Okultystyczne Drzewo Życia – znaczenie

Dodaj komentarz

Drzewo śycia to jeden z podstawowych mitologemów wielu kultur świata. Nie jest zatem
moŜliwe opisać go w krótkim szkicu, dlatego teŜ poprzestaniemy na próbie zmierzenia się
tylko z jednym z aspektów tego motywu – mianowicie z aspektem Drzewa śycia jako drzewa
karmiącego. To i tak szeroki temat, a jeszcze mimo uczynionego zastrzeŜenia, słów parę
trzeba powiedzieć o najszerszych konotacjach związanych z obrazem mitycznego Drzewa.
Drzewo śycia jest związane z tymi opowieściami mitycznymi, które uwypuklają sferyczną
budowę kosmosu z jego podstawowymi trzema strefami: niebiosami, światem ziemskim i
wreszcie podziemiem, które wertykalnie rzecz ujmując, odpowiadają konarom, pniowi i
korzeniom kosmicznego Drzewa. Tak więc Drzewo pełni rolę axis mundi, która moŜe być
przejmowana przez Górę Kosmiczną czy Filar; te ostatnie mają wtedy dodatkowy sens — są
wspornikami niebios.

Ale jednocześnie Drzewo, przechodząc przez wszystkie sfery, jest łącznikiem między
światami, to dzięki niemu moŜliwa jest między nimi mediacja, i właśnie dlatego drzewa jako
„byty” mediacyjne są wybierane przez bóstwa za miejsca swych objawień. Ten punkt
uporządkowanego świata, który opiera się na kosmicznym Drzewie jest jednocześnie centrum
uniwersum. A przecieŜ to w centrum zrodził się świat, a tam gdzie rodzi się świat, ten
prawdziwy, święty — tam musi pojawić się raj…

Aby zrozumieć czym naprawdę w myśleniu mitycznym jest Drzewo śycia czy Rajskie
Drzewo, naleŜało by podkreślić konieczność zmiany optyki — otóŜ nie jest tak, Ŝe w raju
znajduje się Drzewo, innymi słowy, Ŝe Drzewo jest tu dlatego, Ŝe zaistniała przestrzeń
sakralna zwana rajem (czy jakkolwiek inaczej) — przeciwnie — to Drzewo ewokuje świętość
przestrzeni rozciągającej się wokół niego. Dlaczego? Bo podstawowa intuicja mityczna to
idea centrum — a to centrum stanowi Drzewo — albo Góra, świątynia itd. To od centrum
począwszy sakralizuje się przestrzeń, stąd „rozwija się” obszar Ŝycia. Centrum — to
koncentracja mocy witalnych, absolutny warunek zaistnienia wszystkiego, co ma być
rzeczywiste czyli święte (to utoŜsamienie rzeczywiste=święte wywiódł M. Eliade analizując
niezliczoną ilość mitów). Najlapidarniej — centrum to punkt pozwalający na zaistnienie
śycia. Zatem — raj jest rajem właśnie dlatego, Ŝe poprzedziło go Drzewo wyznaczające sam
środek świata. A nie ma innego świata niŜ ten powstały ze środka. Przy czym naleŜy dodać,
Ŝe centrum w myśleniu mitycznym nie jest jakimś konkretnym miejscem geograficznym
(choć w nim ono się objawia), dlatego teŜ na obszarze jakiejś społeczności moŜe być kilka
takich miejsc świętych; nie jest to wcale niedorzeczne, lecz zgodne z „logiką” mitu. Chodzi
wszak o ideę środka, nie o jego faktyczne wyznaczenie.

Drzewo „ze środka świata” jest przy tym obrazem „Ŝycia w ogóle”, Ŝycia nieustającego, jako
Ŝe mimo podleganiu cyklicznym zmianom, ono jest zawsze, mimo pozornej „śmierci” wciąŜ
się odradza. Jest — i rodzi owoce. Dlatego teŜ jest par excellence drzewem karmiącym.
WyŜej była juŜ mowa, iŜ Drzewo pojawia się w wielu mitologiach świata, najstarsze i
zapewne znane nam najlepiej tradycje to oczywiście egipska, mezopotamska, starogrecka.
Owszem, niektóre elementy zdają się wskazywać, Ŝe Drzewo pojawiało się tu w roli axis
mundi. TakŜe w Indiach, w tradycji upaniszadowej, Drzewo ma wyraźne konotacje
kosmologiczne (jest zresztą drzewem „odwróconym” korzeniami ku niebu, jak sumeryjskie
kiskanu i wiele innych drzew w mitach róŜnych ludów). Zwie się je tam Aśwattha. U
Egipcjan rzadko pojawia się figura Drzewa Świata jako filara uniwersum. Jeśli juŜ, to nie
drzewo było tą wspierającą sklepienie rośliną, ale wyłonione z pierwotnych wód trzciny (por.
motywy na kolumnach egipskich). A w tradycji sumeryjskiej byłoby to Drzewo rosnące w
abzu (Praoceanie) — zwane mes, a było to drzewo „wznoszące się nad wszystkimi krajami,
jak wielki smok stojące w Eridu” [_1_]. Inne z kolei nazywane było kiskanu (wyŜej juŜ padła
ta nazwa). W ikonografii mezopotamskiej dość często napotkamy stylizowane drzewa w
„towarzystwie” węŜy, demonów o postaci podobnej do gryfa, czy teŜ emblematów
niezoomorficznych. Jest wreszcie drzewo zwane po sumeryjsku huluppa. Przytoczmy
obszerniejszy fragment mitu, bowiem są w nim zgromadzone liczne elementy pewnego
mitycznego kompleksu, a kto wie czy w tej lub podobnej opowieści nie kryją się prototypy
niektórych motywów biblijnych.

„Dawno temu drzewo huluppu/ rosło nad brzegiem Eufratu/ i Eufrat uŜyczał mu swej wody./
Naraz gwałtowny wiatr południowy wyrwał je z korzeniami (…)/ Niewiasta krąŜąc tu i tam w
bojaźni przed słowem boga Anu,/ krąŜąc tu i tam w bojaźni przed słowem Enlila,/ schwyciła
drzewo w rękę i przyniosła do Uruk:/ „Zaniosę je do sadu czystej Inany”. (…)/ Inana
pielęgnowała drzewo własną ręką,/ zasadziwszy je (…)/ Drzewo wyrosło olbrzymie, jego pień
nie wypuszczał juŜ liści,/ wąŜ głuchy na zaklęcia załoŜył swe gniazdo w jego korzeniach,/
ptak Imdugud umieścił swe młode na jego wierzchołku,/ a pośrodku (demonica) Lilit
urządziła sobie dom” [_2_].

Idźmy po kolei. Pierwotnie drzewo rośnie nad brzegiem Eufratu. Ma to duŜe znaczenie, w
znakomitej bowiem części mitów, w których pojawia się Drzewo śycia pojawia się równieŜ
woda, owa materia prima… Nie inaczej jest zresztą w Biblii — właśnie z raju, gdzie rosną
sakralne drzewa wypływają cztery główne rzeki uniwersum (liczba cztery takŜe ma swoje
znaczenie, por. np. cztery główne kierunki świata). Następuje jednak coś dramatycznego —
drzewo z przestrzeni odległej, która nie jest w pełni uporządkowana (ów gwałtowny wiatr
jako oznaka chaosu) zostaje przeniesione do miasta.

Miasto, co zresztą wymagałoby
osobnego omówienia, nie było w myśleniu mitycznym zaledwie „miejscem do mieszkania”,
jego znaczenie było daleko bogatsze. W jego rozplanowaniu, zabudowie tkwi czynnik takiego
ładu, który w zamyśle miał imitować czy powtarzać uporządkowanie świata „w ogóle” —
było więc ludzkim mikrokosmosem. Jednak aby nabrało cech sakralnych, naleŜało dokonać
pewnych czynności — np. sprowadzić święte drzewo. I posadzono je w Uruk, w ogrodzie czy
sadzie Wielkiej Bogini Inany… To Ŝe pełni tu funkcję kosmologiczną nie ulega wątpliwości.
Na dwóch końcach owego axis mundi widzimy „kosmologiczne” zwierzęta — węŜa u korzeni
i ptaka w koronie. To rozpowszechniony obraz. WąŜ „rządzi” sferą podziemną, ptak —
niebiosami. A pośrodku… Pojawia się tu postać Lilit, postać ambiwalentna, albo i ciemne alter
ego samej Inany? Zaś dowodem, Ŝe Hebrajczycy zetknęli się z tą lub podobną opowieścią jest
to, Ŝe w wersjach niekanonicznych pisma pojawia się postać Lilit jako „pierwsze wcielenie”
(nieudane wedle autorów) Ewy. Tytułem uzupełnienia dodajmy, Ŝe bogini Inana pragnie z
drewna owego drzewa sporządzić dla siebie tron i łoŜe, nie moŜe jednak wygnać zeń owych
charakterystycznych gości. Poproszony o pomoc bóg słońca Utu odmawia, dopiero
Gilgamesz podejmuje się tego zadania, powaliwszy węŜa (iluŜ to herosów występowało w tej
roli!), spłoszywszy ptaka i wygnawszy Lilit na pustkowie, dał drzewo Inanie. Ten motyw
wywołuje pewne zakłopotanie. Owszem, uczynione z drzewa przedmioty (Gilgamesz
otrzymał tajemnicze pukku i mikku, moŜe rodzaj instrumentów muzycznych) mają pewną
wartość mityczno-magiczną, szczególnie tron bogini, ale być moŜe znaczące jest raczej to, Ŝe
Utu nie chciał powalić drzewa. Jakby reprezentował inny, starszy (?) rodzaj „mitycznej
rzeczywistości”. Gilgamesz zaś, na co wskazują równieŜ inne jego poczynania jest nowym
typem herosa, który ośmiela się rzucać wyzwania prastaremu porządkowi, to on wszak
pokonuje Byka bogini, on zabija straŜnika boskiego lasu Humbabę. Niewykluczone więc, Ŝe
w jego postaci i czynach widać juŜ oznaki erozji archaiczniejszych wierzeń.
A jednak nie wydaje się, by w tych tradycjach rola axis mundi była najwaŜniejszą
symboliczno-mitologiczną rolą drzewa. Wyraźnie mocniej nacechowane kosmologicznie było
nie rosnące drzewo jako takie, z gałęziami i konarami, ale drzewo „obrobione” — jako słup
czy kolumna. Interesujące, Ŝe niektóre kolumny w pałacach minojskich były drewniane, a nie
kamienne jak zdecydowana większość.

Drzewo-kolumna zdaje się pojawiać równieŜ w formie „podwojonej” (swoją drogą warto
zwrócić uwagę na niektóre etymologie, polski wyraz „podwoje” oznaczające drzwi, bramę
wyraźnie wskazuje na tę „podwójność”, a czyŜ nie ma brzmieniowego podobieństwa między
słowami „drzewo” i „drzwi”?). Staje się wtedy flankami bramy i nabiera znaczenia „wejścia”
— a nie filaru. W pewnej opowieści egipskiej o dwóch braciach, gdy ścięto cedr, w którym
przebywało serce jednego z nich, ten „umarły” brat odrodził się w bramie świątyni, z tego
właśnie drzewa uczynionej…

Tak czy inaczej najwięksi bogowie staroŜytności mają niebagatelny związek z drzewami. Z
drzewa akacjowego wyszedł Horus, w Heliopolis czczono właśnie akację, Re wyłonił się z
sykomory, inny bóg z tamaryszku. „Panią sykomory” zwano boginię Hathor. Dodajmy, Ŝe
sykomorę zwano niekiedy „ośląfigą”. Ozyrys urodził się pod drzewem kesbet. Koło Memfis
czczono boga imieniem Cheribakef (utoŜsamianego z Ptahem) zwanego „tym, który jest pod
swoim drzewem”. W wiele lat potem Grecy opowiadali jak Apollo i Artemida zrodzeni
zostali pod drzewem palmowym. Na marginesie — palma była w Mezopotamii uwaŜana za
symbol sprawiedliwości, posadził ją w ogrodzie swego pałacu sam Gilgamesz… Drzewo iszed
z kolei to drzewo, w którym „zawarte jest Ŝycie i śmierć”. Właśnie na liściach iszed Thot
zapisywał lata panowania króla, co przywoływało boską opiekę nad nim samym i całym
krajem.
Wiele wskazuje na to, Ŝe konotacjami typu Drzewo śycia obdarzano winorośl. Izyda stała się
brzemienna i wydała na świat Horusa nie inaczej, niŜ wskutek spoŜycia winogrona. Boginię
nieraz nazywano „matką winorośli”. Winnica stała się symbolem nieśmiertelności, a wino –
wiecznej młodości. W Sumerze nawet ideogram oznaczający „Ŝycie” był pierwotnie…liściem
winorośli [_3_]. A jeszcze: w języku sumeryjskim „Ŝycie” znaczyło ti, zaś słowem gesh-tin
— określało zarówno „Drzewo śycia”, jak i „wino”.

W Egipcie panem wina był sam Ozyrys. Wedle jednej z opowieści to właśnie ten bóg we
własnej osobie miał nauczyć ludzi uprawy winorośli. Ale zauwaŜmy jeszcze dodatkowo
wielce pouczającą kwestię związana z terminami. OtóŜ w Egipcie mamy do czynienia z
pewnym swoistym ciągiem znaczeń: i tak na określenie winorośli uŜywano terminu ka,
takiego samego, jakiego uŜywano na oznaczenie duszy (a raczej jednej z jej powłok), a
takŜe… byka — w tym aspekcie rozumiany był zapewne, jak moŜe nas o tym pouczyć
ikonografia i zachowane teksty, jako swoista forma czy „pokrowiec” dla duszy, a
jednocześnie rodzaj „środka transportowego”.

Często widzimy na egipskich zabytkach
plastycznych jak umarły przenoszony jest do królestwa zmarłych właśnie na grzbiecie byka,
nie mówiąc juŜ o tym, Ŝe sam bóg krainy podziemnej Ozyrys tak był obrazowany. Dodać
trzeba, Ŝe wspomniana wyŜej nazwa drzewa, pod którym urodził się Ozyrys — kesbet jest
tylko przybliŜoną formą brzmieniową faktycznie uŜywanego w staroŜytnym Egipcie wyrazu
(Egipcjanie najczęściej nie zapisywali samogłosek) i równie dobrze mógł brzmieć kasbet, a
juŜ wiemy cóŜ mogło oznaczać nagłosowe ka. Bardzo to wszystko razem podobne do
kompleksu wierzeń związanych z greckim Dionizosem. Tu związki winorośli z symboliką
byka i ze śmiercią są nam zapewne najlepiej znane. Bardzo prawdopodobne, Ŝe Grecy
zapoznali się z tym kompleksem wierzeń za pośrednictwem Minojczyków, którzy go
podzielali – pewnie synchronicznie — z Egipcjanami. Nie brak badaczy, którzy Dionizosa
wywodzą właśnie z minojskiej Krety (por. K. Kerenyi). Zresztą czy rdzeń ka nie pobrzmiewa
w imieniu innej greckiej postaci mitologicznej: chodzi o Deukaliona; etymologia wywodzi
jego imię od słowa deu-kas, a to znaczyło „młode wino”.
Autor tekstu: Joanna śak-Bucholc; Oryginał: http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,2540
Wielce pouczające są przedstawienia plastyczne, który zachowały się z tych odległych epok
— takie oto na przykład: Ŝeńskie bóstwo (Hathor albo Nut) podaje wodę czy teŜ owoce
zmarłemu albo raczej jego ba pod postacią ptaka.

Drzewem jest palma daktylowa albo
sykomora. Chyba jaśniej nie moŜna wyrazić hierofanii drzewa jako „dawcy Ŝycia”…
W cywilizacji Harappy świętymi miejscami — jak setki lat potem w buddyzmie — była
ogrodzona niewielka przestrzeń, ze świętym drzewem pośrodku. Nieraz w ten najbardziej
podstawowy kompleks sakralny wchodziła jeszcze skała, kamień, kamienny ołtarz. W
zabytkach tamtej kultury nie brak wizerunków niemal nagich boginek (prototypy jakszów?),
nieraz wylewających dzban z wodą spośród gałęzi drzewa, identyfikowanego najczęściej
przez badaczy, przez wzgląd na późniejszą tradycję, jako figowiec.

CzyŜ to nie przypomina
egipskiego motywu z wyłaniającej się z drzewa Hathor lub Nut podającej wodę zmarłemu? A
takŜe motywów kreteńskich? Z czasów późniejszych znamy przecieŜ kreteńskie monety, na
których widać postacie kobiet lub dziewcząt, usytuowanych na wierzchołku drzewa. Robert
Graves w swej ksiąŜce „Biała Bogini” podaje, Ŝe na podstawie sztuki plastycznej moŜna bez
większych wątpliwości stwierdzić, iŜ drzewami świętymi drzewami na Krecie były: oliwka,
cyprys, sosna, winorośl, palma, ale teŜ i to nie na ostatnim miejscu — figa.
Jak wspomniałam w Indiach nierzadko zespół „bogini i drzewo” otoczone było czymś w
rodzaju płotku, który zakreślał miejsce święte przygotowane na zstąpienie sacrum. CzyŜ nie
podobnie było w Egei? Wydaje się, Ŝe na Krecie, nawet jeszcze w epoce palatialnej (w
okresie wznoszenia wspaniałych pałaców) ten aspekt wierzeń był bardzo Ŝywy, wszak na
niektórych dziedzińcach pałacowych Minojczycy sadzili jakieś drzewo, obok którego
sytuowali ołtarz (por. pałac w Archanes); miało to swoje znaczenie w ceremoniach, których
sensu moŜemy się tylko domyślać.
Zatrzymamy się teraz, by przyjrzeć się bliŜej kilku problemom wynikających z przytoczonych
wyŜej mitycznych opowieści i wizerunków. Dobrze jest uzmysłowić sobie, Ŝe w mitologiach
nigdy nie mamy do czynienia z sytuacją, gdzie jeden obraz równa się jedno i tylko jedno
właściwe znaczenie — poszukująca ustawicznie analogii i homologii myśl mityczna buduje
jakby ciągi pewnych obrazów, których toŜsamość zasadza się np. na posiadaniu przez dwa
„obiekty” jakiejś wspólnej cechy.

Jedno zaś znaczenie natychmiast „obrasta” w nowe
konteksty i rozpoczyna się znowu budowanie kolejnej grupy. Dlatego obraz Drzewa śycia
jako axis mundi nakłada się na obraz filara świata, słupa lub góry, w innej natomiast funkcji
dwa drzewa „rozumiane są” jako odrzwia, bramy, flanków bramy świątynnej i ewokują obraz
ekwiwalenty — na przykład rozwidlonego wierzchołka [_4_], w jeszcze innej — właśnie
drzewa karmiącego, nieustannie odradzającego się i darzącego owocami pokrywa się z
wszelkimi mitycznymi akcesoriami typu „róg obfitości”. A skoro mowa o dwóch drzewach i
to drzewach „Ŝywych”, to nic dziwnego, Ŝe powiązano je z cechami kojarzącymi się z
dualizmem niemal odruchowo — mianowicie z płcią. Dwa drzewa symbolizować mogły, jak
wiele innych „podwójnych obiektów”, komplementarność pierwiastków. Jakiś rodzaj drzewa
związano z bóstwem męskim, inny — z Ŝeńskim. W całej tej skomplikowanej materii warto
zwrócić uwagę na mit biblijny — moŜe bowiem ukazać nam nowe sensy. W Edenie
znajdowały się właśnie dwa najwaŜniejsze drzewa — Drzewo Znajomości Dobra i Zła czy
prościej Drzewo Wiedzy oraz Drzewo śycia rosnące, jakŜeby inaczej, pośrodku Edenu. Ten
motyw „podwójności” tradycja biblijna dzieliła z tradycją i sumeryjską, i egipską, jakkolwiek
inne sensy z niego „wyczytywała”.

W Piśmie nie są wprost podane gatunki obu drzew, a w
świecie staroŜytnym miały one swoje znaczenia; dowiadujemy się tylko, Ŝe Ewa podaje
Adamowi owoc (jabłko to wynik późniejszych interpretacji), a gdy zaczęli wstydzić się swej
nagości, przysłonili się liśćmi figowymi. W całym powyŜszym wywodzie figowiec pojawia
się często jako drzewo znaczące — święte i to we wszystkich najstarszych cywilizacjach
Wschodu. Nic przeto dziwnego, Ŝe takŜe Hebrajczycy ten motyw przejęli. W pozabiblijnej
tradycji hebrajskiej jest o tym mowa wprost: za Drzewo śycia uwaŜano właśnie figowiec.
Drzewo Wiedzy z kolei uwaŜano za olbrzymie źdźbło pszenicy, albo pęd winnej latorośli,
moŜe teŜ palmę daktylową [_5_].

Jest jasne, Ŝe w świecie staroŜytnym jakieś gatunki drzew
związano z jedną płcią, inne — z drugą. Zresztą nie tylko w świecie staroŜytnym tak się
działo — np. w polskiej tradycji ludowej dąb jest drzewem „męskim”, a z „Ŝeńskością”
związana jest lipa. Wiele zdaje się wskazywać, Ŝe figowiec obdarzano konotacjami Ŝeńskimi,
zaś palmę daktylową, a moŜe i latorośl — męskimi. Czy zatem do Ewy „naleŜał” figowiec,
jak do wielu kobiecych postaci w innych i starszych kulturach? Tyle, Ŝe archaiczny kompleks
„bogini+drzewo” w interpretacji hebrajskiej nabrał sensów złowieszczych… A przecieŜ owoce
podawane przez owe postacie zawsze były „darem” – nie przekleństwem. To wynika z logiki
myślenia mitycznego: Drzewo śycia pochodzi ze świata świętego i z czasów początków,
usytuowane jest w centrum uniwersum, na styku wszystkich sfer, tam gdzie moŜliwy jest
przepływ mocy „stamtąd”, ze świata sakralnego, boskiego — i dlatego jego owoce muszą
mieć cudowne właściwości.

Owszem, owoce, które spoŜyli Ewa i Adam takŜe są niezwykłe
— obdarzają świadomością, ale w Biblii aspektem pierwszoplanowym nie jest akurat to, w
ogóle przecieŜ nie postrzega się tego jako „daru”, lecz jako złamanie boskiego zakazu. JuŜ nie
mówiąc, Ŝe w przeciwieństwie do np. tradycji egipskiej spoŜycie owoców nie niesie nadziei
na nieśmiertelność, ale wręcz jest przyczyną jej utraty… Chyba Ŝe… teraz juŜ pospekulujemy
na całego. Jeśli figowiec był drzewem Ewy, to jakimŜ drzewem było drzewo Adama? Palmą
daktylową, a moŜe winoroślą? Jeśli zaś tą ostatnią, to czy konotacje związane ze śmiercią
(por. Ozyrys i Dionizos — bogowie okresowo umierający) — a przecieŜ w wyniku spoŜycia
owoców (winogron?) oboje prarodzice nabywają kondycji śmiertelników -nie przedostały się
do mitu edeńskiego?

Trudno zresztą oprzeć się wraŜeniu, Ŝe w opowieści biblijnej mamy do
czynienia z kontaminacją obrazów „klasycznych” dla starych kultur: Drzewo śycia stoi co
prawda, jak pan bóg przykazał, w centrum raju, ale odgrywa rolę drugorzędną, z drugiej
strony pojawia się wszak wątek śmiertelność-nieśmiertelność, tyle Ŝe związany bardziej z
sytuacją spod Drzewa Wiedzy (i ze złamaniem zakazu). I jeszcze: Ewa nie zrywa owoców ze
swojego drzewa — Drzewa śycia, ale z tego drugiego — Drzewa Wiedzy. Innymi słowy —
to męskie drzewo byłoby odpowiedzialne za upadek. Panowie — moŜna by zakończyć Ŝartem
— pora przejąć część odpowiedzialności…
Joanna żak-Bucholc

Tajemne niemoce

Dodaj komentarz

ks.prof.  ANDRZEJ  ZWOLIŃSKI

Fragment książki „Tajemne niemoce” 

Wydawnictwo Sióstr Loretanek

ul.L.Żeligowskiego 16/20, 04-476 Warszawa, tel (022) 673-46-93, 673-58-39

W okresie trwającego sporu między teologami chrześcijańskimi a przyrodnikami na temat interpretacji opisu stworzenia zawartego w Księdze Rodzaju w 1875 r. powstało w Nowym Jorku Towarzystwo Teozoficzne. Helena Pietrowna Bławatska (1831-1891), która wraz z Henrym Steelem Olcottem (1830-1907) była jego założycielką, za cel wyznaczyła mu przybliżenie zachodniemu audytorium myśli indyjskiej – zwłaszcza hinduizmu -jako alternatywy wobec chrześcijaństwa. Podtekstem tego pomysłu była uniwersalizacja religii. Tajemna doktryna Bławatskiej miała stanowić syntezę nauki, religii i filozofii. Teozofowie wierzyli nie tyle w nieśmiertelność duszy, ile w nieśmiertelność boskiego ducha, czyli reinkarnującej się jaźni. Byli przekonani, że kolejne wcielenia pozwalają osiągać coraz wyższe formy doskonałości, aż do uzyskania, drogą ewolucji, formy anioła, który nie potrzebuje dla istnienia ciał widzialnych (fizycznego i eterycznego). Teozofia przeciwstawia chrześcijańskiej teorii zbawienia przez pośrednika -Boskiego Odkupiciela – możliwość osiągnięcia zbawienia przez każdego, jego własnym staraniem. Na myśl teozoficzną składają się systemy wielu starożytnych religii i filozofii.

