię, jakie nadawał sobie Crowley) są aktualnie wznawiane w dużych nakładach pod auspicjami Israela Regardie, byłego sekretarza Crowleya. Do czołowych uczniów Crowleya, jeszcze za jego życia, należał „brat” Achad, czyli Charles Stansfeid Jones, autor trzech książek traktujących o nowoczesnej interpretacji symboliki magicznej. Ostatecznie Achad uznał Crowleya za Pana Eonu. Jak napisał Gerard Yorke: „Złoty Brzask wydał na świat swojego pierwszego pseudo-Mesjasza”. Idee Crowleya zawierały zarodki mistycznego faszyzmu. W jego Księdze Praw czytamy: „A zatem Królowie tej ziemi muszą być Królami na zawsze; niewolnicy zaś muszą im służyć. Nikt nie będzie poniżany ani wywyższany: wszystko pozostanie tym, czym było zawsze. Jednakże moi słudzy bywają zamaskowani – być może ów żebrak jest Królem. Król może wybierać szaty według upodobania…, żebrak zaś nie może ukryć swojego ubóstwa”.

W 1989 r. A. Allaud w książce Początki tajemne nazizmu oraz G. Galii w książce Hitler i nazizm magiczny przedstawili ciekawą hipotezę. Twierdzili, że zjawisko hitleryzmu należy tłumaczyć głębokim wpływem swoistej doktryny ezoterycznej, a nie szaleństwem Hitlera. Na procesie przywódców nazistowskich w Norymberdze (1945—1946) Alfred Rosenberg, czołowy ideolog hitlerowski, zeznawał: „Thule? Ależ wszystko wyszło stamtąd! Pouczenie tajne, któreśmy mogli stamtąd zaczerpnąć, pomogło nam więcej w dojściu do władzy niż dywizje SA i SS. Ludzie, którzy założyli to stowarzyszenie, byli prawdziwymi magami”. Stowarzyszenie Thule to jedno z niezliczonych rozgałęzień masonerii. Jak twierdzi G. Galii: „Znajdowało się tam po trosze wszystko: gnoza rasistowska, snobizm kierowniczych klas europejskich oddanych kultom ezoterycznym (tajemnym), obecność służb tajnych i potężnych lobby (związków) finansowych, łajdacy i prawdziwi magowie okultystyczni”. Stowarzyszenie Thule powstało w 1918 r. jako filia masonerii staropruskiej, w szczególności Zakonu Germanów. Przyjęło za symbol swastykę. Wśród tysiąca pięciuset członków Thule znajdowali się m.in. Hitler, Hess, Himmler, Rosenberg, Frank, Bormann, a więc przywódcy reżimu nazistowskiego. Członkowie Thule założyli w 1919 r. Partię Robotników, która w rok później stała się nazistowską partią Hitlera. Wielki wpływ na dostojników III Rzeszy mieli nieliczni filozofowie i okultyści, a wśród nich Dietrich Eckart i Gwido von List (zm. 1919 r.). Herman Goering, uzależniony od morfiny marszałek III Rzeszy, w swej ziemskiej posiadłości w Karinhall próbował odtworzyć świetność pałaców starożytnego Rzymu. Przed rozpoczęciem kariery politycznej u boku Hitlera był kilkakrotnie przymusowo osadzany w zakładach dla umysłowo chorych, gdzie określano go jako człowieka niebezpiecznego dla społeczeństwa. Rudolf Hess w wyniku kabały postawionej przez astrologów udał się do Anglii w celu podjęcia pertraktacji z Brytyjczykami. Po jego nieudanej misji nastąpiła masowa seria aresztowań pośród „mistyków”. W The Labyrinth, wspomnieniach Waltera Schellenberga, oficera niemieckiego wywiadu i najbliższego adiutanta Himmlera, czytamy m.in.: „Zdumiewające, jak Hess z całkowitym przekonaniem fanatyka czy szaleńca wierzył w stare przepowiednie i niezwykłe objawienia. Potrafił recytować urywki z ksiąg przepowiedni Nostradamusa i innych, których nie pamiętam. Poza tym wierzył w stare horoskopy dotyczące jego samego, a także losów jego rodziny i Niemiec”. Heinrich Himmler byt nekromantą; niejednokrotnie przy podejmowaniu decyzji radził się duchów zmarłych szlachciców niemieckich. Sam uważał się za wcielenie średniowiecznego króla Henryka I (Ptasznika), który miał kierować jego postępowaniem. W swoim zamku w Wewelsburgu (Westfalia) próbował odtworzyć zamek świętego Graala. Powołał krąg medytacyjny skupiony wokół okrągłego stołu, stworzył armię mnichów-wojowników oraz organizację zajmującą się tropieniem reliktów pogańskich i chrześcijańskich. Jedna z tajemnych organizacji – Ahnenerbe (Dziedzictwo Przodków) – poszukiwała takich przedmiotów, jak święty Graal, Arka Przymierza czy Całun Turyński. Przy umieszczonym na szczycie zamku Himmlera dębowym stole mogło zasiąść dwunastu „rycerzy”. Na każdym z miejsc wyryto w srebrze imię rycerza SS. Jak podają autorzy The Messianic Legacy (M. Baihent, R. Leigh, H. Loncoln), Himmler zachęcał esesmanów do płodzenia dzieci na płytach nagrobnych, przekonany, że w ten sposób duchy zmarłych pokierują w przyszłości esesmańskimi dziećmi. Hitler pod wpływem D. Eckarta wierzył w tajemny spisek żydowski. Wspólnie wydali nawet broszurę, która w języku angielskim nosiła tytuł: Bolshevism from Moses to Lenin. Ludobójstwo Żydów -jak twierdzą niektórzy badacze — miało charakter ofiary rytualnej, jakiej domagała się doktryna ezoteryczna wyznawana m.in. przez Hitlera. Według Hermanna Rauscheninga, wysokiego urzędnika hitlerowskiego, przez pewien czas Hitler wierzył, że kontaktuje się z demonami. Lekarz Hitlera Ernst Schenck mówił o nim jako o „żywym trupie, umarłej duszy” („American Medical News”, 11 października 1985).

Większość autorów choć nie zaprzecza wpływom okultyzmu na Hitlera i jego najbliższe otoczenie, to jednak najczęściej je lekceważy. Trudno dzisiaj ocenić stopień zależności, jaki istniał między zagładą milionów ludzi i niemal całkowitym zniszczeniem Europy a okultyzmem. Pewne jest natomiast to, że w porządek świata na pewien czas wprowadzona została bezsprzecznie demoniczna siła. Okultyzm, czyli odwoływanie się do sił demonicznych jest wyraźną zdradą Boga – Pana i Nauczyciela. Św. Jan Apostoł uczy: „Dzieci, nie dajcie się zwodzić nikomu (…). Kto grzeszy, jest dzieckiem diabła, ponieważ diabeł trwa w grzechu od początku. Syn Boży objawił się po to, aby zniszczyć dzieła diabła. Każdy, kto narodził się z Boga, nie grzeszy, gdyż trwa w nim nasienie Boże; taki nie może grzeszyć, bo się narodził z Boga”(l J 3, 7-9).

