Program Kontroli Umysłu – Programowanie Osobowe

Dodaj komentarz

Ten monumentalny wykład jednego z najlepszych i najsławniejszych psychologów świata jest po raz pierwszy w historii dostępny po polsku. Ta prelekcja jest naukowym wywodem jednego specjalisty dla innych specjalistów i słownictwo jest bardzo specyficzne.

Zacznę od tego kto to jest Doktor Hammond. Lista jego tytułów – tłumaczona ze wstępu do “Prelekcji o Greenbaumie” (Jest to dokument z początku lat 90-tych więc niektóre rzeczy mogły się już zdezaktualizować):

Tytuł Doktora Nauk z Uniwersytetu Stanu Utah.
Dyplomowany Psycholog.
Profesor Medycyny Fizycznej i Rehabilitacji w Akademii Medycznej Stanu Utah.
Dyrektor i założyciel Kliniki Terapii Seksualnej i Małżeńskiej w Uniwersytecie Stanu Utah.
Adiunkt Psychologi Naukowej na Uniwersytecie Stanu Utah.
Redaktor “The American Journal of Clinical Hypnosis”.
Redaktor/Doradca i jeden z założycieli “The Ericsonian Monograf Referee, The Journal of Abnormal Psychology”.
Dyplomowany Hipnotysta Kliniczny (Amerykańska Rada Hipnotystow Psychologicznych).
Dyplomowany Terapeuta Seksualny (Amerykańska Rada Seksuologi).
Kierownik Zajęć Klinicznych i Inspektor Kontroli, Amerykańska Rada Seksuologii.
Dyplomowany Terapeuta w Problemach Małżeńskich i Seksualnych (Amerykańska Rada Psychologi Rodziny).
Dyplomowany Terapeuta Problemów Rodzinnych (Stan Utah).
W 1989 otrzymał prezydencką nagrodę za zasługi od Amerykańskiego Towarzystwa Hipnozy Klinicznej.
Obecny Prezydent Amerykańskiego Towarzystwa Hipnozy Klinicznej.
Wkrótce po tym wykładzie Doktor Hammond, z pewnością zastraszony, wszystko co powiedział 25 Czerwca 1992 roku publicznie odwołał. Jedyną przyczyną może być tylko i wyłącznie chęć ocalenia kariery i….prawdopodobnie życia. Serdecznie doradzam wszystkim skopiowanie całego wykładu na własny komputer – nie wiadomo jak długo jeszcze będzie dostępny w Internecie…
—————————————————————————
WSTĘP
Poniżej zamieszczony jest wykład D.C. Hammonda, oryginalnie zatytułowany “Hipnoza a zaburzenia dysocjacyjne tożsamości: Tortury Rytualne” ale dziś powszechnie znany jest jako “Prelekcja o Greenbaumie”. Był wygłoszony podczas Czwartej Dorocznej Konferencji Wschodnioregionalnej dotyczacej zagadnień Tortur i Rozdwojenia Osobowości w Psychologi, w Czwartek, 25 Czerwca 1992 roku w Mark Center, Radisson Plaza Hotel w Alexandrii, Stan Virginia, U.S.A. Konferencja była sponsorowana przez Centrum Rekuperacji Ofiar Tortur i Odzyskiwania przez nich Samokontroli przy Waszyngtońskim Instytucie Psychiatrii. Nagrania i Transkrypty z Konferencji były wczesniej dostępne odpłatnie z firmy Audio Transcripts, Alexandria, Virginia (telefon: 800-338-2111). Nagrania i Transkrypty innych prelekcji są nadal w sprzedaży, ale ten, ze zrozumiałych względów, juz nie! Poniższy Transkrypt był zrobiony z prywatnego nagrania wykładu.
——————————————————————————————
PRELEKCJA O GREENBAUMIE
Mamy dzisiaj rozległy temat do dyskusji. Pozwólcie mi wpierw przedstawić z grubsza zarys tego w co będziemy się zagłębiać. Po pierwsze, ilu z was miało juz zajęcia z hipnozy? Proszę podnieść rękę. Świetnie. To ułatwi moją pracę. Okej. Chcę zacząć od omówienia treningu wchodzenia w trans i używania fenomenu hipnozy dla pacjentów cierpiących na rozdwojenie jaźni. Także trochę o bezświadomej eksploracji, o metodach jej przeprowadzania, o użyciu wyobraźni i techniki wyobrażonych symboli dla kontrolowania fizycznych symptomów schorzenia, o przeciążeniu informacją – wszystkich rzeczach tego typu. Pod koniec wykładu chce przeznaczyć trochę czasu na dyskusję o czymś ważnym, lecz ciągle pomijanym w temacie chorób dysocjacyjnych. Chodzi o metody uspokajania i kontrolowania automatycznych (i niekontrolowanych) emocjonalnych wybuchów pacjentów, które były w ich osobowość “wszczepione”. Spędzimy dużo czasu mówiąc o cofaniu się w czasie do dzieciństwa pacjenta (regresja) i o rozładowywaniu (oczyszczaniu i gojeniu) nagromadzonych, ukrytych emocji. Pokażę wam jak ja pracuję na przykładzie sesji z nie-dysocjacyjnym pacjentem i omówię różnice i podobieństwa z pacjentami dysocjacyjnymi. Przyczyną tego jest to, że przez lata stalem sie bardzo wrażliwy na punkcie używania dysocjacyjnych pacjentów do jakiejkolwiek prezentacji – oni juz wycierpieli wystarczająco. Teraz wiecie dlaczego prawie nigdy świadomie nie filmuję mojej pracy z pacjentami.
Pomówimy także sporo o współczesnej strategii użycia hipnozy w prewencji nawrotów choroby i o terapii po-integracyjnej. I wreszcie, mam nadzieję znaleźć dzisiaj około godziny czasu aby porozmawiać wyłącznie o torturach rytualnych, programach kontroli umysłu i praniu mózgu – jak jest to robione i jak to zgłębić. Jest to temat na który nie chciałem publicznie rozmawiać w przeszłości (robiłem to tylko w małych grupach i podczas konsultacji) ale ostatnio zdecydowałem, że już najwyższa pora aby to zrobić. Omówimy to dzisiaj szczegółowo.

OKLASKI

Podczas pierwszego międzynarodowego kongresu w Chicago, gdy dyskutowano na temat tortur rytualnych, pamiętam, że myślałem: “Jakie to wszystko dziwne a zarazem interesujące…”. Przypadek tego typu był omawiany; pomyślałbyś: “Jaki niepowtarzalny, rzadki przypadek” a tu wszyscy potem podchodzą i mówią: “Co, ty też masz takiego pacjenta? Ty jesteś z Seattle….a ja z Toronto, a ja z Florydy, a ja z Cincinnati“. Stanąłem jak wryty.
Niedługo potem znalazłem ofiarę tortur rytualnych w moim “starym” pacjencie – po prostu do tej pory jeszcze nie zagłębiliśmy sie wystarczająco w jego psychikę. Ten przypadek skierował moja uwagę na to jak są używane techniki kontroli umysłu, hipnozy i prania mózgu. Zacząłem więc zgłębiać problem prania mózgu, czytać naukową literaturę i nawet zaznajomiłem sie z autorem jednej z lepszych książek na ten temat.
Wtedy zdecydowałem się na eksperyment (czy raczej badanie statystyczne). Wybrałem spośród członków Międzynarodowego Towarzystwa do Badań Rozszczepienia Osobowości i Dysasocjacji około półtora tuzina terapeutów mających największą ilość tego typu pacjentów i zacząłem wywiady. Pytania które zadawałem wywolały u wszystkich bez wyjątku tą samą reakcję. Odparli: “Nie znamy odpowiedzi na twoje pytania. Zadajesz pytania bardziej specyficzne niż my kiedykolwiek zadawaliśmy naszym pacjentom“. Wielu dodało: “Zadam te pytania pacjentom i wrócę z odpowiedziami“. Wielu nie tylko wróciło z odpowiedziami ale też dodało: “Musisz sam z tym czy z tamtym pacjentem porozmawiać“. Skończyło się na setkach dolarów wydanych na rozmowy telefoniczne z tymi pacjentami.
Owocem tej pracy było zrozumienie różnych metod prania mózgu używanych na ofiarach w całym kraju. Zacząłem wyłapywać podobieństwa. Mimo ze początkowo nie zdawałem sobie sprawy jak powszechne to jest, to przynajmniej zrozumiałem, ze skoro tak wielu ludzi podaje tak zbliżone do siebie informacje, to musi być pomiędzy nimi jakiś związek.

Jakieś dwa i pół roku temu w moje ręce wpadł całkiem nowy materiał. Ktoś podał mi nowe informacje o technikach prania mózgu. Większość już znałem, ale kilka było absolutnie nowych. Szukałem potwierdzenia u trzech moich ówczesnych pacjentów a zarazem ofiar tortur rytualnych. Dwie osoby z trzech potwierdziły ich prawdziwość, a były przecież pytane bardzo ostrożnie – bez sugerowania o co mi naprawdę chodzi. Co jest fascynujące – podczas kolejnej rozmowy telefonicznej z terapeutką z innego stanu której udzielałem konsultacji już od paru miesięcy, poprosiłem ją aby zrobiła wywiad wśród swoich pacjentów. Chciała wiedzieć dlaczego wypytuję o pewne detale ale powiedziałem że jest to niemożliwe – nie chcę żeby odpowiedzi od pacjentów były w jakikolwiek sposób zasugerowane. Zadzwoniła po dwóch godzinach mówiąc: “Właśnie skończyłam podwójną sesje z pacjentem i jedna z jego osobowości powiedziała: “To wspaniale, jesteśmy tacy szczęśliwi – teraz wiesz jak kultowi programiści dostają sie do środka. Terapia będzie teraz znacznie przyśpieszona.”

Wielu innych pacjentów słysząc jej pytania chciało raczej zmoczyć majtki ze strachu niż myśleć, że moje odkrycie to dobra rzecz.
No i wtedy terapeutka spytała mnie o to czego nie chciałem powiedzieć jej wcześnie. Co do słowa zgadzało to się z jej odpowiedziami od pacjentów. Od tego czasu powtórzyłem ten sam manewr podczas konsultacji w całym kraju. Udzieliłem konsultacji w 11 stanach USA i raz za granicą, czasami przez telefon, czasami personalnie, czasami mówiąc koledze terapeucie o co chodzi (prosząc tylko, żeby nie sugerował odpowiedzi pacjentom), czasami nie mówiąc nic.
Gdy zaczniesz odkrywać ten sam, okryty głęboką tajemnicą wzór po całych Stanach Zjednoczonych, od Florydy do Kalifornii, a także za granicą – zaczynasz rozumieć, że cos ogromnego i skoordynowanego dzieje się bez naszej wiedzy. Tak to przekształciłem się z osoby obojętnej i nie wiedzącej co na ten temat myśleć w osobę przekonaną, że rytualne tortury istnieją. Osoby twierdzące że nie istnieją, są albo bardzo naiwne (jak ludzie, którzy nie chcieli wierzyć w Holocaust), albo….sami są częścią spisku.
OKLASKI

Od tego momentu, przez długi czas, mówiłem o tym wybranym grupom terapeutów których znałem i ufałem prosząc: “Rozpropagujcie to bez używania mojego nazwiska. Tutaj są szczegóły. Podzielcie sie nimi z innymiterapeutami jeśli uważacie że mam rację. Będę wdzięczny za odzew i komentarze“. Ludzie zaczęli dyskutować, dociekać prawdy – wyraźnie głodni wiedzy. Ja i kilku moich zaufanych kolegów pozostaliśmy w cieniu z obawy o karierę i w związku z pogróżkami. Wreszcie zdecydowałem: “W cholerę z nimi“. Jeśli mnie mają zabić to i tak zabiją. Pora podzielić sie informacją z terapeutami. Częściową przyczyną jest też to, że posuwamy sie zbyt ostrożnie i pomału mimo że wciąż znajdujemy wszędzie to samo. Więc teraz wytłumaczę wam na czym polega programowanie poprzez tortury rytualne. Oczywiście nie mogę w 45 czy 50 minut powiedzieć wszystkiego, ale dam wam narzędzia do zgłębienia problemu i rozpoczęcia pracy na nowym, wyższym poziomie.

Szczerze mówiąc nie wiem jaki procent pacjentów na to cierpi. Zaryzykuję stwierdzenie że ponad połowa, może nawet trzy-czwarte ofiar tortur rytualnych może to mieć. Jaka jest typowa charakterystyka? Jeśli byli wychowani od urodzenia w typowym kulcie lub (jeśli żaden z rodziców nie był w kulcie) kult miał dostęp do nich we wczesnym dzieciństwie – mogą to mieć. Widziałem więcej niż jednego pacjenta który miał praktycznie wszystkie znane mi symptomy ofiary rytualnej. Są wiarygodni. Mówią o wszystkich tych rzeczach które usłyszysz w rozmowie pomiędzy członkami tej grupy, ale nie widać w nich żadnego działającego programu nawet po długim testowaniu. Wierzę że w jednym przypadku którym sie zajmowałem, pewna kobieta była buntowniczką która sie odłamała, uciekła i nie miała więcej kontaktu z grupą.
PAUZA

Oto jak wygląda historia tego wszystkiego. Pod koniec drugiej wojny światowej Allen Dulles i ludzie z wywiadu byli już w Szwajcarii i kontaktowali się z nazistowskimi naukowcami. Gdy wojna dobiegała końca, wyciągneli nie tylko specjalistów od rakiet ale też nazistowskich lekarzy którzy przeprowadzali w obozach koncentracyjnych doświadczenia nad kontrolą umysłu.

Sprowadzili ich do U.S.A. Przybył z nimi młody chłopiec, nastolatek, wychowany w żydowskiej tradycji Chasydów. Miał on wykształcenie w kabalistycznym mistycyzmie. To się bardzo podobało ludziom z kultu – Aleister Crowley wprowadził kabalizm do nauk satanizmu na przełomie wieków (a prawdopodobnie było to robione nawet wcześniej). Podejrzewam że ten fakt był przyczyną rodzącej się między nimi nici porozumienia. Chłopiec uratował swoją skórę dzięki kolaboracji i byciu asystentem przy eksperymentach w obozach koncentracyjnych. Przyjechał z nimi do U.S.A.

Zaczęli chodzić po amerykańskich szpitalach wojskowych I przeprowadzać eksperymenty kontroli umysłu dla wywiadu wojskowego. Ludzie którzy przybyli, nazistowscy doktorzy, byli satanistami. Z czasem chłopiec zmienił nazwisko, trochę go zamerykanizował, zdobył dyplom lekarza medycyny i kontynuował pracę która jest dzisiaj podstawą kultowego programowania ofiar. Jego nazwisko jest znane pacjentom w całym kraju.
PAUZA

Zaczynają pracę bardzo wcześnie. Wybierają dziecko. Dziecko ma rozszczepioną osobowość już w wieku 2,5 lat. Czynią je dysocjacyjnym nie tylko poprzez tortury, w tym gwałt, ale również poprzez praktyki typu wkładanie paluszków dziecka w pułapkę na myszy. Instruują rodziców: “Nie zbliżaj sie do dziecka dopóki samo nie przestanie płakać. Dopiero wtedy możesz iść i zdjąć to z palców“.
Zaczynają z podstawowymi formami w wieku mniej więcej dwa i pół roku i kiedy dziecko ma 6-7 lat, wtedy zaczynają już na całego, kontynuując przez cały okres dojrzewania a potem robiąc już tylko “okresowe przeglądy” w wieku dorosłym.

Praktycznie do programowania dziecko leży na łóżku i ma podłączona kroplówkę. Jest nagie i przywiązane. Ma czujniki przymocowane do głowy i podłączone do monitora aby obserwować aktywność mózgu. Światło w pokoju będzie pulsowało, najczęściej jest czerwonego koloru ale czasami też białe lub niebieskie. Dzieci dostają dawki DEMEROLU (PETYDYNA po polsku.Preparat, od którego przedawkowania zmarł Michael Jackson – co za “zbieg okoliczności”). Czasami używają innych preparatów – zależy od typu programowania. Oczywiście wszystko jest naukowo opracowane – wiedzą dokładnie jaka dawkę dawać co 25 minut aż programowanie będzie skończone.

Pacjenci mówią o uczuciu bólu w jednym uchu (zwykle prawym), gdzie została włożona igła; wtedy słyszą w tym uchu dziwne dezorientujące dźwięki, jednocześnie będąc poddawani wzrokowej stymulacji światła pulsującego w częstotliwości wymaganej do wprowadzenia mózgu ofiary w pożądaną częstotliwość fal mózgowych. Jest to trochę podobne do efektów wywoływanych przez specjalne gogle dostępne teraz w sklepach “Sharper Image” i innych. Wtedy, gdy częstotliwość fal mózgowych ofiary jest w pożądanym zakresie – zaczynają programowanie w kierunku samounicestwienia się ofiary i złamania jej osobowości (upodlenia).
Na ofiarze która wtedy miała około 8 lat (i doświadczyła dużej ilości programowania wcześniej) robiono to w obiekcie wojskowym. To jest często spotykane. Leczyłem i uczestniczyłem w leczeniu przypadków, które ocalały z oryginalnych programów kontroli umysłu prowadzonych często w bazach wojskowych. Znajdujemy też dużo powiązań z C.I.A. Wspomniana pacjentka jest teraz w szkole należącej do kultu, szkole prywatnej gdzie jest poddawana kilku sesjom tortur na tydzień.

Ona będzie wchodziła do pokoju i będzie podłączona. Będą też robić różne inne rzeczy. Gdy będzie w odpowiednim stanie, nie ma już potrzeby kontrolowania jej encefalografem. Ma już podłączone elektrody. Jedna w pochwie, na przykład, i cztery na głowie. Czasami w innych miejscach. Zaczną ją pytać: “Czy jesteś zła na kogoś w tej grupie?” Ona odpowie: “Nie” i oni porażą ją prądem. Będą kontynuować aż ona przestanie dawać negatywne odpowiedzi.

Będą dalej pytać: “Ponieważ jesteś zła na kogoś w grupie – zrobisz sobie krzywdę?“. Ona odpowie:”Nie” i zostanie znowu porażona. Powtórzą: “Czy zrozumiałaś?“. “Tak, ale nie chcę tego zrobić” – znowu porażenie prądem aż do momentu gdy przestanie zaprzeczać. Wtedy dodają: “I wtedy zrobisz sobie krzywdę kalecząc sie nożem. Zrozumiałaś?“. Załóżmy odpowiedziała: “Tak” ale oni znowu porażą ja prądem mówiąc: “Nie wierzymy ci – zacznij od początku“. To jest typowy scenariusz tortur. Pacjentka mówiła, że po około pół godzinie robią przerwę na papierosa i zaczynają od nowa. Mogą powtarzać to samo albo iść do przodu z programem. Sesje trwają od minimum pół godziny do trzech godzin, przeciętnie trzy razy w tygodniu.
Programowanie pod wpływem leków psychotropowych i przy określonej częstotliwości fal mózgowych, ze specyficznymi dźwiękami w prawym uchu i programatorem mówiącym do lewego ucha (połączonego z prawą pokulą mózgową) wymaga nieludzkiej koncentracji aby słowo w słowo powtarzać instrukcje programatora i uniknąć dodatkowego bólu. Tak wygląda większość programowania.

Czasami używają też typowych technik prania mózgu. Czasami też będą to standardowe techniki hipnozy. Będzie też deprywacja sensoryczna, która jak wiemy ułatwia uleganie sugestiom. Moje badania wykazały: “Całkowita deprywacja sensoryczna = łatwiejsze uleganie sugestiom”. Nierzadko używają tego, włącznie z komorami deprywacyjnymi, przed pewnymi rodzajami programowania.

PAUZA
Pozwólcie że teraz, ponieważ nie mamy zbyt dużo czasu, dam wam maksimum praktycznych informacji.
Metodą której używam do pytania pacjenta czy przeszedł opisane wcześniej programowanie, jest sprawdzanie jego odruchowych (bezwiednych?) sygnałów nadawanych czubkami palców (fachowa nazwa: “ideo-motor”?). Kiedy przygotujecie pacjenta do rozmowy, wtedy ja bym zaczął w ten sposób: “Chcę aby wasz Trzon Centralny objął kontrolę nad czubkami palców“. Nie próbujcie rozmawiać z osobą w transie. Gdy macie do czynienia z kontrolą umysłu to musicie komunikować sie z Trzonem Centralnym. Ten trzon został stworzony przez kult. I dalej: “I chcę aby Trzon Centralny objął kontrolę nad czubkami palców u tej ręki i nad sygnałami – aby na “Tak” czubki palców unosiły się do góry. Chce zapytać Trzon Centralny czy jest tam część was, część Marii (imię pacjentki), która wie cos na temat Alfa, Beta, Delta lub Theta”.

Jeśli otrzymacie potwierdzenie, to niech to będzie alarmem dla was że macie pacjenta po intensywnym programowaniu. Wtedy bym powiedział: “Chcę tą część, która cos wie o Alfa, Beta, Delta czy Theta abyprzyszła na poziom gdzie możemy porozmawiać i kiedy przybędzie niech powie “Jestem tutaj“. Nie pytałbym czy ta część chciałaby rozmawiać – oczywiście nikt nie jest chętny do rozmowy o nieprzyjemnych sprawach. Zażądajcie: “Chcę tą część, która może mi o tym powiedzieć, aby sie zbliżyła“. Wtedy, bez sugerowania niczego, pytajcie ich czym są te rzeczy. Miałem konsultację w której udało mi sie dostać do środka. Czasami otrzymywałem odpowiedz “Tak” ale po dłuższej rozmowie wiedziałem, że osoba tylko z grzeczności potakiwała a w rzeczywistości nic tam nie było lub (w 2-3 przypadkach) były oznaki wstępnego etapu tortur rytualnych ale nic więcej.

A więc tak -wyobraźcie sobie że cały pierwszy rząd widowni to ofiary rozszczepienia jaźni. Ta pani tutaj ma drugą osobowość o imieniu Maria, ta pani o imieniu Monika, ta Gertruda, ta Elżbieta itd. Wszystkie te drugie osobowości mogą być zaprogramowane dokładnie tak samo – gdy osoba z kultu na przykład powie “Alfa zero, zero dziewięć” lub wykona jakiś umowny znak – ze wszystkich tych osobowości siedzących w pierwszym rzędzie wyjdzie na wierzch dokładnie taka sama cześć.
Litera Alfa jest oznaczeniem wstępnego, ogólnego programowania. Bety to programy seksualne. Na przykład programują jak odbywać stosunki oralne, jak uprawiać seks w rytuałach kultu, rzeczy związane z pornografią dziecięcą, reżyserię pornografii dziecięcej i prostytucję. Delta to mordercy trenujący podczas ceremonii kultowych. Jest to wymieszane z programowaniem samobójczym, zamachami i morderstwami. Theta to telepatyczni mordercy.

Uwierzcie mi, nigdy przedtem w życiu nie słyszałem o takich rzeczach. Nigdy nie przyszło mi do głowy “Telepatyczni mordercy” ale kiedy po całym kraju terapeuci pytają “Co to jest Theta?” i dostają tą samą odpowiedź “Telepatyczni mordercy” – zaczynasz podejrzewać, że coś realnego, systematycznego i bardzo rozpowszechnionego ma miejsce.
Myślę że kult wierzy w telepatyczne możliwości, włączając w to telepatyczne porozumienie z “Matką” a także możliwość spowodowania wylewu krwi do mózgu i uśmiercania. Theta ma tez bardziej futurystyczne części programowania.

No i jeszcze jest Omega. Zwykle na początku nie pytam pacjenta o Omegę, bo to może ich jeszcze bardziej przerazić. Omega to ostatnia litera greckiego alfabetu, czyli “Koniec” – to jest programowanie samobójcze i samookaleczeniowe.
Gamma wygląda na program bezpieczeństwa sytemu (czyli dezinformacja, dywersja, półprawdy itd).
Mogą też być inne litery greckiego alfabetu. Radzę wziąć ze sobą cały grecki alfabet i pytać Trzon Centralny po kolei. Błagam tylko – NIC PACJENTOM NIE SUGEROWAĆ! Na przykład nigdy nie pytajcie: “CzyDelta to zabójcy?“. Czekać na odpowiedzi od nich samych. Po prostu kiedy macie potwierdzenie o Alfa, Beta, Delta i Theta, wtedy weźcie grecki alfabet i pytajcie (na przykład): “Czy jest tam w srodku program o nazwie Epsilon?“. Może coś być związane z innymi literami, jakiś system, czego ja nie wiem. W jednej osobie na przykład znalazłem, że Zeta byla do produkcji filmów pornograficznych gdzie tę osobę używano. U innej osoby Omikron znaczył kontakty z mafią, wielkim biznesem, politykami i szmuglem narkotyków. Więc myślę, jest w tym wszystkim trochę indywidualizmu.

Niektóre programy są to typowe “Wróć do nas”, “Wróć do domu”, “Wróć do kultu“.
Cały system ma jeden słaby punkt. W programy są wbudowane kody do wyłączania programu i do jego wymazywania – na przypadek gdyby zaszła taka potrzeba. Te kody to niepowtarzalne zwroty, rymowanki, powiedzonka czy banalne przyśpiewki. Czasami będą to numery zakończone wyrazem. Ta część jest bardzo indywidualna. Początkowo miałem nadzieje, że gdy znalazłem jeden to będzie on działał na innych ofiarach – oho, nie tak prędko! Jest bardzo nieprawdopodobnym, żeby ten sam kod działał na dwóch osobach, chyba, ze należeli do tej samej małej grupy i przechodzili programowanie razem. Z tego co sie dowiedziałem, programatorzy mają laptopy gdzie trzymają kompletną informację o każdej osobie którą programowali: wspomniane kody, imiona osobowości w środku, typy programów “zainstalowanych” itd. Trzymają tą calą informację, nawet sprzed 20-30 lat.

Więc co możecie zrobić, to zdobyć kod wymazujący dany program; i zawsze wpierw pytajcie: “Jeśli podam ten czy tamten kod – co się stanie?”. Lepiej nawet sprawdzić podwójnie pytając: “Czy jest w środku cześć, która mainną informację na ten temat?”. Obserwujcie ruchy czubkami palców! Z mojego doświadczenia wiem że jest możliwym wymazać programy przez podawanie odpowiednich kodów, ale potem musicie z pacjentem przetrawić całą sprawę i rozładować jego zakumulowane napięcie emocjonalne. Szczególnie jest to ważne przy wymazywaniu programu Omega, a od tego ja zwykle zaczynam bo Omega jest najniebezpieczniejsza dla ofiary. Po tym jak usunę Omegę, czy raczej osobowości typu Omega wszystkie razem, aby móc potem rozładować nagromadzone napięcie i zwrócić pacjentowi pamięć związaną z programowaniem Omega (i wszystkimi jego częściami) przez segmentowe przetrawianie doświadczeń i rozładowywanie nagromadzonych napięć.

Często programatorzy używają metafory – metafory Robota. Wmawiają ofiarze, że skorupa robota pokrywa całkowicie jedną z osobowości dziecka i czyni go robotem. Czasami w waszej pracy z pacjentami będziecie konfrontowac roboty w środku. Co doświadczyłem bardzo często i zrozumiałem że pomaga przyspieszyć cały proces, to polecenie Trzonowi Centralnemu: “Trzon, chcę abyś się rozejrzał wkoło. Mamy robota blokującego naszą pracę. Obejdź go od tyłu i przyjrzyj sie tyłowi jego głowy i szyi – co widzisz?”. Jak zwykle, pytam bez sugerowania. Często otrzymuję odpowiedz, że trzon widzi druty czy jakiś wyłącznik. Wtedy mówię: “Wyciągnij druty czy pstryknij wyłącznik i to powinno unieruchomić robota – daj znać gdy tak sie stanie”. Wkrótce potem dostaję sygnał: “Tak”. “Świetnie! Teraz kiedy robot jest wyłączony, zajrzyj do środka i powiedz co widzisz”. Zwykle znajdują jedno lub więcej dzieci. Polecam wypuścić dzieci a potem wziąć laser i “wyparować” robota. Pacjenci są zwykle mile zaskoczeni, że było to takie łatwe, wielu terapeutów też!
PAUZA

Największym problemem jest to, że mamy do czynienia z tak wieloma warstwami programowania. Przejdę do projektora i pokażę – co my tu mamy to niezliczone ilości osobowości (wcieleń).
Powiem wam jedną z najbardziej fascynujących historii, której byłem świadkiem. Jakiś rok temu odwiedzałem gabinety dwóch być może najlepszych terapeutów w kraju, aby spotkać sie z najcięższymi przypadkami rozdwojenia jaźni. Pracowaliśmy i ja obserwowałem niektórych pacjentów. Pamiętam jedną kobietę – była już zamknięta w klinice przez trzy lata i ciągle brak postępu. Kolejna była zamknięta przez rok i próbowano wszystkich najlepszych metod: rozładowywanie nagromadzonego napięcia emocjonalnego, integrację, wsparcie kooperacji, terapię przez sztukę, pisanie dziennika itd. Potem była kolejny rok pacjentka dochodząca i mająca 2-3 godziny terapii tygodniowo. Wykryliśmy, że w obu przypadkach probowaliśmy leczyć jedną ze stworzonych osobowości i nawet nie dotknęliśmy programów kontroli umysłu! Aktualnie wykryliśmy że ta dochodząca pacjentka była cały czas kontrolowana przez matkę telefonującą do niej z innego stanu i…. miała w sobie instrukcje zabicia terapeuty w przyszłości.
Więc radzę dokładnie sprawdzić, spytać Trzon Centralny: “Czy jest tam jakaś część mająca kontakt z kimś z kultu? Czy jest tam jakaś część chodząca na spotkania czy rytuały? Czy jest urządzenie nagrywające w środku Marii (jeśli to imię pacjentki)? Czy jest ktoś kto przesłuchuje którąś z części na temat tego co sie dzieje podczas terapii?“. Mam przykre doświadczenia z przeszłości – duża porcja ofiar w tym kraju ma swoje terapie monitorowane.
Pamiętam kobietę, około 24 lat, która przyszła twierdząc że jej ojciec jest satanistą. Jej rodzice rozwiedli sie gdy miała sześć lat. Od rozwodu do lat piętnastu była przez ojca brana na rytuały kiedykolwiek go odwiedzała. “Od piętnastego roku życia juz więcej tam nie chodziłam” powiedziała terapeucie i on uwierzył. Usiedliśmy w moim gabinecie. Zrobiliśmy dwugodzinne badanie z użyciem hipnozy. Odkryliśmy zainstalowane programowanie. Znaleźliśmy także potwierdzenie, że wszystkie poprzednie sesje były monitorowane i aktualnie powiedziano jej aby byla chora i nie przyszła na spotkanie ze mną.
Inna ofiara była poinformowana, że ja jestem z kultu i jeśli spotka sie ze mną wbrew zakazowi, to ja ja ukażę. Jaki pożytek dla monitorowanego pacjenta? Z tego co wiem dostają wstrząsy elektryczne – co możesz zrobić poza byciem dobrym, rozumiejącym i współczującym? Ja bym nawet nie próbował z poważnym odprogramowywaniem, bo będą tylko bardziej torturowani. Jedyne rozwiązanie to zamknięcie pacjenta na długi okres czasu w bezpiecznym miejscu gdzie można zacząć terapię.

Mam przeczucie że jeśli to zbadamy, to okaże się że ponad 50% pacjentów gdzie przynajmniej jedno z rodziców jest w kulcie, będzie non-stop monitorowanych. Teraz, jeśli pójdziemy głębiej niż w istniejące osobowości, znajdziemy Alfa, Beta, Delta itd, a potem dojdziemy do awaryjnych programów. Zwykle będzie istniał kod wymazania dla nich. Często programy awaryjne są spakowane razem i mają jeden kod do ich wymazania. Dlatego gdy dostanę kod do wymazania Omegi zadziała on i na awaryjne wersje Omegi. Po tym gdy spytam: “Co sie stanie gdy podam taki a taki kod?” – podaję ten kod i pytam: “Co czujesz?“. Często opowiadają, ze słychać buczący komputer, eksplozje, bardzo interesujące rzeczy. Miałem terapeutów wracających do mnie z komentarzem: ” Mój Boże, nic nie wspomniałem pacjentowi o robotach a on mówi coś o wyparowywujących robotach!“.

Pamiętam terapeutkę która skontaktowała się ze mną mając problem z jednym przypadkiem. Powiedziałem aby dowiedziała sie na temat Alfa, Beta, Delta itd. Zrobiła to i dostała potwierdzenie. “Co to jest?” spytała. Odpowiedziałem, że jej nie powiem – niech sie wpierw dowie od pacjenta. Po dwóch tygodniach mówi: “Spytałam co to Theta i odpowiedział, że to telepatyczni zabójcy. Spytałam o Delta i mówi, że to mordercy“.
Wtedy zgodziłem sie z nią spotkać na konsultację i więcej wytłumaczyć.
Później dzwoni i mówi: “To brzmi zbyt fantastycznie. Słuchałam ciebie myśląc, że coś z tobą mentalnie nie w porządku. Gdybym cię nie znala profesjonalnie pomyślałabym, że zwariowałeś. Dokładnie według twoich instrukcji pytałam pacjenta. Spytałam też jedną z moich pacjentek ale ona tego nie miała“. Opowiedziała jak z nim pracowała, jak udało sie jej wymazać programy, jak slyszała opowieści pacjenta o robotach wyparowujących itd. W tym jest caly problem. Stworzono wiele rożnych warstw programowania myśląc, że my będziemy na zawsze krążyć wkoło bez postępu. Myśleli, że w większości przypadków nigdy nie dostaniemy sie głębiej, poniżej tych osobowości oni dla nas “do znalezienia” umyślnie stworzyli.
Sposób w jaki kreujesz “Manchurian Candidate”(po polsku będzie “śpioch” a nawet “matrioszka”) to rozdwajanie osobowości. To jest to co wywiad chciał rozpracować. Jeśli chcesz mieć zabójcę, chcesz znaleźć kogoś kto by to zrobił bez wahania – rozdwajasz osobowość. Fascynują mnie sprawy takie jak zabójstwo Roberta Kennedyego, gdzie Bernard Diamond badający Sirhana Sirhana wykrył, że on ma totalną amnezję i nie pamięta zabijania, chyba że pod hipnozą. Po seansie hipnozy znowu nie pamiętał co zrobił. Bardzo bym chciał zbadać go osobiście.

Wygląda na to, że pod tym mamy następne warstwy. Wygląda na to że jedna nazywa sie “Programowanie Greena”. Interesujące, że nazwisko doktora jest Green (po polsku Zielony). Tak więc, po tym jak odkryję że pacjent to ma, zadaję pytanie, bez sugerowania niczego: “Czy jest jakiś doktor związany z tym programem? Czy jego nazwisko ma zwiazek z jakimś kolorem? Jeśli tak to z jakim?”
Od czasu do czasu mam pacjentów (może 3-4 total), którzy próbowali zgadywać (tak myślę) ale nie dałem się nabrać. W jednym przypadku znalazłem doktora o nazwisku związanym z innym kolorem. Ta pacjentka mówiła prawdę – doktor ten bral udział w jej programowaniu i okazało sie, że 30 lat wcześniej byl studentem Dr. Greena. Inna pacjentka nie mogla sobie skojarzyć żadnego nazwiska więc kontynuowaliśmy z innymi tematami. Nagle, po paru minutach, podskoczyła i mówi: “Green! Czy miałeś na myśli Dr. Greena?” Znajdujemy jego nazwisko w pacjentach z całych Stanów Zjednoczonych.

Wygląda na to że jeszcze głębiej jest Programowanie Greena i podejrzewam, że szukając głębiej znajdziemy mniejszą, ale bardziej scentralizowaną grupę programów. Wszystkie programy Greena: Ultra Green (Ultra Zielony) i Green Tree (Zielone Drzewo). Kabalistyczny mistycyzm jest w to wszystko wmieszany. Jeśli ktoś planuje pracować nad takimi przypadkami, musi zdobyć kilka książek o Kabale. Jedna napisana przez Pana Diona Fortune ma tytuł “Qabala” z litera “q”, Dion Fortune. Kolejna, przez Ann Huffer-Heller i nazywa sie “The Kabbalah“. Nic nie wiedziałem o Kabale. Bylo to interesujące. Dwa lata temu pacjent siedział u mnie w poczekalni, przyszedł dużo wcześniej, i narysował w pełnych kolorach Drzewo Kabały. Zajęło mi 2 miesiące aby zrozumieć co to było.

Pewnego dnia pokazałem ten rysunek komuś, kto odparł: “Wiesz co? Wygląda jak Drzewo Kabały”. To mi przypomniało ezoteryczne rzeczy w jednej starej książce i ją odszukałem. To była własnie specjalność Dr. Greena. Green Tree (Zielone Drzewo) to Greenbaum po niemiecku – oryginalne nazwisko Dr. Greena. Miałem pacjentów którzy wyraźnie nie wiedzieli, że oryginalne nazwisko doktora bylo Greenbaum, ale sami z siebie przyznali posiadanie części zwanych Pan Greenbaum. Dam wam informacje co do części, co może być pomocne jeśli chcecie dowiadywać sie na temat tych rzeczy – ponieważ z mojego doświadczenia wiem że istnieje jedna część dająca informacje i albo całkiem się opróżni, albo zacznie się bronić, lub też wystraszy się i zamilknie. Wtedy musicie nacierać do przodu, podejść z innej strony i znajdziecie kolejna część.

Podam kilka części, o które powinniście spytać czy istnieją. Aha, i kiedy badam pacjentów, dorzucam garść pytań “zmyłkowych” – na przykład: “Czy jest w środku cześć o nazwisku Iksiński?” po to aby zobaczyć czy nie tworzą bajek. Na przykład pytam: “Czy poza Trzonem Centralnym jest część pod nazwą Mądrość?” Mądrość jest częścią Drzewa Kabały – gdy znaleziona w pacjencie, będzie źródłem wielu informacji. Pytam: “Jest tam w środku Diana? Jest tam Zelda?” itd., itp. aby zobaczyć jakie odpowiedzi dostanę. Aktualnie z Dianą musimy być ostrożni. Diana jest częścią Drzewa Kabały i jest związana z częścią zwaną Foundation (Fundament lub Baza po polsku). To was pewnie zainteresuje. Pamiętacie Process Church? Rodzina Mansona, która zamordowała żonę Polańskiego i wiele innych osób, była związana z Process Church. Kupę osobistości Hollywoodu było związanych z Process Church. Książki mówią, że około 1978 ukryli się i ślad po nich zaginął. Nie prawda. Żyją szczęśliwie i bezpiecznie na południu stanu Utah. Mamy w Departamencie Bezpieczeństwa Stanu Utah grubą teczkę z aktami mówiącymi, że kupili na północ od Monument Valley rancho do robienia filmów; wyremontowali, znacznie rozbudowali, pozmieniali nazwiska i żyją. Rancho jest pod ścisła ochroną – niewiele osób wychodzi na zewnątrz i nikt obcy nie ma prawa wstępu.