W kręgu londyńskich teozofów narodził się pomysł powołania do istnienia Hermetycznego Zakonu Złotego Brzasku. W 1877 r. dr Wynn Westcott, londyński koroner, wolnomularz, nabył od dr. Woodforda pisany szyfrem manuskrypt, który wcześniej należał do członka Angielskiego Towarzystwa Różokrzyżowców. Za pomocą kodu alchemicznego Westcott zdołał odczytać ów manuskrypt, zawierający, jak się okazało, pięć rytuałów masońskich. Westcott wraz ze swym przyjacielem Samuelem Mathersem opracował i poszerzył ów tekst tak, by mógł stanowić podstawę nowego stowarzyszenia masońskiego. Hierarchia nowo powołanego Hermetycznego Zakonu Złotego Brzasku stworzona przez Westcotta zamiast stopni masońskich posiadała „sefirot”, czyli stadia świadomości mistycznej wpisane w kabalistyczne Drzewo Życia. Westcott założył w Londynie w 1888 r. świątynię Izydy – Uranii Hermetycznego Zakonu Złotego Brzasku, zapraszając Mathersa oraz swego przyjaciela z loży masońskiej, dr. Woodmana, aby dołączyli do niego jako zwierzchnicy nowej świątyni. Zakon miał być alternatywą wobec chrześcijaństwa i oferował: szczegółowe przedstawienie symboliki Księgi Rodzaju o stworzeniu świata; wiedzę o tym, jak człowiek może ostatecznie stać się podobny Bogu dzięki spotkaniu i ucieleśnieniu w stanie wizji archetypu odrodzenia, który w swym uniwersalizmie, oprócz postaci Jezusa Chrystusa, obejmuje także inne zmartwychwstające bóstwa, np. Ozyrysa; nauki duchowe, które nie wymagają wiary lecz samorozwoju i które za punkt wyjścia przyjmują człowieka, a nie Boga. W ten sposób narodziła się nowoczesna magia, okultyzm, pseudonaukowa teoria, która miała korzystać z doświadczeń religii pogańskich i nauki, z ceremoniałów starożytnych i środków psychodelicznych, z naturalnych sił człowieka i nadnaturalnych mocy demonów. W ceremoniach Zakonu Westcotta przy zyskiwaniu stopnia Adeptus Minor, aspirant, jako Chrystus – Ozyrys, mówi: „Jestem Pierwszy i jestem Ostatni. Żyję na wieki i dzierżę Klucze Śmierci i Piekła. Jestem wschodzącym Słońcem. Przebrnąłem przez chmury i noce. Jestem Amon, Ukryty, Zwiastun Dnia. Jestem Ozyrys, Onnophris, Sprawiedliwy”.

W Zakonie Westcotta wyrósł Aleister Crowley. Został on wtajemniczony jako neofita 18 grudnia 1898 r. i po tym wydarzeniu bardzo szybko wstępował po drabinie wtajemniczeń. Studiował jogę w Indiach, na Cejlonie i w Birmie. Eksperymentował z narkotykami psychodelicznymi, szukając związku, który by „otworzył wiązary duszy”, aby w ten sposób, w duchu, zbadać świat znajdujący się poza światem materialnym. Spędził noc w królewskiej komnacie wielkiej piramidy w Egipcie. 14 marca 1904 r. w swym pokoju niedaleko muzeum Boulak w Kairze odprawił ceremonię magiczną, przywołując egipskiego boga Totha, bóstwo mądrości. Po czym ogłosił światu, że duch zwany Aiwass lub Aiwaz, wysłannik, przekazał mu specjalne przesłanie. Uczył: „Musicie wiedzieć, iż wybrany kapłan i apostoł nieskończonej przestrzeni jest księciem – kapłanem Bestii, a jego żonie zwanej Kobietą w Szkarłatach dana jest wszelka władza. Zgromadzą oni me dzieci w swej owczarni; przywiodą chwałę gwiazd do ludzkich serc”. Crowley twierdził, że prawdziwe odrodzenie magii nastąpiło właśnie w 1904 r. z „zainicjowania tego okultnego prądu, które wywołało wir, bóle porodowe nowego eonu nazwanego roboczo mianem równonocy bogów. Zdarzenie takie powtarza się w odstępach mniej więcej dwóch tysięcy lat”. W ten sposób idee New Agę nabrały magicznej mocy i lucyferycznego wymiaru. Sam Crowley twierdził, że Aiwaz jest „świętym aniołem opiekuńczym i należy go utożsamiać z diabłem chrześcijan, szatanem”.Crowley nazwał siebie Boskim Dziecięciem, Antychrystem i Panem Nowego Eonu. Założył własny magiczny zakon Argentinum Astrum i wydawał swój magazyn „TheEquinox”. Nawiązał również kontakt z pracującym w Niemczech Braterstwem Światła dr. Karla Keltnera, znanego pod ezoteryczną nazwą Zakonu Świątyni Wschodu (Ordo Templi Orientis – O.T.O.). Nazwa ta jest aluzją do „miejsca wschodu słońca, źródła oświecenia”. W 1912 r. O.T.O. (zwany też: Templariusze Orientu) ogłosił, że posiada „klucz, który otwiera wszystkie tajemnice masońskie i hermetyczne, mianowicie nauki magii seksualnej wyjaśniające wszystkie bez wyjątku sekrety natury, całą symbolikę wolnomularstwa oraz wszelkie systemy religii”. Crowley został przyjęty do O.T.O. w Berlinie, a po wtajemniczeniu mianowano go „najwyższym i świętym królem Irlandii, Jony oraz całej Brytanii w obrębie Sanktuarium Gnozy”, czyli przywódcą brytyjskiej filii O.T.O. zwanej Mysteria Mystica Maxima (M.M.M.).

O.T.O. istnieje do dziś. W 1977 r. pozostawało pod przewodnictwem Kennetha Granta, który w 1946 r., na rok przed śmiercią Crowleya, został jego następcą. Argentinum Astrum wtajemniczyło prawie stu zwolenników Crowleya. Do najbardziej wpływowych zaliczali się: Norman Mudd -profesor matematyki stosowanej w Bloemfontein; Victor Neuburg – „poetycki ojciec” brytyjskich pisarzy Dylana Thomasa i Pameli Hansford Johnson; Austin Spare – wizjonerski artysta, stypendysta Royal College of Art. Crowley zainspirował także szereg towarzystw magii seksualnej w Stanach Zjednoczonych. Wielotomowe pisma Wielkiej Bestii (to kolejne imię, jakie nadawał sobie Crowley) są aktualnie wznawiane w dużych nakładach pod auspicjami Israela Regardie, byłego sekretarza Crowleya. Do czołowych uczniów Crowleya, jeszcze za jego życia, należał „brat” Achad, czyli Charles Stansfeid Jones, autor trzech książek traktujących o nowoczesnej interpretacji symboliki magicznej. Ostatecznie Achad uznał Crowleya za Pana Eonu. Jak napisał Gerard Yorke: „Złoty Brzask wydał na świat swojego pierwszego pseudo-Mesjasza”. Idee Crowleya zawierały zarodki mistycznego faszyzmu. W jego Księdze Praw czytamy: „A zatem Królowie tej ziemi muszą być Królami na zawsze; niewolnicy zaś muszą im służyć. Nikt nie będzie poniżany ani wywyższany: wszystko pozostanie tym, czym było zawsze. Jednakże moi słudzy bywają zamaskowani – być może ów żebrak jest Królem. Król może wybierać szaty według upodobania…, żebrak zaś nie może ukryć swojego ubóstwa”.

W 1989 r. A. Allaud w książce Początki tajemne nazizmu oraz G. Galii w książce Hitler i nazizm magiczny przedstawili ciekawą hipotezę. Twierdzili, że zjawisko hitleryzmu należy tłumaczyć głębokim wpływem swoistej doktryny ezoterycznej, a nie szaleństwem Hitlera. Na procesie przywódców nazistowskich w Norymberdze (1945—1946) Alfred Rosenberg, czołowy ideolog hitlerowski, zeznawał: „Thule? Ależ wszystko wyszło stamtąd! Pouczenie tajne, któreśmy mogli stamtąd zaczerpnąć, pomogło nam więcej w dojściu do władzy niż dywizje SA i SS. Ludzie, którzy założyli to stowarzyszenie, byli prawdziwymi magami”. Stowarzyszenie Thule to jedno z niezliczonych rozgałęzień masonerii. Jak twierdzi G. Galii: „Znajdowało się tam po trosze wszystko: gnoza rasistowska, snobizm kierowniczych klas europejskich oddanych kultom ezoterycznym (tajemnym), obecność służb tajnych i potężnych lobby (związków) finansowych, łajdacy i prawdziwi magowie okultystyczni”. Stowarzyszenie Thule powstało w 1918 r. jako filia masonerii staropruskiej, w szczególności Zakonu Germanów. Przyjęło za symbol swastykę. Wśród tysiąca pięciuset członków Thule znajdowali się m.in. Hitler, Hess, Himmler, Rosenberg, Frank, Bormann, a więc przywódcy reżimu nazistowskiego. Członkowie Thule założyli w 1919 r. Partię Robotników, która w rok później stała się nazistowską partią Hitlera. Wielki wpływ na dostojników III Rzeszy mieli nieliczni filozofowie i okultyści, a wśród nich Dietrich Eckart i Gwido von List (zm. 1919 r.). Herman Goering, uzależniony od morfiny marszałek III Rzeszy, w swej ziemskiej posiadłości w Karinhall próbował odtworzyć świetność pałaców starożytnego Rzymu. Przed rozpoczęciem kariery politycznej u boku Hitlera był kilkakrotnie przymusowo osadzany w zakładach dla umysłowo chorych, gdzie określano go jako człowieka niebezpiecznego dla społeczeństwa. Rudolf Hess w wyniku kabały postawionej przez astrologów udał się do Anglii w celu podjęcia pertraktacji z Brytyjczykami. Po jego nieudanej misji nastąpiła masowa seria aresztowań pośród „mistyków”. W The Labyrinth, wspomnieniach Waltera Schellenberga, oficera niemieckiego wywiadu i najbliższego adiutanta Himmlera, czytamy m.in.: „Zdumiewające, jak Hess z całkowitym przekonaniem fanatyka czy szaleńca wierzył w stare przepowiednie i niezwykłe objawienia. Potrafił recytować urywki z ksiąg przepowiedni Nostradamusa i innych, których nie pamiętam. Poza tym wierzył w stare horoskopy dotyczące jego samego, a także losów jego rodziny i Niemiec”. Heinrich Himmler byt nekromantą; niejednokrotnie przy podejmowaniu decyzji radził się duchów zmarłych szlachciców niemieckich. Sam uważał się za wcielenie średniowiecznego króla Henryka I (Ptasznika), który miał kierować jego postępowaniem. W swoim zamku w Wewelsburgu (Westfalia) próbował odtworzyć zamek świętego Graala. Powołał krąg medytacyjny skupiony wokół okrągłego stołu, stworzył armię mnichów-wojowników oraz organizację zajmującą się tropieniem reliktów pogańskich i chrześcijańskich. Jedna z tajemnych organizacji – Ahnenerbe (Dziedzictwo Przodków) – poszukiwała takich przedmiotów, jak święty Graal, Arka Przymierza czy Całun Turyński. Przy umieszczonym na szczycie zamku Himmlera dębowym stole mogło zasiąść dwunastu „rycerzy”. Na każdym z miejsc wyryto w srebrze imię rycerza SS. Jak podają autorzy The Messianic Legacy (M. Baihent, R. Leigh, H. Loncoln), Himmler zachęcał esesmanów do płodzenia dzieci na płytach nagrobnych, przekonany, że w ten sposób duchy zmarłych pokierują w przyszłości esesmańskimi dziećmi. Hitler pod wpływem D. Eckarta wierzył w tajemny spisek żydowski. Wspólnie wydali nawet broszurę, która w języku angielskim nosiła tytuł: Bolshevism from Moses to Lenin. Ludobójstwo Żydów -jak twierdzą niektórzy badacze — miało charakter ofiary rytualnej, jakiej domagała się doktryna ezoteryczna wyznawana m.in. przez Hitlera. Według Hermanna Rauscheninga, wysokiego urzędnika hitlerowskiego, przez pewien czas Hitler wierzył, że kontaktuje się z demonami. Lekarz Hitlera Ernst Schenck mówił o nim jako o „żywym trupie, umarłej duszy” („American Medical News”, 11 października 1985).

Większość autorów choć nie zaprzecza wpływom okultyzmu na Hitlera i jego najbliższe otoczenie, to jednak najczęściej je lekceważy. Trudno dzisiaj ocenić stopień zależności, jaki istniał między zagładą milionów ludzi i niemal całkowitym zniszczeniem Europy a okultyzmem. Pewne jest natomiast to, że w porządek świata na pewien czas wprowadzona została bezsprzecznie demoniczna siła. Okultyzm, czyli odwoływanie się do sił demonicznych jest wyraźną zdradą Boga – Pana i Nauczyciela. Św. Jan Apostoł uczy: „Dzieci, nie dajcie się zwodzić nikomu (…). Kto grzeszy, jest dzieckiem diabła, ponieważ diabeł trwa w grzechu od początku. Syn Boży objawił się po to, aby zniszczyć dzieła diabła. Każdy, kto narodził się z Boga, nie grzeszy, gdyż trwa w nim nasienie Boże; taki nie może grzeszyć, bo się narodził z Boga”(l J 3, 7-9).

Katolicy, Syjoniści i III Rzesza

Dodaj komentarz

Matthew M. Anger

 

Nie powinniśmy zapominać, ze na dłuższą metę papież i 

Rzym są większymi wrogami narodowego socjalizmu niż Churchill czy Roosevelt.

Reinhard Heydrich, szef Biura Bezpieczeństwa SS

 

W roku 1995, podczas obchodów pięćdziesięciolecia zakończenia II wojny światowej, pamiętano o wielu sprawach, ale, jak się zdaje, o wielu rzeczach zapomniano. Gdy obchody dobiegały końca, kanał „Art & Entertainment” wyemitował swoim widzom program poświęcony roli Watykanu podczas wojny. Pod tytułem The Pope and the Nazis (Papież i naziści) zaprezentowano szczególnego rodzaju dokument. Ukazano srogie obrazy ponurych obozów koncentracyjnych, a ścieżkę dźwiękową stanowiły wypowiedzi tych, którzy przeżyli. Nagle kamera ukazała nam obraz Ojca Świętego zasiadającego na tronie wraz ze wszystkimi insygniami, podczas gdy narrator pełnym powagi głosem odczytał werdykt: „A papież nadal milczał”. Mit o bezczynności papieża Piusa XII utrwalił się w naszych umysłach wskutek ciągłego powtarzania. Tak długo bowiem, jak miernikiem „prawdy” będzie donośność głosu krzykaczy, nie obronią się ani historycy, ani duchowni. Liberalni teologowie mogą bezkarnie oskarżać Watykan czasów Piusa XII, zarzucając mu „wieloraką winę” oraz „współodpowiedzialność” za nazistowskie okrucieństwa, podczas gdy w opublikowanej ostatnio autoryzowanej biografii Jana Pawła II autorstwa Tada Szulca, papież Pius XII jest przedstawiony jako wysoko urodzony, pozbawiony uczuć duchowny, który nie stanął na wysokości zadania w godzinie próby. Aby zrozumieć źródła kampanii prowadzonej przeciwko Piusowi XII, trzeba się cofnąć do roku 1963. W lutym tego roku na scenie berlińskiej odbyła się premiera sztuki Rolfa Hochhutha pt. The Deputy (Namiestnik). To, co przyciągnęło uwagę, to„wnikliwe i osobiste” spojrzenie Hochhutha na postacie czołowych katolików i nazistów podczas II wojny światowej. Publiczność była przygotowana na przedstawienie obrazu deprawacji ludzi stojących za „ostatecznym rozwiązaniem” Hitlera, ale to, że również Pius XII miał być przedstawiony jako łajdak, dla wielu było zadziwiającym (niektórzy mówili: „odważnym”) twierdzeniem. W kluczowej scenie dramatu Ojciec Święty staje w konfrontacji z młodym, idealistycznym i zupełnie fikcyjnym ojcem Riccardo, który prosi, aby Watykan położył kres polityce rasowej Hitlera. Papież Hochhutha zdaje się nie być tym poruszony. Gdy nieśmiałym głosem prosi o wyrozumiałość ze względu na potrzebę dyplomatycznego zachowania bezstronności, ksiądz karci papieża wykrzykując: „Bóg nie zniszczy swego Kościoła tylko dlatego, że papież nie odpowiada na jego wezwanie”. Wielu widzów, a także tych, którzy czytali komentarze na temat tego przedstawienia uznało, iż powyższy cytat jest fragmentem Pisma świętego. Przed wystawieniem sztuki The Deputy panowała powszechna pochwała zachowania Kościoła podczas wojny. Pius XII otrzymywał wyróżnienia od głów państwowych, dyplomatów i przywódców społeczności żydowskiej. Był wychwalany po swej śmierci przez Goldę Meir, a Leonard Bernstein poprosił o chwilę ciszy podczas koncertu w Filharmonii Nowojorskiej dla uczczenia „odejścia wielkiego człowieka”.Ale The Deputy wszystko to zmienił. Pomimo, iż twierdzenia Hochhutha zostały zakwestionowane przez wielu, np. przez Roberta M. Kempnera, byłego szefa Amerykańskiej Delegacji Oskarżycieli w Norymberdze, dziennikarze nadal przedstawiali papieża jako podupadłego księcia Kościoła, który bardziej się martwił o stan konta banku watykańskiego niż o ludzi zgromadzonych pod jego oknami. Podobnie jak w przypadku każdego dochodzenia, pytanie o zachowanie się Watykanu podczas wojny pociąga za sobą wiele wątków:

1) Nazistowskie prześladowania katolików, które są w znacznym stopniu ignorowane;

2) Holokaust Żydów w odniesieniu do podobnych wydarzeń w historii;

3) Stanowisko Kościoła wobec Żydów i współczesny sposób pojmowania tego stanowiska.

Chociaż bezpośrednie przedstawienie dowodów powinno wystarczyć dla oczyszczenia papieża z podejrzenia winy (a w konsekwencji, całego Kościoła), jest prawie niemożliwym, nawet z pomocą najbardziej przekonywujących dowodów i statystyk, stawić czoła „nowej ortodoksji” świeckiego establishmentu. Określone interesy poprzedzają wszelką obiektywną dyskusję na temat działalności Kościoła – niezależnie, czy chodzi o Inkwizycję, sprawę Galileusza, czy o II wojnę światową. Czytelnik dostrzeże związek pomiędzy rozwojem neomodernizmu w Kościele a nagłym rozpowszechnieniem się opinii wrogich Piusowi XII. Niestety, ten aspekt sprawy może być potraktowany tylko w takim stopniu, w jakim wchodzi bezpośrednio w zakres powojennej analizy zachowania Watykanu. W niniejszym opracowaniu oparto się również na źródłach niekatolickich, aby uniknąć oskarżeń o stronniczość. Trzeba jednak podkreślić, iż praca ta nie stanowi ślepej apologii każdego członka Kościoła od 1933 do 1945 r. Jeżeli konkretni katolicy, włączając w to duchownych, byli obojętni albo nawet wspierali nazistowski eksperyment, ich moralne zaniedbania nie są bezprecedensowe. Z drugiej jednak strony, błędy te nie stanowią większego oskarżenia dla naszej Wiary niż tchórzostwo nowoczesnych „katolików”, którzy ignorują lub nawet wspierają tzw. regulację poczęć, która pochłonęła więcej ofiar, niż hitleryzm i stalinizm razem wzięte. Będąc tego świadomym, Czytelnik może być zaskoczony do jakiego stopnia katolicy działali nie tylko w swym własnym imieniu, ale również w imieniu niekatolików, i to z pomocą środków stanowiących zaledwie cząstkę tego, co wydaje się na zbrojenia.

Kościół Cierpiący

Antagonizm nazistowski w stosunku do Kościoła w latach poprzedzających wojnę, który stawał się coraz bardziej otwarty i gwałtowny wraz z tym, jak Hitler zaciskał pętlę na niemieckim społeczeństwie, to temat rzadko poruszany w standardowych opracowaniach na temat III Rzeszy. Gdy jednak temat jest poruszany, często pojawia się argument, iż reakcyjni przywódcy Kościoła czynili wszystko, aby dostosować się do niemieckiego Nowego Porządku. Na szczęście nie wszyscy autorzy są tak nieodpowiedzialni. Niektórzy, jak np. angielski historyk Anthony Rhodes, dokonują niezwykłej pracy mającej na celu udokumentowanie ataków nazistowskiej prasy, a następnie towarzyszących im czynów. Odnotowują oni dla przykładu, iż o ile naziści oficjalnie zezwalali na działalność szkół parafialnych, natychmiast zaczęli jednak zastraszać rodziców, w szczególności pracowników administracji, których dzieci pobierały nauki w katolickich szkołach. W rezultacie w Bawarii uczęszczanie do szkół katolickich spadło z 65% do zaledwie 3% w 1937 r. Kardynał Pacelli (przyszły Pius XII), jako watykański sekretarz stanu, słał kolejne noty protestacyjne do Rzeszy, z których większość pozostawała bez odpowiedzi. Pogromy antykatolickie rozpoczęły się bardzo wcześnie, bo już 30 czerwca 1934 r. Podczas niechlubnej „nocy długich noży” frakcja Hitlera rozprawiła się z oponentami zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz partii, co stało się też okazją do cichego pozbycia się co bardziej krzykliwych katolickich przeciwników. Eric Klausener, przywódca Akcji Katolickiej w Berlinie, zginął od kuł Gestapo, a dr Fritz Gerlich, redaktor katolickiego pisma „Der Cerade Weg” (Prosta Droga) został aresztowany, a potem zmarł w Dachau. Większość popleczników Hitlera to byli praktyczni, jeżeli nie wręcz przekonani ateiści. Ci bardziej ideowi mieli pragnienie stworzenia własnego niemieckiego kultu, opartego na mieszance nordyckiej mitologii i biologicznego rasizmu. Przywódca SS Heinrich Himmler marzył o teutońskiej elicie ze swym własnym rytem i systemem hierarchii, rekrutującej się spośród szeregów „czarnych koszul”. Generalnie zakończyło się to fiaskiem. Przywódcy nie mający zapędów intelektualnych, jak deputowany Martin Bormann, byli wolni od całej tej nazistowskiej „mistyki” i otwarcie prześladowali katolików. Nie sprzeciwiali się jednakże woli Hitlera, który przestrzegał: „W żadnym razie nie chce męczenników (pośród księży). Winniśmy ich traktować jak zwykłych kryminalistów”. Establishment niemiecki wolał bowiem wzbudzać „moralne oburzenie” motłochu niż wdawać się w teoretyczne dysputy, w których bez wątpienia stanąłby na straconych pozycjach. Duchownych katolickich oskarżano o brak patriotyzmu, korupcję finansową i zepsucie moralne. Rewelacje Lurida o rzekomym „bezwstydzie kryminalistów w kapłańskiej sutannie” były publikowane przez „Freiburger Zeitung” w roku 1935, a Goebbels nazywał klasztory „inkubatorami homoseksualizmu”. Czasami jednak te wybryki dawały efekt odwrotny od zamierzonego. Kard. Schulte informował papieża, że w odpowiedzi na nazistowskie oszczerstwa „kościoły są przepełnione” Pominąwszy pronazistowskiego biskupa polowego Rarkowskiego, który zachwycał się retorykę) o zwycięskim Vaterlandzie. niemieckojęzyczna hierarchia zdecydowanie odmawiała współpracy z reżimem. Tymczasem ci, którzy nie podołali, byli wzywani na dywanik czujnego papieża, jak w przypadku karci. Innitzera z Wiednia, który został zmuszony do podpisania publicznego sprostowania po tym, jak wypowiedział się przychylnie o Hitlerze w 1938 r. Nawoływani wieloma upomnieniami z Watykanu, biskupi niemieccy prowadzili politykę biernego nieposłuszeństwa. Czasami opozycja ta stawała się mniej bierna, jak np. w listopadzie 1941 r., gdy katolicy z Minister przemaszerowali przed siedzibę miejscowego Gauleitera (szefa dystryktu) w proteście przeciwko sankcjom nałożonym na biskupa von Galena. Dziś nadal heroiczna postawa takich duchownych jak von Galena, Preysing i Faulhaber przeciwko nazistowskiej polityce eutanazji jest pomijana, podczas gdy studentów uczy się, że Dietrich Bonhoffer, intelektualista protestancki, był jakoby jedynym przykładem przywódcy oporu niemieckiego duchowieństwa. To, że byli protestanci, którzy sprzeciwiali się Hitlerowi, szczególnie pośród oficerów, jest faktem dobrze znanym. To co jest mniej znane, jak stwierdza liberalny historyk Ian Kershaw, to to, że niemieccy katolicy utworzyli największy mur oporu przeciwko nazizmowi, który wypada dużo korzystniej, niż „zwykła postawa dwulicowości w łonie kościoła protestanckiego”. Nawet przed dojściem Hitlera do władzy w roku 1933 czasopisma katolickie na południu Niemiec prowadziły „druzgocącą kampanię przeciwko całej doktrynie nazistowskiej”, którą to doktrynę postrzegano jako odmianę „bezbożnego bolszewizmu” Nawet w szczytowym okresie wojny, w marcu 1942 r., niemieccy biskupi wystosowali odważny List pasterski Fulda, który potem przedrukowano w krajach alianckich jako przykład wewnętrznego oporu wobec reżimu. Antykatolickie postawy w ramach samych Niemiec były w pewnym stopniu łagodzone ze względu na polityczny pragmatyzm, natomiast w Austrii i w okupowanej części Czech (Bohemia, Morawy) prześladowano w sposób otwarty. Kościoły plądrowano, duchownych szpiegowano, a pielgrzymki były zakazane. Bez wątpienia najgorsza sytuacja była w Polsce, tradycyjnym wrogu Prus i bastionie wiary, która miała być wymazana z hitlerowskiej mapy Europy. Zaraz po inwazji we wrześniu 1939 r. zachodnie tereny Polski włączono do Rzeszy, a dotychczasowych mieszkańców wypędzono, umożliwiając tym samym niemieckie osadnictwo. Ponad dwa miliony Polaków zginęło w wyniku zjadliwej antysłowiańskiej polityki Hitlera i zapotrzebowania na „lebensraum” („przestrzeń życiową”). Raport opublikowany 29 listopada 1939 r. przez prymasa Polski kard. Hlonda daje pewne wyobrażenie o sposobach traktowania Polaków:„Naszych chłopców i część naszych dziewcząt w wieku ponad 14 lat deportowano do Niemiec. Tych młodych ludzi aresztują po mszach niedzielnych pod drzwiami kościołów i natychmiast wysyłają; co tydzień jest nowy transport (…) Ojciec Klein z Chomętowa został uwięziony i zmuszony do pracy przy brukowaniu ulic. Ojca Janke z Jaktrowa rozstrzelano. Deportowano wszystkich księży z Kcyni, a tamtejszy kościół zamknięto na dwa miesiące”. Kilka tygodni później kardynał donosił, iż zniszczono przydrożne krzyże i statuy, a nawet figury świętych ustawione na domach i w ogrodach. Urzędnicy nazistowscy niczym nie różnili się od sowieckich komisarzy. Kościoły, rektoraty i seminaria zostały zaanektowane przez policję i wojsko i zamienione na garaże, baraki, a nawet na psiarnie, podczas gdy wiernych tak nękano, iż niemożliwym stało się przyjmowanie sakramentów. Spowiedź była dozwolona tylko w języku niemieckim, co w praktyce oznaczało jej zakaz, a małżeństwa niedozwolone dla mężczyzn poniżej 28 roku życia i kobiet poniżej 25. Wyroki śmierci wykonano na ok. 3000 duchownych, podczas gdy wiele tysięcy zginęło w obozach. Całkowita liczbę chrześcijan więźniów wojennych i nie-kombatantów, którzy zginęli z rak nazistów, oszacowano na co najmniej siedem milionów. Jak stwierdził rabin Danii po wojnie, gdyby Hitlera nie powstrzymano, wymordowałby„dziesięć razy dziesięć milionów katolików.”