Okultyzm – źródło nazizmu

Dodaj komentarz

Mówiąc o  głównych autorach ideologii hitlerowskiego narodowego socjalizmu (nazizmu)  wymienia się najczęściej  jedynie samego Adolfa Hitlera , czasem jeszcze dodając  Alfreda Rosenberga  i nie zauważając jakby innych, pozostających z reguły w ukryciu, inspiratorów. Jak sądzą niektórzy badacze tego problemu zjawisko nazizmu można tłumaczyć raczej głębokim wpływem pewnej doktryny ezoterycznej zaszczepionej  hitlerowskiej elicie  przez ukrytych „mistrzów”, niż  tylko i wyłącznie działalnością samego  Hitlera. Nazizm bowiem tkwi swymi korzeniami, przynajmniej w pewnej części, w tajnych stowarzyszeniach. Z drugiej strony nie można popadać w przesadę i oceniać Trzecią Rzeszę wyłącznie jako rodzaj jakiegoś „germańskiego New Age”. Faktem natomiast  pozostaje  znacząca obecność idei i ruchów okultystycznych oraz neopogańskich w życiu publicznym hitlerowskich Niemiec.  Mimo to ostatnio dość często, jakby na przekór wszystkim faktom,  niektóre dzisiejsze  „autorytety” usiłują  fałszywie doszukiwać się źródeł nazizmu wprost w chrześcijaństwie, nazywając Hitlera katolikiem i argumentując, że w końcu  był on ochrzczony w kościele katolickim.Niektórzy, jak  prof. Yehuda Bauer posuwają się nawet do nazwania żydowskiego holocaustu „największą zbrodnią chrześcijaństwa”  ([7] str. 41). Z kolei inni używają równie absurdalnych  sformułowań w rodzaju:  „nazizm był nieuniknionym rezultatem chrześcijaństwa”, „hitleryzm wyrósł w świecie chrześcijańskim”  czy też „nazizm był fenomenem chrześcijańskim”  Ostatnio  żydowski autor  Daniel Jonah Goldhagen w swojej książce „Moralny rozrachunek” poszedł dosłownie „na całość” w szkalowaniu Kościoła katolickiego i generalnie chrześcijaństwa. Autor ten  twierdzi, między innymi, że „Kościół jest odpowiedzialny za holocaust, a chrześcijaństwo legło u podstaw nazizmu” , a  zagłada Żydów, jaka dokonała się w Europie ponad pół wieku temu, była po prostu „wojną religijną chrześcijaństwa z judaizmem” i „erupcją tego, co pod powierzchnią europejskiej kultury gotowało się od dawna za sprawą chrześcijaństwa.” ([23] str. 1).  Niestety tak to już  jest, że często najgłośniej krzyczą i rzucają oszczerstwa ci, którzy  albo nie wiedzą co mówią , albo kierują się zwykłą nienawiścią do chrześcijaństwa, zresztą taką samą jaką okazywał mu Hitler. Fakty bowiem wskazują na coś zupełnie przeciwnego, gdyż nazizm nie miał nic wspólnego z chrześcijaństwem, stanowiąc zresztą swoją rasistowską ideologią dla niego zagrożenie. W istocie jego ideowych źródeł   należy się doszukiwać  raczej w neopoganiźmie i okultyźmie, a nie w chrześcijaństwie. To, że  Hitler został ochrzczony  w kościele katolickim o niczym nie przesądza , podobnie zresztą jak i ten fakt, że  prawdopodobnie w jego żyłach płynęła krew żydowska ([7] str. 43). Ponadto Hitler ani nie uważał się za katolika , ani nie postępował jak powinien postępować katolik. Prawdziwy katolik winien postępować zgodnie z nauką Chrystusa, która  jest „religią miłości” – jak  żadna inna na świecie, co więcej prawdziwym katolikiem nie może być  człowiek, który sieje wokół  nienawiść, rasizm, gardzi  chrześcijaństwem i  niszczy Kościół katolicki. Zresztą sam Hitler wypowiedział następujące zdanie: „Gdy dojdę do władzy Kościół katolicki nie będzie w Niemczech mieć głosu, lecz by cel swój osiągnąć nie mogę się bez niego obejść.”  Zaś  rzeczywisty, pełen pogardy  stosunek  do chrześcijaństwa wyraźnie ukazują  następujące słowa Hitlera:  „Najcięższym ciosem jaki kiedykolwiek spadł na ludzkość, było chrześcijaństwo … Jest ono wynalazkiem  chorych umysłowo … plagą podobną do syfilisu”  ([26] str. 134). Wkrótce  dały się zauważyć kolejne , wyraźne etapy stopniowego nasilania walki z Kościołem. Organizacje katolickie pozamykano już w 1933 roku ([12] str. 399) zaś w 1935 roku zlikwidowano modlitwę w szkołach. Konsekwentnie usuwano także księży ze szkół tak, że już w 1935 roku około 700 duchownych pozbawiono prawa nauczania religii. Wykorzystując sfabrykowane oskarżenia stawiano pod sądy setki duchownych i katolików świeckich. Jak pisze Andrzej Solak ([28] str. 153): „W 1937 r. Stolica Apostolska potępiła niemiecki narodowy socjalizm w encyklice “Mit brennender Sorge” (zaś włoski faszyzm – w 1931 r. w encyklice “Non abbiamo bisogno ”). Watykan umieścił na indeksie ksiąg zakazanych sztandarowe dzieło głównego ideologa  nazizmu, Alfreda Rosenberga – “Mit XX wieku” (Rosenberg propagował tam wizję heretyckiego, podbudowanego neopoganizmem, “chrześcijaństwa pozytywnego”)   (…) Za rządów Hitlera dla niemieckiego Kościoła nastały ciężkie dni. Rozwiązano katolickie partie i stowarzyszenia. Zamknięto większość religijnych gazet, zniesiono szkoły wyznaniowe. Mnożyły się napady bojówek. Duchownym wytaczano procesy, często pod wydumanymi zarzutami nadużyć finansowych i przestępstw seksualnych. Prześladowania dotknęły 12 tysięcy niemieckich księży; setki z nich poniosły męczeńską śmierć.   Jeszcze gorzej przedstawiała się sytuacja na terenach państw zniewolonych. W jednej tylko Polsce z rąk niemieckich narodowych socjalistów zginęło 6 biskupów, 1923 księży diecezjalnych, 63 kleryków, 580 zakonników, 289 zakonnic. Symbolem męczeństwa duchowieństwa okupowanej Europy stał się obóz koncentracyjny w Dachau; więziono w nim 2720 duchownych (w tym 2597 katolickich) z 20 krajów – 1780 Polaków, 447 Niemców, 156 Francuzów, 109 Czechów i Słowaków, 63 Holendrów, 50 Jugosłowian, 46 Belgów, 28 Włochów, 16 Luksemburczyków, 5 Duńczyków, 3 Litwinów, 3 Węgrów, 2 Albańczyków, 2 Anglików, 2 Greków, 2 Szwajcarów, 1 Norwega, 1 Rumuna, 1 Hiszpana oraz 3 bezpaństwowców.” Jednocześnie wszystkim tym antykościelnym akcjom towarzyszyła coraz intensywniejsza agitacja antyreligijna. Jedno z haseł hitlerowskiej propagand
y głosiło 
„… Kościół musi upaść , aby Niemcy mogły żyć …  .” W refrenie jednej z pieśni hitlerowskich oddziałów szturmowych SA powtarzano  „Towarzysze z oddziałów szturmowych wieszajcie Żydów, stawiajcie księży pod ścianę”, z kolei młodzież z Hitlerjugend śpiewała podczas zlotu norymberskiego w 1934 roku „… Żaden podły ksiądz nie wydrze z nas uczucia, że jesteśmy dziećmi Hitlera. Czcimy nie Chrystusa, lecz Horsta Wessela. Precz z kadzidłami i wodą święconą. Kościół nie rozumie , co dla nas jest cenne. Ta swastyka przynosi zbawienie światu, chcę podążyć za nią krok w krok.”  ([16] str. 97). Ostatecznie w Trzeciej Rzeszy stanęło na tym, że według wyrażenia dra Hompfla  „kultura którą posiadamy nie jest chrześcijańską , a co jest chrześcijańskie nie jest dla nas kulturą.” ([13] str. 391).  Gdzie można doszukiwać się źródeł tego typu postaw?  Jak  uważają niektórzy  niemałą rolę w tym dziele odegrał  Luter i jego następcy, którzy starali się z użyciem wszelkiej przemocy wykorzenić z ziemi niemieckiej katolicyzm, postrzegany jako podległość wobec Rzymu, niegodną prawdziwego patrioty niemieckiego. Protestantyzm tracił bowiem charakter religii uniwersalnej , stając się religią plemienną, a później  narodową, podporządkowaną Państwu, czy panującemu, w myśl zasady cuius regio eius religio.  W protestantyzmie zanika chrześcijański personalizm, oparty na pojęciu „osoby” na rzecz indywidualizmu opartego na pojęciu „jednostki”, jako tylko części społeczeństwa, poza którą nie istnieje, a  więc fragmentem, rzeczą i w końcu w okresie hitlerowskim – niczym. Kilka stuleci później neopogański hitleryzm powie  o człowieku – Du bist nichts, das Volk ist alles. Zdaniem ks. prof. M.Poradowskiego porzucone przez protestantyzm chrześcijańskie pojęcie godności człowieka doprowadza także w konsekwencji  do pogardzania tej godności w drugich i do przesadnego wyolbrzymiania jej u swoich. ([24] str. 29).  