Kluczowym słowem jest “Foundation” (Fundament lub Baza po polsku). Foundation jest częścią Drzewa Kabały. Więc spytajcie: “Czy jest w środku coś o nazwie Foundation?” ale też wrzućcie trochę “zasłony dymnej” w postaci pytań: “Czy jest tam coś zwane Piwnicą?” czy “Czy jest tam w środku coś zwane Ścianami?” itp. Często też znajduję część zwaną “Black Master” i drugą “Master Programer” – i w środku tej ostatniej będą operatorzy komputerów. Ilu z was już znalazło komputerowe rzeczy w osobowościach pacjentów? Typowym jest znalezienie operatorów komputerów: Computer Operator Black, Computer Operator Green, Computer Operator Purple. Czasami mają numery zamiast nazw, czasami są nazywani System Information Directors. Wtedy możecie szukać ich szefa. On będzie źródłem informacji. Jeśli spytacie: “Czy jest tam cześć Dr. Green?” to prawie zawsze znajdziecie – wiem z doświadczenia. Zwykle, z odrobiną wysiłku, możecie pomóc im zrozumieć, że są tylko częścią dziecka i teraz, skoro są w pełni bezpieczni, mogą przestać grać tę rolę.
Spytajcie: “Jeśli Kult by się dowiedział, że ty sie dzielisz tymi tajemnicami ze mną – co by się stalo?”. Podkreślajcie, że jedyna droga ucieczki w bezpieczne miejsce wiedzie przez was, przez co oni muszą z wami kooperować i pomóc wam w pomaganiu im samym. W ten sposób możecie dostać więcej informacji.
Oczywiście Kult próbował zabezpieczyć programowanie bardzo dokładnie. Oto przykład z Ultra Green. Myślałem, że jest ten program zarezerwowany tylko dla dzieci rodzin z kultu ale, wpierw, z pewnymi zmianami, znalazłem go w dzieciach z rodzin nie należących do kultu. Zwykle nie znajdziecie tak głębokiego programowania jak Ultra Green czy nawet Green Programing w ludziach spoza kultu. Niemniej pozwólcie że opowiem co znalazłem najpierw w ofiarach spoza kultu, a dopiero potem w ofiarach z rodzin należących do kultu.
Terapia pacjentki szła bardzo dobrze, zbliżaliśmy sie do końcowej, pełnej integracji, gdy raptem zaczeła mieć halucynacje, jej palce tłukły w stoł jak młotki itd. Użyłem “affect-bridge”(po polsku chyba Łącznik Emocjonalny) i cofnęliśmy sie w czasie. Okazało sie, że gdy miala 8 lat ulegla sugestii, że gdy kiedykolwiek sie jej stan psychiczny polepszy, to….automatycznie straci zmysły. Dali jej LSD, przywiązali i wypytywali co czuje. Gdy opowiedziała, potem użyli jej własnych komentarzy i w stylu hipnozy Miltona Ericsona połączyli efekty stanu narkotycznego z silną sugestią: “Jeśli kiedykolwiek osiągniesz ten stan, to zwariujesz. Jeśli kiedykolwiek będziesz zintegrowana i polepszy sie twój stan, wtedy zwariujesz i będziesz zamkniętą w klinice psychiatrycznej do śmierci”. Powtarzali tę sugestię wielokrotnie. W końcu też zasugerowali: “Ażeby czemuś takiemu zapobiec lepiej popełnić samobójstwo”. Później, robiąc to samo z pacjentką z rodziny należącej do kultu, spotkałem się z tymi samymi symptomami i z tym samym programem.
Nazywa się to “Green Bomb” (Zielona Bomba). Tyle różnych wariacji od nazwiska Pana Greenbauma. Różnicą było tylko to, ze było to jej zrobione w wieku 9 lat i sugestią była amnezja: “Jeśli będziesz cos pamiętać o Ultra-Green i o Green Tree to zwariujesz. Staniesz sie jak roślinka i będziesz zamknięta na zawsze”. I oczywiście końcowa sugestia: “Będzie łatwiej dla ciebie jeśli sie zabijesz, niż masz tak cierpieć z powodu pamiętania”.

Trzy lata później, gdy miała 12 lat, użyli coś podobnego do Amytalu (Amobarbital – lek psychotropowy)aby spróbować przełamać jej “wbudowaną” amnezję lecz bez powodzenia. Została znowu związana, sparaliżowana jakimś preparatem, dali jej znowu LSD (więcej niż za pierwszym razem) aby umocnić “wbudowaną” sugestię. Powtórzyli w wieku lat szesnastu. A więc to jest przykład pułapki którą możecie napotkać po drodze.
Jest wiele przypadków gdzie użyto mocnych medykamentów tego typu, plus sugestię aby zabezpieczyć tego typu głęboko ukryte rzeczy.

I gdzie jest dno? Tyle wiem co i wy. Miałem wielu terapeutów zniechęconych przypadkami, których nie byli w stanie rozwiązać. Aktualnie jedna osoba z tej sali dostała dwa miesiące temu podstawowe informacje i była w stanie otworzyć przeróżne rzeczy w pacjencie z Ohio, z którym nie było żadnego progresu wcześniej. To się zdaża często. Myślę, że gdy wejdziemy głębiej, na niższe poziomy, to zlikwiduje problemy powyżej. Nie wiemy tego jeszcze w 100%. W kilku pacjentach mieliśmy do czynienia z programowaniem najwyższego kalibru. Chcę powiedzieć jak to bylo zrobione. Bierzemy i wymazujemy jeden system typu Omega. Wtedy mamy potężne rozładowanie emocjonalne związane z pamiętanymi wydarzeniami i odczuciami – w segmentowym rozładowywaniu dla części mających do czynienia z wymazaniem.

Zazwyczaj powiem wtedy: “Teraz, kiedy skończyliśmy, czy ciągle jest jakaś część pamięci czy uczuć, które są częścią Omega?”. Odpowiedz jest zwykle: “Nie”. Wtedy mówie: “W tym momencie widze większość a może wszystkieczęści, które były Omega, nie maja chęci ani potrzeby być inne i chcą wrócić do Marii i połączyć sie z nią”. “Iść z powrotem skąd przyszły” to inne stwierdzenie używane. “Czy są tam jakieś części Omegi, które nie są pewne i mają wątpliwości co do tego?”. Jeśli tak jest to musimy z nimi rozmawiać, przekonać. Niektóre mogą odmówić integracji. Z mojego doświadczenia prawie zawsze wszystkie będą zintegrowane i możemy zintegrować nawet 25 części naraz w skomplikowanym, wielorozszczepionym pacjencie.
Myślę że jest niezwykle ważne aby rozładować emocje pacjenta zanim przejdziemy do następnego etapu. W większości pacjentów kolejność wymazywania nie gra roli ale są wyjątki. Jeśli wybór należy do mnie, to zaczynam z Omegą i Deltą ponieważ obie niosą potencjalne fizyczne niebezpieczeństwo; potem Gamma aby pozbyć się samozaklamania. Co bym zrobił zaraz po wymazaniu Omegi i pokazaniu ofiarze, że pomoc i ulga jest możliwa, to spytałbym ją: “Pytam Trzon Centralny, przez odpowiedz czubkami palców, czy istnieje specjalna kolejność do wymazywania programów?” W większości przypadków odpowiedz jest: “Nie” ale w kilku przypadkach było: “Tak”. Polecam robić to często bo wzmaga to optymizm i ulgę w pacjencie. Ale także proponowałbym zacząć zagłębianie sie na niższe poziomy znowu pytając o kolejność wymazywania i porady. Pytania?
Pytanie: Jaki jest typowy wiek i płeć ofiar?
Dr. Hammond: Spotkacie mężczyzn i kobiety. Ja spotykałem I leczyłem w większości kobiety. Znam przypadki kilku mężczyzn. Dawno temu rozmawiałem gdzieś z grupą terapeutów opowiadając im to co mówię wam teraz. Obserwowałem jedna kobietę która zawodowo opiekuje się trudnymi i opóźnionymi dziećmi – zrobiła się blada jak ściana. Spytałem co się stalo. Odpowiedziała, że pracuje z 5 letnim chłopcem i niedawno cos jej mowil o Dr. Greenie. Kontynuowałem mój wykład i ta kobieta znowu trzęsie glowa. “Co się dzieje?” pytam. Mówi: “To dziecko samo z siebie opowiadało mi o robotach i o Omega”. Oczywiście od czasu do czasu oni zmieniają parę detali ale fundamentalnie to jest ciągle to samo. Widziałem pacjentów po czterdziestce włącznie z dziećmi ludzi postawionych bardzo wysoko w C.I.A. itp. Kilku pacjentów bylo ofiarami oryginalnego programu Monarch – programu prowadzonego przez wywiad.
Pytanie? Osoba na tyle?
P: Ja ciągle nie mogę pojąc jak zacząć, jak znaleźć metodę na wymazywanie. Jak Pan zdobywa te informacje?
Dr.H: Powiedziałbym: ” Chcę Trzon Centralny, jeśli jest to konieczne; aby użył swoich telepatycznych umiejętności”, ponieważ oni wierzą w te rzeczy i trzeba tego użyć, uczyłem sie technik Ericsona, “do zdobycia kodów dowymazania wszystkich programów Omega. Gdy zdobędziesz daj znak palcami”. Gdy przyjdzie potwierdzenie wtedy polecam aby mi powiedzieli: “Czy są też programy awaryjne Omegi?”. “Tak”. “Okej, ile?”. “Sześć” pada odpowiedź (powiedzmy – bywają rożne ilości). “Czy są kody wymazywania dla nich?” “Nie”. “Czy jest kod wymazania dla wszystkich programów awaryjnych połączonych razem?”. “Tak”. “Zdobądź ten kod i daj mi znać”. Mogę iść do przodu nawet tak szybko jeśli nie ma oporów czy pułapek. Pytanie?
P: Tak, może Pan powiedzieć co Pan wie o ryzyku dla terapeuty? (śmiech na sali)
Dr.H: Jakie dokładnie jest Pana pytanie?
P: Taaak, chciałbym wiedzieć. Jaka jest statystyka z Pana doświadczenia z tak wieloma pacjentami? Chodzi nie tylko o pogróżki ale także o obrażenia fizyczne, problemy dla rodziny terapeuty itp. To jedno pytanie. Drugie – czy zna Pan kogokolwiek leczonego z takiego poziomu dysasocjacji i przeżyć, kto został wyleczony? Zintegrowany? Cały i szczęśliwy?
Dr.H: Okej, mam jedną ofiarę – z rodziny nie należącej do kultu ale sąsiedzi i lekarz (wielu lekarzy jest w tym) mieli do niej dostęp. Oni wysyłają swoich na studia medyczne, żeby mieć zabezpieczoną flankę – ofiary są widziane przez “swoich” lekarzy, którzy przepisują leki i nigdy “nie widzą niczego podejrzanego”. Wszystko oficjalnie wygląda świetnie.
Aktualnie dwóch było złapanych w Utah. Teraz mamy dwóch detektywów w biurze Prokuratora Generalnego Stanu Utah, którzy pracują wyłącznie nad sprawami tortur rytualnych.
OKLASKI

Okej? W wywiadzie opinii publicznej przeprowadzonym w stanie Utah w styczniu przez poważną gazetę i jedną stację TV udowodniono, że 90% obywateli Utah uważa tortury rytualne za bardzo realne i istniejące. Nie wszyscy wierzą, ze jest to bardzo rozpowszechnione, ale częściowo ma to źródło w dwóch latach pracy Gubernatorskiej Komisji do Badania Tortur Rytualnych – wywiadów, rozmów, spotkań, zbierania danych.
Teraz gdy ludzie mowią: “Nie ma żadnych dowodów. Nie znaleziono ciała” odpowiadam ze to bzdura. W stanie Idaho znaleziono ciało dziecka. Ostatniego lata w Detroit była sprawa gdzie skazano dwójkę ludzi za morderstwo po znalezieniu rok wcześniej palca i głowy nastoletniej dziewczyny w ich lodowce. Były ciała i były sprawy.

Wracając do ryzyka dla nas. Nie znam terapeuty, który byłby zraniony. Ale pacjenci informują nas, że w przyszłości mogą być niektórzy zaprogramowani aby zabić w pewnym momencie wskazaną osobę, nawet członka własnej rodziny. Możemy tylko spekulować czy to się kiedyś stanie. Kto wie na pewno? Być może, nie myślę jest to bez absolutnie żadnego ryzyka dla nas. Pytanie z tyłu sali?
P: Wygląda na to że jest wiele podobieństw między tymi rodzajami programowania i tym co opowiadają ludzie twierdzący, że byli porwani przez istoty pozaziemskie – badani, przeprogramowani itp. Cape Canaveral jest ode mnie po drugiej stronie Florydy i nie myślę, że ostatnio mówiono o wizytach latających spodków. Po prostu jestem ciekawy czy jest jakieś powiązanie.

Dr.H: Podzielę się spekulacją, która aktualnie pochodzi od osób trzecich. Nie mialem do czynienie z takimi przypadkami. Niemniej, znam terapeutę, któremu mogę ufać i którego jakieś dwa lata temu poinformowałem o moich odkryciach. Ta osoba wierzy, że to tylko kolejny program “wbudowany” w niektóre ofiary tortur rytualnych – w ten sposób ofiary opowiadające o latających spodkach same sie zdyskredytują w oczach otoczenia. Kto by wierzył w opowieści takiej osoby w przyszłości? Tak to typowa niedorzeczność może powodować, że ludzie będą wytykać palcami prawdziwe osoby tortur na równi z opowiadaczami bajek o spodkach.
Ostatnio dawałem konsultacje telefoniczne jednej terapeutce. Podczas piątej czy szóstej rozmowy pyta: “Czy wiesz cos na temat spodków i porwań?” Mówię, że nie. Okazuje się, że ona ma takiego pacjenta. Poradziłem jej po prostu rozmawiać z Trzonem Centralnym tak jak u każdej ofiary tortur rytualnych, pytać o Alfa, Beta, Theta itd., i zobaczyć co się stanie. Po jakimś czasie dzwoni: “Trafione w dziesiątkę. Jest w środku cześć o nazwieDr. Green. To jest ten program. Tak?”
P: Jaka jest różnica między tym programowaniem, kultowymi torturami i satanistycznymi torturami w kultach gdzie palą świece i…………..
Dr. H: Ten typ programowania jest robiony w kultach ze świecami itd. Według mnie robią to wszystkim do kogo mają dostęp i dzieciom z własnych rodzin. Własne dzieci to generacja wybrańców. Inni są przeznaczeni na stracenie – będą użyci i umrą bez polepszenia swojej sytuacji. Znajdziecie w nich zainstalowane pułapki – kiedy poczują sie lepiej to popełnią samobójstwo. Wierzę że niektóre osoby były torturowane w kulcie ale nie byly programowane, ale to mniejszość nie należąca do głównego nurtu. Satanizm jest w calej tej filozofii i panuje nad wszystkim.

Ludzie pytają: “Jaki jest cel tego wszystkiego?”. Domyślam się że chcą mieć armię Manchurian Candidates – Mandżurskich kandydatów (“Śpiochy” lub “Matrioszki”), dziesiątki tysięcy mentalnych robotów do pracy w prostytucji, dziecięcej pornografii, szmuglu narkotyków, międzynarodowym szmuglu broni – przeróżnych lukratywnych rzeczach. Ewentualnie megalomaniacy na szczycie myślą, że stworzą Satanistyczny Porządek, który zawładnie światem. Ostatnie pytanie. Potem dam wam kilka detali i musimy przyspieszyć.
P: Pan zasugerował, że było w pewnym momencie poparcie na szczycie rządu amerykańskiego dla rzeczy tego typu. Ja wiem, że mamy mało czasu ale może Pan powiedzieć kilka słów na temat jakie dowody mamy na poparcie takiej teorii?

Dr.H: Nie mamy wiele. Mamy głównie zeznania świadków, którzy narażali życie. Co jest interesujące to fakt, że wszyscy ludzie mówią dokładnie o tym samym scenariuszu (zeznania sie pokrywają), i że wiele ofiar ma członków rodziny w N.A.S.A., C.I.A. i wojsku, nawet na samym szczycie.
Mam kolegę po fachu, który zastawił pół stołu w swym gabinecie pudłami z odtajoną dokumentacją dotycząca doświadczeń z kontrolą umysłu. Wzięło mu jakieś 20 lat aby to dostać od rządu i przeczytać. Dwa tygodnie temu właśnie wysłał podanie o odtajnienie dokumentów z Projektu Monarch abyśmy się dowiedzieli więcej.
Chce powiedzieć że z doświadczenia z kilkoma pacjentami wiem – czasami może być za późno na pomoc. Zdaje sobie sprawę, że wpycham w was tyle wiadomości tak szybko. Niektóre rzeczy mogą być dla was tak obce, że możecie pomyśleć: “Boże, czy to może być prawda?”. Proszę pytać jeśli macie wątpliwości. Szukajcie tego w swoich pacjentach; może będziecie mieć szczęście i nic nie znajdziecie. Gdzieś głębiej, na niższych poziomach możecie wpaść na rzeczy tego typu – pokaże wam…..jeśli znajdę mój marker,….system w jednym pacjencie. To jest mój pacjent od dłuższego czasu i pochodzi z rodziny nie należącej do kultu.
Wygląda że z nią odnieśliśmy sukces i skończyliśmy integrację. Przyszła sama do mnie na początku zeszłego roku mówiąc, że ma kilka symptomów dysocjacji. Zacząłem badanie. Znalazłem część, którą zintegrowałem ale część mówi: “Są inne rzeczy ja nie mogłam ci powiedzieć a ty nas zintegrowałeś i ja muszę się znowu odłączyć”. Zacząłem od nowa – pytając teraz rutynowo o Alfa, Beta itd. Znalazłem je. Więc pytam tą od nowa odłaczoną część: “Dlaczego nie powiedziałyście mi tego wcześniej?”. Odpowiada: “Próbowałyśmy ci podpowiedzieć ale nie słuchałeś. Przepraszamy, widziałyśmy, że ty nie wiesz wystarczająco aby nam pomoc ale teraz widzimy, ze możesz”. Wtedy poszliśmy do przodu z terapia. Interesujące.

Wytłumaczyła mi cały system. O ile pamiętam wygląda tak. Ten krąg reprezentuje systemy robienia sobie krzywdy. Jest to zbiór osobowości, których zadaniem jest robienie krzywdy ofiarze: Zespół Münchhausena, samookaleczenia itp. Każdy z tych trójkątów reprezentuje całkiem inny system. Ta cześć skomentowała: “Z wyjątkiem mnie, tej jednej części, ty pracowałeś tylko z tym co jest w kręgu bez dotykania całej reszty”.
Okej. W centrum tego wszystkiego jest ciągle kolejny system w formie Drzewa Kabały, o którym wiecie – wygląda jakoś tak, z liniami pomiędzy. W przybliżeniu. To reprezentuje następny system. Kiedy przejdziemy przez ten system, ona mówiła o kolejnym, który jakoś obejmuje wszystko – obejmuje i przypomina klepsydrę. Za każdym razem myślałem, że dochodzimy do finałowej integracji i…..znajdowałem kolejna cześć. Jej mąż ma dar do obserwacji i pomógł szybko wykrywać symptomy nawrotów i kolejnych dysocjacji. Więc za każdym razem w kilka dni wiedzieliśmy o następnym problemie, korygowaliśmy i szliśmy do przodu. Wreszcie będąc ciągle oszukiwany przez jedną część pytam: “Dlaczego kłamiecie?” Odpowiedziała: “Ponieważ nie rozumiesz. Ty spowodowałbyś naszą śmierć”. Przedyskutowaliśmy ten temat i usłyszałem: “Jest zaprogramowane, że jeśli ci się uda i myślisz, że się udalo, to przegrasz. Jest to tak skonstruowane aby się bawić z tobą w kotka i myszkę. Jeśli naprawdę kiedyś nas zintegrujesz to my umrzemy”.
Ta część kontynuowała: “Jestem jedną z 12 apostołów i widziałam to samo w nich wszystkich, 12 apostołów w klepsydrze, którzy pamiętają swoją lekcję bazowaną na Satanizmie – filozofię jak “bądź dobra dla ludzi krzywdzących cię i nienawidź ludzi będących dla ciebie dobrymi” itp. Istnieją 2-3 zdania o każdym aspekcie, które musimy znać na pamięć”.
Mówi: “Jesteśmy jak ziarna piasku w klepsydrze i kiedy ostatnie ziarno spadnie, przyjdzie Śmierć”. Pytam: “Czy Śmierć jest odrębną częścią?”. “Tak. Kiedy ostatnie ziarnko spadnie obudzi się Śpiący Gigant”. Śpiący Gigant to śmierć, która ich zabierze pierwszego lub szóstego dnia jeśli pewne rzeczy nie będą zrobione, ale myśmy niektóre zrobili.
Także znaleźliśmy siostrę Śmierci istniejącą jako program awaryjny, używany z lustrzanym odbiciem aby wykreować siostrzaną część… Śmierć, jako część, wymaga specjalnych tricków do integracji. Powiedziałem: “Bez przesady, oni cię okłamali”. Odpowiedziała: “Poczekaj – to jest dokładnie co oni mi powiedzieli, że ty powiesz. Powiedzieli, że żaden doktor nigdy nie uwierzy, że to może być tak ekstremalnie skomplikowane i dlatego nigdy niczego nie znajdą”. “Hmm,…. powtórz zatem jeszcze raz” odparłem.
“Musze być ubrana na czerwono. Muszę mieć ze sobą Demerol, muszę zażyć Demerol. Muszę otrzymać kod w kompletnie ciemnym pomieszczeniu. To musi się stać w pierwszym lub szóstym dniu po obudzeniu tej części”.
Co miałem do stracenia? Poprosiłem psychiatrę aby dał jej trochę Demerolu. Użyliśmy Kod. Mój gabinet nie ma okien – to było łatwe. O, i były cztery świece zapalone. Świetnie. Wszystko poszło dobrze. Być może byłoby tak samo dobrze bez robienia tego wszystkiego ale chciałem podejmowac zerowe ryzyko i po prostu ufać co ona mówi. Więc, kontynuujemy i znajdujemy kolejną część. To jest Śmierć i Zniszczenie – kolejny program awaryjny z kolejnym siostrzanym odbiciem, którymi trzeba było się zając. O ile pamiętam były jeszcze dwa programy awaryjne. Interesujące, że ostatnia znaleziona część była ekstremalnie przyjazna, stworzona pewnie jako przynęta aby jej nie likwidować i zostawić w pacjentce. Wtedy, po zintegrowaniu tej części odkryliśmy, że emocje i uczucie ciemności (czarności) pozostają dalej. Co odkryliśmy? Kurtynę.
Powiedziała: “Oni przewidywali, że możesz dojść do tego punktu”. I po drodze znaleźliśmy LSD, programowanie Green Bomb. Mówi: “Jest tutaj kurtyna i wszystkie zebrane emocje i przeżycia są za nią. Nie możesz odsunąć tej kurtyny na środku, musisz tak jak kurtynę teatralną ale to bylo niemożliwe aż integracja będzie skończona”. Oni myśleli, że my nigdy nie osiągniemy tego etapu. Póki co wygląda na to że integracja podzialala. A więc znalazłem Śmierć i Zniszczenie a także Klepsydrę w osobie nie z rodziny w kulcie.
“Drzewo i Klepsydra” poinformowała mnie, “byly zrobione z piachu ponieważ my powinniśmy umrzeć. My jesteśmy przeznaczeni do stracenia – generacja odrzuconych”.
Słyszałem rożne rzeczy: kryształy albo krew w klepsydrze dla potomków rodzin z kultu, “wybrańców”. Aktualnie można zrobić bardzo prostą rzecz, położyć klepsydrę na boku i “zatrzymać czas” aby bez nerwów kontynuować pracę z pacjentem. Kolejne to rozsypać ziarna na plaży aby nie można było ich zliczyć. To pomysł od jednego pacjenta widzianego przez innego terapeutę.
Podsuwam kilka dodatkowych pomysłów, które mogą być pomocne. Rozmawiamy o bardzo trudnych rzeczach i tak w głębi, wydaje mi się, że daje to nam dwa zyski. Po pierwsze daje mi nadzieję ponieważ dowiadujemy się czegoś i to pozwala na postęp w leczeniu jak nic do tej pory. Po drugie, powoli demoralizuje to mnie, przez co pozwala mi widzieć i rozumieć do jakiego stopnia to programowanie przez tortury posunęło się.
Chcę wrócić do tamtego pytania. Ile z ofiar ma szansę na wyleczenie?
Nie wiemy. My pracujący z problemami umysłowymi, akceptujemy, że w najlepszym wypadku dwie trzecie, maximum 70% pacjentów poprawi swój stan umysłowy. My mamy bardzo mało do dyspozycji jeśli chodzi o takie problemy. Tragiczne jest to, że wielu pacjentów nigdy nie polepszy swojego stanu. Osobiście wierzę, że oni muszą zerwać kontakt z grupą która ich torturowała.
Znam pacjentów którzy wyjechali do innych stanów ale pewnego dnia jedna z głęboko schowanych osobowości zatelefonowała do kultu aby ją odebrali. To się nadaje tylko do leczenia w zamknięciu i to na długo. Jeśli oni pozostają w tej samej okolicy i mają kontakt z kultem, my nie mamy szans ich leczenia poza humanitarną opieką i wsparciem.
Wiele terapeutów nie chce tego słyszeć. To jest moja opinia. Wierzę, że jeśli oni mają szczęcie i są bogaci to mogą mieć ochronę, mogą uciec w inne miejsce i wtedy możemy z nimi pracować bez przeszkód – wtedy mają szansę wrócić do prawie normalnego życie po intensywnej terapii. Myślę, że w tym kraju nie ma jeszcze jednej ofiary po takim programowaniu, która bylaby w 100% zdrowa. Kilka osób jest na dobrej drodze. Ja mam dwójkę, która bardzo sie stara i zrobiła ogromne postępy ale wyraźnie nie są oni jeszcze zdrowi.
P: Co Pan myśli o relacji pomiędzy tymi rzeczami a zdobywającymi popularność grami jak “Dungeons and Dragons” itp?
Dr.H: Mamy wiele rzeczy dających publiczności do zrozumienia. Chcecie obejrzeć dobry, interesujący film, który dużo sugeruje? Obejrzyjcie “Trancers II”. Można pożyczyć w sklepie video. Pojawił sie ostatniej jesieni. Pewnego wieczoru, piątek, dziewiąta godzina, szukam czegoś ciekawego w sklepie video. Wszystkie dobre filmy juz wypożyczone. Z desperacji biorę dwa z brzegu i jednym był ten własnie film. Fascynujące. Mówią o Green World Order (Zielony Pożądek Swiata). Tak – “Trancers II”. I kto jest producentem? Full Moon Productions (Produkcje Księżyca w Pełni). Nie zauważyłem za dużo sugestii w “Trancers I” ale kto był producentem? Alter Productions (Produkcje Innych Osobowości). Mamy wiele rzeczy wkoło nas dających do myślenia.
Była w latach sześćdziesiątych jedna interesująca osoba mówiąca o Iluminatach. Czy ktoś z was słyszał o Iluminatach w związku z Kultem? Pacjent wspominał mi o tym dwa lata temu. Mamy teraz więcej takich informacji od innych pacjentów. Wygląda na to że jest to nazwa grupy rządzącej światem. Wygląda na to, że oni mają swoje rady w kilku krajach świata i jedną na cały świat. To nazwa kierownictwa Kultu. Czy to prawda? Nie wiem. Interesujące, że mamy ludzi którzy probują nigdy nie ulegać sugestiom (plotkom?) ale też mówią podobne rzeczy. W późnych latach sześćdziesiątych był sobie jeden starszy pan mówiący o infiltracji Hollywoodu przez Iluminatów.
Z pewnością to, co niektórzy pacjenci mówią brzmi jak rzeczy o upiorach , horrorach, opętaniu i wszystkim innym co przez ostatnie 20 lat bylo popularyzowane przez Hollywood w celu odwrażliwienia społeczeństwa aby, gdy Satanistyczny Porządek obejmie kontrolę, ludzie przyjęli to bez szoku. Czy to prawda?
Nie mogę w 100% stwierdzić że tak. Co mogę na pewno stwierdzić to to, że programowanie przez tortury rytualne, które spotkaliśmy w tym kraju i w jednym poza granicami U.S.A, jest rozpowszechnione, systematyczne, bardzo dobrze zorganizowane i bazowane na tajnych informacjach nigdzie nie publikowanych, i nikt o tym nigdy nie wspomniał ani w literaturze ani w TV.
Jeszcze dwa pytania i musze iść dalej z materiałem. Tak?
P: Czy ma Pan jakiś sposób na upewnienie sie czy pacjent jest dalej kontrolowany?
Dr. H: Pytałbym kilka części, z którymi rozmawiam – Trzon, Diana, Mądrość, Master Programer na ten temat i powtarzał bym to co jakiś czas. Jeśli posuniecie się do przodu, znowu spytać. Pytanie z tylu sali?
P: Ciekaw jestem czy Pan słyszał o pochodzeniu rodziny Marcina Lutra.
Dr. H: Czy co?
P: Czy oni byli w Kulcie?
Dr. H: Nic na ten temat nie wiem. Dobra rada. Proszę spytać go o kod identyfikacyjny. Ludzie ci mają kod identyfikacyjny. Jest w tym data urodzenia. Także może być miejsce gdzie był programowany, numer pokazujący, którym z kolei dzieckiem był, jak “02″ gdy był drugim. Także będzie numer pokazujący ile pokoleń przed nim bylo w kulcie. Juz widziałem nawet do 12 pokoleń.
P: Zaobserwowałem w moich pacjentach wiele z tych rzeczy co Pan opisał. Chciałbym spytać o Siedem Systemów. Wspominał Pan o systemach. Czy to są te Siedem Systemów?
Dr.H: To było w kilku pacjentach, tak, Siedem Systemów.
P: Może Pan powiedzieć o tym albo narysować?
Dr.H: Uczciwie rzecz biorąc nie wiem wystarczająco. Myślę, że to może być od Siedmiu Drzew Kabały.
P: Czy ma Pan jakieś dowody że te ofiary były znaczone, jakieś znaki na ciele, szczególnie na narządach płciowych?
Dr.H: Niektórzy mają tatuaże czy cos tego typu, nawet niektóre rzeczy są w dokumentacji danego przypadku, ale nie wyciągałbym daleko idących wniosków – być może zrobili to sami sobie. Ostatnie pytanie i musimy zacząć nowy materiał, bo nigdy przez to nie przebrniemy. Proszę was zachowajcie resztę pytań na następna okazję.
P: To nie pytanie ale chcę w imieniu swoim i być może innych też, chcę serdecznie podziękować za podzielenie sie z nami pańskimi odkryciami.
OKLASKI
P: Czy chcecie państwo powstać aby dać owację na stojąco za ten materiał? To było wspaniałe.
DŁUGOTRWALE OKLASKI
Dr.H: Mój drogi przyjaciel, który był na szczycie w naszej profesji, któremu jak wiem grożono śmiercią, i który walczył aby utrzymać zawodową reputację a jednocześnie nie przestać wierzyć w to że rozszczepienie osobowości istnieje, który był okrutnie krytykowany za nawet podejrzewanie tego 10-15 lat temu, walczył o to ryzykując karierę. Wiem, że w głębi serca on wiedział, że to prawda ale zawsze mawiał: “Nie byłbym zaskoczony jeśli bym odkrył jutro, że to międzynarodowa konspiracja ale też nie byłbym zaskoczony gdyby wszystko okazało sie plotką i bajką”.
On próbuje być ekstremalnie bezstronnym. To dlatego że sprawa jest kontrowersyjna i z powodu zaczętej już kampanii dyskredytującej, która głosi, że wszystko co pacjenci pamiętają jest fałszywe (nawet kazirodztwo itp) i wywołane przez “Oprah”(program TV) i książki typu “The Courage to Heal”(Odwaga Wyzdrowieć) oraz przez naiwnych terapeutów używających hipnozy. Bardzo kontrowersyjne.
Moja własna opinia została uformowana, że jeśli mają mnie zabić to mnie zabiją. Ogromna ilość informacji zobaczy światło dzienne i będzie rozesłana do dziennikarzy i agencji detektywistycznych, jeśli coś by mi się stało, i mam nadzieję że ogromna ilość ludzi takich jak wy, gdybym kiedykolwiek miał wypadek, będzie naciskało żądając poważnego dochodzenia.
Myślę że musimy sie obudzić i stanąć przeciwko temu w formie zbiorowego poczucia sumienia, i ja próbowałem czekać aż będę miał wystarczająco potwierdzenia z niezależnych źródeł aby mieć 100% pewność, że to jest szeroko rozpowszechniony problem. Wiem, gnaliśmy jak by sie paliło próbując wepchać ile tylko mogłem materiału. Mam nadzieję, że dałem wam cos do myślenia, trochę nowych idei i jestem wdzięczny za wasze przybycie.
DŁUGIE OKLASKI
————————————————-
KOMENTARZ TŁUMACZĄCEGO
1) Dr. Hammond użył słowo “Kult” z braku lepszego. Możemy spędzić wieczność dyskutując to czy powinniśmy użyć słowa “Kult”, “Iluminaci”, “Masoni”, “Żydzi”, “Mafia” itd., itp. On użył słowa “Kult” i musimy to zaakceptować. Proszę nie mylić tego z powszechnie używaną poniżająca “etykietą”: “Ach, ten Kult!”. Granica pomiędzy kultem i religią jest bardzo niewyraźna. Często uczciwi ludzie są nazywani “kultem” dokładnie tak jak najlepsi polscy patrioci byli w czasach stalinowskich nazywani “zaplutymi karłami reakcji” – rozumiemy się? W tym samym momencie wiele grup oficjalne uznanych za religie jest niczym innym tylko wprost diabolicznymi organizacjami.
2) Ten tekst nie może być dla każdego. Wiele osób odbierze go jako “kompletny bełkot pseudonaukowy”. Rozumiem to i respektuję. Proszę tylko nie atakować tego artykułu z prostej przyczyny, że Pan czy Pani nie może go w 100% zrozumieć. Był to wykład wygłoszony przez jednego z najlepszych i najsławniejszych psychologów świata, więc chyba wiedział co mówi……(?) Fakt, że został “uciszony” i sprawa tortur rytualnych zatuszowana tylko potwierdza historyczną wartość jego wystąpienia. Z pewnością każdy może zrozumieć z tej prelekcji, że bazą do tortur rytualnych i rozszczepiania osobowości jest i była żydowska Kabała.
Skoro nauki kabalistyczne istnieją od setek jeśli nie tysięcy lat, czy oznacza to że torturowanie dzieci i rozszczepianie ich osobowości jest też praktykowane od niepamiętnych czasów? Jeśli tak, czy znajomość tego faktu pomoże nam zrozumieć lepiej niektóre wydażenia z historii?…… Aha – proszę pamiętać, ze “kabała” znaczy podanie z ust do ucha, nigdy do zapisania. Książki o Kabale są napisane przez ludzi z zewnątrz, którzy odkryli kilka szczegółów, to wszystko. Uczeni w Kabale są to starsi, sprawdzeni i wtajemniczeni członkowie grupy, którzy będą wyłącznie ustnie przekazywać swoją wiedzę następnemu pokoleniu. Młody Greenbaum, jako nastolatek, mogł znać tylko podstawy całej tajemnej nauki i proszę ile diabolicznego zła z tym zrobił! Czy mamy prawo podejrzewać, że to co widzimy to tylko czubek góry lodowej?
3) Biorąc pod uwagę, że niektóre osoby mogą widzieć przedstawione zagadnienia jako cos absolutnie podobnego do opowiadań o “zielonych ludkach” – daję link do znanej (i respektowanej) polskiej strony “ABC Zdrowie”(http://portal.abczdrowie.pl/rozdwojenie-jazni)
gdzie znajdziecie poniższy cytat:
Przyczyny osobowości wielorakiej
Mechanizm powstawania zaburzeń dysocjacyjnych nie jest do końca znany. Zakłada się, że rozszczepienie osobowości wynika z traumatycznych przeżyć, kryzysów i głębokich urazów w okresie wczesnego dzieciństwa, np. molestowania seksualnego lub permanentnie doświadczanej przemocy domowej. Sposobem radzenia sobie dziecka może być zepchnięcie do nieświadomości uczuć i zachowań, z których z czasem rozwijają się alternatywne osobowości.
4) Z trochę lżejszej nuty. Znamy jeden przykład rozszczepienia osobowości przedstawiony w literaturze – Doktor Jekyll i pan Hyde. Prosze przeczytac:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Doktor_Jekyll_i_pan_Hyde_%28nowela%29
5) Przygotowując się do bycia zaatakowanym przez ludzi, którzy są opłacani aby zniszczyć każde źródło prawdy, chcę Państwu polecić przeczytanie bardzo popularnej pracy “25 rules of Disinformation”(25 Zasad Dezinformacji). Niestety jest tylko po angielsku. Być może pewnego dnia znajdę czas aby to przetłumaczyć. Ta praca to lista wszystkich chwytów używanych przez wspomnianych delikwentów – bardzo pouczająca lektura! Gdy oni zaatakują ten artykul (czy jego tłumacza) – z pewnością użyją coś z tej listy. Podaje 3 linki (na wypadek jeśli zaczną znikać z Internetu):

http://newworldordersurvival.yolasite.com/25-rules-of-disinformation.php http://www.911review.org/Wiki/RulesOfDisinformation.shtml http://vigilantcitizen.com/latestnews/the-25-rules-of-disinformation/

6) Najsmutniejszym faktem jest to jak niewiele wiemy o tej prelekcji w ponad 20 lat po jej wygłoszeniu. Aktualnie wiemy coraz mniej. Oczywiście, Dr. Hammond ryzykował karierę i życie mając nadzieję, że jego “wychylenie się” spowoduje eksplozję – inni pójdą jego drogą odkrywając więcej dowodów i ewentualnie przestępcy będą schwytani i ukarani za swoje zbrodnie. Dr. Hammond się mylił. Ludzie, którzy mają nas za niewolników, mieli rację: jesteśmy gojami – tymi prymitywnymi bydlakami z ludzką twarzą. Gojów nie można obudzić, nauczyć o prawdzie, skłonić do akcji. Dla gojów musi być tylko codzienna rutyna: “jedzonko, kupka, seks, spanie, powtórzyć!“

dydymus illuminati destroy

Psychologia NWO : Poprawność Polityczna

Dodaj komentarz

Biali Rosjanie (za carem) wydrukowali taki plakat ukazujący czerwonego bolszewika, Leona Trockiego (prawdziwe, żydowskie nazwisko Lew Dawidowicz Bronstein). To właśnie Trockiemu jest przyznawany tytuł twórcy (jest na to dobry dowód) terminu „rasista” jako określenia uwłaczającego w stosunku do jego politycznych wrogów: Białych, nie-żydowskich innowierców.