(…)

Watykan i Żydzi

Bardziej szokującym oskarżeniem, niż ogólne stwierdzenie, iż „Watykan mógł uczynić więcej”, by pomóc Żydom, jest sugestia jakoby papież stchórzył wobec dokonanej przez Gestapo deportacji Żydów rzymskich we wrześniu 1943 r. Oskarżenie to, dotyczące szczególnego i dobrze udokumentowanego epizodu, zdaje się nie doceniać wagi ówczesnych wydarzeń. Jednym z dokumentów przytaczanych jako dowód współpracy Watykanu z Niemcami jest treść depeszy przesłanej przez niemieckiego ambasadora w Watykanie, Ernsta von Weizsackera, na samym początku antyżydowskiej akcji razzia („łapanka”) przeprowadzonej przez komendanta SS Herberta Kapplera: „Pomimo nacisków ze wszystkich stron, papież nie pozwolił sobie na otwarte potępienie deportacji Żydów z Rzymu. Choć musi spodziewać się, iż jego postawa spotka się krytyką ze strony naszych wrogów i będzie wykorzystana przez kraje protestanckie i anglosaskie w ich antykatolickiej propagandzie, uczynił wszystko co mógł w tej delikatnej materii, aby nie rozdrażniać stosunków z rządem niemieckim i ze środowiskami niemieckimi w Rzymie.”   Pomocnym będzie tu zapewne przedstawienie kontekstu tej sprawy, jak to wykazano na procesie norymberskim dwa lata później, von Weizsackera, antynazista, prowadził niebezpieczną podwójną grę. Próbował on ochronić papieża (który coraz bardziej skrywał swoją opozycję wobec niemieckiej polityki przed bardzo prawdopodobnym niemieckim odwetem), jednocześnie występując w roli „lojalnego” urzędnika. By tego dokonać, redagował swoją korespondencję używając stosownych dwuznaczności. Alianccy dyplomaci w Watykanie byli przekonani, iż w dobrze pojętym interesie Kościoła było, aby Hitler myślał, iż papież jest zbyt słaby, aby cokolwiek uczynić. Zadziwiające, iż współcześni krytycy jak się zdaje, dali się temu zwieść bardziej niż naziści. Ale kwestia postaw antyżydowskich w Watykanie nadal pozostaje otwarta. W roku 1943 oddziały niemieckie wkroczyły do Wiecznego Miasta, gdyż faszystowski reżim upadł, a nowy rząd włoski stanął po stronie aliantów. 28 września Kappler zażądał od miejscowej społeczności żydowskiej kontrybucji w wysokości jednego miliona lirów oraz stu funtów złota. Niespełnienie tego warunku miało oznaczać podróż w jedną stronę do obozów w Polsce. Żydom udało się zebrać odpowiednią ilość lirów, ale nie mieli tak wiele tego drogocennego metalu. W desperacji naczelny rabin Rzymu zwrócił się do papieża. Jak pisze protestancki autor Alden Hatch: „Pius XII nie wahał się ani chwili. W ciągu 24 godzin okup zapłacono. Chociaż nigdy nie ujawnił, skąd pochodziło złoto, wiadomo, iż nakazał stopienie konsekrowanych naczyń, aby w ten sposób pozyskać środki, by na wzór Chrystusa uczynić ten akt największejmiłości dla wyznawców obcej wiary.” W tym samym czasie tysiące Żydów ukrywało się w rzymskich kościołach i klasztorach, podczas gdy kolejne setki znalazły schronienie w letniej rezydencji papieża w Castel Gandolfo. Dwa lata po wojnie rabin Zolli nawrócił się na katolicyzm, przyjmując imię chrzestne papieża – Eugenio. W krajach okupowanych przez państwa Osi przykłady katolickiego heroizmu i interwencji ze strony Watykanu mówią same za siebie. Świadectwa niekatolików wypełniłyby grube tomy, więc trochę szkoda, iż możemy tu przytoczyć tylko parę przykładów. Według historyka Holokaustu, Raula Hilberga, nuncjusz papieski na Węgrzech wydał 20 000 paszportów, które pozwoliły żydom i ochrzczonym nawróconym Żydom opuścić ten kraj przed końcem 1944 roku. Choć na dużo mniejsze) skalę, jednak bardziej poruszające jest świadectwo Sigmunda Gorsona. Będąc Żydem, który przeżył Auschwitz, a który okazał się przyjacielem św. Maksymiliana, polskiego franciszkanina, Gorson stwierdził, iż ludzie „dopuścili się najbardziej ohydnych ataków na Kościół katolicki. Ostatnio na Broadwayu przedstawiano znaną sztukę The Deputy, oskarżającą Kościół katolicki o wspieranie i współudział w zabijaniu Żydów. Nie jest to prawdą, a ja osobiście przyjechałem do Nowego Jorku, aby powiedzieć to autorowi tej nikczemnej sztuki (…). Dwukrotnie uciekałem z obozów koncentracyjnych, gdy nas transportowano, a potem ukrywałem się wraz z innymi dziećmi żydowskimi w klasztorach i seminariach. A siostry, które nam pomagały, były brutalnie gwałcone i mordowane, jakże można coś takiego w ogóle powiedzieć? Kościół katolicki w Polsce pomagał nam nieprzerwanie, a ojciec Kolbe osobiście mnie uratował.”  Wcześniej wspomniano, iż kard. Sapieha błagał Piusa XII, aby ten unikał wszelkich jednoznacznych wypowiedzi, które mogłyby pogorszyć sytuację nie-Niemców w okupowanej Europie. Holandia daje nam smutny przykład tego, co miało się wydarzyć, gdy takiej rady nie posłuchano. W roku 1943 kler katolicki połączył swe wysiłki z protestantami, by powstrzymać deportację ochrzczonych Żydów. Mieli na tym polu wiele sukcesów. Poszli więc o krok dalej, protestując przeciwko deportacji pozostałej części żydowskiej populacji. Władze niemieckie poczyniły posunięcia, po których protestanci umilkli. Księża katoliccy jednak nadal się sprzeciwiali. W rezultacie naziści i ich sprzymierzeńcy po prostu zintensyfikowali działania antyżydowskie, deportując nie tylko Żydów, ale też nawróconych na katolicyzm – łącznie ok. 79% żydowskiej populacji – więcej niż gdziekolwiek indziej na Zachodzie. To zdarzenie powinno dać chwilę zastanowienia. Jak zauważa jeden z ocalonych podczas wspomnianej wcześniej deportacji Żydów rzymskich: „Nikt z nas nie pragnął, aby papież wypowiadał się otwarcie. Wszyscy byliśmy zbiegami i nie chcieliśmy, aby na nas zwrócono uwagę. Gestapo tylko by zwiększyło i zintensyfikowało swoje śledztwo (…). Dużo lepiej dla nas, iż papież milczał. Wszyscy tak uważaliśmy i dziś uważamy tak samo.”  Słowne protesty dały pozytywny efekt w kilku ograniczonych przypadkach i na ogół wówczas, gdy wychodziły prywatnymi kanałami. Dużo ważniejsza była rozległa akcja pomocy społecznej Kościoła. Pośród chaosu wojennego w Europie agencje katolickie otrzymały około stu tysięcy indywidualnych próśb o pomoc, z czego odpowiedziano na około jedne) trzecia. W samym tylko roku 1943 dwadzieścia tysięcy Żydów odnalazło swoje rodziny poprzez Biuro Informacji Watykańskiej. Podczas gdy kuchnie watykańskie rozdzielały racje żywnościowe umierającej z głodu populacji Rzymu i jego przedmieść, papieskie kolumny samochodowe szły za postępującymi aliantami do samego serca pokonanej Rzeszy, rozdając paczki żywnościowe i ubrania mieszkańcom niedawno oswobodzonych obozów. Pośród obdarowanych było pół miliona katolików i ćwierć miliona Żydów. Jednakże najbardziej przekonywujących statystyk dostarcza dyplomata Izraela, Pinchas Lapide, którego książka The Last Three Popes and the Jews (Trzech ostatnich papieży a Żydzi) jest cytowana przez każdego odpowiedzialnego komentatora pontyfikatu Pacelliego. Korzystając ze zbiorów Instytutu Pamięci Holokaustu Yad Vashem w Izraelu, Lapide przypisuje Kościołowi uratowanie 800 000 Żydów podczas II wojny światowej. Lapide stwierdza następnie, iż liczby odnoszące się do katolików „znacznie przewyższają liczbę tych uratowanych przez wszystkie inne Kościoły, instytucje religijne i organizacje pomocy razem wzięte”.Nawet wrogo nastawieni autorzy, jak John Loftus i Mark Aarons przyznają, iż „Papież Pius XII prawdopodobnie uratował więcej Żydów, niż wszyscy alianci razem wzięci.” Można by sądzić, iż testament żydowskiego pisarza, który służył podczas wojny i miał dostęp do podstawowych dokumentów, winien raz na zawsze zakończyć prowokowane przez media „kontrowersje” wokół postawy Piusa XII. Niektórzy oponenci próbują podważyć te dowody, sugerujcie, iż poszczególni księża i wierni działali niez
ależnie, a nawet wbrew woli papieża. Jednakże, pisze Lapide, takie twierdzenia stoją w sprzeczności z przedstawianym przez nich obrazem Pacelliego jako autorytarnego prałata trzymającego Kościół w „żelaznym uścisku”. Pius XII wiedział co się działo, a naoczni świadkowie to potwierdzali. Według relacji msgr Scavizziego, który potajemnie pomagał Polakom i Żydom w ramach Królewskiej Misji Włoskiej w Krakowie: „Na moich oczach [Pius XII] płakał jak dziecko i modlił się jak święty. (…) Następnego dnia powierzył mi kilka milionów bardzo wartościowych pieniędzy – które wydrapał z samego dna skarbca, gdyż ofiary nie nadchodziły już, jak przedtem – aby to potajemnie rozdać polskim biskupom, do walki z głodem (…)”

Podstawowe przyczyny kontrowersji

W roku 1993 rabin Marvin Hier, dziekan Centrum Szymona Wiesenthala, wywarł nacisk na Watykan, aby powstrzymać proces kanonizacyjny Piusa XII, tym samym przypieczętowując oficjalny żydowski brak aprobaty dla działalności zmarłego papieża. Taka postawa stoi w jawnej sprzeczności ze zdecydowaną obroną Pacelliego przez dr Józefa Lichtena, byłego szefa Anti-Defamation League (Ligi Przeciw Zniesławieniu), przeciwko oszczerczym oskarżeniom Hochhutha w roku 1963. Wówczas też, jakby depcząc po piętach artykułu Lichtena, rozpoczęła się otwarta kampania przeciwko tradycyjnemu Kościołowi, dziś już usankcjonowana wraz z aggiornamento Soboru Watykańskiego II. Ruch ten nie powstał w przeciągu jednej nocy. W Niemczech miał on swoje korzenie wśród dysydentów dziennikarzy i pisarzy z lat pięćdziesiątych. Według liberalnego katolika Gordona Zahna: „Gdy rozważano problemy katolicyzmu, zaczęty pojawiać się polityczne i teologiczne akcenty nowego trendu w nauczaniu. Tak zwani Linkskatholiken („katolicy lewego skrzydła”) (…) wysunęli się na czoło tego, co można opisać jako okres przewartościowania i wyjawienia”.  Skoro owo „przewartościowanie” było teraz modne wśród katolików, nie należy się dziwić, iż niekatolicy winni także wskoczyć do tego pociągu (…)

Słowa czy czyny?

Po przebrnięciu przez fragmentaryczne i często sprzeczne argumenty na temat polityki Kościoła podczas II wojny światowej, staje się jasne, iż krytycy są zdeterminowani, by szukać błędów nawet tam, gdzie ich nie ma. Gunter Lewy skarży się „że papież i jego zwolennicy (…) nie chcieli dostrzec położenia Żydów z rzeczywistym zrozumieniem naglącej potrzeby i moralnej zniewagi”. Po przemyśleniach przyznaje: „Nie ma żadnej dokumentacji na poparcie tych twierdzeń, ale jest to konkluzja, której nie sposób uniknąć.” Największym chwytem Lewy’ego i innych jest zarzut, iż papież nigdy nie wydał potępienia ex cathedra Hitlera i nazizmu. Tu się przypomina maksyma kard. Newmana, iż „celem Kościoła nie jest działanie na pokaz, ale wykonywanie swojej pracy”. Nie przejmując się konsekwencjami swych działań, albo może raczej, nie poczuwając się do odpowiedzialności, krytycy zgodziliby się pewno na jeszcze większe zniszczenie Żydów i katolików, żeby tylko Watykan przyjął postawę słusznego oburzenia. Odwołując się do kwestii postawy Kościoła w przeszłości, ludzie tacy jak Hochhuth, Isaac czy Falconi pragną umniejszyć wiarę, która nie jest ich wiara. Tylko w ten sposób można zrozumieć bezlitosne i irracjonalne potępianie Piusa XII. Aby skutecznie radzić sobie z takimi wypaczeniami, trzeba rozważać te kwestie we wszystkich aspektach, co oznacza dogłębne i uczciwe spojrzenie w przeszłość, które nie zniekształca i nie fabrykuje niczego ku zadowoleniu chwilowych wyborów. Póki to nie nastąpi, możemy się tylko spodziewać, iż słabi i zagubieni przywódcy katoliccy będą nadal deklarować swoje mea culpa osobom, które ani nie maja prawa oskarżać, ani nie maja pragnienia, aby to zrozumieć.

Okultyzm – źródło nazizmu

Dodaj komentarz

Mówiąc o  głównych autorach ideologii hitlerowskiego narodowego socjalizmu (nazizmu)  wymienia się najczęściej  jedynie samego Adolfa Hitlera , czasem jeszcze dodając  Alfreda Rosenberga  i nie zauważając jakby innych, pozostających z reguły w ukryciu, inspiratorów. Jak sądzą niektórzy badacze tego problemu zjawisko nazizmu można tłumaczyć raczej głębokim wpływem pewnej doktryny ezoterycznej zaszczepionej  hitlerowskiej elicie  przez ukrytych „mistrzów”, niż  tylko i wyłącznie działalnością samego  Hitlera. Nazizm bowiem tkwi swymi korzeniami, przynajmniej w pewnej części, w tajnych stowarzyszeniach. Z drugiej strony nie można popadać w przesadę i oceniać Trzecią Rzeszę wyłącznie jako rodzaj jakiegoś „germańskiego New Age”. Faktem natomiast  pozostaje  znacząca obecność idei i ruchów okultystycznych oraz neopogańskich w życiu publicznym hitlerowskich Niemiec.  Mimo to ostatnio dość często, jakby na przekór wszystkim faktom,  niektóre dzisiejsze  „autorytety” usiłują  fałszywie doszukiwać się źródeł nazizmu wprost w chrześcijaństwie, nazywając Hitlera katolikiem i argumentując, że w końcu  był on ochrzczony w kościele katolickim.Niektórzy, jak  prof. Yehuda Bauer posuwają się nawet do nazwania żydowskiego holocaustu „największą zbrodnią chrześcijaństwa”  ([7] str. 41). Z kolei inni używają równie absurdalnych  sformułowań w rodzaju:  „nazizm był nieuniknionym rezultatem chrześcijaństwa”, „hitleryzm wyrósł w świecie chrześcijańskim”  czy też „nazizm był fenomenem chrześcijańskim”  Ostatnio  żydowski autor  Daniel Jonah Goldhagen w swojej książce „Moralny rozrachunek” poszedł dosłownie „na całość” w szkalowaniu Kościoła katolickiego i generalnie chrześcijaństwa. Autor ten  twierdzi, między innymi, że „Kościół jest odpowiedzialny za holocaust, a chrześcijaństwo legło u podstaw nazizmu” , a  zagłada Żydów, jaka dokonała się w Europie ponad pół wieku temu, była po prostu „wojną religijną chrześcijaństwa z judaizmem” i „erupcją tego, co pod powierzchnią europejskiej kultury gotowało się od dawna za sprawą chrześcijaństwa.” ([23] str. 1).  Niestety tak to już  jest, że często najgłośniej krzyczą i rzucają oszczerstwa ci, którzy  albo nie wiedzą co mówią , albo kierują się zwykłą nienawiścią do chrześcijaństwa, zresztą taką samą jaką okazywał mu Hitler. Fakty bowiem wskazują na coś zupełnie przeciwnego, gdyż nazizm nie miał nic wspólnego z chrześcijaństwem, stanowiąc zresztą swoją rasistowską ideologią dla niego zagrożenie. W istocie jego ideowych źródeł   należy się doszukiwać  raczej w neopoganiźmie i okultyźmie, a nie w chrześcijaństwie. To, że  Hitler został ochrzczony  w kościele katolickim o niczym nie przesądza , podobnie zresztą jak i ten fakt, że  prawdopodobnie w jego żyłach płynęła krew żydowska ([7] str. 43). Ponadto Hitler ani nie uważał się za katolika , ani nie postępował jak powinien postępować katolik. Prawdziwy katolik winien postępować zgodnie z nauką Chrystusa, która  jest „religią miłości” – jak  żadna inna na świecie, co więcej prawdziwym katolikiem nie może być  człowiek, który sieje wokół  nienawiść, rasizm, gardzi  chrześcijaństwem i  niszczy Kościół katolicki. Zresztą sam Hitler wypowiedział następujące zdanie: „Gdy dojdę do władzy Kościół katolicki nie będzie w Niemczech mieć głosu, lecz by cel swój osiągnąć nie mogę się bez niego obejść.”  Zaś  rzeczywisty, pełen pogardy  stosunek  do chrześcijaństwa wyraźnie ukazują  następujące słowa Hitlera:  „Najcięższym ciosem jaki kiedykolwiek spadł na ludzkość, było chrześcijaństwo … Jest ono wynalazkiem  chorych umysłowo … plagą podobną do syfilisu”  ([26] str. 134). Wkrótce  dały się zauważyć kolejne , wyraźne etapy stopniowego nasilania walki z Kościołem. Organizacje katolickie pozamykano już w 1933 roku ([12] str. 399) zaś w 1935 roku zlikwidowano modlitwę w szkołach. Konsekwentnie usuwano także księży ze szkół tak, że już w 1935 roku około 700 duchownych pozbawiono prawa nauczania religii. Wykorzystując sfabrykowane oskarżenia stawiano pod sądy setki duchownych i katolików świeckich. Jak pisze Andrzej Solak ([28] str. 153): „W 1937 r. Stolica Apostolska potępiła niemiecki narodowy socjalizm w encyklice “Mit brennender Sorge” (zaś włoski faszyzm – w 1931 r. w encyklice “Non abbiamo bisogno ”). Watykan umieścił na indeksie ksiąg zakazanych sztandarowe dzieło głównego ideologa  nazizmu, Alfreda Rosenberga – “Mit XX wieku” (Rosenberg propagował tam wizję heretyckiego, podbudowanego neopoganizmem, “chrześcijaństwa pozytywnego”)   (…) Za rządów Hitlera dla niemieckiego Kościoła nastały ciężkie dni. Rozwiązano katolickie partie i stowarzyszenia. Zamknięto większość religijnych gazet, zniesiono szkoły wyznaniowe. Mnożyły się napady bojówek. Duchownym wytaczano procesy, często pod wydumanymi zarzutami nadużyć finansowych i przestępstw seksualnych. Prześladowania dotknęły 12 tysięcy niemieckich księży; setki z nich poniosły męczeńską śmierć.   Jeszcze gorzej przedstawiała się sytuacja na terenach państw zniewolonych. W jednej tylko Polsce z rąk niemieckich narodowych socjalistów zginęło 6 biskupów, 1923 księży diecezjalnych, 63 kleryków, 580 zakonników, 289 zakonnic. Symbolem męczeństwa duchowieństwa okupowanej Europy stał się obóz koncentracyjny w Dachau; więziono w nim 2720 duchownych (w tym 2597 katolickich) z 20 krajów – 1780 Polaków, 447 Niemców, 156 Francuzów, 109 Czechów i Słowaków, 63 Holendrów, 50 Jugosłowian, 46 Belgów, 28 Włochów, 16 Luksemburczyków, 5 Duńczyków, 3 Litwinów, 3 Węgrów, 2 Albańczyków, 2 Anglików, 2 Greków, 2 Szwajcarów, 1 Norwega, 1 Rumuna, 1 Hiszpana oraz 3 bezpaństwowców.” Jednocześnie wszystkim tym antykościelnym akcjom towarzyszyła coraz intensywniejsza agitacja antyreligijna. Jedno z haseł hitlerowskiej propagand
y głosiło 
„… Kościół musi upaść , aby Niemcy mogły żyć …  .” W refrenie jednej z pieśni hitlerowskich oddziałów szturmowych SA powtarzano  „Towarzysze z oddziałów szturmowych wieszajcie Żydów, stawiajcie księży pod ścianę”, z kolei młodzież z Hitlerjugend śpiewała podczas zlotu norymberskiego w 1934 roku „… Żaden podły ksiądz nie wydrze z nas uczucia, że jesteśmy dziećmi Hitlera. Czcimy nie Chrystusa, lecz Horsta Wessela. Precz z kadzidłami i wodą święconą. Kościół nie rozumie , co dla nas jest cenne. Ta swastyka przynosi zbawienie światu, chcę podążyć za nią krok w krok.”  ([16] str. 97). Ostatecznie w Trzeciej Rzeszy stanęło na tym, że według wyrażenia dra Hompfla  „kultura którą posiadamy nie jest chrześcijańską , a co jest chrześcijańskie nie jest dla nas kulturą.” ([13] str. 391).  Gdzie można doszukiwać się źródeł tego typu postaw?  Jak  uważają niektórzy  niemałą rolę w tym dziele odegrał  Luter i jego następcy, którzy starali się z użyciem wszelkiej przemocy wykorzenić z ziemi niemieckiej katolicyzm, postrzegany jako podległość wobec Rzymu, niegodną prawdziwego patrioty niemieckiego. Protestantyzm tracił bowiem charakter religii uniwersalnej , stając się religią plemienną, a później  narodową, podporządkowaną Państwu, czy panującemu, w myśl zasady cuius regio eius religio.  W protestantyzmie zanika chrześcijański personalizm, oparty na pojęciu „osoby” na rzecz indywidualizmu opartego na pojęciu „jednostki”, jako tylko części społeczeństwa, poza którą nie istnieje, a  więc fragmentem, rzeczą i w końcu w okresie hitlerowskim – niczym. Kilka stuleci później neopogański hitleryzm powie  o człowieku – Du bist nichts, das Volk ist alles. Zdaniem ks. prof. M.Poradowskiego porzucone przez protestantyzm chrześcijańskie pojęcie godności człowieka doprowadza także w konsekwencji  do pogardzania tej godności w drugich i do przesadnego wyolbrzymiania jej u swoich. ([24] str. 29).  Ponadto  protestantyzm był nie tylko zjawiskiem religijnym, ale także cywilizacyjnym. Stanowił on bowiem w pewnym sensie reakcję cywilizacji germańskiej przeciwko cywilizacji łacińskiej  ([24] str. 41): „… niemiecka  pycha nigdy nie mogła pogodzić się z faktem, że to nie oni dali światu cywilizację (…) że cywilizacja, którą żyją narody europejskie i z europejskich pochodzące, jest cywilizacją z pochodzenia rzymską i chrześcijańską (…) Ten bunt cywilizacji germańskiej przeciwko cywilizacji łacińskiej znajdzie pełne ujście w protestantyźmie i przez protestantyzm ujawni się właśnie oblicze cywilizacyjne Niemiec.”   Istnieją bowiem historycy, którzy uważają, że obok podanych przez polskiego historiozofa Feliksa Konecznego czterech podstawowych cywilizacji (łacińska, bizantyńska, żydowska i turańska)  istnieje w Europie również piąta – germańska.  Wedle tego poglądu ową cywilizację germańską można traktować jako rozwinięcie lub przetworzenie cywilizacji bizantyńskiej   w duchu niemieckim. Tendencje antychrześcijańskie w Niemczech  nasiliły  się szczególnie  w XIX wieku, w  czasach „bismarckowskich”. „Żelazny Kanclerz” określił swoje prześladowania katolików w czasie Kulturkampfu  jako „walkę o cywilizację”, odgrodzenie ich od „obcego i przesądnego” papiestwa i zgromadzenie ich  w kościele narodowym, tak jak to kilka wieków wcześniej chcieli uczynić luteranie ([15] str. 145). Z czasem jednak zaczął następować również stopniowy rozkład protestantyzmu oraz wzrost wpływów neopogańskich.  W 1889 roku  Nietzsche wydał  swoje dzieło pt. „Antichrist” w którym zawarł niejako zupełnie nowy „katechizm” : ” Co jest dobrem? wszystko co potęguje uczucie potęgi, wolę do potęgi, samą potęgę człowieka. (…) Słabi i nieudolni niech zginą , to pierwsze zadanie naszej miłości ludzi. (…) Potępiam chrześcijaństwo …Kościół żył z biednych , stwarzał biedy żeby je uwieczniać”. Nietsche wprowadził także pojęcie istnienia istot wyższych „nadludzi” (Ubermenschen) i niższych – „podludzi” (Untermenschen).  Zwalczając chrześcijaństwo głosił on także pogląd, że działalność ludzka uwarunkowana jest potrzebami życiowymi. Przy ich zaspokajaniu „nadludzie”, czyli istoty o bogatej indywidualności, pełne godności, stanowczości i bezwzględności w przeprowadzaniu swych zamierzeń, mogą wprowadzać własne zasady i łamać już istniejące. Ich przeciwieństwem są „niewolnicy-podludzie”, którzy wyznają takie zasady jak sprawiedliwość, litość, miłość bliźniego i dobro społeczne  ([19] str. 11).  Mniej więcej w tym samym czasie  Paul de Lagarde (który niegdyś nazywał się Botcher) słynny orientalista i biblista  „stał się na schyłku życia antychrześcijańskim i ogłosił swoje „Nationale Religion”. On pierwszy dostrzegł rozkład protestantyzmu i dobijał go. Odrzuca bóstwo Chrystusa: u niego ,,rabin z Nazaretu jest w najwyższym stopniu nudnym”. Jego zaś religia narodowa ma być oparta na jakiejś specjalnej pobożności niemieckiej i służyć wielkości Niemiec. Głównym środkiem dobrze obmyślane wychowanie dzieci. Lagarde uważa Niemców za naród wybrany, któremu Opatrzność porucza rządy nad ludami?”  ([12] str. 394).  Do tego wszystkiego coraz silniej  w ówczesnych  Niemczech dochodziły do głosu nastroje antyżydowskie. W roku 1879 hamburski anarchista Wilhelm Marr założył Ligę Antysemicką, wprowadzając do słownika politycznego termin „antysemityzm” . Jak na ironię  miał on  żydowskiego ojca  Heinricha Marra, który był znanym artystą w Hamburgu.Warto jednak zauważyć, że  termin „antysemityzm”  w warunkach drugiej połowy XIX wieku (zgodnie z teorią o tzw. „rasach niższych”) wymierzony był  przeciw wszystkim Semitom : tj. Arabom, Żydom, Aramejczykom, Chaldejczykom, Asyryjczykom, Etiopczykom itp. Obecnie zatracił swój pierwotny sens i został przywłaszczony przez niektóre środowiska żydowskie jako określenie jakiejkolwiek krytyki czy postawy skierowanej  przeciwko nim. W 1879 r. w Berlinie Chrześcijańsko-Socjalistyczna Partia Robotników przyjęła program wymierzony w Żydów. Z kolei w 1882 roku w Dreźnie odbył się pierwszy Międzynarodowy Kongres Antyżydowski, zaś następny w Kassel (1886) i Bochum (1889)  ([19] str. 15). Jak zauważa Feliks Koneczny  wkrótce zaczęto pracować nad  utworzeniem nowej  „religii narodowej”  , której podstawą miał być„mit krwi i rasy niemieckiej” a rasizm niemiecki „doskonale przygotowany przez antropologię, nabiera od roku 1907 walorów religijnych. Zerwanie z chrześcijaństwem narzucało się już z nieodpartą konsekwencją … Stając się na nowo poganami popadli Niemcy w sekciarstwo neopogańskie, w gmatwaninę wymysłów wiodących do coraz większych nieporozumień.” ([12] str. 395).  Doprowadziło to do takiego stanu, że już przed pierwszą wojną światową były już w Niemczech gotowe „neopoganizmy i rasizm … To wszystko nie mieściło się już w cywilizacji bizantyńskiej. Natomiast nastąpiło zbliżenie do cywilizacji żydowskiej” ([12] str. 396).  Co więcej zdaniem  F.Konecznego  sam hitleryzm, mimo swej postawy antyżydowskiej, jest owocem wpływu niektórych pojęć cywilizacji żydowskiej na postawę środowiska europejskiego, zbuntowanego przeciw chrześcijaństwu i przeciwko cywilizacji łacińskiej; do światopoglądu hitlerowskiego należy przecież pojęcie narodu wybranego, wyższego nad inne, wiara w mesjanizm i wybraństwo – czyli naturalne prawo Niemców do panowania nad światem i bycia „Herrenvolkiem” dla nie-Niemców oraz pojęcie moralności i etyki , odmiennej w zastosowaniu do swoich i obcych.  Wytworzono też w hitleryźmie  pojęcie plemiennego „boga niemieckiego” (der Deutsche Gott), który nie był bynajmniej bogiem  innych ludów. Jak wiadomo wedle tej idei wybraństwo to miało w końcu doprowadzić do panowania nad całym światem. Podobnie Hitler przyrzekał, że Niemcy mają stać się panami „naszej planety.”   W duchu tej niemieckiej monolatrii od roku 1930 protestanci  jednoczyli się w tzw. „Kościele Rzeszy” jako „Deutsche Christen” („Chrześcijanie Niemieccy”), których mottem było „Jeden naród , jedna rasa, jeden Fuhrer” , hasło zaś brzmiało „Niemcy naszą misją, Chrystus naszą siłą.”  Statut tego „kościoła” został ustalony według  zasad partii faszystowskiej , włączając „paragraf aryjski”, wykluczający ordynację pastorów spoza „czystej rasy” i zaostrzający warunki udzielania chrztu osobom nie będących czystej krwi  ([15] str. 149). Jak napisał kardynał Joseph Ratzinger: “Fenomen  ‚Chrześcijan Niemieckich’ naświetla charakterystyczne zagrożenie, na jakie narażony jest protestantyzm w obliczu faszyzmu. Luterańska koncepcja chrześcijaństwa narodowego, niemieckiego i antyłacińskiego, stanowiła dla Hitlera dobry punkt wyjścia, zgodny z tradycją Kościoła Narodowego, kładącego silny nacisk na posłuszeństwo wobec władz politycznych, co jest normalne wśród wyznawców Lutra. Z tych właśnie powodów protestantyzm luterański czuł się bardziej zobowiązany niż katolicyzm do schlebiania Hitlerowi. Tak błędny ruch jak ‚Deutsche Christen’ nie mógłby powstać na bazie katolickiej koncepcji Kościoła” ([15] str. 151). Należy podkreślić jednak, że opanowanie przez nazistów Niemieckiego Kościoła Ewangelickiego wywołało sprzeciw uczciwych ewangelików, którzy założyli własny “Kościół wyznaniowy”. Warto przytoczyć jeszcze pewien tekst , który ukazał się  w  okresie międzywojennym w hitlerowskich Niemczech  nakładem „Vereinigung zum Schutze Oberchlesiens” . Stanowi on  swego rodzaju modlitwę do monolatrycznego „niemieckiego boga” i  w polskim przekładzie brzmi  następująco  ([25] str. 1):