Ponadto  protestantyzm był nie tylko zjawiskiem religijnym, ale także cywilizacyjnym. Stanowił on bowiem w pewnym sensie reakcję cywilizacji germańskiej przeciwko cywilizacji łacińskiej  ([24] str. 41): „… niemiecka  pycha nigdy nie mogła pogodzić się z faktem, że to nie oni dali światu cywilizację (…) że cywilizacja, którą żyją narody europejskie i z europejskich pochodzące, jest cywilizacją z pochodzenia rzymską i chrześcijańską (…) Ten bunt cywilizacji germańskiej przeciwko cywilizacji łacińskiej znajdzie pełne ujście w protestantyźmie i przez protestantyzm ujawni się właśnie oblicze cywilizacyjne Niemiec.”   Istnieją bowiem historycy, którzy uważają, że obok podanych przez polskiego historiozofa Feliksa Konecznego czterech podstawowych cywilizacji (łacińska, bizantyńska, żydowska i turańska)  istnieje w Europie również piąta – germańska.  Wedle tego poglądu ową cywilizację germańską można traktować jako rozwinięcie lub przetworzenie cywilizacji bizantyńskiej   w duchu niemieckim. Tendencje antychrześcijańskie w Niemczech  nasiliły  się szczególnie  w XIX wieku, w  czasach „bismarckowskich”. „Żelazny Kanclerz” określił swoje prześladowania katolików w czasie Kulturkampfu  jako „walkę o cywilizację”, odgrodzenie ich od „obcego i przesądnego” papiestwa i zgromadzenie ich  w kościele narodowym, tak jak to kilka wieków wcześniej chcieli uczynić luteranie ([15] str. 145). Z czasem jednak zaczął następować również stopniowy rozkład protestantyzmu oraz wzrost wpływów neopogańskich.  W 1889 roku  Nietzsche wydał  swoje dzieło pt. „Antichrist” w którym zawarł niejako zupełnie nowy „katechizm” : ” Co jest dobrem? wszystko co potęguje uczucie potęgi, wolę do potęgi, samą potęgę człowieka. (…) Słabi i nieudolni niech zginą , to pierwsze zadanie naszej miłości ludzi. (…) Potępiam chrześcijaństwo …Kościół żył z biednych , stwarzał biedy żeby je uwieczniać”. Nietsche wprowadził także pojęcie istnienia istot wyższych „nadludzi” (Ubermenschen) i niższych – „podludzi” (Untermenschen).  Zwalczając chrześcijaństwo głosił on także pogląd, że działalność ludzka uwarunkowana jest potrzebami życiowymi. Przy ich zaspokajaniu „nadludzie”, czyli istoty o bogatej indywidualności, pełne godności, stanowczości i bezwzględności w przeprowadzaniu swych zamierzeń, mogą wprowadzać własne zasady i łamać już istniejące. Ich przeciwieństwem są „niewolnicy-podludzie”, którzy wyznają takie zasady jak sprawiedliwość, litość, miłość bliźniego i dobro społeczne  ([19] str. 11).  Mniej więcej w tym samym czasie  Paul de Lagarde (który niegdyś nazywał się Botcher) słynny orientalista i biblista  „stał się na schyłku życia antychrześcijańskim i ogłosił swoje „Nationale Religion”. On pierwszy dostrzegł rozkład protestantyzmu i dobijał go. Odrzuca bóstwo Chrystusa: u niego ,,rabin z Nazaretu jest w najwyższym stopniu nudnym”. Jego zaś religia narodowa ma być oparta na jakiejś specjalnej pobożności niemieckiej i służyć wielkości Niemiec. Głównym środkiem dobrze obmyślane wychowanie dzieci. Lagarde uważa Niemców za naród wybrany, któremu Opatrzność porucza rządy nad ludami?”  ([12] str. 394).  Do tego wszystkiego coraz silniej  w ówczesnych  Niemczech dochodziły do głosu nastroje antyżydowskie. W roku 1879 hamburski anarchista Wilhelm Marr założył Ligę Antysemicką, wprowadzając do słownika politycznego termin „antysemityzm” . Jak na ironię  miał on  żydowskiego ojca  Heinricha Marra, który był znanym artystą w Hamburgu.Warto jednak zauważyć, że  termin „antysemityzm”  w warunkach drugiej połowy XIX wieku (zgodnie z teorią o tzw. „rasach niższych”) wymierzony był  przeciw wszystkim Semitom : tj. Arabom, Żydom, Aramejczykom, Chaldejczykom, Asyryjczykom, Etiopczykom itp. Obecnie zatracił swój pierwotny sens i został przywłaszczony przez niektóre środowiska żydowskie jako określenie jakiejkolwiek krytyki czy postawy skierowanej  przeciwko nim. W 1879 r. w Berlinie Chrześcijańsko-Socjalistyczna Partia Robotników przyjęła program wymierzony w Żydów. Z kolei w 1882 roku w Dreźnie odbył się pierwszy Międzynarodowy Kongres Antyżydowski, zaś następny w Kassel (1886) i Bochum (1889)  ([19] str. 15). Jak zauważa Feliks Koneczny  wkrótce zaczęto pracować nad  utworzeniem nowej  „religii narodowej”  , której podstawą miał być„mit krwi i rasy niemieckiej” a rasizm niemiecki „doskonale przygotowany przez antropologię, nabiera od roku 1907 walorów religijnych. Zerwanie z chrześcijaństwem narzucało się już z nieodpartą konsekwencją … Stając się na nowo poganami popadli Niemcy w sekciarstwo neopogańskie, w gmatwaninę wymysłów wiodących do coraz większych nieporozumień.” ([12] str. 395).  Doprowadziło to do takiego stanu, że już przed pierwszą wojną światową były już w Niemczech gotowe „neopoganizmy i rasizm … To wszystko nie mieściło się już w cywilizacji bizantyńskiej. Natomiast nastąpiło zbliżenie do cywilizacji żydowskiej” ([12] str. 396).  Co więcej zdaniem  F.Konecznego  sam hitleryzm, mimo swej postawy antyżydowskiej, jest owocem wpływu niektórych pojęć cywilizacji żydowskiej na postawę środowiska europejskiego, zbuntowanego przeciw chrześcijaństwu i przeciwko cywilizacji łacińskiej; do światopoglądu hitlerowskiego należy przecież pojęcie narodu wybranego, wyższego nad inne, wiara w mesjanizm i wybraństwo – czyli naturalne prawo Niemców do panowania nad światem i bycia „Herrenvolkiem” dla nie-Niemców oraz pojęcie moralności i etyki , odmiennej w zastosowaniu do swoich i obcych.  Wytworzono też w hitleryźmie  pojęcie plemiennego „boga niemieckiego” (der Deutsche Gott), który nie był bynajmniej bogiem  innych ludów. Jak wiadomo wedle tej idei wybraństwo to miało w końcu doprowadzić do panowania nad całym światem. Podobnie Hitler przyrzekał, że Niemcy mają stać się panami „naszej planety.”   W duchu tej niemieckiej monolatrii od roku 1930 protestanci  jednoczyli się w tzw. „Kościele Rzeszy” jako „Deutsche Christen” („Chrześcijanie Niemieccy”), których mottem było „Jeden naród , jedna rasa, jeden Fuhrer” , hasło zaś brzmiało „Niemcy naszą misją, Chrystus naszą siłą.”  Statut tego „kościoła” został ustalony według  zasad partii faszystowskiej , włączając „paragraf aryjski”, wykluczający ordynację pastorów spoza „czystej rasy” i zaostrzający warunki udzielania chrztu osobom nie będących czystej krwi  ([15] str. 149). Jak napisał kardynał Joseph Ratzinger: “Fenomen  ‚Chrześcijan Niemieckich’ naświetla charakterystyczne zagrożenie, na jakie narażony jest protestantyzm w obliczu faszyzmu. Luterańska koncepcja chrześcijaństwa narodowego, niemieckiego i antyłacińskiego, stanowiła dla Hitlera dobry punkt wyjścia, zgodny z tradycją Kościoła Narodowego, kładącego silny nacisk na posłuszeństwo wobec władz politycznych, co jest normalne wśród wyznawców Lutra. Z tych właśnie powodów protestantyzm luterański czuł się bardziej zobowiązany niż katolicyzm do schlebiania Hitlerowi. Tak błędny ruch jak ‚Deutsche Christen’ nie mógłby powstać na bazie katolickiej koncepcji Kościoła” ([15] str. 151). Należy podkreślić jednak, że opanowanie przez nazistów Niemieckiego Kościoła Ewangelickiego wywołało sprzeciw uczciwych ewangelików, którzy założyli własny “Kościół wyznaniowy”. Warto przytoczyć jeszcze pewien tekst , który ukazał się  w  okresie międzywojennym w hitlerowskich Niemczech  nakładem „Vereinigung zum Schutze Oberchlesiens” . Stanowi on  swego rodzaju modlitwę do monolatrycznego „niemieckiego boga” i  w polskim przekładzie brzmi  następująco  ([25] str. 1):