Zwróć uwagę na chrześcijański krzyż, u góry po lewej, a także na to, że Biali Rosjanie są sterroryzowani przez Mongołów na obrazku, na dole po prawej – nawet później marksistowscy żydowscy ekstremiści byli podnieceni wykonując swe rozkazy zadawania cierpień innym rasom. Niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają!

Trocki, urodzony w zamożnej rodzinie, był głównym maksistowskim intelektualistą, zaraz za Leninem (dowiedziono, że był co najmniej pół-żydem), a także frontmenem rewolucji bolszewickiej w 1917 r. Bogaty nowojorski bankier i wspólnik Rothschilda, Jacob H. Schiff, był kanałem pośredniczącym międzynarodowego żydostwa w finansowaniu czerwonej rewolucji do wysokości 20 mln dolarów w złocie (dobrze ponad 200 mln na dzisiejsze pieniądze). Trocki zdeponował środki w banku Warburga (potem ożenił się z córką Warburga), aby dokonano ich transferu do Szwecji, a stąd do Rosji.

Przeczytaj to, z the New York Times:*

“Sześć lub osiem tygodni temu żydzi słuchaliby rozkazu pójścia do wojska z obowiązku, lecz z ciężkim sercem, gdyż wiedzieli, że będą walczyć po to, żeby utrwalać rosyjską autokrację. Ale teraz wszystko się zmieniło. Rosyjska demokracja stała się zwycięska i podziękowania należą się żydom, bo to dzięki nim rosyjska rewolucja odniosła sukces” – Jacob H. Schiff, nazwany swego czasu „największym żydem w Ameryce” w artykule NY Timesa z maja 1917 r. Artykuł w pliku pdf tutaj:102340180

Gdy Trocki i około 100 brooklyńskich żydów komuchów towarzyszyło transportowi złota na statku (wyczarterownym przez Schiffa i Warburga), Kanadyjczycy przechwycili statek i początkowo aresztowali ich. Lecz wkrótce później on i złoto zostali zwolnieni dzięki specjalnym staraniom żyda z wywiadu brytyjskiego, Sir Williama Wisemana, którego potem nagrodzono lukratywną posadą w nowojorskiej firmie bankierskiej Kuhn, Loeb and Company (wciąż działa). Jego koleś, płk Edward House, był tajemniczym doradcą (prawdopodobnie był krypto-żydem) Woodrow Wilsona, który podjudzał Wilsona za kulisami wydarzeń, aby ten podpisał sławetny the Federal Reserve Act w dniu 23 grudnia 1913 r., z powodu którego w mniejszym czy większym stopniu, żydzi posiadają ten kraj aż do dzisiejszego dnia, i z powodu którego spłacasz im jakieś parszywe długi przy każdej okazji.

Zatem widać tutaj wyraźnie wszystkie bezpośrednie powiązania między międzynarodową żydowską agenda, międzynarodowymi żydowskimi/syjonistycznymi bankierami, Rezerwą Federalną (ludźmi od Rothschilda, którzy mają cię w ręku) a historycznymi, globalnymi wysiłkami, aby rozwalić narody innowierców, tak jak w przypadku Rosji, w celu forsowania sprawy żydów.

Ale kto wyskoczył z słowem “rasista”, jakie obecnie używane jest bezustannie, aby rzucać oszczerstwa na Białych ludzi? A co w sprawie istnienia kultu ofiar mniejszości, jaki ciągle jest plagą w USA? To ten cały biznes, że każdy „jest tak ciemiężony” przez cały czas. Na pewno to daje się zauważyć, każdy to widzi – każda grupa w USA ma własny rodzaj propagandy bycia ofiarą – czarni, żydzi (ci są w tej dziedzinie zawodowcami, są ofiarami przez cały czas), latynosi, metysi, rdzenni Amerykanie, homosie, biseksy, transseksy, radykalne feministki (niektóre naprawdę nienawidzą Białych mężczyzn), każdy rodzaj nie-Białych wyznawców jakiejś religii, nawet fetyszyści od sado-maso! Wszyscy są „prześladowani”!

Zauważ, że to ZAWSZE “Zły Białas” (zwykle Biały, heteroseksualny mężczyzna) jest tym złym, jest winny z definicji, jest po prostu wiecznym „oprawcą” wszystkich naokoło. Ale kto to zaczął i dlaczego? Doczytaj do końca, a także obejrzyj zamieszczone tu 3 filmy w tej sprawie. Cała ta kłamliwa i bezczelna bzdura stanie się wówczas przejrzysta!

Jeden ze współczesnych słowników określa rasizm jako:

Rasista: 1932 jako rzeczownik, 1938 jako przymiotnik od rasy; rasizm po raz pierwszy stwierdzono w 1936 (z francuskiego racisme, 1935), pierwotnie używano tego oznaczenia w kontekście teorii nazistów. Ale potem zastąpiło ono poprzednie określenia rasowy (1907) oraz zwolennik rasowości (1917), obydwa używane na początku w kontekście brytyjskim albo południowoafrykańskim.

– Online Etymology Dictionary, © 2001 Douglas Harper

Zwróć uwagę, jak ten autor niefrasobliwie przypisuje Francuzom opis „teorii nazistowskiej”, gdy tymczasem jest to oczywista bzdura. Co tym bardziej ironiczne, że powstanie tego znaczenia przypisuje się niemieckiemu żydowi, który znalazł się na wygnaniu we Francji po tym, jak naziści doszli do władzy, a że mieli już dosyć „działalności” tego żydowskiego „intelektualisty”, kazali mu się wynosić z ich kraju. Z pewnością to jego pisanina we Francji napłodziła wyrzutków, jakie zaraziły powyższe źródło francuskie.

Magnus Hirschfeld — pewien ciekawy żyd:

[moje uwagi w nawiasie]

Wg II wydania (1989) Oxford English Dictionary, najwcześniejszym znanym użyciem słowa „rasizm” w jęz. angieslkim nastąpiło w 1936 r. w książce napisanej przez amerykańskiego „faszystę”, Lawrence’a Dennisa, The Coming American Fascism. Drugim zastosowaniem tego określenia, jak zauważa OED jest tytuł książki pierwotnie napisanej po niemiecku w 1933 i 1934 roku, lecz przetłumaczonej na angielski i po raz pierwszy opublikowanej w 1938 r. jest „Racism” Magnusa Hirschfelda, w tłumaczeniu Edena i Cedara Paul. Ponieważ Hirschfeld zmarł w 1935 r., zanim doszło do publikacji książki Dennisa (w następnym roku), i już w tekście swojej książki obszernie i w tytule i w treści używał tego słowa, wydaje się, że uczciwym jest uznać jego, a nie Dennisa, za twórcę słowa „rasizm”. W przypadku słowa „rasista” jako przymiotnika, OED przypisuje pierwsze znane użycie tego określenia samemu Hirschfeldowi. Kim był Magnus Hirschfeld, i co miał nam do powiedzenia na temat “rasizmu”?

Magnus Hirschfeld (1868-1935) był niemieckim żydem, naukowcem z dziedziny medycyny, którego głównym zajęciem była praca w dziedzinie, jaka potem została poznana jako „seksuologia” (w oryginale seksologia – przypis tłum.), naukowy termin na oznaczenie badań nad seksem. Jak Havelock Ellis w Anglii i Alfred Kinsey w USA, Hirschfeld był nie tylko jednym z pierwszych, którzy zajmowali się systematycznym gromadzeniem informacji o ludzkiej seksualności, ale również był apostołem „wyzwolenia” seksualnego. Jego głównym przedmiotem zainteresowań były badania nad homoseksualizmem, lecz publikował także wiele innych książek, monografii i artykułów dotyczących seksu. Napisał pięciotomowy traktat o „seksologii” oraz ok. 150 innych prac, a pomagał w napisaniu scenariuszy i produkcji 5 filmów na ten temat.

Uczciwie trzeba powiedzieć, że jego dzieła miały na celu wysłanie informacji – że tradycyjna chrześcijańska i burżuazyjna moralność seksualna jest represyjna, irracjonalna i hipokrytyczna [zauważcie to ludzie!] i że emancypacja byłaby wielkim krokiem naprzód. Zachwyceni nim tłumacze, Eden i Cedar Paul, w swym wprowadzeniu do “Rasizmu”, pisza o jego “niezrównanym mistrzostwie występowania w sprawie osób, które z powodu ich seksualnie harmonicznego funkcjonowania są typem niezwykłym, są prześladowani przez swych bardziej szczęśliwie uwarunkowanych współśmiertelników”. Na długo przed wybuchem „rewolucji seksualnej” w latach 60-tych, Magnus Hirschfeld prowadził krucjatę w celu “normalizacji” homoseksualizmu i innych anormalnych zachowań seksualnych. [żydzi nawet teraz znajdują się w awangardzie ruchu praw homoseksualistów – spójrz na długą listę, jaka jest na to dowodem] link: incogman.net/04/2009/could-jews-get-any-more-gay/

Hirschfeld był założycielem Instytutu Nauk Seksualnych w Berlinie i pomagał w organizowaniu się „nauki o seksologii” na skalę międzynarodową. W 1922 r. został fizycznie zaatakowany i prawie zabity przez antysemitów w Monachium [ciekawe dlaczego?]. W maju 1933 r., naziści zamknęli jego „Instytut Nauk Seksualnych”, a Hirschfeld uciekł do Francji, gdzie żył do śmierci w 1935 r. Z The Heretical Press — tutaj przeczytasz całość: link: http://www.heretical.com/miscella/racism.html

Na marginesie dodajmy, że Hirschfelda czasami nazywa się “Einsteinem seksu” (był żydem i był zboczony). Współtworzył i grał rolę w wyprodukowanym w 1919 r. filmie niemym “Different from the Others” (inny niż wszyscy), w którym po raz pierwszy na ekranie pojawił się homoś, Conrad Veidt (po prawej). Mogę się o to założyć z każdym i o każdą stawkę!

W latach po I WŚ, marksistowscy żydzi i chazarscy żydzi, nielegalni imigranci z Polski i Rosji, robili wszystko, co mogli, aby wykupić albo przekręcić na swoją stronę niemieckich komuchów, jacy zostali powaleni przez wojnę. Nie dziwi więc, że niemieccy Biali ludzie stadem pobiegli pod skrzydła wujcia Adolfa!

Jest również wielce prawdopodobne, że Hirschfeld ukradł określenie “rasistowski” Trockiemu do pewnego stopnia, ale to on określił kolor skóry jako aspekt białych przeciw czarnym w tej kwestii. Wyraźnie to Trocki był pierwszym, który użył tego słowa w opublikowanym dokumencie z 1930 r. (najpóźniej wtedy). Niektórzy mówią, że stosował to określenie w przemówieniach znacznie wcześniej.

Trocki nie używał tego słowa w sensie czarny vs biały, ale w znaczeniu przeciw-innowierczym. To jest kluczowa koncepcja – żyd przeciw Białej rzeczy. Atakował swych politycznych i odwiecznych wrogów rasowych, Białych Innowierców w Rosji i w Europie jako coś, co sam nazywał „Słowianofilami”, a potem, Faszystami we Włoszech i w Niemczech. Oto użycie przez Trockiego tego słowa; zauważ zawartą w nim nienawiść względem Białych:

“The History of the Russian Revolution” 1930:

“Słowianofilizm, mesjanizm zacofania, oparty jest na filozofii, jaka zakłada, że naród rosyjski i ich kościoły są demokratyczne same przez się, podczas gdy urzędnicza Rosja jest niemiecką biurokracją narzuconą im przez Piotra Wielkiego. Zauważ uwagi poczynione wobec tego zagadnienia: „W ten sam sposób teutońskie bałwany obwiniały despotyzm Fryderyka II wobec Francji, jak gdyby zacofani niewolnicy nie mieli zawsze potrzeby zrobienia z nich ucywilizowanych niewolników”. Ten krótki komentarz całkowicie klaruje nie tylko starą filozofię Słowianofilów, lecz także ostatnie rewelacje o „rasistach”. Przeczytaj własne słowa marksisty o tej sprawie, link: http://www.marxists.org/archive/trotsky/1930/hrr/ch01.htm

“What is National Socialism?” 1933:

„W dziedzinie polityki, rasizm jest zwietrzałą i bombastyczną mieszanką szowinizmu w sojuszu z frenologią. Tak jak zubożały szlachcic poszukiwał ukojenia w szlachetności swojej krwi, tak samo zubożały mały burżuj zamracza się bajkami dotyczącymi specjalnej wyższości swej rasy”. Przeczytaj własne słowa marksisty w tej sprawie, link: http://www.marxists.org/(…)330610.htm…

Rasowe korzenie Politycznej Poprawności (PC) (z witryny Western Safeguards Initiative):

“Political Correctness”(PC) jest oczywiście polityką albo cenzurą pewnego rodzaju języka i idei Białych, Zachodnich państw. Przykładem PC byłoby zakazanie napisania eseju, który czarny, Meksykanin albo żeński obywatel mógłby odczytać jako „napastliwy”.

Okazuje się, że żydowski komunista, Georg Lukacs (1885-1971; zdjęcie po prawej) prawdopodobnie stworzył pierwszy podręczny program roboczy, w jakim użyto PC do indoktrynacji obywateli państw Zachodu. Zdarzyło się to na krótko przed powstaniem kierowanej przez żydów Szkoły Frankfurckiej, która sama wybrała się w świat tworzenia idei PC z pomocą szkoły Maxa Horkheimera (1895-1973; zdjęcie poniżej na lewo), który też był żydem i wynalazł koncepcję „teorii krytycznej”, jaka posłużyła do krytycznych ataków na Białą, Zachodnią kulturę i wartości (Lukacs osobiście był odszczepem Szkoły Frankfurckiej). „Teoria krytyczna” utworzyła drogę współczesnej koncepcji PC poprzez sportretowanie kultury Białych jako czegoś napastliwego i paskudnego. Co ciekawe, „teoria krytyczna” zapożyczyła pewne idee z dzieł innego żyda: z psychonalizy Zygmunta Freuda.

frankfurt school

Jednak czasami niektóre wydarzenia historyczne mają miejsce w tym samym czasie. Gdy Lukacs (w roli komisarza ds kultury w czasach żydowskiego, komunistycznego reżimu na Węgrzech Beli Kuna, 1919 r.) tworzył oparty na marksizmie program PC, aby indoktrynować węgierskie dzieci za pomocą politycznie lewicowej propagandy, tak samo Franz Boas zaczął tworzyć ideologię opartą częściowo albo w całości na marksizmie. Niezależnie od tego, czy ich twory miały charakter społeczny, ekonomiczny, rasowy albo były kombinacją wszystkich trzech, wszystkie one były zakorzenione w marksizmie albo w czymś bardzo podobnym – egalitaryzmie/uniwersalizmie (tj. historycznie nowej idei, że wszyscy ludzie i kultury są albo mogą być „równe” w znaczeniu, i że kultura Białych/Zachodu/kapitalizmu jest napastliwa i zła). Marksizm i egalitaryzm/uniwersalizm są niemal tym samym, z wyjątkiem tego, że pierwszy opiera się bardziej na sprawach ekonomicznych, a te drugie bardziej na sprawach społeczno-kulturalnych. (Można się spierać, że marksizm był próbą użycia idei ekonomicznych do przekształcenia społecznego, i domyślnie, że kwestie rasowe w społeczeństwie, w rozumieniu marksizmu, nie są wyłącznie oparte na sprawach ekonomicznych).

Lecz bez znaczenia jest, jaki typ programu marksizmu/uniwersalizmu tworzyli ci ludzie, wszyscy zmierzali do tego samego sedna: cwanie zamaskowanego żydowskiego ataku na tradycyjną, Białą kulturę. Ich programy były zaprojektowane w taki sposób, aby zakończyć kontrolowanie przez Białych większości świata z korzyścią dla żydów. To oni stworzyli rasowe programy zamaskowane jako zwyczajne polityczne albo społeczne ruchy. Żydzi instynktownie wiedzą, że ruchy, jakie „wyrównują” kultury Białych krajów w taki albo inny sposób są dobre dla żydów, gdyż zrównywanie pomaga w tłumieniu ruchów nacjonalistycznych, że one nie mogą powstać i „gnębić” żydów, jak to miało miejsce w nazistowskich Niemczech w latach 30-tych. (zauważ, że te zamaskowane ataki na kulturę przez żydów często posługują się pomieszanym słownictwem i zdaniami, a często upozorowane są na sprawianie wrażenia naukowości po to, żeby nadać atakom pozór legalności i wyrafinowania).

Marksizm, feminizm, socjalizm, lewicowość, egalitaryzm, PC – wszystkie są stworzonymi przez żydów napaściami na Białą, Zachodnią kulturę. A wszystkie one zostały zaakceptowane przez wielu mieszkańców Zachodu jako zgodne z prawem, z niewielka ilością wyjątków. Wszystkie te idee zakładają „równość” jako główny argument i podstawowy cel. Wszystkie są nienaturalne i uniwersalne, wszystkie wymagają rządowej lub biurokratycznej machiny do tego, żeby opinia publiczna je zaakceptowała.

Poczynając od Karola Marksa, idąc przez prace Zygmunta Freuda, W. I. Lenina, Leona Trockiego, Georga Lukacsa, Franza Boasa, teoretyków Szkoły Frankfurckiej, Ashley Montagu oraz Stephena J. Goulda, wszędzie dostrzec można korzenie ruchu/ruchów, jakie prowadzą wprost do dzisiejszego ruchu wokół pojęcia PC. Wszyscy wymienieni byli rasowymi żydami (Lenin podobno częściowo), wszyscy trzymali się nie-tradycyjnych idei, jakie można bez żadnej przesady nazwać antyzachodnimi, wszyscy byli społecznie i politycznie wpływowi, i wszyscy odegrali ważne role w pierwszym stworzeniu, a następnie rozwinięciu pojęcia PC, a następnie jego szerokiej akceptacji.

Nawet jeżeli nie-żydzi w obecnym czasie stosują idee PC, to tak naprawdę są oni tylko mimowolnymi pomocnikami żydów, którzy wymyślili i stworzyli PC. Bez żydów najprawdopodobniej coś takiego, jak Polityczna Poprawność, jaką znamy dzisiaj, w ogóle nie istniałaby.

Historia politycznej poprawności, część I

Dowiedz się, jak cały ten bullshit się zaczął, przez kogo i dlaczego. Ci ludzie mieli wewnętrzną, atawistyczną nienawiść do Białej rasy i użyli swego pseudo-intelektualnego uzasadniania, aby usprawiedliwić swoje przestępcze działania. To wszystko było wspierane przez Globalistyczne Fundacje w naszych szkołach, na uniwersytetach i w mediach przez wiele dziesiątków lat.

paula rothenburg

Przeczytaj artykuł zamieszczony na witrynie WorldNet Daily, jaki odsłania to, o czym ja piszę w sprawie szkoły marksistów z Frankfurtu, p.t.: Who stole our culture? (kto ukradł naszą kulturę?). W tym materiale, WorldNet Daily wyraźnie unika słowa żyd, gdyż byłoby to “niepoprawne politycznie” i narażałoby na atak ze strony „politycznie poprawnej” żydowskiej psiarni. Widzicie, jak to działa?, link: http://www.wnd.com/2007/05/41737/

A zatem można dostrzec, że cały ten biznes z PC ma swoje początki wśród żydowskich „przekonańców o własnej wyższości”, jeśli się sięgnie do wszesnej fazy ubiegłego wieku, gdy się analizuje starania żydowskich marksistów i intelektualistów, prywatnie finansowanych przez tzw. „kapitalistycznych” żydów, którzy masowo pchają szmal w fundacje edukacyjne, jakie wspierają tę agendę aż po dziś dzień.

magnus hirschfeld

A jaka rasa jest celem tej całej masowej nagonki społeczno/politycznej? Oczywiście wszyscy z nas, Biali Innowiercy, przez ostatnie co najmniej 40 lat, każdy Biały Amerykanin, a także wszelkie nasze instytucje społeczne i związana z ich istnieniem nasza kultura. Jako tacy, jakimi się urodziliśmy, jesteśmy celami ataków i stania się ofiarą tego inspirowanego przez żydów zła od samego początku!

Rzuć okiem na radykalny feminizm, jak wygląda w wykonaniu żydówek – Susan Sontag (Rosenblatt), Gloria Steinem czy Betty Freidan. Wszystkie produkty tego rodzaju dokonujące głębokich podziałów z użyciem polityki płci całkowicie zafałszowały obraz relacji w Białej Ameryce do takiego stopnia, że ludzie nie mogą nawet rzucić okiem na piękność na ulicy. Poczytaj o tym, link: http://www.profam.org/pub/fia/fia.2202.htm

Jak widać na filmach, marksistowski żyd, Herbert Marcuse (po prawej), został zaproszony w nasze progi z jego rodzinnych nazistowskich Niemiec, ale później dokonał zwrotu i zadał Ameryce cios nożem w plecy przedstawiając swoje wywrotowe teorie społeczne. Stworzył dużą część tej polityki mentalności grupowej ofiary i miał wielki wpływ na „inteligencję” Pokolenia Wyżu Demograficznego z lat 60-tych. Cała ta podejrzana agenda była reklamowana jako „wyzwolenie”, lecz w rzeczy samej była prawdziwym osłabiającym, wywrotowym programem przeciwko nie-żydowskim Białym ludziom, jaki wciąż trwa do dzisiaj.

Podczas II WŚ, był on również uczestnikiem the OSS — prekursora obecnego CIA — i pracował nad tworzeniem antynazistowskiej propagandy, a potem był zatrudniony w dziele wyłapywania domniemanych nazistów w okupowanych Niemczech. Kto wie, ilu jego byłych niemieckich wrogów otrzymało malutką odpłatę za swoje czyny od tego pokrętnego żyda-dewianta?

Tylko w tej jednej sprawie, należy pomyśleć, ile więzi międzyludzkich i żyć zrujnował w USA ten „teoretyk” przy pomocy zła zawartego w żydowskich filozofiach o „wyzwoleniu” w latach 60-tych i później?

marcuse herbert

Cały ten niekończący się koszmar “politycznej poprawności” narzucony Ameryce i innym dawniej Białym państwom, został wykombinowany przez żydów, takich jak Marcuse. Ma on ciągle miejsce w tym kraju aż do dziś i w sposób zauważalny coraz bardziej się pogarsza. Współczesne klony Marcuse są porozsiewani po całym kraju, tacy jak żydówka Paula Rothenberg (po prawej), która wymyśliła kompletnie absurdalne określenia „Przywileje Białych”, „Niewidoczny Rasizm” i wiele innych, a trzeba zwrócić uwagę, że to najnowsze wcielenie trockistowskie krąży po wszystkich naszych campusach przy college’ach, bezwstydnie zarażając trucizną naszych młodych ludzi, infekcją projektu propagandy anty-Białej – i jeszcze ta kreatura bierze za to duży szmal!

Nasze uniwersytety i college mają program studiów społecznych, jakie obecnie otwarcie oczerniają ludzi Białych jako jawnych albo „ukrytych” rasistów i zaczynają również otwarcie kwestionować pozytywy zawarte w normalnej, heteroseksualnej strukturze Białej Rodziny. Zapytaj dzieciaka z college, co mówią w książkach, salach wykładowych, salach lekcyjnych w dzisiejszej dobie – bądź przygotowany na to, że usłyszysz rzeczy szokujące, jakie mogą cię bardzo wkurzyć.

My, ludzie Biali naprawdę znajdujemy się w stanie rasowej wojny bona fide z żydowskimi ekstremistami i spekulantami, wojnie toczącej się przy odkrytej czy zasuniętej kurtynie, jaka toczy się od pewnego czasu. Większość Białych nawet pojęcia zielonego nie ma na temat tego, co dokładnie się teraz dzieje. Podejrzewają coś, ale nie mają racji, bowiem są zaprogramowani, aby nie wymawiać głośno słowa na „ż”, bo w przeciwnym razie będą nazwani nazistą przez innych.

Całkiem diaboliczny system ci żydzi sobie wymyślili.

– Phillip Marlowe

A oto mamy cytaty z pierwszej ręki: (były, ale się zmyły, ponieważ poprzedni blog IncogMana został zlikwidowany – przypis tłum.)

*Zauważ bezczelne kłamstwo wypowiedziane przez Jacoba Schiffa na temat żydowskiej „lojalności”. Powiedział, że żydzi rosyjscy wspierali monarchię w Rosji niechętnie jeszcze na 6-8 tygodni przed rewolucją, ale wiedział z całą pewnością już odprawiając Trockiego na statku i ładunek złota na miesiące przed tym wydarzeniem. Kłamie w żywe oczy. Jego starania wraz z innymi żydowskimi finansowymi i marksistowskimi hohortami są realizacją tego, co spowodował komunizm dla świata i są przyczyną śmierci i cierpienia niewypowiedzianych milionów Białych (o wiele, wiele więcej niż zawarte w rzekomym gigantycznym żydowskim przekręcie z gazowaniem Holyco$tycznym); a ma również skutki dla wielu innych ras do dzisiaj (jak Azjaci).

trotsky-poster-cropped

Ten transfer złota od bogatych amerykańskich kapitalistów żydowskich do sfinansowania rewolucji bolszewików jest mało znany, ale jest to potwierdzony historycznie fakt.

Na spędzie świętującym sukcesy bolszewików w nowojorskim Carnegie Hall w nocy 23 marca 1917 r., został odczytany telegram z poparciem od Jacob Schiff of Kuhn, Loeb & Co. Telegram został odtworzony w porannym wydaniu New York Times (link w pdf podany wyżej w tekście).

Schiff starał się zaprzeczać swemu udziałowi w tym przedsięwzięciu, ale 30 lat później jego wnuk John przyznał w gazecie the New York Journal-American (03 luty 1949 r.), że staruszek wsadził 20 mln dolarów w złocie w sprawę bolszewicką.

http://www.eioba.pl/a/47ka/psychologia-nwo-frankfurcka-szkola-filozofii

Psychologia NWO : Frankfurcka Szkoła Filozofii

Dodaj komentarz

satanism90

Satan’s Secret Agents: the Frankfurt School and their Evil Agenda
http://www.deliberation.info/satans-secret-agents-the-frankfurt-school-and-rgeir-evil-agenda/

Zacznijmy od rozważań na temat destruktywnych prac Szkoły Frankfurckiej, czyli grupy niemiecko-amerykańskich uczonych, głównie Żydów, którzy rozwinęli wysoce prowokacyjne i oryginalne spojrzenie na współczesne społeczeństwo i kulturę, czerpiąc z Hegla, Marksa, Nietzschego, Freuda i Webera.

Ich idea “rewolucji kulturalnej” nie była niczym szczególnie nowatorskim.
Joseph, Comte de Maistre (1753-1821), który przez piętnaście lat był masonem, powiedział:
“…Do tej pory, narody były wybijane przez podbój, czyli inwazje… Ale pojawia się ważne pytanie: czy naród nie może umrzeć na własnej ziemi, bez przesiedleń lub inwazji, pozwalając by gnilne robactwo zepsuło do samego rdzenia pierwotne i podstawowe zasady, które sprawiają, że naród ten istnieje?..”

Czym była “ Szkoła Frankfurcka”?

Przez pewien czas po Rewolucji Bolszewickiej w Rosji wierzono, że rewolucja robotnicza przewali się przez całą Europę, a ostatecznie i przez Stany Zjednoczone. Tak się jednak nie stało. Pod koniec 1922 roku, Międzynarodówka Komunistyczna (Komintern) zaczęła rozważać przyczyny tego niepowodzenia.

Z inicjatywy Lenina zostało zorganizowane spotkanie w Instytucie Marksa i Engelsa w Moskwie. Celem spotkania było rzucenia światła na marksistowskie pojęcie Rewolucji Kulturalnej. Do czego “rewolucja kulturalna” zobowiązuje?
O co w tym wszystkim chodzi?

Po pierwsze, wśród obecnych był Georg Lukács, żydowsk0-węgierski arystokrata i syn bankiera. Stał się on komunista podczas I Wojny Światowej.
Dobry teoretyk marksizmu, rozwinął ideę “Rewolucja i Eros” – użycie instynktu seksualnego jako instrumentu destrukcji.

Był tam również Willi Münzenberg, kolejny rewolucyjny Żyd, który dla rozwiązania problemów dręczących społeczeństwo zaproponował m.in. “…zorganizować intelektualistów i wykorzystać ich do splugawienia cywilizacji Zachodu. Dopiero wtedy, gdy wszystkie jej wartości zostaną zniszczone, a życie w niej stanie się niemożliwe, będziemy mogli narzucić dyktaturę proletariatu“.

“To było” – powiedział Ralph de Toledano (1916-2007), konserwatywny autor i współzałożyciel z National Review – “spotkanie bardziej szkodliwe dla zachodniej cywilizacji, niż sama rewolucja bolszewicka”.

Lenin zmarł w 1924 roku, ale w tym czasie Stalin doszedł do władzy i zaczął patrzeć na Willi Münzenberga, George Lukacsa i innych żydowskich rewolucjonistów (np. Trocki) jako na niebezpiecznych marksistowskich “rewizjonistów”, którzy chcieli wprowadzenia w marksizmie koncepcji, jakie były mu obce i które służyły tylko żydowskim planom.

W czerwcu 1940 roku, na rozkaz Stalina, oddział NKWD do zadań specjalnych dopadł Münzenberga aż na południu Francji, gdzie został powieszony na drzewie.

W lecie 1924 roku, po zaatakowaniu go przez Piąty Kongres Kominternu za jego publikacje, Lukács przeniósł się do Niemiec. Tu przewodniczył on pierwszemu posiedzeniu grupy komunistycznych socjologów. Zebranie to miało doprowadzić do powstania Szkoły Frankfurckiej.

“Szkoła” ta, mająca na celu wypełnić konkretami treść rewolucyjnego programu, powstała na Uniwersytecie we Frankfurcie w Instytucie Badań Społecznych (Institut für Sozialforschung). W praktyce “Szkoła” i Instytut były nie do odróżnienia.

Instytut został oficjalnie powołany do życia w roku 1923, sfinansował go zaś Felix Weil (1898-1975). Felix Weil, urodzony w Argentynie w zamożnej rodzinie żydowskiej, został w wieku dziewięciu lat wysłany do szkoły w Niemczech. Tamże studiował na uniwersytetach w Tybindze i Frankfurcie, gdzie uzyskał stopnień doktora nauk politycznych. Podczas pobytu na tych uczelniach stał się coraz bardziej zainteresowany socjalizmem i marksizmem.

Carl Grünberg, żydowski dyrektor Instytutu w latach 1923-1929, był zdeklarowanym marksistą, choć Instytut nie miał żadnych oficjalnych powiązań partyjnych.

Ale w 1930 roku Max Horkheimer, (również pochodzenie żydowskie), przejął kontrolę. Uważał on, że teoria Marksa powinno być podstawą badań Instytutu.

Kiedy Hitler doszedł do władzy, Instytut został zamknięty, a jego członkowie, różnymi drogami, uciekli do Stanów Zjednoczonych, gdzie załapali się jako naukowcy w głównych amerykańskich uniwersytetach: Columbia, Princeton, Brandeis i Berkeley w Kalifornii.

Lasha Darkmoon, komentarz do oryginalnego artykułu:
“…Fakt, że mówili oni bardzo słabo po angielsku nie był dyskwalifikujący. Byli Żydami i dzięki temu udało im się uzyskać nominacje akademickie na prestiżowych uczelniach – dzięki żydowskim wpływom, tj. za pośrednictwem siatki kontaktowej, systemu, który działa wyjątkowo dobrze nawet dzisiaj, co tłumaczy ogromną i nieuczciwa przewagę Żydów w świecie akademickim…”

“Pragnę kultury pesymizmu… świata porzuconego przez Boga” (Georg Lukács, 1885-1971)

“Pragnę kultury pesymizmu… świata porzuconego przez Boga”(Georg Lukács, 1885-1971)

Członkami Szkoły Frankfurckiej byli m.in guru tzw Nowej Lewicy z lat 1960-tych, Herbert Marcuse – potępiony przez papieża Pawła VI z powodu głoszenia teorii wyzwolenia, która “otwiera drogę dla seksualnego rozpasania pod przykrywką wolności”, Max Horkheimer, Theodor Adorno, popularny pisarz Erich Fromm, Leo Lowenthal i Jurgen Habermas.
Wszystkie te osoby, z wyjątkiem Habermasa, były pochodzenia żydowskiego [Niespodzianka! – admin]

Zasadniczo Szkoła Frankfurcka uważała, że tak długo, jak dana osoba miała wiarę, lub nawet nadzieję wiary na to, że jej dany przez Boga dar rozumu mógłby rozwiązać problemy, przed którymi stoi społeczeństwo – to społeczeństwo nigdy nie osiągnęło by stanu beznadziei i wyobcowania, jej zdaniem koniecznego do wywołania rewolucji socjalistycznej.

Ich zadaniem było więc dążenie do jak najszybszego podważenia “judeo-chrześcijańskiego dziedzictwa”.

Lasha Darkmoon, komentarz:
Wyrażenie “Judeo-chrześcijańskie” to oksymoron, sprzeczność sama w sobie, ponieważ judaizm i chrześcijaństwo znajdują się po przeciwnych stronach religijnego spektrum. Jako że większość Żydów wyraża aktywnie wrogość wobec chrześcijaństwa, a talmudyczni Żydzi znajdują przyjemność w wyobrażaniu sobie Chrystusa gotowanego w piekle w kale, mówienie o “dziedzictwie judeo-chrześcijańskim ” jest oczywiście pozbawione wszelkiego sensu.

Aby podważyć fundamenty zachodniej cywilizacji, Żydzi z Frankfurckiej Szkoły wezwali do tak negatywnej i destrukcyjnej krytyki każdej sfery życia, jak tylko to możliwe. Destabilizacja społeczeństwa, rzucenie go na kolana, doprowadzenie go do upadku, wywoływanie kryzysów i katastrof, stało się celem tych społecznie nieprzystosowanych, psychicznie chorych rewolucjonistów żydowskich, udających wysokiej klasy intelektualistów.

Ich polityka, na co mieli nadzieję, będzie się rozprzestrzeniać jak wirus – “kontynuując dzieło zachodnich marksistów przy użyciu innych środków”, jak zauważył jeden z ich członków.

Po to, aby dalej posunąć do przodu swą “cichą” rewolucję kulturalną, Szkoła Frankfurcka opracowała następujące dwanaście zaleceń – wszystkie z nich obliczone na podważenie fundamentów społeczeństwa i stworzenie dystopii [nieładu, nierządu, odstręczającej egzystencji], którą obserwujemy wokół nas:

1. Stworzenie “przestępstwa” rasizmu i praw przeciw tzw. mowie nienawiści.
2. Ciągłe zmiany w programach szkolnych, aby zwiększyć zamęt i dezorientację.
3. Propaganda masturbacji w szkołach, w połączeniu z homoseksualizacja dzieci i ich deprawowaniem za pomocą eksponowania pornografii w klasie.
4. Systematyczne podważanie autorytetu rodziców i nauczycieli.
5. Imigracja na wielką skalę, mająca zniszczyć tożsamość narodową i ułatwić wybuch przyszłych wojen.
6. Systematyczna promocja nadmiernego picia i używania narkotyków “rekreacyjnych”.
7. Systematyczna promocja zboczeń seksualnych w społeczeństwie.
8. Nierzetelny system prawny, z uprzedzeniami wobec ofiar przestępstw.
9. Uzależnienie od świadczeń państwowych.
10. Kontrola i totalne ogłupianie medialne [sześć żydowskich przedsiębiorstw kontroluje obecnie 96 procent światowych mediów, przyp. L.D.]
11. Zachęcanie do rozpadu rodzin.
12. Wszechobecny atak na chrześcijaństwo i opróżnianie kościołów.

Lasha Darkmoon, komentarz:
W Związku Sowieckim, za czasów Stalina i jego komunistycznych Żydów, opróżniania kościołów dokonywano przez ich spalanie. Objęło ono tysiące świątyń. Zobacz tutaj, tutaj, tutaj, tutaj i tutaj, aby dowiedzieć się więcej o systematycznym niszczeniu chrześcijańskich świątyń i prześladowań rosyjskich chrześcijan przez żydowskich przywódców Rewolucji.
Tak się złożyło, ze większość tychże celów i zadań zostało wytyczonych w rzekomego “ sfałszowanych” Protokołach Mędrców Syjonu. Filozofowie z Frankfurtu byli najwyraźniej pod silnym wpływem Protokołów, które zrobiły na nich silne wrażenie, a zatem postanowili ich zalecenia wdrożyć w swoje demoniczne plany.

Willi Münzenberg

Willi Münzenberg

Willi Münzenberg podsumował dalekosiężne plany Szkoły Franckfurckiej w ten sposób: “Skorumpujemy Zachód tak, że zacznie śmierdzieć”.

“Musimy zorganizować intelektualistów i użyć ich do zapaskudzenia zachodniej cywilizacji. Dopiero gdy zniszczymy wszelkie jej wartości i uczynimy życie w niej niemożliwym, będziemy mogli narzucić dyktaturę proletariatu”.

Lasha Darkmoon:
Według książki Seana McMeekina ”Czerwony milioner: polityczna biografia Willi Münzbergera” [The Red Millionaire: A political biography of Willi Münzenberg], Münzberger był “autorem niektórych z najbardziej monstrualnych kłamstw epoki nowożytnej… przyczynił się do rozpowszechnienia plagi ślepoty moralnej na całym świecie, z której do tej pory nie możemy się uwolnić.”

Frankfurcka Szkoła uważała, iż istnieją dwa typy rewolucji: (a) Polityczna i (b) kulturalna. Jej członków bardziej interesowała rewolucja kulturalna – niszczenie ustalonego porządku od wewnątrz. ”Współczesne formy podporządkowywania cechuje łagodność”, nauczali. Tak zwane “reformy” należy przeprowadzać powoli, stopniowo i tak subtelnie, aby zmiany na gorsze były zaledwie zauważalne.

Szkoła Frankfurcka uznawała podminowywanie porządku społecznego za długofalowy projekt.

Lasha Darkmoon:
Systematyczna erozja chrześcijańskiej moralności i promowanie perwersji seksualnych znane jest jako marksizm kulturowy. Na dzień dzisiejszy, skutkiem wysiłków zorganizowanego żydostwa, które kontroluje 96% światowych mediów, kulturowy marksizm niemal wszędzie triumfuje, podczas gdy chrześcijaństwo leży w ruinach. Dla wielu bezstronnych obserwatorów społeczeństwo osiągnęło dno upadku moralnego – co z pewnością ucieszyło by żydowskich marksistów, takich jak Willi Münzenberg, gdyby żyli w naszych czasach.