Poraź, o panie, bezwładem ręce i nogi Polaków;
Zrób z nich kaleki, poraź ich oczy ślepotą.
Tak męża jak kobietę ukarz głupotą i głuchotą.
Spraw, żeby lud polski gromadami całymi zmieniał się w popiół
Ażeby z kobietą i z dzieckiem został zniszczony, sprzedany w niewolę
Niech nasza noga rozdepcze ich pola zasiane!
Użycz nam nadmiernej rozkoszy mordowania dorosłych, jak też i dzieci.
Pozwól zanurzyć nasz miecz w ich ciało,
I spraw, że kraj polski w morzu krwi i zgliszczach zniszczeje
Niemieckie serce nie da się zmiękczyć,
Zamiast pokoju, niech wojna zapanuje między oboma państwami,
A jeśli kiedyś będę się zbroił do walki na śmierć i życie,
To będę wołał, umierając: Zmień, o panie, Polskę w pustynię.

Sytuację w jakiej znalazły się ówczesne Niemcy  trafnie i lapidarnie ujął generał Erich von Ludendorff , który w 1935 roku w czasie rozmowy przeprowadzonej z dziennikarzami stwierdził: „Jestem przeciwnikiem chrześcijaństwa i poganinem i jestem z tego dumny (…). My Niemcy jesteśmy w tej chwili ludem, który najbardziej odłączył się od chrześcijańskiej nauki. Dopiero wskutek zupełnego odrzucenia chrześcijaństwa nabędzie lud niemiecki zwartości, której potrzebuje i której byłby potrzebował w ciężkich chwilach 1918 roku.”  Tak więc następowała  reorientacja cywilizacyjna Niemiec, stopniowe spychanie ich ku neopoganizmowi i wzrost antychrystianizmu. Niebagatelną rolę  w tym procesie odegrała  również działalno ść różnych tajnych towarzystw, które czasem w swoich doktrynach  nawiązywały wprost do okultyzmu czy wręcz satanizmu.   Według oceny ks. prof. A.Zwolińskiego:  ” większość autorów  choć nie zaprzecza wpływom okultyzmu na Hitlera i jego najbliższe otoczenie, to jednak często je lekceważy. Trudno dzisiaj ocenić stopień zależności, jaki istniał między zagładą milionów ludzi i niemal całkowitym zniszczeniem Europy a okultyzmem. Pewne jest natomiast to, że w porządek świata na pewien czas wprowadzona została bezsprzecznie demoniczna siła ([14] str. 59).  Jak pisze J.Carr  – „Wiemy, że Hitler i jego najwyżsi dostojnicy byli albo adeptami nauk tajemnych albo zupełnymi satanistami .” ([6] str. 184). Z kolei znany biograf Adolfa Hitlera, brytyjski historyk Alan Bullock wyraził  sugestię, że wódz Trzeciej Rzeszy był opętany ([21] str. 1). Jest to prawdopodobnie  spora przesada, natomiast faktem jest, że   magia iokultyzm  cieszyły się niejednokrotnie  zainteresowaniem hitlerowskich elit. Chętnie słuchano  fantastycznych przepowiedni i wzniosłych wizji głoszonych przez partyjnego jasnowidza, wiedeńskiego Żyda Herschela Steinschneidera, który występował pod nazwiskiem Eric Jan van Hanussen  ([3] str. 111). W bliskim   otoczeniu Himmlera działał Austriak  Karl Maria Wiligut, który dzięki rzekomemu posiadaniu „pamięci przodków” i natchnionemu reprezentowaniu tradycji germańskich  stał się ulubionym mentorem reichsfuhrera SS w dziedzinie mitologii.  W latach 1933-1939 otrzymał on nawet oficjalną misję prowadzenia badań prehistorycznych w SS  ([17] str. 252). Wiadomo też, że spore wrażenie na Hitlerze i ludziach z jego otoczenia wywoływała  działalność angielskiego satanisty Aleistera Crowleya ([7] str. 40), którego idee zawierały także pewne zarodki mistycznego faszyzmu. Crowley wyrósł w stowarzyszeniu różokrzyżowców „Hermetycznym Zakonie Złotej Zorzy”. Pomysł powołania do życia tego stowarzyszenia powstał w kręgu londyńskich teozofów.  Założona w 1888 roku przez londyńskiego wolnomularza  Wynna Westcotta. „Złota Zorza” („Golden Dawn”) utrzymywała także ścisłe stosunki z Iluminatami niemieckimi, zaś Crowley po swojej inicjacji  w 1898 roku szybko awansował w hierarchii kolejnych wtajemniczeń. Niedługo potem  założył on własny magiczny zakon „Argentium Astrum” (Srebrna Gwiazda) i wydawał  magazyn „Equinox”  ([14] str. 55). Crowley nawiązał również kontakt z działającym w Niemczech kolejnym tworem Iluminatów:  „Braterstwem Światła” znanym pod ezoteryczną nazwą „Zakonu Świątyni Wschodu” („Ordo Templi Orientis” – O.T.O),  a   wkrótce potem zostaje mianowany przywódcą brytyjskiej filii O.T.O. zwanej „Mysteria Mystica Maxima” (M.M.M.) ([14] str. 57).  W rozpowszechnianiu  doktryn okultystycznych w Europie  dużą rolę odegrała światowa organizacja teozofów. Doktryny te opierały się zasadniczo na kabale i gnozie i były oferowane w rozmaitych formach takich jak choćby  astrologia, alchemia, czy też  religie wschodnie ([18] str. 25). Niemieckie Towarzystwo Teozoficzne powstało w 1896 roku jako filia Międzynarodowego Bractwa Teozoficznego, które zostało założone w 1875 roku w Nowym Jorku   ([17] str. 77).  Wkrótce ruch ten stał się bardziej spójny będąc wspierany przez dziesięć lokalnych teozoficznych i około trzydzieści mniejszych kół na terenie całych Niemiec i Austrii. Zresztą podobnie jak nazizm tak i  komunizm  posiadał w pewnym zakresie swoje ezoteryczne źródła. Bowiem również w przedrewolucyjnej Rosji,  propagowano okultyzm poprzez różne tajne stowarzyszenia. Jako jeden z przykładów można wymienić  tzw. „Zakon Martynistów”, do którego należeli  między innymi: wybitny malarz  Nikołaj Roerich wraz z małżonką Heleną (po wyemigrowaniu do USA tenże Roerich,  miał się przyczynić się do umieszczenia na banknotach dolarowych trójkąta z wszechwidzącym okiem  i dewizą Novus Ordo Seclorum), akademik prof. Oldenburg, rzeźbiarz Siergiej Mierkułow (przyrodni brat znanego sekciarza G.Gurdijewa, który później miał ponoć wtajemniczyć w okultyzm Karla Haushofera i Rudolfa Hessa), redaktor pisma „Russkoje bogatstwo” Paweł Makijewski oraz  Aleksander Barczenko. Ten ostatni był znanym w Rosji hipnotyzerem, pisarzem-okultystą i założycielem „Jedynego Robotniczego Bractwa” – organizacji skupiającej wielu martynistów. Jej członkowie, podobnie jak niektórzy teozofowie, utrzymywali, że na Wschodzie (najprawdopodobniej w Tybecie lub w Himalajach) istnieje rzekomo podziemna kraina, zamieszkiwana przez świętych, nieśmiertelnych ludzi (czy też raczej nadludzi), którzy z ukrycia uczestniczyć mają w kierowaniu sprawami świata ([21] str. 1). Istnieje również wśród niektórych autorów teoria , że
  tajne stowarzyszenia będące spadkobiercami  Iluminatów miały wpływ na  stworzenie odpowiednich podstaw filozoficznych dla wprowadzanych stopniowo w życie zasad komunizmu i nazizmu.
  Wedle tego poglądu w czasie gdy Karol Marks opracowywał „Manifest Komunistyczny” pod nadzorem jednej grupy „oświeconych” , Karol Ritter , wykładający w Berlinie i we Frankfurcie , pisał antytezę komunizmu pod opieką innej. Dzieło Rittera ukończył F.W.Nietzsche.  Dało ono podwaliny dla faszyzmu i nieco później dla nazizmu. Chodziło bowiem o to by stworzyć dwa zwalczające się obozy, które dostatecznie wzmocnione, mogłyby zniszczyć się nawzajem, niszcząc przy tym wszelkie instytucje państwowe oraz religijne i przybliżając w ten sposób dzień nastania „nowego światowego ładu”  ([22] str. 13).  Dla przykładu można wymienić także kilka innych tajnych towarzystw i ruchów, które jak się uważa były mniej lub bardziej związane z powstaniem i  rozwojem nazizmu:

„Zakon Nowej Świątyni”

Adolf Josef Lanz (Georg Lanz von  Liebenfels),  uważany przez niektórych za jednego z głównych „przedwojennych wiedeńskich mentorów” Hitlera ([17] str. 133), urodził się 19 lipca 1874 w Wiedniu, choć sam głosił , że dniem jego urodzin był 1 maja 1872. Wbrew swojej późniejszej fantazji na temat rzekomego arystokratycznego pochodzenia, został on wychowany przez rodziców pochodzących z tzw. klasy średniej. W 1893 roku Lanz wstąpił do nowicjatu w cysterskim opactwie Heiligenkreuz niedaleko Wiednia, jednak ostatecznie w 1899 roku opuścił  zakon cystersów, zrywając śluby zakonne i w 1900 roku założył w Wiedniu masońską organizację pod nazwą  „Zakon Nowej Świątyni” – „Ordo Novi Templi” („Zakon Nowych Templariuszy”). Twierdził on, że odradza w ten sposób dawny zakon, który zginął w płomieniach wraz ze swym mistrzem Jakubem de Molay. ([8] str. 204). Jako symbol  nowej organizacji  wybrał on okultystyczny, starohinduski znak boga -słońca, czyli swastyki, który zdobił czarny sztandar jego „zakonu”.   Mimo swego żydowskiego pochodzenia, Lanz wydawał od 1905 roku okultystyczne czasopismo „Ostara” propagujące także treści antyżydowskie. Był on maniakiem rasowym głosząc  różne urojone idee na temat „czystości rasy”. W latach 1908-1909  publikował on na jego łamach między innymi instrukcje do obmierzania różnych części ciała w celu ustalenia stopnia ich „nordyckości” ([3] str. 33). Pismo to, którego okładkę zdobiło godło ze swastyką,  obwieszczało także nadejście „Nowej Ery Świata”, którą mieli ustanowić. właśnie naziści. Lanz „odkrył” także, że „miłość bliźniego u Chrystusa Pana to nic innego, jak tylko walka o czystość rasy. A rasa germańska tj. rasa Niemców protestanckich , a w szczególności Prusaków, to rasa nad rasami i prarasa zarazem.”  ([12] str. 374). Gorliwym czytelnikiem „Ostary” miał być  także Hitler, który spotkał się z Lanzem w Wiedniu w 1908 roku ([3] str. 33).  Za zebrane pieniądze  Lanz zakupił zamek Werfenstein , na którego wieżę  w 1907  roku została wciągnięta  flaga ze swastyką. Podobne zamki  w zamyśle Hitlera, miały być  miejscami kształcenia przyszłej partyjnej elity ([3] str. 33).  W 1932 roku Lanz pisał  tak do „brata zakonnego” Emiliusza  „… Hitler jest jednym z naszych najlepszych uczniów . Jeszcze zobaczysz , że zwycięży, a my wraz z nim i zainicjujemy ruch, który wprawi świat w drżenie. Heil Dir . ” Jak się okazało Hitler  w swoim programie politycznym, wypowiedziach i działaniach, rzeczywiście niejednokrotnie nawiązywał do religijno-rasowej manii Lanza, ([3] str. 34). Zresztą wkrótce postanowił on „poprawić rasę” w Niemczech i w 1929 roku zapowiedział ustawodawstwo rasowe „według ideału Sparty” ([12] str. 399). Nieco wcześniej, bo w 1920 roku  Rosenberg w swojej pracy  „Mythus des XX Jahrhundrets” („Mit XX wieku”) popularyzuje „mit rasy”  i „odkrywa”, że rasa nordycka, a  zatem Niemcy, wznosi się  duchowo do równości z Bogiem i że największym obowiązkiem jest dbać o jej rozmnożenie. Dla osiągnięcia tego celu proponuje wielożeństwo dla mężczyzn uznanych za „najczystszych” rasowo. Jego zdaniem   samo pojęcie grzechu jest  szkodliwe  i nowa „religia niemiecka” obejdzie się bez tego, zaś  samo chrześcijaństwo „nie  nadaje się dla niemieckiej duszy , bo mieści w sobie ‚dużo szkodliwych objawów’ …” ([12] str. 397). Później tenże Rosenberg postuluje by Niemcom przywrócić stanowisko mocarstwowe i rozszerzać  granice „na cztery strony świata„, zaś w innej swojej rozprawie udziela takiego wyjaśnienia tej zaborczości: „Trzeba ziemi dla rasy stumilionowej. Nie w Afryce nam jej zdobywać, lecz w Europie. Oto kwintesencja całej polityki zewnętrznej niemieckiej na najbliższe stulecia.” ([12] str. 398). 

Strona tytułowa jednego z zeszytów „Ostary” z symbolem swastyki, czasopisma wydawanego w Wiedniu od 1905 roku przez  Georga Lanza  von Liebenfels – głosiciela nowej „nauki o rasie”, który miał duży wpływ na kształtowanie się poglądów młodego A.Hitlera. 

Stowarzyszenia „Vril” i „Thule”

Kolejnymi  tajnymi organizacjami, które odegrały pewną rolę w tworzeniu  nazizmu były stowarzyszenia  „Vril”  i  „Thule” . Stowarzyszenie  „Thule”  zostało  założone przez  Rudolfa Glauera , bardziej znanego jako baron Rudolf von Sebottendorff ([2] str. 151), który przez pewien czas przebywał w Turcji. Był on astrologiem , różokrzyżowcem i uczniem żydowskiego kabalisty Termudi, którego rodzinę poznał podczas swojego pobytu w Bursie ([4] str. 180). Rodzina Termudich zajmowała się bankierstwem i handlem. Stary Termudi po wycofaniu się z interesów, których prowadzenie przejęli  jego krewni, poświęcił się studiom Kabały zbierając teksty alchemiczne i różokrzyżowe. ([17] str. 199).  Termudi  byli także wolnomularzami czynnymi w loży, najprawdopodobniej afiliowanej do rytu Memphis. W 1901 roku Glauer został wprowadzony do masonerii przez najstarszego z Termudich  i  po nim też odziedziczył jego okultystyczną bibliotekę ([17] str. 199).  Wedle niektórych loża masońska , której członkiem został Glauer mogła stanowić lokalną kadrę przedrewolucyjnego Tajnego Stowarzyszenia Unii i Postępu założonego na wzór wolnomularstwa, które dało początek tzw. „świadomości liberalnej” w Turcji. Choć Glauer zaczął posługiwać się tytułem i nazwiskiem von Sebottendorff twierdząc, że jest arystokratycznego pochodzenia , to jak się przypuszcza była to tylko jego własna fantazja. 

Emblemat tajnego stowarzyszenia „Thule”   (1919 r),  założonego przez Rudolfa Glauera. Propagowano w nim różne doktryny ezoteryczne, które odegrały istotną rolę w rozwoju nazizmu.  Członkami tego stowarzyszenia byli między innymi: Max Amman, Dietrich Eckart, Rudolf Hess, Adolf Hitler, Alfred Rosenberg. Umieszczona u góry emblematu swastyka – czyli równoramienny krzyż ze zgiętymi końcami – jest starohinduskim znakiem symbolizującym Słońce oraz siłę, światło i moc jakie się z nim wiążą.

 W 1912 roku wraca on do Niemiec , a w 1913 roku wstępuje do tajnego stowarzyszenia  „Germanenorden” (Zakon Germanów) . Wkrótce w porozumieniu z jej głową – Hermannem Pohlem – postanawia zreorganizować ten „zakon”, podejmując się jego ożywienia na terenie Bawarii, oraz  doprowadzić  do scalenia, dotychczas rozproszonych, lóż germańskich pod jednym kierownictwem. Formalnego otwarcia  nowego stowarzyszenia dokonano 18 sierpnia 1918 roku w Monachium (w hotelu „Vierjahreszeiten”)  przyjmując dlań nazwę „Thule Gesellschaft” (Stowarzyszenie Thule) ([17] str. 207).  Glauer zainteresował się bowiem nordyckim mitem Hyperborei (Antlantydy ?) , której stolicą miało być rzekomo Thule i postanowił go wykorzystać w swojej organizacji. Wylansował on także dwa czasopisma, których artykuły wstępne obwieszczały zbliżanie się „Apokalipsy” i „Nowej Ery” , głosząc iż: „Wszystko co żyje musi zniknąć , aby zrobić miejsce nowemu życiu .” ([8] str. 205). Członkami stowarzyszenia Thule byli między innymi: Max Amman, Dietrich Eckart, Rudolf Hess, Adolf Hitler, Alfred Rosenberg  ([2] str. 151).  Od 1918 roku jeden z wpływowych członków tej tajnej organizacji pisarz Dietrich Eckart organizuje seminaria rasistowskie pod nazwą „Dobry Niemiec” ([4] str. 180). W 1919 roku tenże Eckart spotyka Hitlera i jest pod wrażeniem jego zdolności krasomówczych i osobistego magnetyzmu. W tym samym roku Hitler wstępuje do Niemieckiej Partii Pracy (DAP-Deutsche Arbaiter Partei) i zostaje przyjęty do stowarzyszenia „Thule” ([5] str. 35). Według niektórych badaczy właśnie to tajne stowarzyszenie miało decydujący wpływ na powstanie DAP,założonej formalnie przez Antona Drexlera. Ich zdaniem  DAP  była „tylko zewnętrznym przejawem pewnej grupy ezoterycznej , wywodzącej się z antysemickich lóż germańskich” scalonych po 1912 roku przez wspomnianego już Glauera ([2] str. 151). 24 lutego 1920 roku DAP zostaje przekształcona  w NSDAP czyli Narodowo-Socjalistyczną Niemiecką Partię Robotniczą. Wkrótce Hitlerowi  powierzane są różne funkcje propagandowe, a w czerwcu 1920 roku otrzymuje on propozycję kierowania tą partią. O istotnej roli stowarzyszenia „Thule” w tworzeniu ruchu nazistowskiego świadczyć może także wypowiedź „czołowego ideologa nazizmu” Alfreda Rosenberga  z okresu  procesu przywódców hitlerowskich w Norymberdze:  „Thule? Ależ wszystko wyszło stamtąd! Pouczenie tajne, któreśmy mogli stamtąd zaczerpnąć, pomogło nam więcej w dojściu do władzy niż dywizje SA i SS. Ludzie, którzy założyli to stowarzyszenie, byli prawdziwymi magami .”  Jak stwierdził  G.Galli  „znajdowało się tam po trosze wszystko: gnoza rasistowska, snobizm kierowniczych klas europejskich oddanych kultom ezoterycznym (tajemnym), obecność służb tajnych i potężnych lobby (związków) finansowych, łajdacy i prawdziwi magowie okultystyczni.” ([14] str. 57). Z kolei zdaniem pastora niemieckiego F.W.Haacka  „… listę członków rasistowsko-neogermańskiej organizacji ‚Thule’ czyta się jak jakieś ‚Who is Who’  Trzeciej Rzeszy.”