Poraź, o panie, bezwładem ręce i nogi Polaków;
Zrób z nich kaleki, poraź ich oczy ślepotą.
Tak męża jak kobietę ukarz głupotą i głuchotą.
Spraw, żeby lud polski gromadami całymi zmieniał się w popiół
Ażeby z kobietą i z dzieckiem został zniszczony, sprzedany w niewolę
Niech nasza noga rozdepcze ich pola zasiane!
Użycz nam nadmiernej rozkoszy mordowania dorosłych, jak też i dzieci.
Pozwól zanurzyć nasz miecz w ich ciało,
I spraw, że kraj polski w morzu krwi i zgliszczach zniszczeje
Niemieckie serce nie da się zmiękczyć,
Zamiast pokoju, niech wojna zapanuje między oboma państwami,
A jeśli kiedyś będę się zbroił do walki na śmierć i życie,
To będę wołał, umierając: Zmień, o panie, Polskę w pustynię.

Sytuację w jakiej znalazły się ówczesne Niemcy  trafnie i lapidarnie ujął generał Erich von Ludendorff , który w 1935 roku w czasie rozmowy przeprowadzonej z dziennikarzami stwierdził: „Jestem przeciwnikiem chrześcijaństwa i poganinem i jestem z tego dumny (…). My Niemcy jesteśmy w tej chwili ludem, który najbardziej odłączył się od chrześcijańskiej nauki. Dopiero wskutek zupełnego odrzucenia chrześcijaństwa nabędzie lud niemiecki zwartości, której potrzebuje i której byłby potrzebował w ciężkich chwilach 1918 roku.”  Tak więc następowała  reorientacja cywilizacyjna Niemiec, stopniowe spychanie ich ku neopoganizmowi i wzrost antychrystianizmu. Niebagatelną rolę  w tym procesie odegrała  również działalno ść różnych tajnych towarzystw, które czasem w swoich doktrynach  nawiązywały wprost do okultyzmu czy wręcz satanizmu.   Według oceny ks. prof. A.Zwolińskiego:  ” większość autorów  choć nie zaprzecza wpływom okultyzmu na Hitlera i jego najbliższe otoczenie, to jednak często je lekceważy. Trudno dzisiaj ocenić stopień zależności, jaki istniał między zagładą milionów ludzi i niemal całkowitym zniszczeniem Europy a okultyzmem. Pewne jest natomiast to, że w porządek świata na pewien czas wprowadzona została bezsprzecznie demoniczna siła ([14] str. 59).  Jak pisze J.Carr  – „Wiemy, że Hitler i jego najwyżsi dostojnicy byli albo adeptami nauk tajemnych albo zupełnymi satanistami .” ([6] str. 184). Z kolei znany biograf Adolfa Hitlera, brytyjski historyk Alan Bullock wyraził  sugestię, że wódz Trzeciej Rzeszy był opętany ([21] str. 1). Jest to prawdopodobnie  spora przesada, natomiast faktem jest, że   magia iokultyzm  cieszyły się niejednokrotnie  zainteresowaniem hitlerowskich elit. Chętnie słuchano  fantastycznych przepowiedni i wzniosłych wizji głoszonych przez partyjnego jasnowidza, wiedeńskiego Żyda Herschela Steinschneidera, który występował pod nazwiskiem Eric Jan van Hanussen  ([3] str. 111). W bliskim   otoczeniu Himmlera działał Austriak  Karl Maria Wiligut, który dzięki rzekomemu posiadaniu „pamięci przodków” i natchnionemu reprezentowaniu tradycji germańskich  stał się ulubionym mentorem reichsfuhrera SS w dziedzinie mitologii.  W latach 1933-1939 otrzymał on nawet oficjalną misję prowadzenia badań prehistorycznych w SS  ([17] str. 252). Wiadomo też, że spore wrażenie na Hitlerze i ludziach z jego otoczenia wywoływała  działalność angielskiego satanisty Aleistera Crowleya ([7] str. 40), którego idee zawierały także pewne zarodki mistycznego faszyzmu. Crowley wyrósł w stowarzyszeniu różokrzyżowców „Hermetycznym Zakonie Złotej Zorzy”. Pomysł powołania do życia tego stowarzyszenia powstał w kręgu londyńskich teozofów.  Założona w 1888 roku przez londyńskiego wolnomularza  Wynna Westcotta. „Złota Zorza” („Golden Dawn”) utrzymywała także ścisłe stosunki z Iluminatami niemieckimi, zaś Crowley po swojej inicjacji  w 1898 roku szybko awansował w hierarchii kolejnych wtajemniczeń. Niedługo potem  założył on własny magiczny zakon „Argentium Astrum” (Srebrna Gwiazda) i wydawał  magazyn „Equinox”  ([14] str. 55). Crowley nawiązał również kontakt z działającym w Niemczech kolejnym tworem Iluminatów:  „Braterstwem Światła” znanym pod ezoteryczną nazwą „Zakonu Świątyni Wschodu” („Ordo Templi Orientis” – O.T.O),  a   wkrótce potem zostaje mianowany przywódcą brytyjskiej filii O.T.O. zwanej „Mysteria Mystica Maxima” (M.M.M.) ([14] str. 57).  W rozpowszechnianiu  doktryn okultystycznych w Europie  dużą rolę odegrała światowa organizacja teozofów. Doktryny te opierały się zasadniczo na kabale i gnozie i były oferowane w rozmaitych formach takich jak choćby  astrologia, alchemia, czy też  religie wschodnie ([18] str. 25). Niemieckie Towarzystwo Teozoficzne powstało w 1896 roku jako filia Międzynarodowego Bractwa Teozoficznego, które zostało założone w 1875 roku w Nowym Jorku   ([17] str. 77).  Wkrótce ruch ten stał się bardziej spójny będąc wspierany przez dziesięć lokalnych teozoficznych i około trzydzieści mniejszych kół na terenie całych Niemiec i Austrii. Zresztą podobnie jak nazizm tak i  komunizm  posiadał w pewnym zakresie swoje ezoteryczne źródła. Bowiem również w przedrewolucyjnej Rosji,  propagowano okultyzm poprzez różne tajne stowarzyszenia. Jako jeden z przykładów można wymienić  tzw. „Zakon Martynistów”, do którego należeli  między innymi: wybitny malarz  Nikołaj Roerich wraz z małżonką Heleną (po wyemigrowaniu do USA tenże Roerich,  miał się przyczynić się do umieszczenia na banknotach dolarowych trójkąta z wszechwidzącym okiem  i dewizą Novus Ordo Seclorum), akademik prof. Oldenburg, rzeźbiarz Siergiej Mierkułow (przyrodni brat znanego sekciarza G.Gurdijewa, który później miał ponoć wtajemniczyć w okultyzm Karla Haushofera i Rudolfa Hessa), redaktor pisma „Russkoje bogatstwo” Paweł Makijewski oraz  Aleksander Barczenko. Ten ostatni był znanym w Rosji hipnotyzerem, pisarzem-okultystą i założycielem „Jedynego Robotniczego Bractwa” – organizacji skupiającej wielu martynistów. Jej członkowie, podobnie jak niektórzy teozofowie, utrzymywali, że na Wschodzie (najprawdopodobniej w Tybecie lub w Himalajach) istnieje rzekomo podziemna kraina, zamieszkiwana przez świętych, nieśmiertelnych ludzi (czy też raczej nadludzi), którzy z ukrycia uczestniczyć mają w kierowaniu sprawami świata ([21] str. 1). Istnieje również wśród niektórych autorów teoria , że
  tajne stowarzyszenia będące spadkobiercami  Iluminatów miały wpływ na  stworzenie odpowiednich podstaw filozoficznych dla wprowadzanych stopniowo w życie zasad komunizmu i nazizmu.
  Wedle tego poglądu w czasie gdy Karol Marks opracowywał „Manifest Komunistyczny” pod nadzorem jednej grupy „oświeconych” , Karol Ritter , wykładający w Berlinie i we Frankfurcie , pisał antytezę komunizmu pod opieką innej. Dzieło Rittera ukończył F.W.Nietzsche.  Dało ono podwaliny dla faszyzmu i nieco później dla nazizmu. Chodziło bowiem o to by stworzyć dwa zwalczające się obozy, które dostatecznie wzmocnione, mogłyby zniszczyć się nawzajem, niszcząc przy tym wszelkie instytucje państwowe oraz religijne i przybliżając w ten sposób dzień nastania „nowego światowego ładu”  ([22] str. 13).  Dla przykładu można wymienić także kilka innych tajnych towarzystw i ruchów, które jak się uważa były mniej lub bardziej związane z powstaniem i  rozwojem nazizmu:

„Zakon Nowej Świątyni”

Adolf Josef Lanz (Georg Lanz von  Liebenfels),  uważany przez niektórych za jednego z głównych „przedwojennych wiedeńskich mentorów” Hitlera ([17] str. 133), urodził się 19 lipca 1874 w Wiedniu, choć sam głosił , że dniem jego urodzin był 1 maja 1872. Wbrew swojej późniejszej fantazji na temat rzekomego arystokratycznego pochodzenia, został on wychowany przez rodziców pochodzących z tzw. klasy średniej. W 1893 roku Lanz wstąpił do nowicjatu w cysterskim opactwie Heiligenkreuz niedaleko Wiednia, jednak ostatecznie w 1899 roku opuścił  zakon cystersów, zrywając śluby zakonne i w 1900 roku założył w Wiedniu masońską organizację pod nazwą  „Zakon Nowej Świątyni” – „Ordo Novi Templi” („Zakon Nowych Templariuszy”). Twierdził on, że odradza w ten sposób dawny zakon, który zginął w płomieniach wraz ze swym mistrzem Jakubem de Molay. ([8] str. 204). Jako symbol  nowej organizacji  wybrał on okultystyczny, starohinduski znak boga -słońca, czyli swastyki, który zdobił czarny sztandar jego „zakonu”.   Mimo swego żydowskiego pochodzenia, Lanz wydawał od 1905 roku okultystyczne czasopismo „Ostara” propagujące także treści antyżydowskie. Był on maniakiem rasowym głosząc  różne urojone idee na temat „czystości rasy”. W latach 1908-1909  publikował on na jego łamach między innymi instrukcje do obmierzania różnych części ciała w celu ustalenia stopnia ich „nordyckości” ([3] str. 33). Pismo to, którego okładkę zdobiło godło ze swastyką,  obwieszczało także nadejście „Nowej Ery Świata”, którą mieli ustanowić. właśnie naziści. Lanz „odkrył” także, że „miłość bliźniego u Chrystusa Pana to nic innego, jak tylko walka o czystość rasy. A rasa germańska tj. rasa Niemców protestanckich , a w szczególności Prusaków, to rasa nad rasami i prarasa zarazem.”  ([12] str. 374). Gorliwym czytelnikiem „Ostary” miał być  także Hitler, który spotkał się z Lanzem w Wiedniu w 1908 roku ([3] str. 33).  Za zebrane pieniądze  Lanz zakupił zamek Werfenstein , na którego wieżę  w 1907  roku została wciągnięta  flaga ze swastyką. Podobne zamki  w zamyśle Hitlera, miały być  miejscami kształcenia przyszłej partyjnej elity ([3] str. 33).  W 1932 roku Lanz pisał  tak do „brata zakonnego” Emiliusza  „… Hitler jest jednym z naszych najlepszych uczniów . Jeszcze zobaczysz , że zwycięży, a my wraz z nim i zainicjujemy ruch, który wprawi świat w drżenie. Heil Dir . ” Jak się okazało Hitler  w swoim programie politycznym, wypowiedziach i działaniach, rzeczywiście niejednokrotnie nawiązywał do religijno-rasowej manii Lanza, ([3] str. 34). Zresztą wkrótce postanowił on „poprawić rasę” w Niemczech i w 1929 roku zapowiedział ustawodawstwo rasowe „według ideału Sparty” ([12] str. 399). Nieco wcześniej, bo w 1920 roku  Rosenberg w swojej pracy  „Mythus des XX Jahrhundrets” („Mit XX wieku”) popularyzuje „mit rasy”  i „odkrywa”, że rasa nordycka, a  zatem Niemcy, wznosi się  duchowo do równości z Bogiem i że największym obowiązkiem jest dbać o jej rozmnożenie. Dla osiągnięcia tego celu proponuje wielożeństwo dla mężczyzn uznanych za „najczystszych” rasowo. Jego zdaniem   samo pojęcie grzechu jest  szkodliwe  i nowa „religia niemiecka” obejdzie się bez tego, zaś  samo chrześcijaństwo „nie  nadaje się dla niemieckiej duszy , bo mieści w sobie ‚dużo szkodliwych objawów’ …” ([12] str. 397). Później tenże Rosenberg postuluje by Niemcom przywrócić stanowisko mocarstwowe i rozszerzać  granice „na cztery strony świata„, zaś w innej swojej rozprawie udziela takiego wyjaśnienia tej zaborczości: „Trzeba ziemi dla rasy stumilionowej. Nie w Afryce nam jej zdobywać, lecz w Europie. Oto kwintesencja całej polityki zewnętrznej niemieckiej na najbliższe stulecia.” ([12] str. 398). 