Niszczyciele z Frankfurtu skoncentrowali się na rodzinie, edukacji, mediach, seksie i pop-kulturze. Każdy z tych obszarów stał się ich celem. Jeżeli z roku na rok to, co było już złe, nie stawało się jeszcze gorsze – uważali, iż ponieśli porażkę. Dla tych rewolucyjnych Żydów-myślicieli, dobre było to, co jest złe, a to co gorsze – było lepszym..

Zniszczenie rodziny i promowanie feminizmu

Krytyczna Teoria Szkoły Frankfurckiej głosiła, że “osobowość autorytarna” jest wytworem patriarchalnej rodziny, co było bezpośrednim nawiązaniem do dzieła Engelsa “Pochodzenie rodziny, prywatnej własności i państwa” [Origins of the Family, Private Property and the State], które propagowało matriarchat.

Już Karol Marks napisał w “Manifeście Komunistycznym” w 1848 r o radykalnym pojęciu “wspólnoty kobiet”. W “Niemieckiej ideologii” (1845) [The German Ideology] pisał pogardliwie o rodzinie, jako podstawowej komórce społeczeństwa. Konieczność rozbicia rodziny była jednym z podstawowych dogmatów Krytycznej Teorii.

Lasha Darkmoon:
Myśliciele ci uważali, że wszystkie rodziny – nawet szczęśliwe – są zasadniczo złe i muszą zostać zniszczone. Dla dzieci miało być lepiej, gdyby nie miały rodziców, albo nie wiedziały, kim rodzice są – albo były sierotami na utrzymaniu państwa.
Romantyczna miłość między mężczyzną i kobietą, prowadząca do stabilnych, długotrwałych małżeństw powinna zostać zlikwidowana na korzyść dorywczych, niestabilnych, promiskuitycznych kontaktów seksualnych. Miłość i udane małżeństwa mogły dać szczęście wszystkim zainteresowanym osobom – co oczywiście było absolutnie niedopuszczalne, gdyż głównym celem rewolucji kulturalnej było stworzenie “kultury pesymizmu” (Lukács) oraz “uczynienie tego, by życie stało się nie do zniesienia dla wszystkich” (Münzenberg).

Uczeni z Instytutu głosili zatem, że “nawet częściowe naruszenie autorytetu rodziców może przugotować grunt do łatwiejszej akceptacji zmian społecznych przez nadchodzącą generację”.

Lasha Darkmoon:
Celem tych neo-freudowsko-marksistowskich filozofowów było oczywiście stworzenie zamętu w społeczeństwie: wbicie klina między dzieci i rodziców i przyczyniać się do rozbijania rodzin. Cokolwiek było dobrego w relacjach międzyludzkich, musiało zostać zniszczone. A jeśli ludzie nie mieli problemów, należało je sztucznie stworzyć, aby “życie stało się niemożliwe”.

Wszystko to było przygotowaniem do wojny przeciwko rodzajowi męskiemu, promowanej przez Marcuse’a pod pozorem “Wyzwolenia kobiet” i przez ruch Nowej Lewicy w latach 1960-tych. Ich propozycją było przekształcenie kultury pod dyktando dominacji kobiet.

Lasha Darkmoon:
Wizja kobiet kierujących społeczeństwem i noszących spodnie, rozkazujących mężczyznom, co mają robić, miała szczególną siłę przyciągająca dla pewnych żeńskich typów obdarzonych nadmiarem testosteronu, zwłaszcza dla lesbijek o męskich cechach oraz nienawidzących mężczyzn babsztyli. Wiele z tych porąbanych psychicznie kobiet stało się apostołkami radykalnego feminizmu, proponując nawet całkowite oderwanie się od mężczyzn i zamieszkiwanie w wyłącznie żeńskich komunach. Przy okazji warto zauważyć rzecz dziwną:liczba żydowskich feministek jest ogromna, zupełnie nieproporcjonalna do ich liczebności w populacji.

W 1933 r, Wilhelm Reich, szanowany i wręcz czczony członek Szkoły Frankfurckiej, napisał w dziele “Masowa psychologia faszyzmu” [The Mass Psychology of Fascism], że matriarchat był jedynym autentycznym typem rodziny w “naturalnym społeczeństwie”. Stał się więc inspiracją dla feministek.

Lasha Darkmoon:
Nawiasem mówiąc, Reich, nałogowy onanista i zboczeniec seksualny, doznawał kazirodczego pociągu do własnej matki i uprawiał sodomię z końmi jeszcze jako dziecko (zobacz tu).
Ten wszechstronny dewiant, obecnie kultowa figura lewicy, razem z równie opętanym na punkcie seksu Herbertem Marcuse – popularyzator sloganu “Czyńcie miłość, nie wojnę” (Make love, not war) – byli ojcami chrzestnymi rewolucji seksualnej lat 1960-tych oraz patronami ruchu feministycznego.

Frankel_Moloch_30p5

Indoktrynacja dzieci poprzez system edukacji

Bertrand Russel dołączył się do Szkoły Frankfurckiej w jej wysiłkach na polu masowej inżynierii społecznej. Wygadał się w swej książce “Wpływ nauki na społeczeństwo” (The Impact of Science on Society) z roku 1951, gdzie napisał:

Przyszli psychologowie społeczni dostaną pewną liczbę klas złożonych z dzieci szkolnych, na których wypróbują różnych sposobów wyrobienia w nich niezachwianego przekonania, że śnieg jest czarny. Wkrótce dojdą do różnorakich wyników. Po pierwsze, że wpływ wychowania domowego jest destruktywny. Po drugie, że niewiele da się z tym zrobić, o ile nie rozpoczniemy indoktrynacji dzieci przed osiągnięciem wieku 10 lat. Po trzecie, że wiersze dopasowane do muzyki i wielokrotnie powtarzane, są bardzo skuteczne. Po czwarte, że opinia iż śnieg jest biały wykazuje na chorobliwe skłonności do ekscentryzmu.

Mówię z góry. Uczeni w przyszłości muszą dokładnie sprecyzować powyższe zasady oraz obliczyć dokładnie, jakie będą koszty na głowę, aby nakazać dzieciom wierzyć, iż śnieg jest czarny – i o ile mniejsze były by koszty przekonania ich, iż śnieg jest ciemno-szary.

Gdy technika się udoskonali, każdy rząd, który będzie zajmował się edukacją jednej generacji, będzie w stanie kontrolować swych poddanych w sposób bezpieczny, bez potrzeby angażowania wojska lub policji.

Lasha Darkmoon:
Ironia Russela jest tu oczywista, ale to sprawa marginesowa. Sam Russel był wielkim zwolennikiem obrócenia świata do góry nogami i zapoczątkowania Nowego Wspaniałego Świata, z jego ateizmem, feminizmem i “wyzwoleniem seksualnym”, czyli dania zielonego światła promiskuityzmowi, perwersjom i aborcji na życzenie.

Zniszczenie wartości, o które tak bardzo chodziło luminarzom Szkoły Frankfurckiej, zostało w dużej mierze osiągnięte za pomocą wychowania seksualnego i propagandy medialnej – w szczególności masturbacji, pornografii i systematycznej, agresywnej propagandy homoseksualizmu w szkołach.

"HERMETYCZNY ZAKON ZŁOTEGO BRZASKU"

Dodaj komentarz

Latem 1887 roku pewien angielski adept sztuki wolnomularskiej odnalazł stary manuskrypt zawierający dziwne słowa zapisane niezrozumiałym szyfrem. Dokument ten przekazał swemu „bratu” z Wielkiej Zjednoczonej Loży Angielskiej, dr Williamowi Wynnowi Westcottowi Tak rozpoczęła się okultystyczna przygoda, która dała początek wielkiemu odrodzeniu magicznemu końca XIX wieku.

Schyłek XIX wieku sprzyjał rozwojowi praktyk okultystycznych. Nowe odkrycia naukowe kwestionowały dotychczasowy spójny obraz świata. W szczeliny rozbitego kosmosu wdzierał się chaos i coraz wyraźniej przypominał o swojej obecności. Luki w rozbitym świecie całości starała się wypełnić w XVIII wieku ideologia racjonalistyczna, lecz jej spoiwo skruszało w niecałe sto lat później pod naporem kolejnych pytań i wątpliwości. Nie były to wszakże wątpliwości podszyte zwątpieniem w sens istniejącego świata, lecz raczej wynikające z żądzy otrzymania bardziej pełnych odpowiedzi na podstawowe pytania egzystencjalne. Kiedy złudzenia racjonalizmu okazały się niedostateczne w objaśnianiu zagadek życia, wielu twórczych ludzi ogarnął niepokój, każący im szukać rozwiązań tych zagadek w samej tajemnicy ludzkiego umysłu.

Ten radykalny zwrot ku „doświadczeniu wewnętrznemu” pod koniec XIX wieku zaowocował narodzinami „czarnej powieści” i psychologii. A z ich mariażu, wzbogaconego o kontakt z innymi kulturami i systemami religijnymi, wyłoniło się wielkie zainteresowanie „wiedzą tajemną”, którą przyszli adepci woleli nazywać „okultyzmem”. Okultyzm stał się systemem magicznych i mistycznych praktyk rytualnych, mających na celu doskonalenie się jednostek. Jego adepci, grupujący się zwykle ze średnio zamożnych mieszkańców wielkich miast, lubili się odwoływać do wielowiekowych związków z pradawnymi i zapomnianymi arkanami wiedzy o naturze ludzkiej. I choć magia jak i mistyka znakomicie funkcjonowała obok i w ramach oficjalnych nurtów religijnych, to jednak dopiero w epoce Renesansu uzyskała samoświadomość i wyodrębniła się jako oddzielny nurt myślowy. Potrzeba było jednak kolejnych dwustu lat, żeby myśl przyoblekła się w kształty, a „okultyzm” przyjął instytucjonalne formy.

Niezależnie od rozmaitych podań o tajemnych bractwach Różokrzyżowców i własnych „historii” różnych grup okultystycznych, można spokojnie powiedzieć, że pierwszym jawnie istniejącym ugrupowaniem okultystycznym, które posiadało duży wpływ na klimat epoki było Towarzystwo Teozoficzne, założone w 1875 roku przez Helenę Bławatską. To właśnie dzięki nieustannemu wysiłkowi tej charyzmatycznej kobiety na grunt zachodni przeniesiono liczne elementy filozofii Wschodu, a Towarzystwo Teozoficzne skupiło się na studiach porównawczych między różnymi systemami religijnymi Indii i obszaru śródziemnomorskiego. Jednakże, w sferze praktyczno-rytualnej Towarzystwo Teozoficzne nie wnosiło nic nowego, a jego spotkania miały przebieg dysput filozoficznych bądź seansów spirytystycznych, czym nie różniły się prawie wcale od praktyk uprawianych wcześniej na dworach i salonach.

Tajemnice zaszyfrowanego rękopisu

Pod tym względem organizacją, która jako pierwsza zbudowała solidny system okultystyczny, był Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku. Zakon powstał w 1888 roku z inicjatywy trzech byłych teozofów i „różokrzyżowców”: dr Williama Wynna Westcotta, dr Williama Woodmana oraz Samuela Liddella MacGregora Mathersa. A przyczyną sprawczą, która doprowadziła do jego powstania, był tajemniczy zaszyfrowany manuskrypt, który rok wcześniej Westcott nabył od starego masona, wielebnego A.F.A. Woodforda. Po rozszyfrowaniu zawiłego pseudo-alfabetu Westcott odkrył, że rękopis ten zawiera pięć rytuałów masońskich niewiadomego pochodzenia. Zachęcony tym odkryciem, zwrócił się do Mathersa z propozycją, żeby ten napisał inne rytuały w oparciu o znaleziony rękopis, dając tym samym podstawy do założenia nowego zakonu okultystycznego.

W epoce „czarnej powieści” i konspiracji obowiązywała aura tajemniczości. Mając tego świadomość, Westcott doniósł, że rękopis zawierał również karteczkę z adresem pani Anny Sprengel z Norymbergi, spadkobierczyni nauk różokrzyżowców i przywódczyni tajemniczego zakonu Die Goldene Demmerung, wraz z notką przypisującą zaszyfrowane rytuały tej właśnie tradycji zakonnej. W wyniku korespondencji z rzekomą panią Sprengel, Westcott miał otrzymać upoważnienie do prowadzenia zakonu o tej samej nazwie, która po przetłumaczeniu na język angielski brzmiała „Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku”.

Współcześni badacze mocno wątpią w historyczność owego zaszyfrowanego rękopisu. Powołują się oni zazwyczaj na argumentację Ellica Howe’a, który w swej „demaskatorskiej” książce pt.: Magicians of the Golden Dawn (Magowie Złotego Brzasku) twierdzi, że William Wynn Westcott sfałszował oryginalne dokumenty Złotego Brzasku i sam wymyślił historyjkę o istnieniu pani Sprengel. Według Howe’a nie było żadnego związku między zakonem Złotego Brzasku a pradawną tradycją Różokrzyżowców. I choć w świetle współczesnej wiedzy na temat Różokrzyżowców wątpliwe wydaje się nawet ich istnienie, to jednak książka Howe’a wywołała prawdziwą burzę w świecie teoretyków i praktyków okultyzmu. Oto co dowodził Howe:

Wiadomo, że Westcott bardzo dobrze znał literaturę ezoteryczną i od wielu lat zajmował się studiowaniem wiedzy tajemnej, między innymi w bractwie „różokrzyżowym” Societas Rosicruciana in Anglia. W drugiej połowie XIX wieku stowarzyszenia tajemne wyrastały jak grzyby po deszczu, nic więc dziwnego, że Westcott marzył o stworzeniu własnego poletka, na którym mógłby popuścić wodze swojej fantazji. Realia tamtej epoki nie pozwalały mu jednak na stworzenie nowego zakonu bez odpowiedniej podbudowy mitycznej. Musiał wykazać, że jego zakon wywodzi się ze starożytnej linii przekazu, która drogą rozmaitych stowarzyszeń inicjacyjnych przetrwała po współczesne mu czasy. Wykorzystał w tym celu najpopularniejszy mit drugiej połowy XIX wieku – wiarę w istnienie Tajemnych Przywódców Świata, którzy z ukrycia kierują losami ludzkości.

Mitem tym posługiwała się między innymi Helena Pietrowna Bławatska, która utrzymywała że znajduje się w kontakcie z podobnymi do bogów mistrzami, zamieszkującymi śnieżne połacie Tybetu. Jej Towarzystwo Teozoficzne, najpotężniejsza chyba organizacja okultystyczna w latach osiemdziesiątych XIX wieku, miało działać z poręczenia tych właśnie mistrzów a przez to oddziaływać na losy świata. Bardzo możliwe, że Westcott stworzył zakon Złotego Brzasku na zasadzie konkurencji wobec Towarzystwa Teozoficznego, a wykorzystał do tego pomysły pani Bławatskiej. Znacząca jest tutaj zbieżność dat. Helena Bławatska osiedliła się w Londynie na stałe w maju 1887 roku, na trzy miesiące przed tym, kiedy Westcott ogłosił, że ma w rękach dziwny manuskrypt.

Przekazany Westcottowi rękopis zawierał dziwaczne pismo obrazkowe zapisane na starym papierze opatrzonym znakami wodnymi z 1809 roku. Dołączona była do niego kartka z napisem: „Sapiens dom[inabitur] ast[ris] jest przywódcą członków die Goldene Dammerung. Jest ona sławną soror. Nazywa się Fraulein Sprengel. Listy do niej kierować na adres: Herr J. Engel, Hotel Marquardt, Stuttgart. Jest ona 7*=4*, czyli Adeptem Wyższym”. Rzecz jasna, Westcott twierdził że udało mu się nawiązać kontakt z panią Sprengel, która przekazywała mu informacje od Tajemnych Przywódców Świata. Do dziś zachowało się sześć listów od sekretarza pani Sprengel, brata In Utroque Fidelis, których lektura nasuwa wszakże poważne wątpliwości co do ich autentyczności. Listy te są krótkie i zawierają wskazówki organizacyjne dotyczące tworzenia filii zakonu w Anglii. Mogłoby to świadczyć na korzyść roszczeń Westcotta, gdyby nie fakt że wskazówki te są napisane fatalną niemiecczyzną. Czyżbyśmy więc mieli tu do czynienia z fałszerstwem?

Odpowiedź jak zawsze w takich przypadkach nie jest jednoznaczna. W każdym bądź razie bardzo wątpliwe jest, by znalazcą owego manuskryptu był dr Woodford. Już bardziej prawdopodobna jest taka wersja, że to Westcott go w bibliotece swego rodzimego bractwa, Societas Rosicruciana in Anglia. Na korzyść tej hipotezy świadczy fakt, że zaszyfrowany rękopis przedstawiał rytuały inicjacyjne bardzo zbliżone do tych, jakie odprawiano w tym zakonie. Warto też o tym pamiętać, że Westcott, Mathers i Woodman byli prominentnymi postaciami w tej organizacji, której celem było „wzajemne pomaganie sobie w rozwiązywaniu wielkich problemów życia oraz odkrywaniu tajemnic natury”. Woodman stanął nawet na jej czele po śmierci Roberta Wentwortha Little’a, która nastąpiła w 1878 roku.

Jakby nie dość było wątpliwości ostatnie lata przyniosły nowe fakty, które z kolei świadczą na korzyść owych mitycznych źródeł Złotego Brzasku. W dużej mierze stało się to za sprawą polskiego badacza okultyzmu, Rafała Prinke. Otóż, okazuje się że na początku XIX wieku istniała pewna żydowska loża masońska we Frankfurcie, której nazwa „Chabrath Zereh Boqer Aour” oznaczała nie mniej ni więcej „Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku”. Niemalże identyczny napis widniał na owym tajemniczym manuskrypcie. Loża ta należała do masonerii Wielkiego Wschodu Francji, lecz jej członkowie zajmowali się również studiowaniem kabały. W 1817 roku otworzono w Londynie filię tej loży pod auspicjami księcia Sussex, który był jednocześnie Mistrzem Wielkiej Loży Angielskiej. Istnieje więc prawdopodobieństwo, że Westcott, Mathers i Woodman przynajmniej pod względem formalnym byli kontynuatorami tej linii przekazu.

Niezależnie od prawdy historycznej, w ten sposób skonstruowany mit założycielski pozwalał na rozwinięcie regularnej działalności okultystycznej. Aura tajemniczości i charyzmat przywódców ściągały do Złotego Brzasku licznych neofitów spragnionych „zakazanej wiedzy”. Nie byli to wszakże byle jacy gorliwcy, skoro znaleźli się pośród nich tak wybitni przedstawiciele swej epoki jak Arthur Machen (mistrz horroru i nauczyciel Lovecrafta), Bram Stoker (twórca „Drakuli”), Oscar Wilde (znany pisarz-skandalista), Allan Bennett (jogin i kabalista, założyciel pierwszej organizacji buddyjskiej na Zachodzie), czy William Butler Yeats (jeden z najwybitniejszych angielskich poetów).

Kabalistyczne Drzewo Życia

Tajemnica sukcesu Złotego Brzasku polegała przede wszystkim na rewolucyjnym pomyśle utworzenia hierarchii stopni inicjacyjnych w oparciu o system sefirotów kabalistycznego Drzewa Życia. Dotychczas wszelkie grupki okultystyczne, spirytystyczne i teozoficzne organizowały się w koła konspiracyjne lub struktury wtajemniczeń masońskich. Złoty Brzask zrywał z tą tradycją. Porzucał staroświecki i nieklarowny system inicjacyjny masonerii, a jednocześnie nie rezygnował z samej hierarchii inicjacyjnej. Pomysł przyswojenia dla potrzeb tej hierarchii sefirotów kabalistycznego Drzewa Życia nie tylko czynił system inicjacyjny bardziej przejrzystym, ale i pozwalał nadać kolejnym stopniom inicjacyjnym cechy poszczególnych sefirotów. Paradoksalnie, pomysł ten stanowił uboczny efekt starań Westcotta, by nadać zakonowi znamiona organizacji mocno osadzonej w tradycji ezoterycznej. Jak to często bywa, nieuświadomiona do końca idea przerosła swego twórcę.

Powiada się, że Kabalistyczne Drzewo Życia jest mapą wszechświata i człowieka (zgodnie z zasadą hermetyczną mówiącą, że makrokosmos odzwierciedla się w mikrokosmosie). Tworzy je dziesięć sefirotów, które rozmieszczone są hierarchicznie na trzech filarach, nazywanych filarami: sprawiedliwości, równowagi i łaski. Nie bez przesady można powiedzieć, że celem adeptów magiji jest wspinaczka po tym drzewie, albowiem każdy kolejno zdobyty na nim szczebel powiększa ich wiedzę o sobie i o świecie, a tym samym przybliża ich ku boskości.

Najniżej drzewa znajduje się sefira Malkuth, czyli „królestwo”. Przedstawia ona świat fizyczny, podstawę wszelkiego materialnego istnienia, którego odpowiednikiem w człowieku jest ciało fizyczne i mózg. Sefira ta wiąże się z żywiołem ziemi, co jest poważną wskazówką dla każdego adepta, by wędrówkę w krainy mistyki i magiji zaczynał od mocnego stąpania po ziemi. Tuż nad nią znajduje się sefira Jesod, czyli „podstawa”, odpowiadająca żywiołowi powietrza i planecie księżyc. Jest to sfera, którą w tradycyjnym okultyzmie nazywa się planem astralnym. Miejsce wizji astralnych i zbiorowej nieświadomości. Anima Mundi – Dusza Świata. Jesod jest kanałem doprowadzającym boską energię na ziemię, dlatego utożsamia się tę sefirę z genitaliami. Trzecią sefirą we wspinaczce po Drzewie Życia a zarazem najniższą na filarze sprawiedliwości jest Hod, czyli „majestat”. Hod reprezentuje intelekt i racjonalne myślenie. Symbolizuje przezwyciężenie zwierzęcych instynktów. Jest siłą równoważącą i ucieleśniającą porządek, a jednocześnie miejscem siły magicznej, którą hindusi nazywają praną. ów mariaż intelektu i siły magicznej nie jest wcale czymś dziwnym. Sefira Hod odpowiada żywiołowi wody i planecie Merkury, co jest o tyle ciekawe, że egipski odpowiednik Merkurego, Thoth jest bogiem intelektu i magiji. Po przeciwstawnej stronie Drzewa Życia, na filarze łaski, znajduje się sefira Necach, czyli „zwycięstwo”. Jest to sfera miłości i duchowej pasji, bezpośrednich reakcji i instynktów zwierzęcych. Sefer Jecira nazywa ją „ukrytą inteligencją”, albowiem jest to miejsce, które zwykliśmy nazywać nieświadomością. Sefirze tej jest przyporządkowana planeta Wenus oraz żywioł ognia.

Nad tymi czterema sefirami odpowiadającymi czterem żywiołom i różnym cechom przeciętnego człowieka góruje sefira Tiferet (czyli „piękno”). Jest to sfera ducha, wyższej jaźni, stadium pośrednie między człowiekiem a Boskością. Miejsce, w którym składa się w ofierze starą osobowość, aby uzyskać wgląd i zrozumienie. Tiferet oddziela od niższych sefirotów zasłona – paroket – symbol pierwszej iluminacji na drodze do boskości. Stąd też Tiferet utożsamiane jest że Słońcem, bowiem oświetla mroki niewiedzy. Po przejściu tej „zasłony” dzieją się już same dziwne rzeczy. Oto następna sefira, położona na filarze surowości Gebura, czyli „moc” jest symbolem twórczej mocy a zarazem siły zniszczenia. Reprezentuje surowość i sprawiedliwość, oczyszczającą moc i działanie destrukcyjne. Odpowiada jej planeta Mars. W tradycyjnej kabale powiada się, że część niepohamowanej energii tej sefiry przelała się, w wyniku czego uformowała się hierarchia złych sefirotów ułożonych w odrębne drzewo. Co ciekawe, Gebura jest również kwintesencją żeńskości, którą w alchemii utożsamia się z mocą. Równoważy ją po drugiej stronie Drzewa Życia, sefira Chesed, czyli „łaska”, będąca z kolei kwintesencją męskości. Jest to siła, która nadaje kształt rzeczom i wprowadza porządek. Odpowiada jej planeta Jowisz, posiadająca podobne znaczenie symboliczne.

Między tymi siedmioma sefirotami a trójką najwyższych gałęzi drzewa życia znajduje się przepastna otchłań, kraina paradoksów, w której wszystko jest zarazem prawdą i fałszem. Kabaliści nazywają ją „nieistniejącą” sefirą Daath, czyli sefirą fałszywej wiedzy, albowiem mieszka w niej demon rozumu – Choronzon – który zastawia na maga pułapkę utkaną z myśli. Otchłań to również wrota do innego świata. Można nimi przejść na drugą stronę Drzewa Życia, do sfery cienia, gdzie znajdują się 22 qlifotyczne tunele i ich demoniczni strażnicy. Tą drogą wkracza do życia śmierć. Otchłań jest przejściem od świata manifestacji do świata ideałów. Powiada się, że kto ją przekroczy, ten znajdzie się poza dobrem i złem, uwolniony z pułapek dualistycznego myślenia.

Nad otchłanią znajduje się trójca najwyższych sefirotów. Są to prazasady istnienia. Pierwsze dwie z nich, Bina i Chokma (czyli „zrozumienie” i „mądrość”), rozmieszczone na filarach łaski i sprawiedliwości, posiadają cechy podobne do dwóch sefirotów znajdujących się tuż poniżej otchłani, do Gebury i Chesed. Są ich pierwowzorami w świecie ideałów. Bina to Wielka Matka, miejsce reintegracji osobowości, która ulega dezintegracji w trakcie przekraczania Otchłani. Bina jest również mają, mocą iluzji. Odpowiada jej planeta Saturn. Chokmah to Wielki Ojciec, siła pobudzająca istnienie, duch i hinduistyczna purusza, podstawową rzeczywistością leżącą u podłoża wszelkiego istnienia. Odpowiada jej planeta Uran. Nad nimi góruje Keter (czyli „korrona”), o którym można powiedzieć tylko tyle, że jest punktem z którego rozwija się całe Drzewo Życia. Keter to źródło wszelkich rzeczy, jedność, która godzi wszelką różnorodność, początek i koniec wszystkiego. Ponad nim jest już tylko nicość.

Mag wspina się po Drzewie Życia korzystając ze ścieżek łączących poszczególne sefiroty. Każda z tych ścieżek stanowi kolejne wyzwanie, któremu można sprostać tylko wtedy, gdy opanuje się własności rozpoczynających je sefirotów. Dlatego wspinaczka na Drzewie Życia wymaga samodoskonalenia się i poszerzania pola własnego umysłu, który by koniec końców objąć całość zjawisk świata musi nieustannie przekraczać swoje ograniczenia.

System inicjacyjny Złotego Brzasku

Kabalistyczne Drzewo Życia znane było okultystom od dość dawna. A jednak to dopiero „MacGregor” Mathers, prawdziwy twórca struktury inicjacyjnej zakonu Złotego Brzasku, dostrzegł paletę możliwości jaką przedstawia ten właśnie schemat wtajemniczeń. Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku składał się z dziesięciu stopni inicjacyjnych, odpowiadającym dziesięciu sefirotom, które poprzedzał stopień Neofity. Twórcy zakonu nie zapomnieli wszakże o dobrze sprawdzonej strukturze kręgów wtajemniczeń i podzielili Zakon na trzy kręgi:

Krąg Zewnętrzny, do którego należały stopnie:

0*=0*Neofita

1*=10*Zelator (sefira Malkut)

2*=9*Theoricus (sefira Jesod)

3*=8*Practicus(sefira Hod)

4*=7*Philosophus(sefira Necach)

Krąg Wewnętrzny, do którego należały stopnie:

5*=6*Adeptus Minor(sefira Tiferet)

6*=5*Adeptus Major(sefira Gebura)

7*=4*Adeptus Exemptus(sefira Chesed)

oraz Krąg Tajemny, składający się ze stopni:

8*=3*Magister Templi(sefira Bina)

9*=2*Magus(sefira Chokma)

10*=1*Ipsissimus(sefira Keter)

Głównym celem jaki stawiał zakon Złotego Brzasku przed swymi członkami było „dążenie do światła”, które rozświetla mroki niewiedzy. Może właśnie dlatego na początku opracowane były tylko rytuały inicjacyjne i praktyki dla stopni kręgu zewnętrznego, poprzedzającego sefirę Tiferet i odpowiadający jej stopień Adeptus Minor. Światło Tiferet – Słońca miało przyciągać ku sobie nowicjuszy magicznych. Ponadto symbolika świetlistego Tiferet kojarzona była z osobą Chrystusa, co nadawało w ostatnich dekadach XIX wieku zakonowi Złotego Brzasku prawdziwie chrześcijańskiego oblicza.

W trakcie inicjacji Neofita otrzymywał cząstkę światła, które miało go prowadzić na drodze magii. Jego zadaniem było zapoznanie się z symboliką żywiołów i znaków zodiaku. Uczył się podstaw języka hebrajskiego i wykonywał praktyki oczyszczające, takie jak Mniejszy Rytuał Pentagramu, w celu pozbycia się kompleksów i obsesyjnych myśli. Zelator uczył się podstaw alchemii i tarota oraz zależności między sefirotami, planetami, duchami i aniołami. Theoricusowi zalecano dalsze studia nad kabałą, ze szczególnym uwzględnieniem trójpodziału duszy oraz zależności między kolorami mniejszych arkanów tarota a literami tetragrammatonu i czterema światami kabały. Practicus uczył się symboliki figur magicznych. Musiał też zgłębiać podstawy wróżb geomantycznych oraz bardziej szczegółowe atrybucje kart tarota. Wreszcie, Philosophus uczył się boskich imion oraz przygotowywał się do przejścia do zakonu wewnętrznego. Był wtedy wtajemniczany w znaczenie qlifotów, czyli negatywnych odpowiedników sefirotów na Drzewie Życia. Oczywiście, każdemu z tych stopni przypisane były inne rytuały, które aspiranci musieli opanować do perfekcji. Wszystko to odróżniało Złoty Brzask od innych współczesnych mu zakonów, które zwykle miały więcej wspólnego z kółkami dyskusyjnymi niż praktyką magiczną.

Wielkie odrodzenie okultystyczne

Na początku działalności Złotego Brzasku Westcott, Mathers i Woodman przyjęli stopień Adeptus Exemptus, twierdząc że tym samym spełniają polecenia Tajemnych Przywódców zakonu z kręgu tajemnego. Wiosną 1889 roku mogli rozpocząć nabór do londyńskiej świątyni zakonu. W ciągu roku przybyło do niej trzydziestu dwóch nowicjuszy, w tym aż dziewięć kobiet. W tym czasie rzadko się zdarzało by kobiety dopuszczano do arkanów wiedzy tajemnej. Złoty Brzask odstępował od tej niechlubnej zasady i wkrótce w jego szeregach pojawiły się takie osobistości jak Moina Mathers (siostra filozofa, Henriego Bergssona), aktorka Florence Farr i Dion Fortune, która po odejściu ze Złotego Brzasku rozpoczęła własną szkołę magiczną.

Niestety, kobiety miały się stać też jednym z poważnych kłopotów zakonu i to nie ze względu na ich atrakcyjności seksualną, lecz charyzmę, która zagrażała pozycji przywódców zakonu. Póki co jednak zakon przeżywał okres wielkiego rozkwitu, szczególnie po przejęciu przez Mathersa spraw organizacyjnych. W 1891 roku umarł Woodman, w rok później Mathers przeniósł się do Paryża, pozostawiając Westcotta jako swojego przedstawiciela w Londynie. Prestiż Mathersa wzrósł znacznie, kiedy w 1892 roku napisał rytuał inicjacyjny na stopień Adeptus Minor i przekształcił krąg wewnętrzny w Zakon Rubinowej Róży i Złotego Krzyża (Ordo Rosae Rubeae et Aureae Crucis). Stał się on wtedy jego jedynym przywódcą. Jak grzyby po deszczu powstawały nowe świątynie w Weston nad Marą, Bradford i Edynburgu, a w latach 1892-96 zakon osiągnął rekordową ilość 200 członków. Można było śmiało powiedzieć, że jest to największe stowarzyszenie okultystyczne epoki.

I wtedy zaczęły się kłopoty. Okazało się bowiem, że niektóre spośród pań są nie tylko wybitnymi okultystkami, lecz i świetnymi organizatorkami. Dotyczyło to przede wszystkim Florence Farr i Annie Horniman, które z niezwykłym zapałem zaangażowały się w prace londyńskiej świątyni Izydy-Uranii. Pozornie, mogło świadczy to na ich korzyść, ale Mathers był autokratą i nie znosił, jak ktoś zagrażał jego władzy. Tymczasem, po jego wyjeździe do Paryża pani Horniman wielokrotnie publicznie wyrażała swoją dezaprobatę wobec jego nikłego zainteresowania sprawami zakonnymi. Dopóki Horniman nie szczędziła pieniędzy dla niego i jego małżonki wszystko było w porządku. Lecz gdy okazało się, że jej pomoc nie jest bezinteresowna i pragnie odebrać mu żonę, Mathers poczuł w sobie zarzewie gniewu. Na domiar złego dotarły do niego plotki, że Horniman oskarża go o angażowanie się w politykę. (W tym czasie Mathers rzeczywiście marzył o karierze wojskowej i o restauracji dynastii Stuartów). Jego reakcja była natychmiastowa. W 1896 roku zażądał od członków zakonu wewnętrznego natychmiastowego złożeniu mu ślubów lojalności. Jego woli ulegli wszyscy poza Annie Horniman, która jeszcze w tym samym roku została wyrzucona z zakonu.

Wieść o wyrzuceniu Annie Horniman wstrząsnęła członkami Złotego Brzasku. Horniman uchodziła bowiem za jedną z najwybitniejszych przedstawicielek Zakonu. Na dodatek władze angielskie dowiedziały się o związkach Westcotta z okultyzmem, co zmusiło go do wycofania się z zakonu. Widmo upadku zaczęło krążyć nad Hermetycznym Zakonem Złotego Brzasku, widmo, które już wkrótce miało się zmaterializować za sprawą młodego acz już wybitnego adepta magiji – Aleistera Crowleya.

„ALEISTER CROWLEY I RÓWNONOC BOGÓW”

„Wieczorem 18 listopada 1898 roku dwudziestotrzyletni poeta, Aleister Crowley z niecierpliwością czekał w przedpokoju świątyni masońskiej przy Great Queen Street w Londynie, pełen nadziei, że już wkrótce otrzyma największe tajemnice życia i śmierci.

Na plecach zwisała mu narzucona po kostki czarna szata, związana w pasie trzema węzłami wstęgi. Końcówki tej wstęgi trzymał w prawej ręce znajdujący się obok niego człowiek, który miał go prowadzić podczas tej części ceremonii. Strój przewodnika sprawiał wrażenie bardziej wyszukanego od stroju Crowleya. Na plecach miał również czarną szatę, na której zarzucony był biały falowany płaszcz z czerwonym krzyżem na lewej piersi. Wokół szyi zawiązaną miał szeroką białą wstęgę z olbrzymią odznaką w kształcie krzyża. A w lewej ręce dzierżył czerwono-złote berło zwieńczone rzeźbioną miniaturową biskupią infułą.

Nagle, otworzyły się drzwi i powiew gorąca i kadzideł uderzył mężczyzn zgromadzonych w przedpokoju. Crowleya wprowadzono do sali, zawiązując mu uprzednio opaskę na oczy. Poczuł chłód drobnych kropelek wody opadających na jego twarz. Nos zmarszczył się mu od ściągającego zapachu kadzideł tlących się nad jego głową i wtedy usłyszał głos: „O dziecię ziemi, czego szukasz w tej świętej komnacie? Czemu pragniesz wstąpić do naszego Zakonu”. Przewodnik odpowiedział w jego imieniu: „Moja dusza błąka się w ciemnościach i szuka światła ukrytej wiedzy. A wiem, że to właśnie w tym Zakonie dane mi będzie je osiągnąć”.

Poprowadzono go do przodu i nakazano klęknąć przed ołtarzem w kształcie stożka, na którym leżał czerwony krzyż i biały trójkąt. Prawą rękę położył na trójkącie. Wtedy to na dany mu przez przewodnika znak złożył następujące ślubowanie. Przyrzekał w nim:

…dotrzymać tajemnic Zakonu, jego nazwy, nazwisk członków i poczynań mających miejsce na jego spotkaniach….

…nigdy nie zgodzić się na hipnozę lub taki stan otępienia, który pozwoli niewtajemniczonym osobom i mocom zawładnąć jego myślami, słowami lub uczynkami.

…z odwagą i determinacją nie ustawać w pracach Boskiej Nauki, oraz wytrwać do końca tej ceremonii, która jest jej odzwierciedleniem. Nie poddać się też pokusie oddania swej wiedzy mistycznej na służbę złej magii.

Całość ślubowania wieńczyła przysięga: „jeśli złamię to zobowiązanie magiczne, poddam się z własnej głupoty śmiertelnie wrogiemu prądowi woli, płynącemu od Tajnych Przywódców tego Zakonu, który powali mnie i sparaliżuje bez śladu działania, jak uderzenie błyskawicy”.”

Dzieciństwo w Piekle

Edward Alexander Crowley (nazywany później „Aleisterem”) urodził się 12 października 1875 roku w Leamington Spa, w hrabstwie Warwick, w rodzinie producentów piwa należącej do fundamentalistycznej sekty chrześcijańskiej Braci Plymuckich. Członkowie tej sekty posługiwali się dosłowną interpretacją Biblii jako słów samego Ducha Świętego, głosili powszechne kapłaństwo, wierzyli w boskość Chrystusa i oczekiwali jego ponownego nadejścia. Nade wszystko jednak odcinali się od świata zewnętrznego i starali się utrzymywać kontakty tylko między sobą. Dom Crowleyów stanowił miejsce ich spotkań towarzyskich, które zawsze przeradzały się w nabożeństwa, bądź dysputy religijne. Młody Aleister większość czasu spędzał na lekturze Biblii pod bacznym okiem ojca. A kiedy ten wyjeżdżał w kraj głosić słowo boże, dostawał się pod kuratelę nienawistnej mu matki, która nazywała go apokaliptyczną Bestią 666.