Jeśli chodzi o stowarzyszenie „Vril” to jego założenie wiąże się z osobą   Karla Haushofera, słynnego geopolityka i  jednego z głównych inspiratorów nazizmu ([2] str. 149). Ten katolik żydowskiego pochodzenia był  także członkiem stowarzyszenia „Thule” jak również należał  do grupy tzw. „Poszukiwaczy Prawdy”, na czele której stał  Georg Iwanowicz Gurdijew ([27] str. 11), również żydowskiego pochodzenia,  działający w różnych sektach i wspólnotach religijnych na terenie Gruzji, Francji, USA. Gurdijew  miał , wedle niektórych autorów, wtajemniczyć Haushofera i Hessa w okultystyczne nauki tybetańskie, a później osiedlić się w Tybecie by  wychowywać Dalaj Lamę ([3] str. 72-73). Jak twierdzi Wulf Schartzwaller w swojej książce „The Unknown Hitler” to właśnie Haushofer, będąc „uczniem” Gurdijewa,  założył w Berlinie stowarzyszenie „Vril”, znane także pod nazwą „Świetlistej Loży”. Zarówno Gurdijew jak i Haushofer utrzymywali, że jakoby mają  kontakty z pewną tajemniczą „tybetańską lożą”  , która posiadała rzekomo sekret „nadczłowieka”. Zdaniem Schartzwallera do stowarzyszenia „Vril” należeli między innymi: Hitler, Rosenberg, Himmler, Goering i osobisty lekarz Hitlera –  dr Morell. Ponadto Gurdijew i Aleister Crowley mieli  utrzymywać kontakty z Hitlerem, który  swoją siłę sugestii i  magnetyczny wpływ na tłumy  ponoć zawdzięczał  psychologicznym technikom nabytym w tajnych stowarzyszeniach. Trudno jest jednoznacznie ocenić, czy  powyższe informacje są do końca wiarygodne, w każdym razie faktem jest, że w  1919 roku Haushofer bywał u Rudolfa Hessa wraz ze swoimi przyjaciółmi z lóż „Vril” i „Thule”, a we wrześniu tego roku zostaje on przedstawiony Hitlerowi przez tegoż Hessa w trakcie zebrania Niemieckiej Partii Pracy (DAP) ([2] str. 150). Karl Haushofer był także  twórcą pojęcia tzw. „przestrzeni życiowej” (Lebensraum) i  tzw. „doktryny kontynentalnej” , w oparciu o którą Hitler podporządkował sobie obszary Europy Środkowej i Wschodniej. Haushofer otrzymał  stanowisko prezesa Akademii Niemieckiej w Monachium, a jego syna  , również profesora ekonomii politycznej , Hitler umieścił w sztabie swego zastępcy, Rudolfa Hessa, gdzie powierzano mu najbardziej zaufane misje do różnych krajów świata ([3] str. 73). Przez osobę Haushofera można było także dotrzeć do brytyjskiej loży „Golden Dawn” (Złota Zorza) „emanacji fabianistycznych socjalistów , którzy właśnie inspirowali i ukierunkowywali anglo-amerykański świat finansowy …” ([2] str. 149). Co więcej  loża ta utrzymywała ścisłe stosunki z Iluminatami niemieckimi poprzez zakonspirowane stowarzyszenie lucyferiańskie „Stella Matutina”  ([11] str. 37).   Karl Haushofer był również jednym z mentorów Rudolfa Hessa i głównym inspiratorem jego tajemniczego lotu do Szkocji w maju 1941 roku. Jak się powszechnie utrzymuje Hess udał się tam żeby spotkać z dobrym znajomym Haushofera, księciem Hamilton. Celem tego spotkania miało być  uzyskanie takiego wpływu na króla angielskiego aby doprowadzić do pokoju z Wielką Brytanią. Stowarzyszenia „Vril” i „Thule”  nosiły  znamiona prawdziwego „zakonu” religijnego i podobnie jak to było w przypadkuIluminatów Weishaupta, reprezentowały zbliżoną ideę lucyferianizmu tylko z różnymi wariantami ezoteryczno-okultystycznymi , propagując „Religię Rozumu”, nadejście „Nowej Ery” i  powstanie „Nowego Człowieka”.  Słowo „Vril” oznacza bowiem  „szczególnie silny fluid powszechnego magnetyzmu, esencję boskości (…) prawdopodobnie stał się on źródłem koncepcji przyszłego naddczłowieka. Jego energia ponownie odkryta przez wielkich wtajemniczonych (…) miała być tchnięta w całą rasę germańską by uczynić z niej rasę panów . ” ([8] str. 204). Zresztą w tym duchu wypowiadał się także  sam Hitler, który twierdził, że religia w rozumieniu tradycyjnym już się przeżyła i  zostanie ona zastąpiona przez „Naukę (…) nową gnozę, która zainauguruje Erę Umysłu i w ten sposób urzeczywistni – poza mutacją biologiczną – ideę człowieka-boga , odpowiedzialnego jedynie przed samym sobą .” ([8] str. 148). Warto w tym miejscu odnotować, że sformowane w 1923 roku tzw. Sztafety Ochronne NSDAP (Die Schutzstaffeln Natzionalistischen Deutschen Arbeitspartei), które w 1925 roku przyjęły nazwę SS , posiadały również pewne znamiona zakonu religijnego o charakterze ezoterycznym i hierarchicznych szczeblach. Zakon SS zawierał  „krąg wewnętrzny” , który obejmował towarzystwo badań i studiów ideologicznych  – Ahnenerbe (czyli Dziedzictwo Przodków) oraz organizację o charakterze mistycznym i wykonawczym – właściwy zakon SS , czyli Czarny Zakon. Ahnenerbe prowadziła na przykład„badania dotyczące różokrzyżowców, świętych liczb , psychicznych skutków jogi i zenu, skuteczności praktyk magicznych i alchemicznych, lokalizacji ośrodka Agarttha. Są to klasyczne tematy współczesnej literatury ezoterycznej. Doktryna SS  jest symbolicznie wyrażana podwójną runą : dwa „S” narysowane jako pararelne błyskawice. W mitologii germańsko-nordyckiej jedna błyskawica wyraża dobro, a dwie błyskawice – zło  .” ([8] str. 148). Według  doktryny  propagowanej w SS  świat jest „surową materią, którą trzeba przekształcić. Wewnątrz tej materii jest uwięziona energia  ; została tam  zgromadzona przez magów, mędrców starożytnej Hyperborei. Ci którym uda się wydobyć ową energię (nazywaną Vril)  będą mogli wejść w kontakt z „zewnętrznymi mocami” (…) człowiek jest przejawem sił uniwersalnych , które krążą w obiegu międzyplanetarnym. Zawiera w sobie cały kosmos (…) kto umie w sposób doskonały zastosować tę doktrynę odpowiedniości , jest w stałym kontakcie z bogami , znajduje się w drodze do naddczłowieczeństwa .” ([8] str. 149). Jak widać można w tych stwierdzeniach odnaleźć niektóre idee propagowane również obecnie, choćby przez ruch New Age.

Globalny socjalizm i „Ruch Paneuropejski”

Jak się przypuszcza opisywana wcześniej reorientacja cywilizacyjna Niemiec poprzez działalność rozmaitych tajnych towarzystw odbywała się w ściśle określonym celu, gdyż postanowiono  wykorzystać hitlerowskie Niemcy jako  narzędzie do swoistego  „federowania” Europy. W zamyśle sterników światowej finansjery  miał to być bowiem jeden z etapów  do utworzenia większych, ponadnarodowych  całości tj. pansowieckiej, panamerykańskiej, paneuropejskiej, panazjatyckiej, panbrytyjskiej, a w końcu  jednej światowej organizacji polityczno-ekonomicznej –  „Republiki Światowej” pozostającej pod ich kontrolą. Zaczęto także  propagować  pewną formy  totalnego socjalizmu, w którym  państwo i jego jedyna partia kontroluje całe państwo i społeczeństwo oraz  wszystkie jego zdolności produkcyjne, gdzie człowiek pełni rolę jedynie  trybu w maszynie. Jego odmianami były : socjalizm sowiecki  oraz  niemiecki narodowy socjalizm, określany teraz wstydliwie „nazizmem”, choć przecież termin „nazi” pochodzi od dwóch  zgłosek wyrazu  „Nationalsozialist” (narodowy socjalista) względnie „National sozialismus” (narodowy socjalizm). Zarówno jeden jak i drugi system  ma te same antychrześcijańskie korzenie, ten sam cel oraz  tych samych  bardzo możnych i wpływowych protektorów w postaci  międzynarodowej finansjery ([22] str. 13).Obie te formy powstały z tej samej woli ustanowienia Anty-Kościoła i z podobnego mesjanizmu, będąc jedynie  adaptacjami dostosowanymi do danych ludów. Jak pisał w 1923 r.  Ernst Niekisch, jeden z przywódców niemieckiej „kompartii” w latach 1920-tych i wschodnioniemieckiej partii komunistycznej po 1945 r. doktryny komunistyczna i nazistowska są  „z istoty najbardziej skutecznymi przejawami nieprzejednanego fanatyzmu antyrzymskokatolickiego” ([2] str. 202). Z kolei Goebbels w liście otwartym z datą 1925 podkreślał, że „w rzeczywistości komuniści nie są naszymi wrogami”, zaś  Hitler , który po 1933 r., żądał by pozostawiono otwarte drzwi do NSDAP komunistom, którzy chcieliby do niej wstąpić, pisał w tym samym czasie : „W naszym ruchu (socjalistycznym) łączą się dwie skrajności: komuniści z lewicy i oficerowie oraz studenci z prawicy (…) To zbrodnia, że przeciwstawiają się oni sobie w walkach ulicznych. Komuniści są idealistami socjalizmu” ([2] str. 200). Tak więc zarówno czerwony jak i brunatny socjalizm miały wiele punktów wspólnych, o czym świadczyć może także ich stała i  bliska współpraca w okresie międzywojennym.  Jak  słusznie zauważył jeden z ówczesnych  badaczy „Niemcy dzisiejsze równie dobrze są przygotowane do komunizmu, jak do rasistowskiego nacjonalizmu. Zmiana systemu społeczno-politycznego na komunistyczny byłaby tylko przemalowaniem szyldu, bo ducha nie trzeba tam przekształcać.” ([12] str. 400). Jednak ostatecznie kierownictwo światowej finansjery zdecydowało się jednak na wsparcie finansowe dla narodowego wariantu socjalizmu w Niemczech. Już w latach 1912-1923 tworzy się w Wiedniu pewien ośrodek o kluczowym znaczeniu dla propagowania tych idei. Grupuje on w swoim małym kręgu między innymi ([19] str. 46)

Waltera Rathenaua  – ” żydowski przemysłowiec, polityk, minister  spraw zagranicznych, twórca traktatu w Rapallo w 1922 , zwolennik etatyzmu i współpracy z bolszewikami” 

Karla Haushofera  – „twórca teorii ‚Lebensraum’ i współautor ‚Mein Kampf’ Hitlera”  

Houstona Stewarta Chamberlaina  – „twórca teorii o ‚wyższości’ rasy aryjskiej”

Richarda Coudenhove-Kalergi  – „twórca idei Pan-Europy

Hjalmara Schachta  – „prezes Banku Rzeszy, poparł w 1933 roku dojście Hitlera do władzy, w latach 1933-45 realizował program zbrojeń Rzeszy”

Adolfa Hitlera i wielu przywódców późniejszej NSDAP. 

Przez Walthera Rathenaua i Hjalmara Schachta można było się dostać w środowisko międzynarodowej  finansjery, związanej szeroko z finansowaniem rewolucji bolszewickiej w Rosji w 1917 roku, a później także potęgi przemysłowej Związku Sowieckiego i hitlerowskich Niemiec ([2] str. 149). Jak napisał  biograf  W.Rathenaua,  hrabia Kessler: „jego [tj. Rathenaua]  koncepcja przemysłu zorganizowanego pod kontrolą państwa, w kierunku Ogólnoświatowej Organizacji Ekonomicznej, została jakby skopiowana przez sowiecki plan pięcioletni. Niedługo po rozruchach 1919 powiedział mi on, że bolszewizm jest systemem prezentującym wielkość, do którego bez wątpienia należy przyszłość. Zachwalał upaństwowienie  monopoli przemysłowych, obalenie prawa dziedziczenia, wyzwolenie proletariatu … .”   Podobne programy były opracowywane w Stanach Zjednoczonych przez stojącego u boku prezydenta W.Wilsona, masona i Iluminata, pułkownika  Edwarda Mandella House’a (właściwe nazwisko: Mendel-Hans). Tenże House  uważał, że dzięki jego przyjaciołom fabianistom amerykańskim i angielskim dojdzie do ustanowienia na świecie „socjalizmu o jakim marzył Marks”  ([2] str. 153). Następną ważną postacią z „ośrodka wiedeńskiego” był wspomniany już wcześniej  Karl Haushofer. Miał on liczne powiązania ze stowarzyszeniami „Thule” i  „Vrill” oraz brytyjską lożą „Golden Dawn”. Kolejnym przedstawicielem tego kręgu osób był przyjaciel Schachta i Rathenaua, Richard Coudenhove-Kalergi, który już w 1919 roku inspirował w Wiedniu założenie ruchu zdolnego przekonać opinię publiczną do sfederowania Europy i utworzenia tzw. Stanów Zjednoczonych Europy czyli tzw. „Paneuropy”. Jak pisze P.Vilemarest, Coudenhove-Kalergi  „miał  swą placówkę w sercu ośrodka wiedeńskiego, tam gdzie przybywają liczni inspiratorzy Adolfa Hitlera (…) dzielił on z Chamberlainem uwielbienie dla Nietzschego , proroka Nadczłowieka. I taki sam podziw dla Oswalda Spenglera, dla jego metodycznej i zdyscyplinowanej „pruskości”, dla jego socjalizmu marzącego o „Trzeciej Rzeszy”, którą w 1919 roku na sześć lat przed swą śmiercią , wieszczy Moller Van den Bruck, inny inspirator doktryny, którą w 1923 wyłożą Hitler i Rudolf Hess”  ([2] str. 150). Coudenhove-Kalergi utrzymywał także kontakty ze stowarzyszeniem „Thule”, szukając również tam zwolenników dla swych idei  ([19] str. 18).  Wprawdzie „Ruch Paneuropejski” rodzi się oficjalnie dopiero w 1922 roku, lecz rozmowy na jego temat prowadzone są już trzy lata wcześniej. Utopijna wizja Paneuropy opracowana przez Coudenhove-Kalergiego była częścią globalistycznej koncepcji świata lansowanej przez ośrodki światowej finansjery. Centrala przygotowawcza i propagandowa idei „Paneuropy” została utworzona w Austrii , zaś w Stanach Zjednoczonych został utworzony komitet pomocy, założony przez tamtejsze loże masońskie z  bankierem Felixem Warburgiem i posłem Straussem na czele ([9] str. 23). „Apostołem” Paneuropy został  Coudenhove-Kalergi , członek wiedeńskiej loży „Humanitas” i kapituły – zrzeszenia masonów 18 stopnia, tzw. „Różokrzyżowców” w „Obrządku Szkockim Dawnym Uznanym” pod nazwą „Kapitel Mozart im Tale von Wien” w Wiedniu. Przynależność Coudenhove-Kalergiego do masonerii nie była wcale przypadkowa gdyż  tajne towarzystwa  odegrały dużą rolę w propagowaniu  idei „Paneuropy” jako części  przyszłej „Republiki Światowej”. Jak głosi sprawozdanie z Konwentu „Wielkiego Wschodu Francji” z 1932 roku ([9] str. 23)„Czyż nie z łona masonerii wytrysnęła iskra, co spowodowała wyklucie się Ligi Narodów , Międzynarodowego Biura Pracy i wszystkich instytucji międzynarodowych , co tworzą znojny, ale owocny zarys Stanów Zjednoczonych Europy , a może i świata ? „  Wspomniana idea zakładała między innymi skasowanie gospodarek narodowych poszczególnych państw, utworzenie jednej międzynarodowej całości gospodarczej, w której pojedyncze państwo byłoby nastawione na produkcję tylko jednego rodzaju, uzupełniając swoje potrzeby w innych dziedzinach wytworami innych państw. W ten sposób nastąpiłoby całkowite uzależnienie w sferze gospodarczej. Wszystko to miało być dokonane w imię utrzymania pokoju, wyjścia z kryzysu gospodarczego, utrzymania przywódczej roli Europy w świecie, obrony przed Związkiem Sowieckim itp. Wszystkie te, zresztą bardzo realistyczne, cele polityczne Coudenhove-Calergi wyłożył w swojej książce-manifeście „Pan-Europa” , wydanej w Wiedniu 1923 roku. Jednak o wielu innych, ukrytych, a chyba najistotniejszych  celach  pisał on jedynie w swych trudno dostępnych pracach, ogłaszanych np. na łamach „Wiener Freimaurerzeitung” ([10] str. 107). Wynika z nich, że  jednym z głównych celów „Paneuropy” miało być stworzenie takich warunków, w których „mógłby zostać dopełniony i zakończony proces emancypacji żydostwa” ([10] str. 108). Bowiem Coudenhove-Kalergi „zaczął odkrywać w żydostwie wartości, które jego zdaniem były bardzo cenne dla scalenia narodów chrześcijańskiej (na razie) Europy” ([19] str. 24).  Już wcześniej w jednej ze swych pierwszych prac „Held oder Heilinger” proponował „talmudyczną wizję uniwersalizmu” , w której Chrystus jest tylko jednym z proroków. Co więcej jego zdaniem chrześcijaństwo ma zginąć, gdyż skazane jest na zagładę, zaś narody europejskie „nie są zdolne do uratowania Europy i od nieszczęść może je uchronić tylko panowanie Izraela na ziemi” ([19] str. 24).Niestety ale Coudenhove-Kalergi walcząc w swoich pracach z rasistowskim antysemityzmem popadł w inną skrajność i  doszedł do rasistowskiego filosemityzmu. Jednym z jego postula
tów  była wręcz „hodowla”  „szlachty europejskiej” stanowiącej  „elitę przyszłości” , w której tworzeniu decydującą rolę mieli odegrać Żydzi jako ci , którzy są
„obdarzeni wyższością ducha” . Dla jej potrzeb Coudenhove stworzył nawet specjalną teorię eugeniki o podkładzie rasistowskim ([10] str. 134). Już w 1922 roku  wyjaśniał on, że „Tysiącletnia niewola pozbawiła Żydów , z rzadkimi wyjątkami, gestów pańskości. Długotrwały ucisk hamuje rozwój osobowości  i tym samym zabija w estetycznym ideale szlachectwa główny element (…) Tak to żydowski , duchowy naród panów (das geistige Herrenvolk der Juden) musi cierpieć pod brzemieniem cech niewolnika, które wycisnął na nim jego rozwój historyczny .” W zjednoczonej Europie sytuacja ta ulegnie zmianie gdyż mimo iż „od tysiąca lat Europa usiłuje wytępić naród żydowski” to „dokonała wbrew swojej woli, drogą kunsztownej selekcji, ich uszlachetnienia i wychowania do roli, którą mogą spełnić jako naród-przywódca (…)  w momencie gdy feudalna szlachta rozpadła się, Boska Opatrzność  obdarowała Europę poprzez emancypację żydowską nową rasą z łaski Ducha .” Tak więc rządzić Paneuropą miał tylko jeden naród, natomiast rządzeni według życzeń Coudenhovego mieliby utworzyć mieszankę rasową w postaci „Euroazjatyckiej rasy przyszłości” , która „zastąpi różnorodność narodów przez różnorodność osobowości .” ([10] str. 108). Warunkiem powstania przyszłej „Paneuropy” było dla Coudenhove-Kalergi to, że„nadejście nowej formy istnienia, nowej moralności w Europie może się dokonać tylko za pośrednictwem jakiegoś dyktatora …”  Zresztą podobnie uważało także wielu przedstawicieli ówczesnych „elit”, jak choćby Hjalmar Schacht , prezes Banku Rzeszy, jak również mason o długoletnim stażu i gorliwy poplecznik zjednoczenia Europy, który przekonywał Coudenhovego, że jedyną osobą mogącą zrealizować „Paneuropę” jest Hitler i że na niego trzeba postawić. Z kolei znany literat Emil Ludwig (syn wrocławskiego okulisty Hermana Cohna), zrzeszony „paneuropejczyk”, w 1932 roku przekonywał osobiście Mussoliniego, by podjął się dzieła zjednoczenia Europy. Tenże Ludwig  w 1938 roku opowiedział się za wojną, jako jedynym sposobem do osiągnięcia tego celu politycznego ([10] str. 144).  Coudenhove-Kalergi opisując swoją wizję przyszłych stosunków europejskich w swojej pracy „Pan-Europa”, opublikowanej w 1923 roku, często posługiwał się w odniesieniu do Żydów terminologią: Fuhrersnation(naród wodzów), Herrenrasse (rasa panów), Herrenvolk (naród panów) itp.  W niespełna półtora roku później ukazała się książka „Mein Kampf” Adolfa Hitlera, nawiasem mówiąc napisana  przy współudziale Karla Haushofera i Alfreda Rosenberga.  Hitler zapożyczył od Coudenhove’a wszystkie te pojęcia z tym że odwrócił do góry nogami piramidę władzy zaproponowaną w „Pan-Europie” i na jej wierzchu osadził „szlachetną rasę aryjską” ([19] str. 25). W 1924 roku, dzięki odpowiedniemu poparciu, Hitler rozpoczyna swój marsz po władzę, podczas gdy Coudenhove-Kalergi, wcale się tym nie zrażając, zajęty jest nadal propagowaniem w Europie idei wielkiej sfederowanej całości , rekrutując zwolenników w Niemczech, Holandii, Belgii, Francji i Szwajcarii ([2] str. 152). Jest on jednocześnie zwolennikiem ZSRR – „dzisiaj nadziei milionów Europejczyków” i sowieckiego planu pięcioletniego. W tymże 1924 roku Louis de Rothschild przekonał swego przyjaciela  Maxa Warburga (brata Felixa Warburga) o potrzebie dopomożenia Coudenhove-Kalergi i wkrótce 60 000 marek w złocie zostało przekazanych jemu i jego zarządcom – Fritschemu z „Dresdner Bank” i wiceprezesowi „Kredit-Anstalt” w Wiedniu, Broschemu. Co więcej w 1935 roku pierwszej manifestacji „Ruchu Paneuropejskiego” w Niemczech będzie przewodniczył „czarodziej”   hitlerowskich finansów  – Hjalmar Schacht ([2] str. 152-153).  

Finansowe źródła nazizmu

Tak więc proces politycznego i ekonomicznego podporządkowywania sobie Europy  rozpoczęto od Niemiec wykorzystując do tego hitlerowski narodowy socjalizm. Wprawdzie początkowo brakowało tutaj  kapitałów, ale dzięki zagranicznej pomocy postanowiono przejąć  kontrolę nad państwem, finansując jego wzrost gospodarczy. Chociaż historia oficjalna podaje, że od swego zarania hitlerowski nazizm  zawdzięczał swe istnienie i rozwój dzięki ogromnej pomocy wielkiego przemysłu niemieckiego, wymieniając przy tym nazwiska Fritza Thyssena, Augusta Borsiga, Emila Kirdorfa, Alberta Voeglera, Georga Schnitzlera, czy dynastię Krupp von Bohlen. Jednak jak się okazuje jest to wyliczenie niekompletne i doskonały pozór by zatuszować  odpowiedzialność, która nie była wyłącznie niemiecka. Profesor Antony C.Sutton jest pierwszym, który udowodnił po latach poszukiwań, w oparciu o dokumenty rządowe i inne źródła, że  odbudowie niemieckiego przemysłu cały czas towarzyszyła również ogromna zagraniczna pomoc ze strony międzynarodowych bankierów i przemysłowców spod znaku Wall Street i  londyńskiego City. Wyniki swoich dociekań w tej kwestii zawarł on w  książce pt. „Wall Street and the rise of Hitler”.  A.C.Sutton będąc pracownikiem naukowym  „Hoover Institute for War, Revolution and Peace”  opublikował wcześniej  monumentalne trzytomowe dzieło pt. „Western Technology and Soviet Economic Development”  dowodzące, że również potęga przemysłowa ZSRR została zbudowana przy wydatnej pomocy sfer finansowych USA. Choć prace te były dużym wydarzeniem w kołach uniwersyteckich, to główne media, nie próbowały nawet ich krytykować i  zareagowały całkowitym milczeniem. Tak więc okazuje się, że elita bankowa z Wall Street  współfinansowała nie tylko przymierze niemiecko-sowieckie po Rapallo , ale także różne narodowe nurty niemieckie , jak też partię narodowo-socjalistyczną i samego Hitlera ([2] str. 162). Niestety wszystkie te fakty zostały w Norymberdze pominięte całkowitym milczeniem. W tym międzynarodowym towarzystwie można znaleźć takich bankierów i finansistów, takich jak choćby Henry i Edsel Ford  z „Ford Motor Company”,  J.P.Morgana, J.D.Rockefellera, Warburgów, Schiffa, Dillona, Harrimanów, Lamonta i Du Ponta. Firmy Morganów i Rockefellerów  już wlatach 1900-1914 wysuwają się na czoło w Ameryce i na świecie ([2] str. 65).  Rockefellerowie  poczynając od swego imperium naftowego „Sandard Oil”, przejmują kontrolę nad rynkami miedzi , stali , tytoniu oraz centrów bankowych, w szczególności „National City Bank” i „U.S. Trust Company” jak też jedno z największych przedsiębiorstw ubezpieczeniowych na świecie „Equitable Life and Mutual ” w Nowym Jorku ([2] str. 65). Z kolei Morganowie rządzą przemysłem stoczniowym, elektrycznością, kauczukiem, jak również centrami bankowymi – „National Bank of Commerce” i „Chase National Bank” oraz firmami ubezpieczeniowymi. Klejnotami ich fortuny są „General Electric” oraz „Guaranty Trust Company”. Z grupą Morgana jest także zrzeszona poprzez „American International Corporation” (AIC)  firma Kuhn, Loeb & Co. ([2] str. 

Literatura:

1. A.C.Sutton – „Wall Street and the rise of Hitler” –  Seal Beach 1976.

2. P.Vilemarest – „Źródła finansowe komunizmu i nazizmu” – Warszawa 1997.

3. H.Kardel – „Hitler założycielem Izraela ?” – Warszawa 1996.

4. ks. J.A.Cervera – „Pajęczyna władzy” – Wrocław 1997.

5. H.Pająk – „Bestie końca czasu” – Lublin 2000.

6. W.Still – „Nowy Porządek Świata” – Poznań 1995.

7. M.Kałuski – „Wypełniali przykazanie miłosierdzia” – Warszawa 2000.

8. J.Vernete – „New Age – u progu ery wodnika” – Warszawa 1998.

9. K.M.Morawski, W.Moszczyński – „Co to jest masoneria” – Poznań 1997.

10. J.Chodorowski – „Czy zmierzch państwa narodowego ?” – Poznań 1996.

11. P.Virion – „Rząd Światowy” – Komorów 1999.

12. F.Koneczny – „Cywilizacja bizantyńska” – Warszawa 1997.

13. F.Koneczny – „Cywilizacja żydowska” – Warszawa 1995.

14. ks. A.Zwoliński – „Tajemne niemoce” – Warszawa 2001.

15. V.Messori – „Czarne karty Kościoła” – Katowice 1998.

16. J.R.Nowak – „Walka z Kościołem wczoraj i dziś” – Szczecinek 1999.

17. N.Goodrick-Clarke – „Okultystyczne źródła nazizmu” – Warszawa 2001.

18. J.Cotter – „Synkretyzm” – Poznań 1996.

19. A.L.Szcześniak – „Holokaust” – Radom 2001.

20. A.Kurajew – „Tajemnica 8 marca” – Fronda  Nr 11/12/1998.

21. Z.Chocimski – „Ezoteryczne źródła komunizmu” – Fronda Nr 9/10/1998.

22. R.Gładkowski – „Myślącym pod rozwagę”  – Toronto 1984.

23. J.R.Nowak  – „Kolejny wybryk antychrześcijański” – Tygodnik Niedziela Nr 43(491).

24. ks. M.Poradowski – „Kościół od wewnątrz zagrożony” – Wrocław 2001.