Strona tytułowa jednego z zeszytów „Ostary” z symbolem swastyki, czasopisma wydawanego w Wiedniu od 1905 roku przez  Georga Lanza  von Liebenfels – głosiciela nowej „nauki o rasie”, który miał duży wpływ na kształtowanie się poglądów młodego A.Hitlera. 

Stowarzyszenia „Vril” i „Thule”

Kolejnymi  tajnymi organizacjami, które odegrały pewną rolę w tworzeniu  nazizmu były stowarzyszenia  „Vril”  i  „Thule” . Stowarzyszenie  „Thule”  zostało  założone przez  Rudolfa Glauera , bardziej znanego jako baron Rudolf von Sebottendorff ([2] str. 151), który przez pewien czas przebywał w Turcji. Był on astrologiem , różokrzyżowcem i uczniem żydowskiego kabalisty Termudi, którego rodzinę poznał podczas swojego pobytu w Bursie ([4] str. 180). Rodzina Termudich zajmowała się bankierstwem i handlem. Stary Termudi po wycofaniu się z interesów, których prowadzenie przejęli  jego krewni, poświęcił się studiom Kabały zbierając teksty alchemiczne i różokrzyżowe. ([17] str. 199).  Termudi  byli także wolnomularzami czynnymi w loży, najprawdopodobniej afiliowanej do rytu Memphis. W 1901 roku Glauer został wprowadzony do masonerii przez najstarszego z Termudich  i  po nim też odziedziczył jego okultystyczną bibliotekę ([17] str. 199).  Wedle niektórych loża masońska , której członkiem został Glauer mogła stanowić lokalną kadrę przedrewolucyjnego Tajnego Stowarzyszenia Unii i Postępu założonego na wzór wolnomularstwa, które dało początek tzw. „świadomości liberalnej” w Turcji. Choć Glauer zaczął posługiwać się tytułem i nazwiskiem von Sebottendorff twierdząc, że jest arystokratycznego pochodzenia , to jak się przypuszcza była to tylko jego własna fantazja. 

Emblemat tajnego stowarzyszenia „Thule”   (1919 r),  założonego przez Rudolfa Glauera. Propagowano w nim różne doktryny ezoteryczne, które odegrały istotną rolę w rozwoju nazizmu.  Członkami tego stowarzyszenia byli między innymi: Max Amman, Dietrich Eckart, Rudolf Hess, Adolf Hitler, Alfred Rosenberg. Umieszczona u góry emblematu swastyka – czyli równoramienny krzyż ze zgiętymi końcami – jest starohinduskim znakiem symbolizującym Słońce oraz siłę, światło i moc jakie się z nim wiążą.

 W 1912 roku wraca on do Niemiec , a w 1913 roku wstępuje do tajnego stowarzyszenia  „Germanenorden” (Zakon Germanów) . Wkrótce w porozumieniu z jej głową – Hermannem Pohlem – postanawia zreorganizować ten „zakon”, podejmując się jego ożywienia na terenie Bawarii, oraz  doprowadzić  do scalenia, dotychczas rozproszonych, lóż germańskich pod jednym kierownictwem. Formalnego otwarcia  nowego stowarzyszenia dokonano 18 sierpnia 1918 roku w Monachium (w hotelu „Vierjahreszeiten”)  przyjmując dlań nazwę „Thule Gesellschaft” (Stowarzyszenie Thule) ([17] str. 207).  Glauer zainteresował się bowiem nordyckim mitem Hyperborei (Antlantydy ?) , której stolicą miało być rzekomo Thule i postanowił go wykorzystać w swojej organizacji. Wylansował on także dwa czasopisma, których artykuły wstępne obwieszczały zbliżanie się „Apokalipsy” i „Nowej Ery” , głosząc iż: „Wszystko co żyje musi zniknąć , aby zrobić miejsce nowemu życiu .” ([8] str. 205). Członkami stowarzyszenia Thule byli między innymi: Max Amman, Dietrich Eckart, Rudolf Hess, Adolf Hitler, Alfred Rosenberg  ([2] str. 151).  Od 1918 roku jeden z wpływowych członków tej tajnej organizacji pisarz Dietrich Eckart organizuje seminaria rasistowskie pod nazwą „Dobry Niemiec” ([4] str. 180). W 1919 roku tenże Eckart spotyka Hitlera i jest pod wrażeniem jego zdolności krasomówczych i osobistego magnetyzmu. W tym samym roku Hitler wstępuje do Niemieckiej Partii Pracy (DAP-Deutsche Arbaiter Partei) i zostaje przyjęty do stowarzyszenia „Thule” ([5] str. 35). Według niektórych badaczy właśnie to tajne stowarzyszenie miało decydujący wpływ na powstanie DAP,założonej formalnie przez Antona Drexlera. Ich zdaniem  DAP  była „tylko zewnętrznym przejawem pewnej grupy ezoterycznej , wywodzącej się z antysemickich lóż germańskich” scalonych po 1912 roku przez wspomnianego już Glauera ([2] str. 151). 24 lutego 1920 roku DAP zostaje przekształcona  w NSDAP czyli Narodowo-Socjalistyczną Niemiecką Partię Robotniczą. Wkrótce Hitlerowi  powierzane są różne funkcje propagandowe, a w czerwcu 1920 roku otrzymuje on propozycję kierowania tą partią. O istotnej roli stowarzyszenia „Thule” w tworzeniu ruchu nazistowskiego świadczyć może także wypowiedź „czołowego ideologa nazizmu” Alfreda Rosenberga  z okresu  procesu przywódców hitlerowskich w Norymberdze:  „Thule? Ależ wszystko wyszło stamtąd! Pouczenie tajne, któreśmy mogli stamtąd zaczerpnąć, pomogło nam więcej w dojściu do władzy niż dywizje SA i SS. Ludzie, którzy założyli to stowarzyszenie, byli prawdziwymi magami .”  Jak stwierdził  G.Galli  „znajdowało się tam po trosze wszystko: gnoza rasistowska, snobizm kierowniczych klas europejskich oddanych kultom ezoterycznym (tajemnym), obecność służb tajnych i potężnych lobby (związków) finansowych, łajdacy i prawdziwi magowie okultystyczni.” ([14] str. 57). Z kolei zdaniem pastora niemieckiego F.W.Haacka  „… listę członków rasistowsko-neogermańskiej organizacji ‚Thule’ czyta się jak jakieś ‚Who is Who’  Trzeciej Rzeszy.”