Stosunek Crowleya do żarliwej religijności swoich rodziców nacechowany był ambiwalencją, która w dużej mierze ukształtowała jego przyszły światopogląd. Wyznaczały ją dwa bieguny: wstręt i fascynacja, nakazujące mu szukać świętości w świecie profanum i profaniczności w świecie sacrum. Było nie było, Crowley w swoim wczesnomłodzieńczym okresie darzył chrześcijaństwo dużą estymą i gorliwie zgłębiał prawdy objawione w księgach Starego i Nowego Testamentu. Podziwiał też swego ojca, który gotów był poświęcić swoje życie doczesne na ołtarzu religii. Kiedy ten umarł w 1887 roku, młody Crowley dostał się w szpony rodziny matki, która obwiniała go za śmierć ojca i dopatrywała się w nim nadchodzącego Antychrysta. Odtąd, edukacją Crowleya zajął się jego wuj, Tom Bishop, którego metody wychowawcze polegały na wpajaniu dogmatów wiary oraz nie przyzwalaniu na lekturę ksiąg mogących w młodym Crowleyu osłabić szacunek wobec rodziny i religii. Bishop stworzył na ten użytek indeks ksiąg zakazanych, na którym znalazł się między innymi David Copperfield Karola Dickensa, książka, której zła bohaterka nazywała się Emily, czyli tak samo jak matka Crowleya.

Tyrania wuja wydawała się jednak niczym w porównaniu z metodami wielebnego Champneya, prowadzącego w Cambridge szkołę dla chłopców, których ojcowie należeli do Bractwa. W szkole tej wiedzę i obowiązek zaprowadzano rózgą i batem, a lekcje przedzielano modlitwami, przez co Crowley nazwał spędzony w niej czas „dzieciństwem w piekle”. Wspominał później w autobiografii, jak razu pewnego otrzymał karę chłosty: „Pamiętam jak lano mnie po nogach, by nie rozbudzić we mnie rozkoszy zmysłowych wywoływanych biciem po tyłku. Przez piętnaście minut musiałem się modlić, po czym otrzymywałem piętnaście razów chłosty. Następnie, znów przez kwadrans się modliłem, po czym łojono mi skórę. I tak w kółko”. Wycieńczonego, z chorymi nerkami, znajdującego się u kresu sił psychicznych przeniesiono go do szkoły powszechnej w Malvern, gdzie ze względu na zły stan zdrowia stał się celem ataków swych rówieśników.

Kiedy już wydawało się, że nie ma końca tego koła cierpienia, nagle nadeszło wybawienie. Rodzina postanowiła zafundować mu indywidualny tryb nauczania, a jego naukę oddała pod pieczę Archibalda Douglasa, który rozbudził w nim nie tylko miłość do nauki, lecz na dodatek otworzył go na świat uciech zmysłowych. Crowley pisał: „Natychmiast przyswoiłem sobie jego styl i zacząłem zachowywać się jak normalna, zdrowa istota ludzka. Koszmarny świat chrześcijaństwa zniknął wraz z pierwszą jutrzenką….. Po raz pierwszy w życiu normalnie kontaktowałem się z mężczyznami i kobietami. Po raz pierwszy stała się dla mnie możliwa szczera przyjaźń, zdrowa miłość, otwarta, wesoła i odważna”. Jak za dotknięciem magicznej różdżki, wraz z tym otwarciem się na zmysły Crowley rozwinął w sobie ponadprzeciętne zdolności. Na przekór swoim słabościom, zajął się wspinaczką jako najniebezpieczniejszym ze sportów i szybko stał się cenionym i utalentowanym alpinistą. Samotne zdobywanie kolejnych górskich szczytów wzmocniło jego ciało, nauczyło go wiary w siebie i pozwoliło mu zasmakować nie znanej dotąd wolności. Nielada sukcesy osiągał też w podbojach miłosnych. Twierdził, że „nawet czterdzieści osiem godzin abstynencji wystarcza dla stępienia ostrza umysłu” i rozpowiadał, że udało się mu uwieść gosposię niemalże na oczach swojej matki.

Rozmaite przygody miłosne nie przeszkadzały mu w edukacji. Wraz z osiągnięciem pełnoletniości, otrzymał w spadku po ojcu fortunę liczącą czterdzieści tysięcy funtów. Była to niebagatelna suma jak na tamtejsze czasy, pozwalająca mu wieść życie niezależne od pracy i rodziny. Większość pieniędzy wydawał na książki. Wychodził bowiem z założenia, że musi przeczytać wszystkie wartościowe pozycje. Studiował filozofię, psychologię i ekonomię na słynnym Trinity College w Cambridge, by później przenieść się na wydział filologii klasycznej. W międzyczasie rozwijał twórczość poetycką i zamiłowanie do wspinaczki. W 1898 roku wydał własnym nakładem swoją pierwszą książkę, zbiór baśni Aceldama, a zaraz potem opublikował w limitowanej edycji 100 egzemplarzy następny zbiór baśni White Stains, który uznano za pornograficzny, a w 1924 roku zniszczono większą część nakładu. Grał również w szachy. Nieustannie wygrywał szkolne turnieje szachowe. Pokonał w nich nawet mistrza Szkocji, a w 1897 roku wziął udział w berlińskim kongresie szachowym. Otworzyła się przed nim kariera zawodowego szachisty. A jednak w tej chwili już co innego zawładnęło jego umysłem.

Poszukiwanie Tajemnych Przywódców Świata

W grudniu 1896 roku Crowley pojechał do Sztokholmu z zamiarem powitania tam nowego roku. Wtedy to, w noc sylwestrową zdarzyło mu się przeżyć coś, co zadecydowało o jego całym późniejszym życiu. Doznał wizji mistycznej, o której wypowiadał się niezwykle zdawkowo: „Doznałem olśnienia, że posiadam magiczne środki dla stania się świadomym swej natury, która jak dotąd skrywała się przede mną. Przeżyłem doświadczenie strachu i bólu, połączone z pewnym duchowym koszmarem, a jednocześnie był to klucz do najczystszej i najświętszej duchowej ekstazy jaka w ogóle istnieje”. Doświadczenie to, które buddyści nazywają „transem smutku” a współcześni wyznawcy psychologii „kryzysem egzystencjalnym” ukazało mu znikomość jego dotychczasowych aspiracji. Utracił chęć zdobywania laurów szachowych. Porzucił zamiar robienia kariery dyplomatycznej. Wycofał się nawet ze spisku zmierzającego do wprowadzenia don Carlosa na tron hiszpański oraz z działalności w bractwie rycerskim pod nazwą Kościół Celtycki.

Wkrótce, jego półki wzbogaciły się o książki o tematyce mistycznej i magicznej. Szczególne miejsce zajmowała wśród nich Księga Czarnej Magii i Paktów A.E. Waite’a, której autor przyznawał się do związków z „ukrytym Kościołem”. Ta drobna wzmianka tak bardzo rozbudziła wyobraźnię Crowleya, że odtąd jego idee fixe stało się poszukiwanie tajemnych przywódców świata, którzy z ukrycia, za pośrednictwem różnych tajemnych bractw kierują losami ludzkości. Porzucił więc studia i kontakty z ruchem dekadenckim, na rzecz gorliwych poszukiwań wiedzy tajemnej. Poszukiwań tych nie powstrzymała nawet znajomość z Oscarem Eckensteinem, starszym od Crowleya o dwadzieścia lat najwybitniejszym w ówczesnym czasie alpinistą. Eckenstein uczył go wspinaczki, medytacji i skupienia. Nade wszystko jednak starał się dyscyplinować jego umysł by ten nie błąkał się po bezdrożach wizji religijnej. Jego braterska pomoc na nic się wszakże nie zdała, Crowley bowiem tak długo szukał „ukrytego Kościoła” aż w końcu go znalazł.

W przypadku magii trudno jest mówić o nic nie znaczących zbiegach okoliczności. Wytrawni okultyści powiadają bowiem, że nie trzeba szukać magii, gdyż to ona sama nas znajduje. Crowley jednak szukał i znalazł ją…… w piwiarni. W sierpniu 1898 roku przysiadł się do stolika, przy którym siedział Julian Baker – chemik, metalurg, a zarazem alchemik. Kiedy obaj panowie ucięli sobie krótką konwersację, wnet okazało się że Baker posiada ponadprzeciętną wiedzę z dziedziny alchemii. Pointrygowany tym Crowley, nie omieszkał zadać mu pytania, czy mógłby go wtajemniczyć w arkana wiedzy tajemnej. Ten zaś skontaktował go z Georgem Cecilem Jonesem, jednym z przywódców Hermetycznego Zakonu Złotego Brzasku, który okazał się osobą „wielkiego ducha i temperamentu”, a przy tym żywą skarbnicą wiedzy okultystycznej.

18 listopada 1898 roku Aleister Crowley został inicjowany na stopień Neofity. Pisał: „Z niezwykłą powagą traktowałem ceremonię inicjacji. Mojego skupienia nie naruszył nawet fakt, że odbywała się ona w świątyni masońskiej. Zapytałem nawet Bakera, czy ludzie umierają podczas ceremonii? Nie zdawałem sobie z tego sprawy, że jest to zwykła formalność, a członkowie Zakonu są w przeważającej mierze drobnomieszczańskimi bufonami. Wydawało mi się, że wstępuję do Ukrytego Kościoła Świętego Graala i dobrze się z tym czułem. Dzięki temu uczuciu moja inicjacja była prawdziwym sakramentem”.

Niestety, wkrótce nadeszły same rozczarowania. Crowley wstąpił do Złotego Brzasku, kiedy zakon przeżywał głęboki kryzys, spowodowany odejściem Annie Horniman i jej grupy rozłamowej. Wierzył że wnet otrzyma bezcenne tajemnice, które ślubował dotrzymać podczas ceremonii inicjacji, tymczasem dano mu w opiece alfabet hebrajski. Crowley, rzecz jasna, znał arkana kabały już znacznie wcześniej, przez co czuł się mocno zawiedziony. Tym niemniej, wciąż myślał że prawdziwe tajemnice kryją się gdzieś za zasłonami Zakonu Wewnętrznego. Postawił zatem sobie za cel jak najszybsze zdobywanie kolejnych stopni inicjacyjnych i czynił to w zastraszającym tempie. Zgodnie z przyjętym przez siebie imieniem magicznym Perdurabo (co znaczy „wytrwam aż do końca”), miesiąc po miesiącu wspinał się na kolejne szczeble Drzewa Życia. Już w grudniu, po dwóch tygodniach praktyki w Zakonie uzyskał stopień Zelatora, a w styczniu i lutym kolejne dwa stopnie Theoricusa i Practicusa. Musiał wtedy czekać „aż trzy miesiące” na otrzymanie stopnia Philosophusa, gdyż reguły zakonne nie przewidywały by ktoś tak szybko zdobywał kolejne stopnie wtajemniczeń. Wtedy to, w maju 1899 roku, znalazł się u progu Zakonu Wewnętrznego. Poznał też człowieka, który na dobre odmienił jego życie.

Był nim Allan Bennett, znany w Złotym Brzasku jako Iehi Aour i uznawany za drugiego w zakonie po MacGregorze Mathersie. Bennett przystąpił do Złotego Brzasku w lutym 1894 roku, a już rok później osiągnął w nim stopień Adepta Majora. Jako jednemu z nielicznych udało mu się w trakcie skomplikowanej ceremonii magicznej wywołać ducha Merkuriusza. Legenda głosiła, że w dzieciństwie przypadkowo wywołał diabła, recytując „Modlitwę Pańską” od końca! Bennett był jednak niezwykle skromnym człowiekiem i tylko czasami ujawniał swoje moce magiczne.

Oto razu pewnego, na spotkaniu Towarzystwa Teozoficznego, którego był członkiem, Bennett wygłosił wykład o znaczeniu i mocy magicznej różdżki. Wtedy to jeden z uczestników spotkania zaczął naigrywać się z rytuałów okultystycznych. Ta arogancja i cynizm zdumiały Bennetta, który zaproponował teozofowi, że pokaże mu moc działania różdżki. Zdjął z szyi błyszczący wisiorek i skierował go w jego stronę teoofa. Na oczach zgromadzonych ludzi, teozof zwalił się z nóg i zapadł w trwającą czternaście godzin śpiączkę. Nie trzeba było dodatkowych argumentów.

Crowley natychmiast po poznaniu Bennetta stał się jego wiernym uczniem i przyjacielem. Ten zaś uczył go kabały praktycznej i różnych technik magii ceremonialnej: inwokacji Bogów, ewokacji duchów i konsekracji talizmanów. Obaj panowie zapewne jako pierwsi w Europie prowadzili metodyczne doświadczenia nad roślinami wywołującymi wizje psychedeliczne i rozwijającymi jasnowidzenie. Nie podobało się to przywódcy Złotego Brzasku, który uważał te zainteresowania za przejaw narkomanii. Jeszcze większą wściekłość wywoływało w nim zainteresowanie, jakie Bennett okazywał jodze. Pewnego razu na zebraniu zakonnym Mathers wycelował z pistoletu w Bennetta, grożąc mu, że go zabije, jeśli ten nie porzuci praktyk jogicznych. Dopiero interwencja jego żony, Moiny Mathers, uchroniła go przed rozlewem krwi.

Podobnie jak Crowley, Bennett coraz mniejszą sympatią darzył środowisko okultystyczne. Na dodatek, podupadł na zdrowiu i coraz częściej zwalały go z nóg ataki astmy, wcześniej powstrzymywane solidnymi dawkami morfiny. Wtedy to jego wzrok skierował się ku Azji z jej ciepłym klimatem i atmosferą sprzyjającą praktykom jogicznym. Pozostawał tylko jeden problem – pieniądze potrzebne na podróż i osiedlenie się. Pod względem finansowym, Bennett był nędzarzem, a wikt i opierunek zapewniał mu Crowley. Tymczasem, nawet finanse Crowleya nie wystarczały do realizacji tego ambitnego planu. Nie było rady, trzeba było zasięgnąć mocy magicznej. Crowley i Jones odnaleźli w starym rękopisie magicznym, Goetii, rytuał ewokacji ducha Buera, którego cechą było leczenie. Zakreślili krąg magiczny, zapalili kadzidła i przystąpili do wywoływania ducha. Niestety, nie przychodziło im to tak łatwo. Po długim czasie ewokacji udało im się ponoć wywołać głowę i lewą nogę ducha. Reszta jego ciała była mglista i niewyraźna. Strudzeni operacją i niepowodzeniem, popadli w rezygnację. Ale oznaki porażki okazały się pozorne. Wystarczyło kilka dni, by Crowley otrzymał od pewnej kobiety pieniądze potrzebne na podróż Bennetta. Przekazał je Bennettowi, a ten udał się za nie na Cejlon, by wieść tam żywot mnicha buddyjskiego.

Tymczasem, wiedza zasięgnięta u Bennetta pomogła mu w rozpoczęciu niezwykle trudnej operacji magicznej wg Księgi Świętej Magii Abramelina Maga. Księgę tę napisał w XV wieku Abraham z Wurzburga, kabalista i znawca magii, który opisał w niej swoje podróże po Bliskim Wschodzie, obfitujące w spotkania z czarownikami, magami i kabalistami. Podczas jednej z tych podróży, Abraham miał ponoć spotkać nad brzegami Nilu wybitnego maga, Abramelina, który przekazał mu sekrety swej wiedzy. Księga Świętej Magii Abramelina Maga stanowi z pewnością najbardziej frapujący średniowieczny grimoire, albowiem stawia przed magiem szczególnie trudne wymagania. Mag musi przez całe pól roku dzień w dzień prowadzić praktyki magiczne zmierzające do osiągnięcia tzw. Wiedzy i Konwersacji Świętego Anioła Stróża, czyli do poznania swej prawdziwej natury, swej prawdziwej Woli. Kiedy zaś to osiągnie, musi ewokować czterech Wielkich Złych Książąt Świata, ich ośmioro zastępców oraz trzystu szesnastu sługów, których mocami naładowuje uprzednio przygotowane talizmany. Grimoire ten powiada, że przy ich pomocy może w pełni egzekwować swoją Wolę, czyli innymi słowy stać się panem swego świata.

Crowley przystąpił do tej operacji z zamiarem poznania swej prawdziwej Woli i zapewnienia sobie tym samym miejsca w Kręgu Wewnętrznym zakonu Złotego Brzasku. Operacja Świętej Magii Abramelina wymagała od niego porzucenia dotychczasowego trybu życia. Wyjechał więc z Londynu i kupił dom w Szkocji, w posiadłości Boleskine, tuż nad brzegami słynnego jeziora Loch Ness. Nie mógł jej jednak dokończyć, ze względu na nagłą rewoltę, która wybuchła w zakonie. Złotym Brzaskiem od dawna targały spory i konflikty. Tym razem jednak poszło o jego osobę. Niektórym braciom zakonnym nie podobała się jego ekstrawagancja i biseksualizm. Kiedy więc pod koniec 1899 roku, Mathers ze swej paryskiej siedziby wydał rozkaz by członkowie świątyni w Londynie inicjowali Crowleya na stopień Adepta Minora, ci odmówili mu posłuszeństwa i po ostrej wymianie listów ogłosili secesję świątyni londyńskiej. W uzasadnieniu swego czynu, przywódca rebeliantów, William Butler Yeats pisał: „Bractwo mistyczne nie jest reformacją moralną”. W tej sytuacji Mathers samodzielnie inicjował Crowleya, co stało się zarzewiem magicznego pojedynku między Crowleyem a Yeatsem.

Oto jak przedstawiają go Francis King i Isabel Sutherland w książce pt. Odrodzenie Magii: „[Yeats] twierdził, że cudotwórcy Zakonu „wezwali” jedną z kochanek Crowleya na plan astralny i nakazali jej go zdradzić. Dwa dni później, powiada Yeats, z własnej woli podeszła do członka Zakonu, któremu zaproponowała, że pójdzie do Scotland Yardu i da świadectwo „tortur i średniowiecznej nikczemności Crowleya”. Dziennik Crowleya przedstawia całkiem inny opis tego ataku psychicznego – jego dekoracyjny Różany Krzyż zbielał, a ogień przestał się palić w kominku. Jego gumowy płaszcz nagle stanął w płomieniach, on sam bez powodu stracił panowanie nad sobą i przeszło pięciokrotnie pędziły na niego konie”.

Crowley odpowiedział zdecydowanym działaniem. Wraz z grupą wynajętych osiłków, ubrany w strój góralski wtargnął do londyńskiej świątyni i zajął jej posiadłości. Nie na długo jednak, gdyż secesjoniści zasięgnęli pomocy u policji. Na dodatek, namówili jednego z wierzycieli Crowleya do wszczęcia przeciwko niemu sprawy, co tylko pogrążyło go w kłopotach. Tymczasem, w Paryżu Mathers posługiwał się czarną magią. Wziął dużą paczkę suszonego groszku, ochrzcił każde ziarnko imieniem jednego ze swych oponentów, inwokował diabła Belzebuba i Tyfona-Seta, a wtedy równocześnie trzęsąc grochem na dużym sicie, nakazywał tym mrocznym bogom wzbudzić wśród rebeliantów kłótnię i niezgodę. Musiały być to skuteczne działania, gdyż zakon Złotego Brzasku rozpadł się na kilkanaście drobnych frakcji, których przedstawiciele istnieją po dziś dzień.

Crowley czuł się tą całą sytuacją zmęczony. Potrzebował zmiany, ale takiej zmiany, która dotyczyła by nie tylko jego samego, lecz i całego środowiska, w którym przebywał. W rozwiązaniu dręczących go dylematów pomagały mu podróże po Azji i Europie, w trakcie których wspinał się po górach, poznawał inne kultury, gromadził okruchy mądrości z różnych tradycji filozoficznych i religijnych. Studiował taoizm i starożytne greckie misteria. Dzięki wspinaczkom górskim z Oscarem Eckensteinem rozwijał świeckie metody koncentracji i treningu woli. Allan Bennett, uczył go w Indiach i Birmie zasad buddyzmu i technik jogi. Starał się go nawet wciągnąć w spisek zmierzający do rozpowszechnienia buddyzmu w Europie.

Te wszystkie indywidualne poszukiwania pozwoliły mu inaczej spojrzeć na tajniki magii i mistycyzmu. Crowley utracił, przynajmniej na pewien czas, wiarę w istnienie Tajemnych Przywódców i nabrał dystansu do magii ceremonialnej, której patos i rytualizm przyciągał zbyt wiele osób szukających nie wiedzy, lecz taniej sensacji. Przyjął postawę naukowego sceptycyzmu, a w sferze światopoglądowej najbliższy był buddyzmowi. Lecz wtedy, właśnie wtedy spotkało go wydarzenie, które na zawsze ukształtowało bieg jego życia.

Objawienie Księgi Prawa, czyli Równonoc Bogów

1904 rok obdarzył Crowleya niesłychanym szczęściem. Poślubił piękną Rose Kelly i wraz z nią spędzał „miodowy miesiąc” w różnych mistycznych zakątkach świata. Kiedy w marcu tego roku państwo młodzi przybyli do Kairu, Crowley postanowił pokazać małżonce sylfy, duchy żywiołu powietrza i w tym celu przystąpił do „Wstępnej Inwokacji” z Goetii. Uczynił to, jak wspomina, z nudów, ponieważ małżonkowie nie mieli nic innego do roboty. Rose nie przejawiała jakiegokolwiek zainteresowania magią i nie ujrzała sylfów. Miast tego jednak zapadła w dziwny trans, podczas którego sennym, choć wyrazistym głosem powtarzała słowa: „Oni czekają na ciebie”. Było to niecodzienne wydarzenie, zważywszy na fakt że właściwości mediumistyczne tak nagle objawiła osoba nie mająca nic wspólnego z okultyzmem. A jednak Crowley, świeżo upieczony sceptyk, zignorował ten przekaz. Bardziej interesowało go skuteczne wywołanie sylfów, do czego przystąpił następnego dnia. W końcu takie było jego magiczne motto – „wytrwam aż do końca”.

17 marca, mimo usilnych starań Crowleya, Rose ponownie nie ujrzała sylfów. Tak jak poprzednio, zapadła w trans, w trakcie którego mówiła coś o „dzieciątku” i o Ozyrysie. Na nic się zdały wszelkie jego próby odwrócenia biegu wydarzeń, zirytowany, postanowił rozwiązać tę zagadkę. W tym celu wykonał inwokację egipskiego boga mądrości Thotha, który podobno przemówił ustami jego żony, lecz nie wyjawił niczego konkretnego. Nazajutrz, powrócił do inwokacji i wtedy niespodzianie usłyszał głos Rose, która powiedziała, że bóg Horus oczekuje od niego przeprosin za jego poprzednie uczynki. Przeżył wstrząs. Jego żona nie mogła wiedzieć o tym, że nie darzy szacunkiem bóstw marsowych, do których należy również Horus, skoro jej wiedza religijna była mniejsza od przeciętnej. Postanowił ją zatem sprawdzić. Rose nie tylko znakomicie opisała Horusa, podając w szczegółach jego cechy i wartości liczbowe, lecz również pokazała w Muzeum Kairskim stelę z obrazem bóstwa, które podobno miało być źródłem tych wszystkich przekazów. Stela przedstawiała Ra-Hoor-Khuita, aktywną formę boga Horusa i nosiła numer 666, liczbę w sposób szczególny związaną z powołaniem Crowleya. W jednym z kolejnych przekazów Rose nakazała Crowleyowi w dniach od 8 do 10 kwietnia zasiadać w pokoju w samo południe i spisywać wszystko co usłyszy. Crowley wykonał polecenie, czego efektem było dzieło o niesłychanej złożoności i głębokim znaczeniu, Liber AL vel Legis, zwana potocznie Księgą Prawa.

Księga Prawa jest dziełem wyjątkowym, choć podobnie jak Biblia, czy Koran należy do tradycji objawień. Jej oryginalność, czy też raczej źródłowość polega jednak na tym, że stanowi dokładny, bezpośredni przekaz objawienia, podczas gdy większość innych „świętych ksiąg” zawiera przekazy wtórne lub też skażone późniejszym namysłem. Prawdziwym twórcą Księgi Prawa jest istota przedstawiająca się jako Aiwass, wysłannik ze świata bogów. W przypadku przekazów mistycznych podstawowym czynnikiem, który utrudnia ich zrozumienie jest ich zakres historyczno-kulturowy. Jeśli jednak przyjmiemy, że przekazy te płyną ze świata astralnego, a więc ze świata znajdującego się na pograniczu nieświadomości indywidualnej i zbiorowej, będziemy mogli uznać, że bogowie są różnymi aspektami, bądź też nazwami nieuświadamianych energii psychicznych. Oznacza to, że objawienie jest podłączeniem się pod ukrytą skarbnicę indywidualnej lub zbiorowej mądrości tajemnej. Jaka jest natura tej skarbnicy, to już zupełnie inna sprawa.

Księga Prawa składa się z trzech rozdziałów, których narratorami są trzy bóstwa pochodzące z panteonu egipskiego: Nuit, Hadit i Ra-Hoor-Khuit. Bóstwa te tworzą nie tylko triadyczną strukturę książki, lecz i troistość na której zasadza się egzystencja świata. Crowley określa boginię Nuit jako „panią przestrzeni”, jako przestrzeń wszelkich dostępnych możliwości, matrycę z której wyłania się świat i w której wszystko jest możliwe. Z kolei męski bóg Hadit jest to wszędobylski punkt symbolizujący świadomość, której manifestacje rozproszone są we wszechświecie, czyli przestrzeni Nuit. Niektórzy interpretatorzy Księgi Prawa porównują Nuit i Hadita do koła i punktu, czy też do materii i energii. Z ich zjednoczenia powstaje Ra-Hoor-Khuit, bóstwo symbolizujące manifestację działania, czyli ruch.

Księga Prawa zwiastowała tzw. Równonoc Bogów, czyli bliski kres symbolizowanej przez Ozyrysa ery monoteizmów. Upadkowi ładu chrześcijańskiego i narodzinom nowej epoki towarzyszyły apokaliptyczne wizje zniszczenia. Nowa epoka rodzić się miała w bólu i cierpieniu. Miazmaty lęków i koszmarów przesłaniały widzenie jej zarysów. Niemniej jednak apokalipsa w wizji Crowleya nie oznaczała ostatecznego końca świata rzeczywistego, a jedynie kres ładu patriarchalnego wspieranego przez ortodoksyjne (w przeważającej mierze monoteistyczne) religie prawa i porządku. Z udręki wyłaniał się nowy ład, którego zasadniczymi cechami były wieloznaczność i ekstaza. W nowej epoce, erze Horusa – zwycięskiego dziecka w koronie – jedynym prawem miało być realizowanie własnej prawdziwej Woli. Pod tym względem crowleyowska wizja powtarzała platońską metaforę jaskini, w której odbijają się cienie prawdziwych idei. Crowley jako proroczy wizjoner nowej epoki, nawoływał do porzucenia świata cieni, świata pozorów i fałszywych pragnień. W nowej epoce ludzie mieli odkrywać swoje prawdziwe pragnienia i zgodnie z nimi kształtować swoją tożsamość. Oznaczało to odrzucenie prawa pisanego, kodeksu etycznego stanowiącego podstawę istnienia każdej cywilizacji patriarchalnej oraz przejęcie odpowiedzialności za własne życie, która w uprzedniej epoce spoczywała głównie na religii, państwie i stróżach porządku.Era Horusa miała być epoką indywidualizmu i wolicjonalizmu, twórczości i niezależności. Człowiek przyszłości łączył w sobie cechy dziecka i nietzscheańskiego Ubermenscha, swawolność z wolą czynu, gwałt z rozkoszą. Daimonion crowleyowski, istota przedstawiająca się jako Aiwass, głosił: „Zniesione są wszelkie rytuały, wszelkie próby, wszelkie słowa i znaki. [..] Słowem Grzechu jest Ograniczenie. […] Czyń swoją wolę niechaj będzie całym prawem. […] Miłość jest prawem, miłość poddana woli”.

Jest pewnym paradoksem, że wizja zapowiadająca krach logocentryzmu spisana została na kartach książki. Raz jeszcze chochlik przechytrzył literę prawa. A jednak to właśnie dzięki temu Księga Prawa doczekała się licznych komentarzy i opracowań, rozwijających jej ukryte znaczenia i kalambury. Sam Crowley początkowo nie mógł przyswoić sobie jej przekazu i wymagało czasu, by „usłyszał” podszepty Nieświadomego. Kiedy to nastąpiło, na jej podstawie ułożył spójną historiozofię i filozofię życia, której głównym składnikiem było uznanie dominującej roli archetypu dziecka w wyłaniającej się epoce. Kreślona przez niego historiozofia uwzględniała trójetapowość rozwoju historycznego ludzkości.

Crowley powiadał, że w toku historii ludzkość przebyła dwa eony: erę Matki (Izydy) i erę Ojca (Ozyrysa), odznaczające się odmiennymi relacjami społecznymi i światopoglądem. Era Izydy stanowiła dominium Nieświadomego, dominację symboli związanych z księżycem. Ludzie żyli w świecie nieoznaczonym, zdani na łaskę bogów i natury. Prowadzili osiadły tryb życia. Panował matriarchat, któremu towarzyszyło nierozeznanie własnej płciowości. Podstawowymi normami egzystencjalnymi były niewiedza i uzależnienie.

Wraz z rozpoznaniem funkcji seksualnych, ludzkość wkroczyła w erę Ozyrysa, zwaną również erą Ojca ze względu na dominację wartości patriarchalnych. Towarzyszył jej rozwój świadomości. Wyłoniona świadomość dokonywała podbojów kolejnych krain Nieświadomego, trzebiąc oazy chaosu i nieracjonalności. Jej orężem był podział i stratyfikacja. Narodziła się hierarchia społeczna. W erze Ozyrysa pojawiły się wielkie cywilizacje, imperia i religie monoteistyczne. Wprowadzono prawa i odpowiedzialność karną. W sferze symbolicznej była to era Słońca, era umierającego i zmartwychwstającego boga, który poświęca się dla ludzkości. Słońce rozjaśniało mroki świata i wskazywało drogi rozwoju. Tym samym świat nabierał znaczenia i stawał się spójną całością. Podstawowymi normami egzystencjalnymi były walka o władzę i wyrzeczenie.

O ile ludzie żyjący w erze Matki byli istotami a-seksualnymi, w erze Ojca płciowość stała się podstawową determinantą relacji społecznych. Decydowała o tożsamości jednostek i przypisywała każdemu rolę społeczną. Zakorzeniała. Wyznaczała funkcje. Różnicowała.

W erze Horusa Nieświadome ponownie miało podbić świadomość, lecz tylko po to, by torować drogę nadświadomości. Dziecko, ów czynnik x, wielka niewiadoma, zastępowało podział płci. W erze Horusa płcie, dotychczas stanowiące o tożsamości, a więc będące wyznacznikiem miejsca w świecie zewnętrznym, zstępowały do wnętrza, by stopić się ze sobą w alchemicznych zaślubinach. Crowley uważał, że w erze Horusa na świecie zapanuje androgynia, a ludzie będą kształtować swoja tożsamość podług własnej woli. Era boga-dziecka znosiła dotychczasowe prawa i porządki, ponownie otwierając świat na to, co nieoczekiwane i cudowne. Po nieoznaczoności ery Matki i jednoznaczności ery Ojca, zapanować na świecie miała wieloznaczność. To ona, na równi z autokreacją, stała się podstawową normą egzystencjalną nowej epoki. Bóg-Słońce umarł na dobre, gdy zauważono, że jego codzienne umieranie jest tylko ułudą wyuczonego sposobu percepcji. Ziemia stała się motywem centralnym rozważań, czego wyraźnym dowodem był rozwijający się ateizm i kreatywizm. Świat przestał być kosmosem znaczących symboli, a stawał się chaosmosem, przestrzenią możliwości, z której każdy mógł ulepić własny, zawsze lepszy świat.

W tym chaosmosie Księga Prawa nadawała Crowleyowi funkcję proroka nowej ery, rolę, której pod wpływem fascynacji buddyzmem nie chciał się podjąć. Odrzucała go apokaliptyczna wizja zagłady, która czyniła zeń Antychrysta. Porzucił zatem Księgę i powrócił do normalnego życia. Jak się wkrótce okazało, na niedługo. Przekaz Księgi Prawa miał wkrótce zawładnąć jego umysłem i natchnąć go do stworzenia Telemy, czyli religii „miłości podług woli”. Już wkrótce miał zawiązać spisek zmierzający do obalenia makrokosmicznego ładu, spisek w którym istotną rolę miały odegrać Szkarłatne Kobiety.

„WOKÓŁ ZAKONU SREBRNEJ GWIAZDY”

Na temat magii napisano więcej bzdur niż na jakikolwiek inny temat. Konkurować z nią może pod tym względem jedynie joga, lecz ta przynajmniej w swoim rodzimym azjatyckim środowisku jest dobrze rozumiana. Europejskie pojmowanie zjawisk parapsychicznych tradycyjnie nacechowane było dychotomią lęku i fascynacji. Wydaje się, że świat Zachodu miał poważne problemy z przyswajaniem sobie do świadomości treści, które się w niej nie mieściły. Prymat świadomości nad nieświadomością zwykle osiągany był kosztem zerwanej komunikacji pomiędzy nimi. A zatem to, co nieświadome, to co wyparte, coraz bardziej staczało się w mrok niewiedzy. A że mrok czasem nie tylko przeraża, lecz i podnieca, zdarzali się tacy, którzy w nim się zatapiali. Rzadko kiedy jednak lęk i fascynacja prowadziły do twórczego wykorzystania energii psychicznych, czyli zintegrowania świadomości z tym co nieznane.

Magia w potocznym wyobrażeniu kojarzy się przede wszystkim z rzucaniem czarów. I rzeczywiście, w kulturach archaicznych często ogranicza się ona do realizowania przyziemnych celów w praktyce życia codziennego. Magię stosuje się, kiedy zawodzą inne sposoby radzenia sobie z problemami. Kompensuje niepowodzenia życiowe i wprowadza ludzi w świat natury, pełen duchów i demonów. Zarazem jednak może być także systemem samodoskonalenia się poprzez poznawanie psychiki i wykorzystywanie jej mocy. Do dwóch podstawowych praktyk magicznych należą: ewokacja i inwokacja. Ewokacja – wywoływanie duchów – polega na wyzwalaniu z pokładów nieświadomości uwięzionych tam energii. Przyjmują one konkretne kształty w postaci duchów i demonów, dzięki czemu można je ponownie zintegrować z psychiką. Proces ten polega zatem na uświadamianiu sobie energii swojego umysłu. A że są to potężne energie, można je wykorzystać do celów praktycznych. Z kolei, inwokacja – przywoływanie bogów i bogiń – polega na odkrywaniu w świecie Natury mocy, których jeszcze nie zdołała poznać nauka. Być może są to moce związane z żywiołami Ziemi. Nie można jednak wykluczyć tego, że również i one pochodzą z nieświadomości zbiorowej i są archetypami obdarzającymi pięknem i mądrością. W kulturze chrześcijańskiej przykładem inwokacji jest Msza Święta. Magia zna ich znacznie więcej.

Praktyki magiczne polegają zatem na poznawaniu zasad, zgodnie z którymi funkcjonuje Umysł i harmonizowaniu go ze światem przyrody. Tylko dzięki harmonii Umysłu i Natury można uzyskać szczęście, ponieważ tylko wtedy można odnaleźć swoje miejsce we Wszechświecie. Nie ma takich cudów, których by nie objął umysł. Wszystko jest przymiotem jego percepcji. Wszystko jest wyrazem jego działalności.

Aleister Crowley poznał tę prawdę już za młodu. W ciągu trzydziestu lat swego życia zdołał wypracować system magiczny zwany Telemą, który po raz pierwszy w dziejach okultyzmu jasno i dobitnie określał magię jako naukę o funkcjonowaniu energii psychicznych. System ten można by z racji swej praktyczności nazwać pragmatyzmem magicznym, a krótko i węzłowato streszcza go definicja zawarta w dziele pt. Magija w teorii i praktyce, mówiąca że: „Każde intencjonalne działanie jest Działaniem Magicznym”.

Paradoksalnie, idee pragmatyzmu magicznego stanowiące sam trzon religii Woli (czyli Telemy), wyłoniły się w trakcie lektury przekazu mistycznego Księgi Prawa, którą Crowley otrzymał 8, 9 i 10 kwietnia 1904 roku od istoty o imieniu Aiwass, podającej się za wysłannika Hoor-paar-kraata, egipskiego boga milczenia (sic!). Piszę „paradoksalnie”, gdyż mistykę kojarzy się zazwyczaj z bujaniem w obłokach, bądź w najlepszym razie uznaje się ją za sposób na zatrzymanie strumienia życia. Tymczasem, z mistycznego przekazu Księgi Prawa wyłania się zupełnie odmienna wizja duchowości (o! przepraszam bardzo za użycie tego wyprzedanego słowa; już więcej to się nie powtórzy). W celu jej zrozumienia, trzeba jednak poznać język symboli składających się na ten tekst.

Przełomowe znacznie Księgi Prawa jako zapowiedzi nowej ery rozwoju magicznego znajduje się na samym jej początku, w dość dziwacznie brzmiącym wersie: „Khabs jest w Khu, a nie Khu w Khabs”. Jakkolwiek tajemniczo by to nie brzmiało, nie jest to bynajmniej przepis na ciasto ani definicja matematyczna. Khabs oznacza owe tajemne L.V.X, Światło Gnozy, spływające na adepta w chwili iluminacji, w czasie olśnienia. Z kolei, Khu jest magiczną istotą człowieka, jego powłoką. Innymi słowy, z wersu tego wynika, że źródło poznania leży w nas samych, a nie gdzieś na zewnątrz. Nie należy go szukać ani w świecie zjawiskowym ani w świecie metafizycznym, gdyż cała metafizyka tak w istocie sprowadza się do fizyki, a ściślej mówiąc do dynamiki ludzkiej psyche. Ta prosta konstatacja, wielokroć później powracająca w różnych naukach o człowieku, po raz pierwszy została tak wyraźnie wypowiedziana właśnie w Księdze Prawa. (Pojawia się tu wszak pytanie, czy to dlatego objawił ją wysłannik Boga Milczenia, by ukrócić gadulstwo teologów?)

Znacznie mniej banalne są wszakże konsekwencje tego twierdzenia. Księga Prawa powiada „Każdy mężczyzna i każda kobieta jest gwiazdą”. Oznacza to, że każdy jest suwerenem podległym tylko własnej Woli. Gdy o tym zapomina, popada w kajdany doraźnych zachcianek i staje się niewolnikiem innych ludzi. Lecz w tym twierdzeniu tkwi jeszcze jeden klucz ukryty. Albowiem „gwiazda” to także „Khabs”, czyli jak już to mówiliśmy wcześniej „Światło Gnozy”. Morał z tego taki, że każdy z nas jest światłem i tylko spowici mrokiem niewiedzy, nie dostrzegamy tego faktu. Wyraża to bardzo dobrze sam Crowley w komentarzach do Księgi Prawa:

„Nie powinniśmy uznawać się za nikczemne istoty poza którymi znajduje się sfera Światła lub „Boga”. Nasze umysły i ciała spowijają wewnętrzne Światło. Niewtajemniczony jest niczym „Ciemna Gwiazda”, a jego Wielkie Dzieło polega na sprawieniu, aby jego powłoki stały się przeźroczyste w procesie „oczyszczenia”. Przy czym to „oczyszczenie” jest tak naprawdę „dążeniem do prostoty”. Nie chodzi o to, że nasza powłoka jest nieczysta, tylko że złożoność jej fałd nie przepuszcza światła. Celem Wielkiego Dzieła jest zatem rozwiązanie wszelkich kompleksów. Wszystko jest samo w sobie doskonałe, „zło” pojawia się w momencie, gdy rzeczy ulegają zagmatwaniu. Ta „gwiazda”, czyli „najgłębsze światło” jest odwieczną, indywidualną istotą. Khu jest magicznym strojem, w który się przyobleka, „formą” dla bezforemnego, dzięki której może doświadczać poprzez samo-świadomość. […] To Khu jest pierwszą powłoką, o wiele subtelniejszą od umysłu i ciała, i o wiele bardziej prawdziwą, ponieważ jej symboliczny kształt zależy od natury jej gwiazdy.”