25. „Modlitwa do niemieckiego boga” – Nasz Dziennik Nr 201 (1697) z 29 sierpnia 2003.

26. ks. S.Tworkowski – „Ostatni zrzut” – Kraków 1984.

27.  Encyklopedia Białych Plam , tom 8 – Radom 2002.

28. A.Solak – „Wojownicy Chrystusa” – Brzesko 2003.   –   LINK

Tajna Symbolika

Dodaj komentarz

Pieczęć Iluminatów

Przedstawia niedokończoną piramidę składającą sie z 13 wartsw z Wszystkowidzącym Okiem oprawionym w  trójkąt. Na pierwszej warstwie znajduje się wyrażony w cyfrach rzymskich napis MDCCLXXVI oznaczający liczbę 1776. Dewiza-program-plan „Novus Ordo Seclorum” (Nowy Porządek Wieków)  znajdujący się na Wielkiej Pieczęci Stanów Zjednoczonych był już znany Iluminatom ,  bowiem używał jej Adam Weishaupt , gdy 1 maja 1776 roku ogłosił założenie swojego Zakonu masońskiego. 20 czerwca 1782 roku Kongres zatwierdził powyższy emblemat  jako odwrotną stronę Wielkiej Pieczęci Stanów Zjednoczonych. W wyniku decyzji podjętej przez prezydenta F.D. Roosevelta począwszy od 1935 roku pojawiła się ona także na banknocie jednodolarowym. 

Oko w trójkącie symbolizuje na płaszczyźnie duchowej lub boskiej Wielkiego Architekta Wrzechświata. Wedle niektórych symbol Wszystkowidzącego Oka nawiązuje do egipskiego hieroglifu „złego oka”, przedstawiającego  Ozyrysa, który  był  bogiem  świata podziemnego i księciem zmarłych, będąc jednocześnie postrzeganym jako naczelny bóg zła. Warto nadmienić, że w okultyźmie  Ozyrys i Horus (syn Ozyrysa) są to również imiona odnoszące się do samego Szatana . I tak na przykład zdaniem  Williama J.Schoebelena znak „złego oka” jest uważany „przez wszystkich satanistów za symbol Lucyfera”  (LINK ). „Oko Ozyrysa” (zwane też „Okiem Horusa”)  zostało  przyjęte także przez masonerię jako jeden z jej najważniejszych symboli. Niektórzy interpretują emblemat Wszystkowidzącego Oka także jako symbol ustawicznej kontroli Iluminatów nad ich „wielkim dziełem” czyli budową, opartego na lucyferianiźmie,  Nowego Porządku Świata. Warto wspomnieć, że nie kto inny jak Adam Weishaupt – założyciel Zakonu Iluminatów –  nazwał ten symbol „insynuacyjnym braterstwem” lub „szatańskim okiem” , które spogląda w dół i kontroluje społeczeństwo ([6] str. 34).

 

Angielski satanista Aleister Crowley, nazywający siebie „Antychrystem”, „Wielką Bestią” i „Panem Nowego Eonu” w trójkątnej czapce z Wszystkowidzącym Okiem, które symbolizowało „wiedzę” i „moc” odnoszącą się do staroegipskiego boga Horusa. W okultyźmie Horus  jest jednym z imion odnoszących się do samego Szatana. Crowley był także założycielem swojego magicznego zakonu „Argentium Astrum” („Srebrna Gwiazda”). 

Okładka  czasopisma „EQUINOX” z 1909 roku (dosłownie nazwa ta oznacza „Równonoc”) – organu prasowego zakonu „Argentium Astrum” założonego przez angielskiego satanistę Aleistera Crowleya. Nazwa „Equinox” była prawdopodobnie nawiązaniem do odprawionej w 1904 roku  w Kairze przez Crowleya ceremonii magicznej , która jego zdaniem ” …  wywołała bóle porodowe nowego eonu nazwanego mianem równonocy bogów” ([4] – str. 55). W Gnozie i Kabale pod pojęciem „eonu” rozumiano istotę wyższą, pośredniczącą między stworzycielem a stworzeniem. Tutaj również na czołowym miejscu jest eksponowany symbol Wszystkowidzącego Oka oprawionego w trójkąt.

/ źródło: Terry Melanson – LINK  /

 

Godło i flaga Samoa Zachodniego, państwa w Oceanii, które dopiero od 1962 roku jest niepodległe. Tutaj także widoczna jest obecność charakterystycznej symboliki, miedzy innymi w postaci białych gwiazd pięcioramiennych  oraz tzw. „krzyża słonecznego”. Jak widać mimo dużej odległości geograficznej i czasowej  pewne idee pozostają takie same. Główny architekt i ideolog zjednoczonej Europy  Richard Coudenhove-Kalergi w swojej książce-manifeście „Pan-Europa” wydanej w Wiedniu w 1923 roku proponował by znakiem Paneuropy był czerwony krzyż na złotym słońcu, jako symbol „ludzkości i rozumu”. Jak pisał on wtedy:  „Znakiem, w którym zjednoczą się paneuropejczycy wszystkich państw jest krzyż słoneczny: czerwony krzyż na złotym słońcu, symbol ludzkości i rozumu. Ta flaga miłości i ducha powinna kiedyś powiewać od Portugalii po Polskę nad jednym mocarstwem światowym pokoju i wolności.”  Zbliżony symbol został zaproponowany przez Wielki Wschód Francji dla Ligi Narodów w projekcie tej instytucji z 1917 roku. Nie powinno to specjalnie dziwić bo słońce stanowi jeden z głównych motywów symboliki wolnomularskiej, a sam Coudenhove-Kalergi był członkiem wiedeńskiej loży „Humanitas”   ( [7] str. 83). 

 Astrologiczny symbol Słońca – był on używany  między innymi  w tajnej korespondencji prowadzonej przez Iluminatów  Weishaupta na oznaczenie słów „iluminizm”, „iluminowany” itp. 

Wielki kabalistyczny heksagram – obraz „świata ubóstwionego”. 

Heksagram, zwany także „Pieczęcią Salomona”, był używany już w starożytnych religiach jako symbol bóstw: Molocha i Astoretha, jak również jako znak Saturna , planety ważnej w okultyzmie i  Kabale. Bywa też on interpretowany jako symbol równowagi dobra i zła oraz równowagi między duchem a materią. W okultyźmie i czarnej magii symbolu  heksagramu  używano do wzywania i odpędzania demonów oraz do nakładania  klątw i  zaklęć na określone ofiary. Również w  Kabale sześcioramienna gwiazda  stała się jednym z najważniejszych magicznych symboli. Czerwony heksagram był także używany jako  znak bankierskiej rodziny Rothschildów, potem sześcioramienną gwiazdę jako swój symbol przejęli także syjoniści ( [5] str. 61).

Reprodukowany  powyżej obrazek  jest wariantem heksagramu, jaki zamieścił w XIX wieku w swoim dziele „Dogmaty i rytuały wysokiej magii” („Dogme et rituel de la Haute Magie”) znany  okultysta i kabalista Eliphas Levi (ex-ksiądz Ludwik Constant), który z kolei zaczerpnął ów symbol ze starych manuskryptów. Levi należał  do grupy wysoko wtajemniczonych „mistrzów”, którzy pod pozorem propagowania poprzez różne tajne towarzystwa tzw. „chrześcijańskiej magii”, usiłowali podsunąć Kabałę Kościołowi. Co więcej jego zdaniem sama masoneria to w istocie „wielkie stowarzyszenie kabalistyczne … ,  co pojawia się niespodziewanie w dziejach świata w chwili, kiedy protest przeciwko Kościołowi rozczłonkował był jedność chrześcijańską” ([3] str. 40). Przedstawiony na rysunku heksagram  występuje także pod nazwą  MAKROPROZOPUS i MIKROPROZOPUS („wielki i mały świat”) Kabały. Poniżej przedstawiono w obszernych fragmentach wyjaśnienie jego symboliki, które  podaje  Pierre Virion ([2] str. 157): 

1. Wąż trzymający w pysku swój własny ogon i oplatający heksagram jest symbolem wysokiego wtajemniczenia okultystycznego. Wyobraża on uniwersalność wiedzy tajemnej i potęgę magów panującą nad światem.

2. Dewiza „Quos superius macroprosopus, suit quod inferius microprosopus” jest prastarą formułą wiedzy hermetycznej. Znaczy „To co jest na górze , jest jak to co jest na dole” (i przeciwnie). Należy w niej widzieć przede wszystkim błędną analogię, która uważa świat widzialny za odbicie niewidzialnego świata wyższego, którego jest repliką. Iluminizm i teogonia sekt masońskich prowadzą tą drogą do odwrócenia prawd objawienia, a co za tym idzie – teologii katolickiej. Mikroprozopus (wyższy) przybrany w papieską tiarę jest więc Człowiekiem-Archetypem, idealnym, boskim Adamem-Kadmonem Kabały. Mikroprozopus (niższy) jest to Mag, istota „nadludzka” tu na ziemi; „wiedza tajemna czyni z niego jedną z tych nieprawadopodobnych istot, które z człowieczeństwa  zachowują właściwie tylko wygląd zewnętrzny, ale których wyzwolony umysł wznosi się na niesłychane wyżyny, gdzie człowiek przemienia się w półboga.”  Jest to również formuła odrodzenia, regeneracji (czy reintegracji) człowieka przy pomocy „wielkiego dzieła” hermetyzmu, wiedzy tajemnej, która z człowieka (niższego) czyni boga (wyższego).

3. Z dwóch trójkątów ten, którego wierzchołek zwrócony jest ku dołowi, przedstawia zstępowanie pierwiastka boskiego – Ducha – w materię. Trójkąt, którego wierzchołek  zwrócony jest ku górze  przedstawia wszystko, co ponownie wstępuje ku „Duchowi” (…)

Heksagram jest więc doskonałym  obrazem „świata ubóstwionego” , a w odniesieniu do człowieka jest dokładnym odzwierciedleniem słów z Księgi Rodzaju: „Eritis sicut dii” („Będziecie jako bogowie”)

Pentagram , pentagrammon (gr. penta -pięć, gramma – litera, znak), pięciokąt foremny gwiaździsty lub gwiazda pięcioramienna ([8] str. 95)  – jest ważnym symbolem magiczno-okultystycznym, a także satanistycznym. W XIX wieku znany  okultysta i kabalista Eliphas Levi (ex-ksiądz Ludwik Constant), wprowadził podział pentagramów na „dobre” i „złe”. Pierwszy z nich (rysunek z lewej) posiada jeden wierzchołek skierowany ku górze i jest często przedstawiany z wpisanym w siebie wizerunkiem człowieka. Pentagram ten jest jednym z ważniejszych symboli masonerii i bywa interpretowany jako symbol człowieka (ADAM-EVE) , będącego w drodze do „odrodzenia” i „ubóstwienia” –  jest to więc symbol pogańskiego humanizmu inicjatycznego. W niektórych przypadkach znak ten jest  także uznawany jako symbol „dobrego” Lucyfera.  Z kolei odwrócony pentagram z dwoma wierzchołkami skierowanym ku górze (rysunek z prawej) jest uważany za symbol „złego” Szatana (SAMAEL-LILITH), przedstawionego w  postaci tzw. „kozła z Mendes” (Baphometa). LILITH – „w tradycji talmudycznej i folklorze żydowskim demon (…) zagrażający zwłaszcza dzieciom i kobietom w ciąży. (…) Wg legendy hebrajskiej była pierwszą żoną Adama, ale tak samowolną i złośliwą, że Adam nie mógł z nią wytrzymać (…).” [9] str. 599).SAMAEL W tradycji żydowskiej   to anioł śmierci, zarządzający „Siódmym Niebem”, jeden z siedmiu wysłanników Boga na świecie, któremu służy dwa miliony aniołów, on miał kusić Ewę w raju jako wąż. Według tradycji chrześcijańskiej upadły anioł, wypędzony z nieba za sprzeciwienie się Bogu. Przejściecie z jednej formy pentagramu w drugą można uzyskać poprzez jego obrót o 33 stopnie, zaś liczba 33 ma podstawowe znaczenie w symbolice masońskiej – między innymi wiąże się ona z ilością stopni wtajemniczenia w niektórych obrządkach masońskich. Pentagram wykorzystywany był i jest w symbolice masonerii okultystycznej, magii ceremonialnej i kabalistyce oraz jako symbol komunizmu – znak gwiazdy pięcioramiennej został przedłożony bolszewikom przez Leivę  Trockiego-Bronsteina, członka loży masońskiej Wielki Wschód, który zdawał sobie sprawę z jej ezoterycznego sensu.( [8] str. 96).

 

Baphomet to imię antychrześcijańskiego bóstwa , któremu cześć mieli oddawać templariusze. Jak podaje ks. prof. A.Zwoliński:  „Baphomet” to akrostych, czytany wspak (według kryptografii Kabały) – „Temophab”, znaczy:  „Templi omnium hominum pacis  abbis”  tj.  „opat świątyni pokoju wszechludzkości.”  Baphomet jest przedstawiany jako kozioł z wielkimi rogami, z kobiecą piersią, ze skrzyżowanymi kopytami, siedzący na ujarzmionym globie. Na łbie ma pentagrammę (gwiazdę pięcioramienną), u pleców zaś skrzydła. Jego prawa ręka z napisem „Solve” („rozwiąż”) i złożonymi na krzyż palcami, jest wyciągnięta ku znajdującemu się u góry półksiężycowi. Lewa ręka z napisem „Coagula” („zwiąż”), również ze skrzyżowanymi palcami, wyciągnięta jest do półksiężyca na dole. Na pokrytym  łuską brzuchu ma kaduceusz Hermesa (pospolity znak sztuki lekarskiej), tutaj będący symbolem drzewa wiadomości dobrego i złego. Według podania masońskiego statua z wizerunkiem Baphometa została dana templariuszom przez samego „Wielkiego Budowniczego Świata”. Od templariuszy miała ona przejść do socynianów, a potem do masonów  ([6] str. 12-13). 

 

Znak „Różanego Krzyża” stanowiący  godło Różokrzyżowców, symbolizuje także  ideologię oraz  „magiczną moc” tego tajnego stowarzyszenia.  Wedle jednego z poglądów Różokrzyżowcy pojawili się z początkiem XVII wieku dając początek wolnomularstwu. 

Powyższy znak nie ma nic wspólnego z chrześcijaństwem.  Jest to stary symbol mistyczny składający się z połączonych dwóch „Krzyży Różanych”. Mały Krzyż Różany w środku reprezentuje człowieka, czyli mikrokosmos, stanowiąc jednocześnie centrum dużego krzyża symbolizującego makrokosmos. Na każdym z ramion krzyża oprócz symboli alchemicznych umieszczono również pentagram. Duża róża na środku krzyża  ma 22 płatki, co odpowiada 22 literom hebrajskiego alfabetu kabalistycznego. Zewnętrzny krąg reprezentuje 12 pojedynczych liter tego alfabetu, kolejny krąg 7 płatków symbolizuje 7 podwójnych liter. Wewnętrzny krąg trzech płatków odpowiada trzem literom macierzy – powietrzu, wodzie, ogniowi.  Ze środka krzyża  wybiegają cztery grupy trzech promieni symbolizujące boską światłość. Poniżej znajduje się heksagram, w środku którego umieszczono  symbol słońca, a wokół jego szpiców symbole sześciu ciał niebieskich: Księżyca, Wenus, Jowisza, Saturna, Marsa i Merkurego. Najniższa część najdłuższego ramienia krzyża jest podzielona dwoma przekątnymi na cztery części, które  mają kolory zgodne  z czterema barwami Malkutu – kabalistycznego „Drzewa Życia” ([5] – str. 221). Wedle kabalistycznej księgi Zohar (nazwa Zohar oznacza „Swiatło”, „Blask”) róża jest uważana także za symbol ludu izraelskiego.

 

Emblemat i dewiza „Międzynarodowego Towarzystwa Teozoficznego” („Nie ma religii wyższej nad prawdę”). Zostało ono założone w 1875 roku w Nowym Jorku oficjalnie w celu „przybliżenia zachodniemu audytorium myśli indyjskiej … jako alternatywy dla chrześcijaństwa” a mniej oficjalnie w celu stworzenia podwalin dla utworzenia jednej światowej religii. Tajemna doktryna teozofów czerpała w wielu starożytnych religii i filozofii, głównie z Kabały, uważając że  „kolejne wcielenia pozwalają osiągać coraz to wyższe formy doskonałości aż do uzyskania formy anioła” ([4] – str. 53). W symbolice emblematu Towarzystwa Teozoficznego (jak też w ich doktrynie) rzuca się w oczy  bezpośrednie nawiązanie  do  kabalistycznego heksagramu. 

Flagi Stanów Zjednoczonych Ameryki, Związku Sowieckiego i Unii Europejskiej zawierają taki sam  okultystyczny i wolnomularski symbol – gwiazdę pięcioramienną. (Patrz także – FLAGA, KULTURA I EKOLOGIA W U.E. ).

Emblemat tajnego stowarzyszenia „Thule”   (1919 r),  założonego przez Rudolfa Glauera. Propagowano w nim różne doktryny ezoteryczne, które odegraly istotną rolę w rozwoju nazizmu.  Członkami tego stowarzyszenia mieli być  między innymi: Max Amman, Dietrich Eckart, Rudolf Hess, Adolf Hitler, Alfred Rosenberg. Umieszczona u góry emblematu swastyka – czyli równoramienny krzyż ze zgiętymi końcami – jest starohinduskim znakiem symbolizującym Słońce oraz siłę, światło i moc jakie się z nim wiążą  ([4] – str. 35).

 

Masońska „trójca”  – „wolność, równość, braterstwo”, na tle wolnomularskich symboli.

Kątownica jest zwieńczona gwiazdę pięcioramienną  z literą „G” w środku , która wedle niektórych interpretacji ma symbolizować „wiedzę” (G=Gnosis).  

 

 

Ilustracja z V wieku przedstawiająca Św. Piotra ukrzyżowanego głową w dół.  Św. Piotr został ukrzyżowany w rzymskim ogrodzie cesarza Nerona w 67 roku po narodzeniu Chrystusa. Odwrócony krzyż , zwany krzyżem Nerona , został zaadoptowany w wiekach średnich przez satanistów jako jeden z ich symboli, a ostatnio także przez „bojowników o pokój” ( [1] str. 61) .

Szesnastowieczny wizerunek szatana posiada na nakryciu głowy pięcioramienną gwiazdę , a w oczach krzyże Nerona. Oba te symbole były używane podczas czarnych mszy odprawianych przez satanistów ( [1] str. 63) .

Z lewej strony – hitlerowski znaczek z odwróconym krzyżem Nerona i symbolem swastyki. Odwrócony krzyż Nerona był także umieszczany przez SS na zawiadomieniach o śmierci i na nagrobkach. Narodowi socjaliści tym znakiem nawiązywali do pogańskiej czarnej magii ( [1] str. 62). Z prawej –  krzyż Nerona zaadoptowany przez „pacyfistów” jako ich „znak rozpoznawczy”. Wśród współczesnych grup okultystycznych oznacza upadek chrześcijaństwa – odwrócony krzyż z ramionami złamanymi ku dołowi.

 

Logo Zakonu Skull & Bones, założonego  w 1832 roku na Uniwersytecie Yale w USA przez  Williama H. Russela, i stanowiącego jedną z gałęzi Iluminatów. Członkiem tego tajnego stowarzyszenia, zrzeszającego  elitę (Establishment) Stanów Zjednoczonych, został między innymi były prezydent USA George Bush. Podobnego symbolu czaszki ze skrzyżowanymi piszczelami używali także hitlerowcy na czapkach niektórych swoich formacji (np. w  oddziałach „SS”).

 

 

Źródła tekstu i ilustracji:

1.  R.Gładkowski – Myślącym pod rozwagę – Toronto 1984.

2.  P.Virion – „Misterium nieprawości” – Warszawa 1996.

3.  K.Morawski, W.Moszczyński – „Co to jest masoneria” – Poznań 1997.

4.  A.Zwoliński  – „Tajemne niemoce” – Warszawa 2001.

5.  H.Pająk – „Bestie końca czasu” – Lublin 2000.

6.  A.Zwoliński – „Wokół masonerii” – Kraków 1995.

7.  J.Chodorowski – „Osoba ludzka w doktrynie i praktyce europejskich wspólnot gospodarczych” – Poznań 1990.

8.  Encyklopedia Białych Plam,  tom XIV – Radom 2004.

9.  Wł. Kopaliński – „Sownik mitów i tradycji kultury” – Warszawa 1991.

Pieczęć Iluminatów i amerykański dolar

Dodaj komentarz

Pieczęć Iluminatów

20 czerwca 1782 roku Kongres zatwierdził ją  jako odwrotną stronę Wielkiej Pieczęci Stanów Zjednoczonych. W wyniku decyzji podjętej przez prezydenta F.D. Roosevelta począwszy od 1935 roku pojawiła się ona także na banknocie jednodolarowym. 

Historia powstania Wielkiej Pieczęci Stanów Zjednoczonych

Wiele interesujących informacji na temat historii powstania Wielkiej Pieczęci Stanów Zjednoczonych (The Great Seal of the United States) można znaleźć na oficjalnej stronie www.greatseal.com .  Wedle zamieszczonych tam informacji nad nadaniem ostatecznego kształtu pieczęci pracowały w latach 1776 -1782 trzy, specjalnie powołane do tego celu,  komitety. 

Pierwszy komitet – 1776 rok

Powstanie pierwszego komitetu było związane z decyzją  podjętą w dniu 4 lipca 1776 roku przez  Kongres, który wyznaczył Benjamina Franklina, Thomasa Jeffersona, i Johna Adamsa do „przedłożenia godła dla pieczęci Stanów Zjednoczonych Ameryki.” W zamierzeniu miał to być oficjalny znak państwowy, będący symbolem suwerenności młodego kraju , który powstał ze zjednoczenia trzynastu byłych kolonii. Ponieważ wymienione osoby nie miały w tym zakresie praktycznie żadnego doświadczenia, więc w skład  pierwszego komitetu powołano jako konsultanta także artystę. Był nim Pierre Eugene Du Simitiere, mający spore rozeznanie w sprawach heraldyki. W okresie od 4 lipca do 13 sierpnia 1776 roku każda z czterech osób wchodzących w skład pierwszego komitetu przedstawiła pozostałym jego członkom  swoją własną propozycję przyszłej pieczęci Stanów Zjednoczonych. Ostatecznie 20 sierpnia 1776 roku, po licznych konsultacjach,  komitet dokonał wyboru i przedstawił w swoim raporcie dokładny opis obu stron pieczęci.  Pierwsza jej strona przedstawiała: „tarczę z emblematami sześciu europejskich kultur, które wyemigrowały do Ameryki: trzy z Wielkiej Brytanii i trzy z Europy kontynentalnej. Po jednej stronie tarczy znajduje się bogini wolności, trzymająca włócznię i nosząca czapkę frygijską, zaś po drugiej  – bogini sprawiedliwości z jej wagą.”  Rysunek wieńczył wizerunek „oka opatrzności umieszczonego w  trójkącie, z którego rozchodziły się promienie chwały, obejmujące tarczę i obie postacie .” a u jego spodu znajdował się napis MDCCLXXVI oznaczający wyrażoną w cyfrach rzymskich liczbę 1776 . Zgodnie z propozycją jaką przedstawił Du Simitiere na pierwszej stronie pieczęci umieszczono także łacińską sentencję „E PLURIBUS UNUM” oznaczającą „jeden z wielu”.  

Pierwsza strona pieczęci zaproponowanej przez „pierwszy komitet” – 1776 rok. 

/ źródło – www.greatseal.com /

Wygląd drugiej strony pieczęci Stanów Zjednoczonych bazował głównie na pomyśle przedstawionym przez Benjamina Franklina  z uwzględnieniem niektórych propozycji Thomasa Jeffersona. Przedstawiała ona: „Faraona siedzącego na otwartym rydwanie, z koroną na głowie i mieczem w ręku, przejeżdżającego przez rozstąpione wody Morza Czerwonego w pogoni za Izraelitami. Odblaski z ognistej kolumny znajdującej się w obłoku wyrażają boską obecność i panowanie, promieniując na Mojżesza , który stojąc na brzegu morza z rozpostartymi rękami powoduje jego zamknięcie i zatopienie Faraona.” Wokół rysunku znajdował się napis „REBELLION  TO  TYRANTS  IS   OBEDIENCE  TO  GOD” co oznacza „bunt (rebelia) przeciw tyranom jest posłuszeństwem Bogu.”

Druga strona pieczęci zaproponowanej przez „pierwszy komitet” – 1776 rok. 

/ źródło – www.greatseal.com /

Drugi komitet – 1780 rok

Drugi komitet został sformowany 25 marca 1780 roku. W jego skład wchodzili: przewodniczący – James Lovell z Massachusetts   oraz dwaj członkowie –  John Morin Scott z Nowego Jorku i William Churchill Houston z New Jersey. Podobnie jak to było w przypadku pierwszego komitetu tak i tym razem postanowiono skorzystać z pomocy konsultanta. Został nim Francis Hopkinson z Filadelfii, nawiasem mówiąc jeden z sygnotariuszy Deklaracji Niepodległości jako delegat New Jersey.  Hopkinson zaprojektował nową amerykańską flagę , która została przyjęta przez Kongres 12 lipca 1777 roku, a w 1778 roku także banknot 40 i 50 dolarowy. W banknocie 50 dolarowym wykorzystał on motyw niedokończonej piramidy , zaś na 40 dolarowym symbol oka promieniującego na krąg zawierający trzynaście gwiazd.

Banknot 50 (z lewej) i 40 dolarowy według projektu Francisa Hopkinsona  z 1778 roku. 

/ źródło – www.greatseal.com /

Ostatecznie 10 Maja 1780 roku drugi komitet dostarczył swój raport z propozycją wyglądu pieczęci Stanów Zjednoczonych. Wedle niego pierwsza strona pieczęci przedstawiała: „tarczę z trzynastoma czerwonymi (sześć) i białymi (siedem) ukośnymi pasami oraz stojącym po prawej stronie żołnierzem trzymającym miecz i znajdującą się po lewej stronie alegoryczną postacią przedstawiającą pokój z gałązką oliwną. Rysunek zwieńcza grupa trzynastu gwiazd, a u dołu znajduje się napis: BELLO  VEL  PACI ” (dla wojny lub pokoju).   Druga strona pieczęci przedstawiała „boginię wolności” siedzącą na krześle i trzymającą laskę  z czapką (frygijską) , a poniżej znajdował się napis MDCCLXXVI oznaczający wyrażoną w cyfrach rzymskich liczbę 1776.