Jeśli chodzi o stowarzyszenie „Vril” to jego założenie wiąże się z osobą   Karla Haushofera, słynnego geopolityka i  jednego z głównych inspiratorów nazizmu ([2] str. 149). Ten katolik żydowskiego pochodzenia był  także członkiem stowarzyszenia „Thule” jak również należał  do grupy tzw. „Poszukiwaczy Prawdy”, na czele której stał  Georg Iwanowicz Gurdijew ([27] str. 11), również żydowskiego pochodzenia,  działający w różnych sektach i wspólnotach religijnych na terenie Gruzji, Francji, USA. Gurdijew  miał , wedle niektórych autorów, wtajemniczyć Haushofera i Hessa w okultystyczne nauki tybetańskie, a później osiedlić się w Tybecie by  wychowywać Dalaj Lamę ([3] str. 72-73). Jak twierdzi Wulf Schartzwaller w swojej książce „The Unknown Hitler” to właśnie Haushofer, będąc „uczniem” Gurdijewa,  założył w Berlinie stowarzyszenie „Vril”, znane także pod nazwą „Świetlistej Loży”. Zarówno Gurdijew jak i Haushofer utrzymywali, że jakoby mają  kontakty z pewną tajemniczą „tybetańską lożą”  , która posiadała rzekomo sekret „nadczłowieka”. Zdaniem Schartzwallera do stowarzyszenia „Vril” należeli między innymi: Hitler, Rosenberg, Himmler, Goering i osobisty lekarz Hitlera –  dr Morell. Ponadto Gurdijew i Aleister Crowley mieli  utrzymywać kontakty z Hitlerem, który  swoją siłę sugestii i  magnetyczny wpływ na tłumy  ponoć zawdzięczał  psychologicznym technikom nabytym w tajnych stowarzyszeniach. Trudno jest jednoznacznie ocenić, czy  powyższe informacje są do końca wiarygodne, w każdym razie faktem jest, że w  1919 roku Haushofer bywał u Rudolfa Hessa wraz ze swoimi przyjaciółmi z lóż „Vril” i „Thule”, a we wrześniu tego roku zostaje on przedstawiony Hitlerowi przez tegoż Hessa w trakcie zebrania Niemieckiej Partii Pracy (DAP) ([2] str. 150). Karl Haushofer był także  twórcą pojęcia tzw. „przestrzeni życiowej” (Lebensraum) i  tzw. „doktryny kontynentalnej” , w oparciu o którą Hitler podporządkował sobie obszary Europy Środkowej i Wschodniej. Haushofer otrzymał  stanowisko prezesa Akademii Niemieckiej w Monachium, a jego syna  , również profesora ekonomii politycznej , Hitler umieścił w sztabie swego zastępcy, Rudolfa Hessa, gdzie powierzano mu najbardziej zaufane misje do różnych krajów świata ([3] str. 73). Przez osobę Haushofera można było także dotrzeć do brytyjskiej loży „Golden Dawn” (Złota Zorza) „emanacji fabianistycznych socjalistów , którzy właśnie inspirowali i ukierunkowywali anglo-amerykański świat finansowy …” ([2] str. 149). Co więcej  loża ta utrzymywała ścisłe stosunki z Iluminatami niemieckimi poprzez zakonspirowane stowarzyszenie lucyferiańskie „Stella Matutina”  ([11] str. 37).   Karl Haushofer był również jednym z mentorów Rudolfa Hessa i głównym inspiratorem jego tajemniczego lotu do Szkocji w maju 1941 roku. Jak się powszechnie utrzymuje Hess udał się tam żeby spotkać z dobrym znajomym Haushofera, księciem Hamilton. Celem tego spotkania miało być  uzyskanie takiego wpływu na króla angielskiego aby doprowadzić do pokoju z Wielką Brytanią. Stowarzyszenia „Vril” i „Thule”  nosiły  znamiona prawdziwego „zakonu” religijnego i podobnie jak to było w przypadkuIluminatów Weishaupta, reprezentowały zbliżoną ideę lucyferianizmu tylko z różnymi wariantami ezoteryczno-okultystycznymi , propagując „Religię Rozumu”, nadejście „Nowej Ery” i  powstanie „Nowego Człowieka”.  Słowo „Vril” oznacza bowiem  „szczególnie silny fluid powszechnego magnetyzmu, esencję boskości (…) prawdopodobnie stał się on źródłem koncepcji przyszłego naddczłowieka. Jego energia ponownie odkryta przez wielkich wtajemniczonych (…) miała być tchnięta w całą rasę germańską by uczynić z niej rasę panów . ” ([8] str. 204). Zresztą w tym duchu wypowiadał się także  sam Hitler, który twierdził, że religia w rozumieniu tradycyjnym już się przeżyła i  zostanie ona zastąpiona przez „Naukę (…) nową gnozę, która zainauguruje Erę Umysłu i w ten sposób urzeczywistni – poza mutacją biologiczną – ideę człowieka-boga , odpowiedzialnego jedynie przed samym sobą .” ([8] str. 148). Warto w tym miejscu odnotować, że sformowane w 1923 roku tzw. Sztafety Ochronne NSDAP (Die Schutzstaffeln Natzionalistischen Deutschen Arbeitspartei), które w 1925 roku przyjęły nazwę SS , posiadały również pewne znamiona zakonu religijnego o charakterze ezoterycznym i hierarchicznych szczeblach. Zakon SS zawierał  „krąg wewnętrzny” , który obejmował towarzystwo badań i studiów ideologicznych  – Ahnenerbe (czyli Dziedzictwo Przodków) oraz organizację o charakterze mistycznym i wykonawczym – właściwy zakon SS , czyli Czarny Zakon. Ahnenerbe prowadziła na przykład„badania dotyczące różokrzyżowców, świętych liczb , psychicznych skutków jogi i zenu, skuteczności praktyk magicznych i alchemicznych, lokalizacji ośrodka Agarttha. Są to klasyczne tematy współczesnej literatury ezoterycznej. Doktryna SS  jest symbolicznie wyrażana podwójną runą : dwa „S” narysowane jako pararelne błyskawice. W mitologii germańsko-nordyckiej jedna błyskawica wyraża dobro, a dwie błyskawice – zło  .” ([8] str. 148). Według  doktryny  propagowanej w SS  świat jest „surową materią, którą trzeba przekształcić. Wewnątrz tej materii jest uwięziona energia  ; została tam  zgromadzona przez magów, mędrców starożytnej Hyperborei. Ci którym uda się wydobyć ową energię (nazywaną Vril)  będą mogli wejść w kontakt z „zewnętrznymi mocami” (…) człowiek jest przejawem sił uniwersalnych , które krążą w obiegu międzyplanetarnym. Zawiera w sobie cały kosmos (…) kto umie w sposób doskonały zastosować tę doktrynę odpowiedniości , jest w stałym kontakcie z bogami , znajduje się w drodze do naddczłowieczeństwa .” ([8] str. 149). Jak widać można w tych stwierdzeniach odnaleźć niektóre idee propagowane również obecnie, choćby przez ruch New Age.

Globalny socjalizm i „Ruch Paneuropejski”

Jak się przypuszcza opisywana wcześniej reorientacja cywilizacyjna Niemiec poprzez działalność rozmaitych tajnych towarzystw odbywała się w ściśle określonym celu, gdyż postanowiono  wykorzystać hitlerowskie Niemcy jako  narzędzie do swoistego  „federowania” Europy. W zamyśle sterników światowej finansjery  miał to być bowiem jeden z etapów  do utworzenia większych, ponadnarodowych  całości tj. pansowieckiej, panamerykańskiej, paneuropejskiej, panazjatyckiej, panbrytyjskiej, a w końcu  jednej światowej organizacji polityczno-ekonomicznej –  „Republiki Światowej” pozostającej pod ich kontrolą. Zaczęto także  propagować  pewną formy  totalnego socjalizmu, w którym  państwo i jego jedyna partia kontroluje całe państwo i społeczeństwo oraz  wszystkie jego zdolności produkcyjne, gdzie człowiek pełni rolę jedynie  trybu w maszynie. Jego odmianami były : socjalizm sowiecki  oraz  niemiecki narodowy socjalizm, określany teraz wstydliwie „nazizmem”, choć przecież termin „nazi” pochodzi od dwóch  zgłosek wyrazu  „Nationalsozialist” (narodowy socjalista) względnie „National sozialismus” (narodowy socjalizm). Zarówno jeden jak i drugi system  ma te same antychrześcijańskie korzenie, ten sam cel oraz  tych samych  bardzo możnych i wpływowych protektorów w postaci  międzynarodowej finansjery ([22] str. 13).Obie te formy powstały z tej samej woli ustanowienia Anty-Kościoła i z podobnego mesjanizmu, będąc jedynie  adaptacjami dostosowanymi do danych ludów. Jak pisał w 1923 r.  Ernst Niekisch, jeden z przywódców niemieckiej „kompartii” w latach 1920-tych i wschodnioniemieckiej partii komunistycznej po 1945 r. doktryny komunistyczna i nazistowska są  „z istoty najbardziej skutecznymi przejawami nieprzejednanego fanatyzmu antyrzymskokatolickiego” ([2] str. 202). Z kolei Goebbels w liście otwartym z datą 1925 podkreślał, że „w rzeczywistości komuniści nie są naszymi wrogami”, zaś  Hitler , który po 1933 r., żądał by pozostawiono otwarte drzwi do NSDAP komunistom, którzy chcieliby do niej wstąpić, pisał w tym samym czasie : „W naszym ruchu (socjalistycznym) łączą się dwie skrajności: komuniści z lewicy i oficerowie oraz studenci z prawicy (…) To zbrodnia, że przeciwstawiają się oni sobie w walkach ulicznych. Komuniści są idealistami socjalizmu” ([2] str. 200). Tak więc zarówno czerwony jak i brunatny socjalizm miały wiele punktów wspólnych, o czym świadczyć może także ich stała i  bliska współpraca w okresie międzywojennym.  Jak  słusznie zauważył jeden z ówczesnych  badaczy „Niemcy dzisiejsze równie dobrze są przygotowane do komunizmu, jak do rasistowskiego nacjonalizmu. Zmiana systemu społeczno-politycznego na komunistyczny byłaby tylko przemalowaniem szyldu, bo ducha nie trzeba tam przekształcać.” ([12] str. 400). Jednak ostatecznie kierownictwo światowej finansjery zdecydowało się jednak na wsparcie finansowe dla narodowego wariantu socjalizmu w Niemczech. Już w latach 1912-1923 tworzy się w Wiedniu pewien ośrodek o kluczowym znaczeniu dla propagowania tych idei. Grupuje on w swoim małym kręgu między innymi ([19] str. 46)

Waltera Rathenaua  – ” żydowski przemysłowiec, polityk, minister  spraw zagranicznych, twórca traktatu w Rapallo w 1922 , zwolennik etatyzmu i współpracy z bolszewikami” 

Karla Haushofera  – „twórca teorii ‚Lebensraum’ i współautor ‚Mein Kampf’ Hitlera”  

Houstona Stewarta Chamberlaina  – „twórca teorii o ‚wyższości’ rasy aryjskiej”

Richarda Coudenhove-Kalergi  – „twórca idei Pan-Europy

Hjalmara Schachta  – „prezes Banku Rzeszy, poparł w 1933 roku dojście Hitlera do władzy, w latach 1933-45 realizował program zbrojeń Rzeszy”

Adolfa Hitlera i wielu przywódców późniejszej NSDAP. 