W tym miejscu, należy się jedno wyjaśnienie. Crowley, przez trzy kolejne lata nie dopuszczał do siebie przekazu Księgi Prawa, gdyż raził go jej wojowniczy nastrój. Było nie było głosiła ona: „Jesteście przeciw ludziom. O moi wybrani!”, a Crowley, pod wpływem buddyjskich i hinduistycznych inspiracji, nie chciał być przeciwko ludziom. Tym niemniej, trudno nie odnieść wrażenia że wbrew sobie realizował zapisany w niej plan.

Oto bowiem zaraz po otrzymaniu Księgi wysłał list do MacGregora Mathersa, swojego przełożonego z zakonu Złotego Brzasku, w którym informował go że od tej chwili to on jest wysłannikiem Tajemnych Przywódców Świata. List ten wywołał zrozumiałe oburzenie u Mathersa, który jeszcze niedawno temu bronił go przed zbuntowanymi braćmi z zakonu. W ślad za tym poszły rzekome ataki magiczne, podczas których Mathers miał zabić ogary Crowleya a na jego służących zesłać chorobę. Crowley odpłacił mu pięknym za nadobne, inwokując Belzebuba i jego 49 „służących”. I musiała być to udana operacja, gdyż wkrótce po tym Mathers porzucił okultyzm na rzecz nędznej wegetacji.

W międzyczasie, samego Crowleya dotknęła seria nieszczęść i nieprzyjemności, która zaburzyła jego buddyjski obraz świata. Najpierw, latem 1905 roku poprowadził kolejną ekspedycję w Himalaje, tym razem w celu zdobycia Kanczendzongi. Wyprawa zakończyła się katastrofą. Część uczestników zginęła pod zwałami śniegu, a jeden z pozostałych, niejaki Guillarmod, oskarżył Crowleya o kanibalizm. Ogarnął go wtedy podły nastrój. Mówił: „Po pięciu latach kaprysów i słabostek, błędnej ogłady, taktu, dyskrecji, troski o uczucia innych mam tego dość”. Na dodatek, podczas pobytu w Kalkucie napadło go sześciu tubylców uzbrojonych w noże. Wtedy to zmuszony do desperackiej obrony, sięgnął po pistolet i zabił dwóch z nich. Czarę goryczy przelała wiadomość o śmierci jego córki i pogłębiającym się alkoholizmie jego żony, Rose Kelly.

W tym kluczowym dla jego życia momencie, Crowley postanowił powrócić do praktyki magicznej i, chociaż zdążył już zapomnieć o Księdze Prawa, jego ówczesne deklaracje niezwykle przypominały jej treść: „do diabła z chrześcijaństwem, racjonalizmem, buddyzmem, wszelkimi rupieciami stuleci. Przynoszę wam pozytywny, pradawny fakt, nazywając go po imieniu Magiją. I to na jej fundamentach zbuduję nową Ziemię i nowe Niebo”. Magija miała wyprzeć naukę i religię z rynku duchowych dóbr ludzkości. Miała stać się narzędziem służącym do przewartościowania wszystkich wartości, do przebóstwienia, czyli osiągnięcia stanu nadczłowieczeństwa (czyż nie taki był sens fragmentu z Księgi Prawa: „Jesteście przeciw ludziom”?). Czym jednak była owa Magija?

Na pewno nie była zabawą w rzucanie czarów ani kółkiem dyskusyjnym dla podstarzałych okultystów. Crowley celowo dodał literę „j” do wyrazu „magia”, by odróżnić wyrażany przez siebie nurt od magii przeszłości i kuglarstwa. A jednak nie byłby sobą, gdyby literka ta nie niosła pewnej ezoterycznej treści. Wyraz „magija” powstał w wyniku dodania do angielskiego słowa „magic” litery „k”, która według jednego z uczniów Crowleya, Kennetha Granta, oznacza „hebrajską literę „chet” stanowiącą numeryczny odpowiednik Wielkiego Dzieła. „Chet” (8, 418), jako liczba Wielkiego Dzieła, stosowana jest przez okultystów oraz alchemików w celu zaznaczenia zaślubin świadomości indywidualnej ze świadomością kosmiczną. Kluczem do tego rodzaju magiji jest astrologiczny odpowiednik „chet”, czyli Rak”. Tyle mówi Grant. Możemy dodać jeszcze, że znak Raka przywodzi na myśl skojarzenia ze znaną pozycją seksualną 6/9. Innymi słowy, idąc tym tropem można powiedzieć, że celem magiji jest osiągnięcie stanu świadomości makrokosmicznej poprzez unicestwienie jednostkowego ego w akcie seksualnego zjednoczenia ze światem (często symbolizowanym przez partnera). Czy tak jest naprawdę, każdy musi sam odpowiedzieć sobie na to pytanie. Jedno jest pewne, że w tym właśnie czasie Crowley zrozumiał znaczenie seksu w praktyce magicznej. Było nie było „k” to również pierwsza litera od słowa kteis oznaczającego ni mniej ni więcej „waginę”.

W ten oto sposób Crowley podjął się wypracowania nowego systemu magicznego, którego dwoma filarami miał być indywidualizm i panseksualizm. Dochodził do tego na drodze eksperymentów. W chwili opuszczenia zakonu Złotego Brzasku, dysponował już pokaźną wiedzą magiczną z zakresu kabały, jogi, podróży astralnych, medytacji i magii ceremonialnej. Był też oficjalnie uznanym przez głowę zakonu Adeptem Minorem, czyli innymi słowy osiągnął poziom sefiry tiferet, symbolizującej Słońce rozpraszające mroki niewiedzy. Stopień swój powinien był wszakże potwierdzić udaną Operacją Świętej Magii Maga Abramelina, której jak dotąd nie dopełnił. A Operacja ta wymagała nie byle czego, gdyż musiał zachować czysty umysł nie skalany myślą, by nie popaść w szaleństwo. Wreszcie, wiosną 1906 roku wybrał się w podróż po Chinach, podczas której inwokował kolejne demony z księgi Abramelina, nazywając całość operacji „Augoeidami”. Pisał: „Właściwie nie wiem, czemu wybrałem słowo „Augoeidy”. Być może, dlatego że nie kojarzyło mi się z niczym z przeszłości. Czułem, że muszę jak najbardziej wszystko uprościć, by móc przejść przez Otchłań”.

Operacja Świętej Magii Maga Abramelina zgodnie z tradycją wymagała spełnienia szeregu warunków, takich jak półroczne odosobnienie w domu o specyficznym ustawieniu względem stron świata i innych trudnych do spełnienia szczegółach. Tymczasem, Crowley postanowił przeprowadzić ją podróżując od miasta do miasta w Kraju Środka, rzucając tym samym wyzwanie tradycyjnej magii zachodu. Za świątynię służyła mu wyobraźnia w której budował świątynię astralną, gdzie inwokowane były abramelinowe istoty. Jak się potem okazało, nie można było znaleźć lepszego materiału. 9 października nagle popadł w trans nirvikalpa-samadhi, który hinduiści nazywają sziwa-darszaną, czyli „wizją boga Sziwy”. Charakterystyczną jego cechą było poczucie jedności z bóstwem, zjednoczenie się ze światem poprzez unicestwienie odrębnej świadomości. Była to oznaka mówiąca o tym, że operacja dobiegła szczęśliwego końca.

W dwa miesiące po zakończeniu Operacji Abramelina, George Cecil Jones, dzierżący w zakonie Złotego Brzasku stopień Adepta Exempta (7*=4*), rozpoznał w Crowleyu Mistrza Świątyni (8*=3*). Było to istotne wydarzenie, ponieważ oznaczało że Crowley, mimo formalnego rozstania się z zakonem, zyskuje nobilitację w oczach jednego z jego najznamienitszych notabli. Już bardziej dyskusyjne były podstawy obdarzenia Crowleya takim zaszczytem. Tradycja wymagała, by Adept, który chce otrzymać stopień Mistrza Świątyni, przekroczył Otchłań odgradzającą niższe sefiry od trzech najwyższych sefir Drzewa Życia. Co więcej, Adept powinien to uczynić, tocząc bój z demonem rozumu, Choronzonem. W przypadku chińskich doświadczeń Crowleya, nic takiego się nie stało.

Operacja Abramelina przyniosła też inny, nieoczekiwany skutek. Niedługo potem, Crowley, który czuł się niezwykle jej działaniem naenergetyzowany, doznał przekazu serii ksiąg mistycznych, które przeszły do historii magiji pod nazwą Świętych Ksiąg Telemy. Dwanaście Ksiąg otrzymanych w latach 1907-11, tworzyły wraz z Księgę Prawa podstawę Telemy – religii Woli. Istnieją różne opinie na temat pochodzenia i znaczenia Świętych Ksiąg Telemy. Jedno jest pewne, są to dzieła o wyjątkowym pięknie mistycznym i dużym ładunku erotyzmu skrywanego pod językiem symboli.

Crowley twierdził, że napisał je pod wpływem natchnienia i choć nie miało to nic wspólnego z objawieniem, to jednak pisał je nie całkiem świadomie. Najprawdopodobniej mamy tu do czynienia z czymś, co Kenneth Grant nazywa „tangensyjnym tantrum”, czyli manifestacją fizyczną będącą niezamierzonym efektem działania magicznego. Niezależnie od źródła pochodzenia tych Ksiąg, ich bogaty szyfr symboliczny zawierający w sobie tajemnice praktyk medytacyjnych, rytuałów magicznych i działań mających na celu pobudzenie „wężowej energii” dał Crowleyowi wystarczające podstawy, by w 1907 roku nadał swym poszukiwaniom nowej formuły magicznej bardziej zorganizowaną formę. W rezultacie, Crowley założył swój pierwszy (i tak naprawdę ostatni) autorski zakon Argentum Astrum, Zakon Srebrnej Gwiazdy. Posłużył się w tym celu strukturą inicjacyjną zakonu Złotego Brzasku, co nie tylko podkreślało jego aspiracje do stworzenia konkurencyjnej organizacji magicznej, lecz również wyrażało stałą wiarę w użyteczność schematu Kabalistycznego Drzewa Życia. A jednak, stopnie A.’.A.’., choć pokrywały się ze kolejnymi poziomami wtajemniczeń Złotego Brzasku (z tą różnicą że poprzedzały je „wytrzymałościowe” stopnie Ucznia i Kandydata, a przedzielał stopień Dominus Liminis), nakładały na inicjowanych zupełnie inne wymagania. Dość powiedzieć, że nawet tak wybitny mag jak Austin Osman Spare zdołał osiągnąć zaledwie stopień Neofity, a niewielu osiągnęło coś więcej.

Argentum Astrum miało być kuźnią wiedzy magicznej, w której swoboda indywidualnego wyboru praktyk magicznych wsparta była dyscypliną rozliczania się ze swego wglądu i umiejętności. Zakon ten zrywał z popularnym systemem praktyk grupowych w lożach, kładąc nacisk na praktyki indywidualne. W A.’.A.’. obowiązywała ścisła reguła tajności członków. Każdy inicjowany znał tylko swego przełożonego, którym była zazwyczaj osoba znajdująca się o jeden stopień wyżej w hierarchii, oraz swego podwładnego, jeśli takiego w ogóle miał. Tym samym, Crowley spełniał kolejne przykazanie zawarte w Księdze Prawa, której wers 50 pierwszej części głosił: „macie gwiazdę i gwiazdę, system i system; niechaj jeden nie zna dobrze drugiego”.

Narzuca się w tym kontekście jedno pytanie: Jakim to sposobem Crowley mógł zapomnieć o Księdze Prawa, skoro tak skrupulatnie spełniał jej postulaty? Wydaje się że istnieją dwie możliwości. Pierwsza z nich powiada, że Crowley wcale nie zapomniał o Księdze Prawa, tylko pozorował swoją niedbałość, podkreślając tym samym moc sprawdzających się w niej przepowiedni. Hipoteza ta brzmi nieprzekonywująco, zważywszy na fakt że Crowley mógłby wykorzystać w tym czasie Księgę Prawa dla zbudowania prestiżu swej nowej organizacji magicznej. Już bardziej prawdopodobna wydaje się druga hipoteza, mówiąca że Crowley musiał porzucić Księgę Prawa, by mogła ją przyswoić jego podświadomość. A tym samym w nieświadomy sposób spełniał jej postulaty.

Wymagania kolejnych stopni inicjacyjnych w A.’.A.’. streszczał esej „Gwiazda na horyzoncie”, zamieszczony później w Magiji w teorii i praktyce. Przedstawiały się one następująco:

Uczeń – Jego zadaniem jest zdobycie wiedzy ogólnej o wszystkich systemach samorozwoju.

Kandydat – Jego głównym zadaniem jest rozpoczęcie wybranych praktyk i zapisywanie ich w dzienniku przez okres jednego roku.

Neofita – Musi uzyskać doskonałą kontrolę nad planem astralnym.

Zelator – Jego głównym zadaniem jest opanowanie asany i pranajamy. Ponadto, powinien rozpocząć studia nad „formułą różokrzyża”.

Practicus – Wymaga się od niego ukończenia treningu intelektualnego, a w szczególności studiów nad kabałą.

Philosophus – Wymaga się od niego przejścia przez trening moralny. Sprawdza się jego oddanie względem Zakonu.

Dominus Liminis – ma się wykazać opanowaniem pratjahary i dharany.

Adeptus [Minor] (zewnętrzny) – Winien dokonać Wielkiego Dzieła i osiągnąć Wiedzę i Konwersację Świętego Anioła Stróża.

Adeptus [Minor] (wewnętrzny) – Może rozpocząć praktykę „formuły różokrzyża”, przystępując do Kolegium Ducha Świętego.

Adeptus (Major) – Osiąga mistrzostwo magiji praktycznej, bez dogłębnego jej zrozumienia.

Adeptus (Exemptus) – Osiąga doskonałość w tych wszystkich sprawach, po czym albo (a) staje się Bratem Ścieżki Lewej Ręki albo (b) zatraca wszystkie swoje osiągnięcia, siebie samego, a nawet Świętego Anioła Stróża i staje się Dziecięciem Otchłani, które przekroczywszy swój Rozum, jedynie wzrasta w łonie swojej matki. Wtedy zaś dostępuje stopnia

Magister Templi – (Mistrz Świątyni): […] Jego głównym zadaniem jest doglądanie „ogrodu” uczniów i osiągnięcie doskonałego zrozumienia wszechświata. Jest on mistrzem samadhi.

Magus – Zdobywa mądrość, głosi swoje prawo i jest mistrzem magiji w jej jak najszerszym i najwyższym znaczeniu.

Ipsissimus – Znajduje się poza tym wszystkim, niedostępny dla tych, którzy posiedli niższe stopnie.”

Początkowo do A.’.A.’. przyjmowano wszystkich chętnych, a jedynym sprawdzianem ich kwalifikacji były przeprowadzane z nimi rozmowy. Jednakże, praktyka ta okazała się katastrofalna w skutkach, ponieważ nowi członkowie nie potrafili sprostać reżimowi pracy w zakonie. Dlatego też w 1912 roku Crowley wprowadził regułę, nakazującą chętnym do wstąpienia do zakonu podjęcia się trzymiesięcznego kursu wtajemniczeń w misteria starożytnej wiedzy. Dopiero po zdanym egzaminie mogli oni przystąpić do zakonu. A że egzamin ten musiał być niezmiernie trudny, świadczy o tym fakt że w szczytowym okresie swojej aktywności A.’.A.’. liczyło ledwie kilkunastu członków. Pośród nich, do najaktywniejszych należeli: Georg Cecil Jones (współzałożyciel zakonu, przełożony Crowleya w zakonie Złotego Brzasku), kapitan Fuller (wojskowy, twórca doktryny Blitzkriegu), Norman Mudd (matematyk) i Victor Neuburg (poeta).

Na temat praktyk ówczesnych członków A.’.A.’. niewiele dzisiaj wiadomo. Pozostają nam do dyspozycji jedynie dzienniki Crowleya oraz nieliczne zapiski operacji magicznych kapitana Fullera i Victora Neuburga. Dość powiedzieć, że zakon zajmował się testowaniem praktyk magicznych, a zatem jego działanie bardziej przypominało eksperymenty naukowców aniżeli ceremonie magiczne tradycyjnych okultystów. I tak, na przykład, sam Crowley powrócił do eksperymentów ze środkami zmieniającymi świadomość, owocem czego było niezwykłe dzieło pt.: Psychologia Haszyszu. Książka ta była bardziej traktatem na temat względności czasu i przestrzeni niźli opisem wizji psychodelicznych. Istnieją też pokaźne dowody na to, że to Crowley wprowadził do Europy zwyczaj spożywania wyciągu z kaktusu pejotla. Innym klasycznym przykładem działań z tego kresu była próba powtórnego przeprowadzenia Operacji Świętej Magii Maga Abramelina w warunkach wielkomiejskich. Próba, która jeśli wierzyć zeznaniom Crowleya, zakończyła się sukcesem.

W tych wczesnych eksperymentach z okresu A.’.A.’. widać że Crowley, chociaż formalnie nie dzierżył nawet stopnia Mistrza Świątyni (8*=3*), działał z poziomu Ipsissimusa (10*=0*), czyli tego, który przekroczył dualistyczny świat dobra i zła, rozumu i szaleństwa. Dlatego jego zachowanie wielu wydawać się mogło nieroztropne, czy też nawet szalone. Pod tym względem, śmiało można powiedzieć że przypominał szalonych mędrców tybetańskich, którzy jak Drukpa Kunley, odkrywali boskość w plugawości, to co najwyższe w tym co najniższe. Jednakże, prawdziwe szaleństwo miało się dopiero zacząć, a jego przedsmakiem była operacja, jaką w 1909 roku przeprowadził na Saharze ze swoim uczniem, Victorem Neuburgiem.

Mimo kurtuazyjnego nobilitowania go przez Jonesa na stopień Mistrza Świątyni, Crowley się nieusatysfakcjonowany znikomością prowadzących ku temu przesłanek. Postanowił zatem przeprowadzić operację magiczną, którą w okultyzmie nazywa się „przekroczeniem Otchłani”, a która polega na zmierzeniu się z demonem rozumu, Choronzonem i dostąpieniu najwyższych mocy magicznych. Historia magii notuje liczne przypadki osób, które zagubiły się w Otchłani, a tym samym popadły w szaleństwo. Crowley przystąpił do działania na Saharze, gdzie usiadł pośrodku kręgu w jogicznej pozycji pioruna. W ręku trzymał wielki szlifowany topaz, który miał mu służyć jako zwierciadło magiczne. Tymczasem Neuburg, otoczony imionami bożymi mającymi zapewnić mu ochronę, rozpoczął ewokację na podstawie Lemegetonu – jednego ze starych tekstów magicznych. Jeśli wierzyć świadectwom uczestników tego niezwykłego wydarzenia, nagle, z okrzykiem Zazas, Zazas, Nasatanada Zazas! w topazie pojawił się Choronzon, który powiedział kilka niezrozumiałych zdań, rzucił kilka klątw i równie szybko zniknął jak się pojawił. Obaj magowie sądzili, że na tym koniec i operacja zakończyła się niepowodzeniem. Lecz oto Crowley zniknął, a w jego miejsce pojawiła się prostytutka, którą Neuburg poznał w Paryżu. Kobieta usiłowała wywabić go z ochronnego kręgu, ale on oparł się jej pokusom. Demon zaczął zmieniać kształty. Raz był kobietą, raz wężem, raz samym Crowleyem proszącym o kroplę wody dla ugaszenia pragnienia. Neuburg mężnie stawiał czoło wszystkim tym podstępom, ale coraz bardziej dawał się wciągnąć w konwersację. Naraz, piasek pustynny zamazał krąg ochronny i Choronzon w postaci nagiego dzikusa rzucił się na Neuburga. Szarpanina trwała do chwili, kiedy Neuburg krzyknął imię boże i uderzył demona magiczną różdżką. A wtedy ten ukorzył się i choć starał się jeszcze opętać maga, w końcu opadł z sił i na zawsze zniknął. Crowley, przy pomocy Neuburga, pokonał Choronzona i tym samym mógł już zasadnie twierdzić że przekroczył Otchłań. Został Mistrzem Świątyni Zakonu Srebrnej Gwiazdy, a tym samym, zgodnie z okultystyczną mitopeją, jako pierwszy śmiertelnik wstąpił do elitarnego kręgu Tajemnych Przywódców Świata.

„TAJEMNICE SEKSUALNE ORDO TEMPLI ORIENTIS”

Seks, ten starszy kuzyn miłości, od najdawniejszych czasów zajmował myśli nie tylko filozofów i poetów. I chociaż dzisiaj przypisuje się mu bardziej poślednią rolę w życiu człowieka, należy wątpić czy nasi odlegli przodkowie mieli do tego podobny stosunek. Wydaje się bowiem, że świat powstał właśnie z ciała, a nie ze słowa, jakby tego chcieli teologowie chrześcijańscy. To ciało wyznaczało zakres i porządek życiu ludzkiemu. A w tym porządku ciała seksualność odgrywała rolę pierwszoplanową, będąc weń niejako wpisaną.

Na początku było ciało. Gąszcz pragnień ukryty pod skórą. Ciało rosło, poznawało inne ciała, pragnęło. Dopiero potem, znacznie później, pojawiły się słowa. A słowa stworzyły własny świat, który wchłonął ciało. Tak rozpoczęła się historia. Opowieść o człowieku jest historią stopniowej dyskursywizacji seksu, przekładania go na język rozumu, a tym samym wypędzania go z ciała. Proces ten nabrał szczególnego tempa w Imperium Rzymskim, kiedy to Erosa (boga miłości) podporządkowano Logosowi (bogowi rozumu). A wraz z mariażem cesarsko-rzymskiej tyranii Logosu z niechętnym wszelkiej seksualności chrześcijaństwem, seks i cielesność obłożono klątwą. Trzeba tu dodać, klątwą mającą janusowe, podwójne oblicze.

Z jednej bowiem strony seks stał się czymś podejrzanym, nikczemnym, posiadającym moc zwodzenia i sprowadzania na manowce (co widać już w opowieści o Adamie i Ewie z Księgi Rodzaju). Miał zatem właściwości upodlające. Z drugiej jednak strony, jego złowieszczość nadawała mu moc czynienia cudów, sprawiała że z prostej czynności fizjologicznej stawał się czymś niezwykłym, posiadającym właściwości uwznioślające. Wraz z tyranią słowa, seksualność stała się odrębną sferą, wydzieloną z logiki ciała, a przeto stanowiącą obiekt spekulacji. Gdzieś tam na początku tego procesu narodziła się ars amandi, sztuka kochania, która jednak wraz z dalszym odcieleśnianiem życia stała się czymś równie co seks podejrzanym i też straciła na znaczeniu.

Sztuka Kochania a Ścieżka Lewej Ręki

W niektórych kulturach, które zdążyły co prawda wyjść poza zwykły porządek ciała, lecz nie wypracowały mechanizmów służących jego tłumieniu, sztuka ta była kultywowana w ramach tradycji religijnej. Tak było w zachodnio-afrykańskich „kultach opętania”, gdzie podczas ekstatycznych tańców bogowie dosłownie „spółkowali” z ludźmi; w gwiezdnych, predynastycznych kultach egipskich o wyraźnej dominacji pierwiastka żeńskiego nad męskim; w śródziemnomorskich kultach bogini (Isztar, Afrodyty, Izydy); w niektórych nurtach Islamu, które wraz z mistyką seksualną wykształciły ekstatyczne techniki jednoczenia się z Bogiem; w późnej alchemii taoistycznej, która filozoficzną myśl mędrców chińskich wzbogaciła o praktyczne sposoby przekształcania energii seksualnej w siłę życiową; a także w tantrze hinduskiej i buddyjskiej – dwóch nurtach magiczno-religijnych o najwyraźniej zaakcentowanej mistyce płci.

Niektóre z tych tradycji religijnych z racji styku kulturowego przejmowały nawzajem od siebie różne techniki seksualne. Czasami proces ten przybierał bardzo gwałtowny obrót. Jeden ze współczesnych historyków i praktyków magii seksualnej, Kenneth Grant, powiada wręcz że w dziejach ludzkości mamy do czynienia ze słabo widocznym, choć faktycznym dziedziczeniem pewnej tradycji magiczno-religijnej, którą nazywa tradycją tyfoniczną (wężową, smoczą). Tradycja ta obejmuje wszystkie systemy religijne, magiczne i mistyczne, wykorzystujące energię seksualną kundalini (nazywaną tak od imienia węża, który w indyjskiej, mistycznej anatomii człowieka spoczywa u podstawy kręgosłupa człowieka) w celu uzyskania oświecenia bądź też potężnych mocy magicznych (tzw. magis). Grant uważa że wyjątkową rolę w tej tradycji pełnią kobiety, które stanowią transformatory męskiej energii seksualnej. Dlatego pozwala sobie nazwać tę ścieżkę nurtem lunarnym, który w tradycji zachodniej ezoteryki zyskał miano Ścieżki Lewej Ręki.

Zgodnie z tą tradycją, Ścieżka Lewej Ręki grupuje adeptów, których celem jest przebóstwienie, czyli „stanie się równym bogom”. I w odróżnieniu od Ścieżki Prawej Ręki, ma charakter zstępujący, jako że kroczący nią idą zawsze w dół, ku wnętrzu. Przedstawicieli Ścieżki Lewej Ręki odnaleźć można w różnych tradycjach religijnych, choć bez wątpienia w niektórych z nich stanowią oni margines i są postrzegani przez większość jako odszczepieńcy i zboczeńcy. Religiami, które są szczególnie uczulone na obecność takich dewiantów są tzw. religie księgi, czyli popularne obecnie na świecie monoteizmy: judaizm, chrześcijaństwo i islam. Te logocentryczne, patriarchalne systemy religijne budowane są na zasadzie ostrej opozycji wobec seksualności i indywidualizmu. Dlatego też ze szczególną ostrością piętnują wszelkie przejawy owej tendencji zstępującej, uznając ją za piekielną, wrogą nie tylko człowiekowi, ale i Bogu.

Religie monoteistyczne są też najwyraźniejszymi przedstawicielami Ścieżki Prawej Ręki, która jawi się jako ruch ku górze, na zewnątrz. Adepci tej ścieżki szukają spełnienia w zjednoczeniu z Bogiem, które postrzegają jako akt wyrzeczenia się swej jednostkowości na rzecz owej większej całości. Dlatego też łatwo jest im również poddawać się różnym tendencjom kolektywistycznym i wchodzić w mariaż z władcami i panami tego świata, jako że „władza”, „państwo”, „Kościół” też stanowią pewne „większe całości”. Ścieżka Prawej Ręki wiedzie więc ku Bogowi, który znajduje się gdzieś na zewnątrz (na wysokościach) i najczęściej jest osobą. Lecz Bóg znajduje się tak daleko, że zwykle dopiero po śmierci można się do niego dostać. A że i tutaj wszechmocny okazuje się prosty rachunek ekonomiczny, jest to niezmiernie utrudnione, ponieważ popyt znacznie przewyższa podaż. Krótko mówiąc, miejsc w Niebie jest znacznie mniej niż chętnych. Dlatego systemy religijne Ścieżki Prawej Ręki oferują kodeksy etyczne, które należy spełniać, by móc dostąpić pałaców niebiańskich. Ci, zaś którzy chcą otrzymać tam bezpłatne wejściówki, powinni szczególnie przestrzegać jednej zasady: pozbawiać się balastu doczesności i tego, co ściąga ich w dół, czyli ciała (a raczej tej energii seksualnej co w nim drzemie snem niespokojnym).

Reasumując, magiczne i mistyczne systemy religijne przyjmują postać dwóch dróg. Jedna z nich wiedzie ku górze i tę nazywamy Ścieżką Prawej Ręki. Cechuje ją soteriologiczna ekstrawersja, czyli poszukiwanie zbawienia w Bóstwie, które znajduje się na zewnątrz (najczęściej na wysokościach) i jest zazwyczaj jedynym Bogiem. Temu Bóstwu należy podporządkować swoje życie, kosztem pozostałych jednostkowych aspiracji, które postrzegane są jako przejaw pychy bądź kuszenie Złego (albo też jedno i drugie zarazem). Ścieżka Prawej Ręki posługuje się hierarchicznym obrazem świata, w którym piekło znajduje się gdzieś na dole, a droga do niego często wiedzie przez dolną część ciała. Przeciwstawną formułę inicjacyjną przedstawia Ścieżka Lewej Ręki, która jako drogę do spełnienia proponuje ruch zstępujący. Cechuje ją soteriologiczna introwersja, ponieważ uznaje boskość znajdującej się w człowieku Jaźni. Ideałem tej ścieżki jest poznanie tej Jaźni, któremu zwykle towarzyszy penetracja seksualności i nieznanych (nieuświadamianych) składników ludzkiej psyche. Warto tutaj wspomnieć, że obie ścieżki nie wyczerpują arsenału środków gnostycznych znajdujących się w posiadaniu człowieka. Istnieje wszak jeszcze tzw. Droga Środka, która proponuje ruch obustronny, w górę i w dół, na zewnątrz i do środka, a której najsłynniejszym filozoficznym eksponentem jest taoizm.

Nas jednak interesuje tutaj tradycja, w której centralną rolę odgrywa seksualność. Jak już powiedziałem, tradycję tę kultywowano w różnych systemach religijnych, z których większość znajdowała się na Bliskim i Środkowym Wschodzie. Cywilizacja europejska, która wraz z powstaniem Imperium Rzymsko-Katolickiego nastawiona była wrogo, jeśli nie do samej seksualności, to do jej sakralnego wykorzystania, tępiła wszelkie przejawy magii seksualnej. Można wręcz powiedzieć za Rene Girardem, który u podstaw wszelkich cywilizacji dopatruje się jakiegoś aktu ofiarniczego, że w przypadku chrześcijańskiej Europy ten mord założycielski dotyczył seksu. Tym niemniej, gdzieś obok wciąż istniały kultury, w których seks jako żywo stanowił źródło nie tylko rozkoszy, lecz i inspiracji religijnej.

Ex Oriente Lux

Paradoksalnie, dla Europejczyków poznawanie tych kultur dokonywało się poprzez podbój. A decydującą w nim rolę odgrywały krucjaty religijne. Pierwsi wojownicy o wiarę udali się na Wschód w 1095 roku, przerywając tym samym złą passę jaka od siedmiu wieków nękała Europę. Praktycznie, dopiero w tym okresie Europa podniosła się z impasu kulturowego, jaki stał się jej udziałem po upadku Cesarstwa Rzymskiego. Krzyżowcy stali w obronie wiary, lecz po powrocie importowali do Europy niektóre dobra z Bliskiego Wschodu. Czasami były to tylko choroby. Zdarzało się jednak, że wśród licznych towarów przywożonych ze Wschodu były też idee.

Legendarną już rolę odegrali w tym procesie Templariusze, zakon założony w 1118 roku przez Hughesa de Payensa. Pierwsze krucjaty wyglądały niepozornie. Niech świadczy o tym fakt, że początkowo Zakon Templariuszy składał się z dziewięciu rycerzy, którzy eskortowali pielgrzymów podczas ich podróży do Ziemi Świętej. Lecz w 1126 roku patronat nad Templariuszami przejął św. Bernard z Clairvoux, jeden z najbardziej wpływowych teologów katolickich w tamtych czasach. Odtąd, zakon zaczął rosnąć w potęgę. Św. Bernard napisał surowy kodeks etyczny Templariuszy, który z czasem objął też cały szereg tajnych inicjacji. Poza tym, zakon nie podlegał żadnemu władcy, tylko Papieżowi, dzięki czemu Templariusze rozwinęli wymianę na szeroką skalę z krajami, którzy europejscy władcy uznawali za wrogie.

W okultystycznej mitopei powiada się, że podczas tych bliskowschodnich wojaży Templariusze zetknęli się z tajemnymi bractwami inicjacyjnymi, które przekazały im tajniki magii seksualnej. Jak było naprawdę tego trudno jest dociec. Pozostaje faktem, że w XII wieku musieli mieć do czynienia ze złowieszczą sektą Asasynów, która terroryzowała świat arabski ze swej wieży w Alamut. Sekta ta kultywowała tajemnice magii seksualnej, służące jej zwykle w programowaniu przyszłych szpiegów. Można podejrzewać, że związki między Templariuszami a Asasynami musiały być nie tylko natury powierzchownej, skoro w 1146 roku zakon ten przejął ich symbol, czerwony krzyż na białym tle.

Potęga Templariuszy równie szybko rozsypała się jak powstała. Przyczynił się do tego król francuski Filip, który zazdrosny o fortunę zakonu postanowił aresztować wszystkich jego przedstawicieli pewnej nocy roku 1307. W sukurs przyszedł mu papież Klemens V, który wydał edykt żądający od krajów europejskich, by aresztowały Templariuszy znajdujących się na ich terenach. Urządzono wtedy popisowy proces Templariuszy, podczas którego oskarżono zakon o oddawanie czci diabolicznemu Bafometowi i praktykowanie sodomii. Był to kres tego wielkiego zakonu, którego nieliczni ocalali członkowie, jak wieść niesie, zasili szeregi innych zakonów (np. Szpitalników), bądź odprawiali swe obrzędy w podziemiu.

Legenda templariuszy musiała bardzo oddziaływać na wyobraźnię ówczesnych poszukiwaczy wiedzy tajemnej, ponieważ począwszy od XVII wieku wszystkie nowe stowarzyszenia inicjacyjne powoływały się na nich jako na swoich poprzedników. Tak było w przypadku różokrzyżowców, którzy w wydanych w 1614-15 roku manifestach zasiali plotkę o istnieniu tajemniczego bractwa adeptów kierujących losami ludzkości z ukrycia. Ten mit, jak wiadomo, odegrał kluczową rolę w gwałtownym formowaniu się coraz to nowszych bractw okultystycznych, które powstawały jak grzyby po deszczu. Wraz z nimi, pojawiło się wolnomularstwo, które poza nawiązywaniem do starożytnych cechów mularskich, wykształciło specyficzny system inicjacyjny mający wprowadzać w arkana wiedzy tajemnej poprzez studiowanie symboli. Masoni, jako członkowie stowarzyszeń tajemnych, działali w ukryciu, choć zapewne nie tworzyli takich konspiracji, o jakie je posądzano. W XVIII wieku tryumfy święcili tajemniczy hrabia St. Germain oraz Cagliostro, odpowiedzialny za powstanie tzw. Egipskiego Rytu Wolnomularstwa, łączącego elementy rytuałów masońskich z egipskim hermetyzmem i mistyką seksualną. Wszyscy oni powoływali się na legendę templariuszy i świadomie do nich nawiązywali. Jak bardzo potężna była ta pamięć o dawno wymarłym zakonie, niech świadczy fakt, że gdy w 1776 roku Adam Weishaupt założył zakon Iluminatów z zamiarem zniszczenia europejskich monarchii, zarówno jego działania jak i późniejszą Rewolucję Francuską uznano za zemstę templariuszy.

Erotyczne Wolnomularstwo

Dopiero jednak na początku XX wieku w ezoterycznym światku fin de siecle’u pojawiła się organizacja, która w bezpośredni sposób nawiązywała do templariuszy, uznając się za ich dziedziców. Grupa ta przyjęła łacińską nazwę Ordo Templi Orientis, tłumaczoną jako Zakon Świątyni Wschodu, bądź też mniej poprawnie jako Zakon Templariuszy Wschodu. Nowi templariusze nie dzierżyli wszakże zwyczajnych mieczów i nie walczyli w obronie chrześcijańskiej wiary. Ich mieczem był fallus, a celem zgłębienie tajników wiedzy okultnej, ze szczególnym uwzględnieniem magii seksualnej.

Formalnym założycielem zakonu był Theodor Reuss (1855-1923) – niemiecki dziennikarz, działacz społeczny i śpiewak operowy (ze stażem w Parsivalu Wagnera). Lecz jego ojcem duchowym i głównym inicjatorem był austriacki przemysłowiec, Carl Kellner (1850-1905). Kellner dorobił się fortuny na własnej technologii wytwarzania papieru, którą wymyślił w swym laboratorium chemicznym mając zaledwie 22 lata. Odkrycie to przyniosło mu na tyle poważne zyski, że z powodzeniem mógł oddawać się licznym hobby. Ten człowiek wielu pasji realizował się przede wszystkim w wymyślaniu i doskonaleniu nowych wynalazków, takich jak przędza obrotowa, fotografia, czy sztuczna biżuteria. Lecz jego głód wiedzy był tak wielki, że skłaniał go do ciągłych podróży po całym świecie, podczas których poznawał nowe kultury i egzotyczne systemy religijne.

Podczas jednej z tych podróży miało zdarzyć się coś, co zaważyło na całym jego późniejszym życiu. Jak sam twierdził, spotkał wtedy trzech mędrców ze wschodu, którzy przekazali mu najwyższe tajemnice starożytnej ezoteryki. Byli to mistyk muzułmański, Soliman ben Aifa oraz dwaj tantrycy bengalscy, Bhima Sena Pratapa z Lahore i Sri Mahatma Agamya Paramahamsa. Mistrzowie ci uczyli go, w jaki sposób należy praktykować jogę i jak wykorzystywać ją w praktykach magii seksualnej. Tak przynajmniej twierdził Kellner.

Czy było tak naprawdę, jest to bardzo wątpliwe. Pozostaje jednak faktem, że Kellner podróżował po Azji Mniejszej i mógł stamtąd przywieźć pewne dotąd nieznane techniki jogiczne mające charakter seksualny. Mogły mieć one jednak znacznie mniej egzotyczne pochodzenie. Wiadomo bowiem, że Kellner kontaktował się z pewną organizacją okultystyczną o nazwie Hermetyczne Bractwo Światła. Jakiej natury były to kontakty, tego nie wiadomo. Być może, w trakcie swych zagranicznych wojaży poznał w Ameryce Pascala Beverly Randolpha, jednego z twórców tej organizacji. Do tego spotkania mogło równie dobrze dojść w samej Austrii, jako że Randolph, jak również pozostali członkowie tej organizacji (w tym Max Theon, mieszkający w Egipcie Żyd z Polski) lubili wędrować z misjami apostolskimi po Europie. Tak czy inaczej, Kellner musiał mieć kontakt z tą organizacją, gdyż nie tylko posługiwał się specyficznym dla niej słownictwem, lecz na dodatek po wielokroć na nią się powoływał.