Pierwsza (z lewej) i druga strona pieczęci zaproponowanej przez „drugi komitet” – 1780 rok. 

/ źródło – www.greatseal.com /

Trzeci komitet – 1782 rok

Trzeci komitet powstał 4 maja 1782 roku. Miesiąc wcześniej w Paryżu rozpoczęły się rozmowy pokojowe między Stanami Zjednoczonymi i Anglią , stąd pożądane było ostateczne sfinalizowanie wyglądu Wielkiej Pieczęci jako znaku pieczętującego przyszły traktat pokojowy. W skład trzeciego komitetu wchodzili: Artur Middleton i John Rutledge  z Południowej Karoliny (wkrótce zastąpiony przez Arura Lee), oraz Elias Boudinot z New Jersey. Sekretarz kongresu – Charles Thomson polecił jako konsultanta, pod którego kierunkiem miano prowadzić prace, Williama Bartona. W ciągu pięciu dni Barton przedstawił  dwa dość złożone projekty  pieczęci, których druga  strona  przedstawiała rysunek niedokończonej piramidy z Wszystkowidzącym Okiem – motyw rzekomo zapożyczony z  projektów banknotu 50 i 40  dolarowego, opracowanego wcześniej  przez  Francisa Hopkinsona. 

Pierwsza (z lewej) i druga strona pieczęci zaproponowanej przez „trzeci komitet” – 1782 rok. 

/ źródło – www.greatseal.com /

13 lipca 1782 roku Charles Thompson otrzymał polecenie opracowania ostatecznego wyglądu Wielkiej Pieczęci Stanów Zjednoczonych, wykorzystując do  tego celu wyniki prac poprzednich trzech komitetów. Ostatecznie po konsultacjach z Bartonem, 20 lipca 1782 roku Thomson przedstawił swój projekt Kongresowi, który go w tym samym dniu zatwierdził. Projekt ten miał formę pisemnego opisu z użyciem terminów ściśle heraldycznych wraz z dodatkowymi objaśnieniami Thomsona. Zgodnie z nim  na pierwszej stronie pieczęci miał się znajdować amerykański orzeł z umieszczoną na jego piersiach tarczą, trzymający z jednej strony gałązkę oliwną, a z drugiej trzynaście strzał. Nad jego głową znajdowała się grupa (konstelacja) trzynastu gwiazd, umieszczonych na tle promieni przebijających obłok, a w jego dziobie trzymana była wstęga z  łacińską sentencją „E PLURIBUS UNUM” ( „z wielu jedno”) . Na drugiej stronie pieczęci miało się  znajdować Wszystkowidzące Oko w trójkącie, umieszczone nad nieukończoną piramidą, u której spodu był  napis MDCCLXXVI oznaczający wyrażoną w cyfrach rzymskich liczbę 1776. Ponad piramidą znalazła się sentencja ANNUIT COEPTIS („błogosław w naszym przedsięwzięciu”), a u dołu  NOVUS  ORDO  SECLORUM („nowy porządek wieków”). Pierwszą matrycę dla strony pieczęci z orłem wykonano jeszcze w tym samym 1782 roku. Natomiast pierwsza  graficzna realizacja   zatwierdzonego przez Kongres projektu Wielkiej Pieczęci Stanów Zjednoczonych, została opublikowana w 1786 roku  w „Columbian Magazine” , a  jej autorem był James Trenchard. Później wielokrotnie wykonywano nowe matryce dla tej strony pieczęci, które różniły się pewnymi szczegółami od pierwowzoru, ale matrycy dla  drugiej strony pieczęci (z nieukończoną piramidą) nie wykonano. W sumie do naszych czasów było ich siedem –  powstały one  w  latach 1782, 1825, 1841, 1877, 1885, 1904 i 1986. Druga strona pieczęci była bardzo rzadko używana i  długo nie pojawiała się publicznie. Dopiero nagle, w wyniku decyzji prezydenta Franklina D.Roosevelta, począwszy od 1935 roku obie strony pieczęci znalazły się na banknocie jednodolarowym. 

Widok pierwszej strony pieczęci z roku 1782  (z lewej) i z 1841 ( z prawej).

/ źródło – www.greatseal.com /

Na wszystkich matrycach (wliczając w to także matrycę z 1782 roku)  konstelacja 13 gwiazd nad głową ” orła” układa się w kształt nawiązujący do heksagramu , choć w projekcie pieczęci zatwierdzonym przez Kongres nie ma na ten temat ani słowa. Ponadto początkowo (matryca z 1782 roku)  ów „orzeł” był bardziej stylizowany na feniksa. Dopiero począwszy od matrycy z 1841 roku zaczął on przypominać swoim wyglądem tego amerykańskiego ptaka. Tak więc pierwszym „pierzastym” symbolem Stanów Zjednoczonych był feniks, a nie orzeł.

„Herb Stanów Zjednoczonych” – „Columbian Magazine” – Filadelfia, 1786 rok.

/ źródło – www.greatseal.com /

Pierwsza graficzna realizacja  obu stron  Wielkiej Pieczęci, w oparciu o zatwierdzony przez Kongres projekt, została opublikowana w „Columbian Magazine”. Jej autorem był James Trenchard. 

Charakter symboliki Wielkiej Pieczęci

Właściwie można by na tym zakończyć omawianie historii Wielkiej Pieczęci Stanów Zjednoczonych , gdyby nie fakt, że ostateczny wygląd jednej z jej stron z niedokończoną piramidą i Wszystkowidzącym Okiem jest praktycznie taki sam jak Pieczęci Iluminatów , której  wizerunki odkryto na dokumentach skonfiskowanych w 1784 roku  przez elektora bawarskiego.  Zdaniem niektórych badaczy dokumenty te istnieją do dnia dzisiejszego i znajdują się w British Museum i Muzeum w Luwrze. Ponadto dewiza-program-plan „Novus Ordo Seclorum” (Nowy Porządek Wieków)  znajdująca się na Wielkiej Pieczęci Stanów Zjednoczonych była już znana Iluminatom ,  bowiem używał jej Adam Weishaupt , gdy 1 maja 1776 roku ogłosił założenie swojego Zakonu masońskiego. Co więcej rok ten został umieszczony u podstawy piramidy  nie mając nic wspólnego z datą Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych, gdyż  wspomniana pieczęć została zaprojektowana dla Zakonu Iluminatów  a nie dla przyszłych USA, zresztą stało się to jeszcze zanim jakikolwiek komitet został wybrany ([10] str. 95). Warto jeszcze zwrócić uwagę na kilka szczegółów dotyczących wyglądu  pieczęci. Pierwsza sprawa dotyczy motywu tzw. „czapki frygijskiej”. Pojawia się on  w pierwszym projekcie pieczęci, który został przedstawiony Kongresowi  20 września 1776 roku, a potem  również w drugim, jako jeden z „atrybutów” trzymanych przez „boginię wolności”  Jak wiadomo to wysokie stożkowate nakrycie głowy  pochodzenia wschodniego, dopiero w czasie rewolucji francuskiej (1789-92) , zostało przyjęte (w kolorze czerwonym) przez klub jakobinów jako „symbol wolności”. W jaki więc sposób symbol ten trafił do Stanów Zjednoczonych na wiele lat przed rewolucją francuską i dlaczego służył jako symbol „wyzwolenia” także podczas rewolucji amerykańskiej? Czyżby więc kolejny „zbieg okoliczności” ?  Raczej nie, gdyż według niektórych autorów  był to także jeden z elementów stroju „epopta iluminata” w Zakonie Iluminatów Weishaupta, a więc mógł być symbolem znanym i stosowanym przez masonerię po obu stronach Atlantyku. ([3] str. 113).   Kolejna sprawa dotyczy kształtu  jaki miała przybierać konstelacja trzynastu gwiazd nad głową orła. Pomimo tego, że w zatwierdzonym przez Kongres projekcie Thomsona jest właściwie mowa o przypadkowym ułożeniu trzynastu gwiazd w formie „konstelacji” , to na wszystkich matrycach pierwszej strony pieczęci (wliczając także tą z roku 1782)  ma ona  kształt nawiązujący do heksagramu. Podobnie nigdzie w projekcie nie określono dokładnie kształtu pojedynczych gwiazd tworzących tą konstelację. Przykładowo na szkicach wykonanych  w ramach prac prowadzonych przez poszczególne komitety w latach 1776-1782, gwiazdy były po prostu rysowane w formie kilku przecinających się kresek. Tym niemniej  już na pierwszej matrycy pieczęci z roku 1782 przyjęły one formę gwiazd sześcioramiennych, a  począwszy od matrycy z roku 1841 –  gwiazd pięcioramiennych. Należy zauważyć, że oba te symbole miały i mają nadal duże znaczenie w okultyźmie i symbolice masońskiej. Również barwy jakie znalazły się na amerykańskiej fladze jak też i na tarczy umieszczonej na piersi orła z Wielkiej Pieczęci nawiązywały do trzech głównych „cnót masońskich” : męstwo (kolor czerwony), czystość (kolor biały) i sprawiedliwość (kolor niebieski). Następną  rzeczą wartą  odnotowania jest wizerunek amerykańskiego orła, który początkowo  bardziej przypominał feniksa.  Jak pisze William T.Still ([2] str. 77): „Nie może być żadnych wątpliwości co do tego, że pierwotnym pierzastym symbolem nowej republiki był feniks, a nie orzeł amerykański. Inny jest kształt dzioba, dłuższa szyja, a mały czubek z piór z tyłu głowy nie pozostawia wielu wątpliwości.” Zresztą podobnie było w przypadku wielu ówczesnych monet, przykładowo miedziana moneta New York Excelsior z roku 1787 „nie ukazuje dobrze znanych , surowych rysów amerykańskiego orła łysego, lecz delikatny profil feniksa z czubem i długą szyją” ([2] str. 76). Wykorzystanie motywu  feniksa  nie jest wcale przypadkowe, gdyż dla tajnych towarzystw jest on symbolem „nieśmiertelności i zmartwychwstania” oraz reprezentuje „wtajemniczonego” , który „narodził się powtórnie” w wyniku inicjacji. Jak widać  na przedstawionych wcześniej rysunkach dopiero począwszy od matrycy z 1841 roku  na  pierwszej stronie pieczęci pojawił się wizerunek amerykańskiego orła. Podobizny feniksa można znaleźć także w wielu starszych budynkach w Waszyngtonie , przykładowo w starej sali Senatu w budynku Kapitolu „wysoko nad podium, znajduje się wyobrażenie ogromnego orła. Wszędzie indziej w tej sali znajdują się jednak wyobrażenia feniksa z długą szyją i czubem lub jego krzyżówek z orłem.”  ([2] str. 77). Jeśli feniks wydaje się być zbyt słabym dowodem na wykazanie wpływu tajnych towarzystw na symbolikę Stanów Zjednoczonych , to nie można inaczej interpretować rysunku na rewersie Wielkiej Pieczęci. Przedstawia on niedokończoną piramidę , składającą się z 13 warstw nad którą znajduje się Wszystkowidzące Oko otoczone promieniami światła i oprawione w trójkąt. Podobnie jak to było w przypadku feniksa, również wyobrażenie Wszystkowidzącego Oka pojawiało się często na ówczesnych monetach. Monety te zwane  „miedziakami z Nova Constellatio” były bite z datami 1783  oraz 1785  przez  zastępcę sekretarza skarbu Gouverneura Morrisa ([2] str. 77). Jawnie masońska symbolika zatwierdzonego przez Kongres projektu Wielkiej Pieczęci, wywołała wiele głosów krytyki wśród ówczesnych uczonych. Profesor Charles Eliot Norton z Harwardu stwierdził wprost, że „godło przyjęte przez Kongres nie nadaje się praktycznie do stosowania; trudno (choć zostało ono poddane obróbce artystycznej przez projektanta) widzieć w nim coś innego niż tylko ponury emblemat bractwa masońskiego” ([2] str. 77).  Mimo to nadal oficjalnie twierdzi się,  że jest to oczywista nieprawda gdyż Wielka Pieczęć„nie jest żadnym masońskim emblematem ani nie zawiera ukrytych masońskich symboli” ([1] – LINK ). Jednak u zarania Stanów Zjednoczonych masońska symbolika była obecna nie tylko na Wielkiej Pieczęci czy ówczesnych  monetach. Uroczystość wmurowania kamienia węgielnego pod budowę Kapitolu, jaka miała miejsce 18 września 1793 roku była również  nią przepełniona. Wówczas to prezydent Washington  wystąpił w charakterze Mistrza Ceremonii, a towarzyszyły mu liczne stowarzyszenia masońskie na czele z członkami Wielkiej Loży. W czasie defilady , jaka odbyła się przed wmurowaniem kamienia, zarówno Washington  jak również pozostali jej uczestnicy wystąpili w strojach masońskich. Gdy prezydent dotarł do wykopu, w którym ułożono kamień węgielny „podano mu srebrną paterę upamiętniającą historyczną chwilę i noszącą miano obecnych lóż (…)  Następnie Washington zszedł do wykopu i umieścił paterę na kamieniu. Wokół ułożył naczynia z kukurydzą, winem i oliwą – standardowe akcesoria masońskiego rytuału. Wszyscy obecni odmówili pospołu modlitwę i zaintonowali pieśń wolnomularzy, artyleria zaś uderzyła salwą
(…)  Następnie znów zaintonowano pieśni masońskie i oddano trzecią salwę. Młot, srebrna kielnia, kątownica i poziomica użyte przez Washingtona w tej ceremonii, znajdują się w zbiorach Loży numer 5 Dystryktu Kolumbii. Fartuszek i szarfa, które miał na sobie, są własnością jego macierzystej loży w Aleksandrii. Później zarówno Kapitol jak i Biały Dom, stały się punktami ogniskowymi starannego planu geometrycznego, wedle którego wytyczono stolicę nowego państwa. Ów plan, pierwotnie opracowany przez architekta nazwiskiem Pierre I’Enfant (również masona), został tak zmodyfikowany przez Washingtona i Jeffersona, by nabrał ośmiokątnego kształtu, w którym wpisano taki sam wizerunek krzyża, jaki był niegdyś znakiem templariuszy”
 ([5] str. 38-39). Więcej informacji na temat owego planu geometrycznego w oparciu o który zaprojektowano stolicę USA można znaleźć na angielskojęzycznej stronie ([8] –  LINK ).

Członek Loży Jerzy Waszyngton  kładzie kamień węgielny pod gmach Kapitolu, 18 września 1793 r.  Jak widać prawie wszyscy uczestnicy tej uroczystości występują w strojach masońskich.

Fragment obrazu Johna Meliusa ([9] str. 1).

Udział tajnych towarzystw w powstaniu USA

Przedstawione w poprzednim rozdziale fakty staną się bardziej zrozumiałe, jeśli weźmie się pod uwagę  powiązania niektórych założycieli Stanów Zjednoczonych Ameryki z  Iluminatami i innymi tajnymi towarzystwami. Dla przykładu można stwierdzić, że Benjamin Franklin, Thomas Jefferson i najprawdopodobniej John Adams, a  więc także członkowie pierwszego komitetu, biorący udział w pracach nad Wielką Pieczęcią Stanów Zjednoczonych, byli masonami ([4] str. 300). Podobnie zresztą jak niektórzy członkowie pozostałych komitetów: Charles Thomson ([6] – LINK ), William Churchill Houston czy William Barton ([7] –  LINK ). Benjamin Franklin, postrzegany z reguły jako „dobroczynny ojciec okresu rewolucji amerykańskiej”  został masonem w 1731 roku w wieku 25 lat, a trzy lata później został Tymczasowym Wielkim Mistrzem całej masonerii na obszar Pensylwanii. Podczas jego pobytu we Francji, gdzie przebywał jako ambasador, został wprowadzony do tamtejszej loży Dziewięciu Muz, a później został jej mistrzem. Jak pisze Paul A. Fisher, Franklin „z pomocą najstaranniej zaplanowanej  i najsprawniej zorganizowanej propagandy jaką kiedykolwiek robiono”umożliwił poparcie Francji dla rewolucji amerykańskiej ([2] str. 70). Franklin miał też swój niechlubny udział w stworzeniu teorii „cnotliwej rewolucji”. Bowiem do tego czasu  powszechnie  postrzegano termin „rewolucja” jako coś negatywnego  i uważano go za  rodzaj zbrodni  przeciwko społeczeństwu. Dzięki propagowaniu przez Franklina wspomnianej teorii stało się możliwe  zaakceptowanie w świadomości wielu ludzi „rewolucji”  jako „naturalnego czynnika rozwoju ludzkości”. Do masonerii należał także Jerzy Waszyngton, który „zaliczył pierwsze stopnie loży we Fredricksburgu w Wirginii w dniu 4 listopada 1752 roku” ([2] str. 71), a następnie został „Mistrzem Loży nr 22 z Aleksandrii w stanie Wirginia” ([5] str. 37).  Choć później nie był zbyt częstym uczestnikiem posiedzeń lożowych , to stale i otwarcie wspierał amerykańskie wolnomularstwo. Thomas Jefferson,  mason i Iluminat, a także  „patron amerykańskiej demokracji” wyraźnie stwierdzał, że popiera on metody i cele klubów jakobińskich i jest „na wieki  przywiązany do zasad” rewolucji francuskiej ([2] str. 102). Gdy w 1791 roku Jefferson powrócił  do  Stanów Zjednoczonych po trzyletniej pracy na stanowisku ministra USA we Francji, opisywał  widziane przez siebie rzezie ludności jako „tą piękną rewolucję” , wyrażając nadzieję, że „ogarnie ona cały świat” ([2] str. 101). Jeśli chodzi o obecność Iluminatów w Ameryce  to jej początki można  wiązać z kongresem wszechmasońskim , jaki się odbył w 1782 roku w Wilhelmsbadzie niedaleko Frankfurtu w Niemczech. Wówczas to doszło do formalnego połączenia  Iluminatów Weishaupta i innych odłamów masonerii. W ciągu kolejnych czterech latIluminaci zdołali także utworzyć kilka lóż w Ameryce Jak podaje William T.Still w 1785 roku została założona w Nowym Jorku Loża Kolumbowa Zakonu Iluminatów, a wśród jej członków znajdowali się gubernator De Witt Clinton, Clinton Roosevelt i Horace Greeley ([2] str. 108). Clinton Roosevelt wyłożył, opartą na lucyferianiźmie, filozofię w napisanej przez siebie książce „Science of Government Founded on Natural Law” („Nauka rządu opartego na prawie naturalnym”) używając słów: „Nie ma Boga sprawiedliwego porządkującego rzeczy na ziemi; jeżeli istnieje Bóg, to jest on złośliwą i mściwą istotą, która stworzyła nas dla nędzy.” i określając siebie i innych członków swojego zakonu jako „oświeconych”. Ponadto on i jego przyjaciel, Horace Greeley, założyciel i właściciel magazynów „New York Tribune” i „New Yorker” uczestniczyli w „przedsięwzięciach z zakresu inżynierii społecznej w Ameryce. Jedno z nich  zwało się Farmą Brooka” ([2] str. 196). Warto wspomnieć, że  potomkiem Clintona Roosevelta był Franklin Delano Roosevelt , wielce zasłużony dla realizacji planów iluminizmu i komunizmu w XX wieku. Później próbowano także  propagować idee Iluminatów na terenie Stanów Zjednoczonych wykorzystując do tego celu kluby francuskich jakobinów. W 1793 roku nowym ambasadorem Francji w USA został Edmond Genet, którego wcześniej wydalono z Rosji za działalność rewolucyjną. Wkrótce zaczął on „mieszać się do amerykańskiej polityki wewnętrznej” , służąc interesom„iluministycznego planu rewolucji światowej”. Genet  rozpoczął organizowanie na amerykańskiej prowincji tzw. „Klubów Demokratycznych” , które miały ścisłe powiązania z europejskimi Iluminatami. Jak zauważył  John Adams, owe kluby są  „tak doskonale powiązane z paryskimi jakobinami, że nie może być pomyłką wywodzenie ich od wspólnego przodka” . Z kolei  Jerzy Waszyngton doszedł do wniosku, że  miały one za zadanie „siać wśród ludu ziarna zawiści i nieufności …”  oraz uważał, że „Kluby Demokratyczne” ponoszą odpowiedzialność za  tzw. „Rebelię Whisky”  – czyli próbę zorganizowania  w zachodnich regionach Stanów Zjednoczonych zaburzeń społecznych w odpowiedzi na wprowadzenie przez rząd USA podatku na trunki destylowane ([2] str. 109). W 1798 roku  Waszyngton ostro skrytykował związane z masonerią kluby jakobinów i Iluminatów jako siły „diaboliczne” i „zgubne”, zaś w liście  do G.W.Snydera, napisanym w tym samym roku,  dziękował mu za przesłanie egzemplarza książki  profesora Johna Robisona „Dowody Spisku” (Proofs of a Conspiracy), demaskującej działalność Iluminatów: „Wiele słyszałem o niegodziwym i niebezpiecznym planie oraz naukach Iluminatów, lecz nigdy nie widziałem tej książki, dopóki nie był Pan łaskaw mi jej przysłać ….” ([2] str. 71). Mimo tego  Waszyngton stale  i  tendencyjnie bronił masonerii amerykańskiej twierdząc, że żadna z jej lóż nie była „skażona zasadami przypisywanymi towarzystwu Iluminatów”  ([2] str. 71). Choć nie powątpiewał on w to, że „doktryny Iluminatów i zasady jakobinizmu rozprzestrzeniały się w Stanach Zjednoczonych” to zaprzeczał temu, by „loże wolnomularskie w tym kraju, jako towarzystwa, próbowały propagować diaboliczne cele tych pierwszych [Iluminatów] lub zgubne zasady tych drugich [jakobinów]” ([2] str. 112). Jednak jak pokazała niedaleka przyszłość idee Iluminatów  były nadal konsekwentnie propagowane i to właśnie przez różne tajne towarzystwa o charakterze masońskim. Jak słusznie stwierdza  W.T. Still:  „Choć w rewolucyjnej  Ameryce masoneria była bardzo popularna, jej oblicze było miarkowane przez dominujący charakter  chrześcijański społeczeństwa. Można jednak spokojnie powiedzieć, że owo umiarkowanie stanowiło tylko fasadę służącą zachęcaniu rzesz członkowskich. Dobrzy ludzie nie będą wstępować do złych organizacji. Nie czyni to jednak  masonerii  ani nieszko
dliwą ani pożądaną. Ma ona nadal charakter w najlepszym razie deistyczny, a w najgorszym ateistyczny lub satanistyczny” 
([2] str. 80).

Prezydent Roosevelt, Wielka Pieczęć i amerykański dolar

Jak już wspominano druga strona Wielkiej Pieczęci z rysunkiem niedokończonej piramidy była bardzo rzadko używana i  długo nie pojawiała się publicznie. Dopiero nagle, w wyniku decyzji prezydenta Franklina D.Roosevelta, począwszy od 1935 roku obie strony pieczęci znalazły się na banknocie jednodolarowym. Z reguły idee rodzą się najpierw w łonie tajnych organizacji, a dopiero później są przekładane na język polityki i ekonomii, a wielkie osobistości tego świata  mają przy sobie specjalnych „przewodników”. Tak było między innymi w przypadku prezydenta USA W.Wilsona  u którego boku funkcję tą pełnił mason i Iluminat, pułkownik Mandell House  (zdaniem niektórych jego prawdziwe nazwisko brzmiało: Mendel-Hans ( [15] str. 212) ), członek tajnego stowarzyszenia Iluminatów  „Masters of Wisdom” („Mistrzów Mądrości”). Tenże pułkownik House „przepowiedział” na cztery miesiące przed pierwszą wojną światową zabójstwo arcyksięcia Ferdynanda, czyli formalną przyczynę rozpoczęcia tejże wojny, a później przekazywał zalecenia Iluminatów prezydentowi USA ( [14] str. 74) ). Podobnie było w przypadku prezydenta Franklina D.Roosevelta, w którego otoczeniu przebywał niejaki Nicholas Constantine Roerich (Serge Makaronowsky), który miał się przyczynić  do umieszczenia na banknotach jednodolarowych  trójkąta z Wszystkowidzącym Okiem i formułą „Novus Ordo Seclorum.”  Wielu ludzi wprawdzie zaznacza, że na amerykańskim banknocie jednodolarowym znajduje się  także sentencja „W Bogu pokładamy nadzieję” (In God we Trust) , ta jednak pojawiła się na pieniądzu papierowym dopiero w 1957 roku  i to tylko w wyniku kampanii podjętej przez jednego człowieka – Mathew Rotherta – przedsiębiorcę z Camden w stanie Arkansas ( [2] str. 79). Wiele interesujących informacji na powyższe  tematy podaje Terry Melanson w swoim artykule „The All-Seeing Eye, The President, The Secretary and The Guru” ([12] – LINK ) . Jak się okazuje ze sprawę umieszczenia rysunku Wielkiej Pieczęci na banknocie jednodolarowym był wmieszany  Henry A.Wallace, mason 32 stopnia wtajemniczenia, będący w 1934 roku ministrem rolnictwa , a później w latach 1940-44 także wiceprezydentem USA. Wedle tego co oficjalnie podawał w 1951 roku Wallace,  całe to wydarzenie wyglądało następująco : „W 1934 roku kiedy byłem ministrem rolnictwa czekałem w biurze Sekretarza Stanu Cordella Hulla i przeglądałem publikacje Departamentu Stanu zatytułowaną „Historia Pieczęci Stanów Zjednoczonych”. Będąc na stronie 53 zauważyłem kolorową reprodukcję drugiej strony pieczęci. Łacińska sentencja Novus Ordo Seclorum zrobiła na mnie wrażenie  jako znacząca tyle co Nowy Ład Wieków (określenie Nowy Ład – „New Deal”- było jednym z programowych haseł prezydenta F.D.Rosevelta-P.J.) . Zatem wziąłem publikację do prezydenta Roosevelta i zasugerowałem wypuszczenie monety z pierwszą i drugą stroną pieczęci. Roosevelt w czasie oglądania kolorowej reprodukcji pieczęci był pod wrażeniem Wszystkowidzącego Oka , masońskiego symbolu Wielkiego Architekta Wrzechświata oraz myśli, że ustanowiony w 1776 roku nowy porządek wieków będzie zakończony jedynie pod okiem Wielkiego Architekta. Roosevelt, tak jak i ja był masonem 32 stopnia wtajemniczenia. Zasugerował on by umieścić wizerunek pieczęci raczej na banknocie niż na monecie .”  Według tego co dalej pisze pisze Wallace, na początkowym projekcie pierwsza strona pieczęci (z orłem) znajdowała się, zgodnie z zasadami heraldyki, po lewej stronie banknotu jednodolarowgo wraz z frazą „The Seal”, zaś druga strona (z piramidą) oraz frazą „of the United States” z prawej. Jednak Roosevelt nalegał by zmienić kolejność przedstawienia rysunków obu stron pieczęci, pozostawiając jednak na swoich miejscach napisy i dodając słowo „Great” do frazy „The Seal”. Swoje uwagi naniósł na projekcie odręcznie (rysunek u dołu). W ten sposób niezgodnie z zasadami heraldyki po lewej stronie banknotu pojawiła się druga strona Wielkiej Pieczęci  z niedokończoną  piramidą i napisem „The Great Seal” , zaś po prawej  jej  pierwsza strona z orłem i frazą „of the United States”. A więc dokonując tą zmianę prezydent Roosevelt nadał większą rangę drugiej stronie Wielkiej Pieczęci USA z niedokończoną piramidą i Wszystkowidzącym Okiem.