Przez Walthera Rathenaua i Hjalmara Schachta można było się dostać w środowisko międzynarodowej  finansjery, związanej szeroko z finansowaniem rewolucji bolszewickiej w Rosji w 1917 roku, a później także potęgi przemysłowej Związku Sowieckiego i hitlerowskich Niemiec ([2] str. 149). Jak napisał  biograf  W.Rathenaua,  hrabia Kessler: „jego [tj. Rathenaua]  koncepcja przemysłu zorganizowanego pod kontrolą państwa, w kierunku Ogólnoświatowej Organizacji Ekonomicznej, została jakby skopiowana przez sowiecki plan pięcioletni. Niedługo po rozruchach 1919 powiedział mi on, że bolszewizm jest systemem prezentującym wielkość, do którego bez wątpienia należy przyszłość. Zachwalał upaństwowienie  monopoli przemysłowych, obalenie prawa dziedziczenia, wyzwolenie proletariatu … .”   Podobne programy były opracowywane w Stanach Zjednoczonych przez stojącego u boku prezydenta W.Wilsona, masona i Iluminata, pułkownika  Edwarda Mandella House’a (właściwe nazwisko: Mendel-Hans). Tenże House  uważał, że dzięki jego przyjaciołom fabianistom amerykańskim i angielskim dojdzie do ustanowienia na świecie „socjalizmu o jakim marzył Marks”  ([2] str. 153). Następną ważną postacią z „ośrodka wiedeńskiego” był wspomniany już wcześniej  Karl Haushofer. Miał on liczne powiązania ze stowarzyszeniami „Thule” i  „Vrill” oraz brytyjską lożą „Golden Dawn”. Kolejnym przedstawicielem tego kręgu osób był przyjaciel Schachta i Rathenaua, Richard Coudenhove-Kalergi, który już w 1919 roku inspirował w Wiedniu założenie ruchu zdolnego przekonać opinię publiczną do sfederowania Europy i utworzenia tzw. Stanów Zjednoczonych Europy czyli tzw. „Paneuropy”. Jak pisze P.Vilemarest, Coudenhove-Kalergi  „miał  swą placówkę w sercu ośrodka wiedeńskiego, tam gdzie przybywają liczni inspiratorzy Adolfa Hitlera (…) dzielił on z Chamberlainem uwielbienie dla Nietzschego , proroka Nadczłowieka. I taki sam podziw dla Oswalda Spenglera, dla jego metodycznej i zdyscyplinowanej „pruskości”, dla jego socjalizmu marzącego o „Trzeciej Rzeszy”, którą w 1919 roku na sześć lat przed swą śmiercią , wieszczy Moller Van den Bruck, inny inspirator doktryny, którą w 1923 wyłożą Hitler i Rudolf Hess”  ([2] str. 150). Coudenhove-Kalergi utrzymywał także kontakty ze stowarzyszeniem „Thule”, szukając również tam zwolenników dla swych idei  ([19] str. 18).  Wprawdzie „Ruch Paneuropejski” rodzi się oficjalnie dopiero w 1922 roku, lecz rozmowy na jego temat prowadzone są już trzy lata wcześniej. Utopijna wizja Paneuropy opracowana przez Coudenhove-Kalergiego była częścią globalistycznej koncepcji świata lansowanej przez ośrodki światowej finansjery. Centrala przygotowawcza i propagandowa idei „Paneuropy” została utworzona w Austrii , zaś w Stanach Zjednoczonych został utworzony komitet pomocy, założony przez tamtejsze loże masońskie z  bankierem Felixem Warburgiem i posłem Straussem na czele ([9] str. 23). „Apostołem” Paneuropy został  Coudenhove-Kalergi , członek wiedeńskiej loży „Humanitas” i kapituły – zrzeszenia masonów 18 stopnia, tzw. „Różokrzyżowców” w „Obrządku Szkockim Dawnym Uznanym” pod nazwą „Kapitel Mozart im Tale von Wien” w Wiedniu. Przynależność Coudenhove-Kalergiego do masonerii nie była wcale przypadkowa gdyż  tajne towarzystwa  odegrały dużą rolę w propagowaniu  idei „Paneuropy” jako części  przyszłej „Republiki Światowej”. Jak głosi sprawozdanie z Konwentu „Wielkiego Wschodu Francji” z 1932 roku ([9] str. 23)„Czyż nie z łona masonerii wytrysnęła iskra, co spowodowała wyklucie się Ligi Narodów , Międzynarodowego Biura Pracy i wszystkich instytucji międzynarodowych , co tworzą znojny, ale owocny zarys Stanów Zjednoczonych Europy , a może i świata ? „  Wspomniana idea zakładała między innymi skasowanie gospodarek narodowych poszczególnych państw, utworzenie jednej międzynarodowej całości gospodarczej, w której pojedyncze państwo byłoby nastawione na produkcję tylko jednego rodzaju, uzupełniając swoje potrzeby w innych dziedzinach wytworami innych państw. W ten sposób nastąpiłoby całkowite uzależnienie w sferze gospodarczej. Wszystko to miało być dokonane w imię utrzymania pokoju, wyjścia z kryzysu gospodarczego, utrzymania przywódczej roli Europy w świecie, obrony przed Związkiem Sowieckim itp. Wszystkie te, zresztą bardzo realistyczne, cele polityczne Coudenhove-Calergi wyłożył w swojej książce-manifeście „Pan-Europa” , wydanej w Wiedniu 1923 roku. Jednak o wielu innych, ukrytych, a chyba najistotniejszych  celach  pisał on jedynie w swych trudno dostępnych pracach, ogłaszanych np. na łamach „Wiener Freimaurerzeitung” ([10] str. 107). Wynika z nich, że  jednym z głównych celów „Paneuropy” miało być stworzenie takich warunków, w których „mógłby zostać dopełniony i zakończony proces emancypacji żydostwa” ([10] str. 108). Bowiem Coudenhove-Kalergi „zaczął odkrywać w żydostwie wartości, które jego zdaniem były bardzo cenne dla scalenia narodów chrześcijańskiej (na razie) Europy” ([19] str. 24).  Już wcześniej w jednej ze swych pierwszych prac „Held oder Heilinger” proponował „talmudyczną wizję uniwersalizmu” , w której Chrystus jest tylko jednym z proroków. Co więcej jego zdaniem chrześcijaństwo ma zginąć, gdyż skazane jest na zagładę, zaś narody europejskie „nie są zdolne do uratowania Europy i od nieszczęść może je uchronić tylko panowanie Izraela na ziemi” ([19] str. 24).Niestety ale Coudenhove-Kalergi walcząc w swoich pracach z rasistowskim antysemityzmem popadł w inną skrajność i  doszedł do rasistowskiego filosemityzmu. Jednym z jego postula
tów  była wręcz „hodowla”  „szlachty europejskiej” stanowiącej  „elitę przyszłości” , w której tworzeniu decydującą rolę mieli odegrać Żydzi jako ci , którzy są
„obdarzeni wyższością ducha” . Dla jej potrzeb Coudenhove stworzył nawet specjalną teorię eugeniki o podkładzie rasistowskim ([10] str. 134). Już w 1922 roku  wyjaśniał on, że „Tysiącletnia niewola pozbawiła Żydów , z rzadkimi wyjątkami, gestów pańskości. Długotrwały ucisk hamuje rozwój osobowości  i tym samym zabija w estetycznym ideale szlachectwa główny element (…) Tak to żydowski , duchowy naród panów (das geistige Herrenvolk der Juden) musi cierpieć pod brzemieniem cech niewolnika, które wycisnął na nim jego rozwój historyczny .” W zjednoczonej Europie sytuacja ta ulegnie zmianie gdyż mimo iż „od tysiąca lat Europa usiłuje wytępić naród żydowski” to „dokonała wbrew swojej woli, drogą kunsztownej selekcji, ich uszlachetnienia i wychowania do roli, którą mogą spełnić jako naród-przywódca (…)  w momencie gdy feudalna szlachta rozpadła się, Boska Opatrzność  obdarowała Europę poprzez emancypację żydowską nową rasą z łaski Ducha .” Tak więc rządzić Paneuropą miał tylko jeden naród, natomiast rządzeni według życzeń Coudenhovego mieliby utworzyć mieszankę rasową w postaci „Euroazjatyckiej rasy przyszłości” , która „zastąpi różnorodność narodów przez różnorodność osobowości .” ([10] str. 108). Warunkiem powstania przyszłej „Paneuropy” było dla Coudenhove-Kalergi to, że„nadejście nowej formy istnienia, nowej moralności w Europie może się dokonać tylko za pośrednictwem jakiegoś dyktatora …”  Zresztą podobnie uważało także wielu przedstawicieli ówczesnych „elit”, jak choćby Hjalmar Schacht , prezes Banku Rzeszy, jak również mason o długoletnim stażu i gorliwy poplecznik zjednoczenia Europy, który przekonywał Coudenhovego, że jedyną osobą mogącą zrealizować „Paneuropę” jest Hitler i że na niego trzeba postawić. Z kolei znany literat Emil Ludwig (syn wrocławskiego okulisty Hermana Cohna), zrzeszony „paneuropejczyk”, w 1932 roku przekonywał osobiście Mussoliniego, by podjął się dzieła zjednoczenia Europy. Tenże Ludwig  w 1938 roku opowiedział się za wojną, jako jedynym sposobem do osiągnięcia tego celu politycznego ([10] str. 144).  Coudenhove-Kalergi opisując swoją wizję przyszłych stosunków europejskich w swojej pracy „Pan-Europa”, opublikowanej w 1923 roku, często posługiwał się w odniesieniu do Żydów terminologią: Fuhrersnation(naród wodzów), Herrenrasse (rasa panów), Herrenvolk (naród panów) itp.  W niespełna półtora roku później ukazała się książka „Mein Kampf” Adolfa Hitlera, nawiasem mówiąc napisana  przy współudziale Karla Haushofera i Alfreda Rosenberga.  Hitler zapożyczył od Coudenhove’a wszystkie te pojęcia z tym że odwrócił do góry nogami piramidę władzy zaproponowaną w „Pan-Europie” i na jej wierzchu osadził „szlachetną rasę aryjską” ([19] str. 25). W 1924 roku, dzięki odpowiedniemu poparciu, Hitler rozpoczyna swój marsz po władzę, podczas gdy Coudenhove-Kalergi, wcale się tym nie zrażając, zajęty jest nadal propagowaniem w Europie idei wielkiej sfederowanej całości , rekrutując zwolenników w Niemczech, Holandii, Belgii, Francji i Szwajcarii ([2] str. 152). Jest on jednocześnie zwolennikiem ZSRR – „dzisiaj nadziei milionów Europejczyków” i sowieckiego planu pięcioletniego. W tymże 1924 roku Louis de Rothschild przekonał swego przyjaciela  Maxa Warburga (brata Felixa Warburga) o potrzebie dopomożenia Coudenhove-Kalergi i wkrótce 60 000 marek w złocie zostało przekazanych jemu i jego zarządcom – Fritschemu z „Dresdner Bank” i wiceprezesowi „Kredit-Anstalt” w Wiedniu, Broschemu. Co więcej w 1935 roku pierwszej manifestacji „Ruchu Paneuropejskiego” w Niemczech będzie przewodniczył „czarodziej”   hitlerowskich finansów  – Hjalmar Schacht ([2] str. 152-153).  