Hermetyczne Bractwo Światła założył w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia Pascal Beverly Randolph, amerykański mulat, żołnierz i podróżnik. Grupa ta, jako jedna z pierwszych organizacji społecznych, krzewiła edukację seksualną, publikując liczne odezwy i pamflety namawiające mężczyzn do dobrego traktowania kobiet, a kobiety do walki o „prawo do orgazmu”. Towarzyszyła temu skomplikowana mistyka seksualna oraz praktyki, które grupa doradzała w celu osiągnięcia zjednoczenia płci. Randolph głosił, że „prawdziwa moc seksu jest mocą boską”, jednocześnie podkreślając, że skoro Bóg stworzył ludzi na własne podobieństwo to musi on być mężczyzną i kobietą zarazem. Jeśli więc chcemy osiągnąć stan wyższego wglądu i uczynić nasze ciało bardziej subtelnym, powinniśmy rozwijać w sobie cechy płci przeciwnej oraz dążyć do jak najczęstszego i najintensywniejszego przeżywania rozkoszy seksualnej.

Hermetyczne Bractwo Światła uczyło że seks jest źródłem mocy magicznej: „W otaczającym nas świecie znajdują się nasiona duszy. Istnieją tam też zarodki wszelkiej możliwej wiedzy. Wszelka moc, wiedza, energia i siła znajduje się w eterze i sferach duchowych. Wszystko to jest nam dostępne w chwilach największego uniesienia…..podczas czystego, obopólnego orgazmu, kiedy mieszają się dwie aury i trzy fluidy, prostatyczny, nasienny i waginalny. W chwili orgazmu nie ma stanu pośredniego i albo wznosimy się do nieba albo spadamy do piekła. Nasze dusze otwierają się na tę chwilkę, by przyjąć zarodki wiedzy i mocy magicznej. Jeśli więc będziemy wtedy przywoływać Zło, odnajdzie ono drogę do naszych dusz i zamknięte w ich tajemnych kryptach ujawni się w najmniej oczekiwanym momencie. Jeśli zaś będziemy modlić się o Dobro, wszystko co złe będzie trzymać się od nas z dala, a Dobro na zawsze osiądzie w naszych duszach. Możemy też przywoływać Moc, która w tej jednej chwili zakorzeni się w naszych duszach.” W celu odpowiedniego wykorzystania energii seksualnych Randolph i jego nieliczni współpracownicy korzystali z orientalnych metod jogi i medytacji. Najważniejszą w nich rolę pełniło rytmiczne oddychanie.

Ćwiczenia jogiczne i oddechowe Randolpha znalazły później swe miejsce w praktykach Ordo Templi Orientis. Nic więc dziwnego że Kellner nazywał O.T.O właśnie Hermetycznym Bractwem Światła. Nim jednak doszło do jego utworzenia, musiały zajść pewne sprzyjające ku temu okoliczności. Kellner już w 1895 zamierzał założyć bractwo okultystyczne, którego celem byłoby połączenie praktyk jogicznych z rytuałami masońskimi. Jego idee fixe było stworzenie wielkiej organizacji, grupującej wszystkie obrządki masońskie. Musiało to być przedsięwzięcie zakrojone na gigantyczną skalę, ponieważ pod koniec XIX wieku istniało na świecie około 70 takich organizacji. Tymczasem Kellner, należał tylko do jednej z nich, loży Humanitas działającej pod auspicjami Zjednoczonej Loży Węgier. Jeśli więc chciał swój cel zrealizować, musiał w jakiś sposób nabyć pozostałe ryty masońskie.

Okazji po temu było pod koniec wieku sporo. Proceder kupczenia tajemnymi przekazami rozkwitał na dobre, a adepci różnych stowarzyszeń tajemnych nawzajem nadawali sobie wysokie tytuły. Wystarczyło więc znaleźć taką osobę i kupić od niej odpowiednie pełnomocnictwa. Kellner szukał i znalazł, a jego szczęście nie miało granic. Osobą tą był Theodor Reuss, który pod płaszczykiem działalności politycznej zajmował się inwigilacją niemieckich kółek socjalistycznych. Można powiedzieć, że Reuss miał dobrą rękę do wynajdowania bractw okultystycznych i zabierania z nich tego co najlepsze (czyli pełnomocnictw). Oto bowiem w ciągu piętnastoletniej kariery w świecie ezoteryki otrzymał uprawnienia do założenia niemieckich oddziałów takich stowarzyszeń jak: Swedenborgiański Ryt Masonerii, Societas Rosicruciana in Anglia, Zakon Martynistów i Zakon Iluminatów. Niestety, żadna z tych organizacji nie miała charakteru czysto masońskiego, a zatem nie spełniała wymagań, jakie stawiał sobie Kellner. Poza tym, Reuss był całkowicie pochłonięty działalnością w Zakonie Iluminatów i nie miał czasu na akces w tak gigantycznym przedsięwzięciu.

Tak więc na razie plany Kellnera, by stworzyć Akademię Masońską Ordo Templi Orientis musiały ulec odroczeniu. Pozostawało mu przeprowadzanie eksperymentów z zakresu magii seksualnej w małym kilkuosobowym gronie. Jak pisze historyk okultyzmu, Peter Koenig: „Kellner specjalizował się w medytacjach jogicznych (z Joga-sutr Patandżialego) mających na celu odkrywanie przeszłych wcieleń. Podczas tych medytacji jego żona odgrywała rolę Wielkiej Bogini, podczas gdy sam Kellner wcielał się w Kapłana Babilońskiego. W ich domu znajdował się pokój bez okien, gdzie państwo Kellnerowie przeprowadzali rytuały tantryczne. Służyły one wytwarzaniu specjalnego eliksiru, który składał się z kobiecych i męskich wydzielin seksualnych”.

Tymczasem, w 1902 roku, z powodu waśni personalnych Reuss porzucił działalność w Zakonie Iluminatów i nawiązał bliższą znajomość z angielskim wolnomularzem, Johnem Yarkerem (1833-1913). Powiedział mu wtedy o pomyśle Kellnera, by stworzyć uniwersalny obrządek masoński, który by skupiał w sobie wszystkie istniejące ryty. Idea ta (lub kryjące się za nią pieniądze) musiała przypaść do gustu staremu masonowi, ponieważ 24 września 1902 roku nadał Reussowi tytuł Wielkiego Suwerennego Inspektora Generalnego 33* Rytu Szkockiego Cernaua. W tym samym dniu Reuss, wraz z dwoma współpracownikami, Franzem Hartmannem i Henrym Kleinem, otrzymali pełnomocnictwa do dzierżawienia Rytu Szkockiego Dawnego i Uznanego oraz rytów Misraim i Memfis. Nie pozostawało im nic innego, jak założenie nowego zakonu okultystycznego, który zgodnie ze wskazówkami Kellnera nazwali Ordo Templi Orientis.

Początki Ordo Templi Orientis

Nie znane są jak dotąd dokładne okoliczności powstania O.T.O. Nie wiadomo, czy powstało ono zaraz po uzyskaniu przez Reussa, Hartmanna i Kleina uprawnień masońskich, czy też miało to miejsce dopiero po śmierci Kellnera w 1905 roku. Jedno jest pewne, że Kellner musiał mieć poważny wpływ na kształt tej organizacji, ponieważ w jej strukturze organizacyjnej i podstawowych praktykach widać było wpływy tak bliskiej jego sercu hinduskiej jogi.

System inicjacyjny O.T.O składał się z dziesięciu stopni, odpowiadających kolejnym fazom wtajemniczenia w masońskie, orientalne i różokrzyżowe misteria. Nazwy tych stopni często ulegały zmianie. Niewielki więc będzie pożytek z ich przytaczania. Wystarczy powiedzieć, że pierwszych sześć stopni odnosiło się do rozmaitych rytów istniejących w różnych obrządkach masońskich. Natomiast, kolejne trzy nie miały z masonerią zbyt wiele wspólnego i nadawano je bez szczególnych rytuałów inicjacyjnych. Ich przedmiotem było wtajemniczanie w arkana pilnie strzeżonych przez zakon tajemnic magii seksualnej, które nauczano w przekazie szeptanym (z ust do ust). Wiemy o nich jedynie tyle, że dotyczyły wciągania energii seksualnej z genitaliów do splotu słonecznego. Dokonywano tego przy pomocy odpowiedniej koncentracji myśli oraz pewnych technik oddechowych. Praktyka ta miała służyć osiągnięciu stanu „Wielkiej Jedności”, którego efektem ubocznym mogło być między innymi jasnowidzenie. Reuss nazywał ją „białą magią seksualną”.

Już choćby z racji tego zdawkowego opisu, można odnieść wrażenie, że praktyki te musiały przypominać dziwaczne techniki stosowane w taoistycznej alchemii. Niektóre z nich znamy z wydanego w Polsce traktatu „Sekret Złotego Kwiatu”. Inne przetrwały w szczątkowej formie, przekazywane przez taoistycznych mistrzów z Taiwanu. Bardzo prawdopodobne że tego rodzaju technik nauczano na siódmym stopniu wtajemniczenia w O.T.O, chociaż niektórzy badacze sądzą że miał on charakter czysto administracyjny. Możemy mieć natomiast pewność, że adepci ósmego stopnia O.T.O otrzymywali wskazówki dotyczące praktyk autoerotycznych, które stanowiły wstęp do odbywanych na stopniu dziewiątym praktyk heteroseksualnych.

Ordo Templi Orientis, najwyraźniej idąc śladami Hermetycznego Bractwa Światła, wierzyło w świętość stosunku seksualnego, który przy zachowaniu odpowiedniej dyscypliny miał prowadzić ludzi do boskości. Jak zauważa Peter Koenig: „Reuss kontynuował praktyki jogiczne Kellnera, lecz wzbogacił je o wątek manichejski. W naukach O.T.O całe ciało uznawano za święte. Było ono Świątynią Ducha Świętego a narządy płciowe miały służyć bardzo szczególnym celom, mianowicie – rekonstruowaniu świata. Takie było znaczenie Mszy Świętej. Reuss wierzył że tylko dzięki współpracy kobiet i mężczyzn ludzkość może osiągnąć rozwój duchowy. Współpraca ta miała, rzecz jasna, charakter seksualny, a sam stosunek postrzegany był jako odbicie kosmicznego aktu stworzenia. Adepci mogli więc współuczestniczyć w tym akcie stworzenia, jeśli tylko oddawali się rytualnym stosunkom heteroseksualnym”. Koenig twierdzi że wąż pożerający własny ogon, który pojawiał się na licznych broszurkach Reussa, symbolizował stosunek seksualny Boga z człowiekiem. Powiada też że z punktu widzenia magii seksualnej stanowił on symbol plemnika. Cała zaś magia Zakonu Świątyni Wschodu da się sprowadzić do mistyki nasienia.

Cokolwiek by nie sądzić o rewelacjach Koeniga, to właśnie owe tajemnice magii seksualnej przyciągały do O.T.O licznych nowicjuszy. Jeśli by zaś wierzyć doniesieniom Reussa, w ciągu roku lub dwóch od rozpoczęcia działalności zakon ten zdążył wokół siebie skupić przeszło tysiąc osób. Każdy nowicjusz otrzymywał stopień zerowy oraz musiał przejść przez rytuał Minervala. Podczas tej ceremonii inicjowany umierał dla świata zewnętrznego, stając się pełnoprawnym adeptem wiedzy tajemnej. Wypowiadał wtedy następujące słowa: „Ja, ……, oddając się do waszej dyspozycji jako bezsilny więzień, ogłaszam wszem i wobec że pochodzę z Koryntu, jestem wolnym obywatelem miasta Ateny, sprzymierzeńcem Mityleny, podróżującym w spokoju do Miasta Słonca, Heliopolis, poszukując Światła i Prawdy, Mądrości i Spokoju. Przeto więc proszę was w pełni pokory, abyście udzielili mi gościny i obdarzyli mnie swymi MISTERIAMI, które ślubuję zgłębiać i trzymać w największej tajemnicy. Gdybym zaś miał kiedyś złamać to ślubowanie i zdradzić ten chleb i sól, niechaj psy pożrą moje ścierwo, niechaj rozpadnę się na kawałki i przestanę być człowiekiem!”

Początkowo, O.T.O przeznaczone było tylko dla tych adeptów, którzy uzyskali wcześniej trzy podstawowe stopnie wolnomularskie: Ucznia, Czeladnika i Mistrza. Formuła inicjacyjna zakonu zakładała, że każdy kto do niego przystąpi może od razu otrzymać trzeci stopień wtajemniczenia, równoważny masońskiemu stopniowi Mistrza. Oznaczało to jednak, że aby wstąpić do O.T.O, trzeba było należeć do którejś z organizacji masońskich, a to w poważnym stopniu ograniczało liczbę potencjalnych zainteresowanych. Na dodatek, Zakon Templariuszy Wschodu mógł zostać posądzony o to, że chce podbierać członków innym organizacjom masońskim. Tymczasem, jego założycielom na czym innym tak bardzo nie zależało, jak na utrzymaniu dobrych kontaktów ze światowym wolnomularstwem.

Najprawdopodobniej, z tych właśnie powodów wkrótce zniesiono status masoński Zakonu. W „Manifeście O.T.O” z 1912 roku bardzo wyraźnie podkreślano że „O.T.O, choć jest Akademią Masońską, nie jest Grupą Masońską…. i nie uzurpuje sobie prawa do naruszania przywilejów Zjednoczonej Wielkiej Loży Anglii, Wielkiej Loży Ameryki oraz innych organizacji masońskich”. Dzięki temu członkami Zakonu mogli zostawać ludzie nie mający wcześniej nic wspólnego z masonerią. Co więcej, otwierało to furtkę dla kobiet, które w tamtych czasach bardzo rzadko kiedy były dopuszczane do bractw masońskich. Jest więcej niż pewne, że ten prosty zabieg umożliwił O.T.O wyjście poza zwykły schemat inicjacji wolnomularskich i zwiększył znaczenie, jakie w praktykach tego zakonu miała magia seksualna.

Podobnie jak jego znamienity poprzednik, Hermetyczny Zakon Złotego Brzasku, Ordo Templi Orientis posiadało wśród swych adeptów luminarzy sztuki okultystycznej. Jego przedstawicielem we Francji był Papus, słynny twórca nieortodoksyjnej doktryny tarota. W Niemczech sprawami zakonu zajmował się inny wybitny okultysta, Rudolf Steiner, który szczególnie wyraźnie rozwinął mistyczne aspekty doktryny zakonu (odzierając ją wszakże z wątków seksualnych). Z kolei, w Ameryce przedstawicielem O.T.O był H. Spencer Lewis, późniejszy założyciel popularnej różokrzyżowej organizacji AMORC. Wszyscy zresztą trzej dzierżawcy linii przekazu O.T.O nie długo zagrzali w nim miejsca i, podobnie jak to było wśród schizmatyków z zakonu Złotego Brzasku, szybko założyli własne organizacje okultystyczne, chętnie korzystające z wiedzy tajemnej O.T.O, a już znacznie mniej chętnie przyznające się do jakichkolwiek związków z tym zakonem.

Jednakże człowiekiem, którego oddziaływanie na Ordo Templi Orientis było największe, był bez wątpienia Aleister Crowley.

Magija Seksualna Mistrza Theriona

Ścieżki Zakonu Templariuszy Wschodu i Aleistera Crowleya przecięły się nagle i nieoczekiwanie w 1910 roku. Miało to miejsce podczas procesu sądowego, jaki „MacGregor” Mathers wytoczył Crowleyowi za opublikowanie rytuałów zakonu Złotego Brzasku. W swojej autobiografii Crowley wspominał: „Przez to, że Mathers na sali sądowej ogłosił się Przywódcą Zakonu Różokrzyżowego, nachodzili mnie niezliczeni dziwacy, a każdy z nich twierdził, że to on właśnie jest tym Przywódcą. Posiadając na ten temat pewne informacje, których nie przekazałem nikomu, jak najszybciej pozbywałem się tej gawiedzi. A jednak jeden z moich rozmówców przekonał mnie, że istnieje odrobina prawdy w jego słowach. Tym człowiekiem był Theodor Reuss….”

Reuss na początku wcale nie przypadł do gustu Crowleyowi. Jego nonszalancja i niedbałość sprawiały, że Crowley widział w nim aroganta. Tym niemniej, skuszony obietnicami otrzymania zaszczytów masońskich, zgodził się przystąpić do jego zakonu. Jego inicjacja w Ordo Templi Orientis miała miejsce w marcu 1910 roku, tego samego dnia, co inicjacja znanego polskiego okultysty, Czesława Czyńskiego. Crowley przyjął w zakonie imię Bafometa. Na początek obdarzono go trzecim stopniem inicjacyjnym, lecz gdy tylko potwierdziły się informacje o posiadanym przez niego 33* Rytu Szkockiego Dawnego i Uznanego, podniesiono go do stopnia siódmego.

Crowley nie przywiązywał zbyt dużej wagi do swego udziału w O.T.O. Traktował go jako jeszcze jeden tytuł w swojej licznej kolekcji okultystycznych godności. Tak było przynajmniej do 1912 roku, kiedy to nagle w jego domu zjawił się Reuss. Ten rzutki Niemiec przybył, aby mu zrobić awanturę i domagać się wyjaśnień, dlaczego wyjawił światu najbardziej pilnowane tajemnice O.T.O. Chodziło tu rzecz jasna o tajne formuły seksualne, do których Crowley nie mógł mieć dostępu z racji zajmowanego przez siebie stopnia. Reuss jednak twierdził, że Crowley zawarł je w 36 rozdziale swej Księgi Kłamstw, noszącym tytuł „Szafirowa Gwiazda”. W rozdziale tym opisany był pewien rytuał heksagramu, rozpoczynający się od słów: „Niechaj Adept uzbroi się w magiczną różdżkę i wyposaży w mistyczną różę”. Dla każdego współczesnego adepta magii znaczenie tych symboli jest aż nadto oczywiste. Jednakże Reuss, uznając że Crowley stał się mimowolnym dziedzicem tej wiedzy, natychmiast przekazał mu 10*, najwyższy stopień O.T.O i uczynił go „najwyższym, świętym królem” angielskiej gałęzi zakonu.

Również Crowley musiał być tym odkryciem oszołomiony. Napisał bowiem: „Nagle, uderzył we mnie jakby grom i cała symbolika nie tylko wolnomularstwa, lecz wielu innych tradycji ukazała się mojej wizji duchowej. Od tej chwili O.T.O zajęło właściwe miejsce w moim umyśle. Zrozumiałem że trzymam w rękach klucz do przyszłego postępu ludzkości”. Szybko też przystąpił do rekrutacji nowych członków angielskiej sekcji zakonu oraz do przepisywania masońskich rytuałów inicjacyjnych z zamiarem nadania im bardziej magicznego charakteru.

Kiedy zaś w 1922 roku ciężko chory Reuss ustąpił z pełnienia funkcji przywódcy zakonu, jego właśnie mianował na swoje miejsce. W rok później, po śmierci Reussa Crowley ogłosił się formalnym przywódcą zakonu, każąc się teraz tytułować Mistrzem Therionem, czyli Mistrzem Bestią. Doprowadziło to do protestu części niemieckich wysokich funkcjonariuszy Zakonu, którzy obawiali się że Crowley zapragnie uczynić z O.T.O instrument dla szerzenia swojej religii, Thelemy. Obawy te, jak się później okazało, miały solidne podstawy, gdyż Mistrz Therion od razu zabrał się za reformowanie zakonu, nadając mu znacznie mniej masoński, a bardziej magiczno-seksualny wygląd.

Podstawowe zmiany dotyczyły struktury inicjacyjnej O.T.O. Crowley do tradycyjnego układu dziesięciu stopni dodał stopień jedenasty, mający wprowadzać w arkana magii homoseksualnej. Trudno powiedzieć, czy chciał dać tym wyraz swoim od dawna odczuwanym skłonnościom, czy też zamierzał poprzez pogwałcenie tego surowego tabu lepiej poznać kobiecą stronę męskości. Pozostaje faktem, że to właśnie od praktyk homoseksualnych rozpoczęła się jego działalność magiczna w O.T.O, kiedy to w 1914 roku przeprowadził wraz z Victorem Neuburgiem serię operacji magicznych mających na celu przywołanie bogów Jowisza i Merkurego (a przy okazji sprowadzenie pokaźnej ilości gotówki). Przeszły one do historii pod nazwą „Działań Paryskich”.

Crowley napisał też pewien rytuał, który stał się główną ceremonią odprawianą w siedzibach zakonu. Mowa tu o „Mszy Gnostyckiej”, która będąc parafrazą katolickiej Mszy Świętej, pod płaszczykiem egipskiej symboliki przedstawiała misterium płci. Rytuał ten, jak również i inne praktyki O.T.O czytelnik polski może znaleźć w przetłumaczonej przeze mnie ostatnio książce Crowleya pt. Magija w teorii i praktyce.

Jednakże, najważniejsza jego reforma dotyczyła najwyższych stopni inicjacyjnych w zakonie. Oto bowiem Crowley zrywał z dotychczas istniejącą zasadą nie przelewania na papier tajemnic seksualnych zakonu, streszczając je w czterech oddzielnych traktatach pt.: „O naturze bogów”, „O tajemnych zaślubinach bogów z ludźmi”, „Liber Agape” i „O homunkulusie”.

Traktat „O naturze bogów” przeznaczony był dla wtajemniczonych na VII* O.T.O. Niewiele w nim było wskazówek natury praktycznej, gdyż niemal w całości poświęcony był wprowadzeniu w świat crowleyowskiej teologii. Z jego treści można było się dowiedzieć, że na świecie istnieje tylko jeden bóg, a jest nim Słońce. „Nie tylko Ziemia jest zmrożoną iskrą Słońca, płatkiem zerwanym z Niebiańskiej Róży, ale i źródłem wszelkiego Światła i Życia na tej planecie jest to samo Słońce. Jest ono stwórcą i żywicielem, niszczycielem życia i jego wskrzesicielem”. Crowley powiadał, że przedstawicielem Słońca na ziemi jest fallus, a wszyscy bogowie są jego personifikacjami. I tak na przykład ogień jest wizerunkiem penisa, drzewo to „rozkwitający fallus”, zaś księżyc jest obrazem waginy, którą należy czcić „tylko w połączeniu ze Słońcem jako przedłużeniem fallusa”. Ten fallokratyczny porządek crowleyowskiej ezoteryki przeciwstawiał się tym religiom, które operują pojęciami grzechu pierworodnego i wstydu. Crowley nawoływał do „stałej wojny przeciwko wszelkiej tyranii i zabobonom, przede wszystkim zaś przeciwko takim bigoteriom jak ‘ortodoksyjne’ chrześcijaństwo w swej materialistycznej postaci”. Namawiał też adeptów VII* O.T.O, by składali hołd fallusowi i wyobrażali sobie jego stałą obecność w wybranym miejscu w ciele.

Z kolei traktat „O tajemnych zaślubinach bogów z ludźmi” wprowadzał inicjowanych na VIII* O.T.O w świat magii masturbacyjnej. Jej tajemnice zawarte były w dwóch rozdziałach: „O większych zaślubinach” i „O mniejszych zaślubinach”. Owe „większe zaślubiny” polegały na wizualizowaniu każdorazowo przed snem postaci bogini i onanizowaniu się aż do wytrysku. W ten sposób uzyskane nasienie (bądź płyn z pochwy) służyło za olejek, którym namaszczany był ołtarz bogini, bądź też talizman jej poświęcony. Tymczasem, „mniejsze zaślubiny” dotyczyły poszukiwania sprzymierzeńców w tzw. duchach żywiołów. Towarzyszyła im następująca procedura: Na kartce papieru należało narysować jedną z tablic enochiańskich (opracowanych przez XVI-wiecznych magów, Johna Dee i Edwarda Kelly’ego), odpowiadającą poszukiwanemu żywiolakowi, po czym przywołać go odpowiednimi zawołaniami. Następnie, trzeba było skoncentrować się na wizerunku owego żywiolaka i onanizować się aż do wytrysku. W ten sposób uzyskaną spermę (bądź wydzielinę z pochwy), nakładało się na tablicę enochiańską, która stawała się konsekrowanym talizmanem żywiolaka.

Opisane przeze mnie dwa traktaty stanowiły zaledwie wstęp do skomplikowanego systemu magii seksualnej Ordo Templi Orientis. O wiele bardziej rozbudowany zestaw technik seksualnych przedstawiały księgi „Liber Agape” i „O homunkulusie”. Im wszakże, jak i Szkarłatnym Kobietom w życiu Crowleya poświęcimy oddzielny, następny odcinek naszego cyklu.

„MAGIJA SEKSUALNA ALEISTERA CROWLEYA”

Jak powiada angielski malarz i okultysta, Austin Osman Spare, „w przyrodzie wszystko ze wszystkim cudzołoży”. A że człowiek, choć przez kulturę wychowany, zawdzięcza swój byt i predyspozycje naturze, nic więc dziwnego, że i w jego życiu seks odgrywa istotną rolę. Co więcej, można powiedzieć że to właśnie seks czyni z nas ludzi, albowiem w porównaniu z innymi zwierzętami człowiek kocha się nadzwyczaj często i w przeciwieństwie do innych zwierząt sztuka kochania pozwala mu na realizację celów znacznie wykraczających poza zwykłą reprodukcję.

Francuski filozof, Georges Bataille, nazywa tę specyficznie ludzką dyspozycję „erotyzmem”, od razu dodając że „erotyzm jest w istocie aktywnością seksualną człowieka, przeciwstawioną takiej że aktywności zwierzęcej. Nie każda forma ludzkiej seksualności ma charakter erotyczny, ale ma go zawsze, ilekroć nie jest zwyczajnie i po prostu zwierzęca”. W tym kontekście należy się słowo wyjaśnienia, gdyż to co w obiegowej opinii uchodzi za zwierzęcy wymiar seksu, nie jawi się tym samym dla Bataille’a i pokrewnych mu myślicieli. Ich definicja zwierzęcej seksualności jest w istocie bliska faktom natury, ponieważ uznają oni za seks zwierzęcy taki, którego celem jest reprodukcja gatunku. Popęd seksualny człowieka może być jednak równie dobrze nakierowany na czystą przyjemność, może też być wykorzystywany do celów religijnych i to właśnie odróżnia go od reszty świata zwierząt.

Co jednak sprawia, że człowiek, miast poszukiwać idealnego partnera do zapłodnienia, poddaje się nagłym porywom namiętności i to bynajmniej nie z myślą o potomstwie? Otóż, wg Bataille’a pcha go ku temu świadomość własnej skończoności, tego że jego życie kiedyś musi się skończyć. Jednostkowe „ja” tak bardzo boi się śmierci, że szuka unieśmiertelnienia w drugiej osobie, w partnerze seksualnym. Przy czym nie chodzi tu o uwiecznienie się w swoich potomkach, skoro wiadomo że i oni urodzą się z wyrokiem śmierci. Rzecz tyczy chwilowego unieśmiertelnienia się poprzez roztopienie się w drugiej osobie podczas orgazmu. W tej jednej chwili cały świat nagle znika, a wraz z nim znika jednostkowa świadomość, która staje się częścią większej całości. To dlatego Francuzi nazywają orgazm „małą śmiercią”.Przytaczanie tu myśli Bataille’a w kontekście naszych zainteresowań nie jest wcale bezcelowe, albowiem wg tego francuskiego filozofa okultyzm, tak jak i inne praktyki religijno-magiczne, wywodzi się z chęci okiełzania energii seksualnej, która stanowi zagrożenie dla ładu społecznego zorganizowanego wokół pracy. Erotyzm oznacza wydatkowanie energii, podczas gdy praca wymaga jej jak największego gromadzenia. W tym celu, ogranicza się jego zasięg, tworząc rozmaite tabu, które mogą być łamane tylko w zakresie wyznaczanym przez rytuał. Taką funkcję pełniły pierwotnie święta, podczas których normalny porządek rzeczy ulegał chwilowemu odwróceniu. Podczas świąt uwalniane były nadwyżki energetyczne, które w innych sytuacjach wiązane byłyby z przemocą.

Niestety, wraz z pojawieniem się chrześcijaństwa zdesakralizowano te formy religijne, które odnosiły się do seksu i przemocy. Proces ten jeszcze bardziej pogłębił się w XVIII wieku, kiedy to wraz z nastaniem epoki Oświecenia, zaprowadzono rządy rozumu nad tym, co irracjonalne, chaotyczne, w tym między innymi nad seksualnością. To zaś, co w dawnych kulturach uznawano za „seks sakralny” zyskało miano dewiacji i rzeczywiście taką też postać przyjęło. Stale tłumiona energia seksualna, która nie mogła wybrać innych dróg ujścia poza jedyną dozwoloną pozycją w ramach seksu małżeńskiego, od czasu do czasu wybuchała z gwałtowną siłą, przyjmując postać szalonych wizji religijnych. Kiedy zaś i te uznano za niepożądane, proces jej degeneracji osiągnął jeszcze wyższy stopień, czego wynikiem były rozmaite perwersje, choroby psychiczne i akty przemocy na świecie. I jakkolwiek by deterministycznie nie brzmiała ta teoria, wyjaśnia ona wiele zagadek świata współczesnego, takich jak choćby gwałtowne rozpowszechnienie się przemocy.

Tajemnica Szafirowej Gwiazdy

W świetle powyższej teorii renesans magii w XX wieku można uznać za próbę odtworzenia przestrzeni rytualnej, w ramach której możliwe są działania, gdzie indziej uważane za szalone i niebezpieczne. Jest to w istocie powrót do archaicznych technik ekstazy, które wraz z nastaniem ery chrześcijańskiej uznano za niepożądane i szkodliwe. Niektóre z tych technik przechowywane były w rozmaitych sektach gnostyckich. Większość z nich zachowała się na Wschodzie. I z tych właśnie dwóch tradycji: gnostycyzmu i religii Orientu mieli korzystać okultyści, którzy pod koniec XIX i na początku XX wieku tworzyli podwaliny nowoczesnego okultyzmu.

Niebagatelną rolę w tym procesie odegrał zakon Ordo Templi Orientis, którego ezoteryczne nauki zmierzały do resakralizacji seksu, czyli do ponownego nadania mu wymiaru duchowego. Od samego początku swego istnienia system wtajemniczeń O.T.O obejmował dwa rodzaje nauk. Pierwsze z nich, powstałe zapewne z inspiracji Theodora Reussa, dotyczyły pracy z symbolami. Składały się na nie rozmaite ryty masońskie i różokrzyżowe. Drugie, importowane ze Wschodu przez Carla Kellnera, dotyczyły magii seksualnej, uznawanej za „największą tajemnicę zakonu”. Jak się szybko okazało, tajemnicę tę trudno było utrzymać, gdyż na jej trop już w 1912 roku wpadł świeżo upieczony adept O.T.O, Aleister Crowley.

Według wszelkich prawdopodobieństw, Crowley zawarł ją w dziele p.t. Księga Kłamstw, które zawierało opis rytuału „Szafirowej Gwiazdy”. Dokładny tekst tego rytuału znaleźć można w przetłumaczonej przeze mnie Magiji w teorii i praktyce. Stanowił on crowleyowski odpowiednik klasycznego rytuału heksagramu, przywołującego bądź odpędzającego siły makrokosmiczne. W tym jednak przypadku jego symbolika miała charakter wyraźnie seksualny. Rozpoczynały go słowa: „Niechaj Adept uzbroi się w magiczną różdżkę i wyposaży w mistyczną różę”, które w języku symboli informowały, że mag ma przygotować siebie i swoją partnerkę do odbycia stosunku seksualnego. Na początku rytuału adept miał wykonać serię gestów magicznych, odpowiadających tajemnej formule L.V.X. – N.O.X (światła-nocy, jin-jang, Sziwy-Siakti). Po nich następowało kreślenie heksagramów w czterech kierunkach świata, po czym adept wracał do środka kręgu, gdzie wykonywał „znak różokrzyża”. Czym był ów znak różokrzyża, tego rytuał nie precyzował. Wykonywać go mieli jedynie ci adepci, którzy byli weń wtajemniczeni, najprawdopodobniej przez samego Crowleya. Dziś jednak jego tajemnica wydaje się łatwa do rozszyfrowania. Różokrzyż to wyrażona w języku symboli pozycja zjednoczenia męskich i kobiecych genitaliów. Innymi słowy, punkt kulminacyjny rytuału „Szafirowej Gwiazdy” obejmował stosunek płciowy.

Nie byłoby w tej formule może nic szczególnego, wszak rytualny stosunek płciowy uprawiano nie tylko w hinduskim kulcie Sziwy i Siakti, lecz i w działającym na Zachodzie w XIX wieku Hermetycznym Bractwie Światła, tyle że zaraz po jego zakończeniu, rytuał nakazywał by adept przywołał boga Seta, który miał zjawić się w kręgu, „napić się sakramentu i udzielić nim komunii”. Ten właśnie krótki ustęp sprawił, że w 1912 roku ówczesny przywódca O.T.O, Theodore Reuss oskarżył Crowleya o ujawnienie najpilniej strzeżonej tajemnicy jego zakonu. A dotyczyła ona ni mniej ni więcej tylko magicznej mocy męskich i kobiecych płynów seksualnych. Sakrament, o którym tu mowa, składał się z nasienia i wydzieliny z pochwy, którą należało najpierw poświęcić bogu Setowi, potem zaś spożyć.Z tajemnych instrukcji Zakonu Templariuszy Wschodu, które w latach siedemdziesiątych ujawnił angielski historyk okultyzmu, Francis King, wcale nie wynika, że w zakonie tym ów seksualny sakrament składano w ofierze Setowi. Pozostaje jednak bezspornym faktem, że taką funkcję nadał mu Crowley. W egipskiej mitologii Set pełnił rolę boga-niszczyciela, zabójcy Ozyrysa – antropomorficznego boga wegetacji. Był także „Panem Górnego Egiptu”, którego przyjęli za swego jedynego boga semiccy najeźdźcy podczas okupacji delty Nilu. Być może, zbieżność tych dwóch faktów sprawiła, że po wygnaniu najeźdźców ze swego terytorium Egipcjanie nadali Setowi demoniczne oblicze. Z upływem czasu stał się on Szaitanem, czyli znanym nam dobrze z chrześcijańskiego mitu Szatanem. Dodatkowego posmaczku całej tej sprawie nadaje fakt, że zgodnie z teriomorficznym charakterem większości bóstw egipskich, Set posiadał wygląd psa. Tymczasem, w objawionej Crowleyowi w 1904 roku Księdze Prawa pojawiało się mało zrozumiałe pytanie: Is it a God living in a dog?(„Czyż Bóg ma mieszkać w psie?”) I chociaż Księga Prawa odpowiadała na nie przecząco, nie rozwiązywało to zagadki wiążącej się z tą dziwną kwestią. Niektórzy interpretatorzy Crowleya, jak choćby znany w Polsce z trylogii Iluminatus, Robert Anton Wilson, odnoszą ten dziwny fragment Księgi Prawa do współczesnych mitów ufologicznych związanych z Syriuszem. Było nie było, Syriusz nazywany jest „psią gwiazdą”, a jego „podwójność” może łączyć go z bogiem Setem, uznawanym czasami za „mrocznego bliźniaka” Horusa, czyli w crowleyowskiej mitologii patrona nowej ery i jego religii, telemy. Wydaje się jednak, że jest to daleko posunięta nadinterpretacja myśli Crowleya, który sam odnosił ten fragment Księgi Prawa do prostej konstatacji, że boskość można osiągnąć tylko poprzez wyzbycie się zwierzęcości, a więc uniezależnienie się od warunków swego otoczenia.

Czemu jednak rytuał „Szafirowej Gwiazdy” nakazywał ofiarowywanie kobiecych i męskich fluidów seksualnych właśnie temu bogowi? Kenneth Grant z Tyfonicznego Ordo Templi Orientis sugeruje, że mogła to być ofiara z ego, ponieważ jego zdaniem Set jest Panem Inicjacji obejmującej unicestwienie ego, które w micie egipskim przyjmuje postać Ozyrysa. Tyle że w schemacie kabalistycznego Drzewa Życia Ozyrys, podobnie jak inni bogowie związani z kultem ofiarniczym (Adonis, Attis, Chrystus) plasuje się na poziomie sefiry tiferet. Ta zaś na pewno nie odpowiada „ego”, tylko temu co je przekracza, czyli „jaźni”. Można więc powiedzieć, że składana Setowi ofiara z nasienia i lubricatio jest ofiarą z „siebie samego”, z tego co w każdym człowieku jest najcenniejsze, z iskierki światła, który każdy z nas nosi w sobie (tiferet jest źródłem światła słonecznego). Dlaczego jednak składa się tę ofiarę, nadal pozostaje to tajemnicą.

Liber Agape, czyli Księga Miłości

Rytuał „Szafirowej Gwiazdy” czynił z seksu klucz do zrozumienia tajemnic magii, klucz, który otworzył przed Crowleyem drzwi do najwyższych zaszczytów w Zakonie Templariuszy Wschodu. W ciągu następnych kilku lat Crowley stał się niekwestionowanym przywódcą tego zakonu, a w 1922 roku, po śmierci Theodora Reussa, mógł to przywództwo potwierdzić oficjalnym tytułem. Sam trzon ezoterycznych nauk O.T.O stanowiły instrukcje, które Crowley napisał w latach 1913-14. Niektóre z nich, odnoszące się do VII i VIII stopnia O.T.O (a więc do panseksualizmu i magii masturbacyjnej) omówiliśmy w poprzednim artykule z tego cyklu. Najważniejszym jednak traktatem na temat magii seksualnej była Liber Agape, czyli „Księga Świętego Graala, w której jest mowa o winie spożywanym podczas sabatu adeptów”.

Liber Agape stanowiła tajemną instrukcję dla IX stopnia wtajemniczeń O.T.O. Cechował ją patetyczny, naszpikowany symboliką alchemiczną styl. W księdze tej, pod płaszczykiem rozważań o Jezusie Chrystusie i Trójcy Świętej, wykładane były podstawy magii seksualnej zakonu. W rzeczywistości, powtarzała ona zawartą we wcześniejszych instrukcjach O.T.O tezę o zasadniczej, seksualnej strukturze wszechświata. Crowley powiadał że u podstaw wszelkiego istnienia znajduje się akt płciowy. Tak więc, jak ludzie zawdzięczają swoje życie tylko miłości, tak też i bogowie stale kopulują, by świat mógł nadal istnieć. Rozważania te bliskie były tantryzmowi, ponieważ towarzyszyła im myśl, że świat cechuje zasadnicza jedność przeciwieństw, jedność, która ma charakter seksualny.