Odwrotna strona banknotu jednodolarowego z 1934 roku.

/ źródło: Richard Clark – LINK /

Odwrotna strona banknotu jednodolarowego po 1935 roku.

/ źródło: Richard Clark – LINK /

Nowy projekt banknotu jednodolarowego z 1935 roku z ręcznie naniesionymi  uwagami prezydenta Franklina D.Roosevelta (zgrubny szkic piramidy i orła oraz odpowiednie napisy u dołu projektu i podpis prezydenta – FDR). Polecił on odwrócić na banknocie dolarowym , wbrew zasadom heraldyki, kolejność obu stron pieczęci. Pierwsza jej strona (z orłem) miała się znaleźć po prawej stronie banknotu a druga (z piramidą) po lewej. W ten sposób nadano większą rangę stronie pieczęci z niedokończoną piramidą i Wszystkowidzącym Okiem.

/ źródło: Richard Clark – LINK /

Choć większość informacji podanych przez Wallace’a w jego relacji jest wiarygodna to jednak sama idea umieszczenia obu stron Wielkiej Pieczęci na monecie czy też banknocie jednodolarowym nie musiała wcale pochodzić  od niego. Zresztą  sama opowieść o „nagłej inspiracji” powstałej podczas czytania  publikacji Departamentu Stanu wydaje się być raczej mało prawdopodobna.  Warto w tym miejscu wspomnieć, że Henry Wallace,  będąc wolnomularzem 32 stopnia wtajemniczenia, znajdował się pod głębokim wpływem swojego duchowego  „przewodnika”, którym był niejaki Nicholas Constantine Roerich (Serge Makaronowsky) o którym Pierre Virion pisze ( [14] str. 90), że był to „Żyd z Rosji, guru sekty Vedanta i członek towarzystwa teozoficznego. To on miał przyczynić się do umieszczenia na banknotach dolarowych trójkąta z wszechwidzącym okiem (…) z dewizą Novus Ordo Seclorum – Nowy Porządek Wieków.”  Co więcej, jak poinformował w 1940 roku, w czasie obrad Kongresu USA , senator Thorkelson, figurująca na banknocie jednodolarowym pieczęć Stanów Zjednoczonych, okazała się być identyczna z pieczęcią organizacji „British Israel” ( [13] str. 32). Ponadto zarówno Wallace jak i Roerich byli członkami Towarzystwa Teozoficznego, gdzie nawiasem mówiąc „uczeń” spotkał swego „przewodnika”. Nicholas Roerich  był znanym malarzem, okultystą oraz mistykiem i mieszkał wcześniej w Rosji nazywając się Nikołaj Roerich. Wraz ze swoją żoną Heleną dzielił on zainteresowanie okultyzmem i religiami wschodnimi, będąc wraz z nią  członkiem tamtejszego „Zakonu Martynistów”. Na początku lat 20. Helena Roerich wydała w Ułan-Bator książkę pod tytułem „Podstawy buddyzmu”, w której próbowała udowodnić, że buddyzm i marksizm są właściwie tym samym. Pod koniec lat 20. z jednej ze swoich wypraw w Himalaje, gdzie była wraz z mężem, przywiozła do Moskwy pismo z rzekomym posłaniem  indyjskich mahatmów do władz sowieckich.  W piśmie tym tajemniczy „mahatmowie” pochwalali bolszewickie niszczenie cerkwi, kultury i starego świata w imię świetlanej przyszłości ([18] str. 1).  Roerich spędził wiele lat podróżując po Nepalu i Tybecie w „poszukiwaniu  zaginionego miasta” o nazwie „Shambhala”.  Wedle pewnej doktryny ezoterycznej wyznawanej przez wielu teozofów miało ono być miejscem gdzie przebywali  „Wielcy Mistrzowie”, których „ukryte ręce” stały rzekomo za utworzeniem i kierowaniem takimi tajnymi towarzystwami jak: Masoneria, Różokrzyżowcy, Towarzystwo Teozoficzne itp. Roerich wydawał się być wysoko wtajemniczonym emisariuszem owych „mistrzów” co w pełnym zagmatwanych symboli języku wspomnianej doktryny bywało  określane  jako „przyniesienie tajemniczego kamienia Chintamani”. Wspomniany kamień, będący rzekomo  częścią magicznego meteorytu z konstelacji Syriusza, był symbolicznie „przynoszony” ilekroć rozpoczynano jakąś ważną dla ludzkości „misję”  i „zwracany” kiedy „misja” ta została zakończona.Oczywiście cała ta „ezoteryczna otoczka” miała za zadanie jedynie mamić naiwnych  ludzi, których zawsze pociągała aura tajemnicy i mistycyzmu. Pewnym jednak jest, że owi „Wielcy Mistrzowie” faktycznie istnieją, ale zapewne rezydują w całkiem innym miejscu.  W każdym razie, zdaniem niektórych autorów, to właśnie pod wpływem nalegań Roericha,  Wallace miał zasugerować Rooseveltowi umieszczenie emblematu z niedokończoną piramidą i Wszystkowidzącym Okiem na banknocie jednodolarowym. Zresztą również sam Roosevelt był ściśle związany z tajnymi towarzystwami i mógł  od nich czerpać pewne idee. Oprócz tego , że był on masonem 32 stopnia wtajemniczenia, to należał także do elitarnego bractwa masońskiego występującego pod nazwą „Dawnego Arabskiego Zakonu Szlachty Kaplicy Mistycznej” („The Ancient Arabic Order of Nobles of the Mystic Shrine”). Elitarność „Zakonu Kaplicy” polegała na tym, że jego członkiem mógł zostać tylko taki mason, który  zaliczył trzydziesty drugi stopień Obrządku Szkockiego lub  trzynasty stopień (czyli stopień Templariusza) Obrządku York  ([2] str. 131). Wybitnymi „Kaplicznikami” („Shriners”) byli między innymi: J.Edgar Hoover, generał Douglas Mac Artur, prezydenci Warren Harding, Harry Truman, Gerald Ford i omawiany  Franklin D. Roosevelt. Chociaż oficjalnie mówi się, że założyciele „Zakonu Kaplicy” czerpali jego rytuały i symbole ze „znanych powierzchownie wątków biblijnych i bliskowschodnich” ([2] str. 133), to w istocie jest to  tajemna masoneria  kabalistyczna, stanowiąca zdaniem niektórych, jedną z gałęzi Iluminatów  ([12] – LINK ). Jeden z jej rytuałów był podobny do satanicznego obrzędu znanego pod nazwą „L’air Epais”, w której  inicjowany miał do wyboru albo zachować swoją dotychczasową tożsamość, albo dalej  „rozwijać się” duchowo poprzez wybranie, „leżącej na lewo” drogi do miejsca określanego jako „Shambhala”. W doktrynie ezoterycznej miejsce to  odnosiło się także wprost do mitycznego „podziemnego królestwa Szatana” ([12] – LINK ). Można  przypuszczać, że poprzez umieszczenie na banknocie jednodolarowym Pieczęci Iluminatów  próbowano oznajmić, iż Stany Zjednoczone i cała ludzkość są na odpowiedniej „drodze”  ku  lucyferiańskiemu Nowemu Porządkowi Świata. Podobnie zresztą jak Alice Bailey, będąca jedną z czołowych przedstawicielek teozofii, oznajmiła w 1932 roku o rozpoczęciu się nowej „Ery Wodnika”. Wprawdzie  wspomniana symbolika nie mogła wiele w tym pomóc, tym niemniej choćby fakt przejęcia kontroli nad systemem  politycznym i bankowym Ameryki przez „ziluminowaną elitę”  wskazuje, że zapowiedzi te nie były wcale bezpodstawne.

Emblemat elitarnego masońskiego „Zakonu Kaplicy” , którego jednym z członków był prezydent F.D.Roosevelt. Półksiężyc ze skierowanymi do dołu końcami symbolizuje „upadek dotychczasowej religii” i powstanie nowej, opartej na „braterstwie ludzkości”, wiary.

/ źródło: Terry Melanson –  LINK /

Próba interpretacji symboliki Wielkiej Pieczęci

Na koniec można  przedstawić pokrótce próbę interpretacji symboliki Wielkiej Pieczęci w oparciu o niektóre spostrzeżenia podawane przez kilku autorów zajmujących się tą problematyką. Trudno jest w tym miejscu  rozstrzygać ostatecznie o poprawności tej czy innej interpretacji, gdyż zawsze może to prowadzić do pewnych nadużyć. Dlatego podane interpretacje należy traktować z pewną dozą ostrożności. Ponadto jako podstawę  do rozważań zostanie uwzględniona jedynie wersja Wielkiej Pieczęci jaka znajduje się na jednej ze stron banknotu jednodolarowego. 

Pierwsza strona Wielkiej Pieczęci:

Pierwsza strona Wielkiej Pieczęci Stanów Zjednoczonych (awers)  przedstawiona na banknocie jednodolarowym.  Stanowi ona jednocześnie godło USA.

Na pierwszej stronie Wielkiej Pieczęci  jest przedstawiony  orzeł, który w swoim lewym szponie trzyma 13 strzał , a w prawym gałązkę oliwną z 13 liśćmi i 13 owocami. W dziobie orła jest wstęga z łacińskim napisem  „E PLURIBUS  UNUM” („z wielu jedno”), który składa się z 13 liter. Na piersiach orła znajduje się tarcza z 13 pasami. Zgodnie z projektem Wielkiej Pieczęci zatwierdzonym przez Kongres kolorystyka tej tarczy winna być następująca: 7 pasów białych, 6 czerwonych oraz niebieskie pole u jej góry, co zdaniem niektórych miało być  nawiązaniem do trzech głównych „cnót masońskich” : męstwo (kolor czerwony), czystość (kolor biały) i sprawiedliwość (kolor niebieski). Aureola nad głową orła składa się z 13 gwiazd pięcioramiennych   ułożonych w kształcie gwiazdy sześcioramiennej. Wedle oficjalnego stanowiska liczba 13, która tyle razy powtarza się w symbolice obu stron Wielkiej Pieczęci miała oficjalnie nawiązywać do liczby 13 byłych kolonii, z których powstały Stany Zjednoczone Ameryki. Jednak zdaniem niektórych autorów  liczba ta  bywa również  interpretowana przez tajne towarzystwa jako symbol „rebelii”, „rewolucji”, „apostazji”,  czy nawet szatana. Inni przypuszczają, że ma ona także związek z liczbą 13 stopni wtajemniczenia w Zakonie Iluminatów Weishaupta i  posiada  jakieś ukryte znaczenie wywodzące się z  Kabały, na której opierają się  w dużej mierze symbole masońskie. Do symboliki okultystyczno-kabalistycznej odnoszą się  też  gwiazdy pięcio i sześcioramienne , znajdujące się nad głową orła, nawiązujące swym kształtem do  pentagramu i heksagramu.  Heksagram –  zwany także „Pieczęcią Salomona”, był używany już w starożytnych religiach jako symbol bóstw: Molocha i Astoretha, jak również jako znak Saturna , planety ważnej w okultyzmie i  Kabale. Bywa też on interpretowany jako symbol równowagi dobra i zła oraz równowagi między duchem a materią. W okultyźmie i czarnej magii symbolu  heksagramu  używano do wzywania i odpędzania demonów oraz do nakładania  klątw i  zaklęć na określone ofiary. Również w  Kabale sześcioramienna gwiazda  stała się jednym z najważniejszych magicznych symboli.

Wielki kabalistyczny heksagram – obraz „świata ubóstwionego”. 

Reprodukowany  powyżej obrazek  jest wariantem heksagramu, jaki zamieścił w XIX wieku w swoim dziele „Dogmaty i rytuały wysokiej magii” („Dogme et rituel de la Haute Magie”) znany  okultysta i kabalista Eliphas Levi (ex-ksiądz Ludwik Constant), który zaczerpnął ów symbol ze starych manuskryptów. Levi należał  do grupy wysoko wtajemniczonych „mistrzów”, którzy pod pozorem propagowania poprzez różne tajne towarzystwa tzw. „chrześcijańskiej magii”, usiłowali podsunąć Kabałę Kościołowi. Co więcej jego zdaniem sama masoneria to w istocie „wielkie stowarzyszenie kabalistyczne … ,  co pojawia się niespodziewanie w dziejach świata w chwili, kiedy protest przeciwko Kościołowi rozczłonkował był jedność chrześcijańską” ([9] str. 40). Przedstawiony na rysunku heksagram  występuje także pod nazwą  MAKROPROZOPUS i MIKROPROZOPUS („wielki i mały świat”) Kabały. Poniżej przedstawiono w obszernych fragmentach wyjaśnienie jego symboliki, które  podaje  Pierre Virion ([11] str. 157)

1. Wąż trzymający w pysku swój własny ogon i oplatający heksagram jest symbolem wysokiego wtajemniczenia okultystycznego. Wyobraża on uniwersalność wiedzy tajemnej i potęgę magów panującą nad światem.

2. Dewiza „Quos superius macroprosopus, suit quod inferius microprosopus” jest prastarą formułą wiedzy hermetycznej. Znaczy „To co jest na górze , jest jak to co jest na dole” (i przeciwnie). Należy w niej widzieć przede wszystkim błędną analogię, która uważa świat widzialny za odbicie niewidzialnego świata wyższego, którego jest repliką. Iluminizm i teogonia sekt masońskich prowadzą tą drogą do odwrócenia prawd objawienia, a co za tym idzie – teologii katolickiej. Mikroprozopus (wyższy) przybrany w papieską tiarę jest więc Człowiekiem-Archetypem, idealnym, boskim Adamem-Kadmonem Kabały. Mikroprozopus (niższy) jest to Mag, istota „nadludzka” tu na ziemi; „wiedza tajemna czyni z niego jedną z tych nieprawadopodobnych istot, które z człowieczeństwa  zachowują właściwie tylko wygląd zewnętrzny, ale których wyzwolony umysł wznosi się na niesłychane wyżyny, gdzie człowiek przemienia się w półboga.”  Jest to również formuła odrodzenia, regeneracji (czy reintegracji) człowieka przy pomocy „wielkiego dzieła” hermetyzmu, wiedzy tajemnej, która z człowieka (niższego) czyni boga (wyższego).

3. Z dwóch trójkątów ten, którego wierzchołek zwrócony jest ku dołowi, przedstawia zstępowanie pierwiastka boskiego – Ducha – w materię. Trójkąt, którego wierzchołek  zwrócony jest ku górze  przedstawia wszystko, co ponownie wstępuje ku „Duchowi” (…)

Heksagram jest więc doskonałym  obrazem „świata ubóstwionego” , a w odniesieniu do człowieka jest dokładnym odzwierciedleniem słów z Księgi Rodzaju: „Eritis sicut dii” („Będziecie jako bogowie”). Podobnie pentagram , pentagrammon (gr. penta -pięć, gramma – litera, znak), pięciokąt foremny gwiaździsty lub gwiazdapięcioramienna ([19] str. 95)

 

Pentagram , pentagrammon (gr. penta -pięć, gramma – litera, znak), pięciokąt foremny gwiaździsty lub gwiazda pięcioramienna ([19] str. 95)  – jest ważnym symbolem magiczno-okultystycznym, a także satanistycznym. W XIX wieku znany  okultysta i kabalista Eliphas Levi (ex-ksiądz Ludwik Constant), wprowadził podział pentagramów na „dobre” i „złe”. Pierwszy z nich (rysunek z lewej) posiada jeden wierzchołek skierowany ku górze i jest często przedstawiany z wpisanym w siebie wizerunkiem człowieka. Pentagram ten jest jednym z ważniejszych symboli masonerii i bywa interpretowany jako symbol człowieka (ADAM-EVE) , będącego w drodze do „odrodzenia” i „ubóstwienia” –  jest to więc symbol pogańskiego humanizmu inicjatycznego. W niektórych przypadkach znak ten jest  także uznawany jako symbol „dobrego” Lucyfera.  Z kolei odwrócony pentagram z dwoma wierzchołkami skierowanym ku górze (rysunek z prawej) jest uważany za symbol „złego” Szatana (SAMAEL-LILITH), przedstawionego w  postaci tzw. „kozła z Mendes” (Baphometa). LILITH – „w tradycji talmudycznej i folklorze żydowskim demon (…) zagrażający zwłaszcza dzieciom i kobietom w ciąży. (…) Wg legendy hebrajskiej była pierwszą żoną Adama, ale tak samowolną i złośliwą, że Adam nie mógł z nią wytrzymać (…).” [20] str. 599).SAMAEL W tradycji żydowskiej   to anioł śmierci, zarządzający „Siódmym Niebem”, jeden z siedmiu wysłanników Boga na świecie, któremu służy dwa miliony aniołów, on miał kusić Ewę w raju jako wąż. Według tradycji chrześcijańskiej upadły anioł, wypędzony z nieba za sprzeciwienie się Bogu. Przejściecie z jednej formy pentagramu w drugą można uzyskać poprzez jego obrót o 33 stopnie, zaś liczba 33 ma podstawowe znaczenie w symbolice masońskiej – między innymi wiąże się ona z ilością stopni wtajemniczenia w niektórych obrządkach masońskich. Pentagram wykorzystywany był i jest w symbolice masonerii okultystycznej, magii ceremonialnej i kabalistyce oraz jako symbol komunizmu – znak gwiazdy pięcioramiennej został przedłożony bolszewikom przez Leivę  Trockiego-Bronsteina, członka loży masońskiej Wielki Wschód, który zdawał sobie sprawę z jej ezoterycznego sensu.( [19] str. 96).

Druga strona Wielkiej Pieczęci:

Druga strona Wielkiej Pieczęci Stanów Zjednoczonych (rewers) przedstawiona na banknocie jednodolarowym.

Druga Strona Wielkiej Pieczęci przedstawia niedokończoną piramidę, której przednia ściana składa się z 72 kamieni murarki ułożonych w 13 warstw (13 cykli). Nie jest wykluczone, że ilość tych warstw ma również jakiś związek z liczbą stopni wtajemniczenia w Zakonie Iluminatów Weishaupta. Na dolnej warstwie umieszczono  napis MDCCLXXVI oznaczający wyrażoną w cyfrach rzymskich liczbę 1776, czyli rok kiedy Adam Weishaupt  ogłosił założenie swego Zakonu. Szczyt piramidy stanowi Wszystkowidzące Oko oprawione w masoński trójkąt. Nad piramidą widnieje napis „Annuit Coeptis” („Błogosław nam w naszym przedsięwzięciu”), który także posiada 13 liter. Poniżej piramidy znajduje się zwój ze  znaną dewizą Iluminatów „Novus Ordo Seclorum” („Nowy Porządek Wieków”).  Symbol Wszystkowidzącego Oka nawiązuje do egipskiego hieroglifu „złego oka”, przedstawiającego  Ozyrysa, który  był  bogiem  świata podziemnego i księciem zmarłych, będąc jednocześnie postrzeganym jako naczelny bóg zła. Warto nadmienić, że w okultyźmie  Ozyrys i Horus (syn Ozyrysa) są to również imiona odnoszące się do samego Szatana ([8] – LINK ) . I tak na przykład zdaniem  Williama J.Schoebelena znak „złego oka” jest uważany „przez wszystkich satanistów za symbol Lucyfera”  ([12] –LINK ). „Oko Ozyrysa” (zwane też „Okiem Horusa”)  zostało  przyjęte także przez masonerię jako jeden z jej najważniejszych symboli. Niektórzy interpretują emblemat Wszystkowidzącego Oka także jako symbol ustawicznej kontroli Iluminatów nad ich „wielkim dziełem” czyli budową Nowego Porządku Świata. Warto wspomnieć, że nie kto inny jak Adam Weishaupt – założycielZakonu Iluminatów –  nazwał ten symbol „insynuacyjnym braterstwem” lub „szatańskim okiem” , które spogląda w dół i kontroluje społeczeństwo ([17] str. 34).

 

Angielski satanista Aleister Crowley, nazywający siebie „Antychrystem”, „Wielką Bestią” i „Panem Nowego Eonu” w trójkątnej czapce z Wszystkowidzącym Okiem, które symbolizowało „wiedzę” i „moc” odnoszącą się do staroegipskiego boga Horusa. W okultyźmie Horus  jest jednym z imion odnoszących się do samego Szatana. Crowley był także założycielem swojego magicznego zakonu Argentium Astrum („Srebrna Gwiazda”). 

/ źródło: Terry Melanson – LINK  /

Rysunek niedokończonej piramidy ma także ściśle określoną symbolikę. Jak stwierdza masoński autor Manley Hall w „Lost Keys of Freemasonry” („Zaginione klucze wolnomularstwa”) piramida ta staje się kompletna, gdy na jej szczycie stoi mistrz mason. Autor ten komentując zamieszczony w swojej książce rysunek, który przedstawia mistrza masońskiego odprawiającego swe obrzędy na szczycie piramidy pozbawionej wierzchołka pisze tak ([2] str. 78): Mistrz mason staje się kamieniem wierzchołkowym Świątyni Powszechnej. Stoi on samotnie na szczycie świątyni. Należy położyć jeszcze jeden kamień, lecz nie potrafi on go znaleźć. Kamień ten  leży gdzieś w ukryciu. Mistrz modli się na klęczkach, prosząc istniejące moce  (a więc jednak nie „Boga” tylko „moce” – P.J.) o dopomożenie mu w poszukiwaniach. Pada na niego światło słoneczne, oblewając go przepychem niebieskim. Nagle odzywa się głos z niebios mówiący: „Świątynia jest ukończona, a mój wierny mistrz został uznany za brakujący kamień” (…) Mistrz mason ucieleśnia potęgę umysłu ludzkiego, to ogniwo łączące razem niebo i ziemię w łańcuch bez końca”. W innej swojej pracy „Secret Destiny” („Ukryty Cel”) tenże Hall, nawiązując do legendy o Atlantydzie, stwierdza dalej: „Ta świątynia nauk ze starej Atlantydy jest symbolicznie przedstawiona na pieczęci nowej Atlantydy. To społeczność nieznanych filozofów napieczętowała nowy naród odwiecznymi symbolami, by wszystkie narody mogły znać cel, dla jakiego założono nowy kraj! Możliwe jest tylko jedno źródło tych symboli, a mianowicie tajne towarzystwa, które przybyły do tego kraju na sto pięćdziesiąt lat przed wojną rewolucyjną. Monogram nowej Atlantydy objawia, że kontynent ten zarezerwowano do dokonania wielkiego dzieła – to tu ma być wzniesiona piramida dążeń, szkoła tajnych towarzystw.” Warto  zauważyć, że w rysunku nieukończonej piramidy zawiera się również  kształt trójkąta  z wierzchołkiem skierowanym w górę. Jak już wspomniano wcześniej trójkąt ten można  interpretować jako jedną z części kabalistycznego heksagramu (rysunek u dołu), która przedstawia wszystko co „wstępuje ku duchowi” bądź też oznacza „doskonałego i ubóstwionego”, poprzez kolejne wtajemniczenia, człowieka.  A więc niedokończona piramida wydaje się przedstawiać sobą „piramidę odwiecznych dążeń” tajnych  towarzystw, które pod okiem „Wszystkowidzącego Wielkiego Architekta” pracują od dawna  nad  przebudową całej ludzkości w kierunku utworzenia, opartego na lucyferianiźmie, Nowego Porządku Świata. 

Symbol nieukończonej piramidy z Wielkiej Pieczęci wpisany w heksagram. Litery w pięciu jego wierzchołkach tworzą napis „mason”.

/ źródło – LINK /

tematy  pokrewne:

PRZYKŁADY SYMBOLIKI TAJNYCH TOWARZYSTW 

Źródła tekstu i ilustracji:

1.   Oficjalna  strona poświęcona historii Wielkiej Pieczęci –  LINK . 

2.   W.T.Still – „Nowy Porządek Świata” – Poznań 1995.

3.   F.Eger – „Historia masonerii i innych towarzystw tajnych” – Warszawa 1904.

4.   Wypisy – „Wolnomularstwo w świetle encyklopedyj”  – Warszawa 1934.

5.   H.Pająk – „Dwa wieki polskiej Golgoty” – Lublin 1999.

6.   J.Snider – „The Great Seal of the United States” (7)  – LINK . 

7.   „A Masonic explanation of the markings on the one dollar bill” (6)  – LINK . 

8.   „Freemasonry – the worship to Lucifer, Satan” (10) – LINK . 

9.   K.Morawski, W.Moszczyński – „Co to jest masoneria” – Poznań 1997.

10.  R.Gładkowski – „Myślącym pod rozwagę” – Toronto 1984.

11.  P.Virion – „Misterium nieprawości” – Warszawa 1996.

12. T.Melanson – „The All-Seeing Eye, The President, The Secretary and The Guru” (13) – LINK .

13. M.Poradowski – „Nowy Światowy Ład” – Poznań 1994.

14. P.Virion – „Rząd Światowy” – Warszawa 1999.

15. J.A.Cervera – „Pajęczyna władzy” – Wrocław 1997.

16. R.Clark – „Mark of the Beast” (2) – LINK .

17. A.Zwoliński – „Wokół masonerii” – Kraków 1995.

18. Z.Chocimski – „Ezoteryczne źródła komunizmu” – Fronda Nr 9/10/1998.

19. Encyklopedia Białych Plam, tom XIV – Radom 2004.

20.  Wł. Kopaliński – „Sownik mitów i tradycji kultury” – Warszawa 1991.