Finansowe źródła nazizmu

Tak więc proces politycznego i ekonomicznego podporządkowywania sobie Europy  rozpoczęto od Niemiec wykorzystując do tego hitlerowski narodowy socjalizm. Wprawdzie początkowo brakowało tutaj  kapitałów, ale dzięki zagranicznej pomocy postanowiono przejąć  kontrolę nad państwem, finansując jego wzrost gospodarczy. Chociaż historia oficjalna podaje, że od swego zarania hitlerowski nazizm  zawdzięczał swe istnienie i rozwój dzięki ogromnej pomocy wielkiego przemysłu niemieckiego, wymieniając przy tym nazwiska Fritza Thyssena, Augusta Borsiga, Emila Kirdorfa, Alberta Voeglera, Georga Schnitzlera, czy dynastię Krupp von Bohlen. Jednak jak się okazuje jest to wyliczenie niekompletne i doskonały pozór by zatuszować  odpowiedzialność, która nie była wyłącznie niemiecka. Profesor Antony C.Sutton jest pierwszym, który udowodnił po latach poszukiwań, w oparciu o dokumenty rządowe i inne źródła, że  odbudowie niemieckiego przemysłu cały czas towarzyszyła również ogromna zagraniczna pomoc ze strony międzynarodowych bankierów i przemysłowców spod znaku Wall Street i  londyńskiego City. Wyniki swoich dociekań w tej kwestii zawarł on w  książce pt. „Wall Street and the rise of Hitler”.  A.C.Sutton będąc pracownikiem naukowym  „Hoover Institute for War, Revolution and Peace”  opublikował wcześniej  monumentalne trzytomowe dzieło pt. „Western Technology and Soviet Economic Development”  dowodzące, że również potęga przemysłowa ZSRR została zbudowana przy wydatnej pomocy sfer finansowych USA. Choć prace te były dużym wydarzeniem w kołach uniwersyteckich, to główne media, nie próbowały nawet ich krytykować i  zareagowały całkowitym milczeniem. Tak więc okazuje się, że elita bankowa z Wall Street  współfinansowała nie tylko przymierze niemiecko-sowieckie po Rapallo , ale także różne narodowe nurty niemieckie , jak też partię narodowo-socjalistyczną i samego Hitlera ([2] str. 162). Niestety wszystkie te fakty zostały w Norymberdze pominięte całkowitym milczeniem. W tym międzynarodowym towarzystwie można znaleźć takich bankierów i finansistów, takich jak choćby Henry i Edsel Ford  z „Ford Motor Company”,  J.P.Morgana, J.D.Rockefellera, Warburgów, Schiffa, Dillona, Harrimanów, Lamonta i Du Ponta. Firmy Morganów i Rockefellerów  już wlatach 1900-1914 wysuwają się na czoło w Ameryce i na świecie ([2] str. 65).  Rockefellerowie  poczynając od swego imperium naftowego „Sandard Oil”, przejmują kontrolę nad rynkami miedzi , stali , tytoniu oraz centrów bankowych, w szczególności „National City Bank” i „U.S. Trust Company” jak też jedno z największych przedsiębiorstw ubezpieczeniowych na świecie „Equitable Life and Mutual ” w Nowym Jorku ([2] str. 65). Z kolei Morganowie rządzą przemysłem stoczniowym, elektrycznością, kauczukiem, jak również centrami bankowymi – „National Bank of Commerce” i „Chase National Bank” oraz firmami ubezpieczeniowymi. Klejnotami ich fortuny są „General Electric” oraz „Guaranty Trust Company”. Z grupą Morgana jest także zrzeszona poprzez „American International Corporation” (AIC)  firma Kuhn, Loeb & Co. ([2] str. 

Literatura:

1. A.C.Sutton – „Wall Street and the rise of Hitler” –  Seal Beach 1976.

2. P.Vilemarest – „Źródła finansowe komunizmu i nazizmu” – Warszawa 1997.

3. H.Kardel – „Hitler założycielem Izraela ?” – Warszawa 1996.

4. ks. J.A.Cervera – „Pajęczyna władzy” – Wrocław 1997.

5. H.Pająk – „Bestie końca czasu” – Lublin 2000.

6. W.Still – „Nowy Porządek Świata” – Poznań 1995.

7. M.Kałuski – „Wypełniali przykazanie miłosierdzia” – Warszawa 2000.

8. J.Vernete – „New Age – u progu ery wodnika” – Warszawa 1998.

9. K.M.Morawski, W.Moszczyński – „Co to jest masoneria” – Poznań 1997.

10. J.Chodorowski – „Czy zmierzch państwa narodowego ?” – Poznań 1996.

11. P.Virion – „Rząd Światowy” – Komorów 1999.

12. F.Koneczny – „Cywilizacja bizantyńska” – Warszawa 1997.

13. F.Koneczny – „Cywilizacja żydowska” – Warszawa 1995.

14. ks. A.Zwoliński – „Tajemne niemoce” – Warszawa 2001.

15. V.Messori – „Czarne karty Kościoła” – Katowice 1998.

16. J.R.Nowak – „Walka z Kościołem wczoraj i dziś” – Szczecinek 1999.

17. N.Goodrick-Clarke – „Okultystyczne źródła nazizmu” – Warszawa 2001.

18. J.Cotter – „Synkretyzm” – Poznań 1996.

19. A.L.Szcześniak – „Holokaust” – Radom 2001.

20. A.Kurajew – „Tajemnica 8 marca” – Fronda  Nr 11/12/1998.

21. Z.Chocimski – „Ezoteryczne źródła komunizmu” – Fronda Nr 9/10/1998.

22. R.Gładkowski – „Myślącym pod rozwagę”  – Toronto 1984.

23. J.R.Nowak  – „Kolejny wybryk antychrześcijański” – Tygodnik Niedziela Nr 43(491).

24. ks. M.Poradowski – „Kościół od wewnątrz zagrożony” – Wrocław 2001.

25. „Modlitwa do niemieckiego boga” – Nasz Dziennik Nr 201 (1697) z 29 sierpnia 2003.

26. ks. S.Tworkowski – „Ostatni zrzut” – Kraków 1984.

27.  Encyklopedia Białych Plam , tom 8 – Radom 2002.

28. A.Solak – „Wojownicy Chrystusa” – Brzesko 2003.   –   LINK