Crowley przestrzegał przed zbyt dosłownym rozumieniem symboli religijnych: „Uważaj, mój drogi braciszku, byś nie popadł w tarapaty rozmyślając nad tą Jednią. Albowiem pierwsza zasada zwykle pojawia się w różnych, przeciwstawnych formach. Mamy więc Ojca i Matkę, występujących pod różnymi postaciami. Dziś męskość przeciwstawiana jest kobiecości, choć w Tym Co Najwyższe nie ma podziału”. I tak punkt i okrąg, lingam i joni, róża i krzyż, jin i jang, iglica i nawa w rzeczywistości tworzą jedność, chociaż na pozór zdają się być rozdzielone. Ta sama prawda dotyczy trzech najistotniejszych par przeciwieństw: Boga i człowieka w Bogoczłowieku, podmiotu i przedmiotu w stanie samadhi oraz kobiecości i męskości w ludzkości. Parom tym, jak twierdzi Crowley, towarzyszy jednak zawsze trzeci element, bez którego żaden symbol nie może być pełen.

Tę troistość każdego symbolu dobrze wyraża symbol Trójcy Świętej, która dla Crowleya jest po prostu fallusem-pankreatorem, „stwarzającym wszystko członkiem”. W trójcy tej Ojciec to penis w erekcji, Syn to nasienie – produkt Jego działalności i nośnik Jego koncepcji, Duch zaś to zygota – idea w poczęciu (zjednoczenie tego, co męskie i żeńskie). Każdy z nich, w oderwaniu od pozostałych, jest niekompletny i tylko razem tworzą całość, która podtrzymuje świat przy istnieniu. Podobnie triadyczną formułę zachowują święte słowa różnych systemów inicjacyjnych: aryjskie AUM, gnostyckie IAO, chińskie TAO, różokrzyżowe INR, czy też wreszcie O.T.O – skrót od nazwy Ordo Templi Orientis. Nakreślony w ten sposób wizerunek świata tworzy z niego system fallocentryczny, w którym niewiele miejsca pozostaje dla kobiety. Naraża to Crowleya i jego epigonów na liczne oskarżenia o męski szowinizm, czy też nawet krypto-homoseksualizm (co jest ulubioną tezą lansowaną przez niemieckiego historyka okultyzmu, Petera Koeniga).

Kobieta, w systemie magicznym O.T.O pełni jednak bardzo istotną funkcję. Jest bowiem Siakti – partnerką maga, bez której żadna naprawdę istotna operacja magiczna nie mogła by się udać. I chociaż w kosmicznym porządku fallusa jej miejsce znajduje się dopiero na poziomie Ducha, gdzie łączy się w zygocie z „męską ideą”, to jednak bez niej nie jest możliwe poczęcie, zwieńczenie owej idei, a więc i samo życie.

W crowleyowskich rozważaniach na temat magii seksualnej bardzo widoczne są sprzeczności charakteryzujące jego myśl. Z jednej bowiem strony, Księga Prawa wyznaczała mu rolę Bestii – niszczyciela starego porządku świata, który mógł zbudować nowy ład tylko przy pomocy Szkarłatnej Kobiety, Babalon. Z drugiej jednak strony, na kształt ideowy Zakonu Templariuszy Wschodu składały się dziewiętnastowieczne doktryny różokrzyżowe i masońskie, które nie dopuszczały kobiet do najwyższych wtajemniczeń. Crowley musiał tę sprzeczność jakoś rozwiązać, a jedyne wyjście z tej sytuacji widział w stworzeniu systemu fallocentrycznego, w którym kobieta, jakkolwiek niezbędna w dziele tworzenia i niszczenia, była tylko dopełnieniem mężczyzny. Należy przy tym pamiętać, że zręby ideowe crowleyowskiej magiji seksualnej powstawały w czasie, kiedy kobiety dopiero co walczyły o prawa wyborcze, a religia była postrzegana jako oręż zaprowadzania ojcowskiej woli.

Księga Prawa i tajemne instrukcje O.T.O umiejscawiały kobietę w zupełnie innym porządku makro- i mikrokosmicznym. I choć nadal była ona fantazmatem mężczyzny, produktem jego niespełnionych fantazji, nie sposób nie dostrzec znacznie szerszej sfery swobód, jakie mogła w ramach tych fantazji realizować. W obiegowej opinii przyjęło się traktować tantryczne systemy hinduizmu i buddyzmu jako miejsca, w których w sposób idealny realizowane jest równouprawnienie kobiet i mężczyzn. Wystarczy jednak wnikliwie przeczytać teksty niektórych tantr, by zauważyć że i one przedstawiają świat zwykle z męskiej perspektywy. Siakti rzadko kiedy jest stroną dominującą, albowiem zgodnie z tradycją kobieta jest partnerką mężczyzny, a nie na odwrót. Nie będzie przesadą twierdzenie, że Crowley znajdował się pod dużym wpływem tantryzmu, a jego system magiji seksualnej w dużej mierze z niego korzystał. Było jednak coś, co w znacznym stopniu odróżniało jego magiję seksualną od tantryzmu. Tym czymś była wiara w magiczną moc sakramentu złożonego z męskich i kobiecych płynów seksualnych.

Liber Agape oraz komentujący ją traktat De Arte Magica zawierały szczegółowe wskazówki dotyczące „produkcji i spożywania” tego sakramentu. Przestrzegały też, że praktyka ta jest zastrzeżona dla osób, które przeszły długi i mozolny trening magiczny, w ramach którego opanowały wszelkie swoje słabości i nauczyły się pracować nad energiami. Samą operację magiji seksualnej miał poprzedzać celibat, traktowany tu jako powstrzymywanie się od takiej aktywności seksualnej, która nie jest poświęcona celom duchowym. W istocie, tę formę „seksualnej czystości” musieli zachowywać wszyscy członkowie zakonu, którzy wraz z wtajemniczeniem na VII stopień O.T.O poznali arkana magiji seksualnej.

Operację należało wykonywać w kręgu magicznym, a towarzyszyć jej miała stała myśl o celu, który jej przyświeca. Na siedem godzin przed jej rozpoczęciem adept rozpoczynał modły do Boga Troistego, którym w tym wypadku był zapewne fallus, bądź to pod postacią figurki religijnej, bądź też w bardziej prozaicznej, organicznej formie. Musiał też powstrzymywać się od obżarstwa i przynajmniej na trzy godziny przed samą operacją nic nie jeść. Ten krótki post nie obejmował wszakże wina i „ciasteczek światła”, które wolno mu było zażywać do woli przed rytuałem.

Po takich przygotowaniach mag wkraczał do kręgu ubrany zwykle w fioletową szatę, gdzie przez równo godzinę kochał się ze swoją partnerką, powtarzając cały czas następująco brzmiący „Hymn do Wenus”:

Tu Venus orta mari venias tu filia Patris,

Exaudi penis carmina blanda, precor,

Ne sit culpa nates nobis futuisse viriles,

Sed caleat cunnus semper amore meo.

Im dłużej trwał stosunek, tym szybciej i rytmiczniej miała przebiegać inkantacja. Wieńczył ją orgazm, który Księga Miłości nazywała „Ofiarą Mszy”. Po zakończonym stosunku, kochankowie spożywali powstałą w wyniku tej operacji mieszaninę męskich i kobiecych płynów płciowych, co też mieli czynić z wielką uwagą, albowiem jak głosiła instrukcja: „Eliksir jest ziarnem życia. Z tej oto racji, choć jest on najpotężniejszą, najbardziej błyskotliwą rzeczą, jaka istnieje w całym Wszechświecie, samą Zjawą Naszego Boga-Słońca, jest on także najdelikatniejszą i najwrażliwszą spośród wszystkich rzeczy”.

Subtelności dotyczące tego rytuału nie ograniczały się tylko do kwestii „sakramentu”. Crowley najwyraźniej przeżywał poważne rozterki związane z chęcią włączenia do tego rytuału praktyk nieco odchodzących od normalnego seksu. I tak, pierwsze wyzwanie wiązało się z homoseksualizmem, który sam uważał za wyższą (sic!) formę magiji seksualnej. Z tej właśnie racji praktykom homoseksualnym poświęcił XI stopień O.T.O. Co się zaś tyczy praktyk związanych z IX stopniem wtajemniczenia, postanowił że mogą one dotyczyć stosunków z partnerem tej samej płci, pod warunkiem że jest to mężczyzna. Łączyło się to zapewne z jego wiarą w wyższość męskich fluidów seksualnych nad kobiecymi, które uważał za same w sobie bezużyteczne. Podobnie przychylną opinię wydał odprawianiu rytuału magiji seksualnej podczas menstruacji, powołując się tutaj na samych alchemików, którzy wyznawali wyższość „czerwonej tynktury” nad „białą”. Twierdzenia ich przyjmował jednak tylko na wiarę, ponieważ jak sam pisał w traktacie De Arte Magica „nikt ich jak dotąd nie udowodnił”. Może to oznaczać, że do 1914 roku, czyli do chwili spisania tej instrukcji, Crowley nie wykazywał zainteresowania tą formą magiji seksualnej. Czyżby zadziałał tu strach przed „krwawiącymi kobietami”, tak dobrze znany nam z opisu kultur pierwotnych i utrwalany w wielu religiach?

Homunkulus, czyli przepis na magiczne dziecko

Nasze pobieżne omówienie zasad magiji seksualnej praktykowanej przez Zakon Templariuszy Wschodu i jego przywódcę byłoby jednak niekompletne, gdybyśmy nie zwrócili uwagi na pewne krótkie, choć bardzo interesujące dziełko traktujące „O homunkulusie”. Traktat „De Homunculo” powstał w 1914 roku, a jego przedmiotem był opis praktyk mających na celu stworzenie sztucznego człowieka, czyli tzw. „magicznego dziecka”. Ta niezwykła idea, antycypująca nowoczesne bio-technologie, pojawiła się po raz pierwszy na początku naszej ery, kiedy to pewien pisarz chrześcijański oskarżył gnostyckiego mędrca, Szymona Maga o stworzenie takiej istoty przy pomocy instrumentu przypominającego stosowane w medycynie bańki. Szymon Mag miał złapać do takiej bańki ducha zmarłego chłopca, po czym przemienić go kolejno w: powietrze, wodę, krew i ciało. Najbardziej szczegółowy opis produkcji homunkulusa przedstawił jednak słynny lekarz i alchemik, Paracelsus. Obejmował on włożenie nasienia ludzkiego do zapieczętowanej retorty, którą należało umieścić w gorącym, fermentującym nawozie końskim na okres czterdziestu dni. Po upływie tego czasu w retorcie powinien wykształcić się ludzki embrion, który trzeba było odżywiać ludzką krwią przez kolejne czterdzieści dni. Dopiero po tym okresie embrion miał przekształcić się w dziecko, które na zewnątrz niczym się nie różniło od innych dzieci.

Crowley, oczywiście, znał te wszystkie legendy, chociaż wątpliwe jest by dawał im wiarę. Zależało mu bardziej na stworzeniu czegoś, co „chociaż nie będzie prawdziwym homunkulusem, to jednak pełnić będzie przypisywane mu funkcje”. W tym celu powstał traktat „O homunkulusie”, który był drugą po Liber Agape instrukcją obowiązującą inicjowanych na IX stopień w O.T.O.

Otwierał go rozdział poświęcony naturze homunkulusa. Można się było z niego dowiedzieć, że: „Homunkulus jest to żywa istota wyglądająca jak człowiek i posiadająca te same cechy, które odróżniają człowieka od zwierzęcia, czyli intelekt i mowę. Tym niemniej, ani jego sposób poczęcia ani narodziny nie przypominają tego, co dzieje się z człowiekiem, albowiem nie zamieszkuje go dusza ludzka”.

Następnie, Crowley przechodził do omówienia doktryny reinkarnacyjnej, której zrozumienie było niezbędne dla owocnego przeprowadzenia operacji mającej na celu stworzenie homunkulusa. Wynikało z niej że dopiero mniej więcej w trzecim miesiącu ciąży płód nabywa duszę, która jest wypadkową dwóch czynników: karmy i przeznaczenia. O ile jednak crowleyowskie rozumienie karmy praktycznie nie różniło się od swej klasycznej, hinduistycznej wykładni, o tyle dość wyjątkowe było jego rozumienie przeznaczenia. Crowley odnosił się do niego jako do pewnej „naturalnej tendencji”, która istnieje w człowieku i jest przez niego dziedziczona. Można więc powiedzieć, że ta naturalna tendencja oznaczała pewne dziedzictwo genetyczne, które dopiero w połączeniu z karmą, czyli dziedzictwem duchowym, składało się na całokształt człowieka. Jak twierdził Crowley, w przypadku złego dopasowania tych dwóch czynników, ciąża mogła zakończyć się poronieniem, narodzinami martwego płodu, czy też „narodzinami idioty”. Ten ostatni przypadek zdarzał się wtedy, gdy płód brała we władanie jakaś głupia, nieludzka istota, bądź też duch człowieka o niezwykłej karmie.

Wynikały z tego daleko idące konsekwencje. Wystarczyło bowiem powstrzymać ludzkie ego przed wcieleniem się w płód i wprowadzić weń jakiegoś żywiolaka lub ducha planetarnego, by przyszły noworodek mógł służyć celom wyznaczonym przez maga. Wiązało się to jednak z pewnymi kłopotami. Operacja ta mogła udać się tylko wtedy, gdy odpędzane przez maga ego nie posiadało zbyt wielkiej siły duchowej. W innym przypadku, wszelkie wysiłki zdawały się daremne. Po drugie, mag musiał uważać, jaką istotę pragnie inkarnować w ludzkim ciele, tak by jej charakter nie kłócił się z cechami dziedzicznymi tego ciała. Istota o wątłej posturze nie nadawała się przecież do inkarnacji ducha marsowego, podobnie jak dziecko szpetnych rodziców nie mogło służyć za pojazd ducha Wenus. Po rozważeniu tych wszystkich kwestii można było przejść do operacji magicznej.

Sama operacja generowania homunkulusa składała się z trzech faz. Pierwsza z nich obejmowała stosunek seksualny, którego celem było spłodzenie magicznego dziecka. W tym celu, mag musiał dobrać takich partnerów seksualnych, którzy pod względem astrologicznym sprzyjali by spłodzeniu istoty o pożądanej przez niego naturze. Jeśli więc cechą przyszłego homunkulusa miała by być dobroczynność, partnerzy ci powinni mieć w swoich horoskopach Jowisza wznoszącego się w znaku Ryb, dobrze zaspektowanego ze Słońcem, Wenus i Księżycem. Podobnie, świątynia, gdzie odbywał się ów akt magicznej kopulacji, musiała być wystrojona w symbole odpowiadające naturze ducha, który miał inkarnować się w ludzkim ciele. Wszystko powinno być zaaranżowane w taki sposób, by przypominać partnerom seksualnym o celu ich operacji.

Po zakończonym stosunku, kobietę zabierano do specjalnie przygotowanego w tym celu miejsca, które powinno znajdować się gdzieś z dala od ludzi po to, by przypadkiem nie zabłąkała się do niego jakaś dusza ludzka szukająca nowego ciała do wcielenia. Kobietę umieszczano w wielkim kręgu magicznym, którego nie wolno jej było opuszczać. Mag musiał pamiętać o tym, by pięć do siedmiu razy dziennie wykonywać w tym kręgu rytuał odpędzenia wszystkich sefir, ze szczególnym uwzględnieniem sefiry keter. Kobieta zaś przez cały ten czas rozmyślała nad naturą swej operacji oraz obrazem ducha, który miał wcielić się w noszony przez nią płód. Pomagał jej w tym wystrój świątyni, palone kadzidła oraz książki – wszystkie poświęcone temu jednemu duchowi. Na dodatek, dwa razy dziennie mag wykonywał ewokację danego ducha, umieszczając przyszłą matkę w trójkącie magicznym (raz podczas jej snu, raz podczas jawy). Gdy zaś już zbliżał się czas rozwiązania, powinien zadbać o to, by poród odbył się w czasie harmonizującym z celem operacji.

W ten sposób narodzone dziecko musiało być poświęcone, oczyszczone i konsekrowane zgodnie z formułą planety, żywiołu i znaku wcielonej w niego istoty. Mogło wtedy spełniać funkcje, do jakich zostało przez maga wyznaczone. A tym samym stanowiło spełnienie wiecznego snu o boskości, jaki nawiedzał ludzkość od najdawniejszych czasów. Marzenie to nie obce było samemu Crowleyowi, czemu dał wyraz w napisanej w 1917 roku powieści pt. Moonchild (Księżycowe Dziecko). Moonchild jest opowieścią o walce dwóch bractw, dobrych i złych magów, których celem jest przeciągnięcie na swoją stronę dziewczyny mającej być matką dla magicznego dziecka. Historia ta, jakkolwiek sfabularyzowana, w wielu miejscach oparta jest na autentycznych faktach. Występują w niej bohaterowie mający swe odpowiedniki w postaciach związanych z biografią Crowleya. Sama też wojna magów odnosi się do autentycznego faktu historycznego. Nie wiadomo jednak na ile autentyczny, na ile zaś fikcyjny jest sam opis operacji „księżycowe dziecko”, której celem było stworzenie homunkulusa. Tą kwestią zajmiemy się w następnym odcinku naszego cyklu poświęconym Szkarłatnym Kobietom w życiu Crowleya.

„ANTYCHRYST, SEKS I KOSMICI”

W „Objawieniu św. Jana”, tej najposępniejszej i najbardziej malowniczej świętej księdze chrześcijan, nazywanej potocznie Apokalipsą, znajduje się opis nadejścia Antychrysta, który wyłoni się pod koniec dziejów i pogrąży ludzkość we krwi i płomieniach. Zanim do tego dojdzie, pojawią się na Ziemi inne istoty, które przyszykują grunt pod jego nadejście. Będą to fałszywi prorocy religijni, siejący materializm, zwątpienie i rozprzężenie seksualne. Poprowadzi ich Bestia, której liczbą jest 666, dosiadana przez kobietę odzianą w purpurę i szkarłat, trzymającą „w ręce złoty puchar pełen obrzydliwości i brudów swego nierządu”. Rozegra się wtedy wielka bitwa między siłami Bestii a tymi, którzy staną po stronie Chrystusa, krwawa bitwa zakończona rzecz jasna zwycięstwem sił dobra i powtórnym nadejściem Zbawiciela.

Na pozór nie ma w tej wizji nic, czego nie znalibyśmy z telewizji i mitów kultury masowej. Ot, jeszcze jeden western, w którym ścierają się „dobrzy i źli faceci”, zwieńczony happy endem w postaci zwycięstwa dobrego szeryfa. A jednak, Apokalipsa to coś więcej niż tylko jeszcze jedna klisza wyświetlonych rojeń ludzkich o wiecznej bitwie między dobrem i złem. To księga prorocka, plastyczna wizja „tego, co ma nadejść”, zawierająca złożoną strukturę symboli, których nie da się dosłownie odczytać. Albowiem przy głębszym odczytaniu okazuje się, że liczba 666 w języku hebrajskim odpowiada słowu „Mesjasz”, co czyni z apokaliptycznej Bestii partnera Chrystusa w dziele Zbawienia. Aż chce się zacytować znanego trójmiejskiego poetę: „Orgazm to do siebie ma, nie ma dobra ani zła”. Być może więc jeden z ukrytych w Apokalipsie przekazów powiada, że trzeba wyjść poza dobro i zło, żeby osiągnąć wyzwolenie. Nie należy się wszakże łudzić, że wujek Nietzsche inspirował się wizją biblijną. Jedno jest pewne, z wszystkiego można odczytać to, co się chce.

Tymczasem, Apokalipsa to również wizja prorocza zapowiadająca kres dziejów, wizja, która według wielu spełnia się w naszych czasach. Oto bowiem rozpada nam się świat porządku i harmonii, ta stara struktura, którą w dawnych czasach nazywano kosmosem, a w miejsce ładu pojawiają się różnorodne przebłyski chaosu i żaden z nich nie króluje nad innymi. Jest również zapowiadany materializm i hedonizm, brakuje wszakże Antychrysta i jego zastępów, choć nie jest to wcale takie pewne, ponieważ złowieszcze widmo zaczyna krążyć po świecie przybierając kształt Niezidentyfikowanych Obiektów Latających.

Codziennie, w wielu punktach na świecie, notowane są kolejne doniesienia o inwazji kosmitów na Ziemię. Domorośli obserwatorzy i bogu ducha winni ludzie zauważają ślady obecności obcych, czasem w postaci latających spodków, innym razem w postaci przebłysków i zaburzeń atmosferycznych. Są również tacy, którzy co jakiś czas porywani są przez szarych humanoidów, którzy w odróżnieniu od miłych zielonych ludzików z bajek i podań ludowych, nie są wcale mili i poddają ich okrutnym eksperymentom. Niezależnie od tego, co by się o tych zeznaniach sądziło, faktem jest, że setki tysięcy ludzi na Ziemi doznało obecności „obcych istot na Ziemi”. Pozostaje tylko nie rozstrzygnięte, kim są ci „obcy”.

Robert Anton Wilson proponuje kilka możliwości:

a) Pierwsza z nich zakłada, że „obcymi” mogą być nasi potomkowie, którzy za kilkaset lat rozwiną na tyle technologię, by móc się przemieszczać w czasie. Wygląd „kosmitów” sugeruje duże prawdopodobieństwo tego rozwiązania. Przypominają oni ludzi, choć są znacznie mniejsi, chudsi i obdarzeni nieproporcjonalnie wielkim głowami. Naukowcy są zgodni, co do tego, że w przyszłości mniej więcej tak będą wyglądać ludzie.

b) W drugą hipotezę wierzą ci, którzy „mieli kontakt z UFO” oraz wyznawcy różnych kultów ufologicznych. Powiada ona, że „obcy” są przybyszami z kosmosu, którzy przylecieli bądź powrócili na Ziemię w dobrych lub złych celach. Istoty te są wyżej od nas cywilizowane i pochodzą z odległych planet, wśród których najczęściej wymienianą jest Syriusz.

c) Jest również możliwe, że „obcy” wcale nie są na tej Ziemi tacy obcy, lecz zamieszkują ją na równi z nami. Są oni dla nas niewidzialni i tylko czasami przejawiają się nam w widzialnej formie. W dawnych czasach nazywano ich aniołami, demonami, żywiolakami, „zielonymi ludzikami”.

d) Ostatnia hipoteza powiada, że „obcy” to nieznane części naszego systemu nerwowego, które pojawiają nam się w chwilach zwiększonych napięć nerwowych. Ku tej możliwości skłaniał się Karl Gustaw Jung, który twierdził, że UFO to znak naszych czasów pełnych napięć i chaosu.

Pozostaje wszak jeszcze jedna możliwość, powiadająca że UFO nie wzięło się znikąd, lecz zostało sprowadzone na Ziemię w wyniku działań okultystycznych. W hipotezie tej splata się motyw apokaliptyczny z wątkiem ufologicznym. Mowa tu o Operacji Babalon, którą na początku 1946 roku przeprowadzili Jack Parsons, L. Ron Hubbard i Marjorie Cameron. To działanie magiczne miało na celu spłodzenie Antychrysta i choć w tym przypadku jego uczestnicy wykazali brak diabelskiego nasienia, to jednak tuż po nim zaczęły pojawiać się na niebie Niezidentyfikowane Obiekty Latające.

Główny pomysłodawca tego rytuału, John Whiteside (Jack) Parsons, w życiu zawodowym zajmował się fizyką doświadczalną i należał do najwybitniejszych na świecie specjalistów od paliwa rakietowego. Jego zasługi dla nauki były na tyle nieocenione, że dla ich upamiętnienia jego nazwiskiem nazwano krater na księżycu. Parsons był szczęśliwcem. Urodził się w bogatej rodzinie. Obdarzony był niezwykłym talentem i urodą, która przyciągała do niego liczne kobiety. W młodym wieku zatrudniono go w Jet Propulsion Laboratory, najbardziej prestiżowym i najlepiej wyposażonym amerykańskim laboratorium badawczym. Był cenionym naukowcem i szczęśliwym małżonkiem. Na dodatek, po śmierci ojca otrzymał spadek w postaci olbrzymiego domu w kalifornijskim mieście Pasadena.

Tyle że Parsons prowadził podwójne życie. A swoje natchnienie do pracy naukowej czerpał z magii. Jak pisze angielski badacz okultyzmu, Michael Staley, „Parsons nawiązał związki z O.T.O. i A.’.A.’. w grudniu 1938 roku podczas wizyty w kalifornijskiej loży O.T.O, zwanej Lożą Agape. Do tej świątyni zabrał go jeden z kolegów z pracy. W tym czasie Loża Agape urządzała cotygodniowe pokazy crowleyowskiej Mszy Gnostyckiej, traktując je zarówno jako rodzaj sakramentu jak i sposób na rekrutację nowych członków. Lożę tę założył w połowie lat dwudziestych uciekinier z Anglii, Wilfred T. Smith, który przez wiele lat utrzymywał kontakt z kanadyjskim uczniem Crowleya, Charlesem Stansfieldem Jonesem i był przez samego Crowleya bardzo ceniony. Niedługo jednak trwał ten stan, gdyż z biegiem czasu amerykańska loża O.T.O przestała się rozwijać, co było nie po myśli Crowleya, który obwiniał Smitha za powstałą stagnację”. Nie będzie zatem przesadą powiedzieć, że zanim jeszcze w 1939 roku Parsons wraz ze swoją żoną Helen przystąpili do Loży Agape, stosunki między Crowleyem a Smithem uległy wyraźnemu ochłodzeniu.

Wieść o nowym uczniu w USA dość szybko dobiegła do Crowleya. Parsons był pomysłowy i rzutki, a jego posiadłość szybko została przerobiona na świątynię magiczną zakonu. Dzięki bujnemu życiu towarzyskiemu i wpływom jakie posiadał w kalifornijskim światku artystycznym, do amerykańskiej loży O.T.O nagle zaczęli wstępować nowi, utalentowani członkowie. Niemałym rozgłosem cieszyły się tez jego operacje na tzw. planie astralnym. Wszystko to wywierało na Crowleyu duże wrażenie. Nic więc dziwnego, że ów przebiegły mędrzec szybko powziął zamiar uczynienia z Parsonsa głównej postaci amerykańskiego O.T.O.

W tym celu posłużył się podstępem i wykorzystując naiwność Smitha, napisał do niego list, w którym zalecał mu udanie się na „emeryturę magiczną” i zrzeczenie się szefostwa na rzecz Parsonsa. List zatytułowany był „Czy Smith jest Bogiem?”. Crowley pisał w nim, że Smith nie jest człowiekiem, lecz wcieleniem pewnego bóstwa. Musi zatem udać się na odosobnienie magiczne, by w samotności rozwijać swoją boskość. Po takim wstępie, Smith ochoczo ustąpił ze swego stanowiska i dzięki temu Crowley pozbył się swego niemrawego acz rozpustnego namiestnika, który w tym czasie zdołał już uwieść żonę Parsonsa.

Na skutek tych machinacji Parsons objął we władanie kalifornijską lożę O.T.O i mógł przystąpić do realizacji swoich planów magicznych. Uregulował też swoje życie osobiste, biorąc sobie za partnerkę siostrę swej żony, Betty, której przyrzekł, że może oddawać się miłości z każdym, z kim zechce. Odtąd całe życie Parsonsa podporządkowane było przygotowaniom do rytuału, którego celem było spłodzenie Antychrysta z łona kobiety. Rytuał ten, którego bardziej wyrafinowaną formę zawiera tajemna instrukcja O.T.O dla stopnia IX, Parsons wyczytał z jednej z ksiąg Crowley, powieści pt. Księżycowe Dziecko. Lektura tego dzieła tak mocno nim wstrząsnęła, że poprzysiągł sobie odnaleźć odpowiedniego asystenta, który by kontrolował moce wyzwolone podczas tej praktyki oraz partnerki, Szkarłatnej Kobiety, z którą mógłby spłodzić Bestię. Asystenta wybrał spośród licznych artystów odwiedzających jego dom. Został nim młody, nieznany pisarz science-fiction, L. Ron Hubbard.

Obaj panowie przeprowadzili w dniach od 4 do 15 stycznia 1946 roku skomplikowany rytuał inkantacji, w trakcie którego Parsons przywoływał demoniczne moce Babalon – Wielkiej Nierządnicy Babilonu, a Hubbard spisywał pojawiające się zjawiska. Pierwsze dni nie wskazywały na nic, co mogłoby świadczyć o obecności mocy ponadzmysłowych. Rozpętała się jedynie burza, przez którą w domu Parsonsa wysiadła elektryczność. Lecz dnia 14 stycznia, kiedy już obu ogarnęło zwątpienie, nagle zaczęły pojawiać się dziwne znaki. Niespodziewanie i znienacka coś pchnęło Hubbarda w prawe ramię, wytrącając mu świecę z ręki. Przerażony obecnością obcej mocy przywołał Parsonsa, a wtedy obaj ujrzeli dwumetrową smugę światła barwy żółtobrązowej. Parsons skierował ku niej swój magiczny miecz i smuga zniknęła, lecz ręka Hubbarda pozostała sparaliżowana do następnego dnia. Dla Parsonsa był to znak nawiązania kontaktu z magicznymi mocami kosmosu.

Następne dni przyniosły dalsze oznaki obecności sił magicznych niewiadomego pochodzenia. Hubbard doznał wizji dawnego wroga Parsonsa, który pragnął zakłócić ich działania przy pomocy czarnej magii. Obaj dżentelmeni uporali się z tym kłopotem, lecz atmosfera stawała się napięta, ponieważ Hubbard uwiódł obecną kochankę Parsonsa, siostrę jego żony. Jack Parsons potrzebował w tej sytuacji samotności, więc udał się na pustynię przywoływać moce bogini Babalon, stanowiącej w crowleyowskiej mitologii odpowiednik apokaliptycznej Wielkiej Nierządnicy Babilonu. W ciągu tych kilku dni spędzonych na pustyni otrzymał przekaz Księgi Babalon, która miała stanowić proroctwo nadejścia Antychrysta. Według tej księgi pełnej bluźnierczych, złowieszczych zaklęć i proroctw, Antychryst miał zstąpić z odległych kosmicznych krain w ciało Szkarłatnej Kobiety, nierządnej i wolnej od trosk. Intelektem i wymową miał przypominać człowieka, lecz jego wnętrze miało zawierać w sobie tajemne, ponadludzkie moce. Według Parsons, spłodzenie Antychrysta było koniecznym warunkiem dla zaistnienia nowej ery, która miała położyć kres chrześcijaństwu. Skoro bowiem dzieje chrześcijaństwa liczy się od narodzin Chrystusa, nic nie przerwie biegu jego dziejów, jak tylko narodziny Anty-Chrystusa.

Parsons nie musiał długo czekać na pojawienie się Szkarłatnej Kobiety. Po powrocie do Pasadeny, zastał przed swoimi drzwiami ponętną, młodą dziewczynę, o rudych włosach i błyszczącym spojrzeniu. Nazywała się Marjorie Cameron i była aktorką z awangardowego teatru. Cameron nie dość, że była piękna i odważna, to na dodatek gotowa była oddać się wyczerpującym rytuałom seksualnym. Parsons pisał w liście do Crowleya: „Mam swojego żywiolaka! …Tak jak powinna, posiada rude włosy i skośne, zielone oczy”. Jego guru nie był jednak najwyraźniej zadowolony. Pisał do przywódcy O.T.O w Ameryce, Karla Germera: „Najwyraźniej Parsons… i ktoś jeszcze chce spłodzić „księżycowe dziecko”. Dostaję białej gorączki, gdy myślę o idiotyzmie tych prostaków”.

Tymczasem, Parsons i jego współpracownicy zabrali się do dzieła. Hubbard założył białą szatę i wziął w ręce lampę. Natomiast, Parsons ubrany w czarny, zakapturzony strój z pucharem i sztyletem wznosił inwokacje do Babalon. Dla odpowiedniego nastroju obaj magowie postanowili włączyć mroczną muzykę Prokofiewa i Rachmaninowa.

Kulminacyjny moment rytuału nastąpił dnia trzeciego, kiedy to Pasons w spazmach rozkoszy odprawił wielki rytuał sprowadzenia Antychrysta. Rytuał ten odbył się w dymie kadzideł i magicznym kręgu, a jego podstawowym instrumentem była Marjorie Cameron. W miłosnym krzyku i uniesieniu, magiczni kochankowie dokonali cudu na ziemi. Przynajmniej tak im się wydawało. Marjorie poczuła w sobie embrion Antychrysta.

Parsons nie mógł otrząsnąć się z radości. Pisał do swego mistrza radosne listy, zwiastujące nadejście Bestii, lecz miesiące mijały, a dziecko nadal się nie rodziło. W tej sytuacji sam przyjął ślubowanie Antychrysta i w manifeście pt. Księga Antychrysta ogłosił się apokaliptyczną Bestią nowej ery. Jest to na tyle krótkie, a ciekawe dziełko, że warto je tutaj przytoczyć w całości:

Manifest Antychrysta

Czyń swoją wolę niechaj będzie całym Prawem.

Ja, BELARION, ANTYCHRYST, w 1949 roku panowania na Ziemi Czarnego Bractwa nazywanego chrześcijaństwem, ogłaszam swój manifest dla wszystkich ludzi, by ogłosić co następuje:

Koniec kłamstw, oszustw i obłudy chrześcijaństwa. Koniec panowania cnót służalczych i zabobonnych ograniczeń. Koniec moralności niewolników. Koniec pruderii i wstydu, poczucia winy i grzechu, albowiem wszystko to są to tylko pokłosia jedynego złą na Ziemi, jakim jest strach.

Koniec z wszelkimi autorytetami, które nie opierają się na odwadze i męstwie, z władzą kłamliwych księży, sprzedajnych sędziów, oszczerczej policji, a także

Koniec z podlizywaniem się motłochowi, popieraniem miernoty i wynoszeniem na piedestał głupców.

Koniec z ograniczeniami i zakazami, albowiem obalam je ja, Antychryst, głosząc wam Słowo BESTII 666, które brzmi: „Nie ma innego prawa poza Czyń swoją wolę”.

A zatem ja, BELARION, ANTYCHRYST, podnoszę swój głos i wypowiadam proroctwo:

Przyniosę wszystkim ludziom prawo BESTII 666, którym podbiję świat.

A w ciągu siedmiu lat od tego czasu pojawi się wśród was BABALON, SZKARŁATNA KOBIETA HILARION i dopełni mego dzieła.

A wtedy skończą się rządy przymusu, zakazów, fałszywego prawa i w ciągu dziewięciu lat Ameryka jako pierwsza przyjmie prawo BESTII 666. A wszyscy, którzy zaakceptują mnie jako ANTYCHRYSTA i przyswoją sobie prawo BESTII 666, napełnią się radością przewyższającą tysiąckrotnie udawane radostki fałszywych świętych. I w moim imieniu dokonywać będą cudów i wprawiać w zakłopotanie naszych wrogów tak że żaden z nich się nie ostanie.

Dlatego też ja, ANTYCHRYST, przyzywam tu wszystkich wybranych spośród ludzi, by przybyli tu w imię wolności i położyli kres tyranii Czarnych Braci.

Poświadczam to swoją ręką i pieczęcią […] dnia miesiąca […] 1949 roku, który jest 4066 rokiem BABALON.

Miłość jest prawem, miłość podług woli.

Belarion, Antychryst

Mimo tak podniosłych słów, godnych przyszłych rewolucjonistów spod sztandarów kontrkultury, Jack Parsons nie był w stanie dopełnić swego dzieła. Widać, frustracje życiowe nie sprzyjały jego misji. Jego najbliższy współpracownik, L. Ron Hubbard wyłudził od niego wszystkie pieniądze i uciekł z jego kochanką, Betty, przez co Antychryst musiał żyć w ubóstwie, zadawalając się jedynie wciąż mocną pozycją naukową. Lecz wkrótce i ona legła w gruzach, kiedy we wrześniu 1950 przestał pracować dla firmy lotniczej w związku z pewną aferą szpiegowską. A jednak życie zgotowało mu jeszcze bardziej okrutny los. Gdy latem 1952 roku przeprowadzał się wraz z Marjorie do chatki wynajętej w Meksyku, planując stworzenie tam nowego zakonu magicznego, upuścił fiolkę z materiałem wybuchowym i wysadził się w powietrze. Niektórzy widzieli w tym smutnym wydarzeniu spisek członków niechętnej Parsonsowi sekty scjentologicznej. Inni doszukiwali się w jego gwałtownej śmierci znamion popędu destrukcji, który był w nim tak silnie obecny. Tak, czy inaczej, Jack Parsons zmarł śmiercią niezwykłą, jak na człowieka, który całe swe dorosłe życie spędził w laboratorium. Taki był los czarnoksiężnika, któremu diabeł skręcił kark.

Pozostali uczestnicy Operacji Babalon żyli długo i szczęśliwie. Marjorie Cameron grała w licznych filmach i sztukach awangardowych. Wystąpiła między innymi w słynnym filmie Kennetha Angera z 1954 roku, „Inauguration of the Pleasure Dome”, gdzie zagrała rolę Szkarłatnej Kobiety, partnerki Apokaliptycznej Bestii 666. Nic więc dziwnego, że Anger zadedykował ten film Crowleyowi. Dodatkowego posmaczku całej historii nadaje fakt, że Cameron zagrała w nim również rolę bogini Kali, ciemnej, gwałtownej i krwiożerczej partnerki hinduistycznego boga-niszczyciela, Sziwy. I do końca życia pozostała hollywoodzką femme fatale, mroczną, pociągającą stroną tego imperium zmysłów.

Bardziej komercyjną karierę zrobił asystent Parsonsa, L. Ron Hubbard. Przeszedł do historii jako założyciel i guru Kościoła Scjentologii, najprężniej rozwijającego się oraz najbardziej atakowanego przez mass media nowego ruchu religijnego. Hubbard opracował własny system psychologiczny, nazywany dianetyką, a czerpiący liczne techniki psychoterapeutyczne z psychoanalizy, buddyzmu tybetańskiego i magii Crowleya.

Czy zatem rytuał sprowadzenia Antychrysta zakończył się niepowodzeniem? Niekoniecznie. Niektórzy znawcy okultyzmu twierdzą, że na skutek operacji Babalon powstała w kosmosie luka, przez którą zaczęły przybywać na ziemię Niezidentyfikowane Obiekty Latające. Nie wiadomo, ile w tym prawdy, choć jakaś nowa jakość na pewno pojawiła się w tamtych czasach. Być może była to furtka w wyobraźni, albo też dawne demony przyjęły postać „obcych”. Faktem jest, że UFO naprawdę zaczęło pojawiać się dopiero po 1946 roku, a jednym z pierwszych świadków jego obecności była Marjorie Cameron.